Absolutny MUST HAVE! JOICO Defy Damage – recenzja

Od jakiegoś czasu używam sobie do pielęgnacji włosów kosmetyków marki Joico. Oprócz kilku chwilowych i przelotnych znajomości zawieranych z tymi produktami w salonach fryzjerskich, nie miałam dłuższej styczności. Do momentu gdy pojawiła się na rynku linia Defy Damage.

JOICO Defy Damage występuje w dwóch wariantach – takim salonowym, składającym się z dwóch kroków i zupełnie domowym, tradycyjnym. Tutaj tych kroków jest więcej, bo 4 – szampon, odżywka, maska i kuracja ochronna. I właśnie ten zestaw sobie używam już od ponad miesiąca. Co chciałabym Wam na jego temat powiedzieć? Najpierw sobie myślę, że wystarczyłoby kilka prostych zdań, później zmieniam zdanie – to trzeba jednak szerzej opisać. 😉

Zacznę od przedstawienia Wam tej serii, bo na rynku jest dość świeża, swoją premierę miała w marcu tego roku, także jeszcze pewnie nie wszystkie z Was o niej słyszały. Kosmetyki Joico to przede wszystkim produkty profesjonalne, dlatego ich formuły są innowacyjne i niezwykle dopracowane. Tym, co wyróżnia Defy Damage jest nowoczesna, oparta na liposomach technologia (New Smart Release Technology) stopniowego uwalniania i dostarczania skrupulatnie dobranych składników aktywnych do wnętrza włosa. Produkty te transportują keratynę, argininę czy olejek z dzikiej róży, powodując odbudowę i ochronę czy to przed wysokimi temperaturami podczas stylizacji, czy przed promieniami UV albo smogiem.  Linia dedykowana jest do każdego rodzaju włosów, bo wachlarz jej działania jest bardzo szeroki. Kosmetyki te nawilżają i pozwalają te nawilżenie utrzymać na dłużej, wygładzają. Sprawiają, że włosy stają się miękkie, lśniące i sypkie. Prawie, że eliminują problem łamliwości włosów, ich wypadania czy rozdwajania. A do tego podtrzymują nasycenie koloru.

Joico Defy Damage

Szampon JOICO Defy Damage zaskoczył mnie już podczas pierwszego mycia głowy. Wiecie czym? Tym, że jest tak niesamowicie wydajny! Gdy nałożyłam sobie na głowę taką porcję szamponu jak zawsze, spłukiwania końca nie było widać. Serio! Szampon już podczas mycia rozplątuje włosy, nadaje im gładkości i miękkości. Pachnie bardzo przyjemnie. Dość delikatnie, ale jak to na profesjonalne kosmetyki przystało zapach ten jest intensywny i na włosach się utrzymuje bardzo długo. Jak już wspomniałam świetnie się pieni, przy czym warto zaznaczyć, że w składzie nie ma SLS czy SLES. Bardzo fajnie oczyszcza i skutecznie rozprawia się z suchymi szamponami czy produktami do stylizacji. Nie plącze włosów i w połączeniu z odżywką, której również używałam na co dzień ułatwiają rozczesywanie, a nawet powiedziałabym, że zupełnie likwidują problem jakiekolwiek plątania się włosów, zahaczania czy ciągnięcia – takie rzeczy po prostu przestają istnieć. O ile nie zauważyłam, żeby jakoś niezwykle przedłużał świeżość włosów (standardowo myję codziennie, czasami przedłużam do dwóch dni), to nie wystąpiły u mnie żadne podrażnienia skóry głowy. A miejscowe zaczerwienienia czy swędzenie głowy, a nawet czasami łupież nie jest mi obcy podczas testowania nowości. Ale żeby była jasność – w żaden sposób też moich włosów nie obciążał. Nie czułam, żeby jakoś szybciej się przetłuszczały, albo ciążyłī u nasady. Nawilżenie i o wiele lepszą kondycję włosów widać naprawdę po pierwszym użyciu. A moje włosy do łatwych nie należą. Są delikatnie kręcone, zawsze suche przy końcach, a przetłuszczające się u nasady. Łamliwe i kruszące się – takie znalałam je do tej pory. Także myślę, że skoro u mnie ten szampon sprawdził się tak dobrze, to i przy wszystkich innych rodzajach włosów można się równie świetnych efektów spodziewać, z resztą tak też mówi producent.

Joico Defy Damage

Szampon jednak napewno nie miałby tak wielkiej mocy, gdyby nie Odżywka JOICO Defy Damage, która jest jego idealnym uzupełnieniem. Ta ma raczej standardową dla tego typu produktów konsystencję – kremową, dobrze trzymającą się włosów. Pachnie tak samo jako szampon, z resztą, jak i dwa kolejne kosmetyki, o których zaraz opowiem. Przyjemnie się ją po włosach rozprowadza i super szybko z nich usuwa. Pozostawia po sobie taką fajną powłokę ochronną. Jak już wspomniałam jest nieoceniona w kwestii rozplątywania włosów, bardzo ułatwia ich rozczesanie. Wygładza, ale w żaden sposób nie obciąża. Daje efekt lekkich, miękkich i sypkich włosów, ładnie przy tym uniesionych i odbitych u nasady. Przed ponad miesiąc stosowania nie zdażyło mi się, aby odżywka dała efekt tłustych czy ciężkich włosów. Świetnie sprawdza się w roli ochroniarza przed wysokimi temperaturami. W połączeniu z prostownicą, która czasami powodowała u mnie takie dziwne puszenie się włosów, czyni cuda – czyli piękne, lśniące i lejące się włosy. A i efekt tego prostowania jest o wiele trwalszy i znacznie mniej podatny na wilgoć. To co mnie cieszy, to pojemność tej odżywki – 250 ml starczy na długo, szczególnie, że co kilka dni stosuje się ją wymiennie z maską.

Maska JOICO Defy Damage to już mniejsza tubka – 150 ml, bo i znacznie rzadziej się jej używa (raz na tydzień). Konsystencja gęsta i zbita, choć nadal przyjemna w użyciu i dobrze po włosach się prowadząca. Nie jest maską, którą trzeba nosić na włosach pół dnia, aby zobaczyć jakiekolwiek efekty, wystarczy od 2 do 5 minut i już (uwielbiam takie ekspresowe działanie!). Na dodatek efekty też nie byle jakie. Nawilżone i gładkie, a także mocne, zyskujące na objętości i gęstości włosy. Wyglądające tak pięknie i tak zdrowo, że ma się wrażenie jakby się właśnie wyszło od fryzjera, który nad tym efektem pracował przez co najmniej półtorej godziny. A oprócz tego co gołym okiem widać, dodatkowe korzyści związane ze wzmocnieniem cebulki i odbudową łuski, a także stale uwalniana moc składników aktywnych (nie tylko podczas aplikacji!), której nie spotkacie nigdzie indziej. Jest to fajne uzupełnienie codziennej pielęgnacji i taki porządny zastrzyk energii dla włosów.

Joico Defy Damage

Ostatnim elementem zestawu JOICO Defy Damage jest kuracja odbudowująca w kremie – Krem ochronny JOICO Defy Damage Protective Shield, który stosuje się na co dzień bez spłukiwania na wilgotne włosy. Ten produkt polecany jest w szczególności do włosów farbowanych oraz takich, które mają dużo do czynienia ze stylizacją na gorąco. Chociaż ja włosów staram się bez potrzeby nie męczyć, a farbowane też nie są, to krem stosuję właśnie w formie ochrony, na co dzień bardziej tej mechanicznej – suszenie i pocieranie włosów ręcznikiem dobre dla nich nie jest, jak i przed aktualnie królującym pełnym słońcem oraz promieniami UV. Do tej pory przyznam, że w okresie letnim czasami nie mogłam sobie poradzić z przesuszonymi, łamiącymi się końcówkami, a przy rozczesywaniu związanych w ciagu dnia włosów wręcz płakałam. Teraz ten problem nie istnieje. Włosy są miękkie, elastyczne, giętkie przez cały dzień, również gdy spędzam go na dworzu, na pełnym słońcu, w upale. Stale nawilżone, lśniące i zdrowe. Podobno krem ten świetnie sprawdza się również jako ochrona koloru, który podczas stylizacji na gorąco niestety szybciej traci nasycenie i swój soczysty wygląd. Choć na własnej skórze tego nie sprawdziłam i mam nadzieję, że jeszcze długo nie będę miała okazji, to jestem zupełnie przekonana, że tak właśnie jest i że to działa. Produkt ten ma kremową, ale super lekką konsystencję. Szybciutko wchłania się we włosy nie pozostawiając po sobie śladu. Żadnego uczucia lepkości, sklejenia czy innego dyskomfortu. Nie obciąża włosów, nie przyspiesza ich przetłuszczania. Jest bardzo wydajny (jedna porcja w zupełności wystarcza na moje, sięgające łopatek włosy), a butelka o pojemności 100 ml uzupełniona jest o pompkę z dozownikiem.

Jak powszechnie wiadomo kosmetyki profesjonalne do najtańszych nie należą i często nie rozumiałam tej różnicy, bo wiele kosmetyków tych rzekomo profesjonalnych nie robiło u mnie nic ponad to, co robią te nieprofesjonalne. W tym przypadku cena dla mnie jest jak najbardziej uzasadniona. Wiem za co płacę zarówno jeśli chodzi o efekty, jak i wydajność i serio chcę wydawać pieniądze na właśnie takie produkty. Podam Wam ceny, jakie są obecnie w miastowlosow.pl:
🛒 Szampon JOICO Defy Damage – 109 zł
🛒 Odżywka JOICO Defy Damage – 109 zł
🛒 Maska JOICO Defy Damage – 159 zł
🛒Krem odbudowujący JOICO Defy Damage – 159 zł

Joico Defy Damage

W ramach podsumowania powiem tak – jest to absolutnie najlepsza linia kosmetyków do pielęgnacji włosów jaką kiedykolwiek miałam. Moje włosy zmieniły się tak bardzo… A ja przez pierwszych kilka dni używania tych produktów czułam się jakbym codziennie rano wychodziła od fryzjera, który właśnie wykonywał mi jakieś skomplikowane zabiegi pielęgnacyjne. Są silne, zdrowe, lśniące. Nie wypadają, nie łamią się i nie kruszą, a końcówki jak po podcięciu. Włosy nie elektryzują i nie puszą. Są sypkie, sprężyste i pięknie pachnące. Nawet zupełnie nieułożone, prezentują się świetnie. Wiem, że pokochały linię JOICO Defy Damage i ten romans będzie trwał długo.

Dzięki JOICO, że wprowadziliście na rynek tak świetną serię, którą każda z nas może mieć we własnej łazience! ❤️

Ulubieńcy: styczeń 2019

Dzisiaj ulubieńcy! 🙂 Pierwszy raz piszę taki post i zastanawiam się jak długo wytrwam w cykliczności ich pojawiania się, albo jaka w ogóle będzie ich częstotliwość. Choć tytuł wskazuje na podsumowania miesięczne, to nie jestem przekonana, że tak będzie. Posty te raczej będę uzależniała od tego czy w danym okresie rzeczywiście ci ulubieńcy się u mnie pojawili czy też nie. Ok, to zaczynamy.

Matowe pomadki płynne OH!MyLips Eveline Cosmetics już na mojej stronie gościły, ale nie ta czerwień. Gdy ją zobaczyłam po prostu przedpadłam! Czerwoną pomadkę traktuję jako coś pewnego, może to, co teraz napiszę nieskromne będzie, ale po prostu dobrze w niej wyglądam. Oczywiście zdarzają się odcienie, które niekoniecznie są dla mnie, ale wszystkie żywe czy ciepłe, tak jak i ta są moimi. A tą kocham i za kolor i jakość.

Kolejnym odkryciem okazało się serum do brwi L’Biotica – Activ Brow, którego używam już od prawie dwóch miesięcy. Raczej nigdy nie narzekałam na brwi, bo zawsze były dość pełne, kształtne i niewiele musiałam robić, żeby dobrze wyglądały. I nadal tak jest, z tym, że od jakiegoś czasu zaczęły gdzieś tam przy demakijażu wypadać i troszkę się przerzedziły. A, że wyraźne brwi uważam za istotny „element” mojej twarzy :D, to i serum się u mnie pojawiło. Efekty takie, jakich się spodziewałam – wzmocnienie i zagęszczenie. Przestałam tracić brwi naprawdę bardzo szybko. Producent obiecuje pierwsze efekty po miesiącu stosowania, ale mi się wydaje, że już wcześniej produkt zaczął działać, także duuuża okejka. 🙂

Eveline Cosmetics OhMyLips | L’biotica Brow Active

Bi-es For Woman. Marka zaskoczyła mnie bardzo pozytywnie swoją nową kolekcją zapachów – Numbers Collection. Podoba mi się w niej naprawdę wszystko. I zamysł, i flakony, zapachy, a także ich niesamowita trwałość i ta super niska cena. Tak dobre wrażenie ciężko jest przebić, więc jak dotarły do mnie te perfumy, ja już nie byłam zaskoczona tylko wręcz zszokowana! Bo zapach uwiódł mnie totalnie! Mega mocny i silny, ale nadal kobiecy. Słodycz jest w nim dość dobrze ukryta, ale oczywiście wyczuwalna. Myślę, że to bardzo zmysłowy, ale też niejednoznaczny zapach. Przepiękny, po prostu. Niestety ten do sprzedaży nie wszedł, a ja otrzymałam go od marki jako prezent świąteczny. Nie mniej – polecam Wam serdecznie pozostałe produkty tej marki. 🙂

Bi-es Woda perfumowana

Jakiś czas temu skorzystałam z kodu rabatowego, który znalazłam w shinybox i nakupowałam kosmetyków zupełnie dotąd mi nieznanej marki – INSIGHT. Wzięłam szampon, odżywkę, żele pod prysznic, a także coś do mycia dla mojej małej. I wow! Wszystkie sprawdziły się fantastycznie. Szampon i odżywkę opisałam w instagramowym denku na Insta Stories, tak samo żel do mycia z serii Sensitive. Kosmetyki naturalne, w dużych opakowaniach, z wygodną pompką, z pięknymi zapachami i super efektami. Już planuję kolejne zakupy. 🙂

INSIGHT

Cougar Brazillian Papaya Facial Oil – olejek do twarzy, który znalazłam w jednym z pudełek ShinyBox. Zawiera kwas hialuronowy i pewnie właśnie dlatego tak go lubię. Dodatek hialuronu zawsze nadaje taką charakterystyczną konsystencję, która fantastycznie sunie po twarzy i super szybko się wchłania. A do tego i działanie wzmocnione. Uwielbiam to. Zawsze używam go w połączeniu z innymi produktami, jako serum. Po toniku, ale przed kremem, w których towarzystwie dobrze sobie radzi. Nawilża, wygładza i odżywia. Mimo tego, że ulubieńcem jest, ma jedną sporą wadę – super niepraktyczne opakowanie.

Styczeń to niewątpliwie miesiąc pod znakiem zawartości kalendarza adwentowego. Ponieważ jeszcze w listopadzie zdecydowałam się na kupno Lookfantastic, to przez prawie cały grudzień mogłam się cieszyć kolejnymi nowościami, a część z nich od razu zacząć używać. I tym sposobem na koniec do zestawienia ulubieńców stycznia wpadają aż 4 produkty, które znalazłam właśnie w kalendarzu adwentowym Lookfantastic.

Pędzel dwustronny Lookfantastic

Dwustronny pędzel Lookfantastic – w jednej strony wachlarz. Z drugiej zbity stożek, którego używam do pudrowania okolic oka i to w zasadzie jest ten mój ulubieniec. Włosie miękkie, miłe i radzące sobie z kosmetykami, a jednocześnie trwała forma i idealny (do zadań specjalnych) – kształt. 🙂

Black Magic Mascara Drama & Curl Eyeko – bardzo fajny tusz z tradycyjną, wyprofilowaną szczoteczką. Niby za takimi nie przepadam, a tu taka niespodzianka. 😉 Rozczesuje rzęsy, rozdziela je podczas malowania, widocznie podkręca. Miniatura starcza nawet na miesiąc.

BBB London Ultra Slim Brow Definer czyli ultra cienka kredka do brwi. Tak zwany „automatic”. 😉 W stronę woskowej, ale z fajną pigmentacją i dobrą (nie za tłustą) konsystencją. Jest miękka, więc łatwo się nią kreśli nie podrażniając przy tym delikatnego łuku brwiowego. Kolor tez bardzo mi podpasował.

Grow Gorgeous Thickening Hair & Scalp Mask Intense – włosy milutkie, mięciutkie i pachnące. Wygładzone, ale nieoklapnięte. Nawilżenie bez obciążenia i straty świeżości. Bardzo podoba mi się ten zapach – jest dość intensywny, więc to nie dla wszystkich może być zaleta. Konsystencja dość standardowa, trzymająca się włosa, ale też dobrze się spłukująca.

Lookfantastic | BBB London | Eyeko

Niesamowite efekty z japońską wcierką KAMIWAZA

Po kilku miesiącach intensywnej regeneracji, wzmacniania i hodowania z dość kiepskimi skutkami, trafiłam na produkt, który w ciągu 2 miesięcy spowodował, że na mojej głowie jest dwa razy więcej włosów. Na razie połowa z nich jest bardzo krótka (tzw. baby hair) i szczególnie gdy zepnę włosy wyglądam przez to trochę obciachowo. Ale co tam! Najważniejsze, że wyrastają i to tak licznie. 🙂

Wybawicielem i jednocześnie sprawcą zamieszania jest Naturalny stymulator wzrostu włosów – KAMIWAZA.
Jest to odżywka, a w zasadzie wcierka powstała na bazie roślinek. Jest to mieszanka buku, brzozy, łopianu i pokrzywy. Jej wysoka skuteczność możliwa jest dzięki odpowiedniemu procesowi ekstrakcji.

Ten japoński kosmetyk stymuluje do działania mieszki włosowe, powodując wzmocnienie włosów, ograniczając ich wypadanie, a także pobudzając do wyrastania nowych. Dodatkowo pielęgnuje skórę głowy i zwalcza łupież.

Jest zupełnie rzadka, wodnista, o zielonym zabarwieniu. Posiada naturalny i chyba neutralny, taki bardziej ziołowy zapach.

Powinno się ją stosować po każdym umyciu głowy, dlatego ja używałam jej codziennie. W niewielkich ilościach wcierałam odżywkę w skórę głowy przez jakieś 4 miesiące, chociaż już po 2 miałam na głowie sporo nowych włosów. Mam też wrażenie, że od kiedy jej używam to włosy mniej wypadają i są mocniejsze.

Chyba pierwszy raz spotkałam się z taką skutecznością! Tak widoczne gołym okiem efekty to dla mnie mimo wszystko rzadkość. Myślę, że w tym wszystkim super ważna jest również systematyczność, niemniej zasług Kamiwazie odbierać nie będę. 🙂

Ja swoje opakowanie 95 ml (45 zł) znalazłam w pudełku Naturalnie Piękna Inspired By – ShinyBox. I powiem Wam, że właśnie dla takich perełek warto sobie zainwestować w subskrypcję. Jestem przekonana, że gdyby nie box, to na Kamiwazę bym po prostu nie trafiła.

Paul Mitchell seria odbudowująca STRENGTH

Jak już się chwaliłam jakiś czas temu, zostałam ambasadorką Paul Mitchell Polska, w związku z tym dzisiaj wpis typowo włosowy, bo chciałam zaprezentować Wam kosmetyki, których ostatnio miałam przyjemność używać.

Doskonale wiecie (bo żaliłam się przy każdej możliwej okazji), że z pół roku temu straciłam ooogromną ilość włosów i w ostatnim czasie bardzo skupiłam się na ich „hodowli”. Dlatego też wszystko co odbudowujące, wzmacniające, stymulujące i regenerujące, było i w zasadzie nadal jest bardzo porządane. I chyba nie jestem w tym osamotniona, bo z tego co podglądałam, inne Ambasadorki, też skupiły się na regeneracji.

Z oferty Paul Mitchell wybrałam dwa kosmetyki z serii Strength:
1. Super Strong Daily Shampoo – Odbudowujący szampon do codziennej pielęgnacji
2. Super Strong Liquid Treatment – Silny środek odbudowujący bez spłukiwania

Paul Mitchell STRENGTH

Szampon Super Strong Daily Shampoo skierowany jest do posiadaczek włosów słabych, rzadkich i łamliwych. Czy to spowodowanych „złym traktowaniem” (farbowaniem, prostowaniem, suszeniem) czy innymi „głębszymi” czynnikami, takimi jak na przykład stres. Szampon ma za zadanie wzmocnić włosy i odbudować je. Tajemnica tego kosmetyku tkwi w zastrzeżonym przez markę kompleksie Super Strong, który zawiera hydrolizowane proteiny roślinne. Mieszanka ta odbudowuje wewnętrzną strukturę włosów, dodaje im elastyczności i blasku. Tyle wynika z opisu produktu, a jak sprawdził się w rzeczywistości?

W walce o lepsze włosy szampon zawsze wydawał mi się najmniej istotny. Najważniejsze było dla mnie, żeby sprawy nie pogarszał. Ale teraz powiem Wam, że warto walczyć o to, aby brał czynny udział nie tylko w oczyszczaniu i „nieprzeszkadzaniu”, ale też w naprawianiu. Odpowiednie nawilżenie włosów czy ułatwianie rozczesywania przez sam szampon teraz ma dla mnie ogromne znaczenie. I ten właśnie tak działa. Oprócz tego, że porządnie oczyszcza, to też nadaje im miękkości i poślizgu. Nie podrażnia skóry głowy, ale tak jak w przypadku włosów, dobrze ją oczyszcza, zostawiając optymalnie nawilżoną. Nie ma też problemów z usunięciem kosmetyków do stylizacji.

Włosy nie łamią się przy wycieraniu i co najważniejsze – nie są splątane czy tępe. Szybko się rozczesują bez większych strat. Po wysuszeniu z kolei są lśniące i sypkie. Odbite od nasady, z ładnym skrętem (w moim przypadku to też fajna sprawa). Na pewno są bardziej elastyczne i miękkie. Nie kruszą się w trakcie podpinania, nie sterczą, nie elektryzują się.

Gdybyście były ciekawe konsystencji czy zapachu, to ta pierwsza wydaje mi się być standardowa dla tego typu produktów – nie za gęsta, nie za rzadka. A sama formuła dość wydajna – niewiele trzeba kosmetyku do pokrycia pianą całej głowy i włosów. Zapach przyjemny, nienachalny.
Szampon to okrągła, dobrze leżąca w dłoni tuba z dozownikiem, o pojemności 300 ml.

Paul Mitchell STRENGTH

Drugi produkt to spray, także butelka wyposażona jest w atomizer. Rozpyla fajnie, tworząc mgiełkę. Nie „sika” gdzie popadnie, także wszystko jest pod kontrolą i ostatecznie na włosy trafia. Silny środek odbudowujący bez spłukiwania Super Strong Liquid Treatment, nie posiada żadnego konkretnego zapachu i jeśli właśnie to w profesjonalnych kosmetykach lubicie najbardziej – intensywne perfumy, to ten kosmetyk może Was rozczarować. 😛 Nie na perfumach skupiła się marka, a na składzie i działaniu.

Preparat ten przeznaczony jest do codziennej regeneracji przemęczonych włosów. Odżywia i odbudowuje, tym samym zapobiegając uszkodzeniom. Zwiększa wytrzymałość i wzmacnia. Dzięki niskiemu pH, które wynosi 4,5, powoduje domykanie łuski i zamknięcie w niej pigmentów. Włosy są mocne i lśniące. Spray działa po całej długości włosa, także końcówki również naprawia. Zawiera kompleks Super Strong, ekstrakty morskie, silikony, proteiny roślinne i filtry UV.

Generalnie uważam, że odżywki bez spłukiwania, to świetny wynalazek. Są wygodne w użyciu (no bo co to jest rozpylenie na wilgotnych włosach?) i ekspresowe. Nie trzeba nic na głowę zakładać, czasu odmierzać. Po prostu psikasz i już. Silny środek odbudowujący bez spłukiwania Super Strong Liquid Treatment można stosować codziennie. Warunkiem jest aplikacja na czyste, wilgotne włosy (wtedy kosmetyk lepiej się wchłania i ma szansę działać). Osiada na włosach nie sklejając ich, nie wpływając na ich świeżość i nie obciążając. A co do efektów, to myślę, że przy bardzo zniszczonych włosach można je zauważyć już po pierwszym użyciu. U mnie po ponad miesięcznym stosowaniu różnica jest naprawdę spora. Włosy są zdrowe i lśniące. Nie łamią się i nie kruszą, a wcześniej miały do tego tendencję. Co najważniejsze i jednocześnie sprawiające mi największą trudność, to utrzymanie końcówek w dobrym stanie. Teraz ani się nie łamią, ani nie rozdwajają. Jak zawsze trochę bardziej suche przy końcach są, ale nawilżenie jest na tyle optymalne, że nie niszczą się i nie „skrzypią” pod palcami. A tego typu rzeczy działy się u mnie już kilka dni po podcięciu włosów, także poprawa jest duża. Preparat nie wpływa na skręt, nie niszczy go, nie prostuje.

Spray jest bardzo wydajny i myślę, że moja butelka starczy na jakieś pół roku stosowania. Zaznaczę, że mam włosy długie i myję głowę codziennie, także i po niego sięgam dzień w dzień. 🙂

Szczerze jestem z tego duetu zadowolona i mam nadzieję, że kilka powyższych zdań odpowiedziało na Wasze pytania lub wątpliwości. Jeśli nie, napiszcie do mnie, to chętnie powiem jeszcze więcej. 🙂

Zobacz również:

Mój drugi numer jeden – Suchy szampon Express Dry Wash Paul Mitchell 🙂

Szampon i odżywka Extra Body Paul Mitchell – jak radzą sobie z włosami wymagającymi?

Pierwsza edycja Beauty By Bloggers Paul Mitchell

Olejek konopny Efektima – czy warto?

Nie pierwszy raz spotykam się z olejem konopnym i jego udziałem w kosmetykach pielęgnacyjnych. Z resztą na bieżąco dzieliłam się z Wami moimi nowościami i odkryciami. I choć kolejne produkty z olejem z konopii wchodzące na rynek nie są dla mnie zaskoczeniem, to Olejek konopny marki Efektima po prostu mnie zaciekawił. Przyzwyczaiłam się, że nawet do pozornie prostego produktu, zawsze dodają coś od siebie, a to czyni go innym i trochę wyjątkowym. Efektima nie zawiodła mnie i tym razem. 🙂

O szerokim i dobroczynnym spektrum działania oleju konopnego pewnie słyszało również wiele z Was. Dzięki zawartym w nim nienasyconym kwasom tłuszczowym, aminokwasom, proteinom, fosfolipidom czy witaminom, działa regenerująco, odżywczo, antyoksydacyjnie, przeciwzapalnie i antybakteryjnie. Działa kojąco zarówno na skórę, jak i włosy. Chroni je przed szkodliwymi czynnikami zewnętrznymi i stara się zatrzymać czas :D. Jest intensywny, ale potrafi być bardzo delikatny, dlatego poleca się go do skóry wrażliwej, skłonnej do podrażnień. Zaopiekuje się również wszystkimi rodzajami włosów, wzmacniając je, ułatwiając rozczesywanie, dodając blasku i pracując nad regulacją wydzielania sebum.
Oprócz oleju konopnego w składzie Olejku konopnego Efektima znajdziemy również olej z pestek winogron i witaminę E.

Olejek konopny Efektima

Opakowanie to wygodna i poręczna plastikowa butelka o pojemności 150 ml. Wyposażona jest w atomizer, co sprzyja bezproblemowej aplikacji. Działa sprawnie (tworząc mgiełkę), więc w zależności od upodobań można spryskiwać nim ciało i włosy, jak i uzbierać odpowiednią porcję w dłoniach i dopiero nimi rozprowadzić olejek po skórze.

Jedną z ważnych i wyróżniających cech oleju konopnego, jest określenie „suchy olej” – czyli taki, który szybko się wchłania i praktycznie nie pozostawia po sobie śladu na skórze. I tak jest w tym przypadku. Olejek nie tylko dobrze się rozprowadza, ale też ekspresowo wchłania i oprócz zapachu (intensywnego, przyjemnego i mi osobiście kojarzącego się z męskimi One Million Paco Rabanne) i ogólnie lepszej kondycji, nie pozostawia na skórze nic więcej. Jego konsystencja (jak się zapewne domyślacie) jest bardzo lekka i przyjemna, nawet w lato. A przy okazji tej pory roku, dodam tylko, że stosowałam olejek w najgorsze upały, na całe ciało i zdał egzamin o wiele lepiej niż nie jeden balsam czy inne mazidło do ciała. Nawilżał i odżywiał je, ale w żaden sposób nie obciążał, nie zapychał i nie tłuścił – rewelacja!

Olejek konopny Efektima

No to parametry techniczne już znacie, czas na działanie i efekty. 🙂 Lato, wysokie temperatury, ostre słońce i wysuszająca klimatyzacja to jednak ciężkie warunki dla całego organizmu. I choć gorące dni nie przeszkadzają mi w ogóle, to jednak skóra i włosy potrzebują w tym okresie trochę więcej. I ten olejek zdecydowanie im to daje. Skóra nawilżona, odżywiona, pachnąca. Zdrowo i zachęcająco wyglądająca. Olej zostawia na niej taki trochę efekt glow, więc wiecie jak to wyglada na opalonym ciele? Najlepiej. Naprawdę fajnie sprawdza się do codziennej pielęgnacji, bo nie jest ciężki, męczący. To taka, lepsza, lżejsza wersja oleju, która fantastycznie sprawdza się również na włosach. I wydaje mi się, że szczególnie kręconych, bo bardzo fajnie podbija skręt i dodaje mu blasku – włosy wyglądają po prostu pięknie. Oczywiście trzeba uważać, żeby nie przesadzić i nie uzyskać ostatecznie „mokrej włoszki”, jednak z umiarem potrafi zrobić wiele dobrego. I na końcówki działa też – nawilża i poprawia kondycję.

Kosmetyk ten oficjalnie mianuję swoim ulubieńcem i szczerze polecam przetestować, może i Was też oczaruje.:)

Olejek konopny Efektima dostępny jest tylko w Rossmann, w cenie ok. 25 zł.

Czy REGENERACJA włosów z marką You-niverse się udała?

Ostatnio w moje ręce wpadły kosmetyki You-niverse. To nowa marka do pielęgnacji włosów Kontigo. Jej asortyment to szampony, odżywki do włosów, maski i olejki. I w zasadzie cały jej przekrój mam i używam od jakiegoś czasu. A chciałam Wam o nich odpowiedzieć nie tylko dlatego, że są nowościami, ale zaskoczyły mnie swoim działaniem.

Z założenia kosmetyki You-niverse z linii REGENERACJA,  mają ogólnie poprawić kondycję włosów, zadbać o ich elastyczność i wygładzenie. Co jest możliwe dzięki składnikom aktywnym takim jak proteiny jedwabiu, gliceryna, papaja czy awokado.

A w rzeczywistości… Jeżeli chodzi o konsystencje czy opakowania, to są dla takich produktów raczej typowe, choć wydaje mi się, że sama szata graficzna jest „sympatyczna” dla oka. Zapach linii REGENERACJA (szampon, odżywka, maska), to raczej taki przeciętniak i do intensywnych nie należy. Trochę inaczej wygląda to w przypadku Olejku do włosów Nawilżenie i Wygładzenie KOKOS You-niverse – ten choć ma bardzo podobny zapach, to jednak wydaje się być mocniejszy i na włosach na dłuższy czas zostaje. Jednak – jak wiadomo, nie o perfumy tutaj chodzi, a o działanie.

Kontigo You-niverse KOKOS Olejek do włosów nawilżenie i wygładzenie.

Kosmetyki Kontigo You-niverse z serii RENERACJA i Olejek nawilżenie i wygładzenia kokos, używałam razem, w tym samym czasie, raczej nie łącząc ich z innymi, dodatkowymi produktami. Włosy myję codziennie, tutaj szamponu używałam co drugi, czasami nawet co 3 dzień. Za każdym razem w towarzystwie odżywki i olejku. Maskę używałam 2-3 razy w tygodniu. I przyznaje, że ich działanie zaskoczyło mnie bardzo. Ogólna kondycja włosów myślę, że rzeczywiście jest lepsza niż wcześniej. Te i są wygładzone i bardziej lśniące. Łatwość z jaką rozczesuję włosy, myślę odgrywa ogromną rolę na etapie regeneracji i walki o każdy jeden włos. A w przypadku tych kosmetyków szczotka sama sunie. Ale to nie wszystko! Bo jeszcze większe wrażenie zrobił na mnie fakt, jak lekkie są to dla moich włosów i skóry głowy produkty. Okazało się, że wydłużają ich świeżość nawet o 100%! I to w te wszystkie upały!  Włosy nie łamią się, nie puszą i nie elektryzują. Wyglądają zdrowo.  I choć w przypadku samych końcówek jakichś spektakularnych efektów nie zaobserwowałam, to i tak jestem miło zaskoczona tym zestawem. 🙂

Kontigo You-niverse REGENERACJA

Ceny jak to w Kontigo – całkiem przyzwoite, i przyjemne dla portfela (szczególnie podczas promo :D).

 

Zobacz również:

Lakiery hybrydowe Moov Kontigo

Demakijaż z olejkiem BIOLOVE Kontigo

Liquid LipsMatter MOOV Kontigo – linia bezbłędnych matowych pomadek płynnych

Jak sprawdza się ulubieniec Red Lipstick Monster? Rozświetlacz MOIA Crystal

 

Instagramowe wiosenne DENKO (instastory)

Na co dzień używam tak wielu produktów, że ciężko jest mi opisywać w pełnych recenzjach je wszystkie. Zwyczajnie czasu na życie bym nie miała. Ale spokojnie. Znalazłam na to sposób!

Postanowiłam uruchomić projekt DENKO i publikować mini recenzje na instastory. 😀 W przeciągu kilku ostatnich tygodni kilka się już pojawiło.

Mini recenzje znajdziecie w wyróżnionych relacjach na Instagramie, a poniżej zamieszczam taki „spis treści”, żebyście wiedziały czego możecie się tam spodziewać. Taką aktualizację będę publikowała na stronie mniej więcej co kwartał – jest denko wiosenne, później będzie letnie, jesienne itd.

Mam nadzieję, że ta szybka i konkretna forma Wam się spodoba.

Aby na bieżąco podglądać nie tylko „denko”, ale i wszystko co z BAFem związane, serdecznie zapraszam do obserwowania profilu! 🙂
@BAFAVENUE.PL

Szampon i odżywka Extra Body Paul Mitchell – jak radzą sobie z włosami wymagającymi?

Moje włosy ostatnio przechodzą ciężki okres. Oprócz tego, że cebulki są bardzo osłabione, a natura włosów dość skomplikowana, teraz nadeszły jeszcze ciepłe, słoneczne dni i suuusza. Lekko nie jest, a ja wciąż sięgam po nowe produkty, próbując, testując i sprawdzając, co choć na chwile sprawi, że poczują się lepiej.

Zależy mi nie tylko na nawilżeniu, ale też odżywieniu, odbiciu od nasady i uzyskaniu objętości (niestety ostatnio trochę tych włosów straciłam), więc poszukiwania szeroko zakrojone. Mówią, że jak coś jest do wszystkiego, to jest do niczego, ale to stwierdzenie chyba nie ma zastosowania przy pielęgnacji włosów. Albo kosmetyki działają na nie pod wieloma względami na plus, albo jest klapa po całości. No dobrze, ale z czym ja dzisiaj do Was przychodzę?

Będąc na warsztatach Beauty By Bloggers Paul Mitchell otrzymałam giftpack, w którym znajdował się między innymi Szampon Extra Body Daily i Odżywka Extra Body Daily Rinse. Oczka mi się zaświeciły, i z wyżej wypisanych powodów, i dlatego, że jednak to fajna marka premium jest. Jak się domyślacie, zestaw nie czekał długo na swoją kolej, zaczęłam używać tych kosmetyków praktycznie od razu.

Paul Mitchell odżywka i szampon Extra Body

Zarówno szampon, jak i odżywka to butelki, tuby o pojemności 300 ml. Posiadają dozowniki, które jak ogólnie wiadomo bardzo fajnie się sprawdzają. Etykiety proste, czyste i estetyczne.

Oba kosmetyki mają ten sam zapach. Przyjemny. Trochę taki cytrusowy, i trochę zielonym jabłuszkiem pachnie. Choć mocno wyczuwalny, nie utrzymuje się na włosach jakoś ekstremalnie długo. W konsystencjach raczej nie różnią się zbytnio od tego typu produktów. Szampon na głowie tworzy gęstą pianę, a kremowa odżywka otula włosy.

To, na co szczególnie zwróciłam uwagę podczas stosowania serii Extra Body Paul Mitchell, to właśnie ta obiecana objętość. I rzeczywiście objętość jest, lekkość jest, sypkość też. Widoczne gołym okiem odbicie od nasady również. Jako, że mam od połowy długości włosy kręcone, to też fajnie, że ta objętość nie powoduje puszenia się włosów, a loki mają nawet lepszy i silniejszy skręt. Po wysuszeniu włosy nie elektryzują się. A co też bardzo istotne – duet ten bardzo ułatwia rozczesywanie, a w zasadzie już podczas mycia, powoduje „uporządkowanie” włosów i eliminuje ich plątanie się. Więc nie narażam ich dodatkowo na wyrywanie, łamanie, kruszenie.

Rzeczy, których nieco produktom brakuje, to większa moc nawilżania, jakiś wpływ na kondycję końcówek, oraz podbicie świeżości. Ale zdaję sobie sprawę, że moje włosy potrzebują tego znacznie więcej niż przeciętnie.

Ogólnie zestaw uważam za naprawdę udany i warty przetestowania. Wiadomo – jego cena do najniższych nie należy, ale rozczarowań też raczej nie zafunduje. Także, jeśli bijesz się z myślami, zastanawiasz się czy warto, to ja namawiam do wypróbowania.  🙂

Mój drugi numer jeden – Suchy szampon Express Dry Wash Paul Mitchell :)

Jak każda z nas, czasami używam suchego szamponu. Do tej pory mało który się u mnie sprawdzał i rzeczywiście trochę poprawiał wygląd włosów. Szamponem, który dał radę okazał się Got2b w wersji zielonej i do tej pory był to mój numer jeden. Ostatnio pojawił się jednak taki kosmetyk, że mój dotychczasowy hit choć do moich włosów świetny, trochę przy nim blednie.

Cudo to poznałam na warsztatach Beauty By Bloggers Paul Mitchell. Na zajęciach, które prowadził z nami Łukasz Urbański, dowiedziałyśmy się, że aby włos był podatny i dobrze się z nim pracowało, powinien być najpierw nieco „zmęczony” produktami stylizacyjnymi. Jako, że miałyśmy kosmetyki marki do dyspozycji, postanowiłam się nimi trochę pobawić. W pierwszej kolejności sięgnęłam po suchy szampon Express Dry Wash, bo jak ogólnie wiadomo, sprawiają one zazwyczaj, że włosy ją bardziej sztywne i zmatowione od nasady. A to wydawało mi się idealną bazą do dalszego działania. No to psikam, psikam, psika mi też koleżanka i psika mi całkiem sporo, a włosy lekkie, sypkie i gładkie!

Paul Mitchell Suchy Szampon Express Dry Wash

Nie nabrały sztucznej objętości, nie zrobiły się szorstkie. Całodniowe włosy (moje dosyć szybko tracą świeżość, myję je codziennie) zrobiły się takie, jakbym właśnie je umyła wodą z tradycyjnym szamponem. W przypadku włosów u nasady już się przetłuszczających również daje radę. Włosy są odbite od nasady, bardziej matowe i dobrze się układające. Na kilka godzin (a u większości z Was pewnie nawet i na cały dzień) spokojnie wystarczy.

Co ważne – do uzyskania takich efektów wcale nie trzeba aplikować na włosy całej puszki. Wystarczy kilka delikatnych pociągnięć u nasady. Ja na warsztatach po prostu sobie nie żałowałam. 😀

Co do kwestii technicznych – suchy szampon Paul Mitchell nie zostawia plam i nie bieli włosów, więc można go używać bez skrępowania, w każdych ilościach, do uzyskania odpowiedniego efektu. Standardowe opakowanie to  puszka 252 ml, ja na spotkaniu Beauty By Bloggers dostałam miniaturę – 50 ml. Obie puszki są równie poręczne, a atomizery bezawaryjne i dobrze rozpylające. Zapach ładny (taki typowo fryzjerski), utrzymujący się na włosach, a sam kosmetyk podczas aplikowania nie drażniący i nie duszący.

Pełnowymiarowy produkt kosztuje niecałą stówkę, więc całkiem sporo, ale i wielkość opakowania i efekty mogą to wynagrodzić. 🙂

 

Zobacz również:

Pierwsza edycja Beauty By Bloggers Paul Mitchell

Keratynowa seria do pielęgnacji włosów Cameleo Delia Cosmetics, której warto zaufać

Czasami dobrze jest wrócić do sprawdzonych kosmetyków i odkryć je na nowo. Ja tak ostatnio zrobiłam, a ile przy tym zyskałam! Ewidentnie moje włosy tęskniły za keratynową serią Cameleo Delia Cosmetics.

Choć od ostatniego naszego spotkania minął już jakiś czas, moje włosy poznały je od razu. Mają ostatnio gorszy okres, trochę grymaszą i nie chcą się słuchać. A największy problem mają z pochłanianiem składników aktywnych i wzmacnianiem się. Ale nie podczas pielęgnacji z użyciem kosmetyków z serii keratynowej Cameleo. Już sam szampon – Keratynowy szampon bez soli Cameleo „robi robotę”. Pod wodą nadaje włosom poślizgu, wygładza je i rozplątuje, co serio nie jest u mnie ostatnio normą. Nie jest ciężki i ładnie oczyszcza. Nie obciąża włosów, nie przyklepuje ich od nasady. Po suszeniu suszarką włosy ładnie się układają. Nie są wymęczone, suche i nastroszone. Raczej lekkie, sypkie i układające się. Szampon, ani w pojedynkę, ani w połączeniu z pozostałymi kosmetykami z tej serii nie elektryzuje włosów, nie puszy ich, ani też nie przyczynia się do szybszej utraty świeżości.

Oprócz szamponu seria keratynowa Cameleo to szereg, uzupełniających się wspomagaczy. Różne formy i formuły sprawiają, że kosmetyki tej serii można stosować wybiórczo, według upodobań czy potrzeb, albo w ramach kompleksowej pielęgnacji – wszystkie jednocześnie.

Delia Cosmetics Cameleo Anti Damage – seria keratynowa

Ekspresowa odżywka keratynowa Cameleo to przyjemny kosmetyk, który rozprowadza się już po oczyszczonych włosach. Posiada typową konsystencję, dobrze się trzymającą. Wygładza, ułatwia rozczesywanie i daje ochronę termoaktywną. Nie obciąża. Fajna, bo szybka. Wystarczy wmasować i spłukać, bez czekania.

Maska keratynowa do włosów zniszczonych Cameleo, to już nieco cięższy kaliber. Intensywnie regeneruje i wygładza włosy, nadaje im blasku. Nie powoduje ich obciążenia, przetłuszczania raczej też nie przyspiesza. Fajna, jeśli ma się te 5 minut więcej dla siebie i swoich włosów.

Płynna keratyna do włosów Cameleo to bardzo przyjemna forma, bo nie trzeba jej spłukiwać i można stosować zarówno na mokre, jak i suche włosy. Ma rzadką, wodnistą konsystencję, którą rozprowadza się po włosach atomizerem. Przyjemny zapach to dodatkowa zaleta – wiadomo. Na pewno daje włosom trochę życia i energii. Sprawia, że są bardziej elastyczne i giętkie. Nawilżone i odżywione. Włosy nie kruszą się, nie łamią i przede wszystkim nie są matowe. Spray na pewno nadaje blasku, ale w dobrym tego słowa znaczeniu.

Jedwab do włosów Cameleo to z kolei trochę żelowa, a trochę oleista konsystencja, która ma zbawienny wpływ na zniszczone, matowe końcówki. Nadaje im połysku, fajnego skrętu. Chroni przed wysokimi temperaturami, nawilża. Zawiera olej arganowy. Przy tym produkcie trzeba się pilnować, żeby nie przesadzić i nie zrobić sobie „mokrej włoszki”. W dobrych proporcjach jedwab ten jest wręcz produktem świetnym, więc też nie należy się go bać. Buteleczka z dozownikiem ułatwia sprawną aplikację.

Wszystkie kosmetyki z keratynowej serii Cameleo nie zawierają soli, parabenów czy sztucznych barwników, a ich formuły opracowane zostały na bazie biomimetycznej keratyny Kerestore 2.0. Mają wygodne, ergonomiczne opakowania i bardzo przyjemne zapachy, które utrzymują się na włosach przez dłuższy czas.

Dostępne są w sklepie internetowym marki, drogeriach internetowych i stacjonarnych (np. Rossmann, Hebe, Natura, Super-Pharm), a ceny poszczególnych produktów nie przekraczają 15 zł.

 

Zobacz również:

Nowość! Dermo System Delia Cosmetics – mój program oczyszczania

Podkład na wiosnę idealny Luxury Look LUMI&Healthy Delia Cosmetics

Kompleksowy pedicure z Good Foot Podology Delia Cosmetics

 

 

Create Your Style by ShinyBox – jubileuszowe pudełko Schwarzkopf

Razem z lutowym ShinyBox w moje ręce trafiło jubileuszowe pudełko z kosmetykami Schwarzkopf – Create Your Style. Marka obchodzi w tym roku 120 urodziny, jest więc co świętować. 🙂

Pudełko głównie zostało skomponowane z nowości linii Schauma, Gliss Kur, Taft, #PURECOLOR, got2b, LIVE. Nie zabrakło w nim też bestselleru, jakim jest Suchy szampon Fresh It Up Extra Fresh. Produkt ten poznałam w zeszłym roku dzięki ShinyBox i od razu go pokochałam. Żaden suchy szampon nie dawał rady moim włosom, ale ten poradził sobie z nimi świetnie. Dobrze maskuje przetłuszczające się włosy, przy czym unosi je u nasady i nadaje im lekkości. W rezultacie włosy wyglądają na świeże i sypkie. W pudełku znalazła się miniatura (100 ml). W sklepach natomiast znajdziecie puszki o pojemności 200 ml, w cenie ok. 20 zł.

Choć lakierów do włosów raczej nie używam, to ten niedługo będę miała okazję przetestować. Taft 7 Days – bardzo mocny lakier do włosów przeciw puszeniu się to połączenie innowacyjnej formuły i technologi Frizz-Resist. Wygładza włosy, jednocześnie dodając im objętości, utrwala. Podobno utrzymuje fryzurę nawet do 3 dni! 200 ml kosztuje ok. 14 zł.

Create Your Style by Shinybox

Rzecz, która mnie bardzo ucieszyła do Odżywka do włosów długich, skłonnych do zniszczeń z rozdwajającymi się końcówkami Supreme Length Gliss Kur. Wiadomo – ponieważ włosy wypadają mi stra-sznie, to sięgam po wszystko, co może im pomóc. Odżywka zawiera mikro-lipidy i ekstrakt z piwonii. Odbudowuje, wzmacnia, ułatwia rozczesywanie i zapewnia sypkość włosów. Dodatkowo (jak to kosmetyki Gliss Kur) obłędnie pachnie. Tubka 200 ml kosztuje ok. 12 zł.

Szampon zejdzie zawsze, więc i ten od Schauma przyjęłam bardzo chętnie. Jest to nowość – Szampon Nawilżająco-regenerujący Indonezyjska Woda Kokosowa i Kwiat Lotosu Schauma, przeznaczona do włosów suchych i bardzo suchych. Nawilża, dodaje miękkości i wygładza. Nie zawiera silikonów i barwników.

Create Your Style by Shinybox

Kolejne dwa produkty koloryzują. Jeden bardziej trwale – #PURE COLOR Żelowa trwała koloryzacja, drugi tylko na chwile – Live Color Spray  Włosów nigdy nie farbowałam, więc #PURE COLOR napewno nie użyję, ale komuś tą żelową farbę podaruję – niech sobie nowość idzie w świat! 😉 Podobno ze względu na żelową konsystencję, mocno się trzyma włosów i jest przyjemna w aplikacji. Pełna paleta to 6 odcieni.  Live Color Spray z kolei wydaje się być ciekawą propozycją na jeden dzień. Jak sam producent nazwał – taki makijaż do włosów, który zmywa się po jednym umyciu szamponem. Efekt natychmiastowy. Opakowanie wielokrotnego użytku. Oba te produkty kosztują ok. 27 zł.

Pudełko to zamówić można było tylko w połączeniu ze standardowym ShinyBox, w cenie 19 zł. Myślę, że jak na taką zawartość, cena bardzo okazyjna. Co więcej, sama idea stworzenia jubileuszowego pudełka bardzo mi się podobała. Może inne marki zainspirują się i będą świętować swoje okrągłe rocznice właśnie w taki sposób? Byłoby dobrze! 🙂

Lekki i wzmacniający szampon Vianek – seria fioletowa

Ostatnio moje włosy przechodzą ciężki okres. Wypadają mi po prostu garściami. Nigdy nie było tak źle. Zapewne ma to duży związek i z okresem zimowym, i z karmieniem piersią. Żyć trzeba i ratować rozczochraną również, dlatego sięgam po wszystko co wzmacniające, reaktywujące i reanimujące. Tym sposobem trafiłam na fantastyczny szampon Vianek.

Wzmacniający szampon do włosów osłabionych i zniszczonych Vianek przede wszystkim zrobił na mnie wrażenie swoją lekką konsystencją. Uwielbiam takie lejące się szampony. Dają mi one poczucie takiej naturalności. Nie martwię się czy moje skore do przetłuszczania włosy źle na niego zareagują. I wydaje mi się to w ogóle niemożliwe.

W składzie Wzmacniającego szamponu Vianek znajdziemy m.in. olej ze słodkich migdałów, panthenol, ekstrakt z aloesu, ekstrakt z nasion kozieradki oraz kompleks proteinowy (pszenica + owies). Taki mix działa wzmacnoająco i regenerująco. Zarówno na włosy, jak i cebulki. Dodatkowo pobudza szybszy wzrost i chroni przed szkodliwymi czynnikami zewnętrznymi. Dzięki magicznej sztuczce z panthenolem włosy zyskują na objętości, a olej dodaje blasku i fryzura niczym z reklamy gotowa! 😉

A teraz poważnie. Szampon bardzo przyzwoity. Porządnie oczyszcza włosy i skórę głowy. Mimo tego, że ma stosunkowo rzadką konsystencję, jest wydajny i ładnie się pieni. Nie plącze włosów i nie utrudnia ich rozczesywania. Po wysuszeniu z kolei nie powoduje ich puszenia się, ale też nie obciąża. Włosy są lekkie i sypkie. Nie elektryzują się.

Jak wszystkie kosmetyki Vianek, tak i ten cudnie pachnie, więc i przyjemność z jego używania większa.

Pełnowymiarowe opakowanie szamponu to butelka o pojemności 300 ml, która kosztuje ok. 22 zł.

Peeling trychologiczny – co to?

pharmaceris-h-peeling-trychologiczny-1

Jeszcze do niedawna raczej się o takim specyfiku nie słyszało, a o zastosowaniu i działaniu takiego kosmetyku wiedzieli raczej głównie „włosowi” specjaliści. Dzisiaj peelingi do skóry głowy nie tylko są dostępne w drogeriach czy aptekach, ale też ich wybór staje się coraz szerszy. Czym jest peeling trychologiczny, jak działa i jak się go stosuje?

 

W jakim celu stosuje się peeling trychologiczny?

Kosmetyk ten ma bardzo szerokie spektrum działania. Jest ważnym elementem pielęgnacji specjalistycznej dotyczącej problemów takich jak łysienie, wypadanie włosów, łupież czy łojotokowe zapalenie skóry. Ale nie powinno się go wykluczać z profilaktycznego rytuału pielęgnacyjnego, gdyż niesie ze sobą wiele dodatkowych korzyści.

  • Dokładnie oczyszcza skóry głowy
  • Usuwa nadmiar sebum
  • Złuszcza martwy naskórek
  • Zapobiega wypadaniu włosów
  • Pobudza cebulki i skórę głowy do wzrostu włosów
  • Pomaga pozbyć się problemu łupieżu
  • Zmniejsza tendencję przetłuszczania się włosów
  • Zwiększa skuteczności stosowanych kosmetyków pielęgnacyjnych
  • Zmniejsza uczucia dyskomfortu i swędzenia skóry głowy

Oprócz wyszczególnionych wyżej właściwości produktu, warto wspomnieć również o aspektach estetycznych. Włosy oprócz tego, że gęstsze i zdrowsze, to też lżejsze u nasady i bardziej od niej odbijające.

 

Jak należy stosować peeling trychologiczny?

Peeling do skóry głowy należy wykonywać co najmniej raz na tydzień, robiąc delikatny masaż okrężnymi ruchami na zmoczonej wcześniej skórze. Następnie należy usunąć wszystkie drobinki ścierające wodą, później umyć głowę szamponem i przystępować do kolejnych kroków pielęgnacyjnych – tak jak zawsze.

 

Czy stosowanie peelingu trychologicznego wiąże się z jakimś dyskomfortem?

W przypadku, gdy sięga się po sprawdzony, przebadany dermatologicznie i pozbawiony alergenów peeling, ryzyko wystąpienia jakiegokolwiek dyskomfortu jest raczej mało prawdopodobne. Same jego stosowanie też nie należy do drażniących czy bolesnych. A zmywanie ze skóry głowy i wypłukiwanie go z włosów raczej nie zajmuje więcej czasu niż standardowe usuwanie odżywki czy maski. Nawet w przypadku włosów długich.

 

Jak sprawdza się Oczyszczający Peeling Trychologiczny H – Stimupeel Pharmaceris?

Jego konsystencja jest gęsta, kremowa. Przypomina maski, ale dzięki zawartym w niej drobinkom ścierającym jest również zbita. Te występują zarówno w mniejszej, jak i większej postaci, a są nimi papaina i łupiny z pestek moreli. Zmieszane z pozostałymi składnikami są skuteczne, ale mimo wszystko delikatne i nie podrażniają skóry głowy.

pharmaceris-h-peeling-trychologiczny-3
Oczyszczający peeling trychologiczny seria H – Stimupeel Pharmaceris

Oczyszczający peeling trychologiczny Pharmaceris nie sprawia problemów ani przy aplikacji i masażu, ani już przy spłukiwaniu. Dokładnie oczyszcza skórę głowy, nie wysuszając jej przy tym. Zawiera składniki aktywne takie jak:  kofeina, mocznik, piroktonian olaminy. Te dbają o dotlenienie, wzmocnienie, regulację sebum i odpowiednie łuszczenie się naskórka.

Peeling z serii Pharmaceris H pomaga również utrzymać świeżość włosów oraz ich atrakcyjny wygląd. A przeprowadzone w Centrum Naukowo-Badawczym Dr Irena Eris badania in vivo wskazują na 90% złuszczanie zrogowaciałego naskórka i 90% usuwanie nagromadzonego sebum. Receptura peelingu oczywiście została przebadana dermatologicznie i opracowana również z myślą o tych najbardziej wrażliwych.

Opakowanie kosmetyku to poręczna, elastyczna tubka o pojemności 125 ml, która posiada samodozującą końcówkę.

pharmaceris-h-peeling-trychologiczny-2
Oczyszczający peeling trychologiczny seria H – Stimupeel Pharmaceris

 

Sprawdź również:

Pharmaceris M Bustfirm – Ujędrniający Krem do pielęgnacji biustu w okresie ciąży i karmienia

Pharmaceris Emotopic Emulsja do kąpieli

Pharmaceris N Krem Tonujący CC

 

Dobry naturalny szampon do włosów ciemnych i farbowanych

vianek-szampon-maska-wlosy-ciemne-farbowanre

W moim przypadku o naprawdę dobry i sprawdzający się na co dzień szampon ciężko. Szczególnie jesienią i zimą, kiedy to zaczynam zakładać czapkę, moje włosy mają często kontakt z kapturem czy szalem. Ich tendencja do przetłuszczania się u nasady, jak się domyślacie, znacznie się wtedy pogłębia. Włosy, żeby i dobrze wyglądały i żebym ja czuła się komfortowo muszą być wtedy myte codziennie. Ale, ale, właśnie na mojej drodze stanął kosmetyk, który chyba nieco mnie z tego zniewolenia uwolnił, bo z jego pomocą udaje się utrzymać świeżość nieco dłużej!

Regenerujący szampon do włosów ciemnych i farbowanych VIANEK to nowość. Pojawił się we wrześniu razem z Intensywnie regenerującą maską do włosów ciemnych i farbowanych. Oba kosmetyki zaczęłam testować od razu. Do tej pory VIANEK gościł u mnie w postaci pielęgnacji twarzy i ciała, więc z jednej strony byłam niesamowicie ciekawa tych produktów, a z drugiej już na wstępie otrzymały ode mnie duży kredyt zaufania i nie zawiodłam się ani trochę. 🙂

Naturalny szampon do włosów VIANEK oprócz delikatnego, ale i skutecznego oczyszczania skóry głowy oraz samych włosów, nawilża je i wzmacnia. Nadaje im miękkości, sprężystości i blasku. A co najważniejsze chroni przed szkodliwymi czynnikami zewnętrznymi. Za to wszystko odpowiadają składniki aktywne zamknięte w butelce, są nimi: gliceryna, panthenol, proteiny pszenicy, olej z pestek malin, ekstrakt z liści orzecha włoskiego oraz ekstrakt z kwiatów czarnego bzu.

Szampon ma raczej standardową dla tego typu produktu konsystencję – raczej gęstą, delikatnie ciągnącą się i po połączeniu z wodą, dobrze się pieniącą. W rezultacie więc, nawet na długie włosy starczy jedna jego, niezbyt duża porcja. Kosmetyk pozbywa się zarówno nadmiaru sebum ze skóry głowy, jak i resztek kosmetyków oraz zanieczyszczeń z włosów. Dwudniowa świeżość, jaką z nim uzyskuję jest naprawdę świetnym wynikiem. Do tego włosy nie są ani przeciążone, ani nadmiernie napuszone. Nie elektryzują się. Zachowują natomiast naturalny skręt, są „sypkie” i dobrze się układają. Ładnie odbijają od nasady i zyskują nieco lśnienia.

Maska do włosów ciemnych i farbowanych VIANEK z kolei ma silne właściwości regeneracyjne. Zapobiega łamliwości włosów, dodaje im miękkości i blasku. W przypadku włosów farbowanych dba o utrzymanie pigmentu. Zawiera składniki aktywne takie jak: olej z pestek malin, olej z pestek winogron, olej arganowy, ekstrakt z liści orzecha włoskiego, ekstrakt z rozmarynu.

Maskę do włosów VIANEK  można stosować na dwa sposoby – po umyciu, zostawiając ją na 3-5 minut, albo na 30 minut przed umyciem razem z turbanem. Jej formuła przygotowana została w taki sposób, że ta świetnie trzyma się włosów – czy to mokrych czy suchych. Nie ześlizguje się, nie spływa, po prostu na nich jest i sobie działa. Przy spłukiwaniu też nie sprawia żądnych problemów. Po jej zastosowaniu włosy są wygładzone i miękkie. Na pewno też bardziej odżywione i mocne. Nie zauważyłam, żeby jakoś negatywnie wpływana czy to na kosmyki czy na skórę głowy. Jedyna rzecz jaką bym zmieniła, to jej wielkość – na jakieś 300 ml co najmniej, bo przy długich włosach (przynajmniej u mnie) po prostu szybko się zużywa.

Oba kosmetyki posiadają delikatne, roślinne zapachy z odrobiną słodyczy. A ich opakowania to elastyczna plastikowa butelka o pojemności 300 ml i plastikowy słoik 150 ml. Zarówno te dwa produkty, jak i wszystkie inne marki VIANEK, skomponowane są z naturalnych składników, pochodzących z ekologicznych upraw. I nie mają nic wspólnego z testowaniem na zwierzętach.

I na koniec jeszcze jedna niepodważalna zaleta – bardzo przyzwoite, jak na takie składy i jakość ceny. Zarówno szampon, jak i maska kosztują ok. 22 zł.

Zobacz również:

Pielęgnacja włosów

4 gadżety kosmetyczne, które musisz mieć

Ogólnie jestem raczej praktyczna i nie lubię zbierać produktów, co do których mam wątpliwości. Nie działają raczej na mnie w tym temacie reklamy, piękne opakowania czy wymyśle funkcje. Jeśli mam do czynienia z gadżetem, który może się sprawdzić w mojej toaletce czy kosmetyczce, kupuję. Jeśli coś uważam za rzecz zbędną, albo zupełnie naciąganą, nie ulegam modzie. Mam jednak kilka produktów, bez których pewnie dzisiaj byłoby już mi żyć ciężko.

Rękawice do demakijażu samą wodą. Ja używam Glov i te sprawdzają się świetnie. Nie testowałam żadnych innych marek, ale napewno są na rynku podobne, równie dobre produkty. Jeśli chodzi natomiast o Glov – używam średniej wielkości rękawicy oraz wersji mini (na palec – ta fajnie sprawdza się na wyjazdach). Zmywam nimi głównie makijaż oczu, z którym radzą sobie świetnie, czasami o wiele lepiej niż różnego rodzaju płyny czy mleczka. Trwałość jednej rękawicy (o ile oczywiście odpowiednio się o nią dba), oceniana jest mniej więcej na 3 miesiące, a w sklepie marki często są organizowane akcje promocyjne, gdzie ostatecznie można poczynić dobre zapasy, nawet o 50% mniej. Produkty Glov mimo codziennego prania nie tracą swoich właściwości, nie stają się szorstkie czy nieprzyjemne. Za każdym razem delikatne, ale też super skuteczne.

gadzety-kosmetyczne-1

Tarki do prania pędzli, bo naprawdę ułatwiają czyszczenie, a przy tym ich nie niszczą. Sprawdzają się zarówno przy tych mniejszych, jak i większych, pomagając usunąć resztki cieni, pudru czy podkładu. Aktualnie tarki do pędzli dostępne są wszędzie i kosztują niewielkie pieniądze, dlatego myślę, że warto tych kilka złotych zainwestować. Nie mam jakiegoś ulubionego kształtu czy rodzaju, ale warto zaopatrzyć się w taką, która posiada różnej wielkości i gęstości ząbki i wypustki, co znacznie zmniejszy ryzyko zniszczenia szczególnie tych węższych objętością pędzelków, a i oczyszczanie większych będzie łatwiejsze.

gadzety-kosmetyczne-2

Sprężynki do włosów. To hit, który odkryłam zupełnie przypadkiem, dzięki marce Delia Cosmetics. Przy okazji promocji płukanek, marka podesłała mi również prezent w postaci właśnie tych gumek. Zakochałam się w nich od razu. A szerzej na ich temat pisałam TUTAJ.

Szczotka Tangle Teezeer – bezawaryjna, świetnie się sprawująca i radząca z moimi niełatwymi włosami (kręconymi, przy końcach suchymi). Bardzo łatwo utrzymuje się ją w czystości, a ząbki nie wypadają, nie łamią się i nie niszczą. Moją szczotkę kupiłam ponad 3 lata temu i używam jej od tego czasu codziennie. Możecie o niej poczytać również TUTAJ.

gadzety-kosmetyczne-3

Mycie włosów odżywką? Moisture Kick Micelarna Odżywka Oczyszczająca Schwarzkopf Professional

O myciu włosów odżywką po raz pierwszy usłyszałam kilka lat temu. Mimo tego, że opinie osób, z których odczuciami się zapoznawałam, były raczej pozytywne, sama do tej pory na tą metodę się nie odważyłam.

Moje włosy nie należą do łatwych i przyjemnych w pielęgnacji. Oprócz tego, że po prostu są kręcone, to jeszcze do tego szybko przetłuszczają się u nasady (myję je codziennie) i są niesamowicie suche na końcach. Mycie włosów odżywką w moim przypadku mogłoby nieść zarówno korzyści, jak i przykre konsekwencje. Metoda ta podobno ma bardzo dobry wpływ na skręt kosmyków, ich miękkość i elastyczność – i wiadomo, tutaj wszystko super. Problemem jednak może być zbyt słabo oczyszczona z sebum skóra głowy i w efekcie obciążone i przetłuszczone włosy – co u mnie jest bardzo prawdopodobne niestety. Ponadto zawsze podstawową, problematyczną kwestią wydawał mi się dobór takiej maski czy odżywki. Jednak trochę tego przetestować trzeba, aby trafić na tą właściwą, a mi się średnio uśmiechało chodzić do tego czasu z mało świeżą fryzurą. I takim oto sposobem mimo tego, że byłam ciekawa efektów takiego postępowania z włosami, nie podejmowałam się tematu aż do teraz.

Miesiąc temu, w swoim czerwcowym ShinyBox znalazłam miniaturę Micelarnej Odżywki Oczyszczającej Schwarzkopf Professional, za której testowanie od razu się wzięłam. Niestety długość moich włosów, zadecydowała o tym, że te mini opakowanie starczyło mi tylko na jeden raz, po którym chyba nie miałam zbyt dużej szansy na zaobserwowanie efektów. Na szczęście pod koniec lipca ShibyBox znowu przyszło mi z pomocą i tym razem wyposażyło mnie w pełnowymiarowy produkt o pojemności 500 ml. Hurra! 🙂

schwarzkopf-bc-micelarna-odzywka-2

Wersja, którą posiadam została stworzona głównie o z myślą o pielęgnacji włosów suchych. Jej formuła została opracowana w taki sposób, aby jednocześnie silnie odżywiała, jak i delikatnie oczyszczała. Długotrwałe nawilżenie zapewnia pochodna kwasu hialuronowego.

Ma kremową, raczej standardową konsystencję, która ładnie rozprowadza się po włosach i trzyma na nich przez określony czas. Odżywka ma ładny, intensywny zapach, który nawet po zmyciu i wysuszeniu, nadal się utrzymuje. Po jej użyciu znacznie łatwiej jest rozczesać włosy. Te rzeczywiście są bardziej miękkie i lśniące. U mnie niestety w żaden sposób nie przedłużyła świeżości, ale to też nie jest jej zadanie. Sam producent zaleca jej wymienne stosowanie z szamponem.

Myślę, że warta polecenia i wypróbowania, szczególnie gdy szuka się alternatywy – szybkiej, wygodnej i efektownej. Odżywka kosztuje ok. 50 – 60 zł.

Co olej konopny daje włosom?

Z pewnością słyszałyście o oleju konopnym – to aktualnie jeden z najpopularniejszych naturalnych olejów roślinnych. Dzięki swojej zawartości, ma niezwykłą moc, którą aktualnie coraz więcej producentów zamyka w opakowaniach swoich kosmetyków. Chociaż olej ten ma również ogromne wzięcie w najczystszej postaci, gdyż można go stosować bezpośrednio na skórę, w którą stosunkowo szybko się wchłania.

Magia oleju konopnego to zawarte w nim dobroci – nienasycone kwasy tłuszczowe (m.in. kwas linolowy, oleinowy), karoten, proteiny, aminokwasy, fosfolipidy, witaminy A,D i K i wiele, wiele innych. Wykazuje on działanie ochronne, przeciwzapalne, antybakteryjne i antyoksydacyjne.

W przypadku włosów nie tylko dba o ich nawilżenie, odżywienie i sprężystość, ale dodaje im również blasku. Wspomaga porost i wzmacnia je. Znacznie ułatwia rozczesywanie, dzięki czemu chroni przed uszkodzeniami. Stanowi swoistą barierę przed szkodliwymi czynnikami zewnętrznymi, takimi jak wiatr, mróz czy intensywne słońce. Pomaga w walce z nadmiernym wypadaniem włosów, problemami skóry głowy oraz reguluje „produkcję” sebum.

szmpon-odzywka-cece-hello-nature-cannabis-oil

Na zdjęciu prezentuję Wam linię HELLO NATURE CANNABIS OIL FLEXIBILITY & RELAX, która aż w 94,5% zmieszana jest ze składników naturalnego pochodzenia, a jej elementem wiodącym jest oczywiście olej z konopi. Szampon i odżywka stanowią zgrany duet, który delikatne i dokładnie oczyszcza skórę głowy i włosy. Mają dosyć standardowe dla tych produktów konsystencje. Szampon fajnie się pieni, a odżywka dobrze trzyma włosów. Mają ładny i świeży, ale krótkotrwały zapach. Po zastosowaniu tego zestawu włosy są lekkie, miękkie i lśniące. Świetnie też sprawdza się w upały, nie tylko włosy chroniąc, ale też utrzymując ich świeżość.

Kosmetyki te nie zawierają parabenów, pochodnych ropy naftowej, konserwantów MIT i CIT czy sztucznych barwników.

Kosztują po 20 zł/butelkę 300 ml.

Wzmacniająca pielęgnacja włosów na lato

Właśnie taka jest moja aktualna pielęgnacja włosów. Silna, intensywna i bezkompromisowa! 🙂

Okres letni nie jest dla moich włosów zbyt szczęśliwy. Z natury falowane, lekko kręcone, przetłuszczające się u nasady, a suche jak wiórki przy końcach, sprawiają na co dzień wiele kłopotu. Wystarczy trochę słońca, soli, wiatru, aby stały się poplątane (czasami tak, że rozczesać nie mogę!), pokruszone, suche i słabe. A i ciąża z pewnością nie dodaje im siły, dlatego nastał czas na intensywną kurację wzmacniającą!

Generalnie moje włosy dobrze znoszą częste zmiany, a nawet powiedziałabym, że tego ode mnie oczekują, więc często używam kilku kosmetyków jednocześnie. Łączę je i uzupełniam działanie, stosuję na zmianę, a niektórych używam tylko od czasu do czasu. O ile oczywiście takie przeskakiwanie „z kwiatka na kwiatek” nie powoduje spadku skuteczności danych produktów. Przy akcji regeneracji oprócz testowania kosmetyków nowych, często wracam też do tych sprawdzonych, których i w dzisiejszym zestawieniu nie brakuje. Na co dzień używam szamponów, odżywek do spłukiwania oraz różnego rodzaju odżywek bez spłukiwania.

pielegnacja-wlosow-wzmacniajaca-1

 

SZAMPONY

Make Me Bio i Delikatnie pieniący się szampon do włosów suchych i zniszczonych – super lekki i przyjemny. Posiada dosyć rzadką, lejącą się konsystencję, która świetnie oczyszcza włosy, nawilża, a przy tym nie obciąża i nie przyspiesza ich przetłuszczania. Ma delikatny ziołowy zapach i naturalny skład.

Bioxsine i Ziołowy szampon przeciw wypadaniu włosów DermaGen to specjalistyczny kosmetyk, do którego wraca się w miarę potrzeby. Już nie raz pomagał dojść moim włosom do siebie, więc i tym razem nie mogło go zabraknąć. Siła kosmetyków tej marki zapewne tkwi w ich ziołowej formule i opracowanym przez nich ekstrakcie Biocomplex B11. Ma bardzo gęstą konsystencję i mocno się pieni, wbrew pozorom (buteleczka 300 ml) jest więc bardzo wydajny. Oprócz działania kocham go również za zapach – musicie go sprawdzić! 🙂 Więcej o szamponie możecie poczytać TUTAJ.

Tołpa i Głęboko oczyszczający szampon przeciw przetłuszczaniu to mój towarzysz w podróży. Jest idealnym rozwiązaniem na wakacje! Zapobiega oklapniętej i tłustej fryzurze, regulując pracę gruczołów łojowych i usuwając ze skóry głowy, jak i włosów wszelkie zanieczyszczenia (sebum, pozostałości po kosmetykach itd.). Z drugiej strony nie osłabia ich i nie wysusza. Włosy są świeże, lekkie i przyjemne w dotyku. Piękny zapach i naturalny skład to dodatkowe i niepodważalne atuty.

Wśród szamponów nie mogło zabraknąć eksperta! Experto Professional i Szampon z linii Strong to dla mnie nowość. Przekonałam się do niego, gdy odczytałam całkiem długą listę składników aktywnych (m.in. keratyna, biotyna, kofeina, dipeptyd-13 i inne) oraz zapewnienie o tym, że nie zawiera SLS, SLES, parabenów, konserwantów, pochodnych ropy naftowej i parafiny oraz sztucznych barwników. Spora butelka (poj. 400 ml) jest na tyle smukła, że i wygodna. Włosy z pewnością po jego użyciu dostają kopa energetycznego i całkiem sporej dawki nawilżenia. A zapach jaki po sobie pozostawia – cudny.

pielegncja-wlosow-wzmacniajaca-szampony

 

ODŻYWKI do spłukiwania

Experto Professional Strong – jedna z moich ulubionych. Kremowa konsystencja, która sprawnie wnika we włosy. Nawilża je, poprawia ich kondycję i ułatwia rozczesywanie (!). Podobnie jak swój poprzednik zawiera mnóstwo fajnych składników aktywnych, a tych niefajnych nie zawiera wcale.

Bioxsine i Ziołowa odżywka Dermagen to odżywka, którą można stosować od nasady, bez obawy o przyspieszone przetłuszczenie czy obciążenie i dyskomfort. Dwuminutowy zabieg jest bardziej skierowany na skórę głowy niż włosów jako takich – chodzi oczywiście o wzmocnienie cebulek. Sama dodatkowo podczas tych dwóch minut wykonuję sobie masaż głowy i tym samym pomagam przedrzeć się składnikom aktywnym wgłąb skóry. Więcej o linii DermaGen możecie poczytać TUTAJ.

CeCe MED i Odżywka STOP wypadaniu włosów to intensywnie pachnąca i szybko wchłaniająca się konsystencja. Wzmacnia włosy, zmiękcza je i ułatwia rozczesywanie. Nawet na rozdwojonych i pokruszonych końcówkach po jej użyciu można dostrzec choć odrobinę blasku. 🙂

szampony-wzmacniajace

ODŻYWKI bez spłukiwania

Il Salone Spray Leave-In – odżywczy spray z filtrami UV, a te latem się przydają jak nigdy. Lekko i zwiewnie. Bez posklejanych kosmyków, zmatowionych włosów czy obciążenia. Pachnie też fajnie, słodko i tak wakacyjnie. Butelka 200 ml wyposażona jest w całkiem szeroki i sprawny atomizer.  Więcej o całej linii Il salone z filtrami UV możecie poczytać TUTAJ.

Intensive Hair Therapy (Elfa Pharm) Serum Łopianowe – używam go bezpośrednio na skórę głowy, gdy włosy są jeszcze mokre. Wzmacnia cebulki, zapobiega wypadaniu włosów oraz przyspiesza wyrastanie nowych. Zupełnie bezpieczny jeśli o estetykę, jak i świeżość fryzury chodzi. Pachnie ziołowo, powiedziałabym nawet, że miętowo, ale zapach ten nie utrzymuje się na włosach czy skórze zbyt długo. Serum wpadło w moje ręce dzięki Inspired By Naturalnie Piękna, więcej o 5 edycji, która była moim zdaniem niezwykle udana, poczytacie TUTAJ.

CeCe MED i Lotion do skóry głowy, który również stosuje się na skórę głowy, tuż po jej kąpieli. Zawiera proteiny białego Łubinu, witaminę PP, biotynę i witaminę E. Chroni cebulki włosowe, odżywia je i pobudza do działania.

Experto Professional Strong i wygodny Spray odżywczy. Stosuje się do na włosy u nasady. Mogą one być zarówno mokre, jak i suche. Odżywki powinno się używać dwa razy dziennie. Ma bardzo fajny rozpylacz i poręczną, małą buteleczkę idealną do walizki.

odzywki-bez-splukiwania

DIY

Końcówki traktuję zawsze czymś mocniejszym, bardziej treściwym. Keratyna ProSalon, którą dostałam w jednym z pudełek ShinyBox (TUTAJ) nie dostarczała im wszystkiego, więc postanowiłam mieszać ją (porcjami w atomizerze) z naturalnym olejem makadamia (na zdjęciu AveBio z pudełka InspiredBy Naturalnie Piękna – TUTAJ).

pielegnacja-wlosow-wzmacniajaca-diy

Jak sprawdzają się sprężynki do włosów?

Nie wszystkie „wynalazki” przekonują mnie od razu i nie zawsze decyduję się na zakup i testowanie takich produktów. Często ostateczne mam je w swojej kosmetyczce przez przypadek. Równie często po ich wypróbowaniu robię wielkie oczy ze zdumienia i zaczynam się zastanawiać dlaczego właściwie tak bardzo im nie ufałam i nie zaczęłam używać ich wcześniej.

Takich rewolucji szczególnie unikam w przypadku włosów. Nie wiem dlaczego. Może ze względu na to, że są kręcone, poplątane, cienkie i suche przy końcach. Nie chcę na nich eksperymentować i narażać na dodatkowe „cierpienia”.  Tego typu zaskoczenie towarzyszyło mi w przypadku szczotki Tangle Teezer i takie same odczucia mam dzisiaj – po wypróbowaniu gumek sprężynek, które otrzymałam w prezencie od Delia Cosmetics razem z całą serią kolorowych płukanek do włosów Cameleo.

cameleo-plukanki-deliacosmetics

Mimo tego że plastik, mimo tego że sprężyna włosy ani się w nią nie wkręcają, ani się nie niszczą. Gumka zupełnie bezawaryjna. Nie powoduje żadnych kłopotów, nawet przy włosach kręconych. Co więcej! Jest w stanie utrzymać na prawdę spory kokon włosów, bez nadmiernego uciskania ich i dręczenia cebulek. Niby luźno, a trzyma się jak nigdy. Idealna do tworzenia takiego lekkiego, zaplanowanego bałaganu na głowie. Choć i w przypadku kucyka sprawdza się bardzo dobrze.

Ogólnie jestem pod ogromnym wrażeniem i bardzo Wam je polecam. 🙂

Z tego co się orientuję z ich dostępnością nie ma problemu, powinnyście znaleźć coś takiego praktycznie w każdej drogerii za raczej niewielkie pieniądze.

gumki-sprezynki-2

Linia Il Salone Milano z filtrami UV

Mam kręcone, delikatne i suche przy końcach włosy, więc jak się domyślacie intensywne słońce, które panuje wiosną i latem, zbytnio im nie służy. Silnie nawilżające kosmetyki, różnego rodzaju sera i filtry UV, nakładam na nie w te pory roku bardzo chętnie.

Na sklepowe półki trafiła właśnie nowość – Il Salone Milano z filtrami UV. Jest ona dedykowana włosom farbowanym, o które w okresie mocnego nasłonecznienia należy dbać jeszcze bardziej. Ja włosów nie farbuję, często jednak przez moje ręce przewijają się produkty właśnie do włosów malowanych. Mają one zazwyczaj silnie odbudowujące i regenerujące właściwości, co po prostu przydaje się moim, często „niedożywionym” kosmykom.

W skład linii wchodzą 3 kosmetyki:
1. Szampon magnificent shampoo
2. Maska memorable mask
3. Odżywka eternal spray leave-in.

il-salone-milano-szampon,maska-odżywka-2

Kosmetyki te chronią włosy przed szkodliwym działaniem promieni słonecznych, pomagają w utrzymaniu blasku i zdrowego wyglądu fryzury. Dzięki zawartemu ekstraktowi z ryżu, zapobiegają uszkodzeniom oksydacyjnymi i głęboko odżywiają.
Mają przyjemny, moim zdaniem kokosowy zapach, który utrzymuje się na włosach przez pewien czas. Opakowania są spore, ale wygodne w użyciu, a same kosmetyki bardzo wydajne. Niestety należę do tych osób, które zawsze cierpią na „niedobór” maski – ładuje jej na włosy ile wlizie, a ta zazwyczaj ma opakowanie o mniejszej niż szampon pojemności (w tym przypadku – szampon 500 ml, maska tylko 250 ml). Plus jest taki, że marka posiada również w ofercie typowo „fryzjerskie” opakowania tych dwóch produktów, więc zawsze można po nie sięgnąć.

Kosmetyki Il Salone dostępne są w Rossmann i Hebe, w cenach ok. 30-35 zł za każdy z nich.

Kuracja szamponowa – tołpa

Do tej pory produktami marki tołpa, z którymi miałam do czynienia, były kosmetyki do pielęgnacji twarzy. Nadszedł więc czas, na wypróbowanie również tych do włosów.

W moje ręce wpadły dwa szampony:
1. Nawilżający szampon kojący podrażnienia.
2. Wzmacniający szampon przeciw oznakom starzenia.

Oba są hipoalegriczne, nie zawierają parabenów, sztucznych składników, alergenów, silikonów i SLS-ów. Wyróżniają się natomiast łagodnymi substancjami myjącymi, fizjologicznym pH, roślinnymi składnikami aktywnymi i naturalnym kolorem. Są wydajne i fajnie się pienią. Butelki mają po 250 ml pojemności i są dosyć wygodne w użyciu. Czym więc się od siebie te dwa szampony różnią? Na pierwszy rzut oka – kolorem i zapachem, jednak głównie o działanie chodzi.

Nawilżający szampon kojący podrażnienia, w dużej mierze dba o skórę głowy – zapobiega podrażnieniom, zaczerwienieniom i jej swędzeniu. Idealny więc dla osób mających wrażliwą i suchą skórę. Szampon intensywnie nawilża, ale nie przyspiesza przetłuszczania się włosów. Te z kolei są lekkie i pełne blasku.

tolpa-szampony

Wzmacniający szampon przeciw oznakom starzenia dba głównie o kondycję włosów osłabionych, wypadających, bez blasku i życia. Zapobiega ich wypadaniu, suchości i łamliwości. Przywraca połysk i elastyczność. Zapewnia włosom dodatkową ochroną przed promieniami słonecznymi czy szkodliwym działaniem sprzętu do stylizacji (suszarka, lokówka itp.). Pomaga w ich odbudowie i odżywieniu.

tolpa-szampony-2

Moim zdaniem szampony te idealnie się uzupełniają, dlatego stosuję je na przemian. Mam zarówno wrażliwą skórę głowy, jak i suche, łamliwe włosy, także pozwalam sobie na taką „kurację szamponową”. Oba są tej samej marki, oparte na podobnych założeniach i recepturach, więc moja skóra głowy czy włosy nie wariują i dobrze odnajdują się podczas tych podmianek.

Keratynowe prostowanie włosów – regeneracja zniszczonych fryzur

Fot. jeanlouisdavid.pl

Zdrowe i pięknie wyglądające włosy, które odbijają słoneczne refleksy, są miękkie w dotyku i łatwo się układają to marzenie każdej kobiety. Niestety, ale większość pań zmaga się ze zbyt przesuszonymi kosmykami, które nieestetycznie puszą się pod wpływem wilgoci, a ponadto kruszą się i rozdwajają na końcach. Codzienne zabiegi stylizacyjne przy użyciu prostownicy albo rozmaitych preparatów z drogerii przynoszą tylko krótkotrwały efekt, ponieważ po umyciu włosy znowu stają się suche i niesforne. Dodatkowo, ciągłe prostowanie wysoką temperaturą oraz używanie nieodpowiednich kosmetyków znacznie osłabia kondycję fryzur. Co zrobić, żeby temu zapobiec i przywrócić włosom pożądany blask i witalność? Keratynowe prostowanie włosów może być rozwiązaniem wielu problemów.

 

Działanie keratyny

Keratyna jest jednym z naturalnych składników, które budują strukturę włosów, dlatego jej niedobór powoduje uszkodzenie i osłabienie kosmyków. Kosmetyki z jej zawartością mają na celu odżywić, wzmocnić i długotrwale nawilżyć włosy, dlatego są skierowane przede wszystkim do kobiet, których włosy są niesforne i przesuszone, puszą się i trudno jest je ułożyć. To wyjaśnia pochodzenie innej nazwy zabiegu, ponieważ keratynowe prostowanie określane jest również jako brazylijskie. Jest to związane z tym, że zostało wymyślone w Brazylii, aby pomóc kobietom o grubych i gęstych włosach, które są kręcone i puszą się, ponieważ niszczy je gorące, południowoamerykańskie słońce oraz suche powietrze.

 

Keratynowe prostowanie włosów krok po kroku

Każdy, kto myśli o keratynowym prostowaniu włosów musi mieć świadomość, że tego rodzaju zabieg może być wykonywany tylko w profesjonalnych salonach fryzjerskich. Wykwalifikowani specjaliści mają nie tylko odpowiednią wiedzę i umiejętności, ale też dysponują narzędziami fryzjerskimi niezbędnymi do wykonania kuracji. Dzięki temu można mieć pewność, że prostowanie zostanie wykonane prawidłowo i nie zaszkodzi włosom, co umożliwia uzyskanie pożądanego efektu.

Już sama nazwa zabiegu wskazuje, że polega on na prostowaniu włosów. Stosuje się do tego specjalną fryzjerską prostownicę, którą nagrzewa się aż do 230 stopni Celsjusza i przy jej użyciu na włosach rozprowadzany jest preparat keratynowy. Pod wpływem wysokiej temperatury, łuski włosów rozchylają się, co umożliwia wnikanie keratyny głęboko w strukturę włosów. Dzięki temu, substancja dokładnie wypełnia wszystkie ubytki. Po chwili łuski domykają się, a preparat pozostaje na włosach przez kolejne 30 minut, w trakcie których kosmyki regenerują się od środka. Na koniec wystarczy wysuszyć włosy suszarką o średniej temperaturze nawiewu. Istotny jest fakt, że preparatu keratynowego nie spłukuje się z włosów, tylko pozostawia do całkowitego ich wyschnięcia, aby mógł w maksymalnym stopniu pozostać we włosach i w ten sposób je odbudować.

W przypadku stosowania keratyny bardzo ważne jest działanie wysokiej temperatury, ponieważ pod jej wpływem rozchylają się łuski włosów, co umożliwia dogłębne wnikanie preparatu. Ponadto, ciepło wzmacnia jego działania.

 

Efekty prostowania włosów keratyną

Keratynowe prostowanie włosów jest doskonałą alternatywą dla zwykłych prostownic używanych w domu oraz preparatów z drogerii, które często mają chemiczny skład i w rzeczywistości jeszcze bardziej osłabiają i przesuszają włosy. Co ważne, efekty keratynowego prostowania utrzymują się przez bardzo długi czas, nawet do 5 miesięcy, a nie tylko do pierwszego mycia. Dzięki temu, włosy są dogłębnie nawilżone, sprężyste, proste, lśniące, nie puszą się, stają się „lejące” podczas dotykania ich palcami i łatwiej jest je ułożyć. To prawdziwe wybawienie dla kobiet zmagających się z niesfornymi włosami, które puszą się po wyjściu na zewnątrz, nawet, jeśli wilgotność powietrza jest niewielka.

Dla jak najdłuższego zachowania efektów keratynowego prostowania włosów należy stosować się do kilku wskazówek:

  • po przeprowadzonym zabiegu nie można myć włosów przez 2-3 dni,
  • przez pewien czasu od wykonania prostowania nie można spinać włosów klamerkami ani wiązać gumkami, należy też unikać ugniatania ich,
  • przez 2 tygodnie po zabiegu nie można farbować włosów,
  • zalecane jest podcięcie końcówek włosów po wykonanej kuracji,
  • należy stosować szampony bez parabenów, soli, silikonów i alkoholu,
  • dla wzmocnienia efektu warto używać kosmetyków do włosów z zawartością keratyny. 

Keratynowe prostowanie włosów to ratunek dla wielu kobiet, które na co dzień zmagają się ze zniszczonymi włosami. Dzięki kuracji, ich fryzury na długą odzyskają blask, witalność i piękny wygląd, a domowe zabiegi stylizacyjne mogą zostać ograniczone do minimum.

Więcej informacji na temat keratynowego prostowania włosów znajduje się na stronie Jean Louis David.

Szybki sposób na ładny włos

Lubicie lekkie odżywki bez spłukiwania i spraye do stylizacji włosów? Ta nowość zdecydowanie się wam spodoba!

Jeśli miało się już raz do czynienia z kosmetykami marki L’biotica, we wszelkie nowości można „wchodzić w ciemno”. Powodów jest kilka – bardzo fajne działanie, skuteczne składniki aktywne, a także przyjemne opakowania i zapachy. Te ostatnie ładne i dosyć intensywne, więc utrzymują się na włosach przez pewien czas. Z przyjemnością więc sięgnęłam po Repair Balm Spray (odżywka 10w1!) oraz Shine Look Spray i co najważniejsze – nie zawiodłam się i tym razem.

lbiotica-spraye-professional-therapy-4

Lekkie, bardzo wygodne w użyciu spraye, które należy stosować na wilgotne, umyte włosy, bez spłukiwania. Ich butelki wyposażone zostały w szerokie, bezawaryjne rozpylacze, dzięki czemu aplikacja odbywa się równomiernie, bez zbędnego nawarstwienia. Dobrze też leżą w dłoni i nie mają jakichś ogromnych rozmiarów, więc jak się uprzeć, to i w podróż mogą wyjechać.

Repar Balm Spray Odżywka 10w1 zapewnia m.in. wzmocnienie i regenerację, ochronę przed wysoką temperaturą, głębokie nawilżenie czy sprawniejsze rozczesywanie. Jest bardzo lekki, więc nie obciąża włosów, nie przyspiesza ich przetłuszczania się, nie powoduje żadnych sztucznych efektów. Włosy stają się lekkie, miękkie i gładkie. Znacznie lepiej znoszą suszarkę, prostownicę czy lokówkę. A i końcówki prezentują się znacznie lepiej.

lbiotica-spraye-professional-therapy-2

Shine Look Spray to już taki typowy spray do stylizacji. A jego głównym zadaniem jest wygładzenie i nadanie włosom blasku. Pomaga w utrzymaniu niesfornych włosów w ładzie i nabłyszcza je. Jego lekka i delikatna formuła sprawia, że na prawdę ciężko z nim przesadzić i zrobić sobie tym samym fryzurową krzywdę. Przynajmniej mi się to nie zdarzyło, a do oszczędnych nie należę. 😉

Ciekawostką może być to, że oba te kosmetyki zostały stworzone przy pomocy mistrza fryzjerstwa – Pawła Matrackiego.

Dostępne są w sklepach stacjonarnych i internetowych.

lbiotica-spraye-professional-therapy-3

Jak radzić sobie z wypadaniem włosów

Twoje włosy są cienkie, pozbawione blasku, a do tego wszystkiego wypadają? Osłabienie cebulek może mieć wiele przyczyn, również tych związanych z warunkami atmosferycznymi i porami roku. Jesień wpływa depresyjnie nie tylko na twoje samopoczucie i cały organizm. Często podczas tej pory roku borykamy się z dodatkowymi problemami: łamliwymi paznokciami, przesuszeniami skóry, lub wręcz przeciwnie – nadmiernym wydzielaniem sebum czy właśnie osłabieniem cebulek włosów i ich wypadaniem. Jak walczyć z jesiennym przesileniem i chronić swoje kobiece atrybuty?

Przede wszystkim zadbaj o dietę i KOMPONUJ posiłki. Tak! Komponuj, a nie zostawiaj tego przypadkowi. Staraj się, aby spożywane posiłki były zaopatrzone w żelazo, cynk, witaminy A, C, E i te z grupy B. To wymaga odrobimy wiedzy, ale wraz praktyką, szybko zdobędziesz doświadczenie i będziesz robiła to odruchowo.

Oprócz doboru witamin i minerałów, bardzo ważne jest to jak włosy traktujesz. Jeśli są słabe, odstaw lokówki, prostownice, kurczowe upinanie. Rozczesuj je na sucho, gdyż na mokro są jeszcze bardziej wrażliwe i delikatne. Nie ścieraj ich ręcznikiem, gdy są mokre, odsącz nadmiar wody i pozwól im wyschnąć samodzielnie. Staraj się ograniczać kontakt z suszarką i wszystkim obciążającymi kosmetykami do stylizacji. Gorącą wodę zamień na letnią, a odżywkę ekspresową na maskę (nawet jeśli miałaby zostać na Twoich włosach tyle samo ta pierwsza). Wszystkie te czynności odciążą włosy i znacznie ułatwią regenerację cebulkom, także warto i nich pamiętać.

Nie obeszłoby się również bez prawidłowej pielęgnacji, dlatego rozważnie dopieraj kosmetyki i sięgaj po produkty marek specjalizujących się w tym zagadnieniu, takich jak np. Bioxsine. Posiada ona w swoim portfolio tylko i wyłącznie produkty zapobiegające wypadaniu włosów, które wzmacniają cebulki oraz strukturę włosów. Oprócz szamponów, odżywek i ampułek zawierających Biocomplex B11, z którego marka jest znana, w ofercie znajdziemy również serum w postaci olejku oraz pianki. I to właśnie o piance Bioxsine dzisiaj będzie. Dlaczego? Bo lekka konsystencja, szybko wchłania się w skórę głowy, nie powodując przyspieszonego przetłuszczania się włosów czy ogólnego ich obciążenia. Jest to niezwykle istotna cecha produktu, której poszukują osoby z tendencją do przetłuszczania się włosów ogóle, lub tylko u nasady.

bioxsine-pianka-dermagen

Serum w piance Bioxsine DermaGen, jeśli tylko zostanie użyte w odpowiedniej ilości, nie wywołuje żadnych niepożądanych efektów, a wykonywany z jej udziałem masaż, dostarcza cebulkom, wszystko czego im trzeba, a nawet jeszcze więcej! Fryzura w stosunkowo szybkim czasie zaczyna nabierać objętości i blasku. Bez problemu dostrzec również można wyrastające nowe włosy, których z czasem robi się coraz więcej. Wręcz przeciwnie z kolei, do tego co pozostaje na szczotce tuż po czesaniu.
Pianka jest bardzo wydajna. Jedna porcja z dozownika spokojnie wystarcza na całą powierzchnię głowy.

Serum w piance Bioxsine DermaGen dostępne jest w dobrych aptekach w cenie ok.35 zł.

Nowy wymiar pielęgnacji włosów – OleoKremy Biovax

Piękne, zdrowe pasma to nagroda za czas oraz uwagę, jaką poświęca się doborze odpowiednich kosmetyków. Rynek oferuje szeroki wachlarz preparatów – nałożenie odżywki to nie wszystko, co można „podarować” włosom. Istnieje kilka skutecznych i innowacyjnych kosmetyków, o które warto wzbogacić codzienną pielęgnację. Jednym z nich jest nowość marki BIOVAX, łącząca odżywczą moc egzotycznych olejów z lekką konsystencją kremu.

 

Z Bliskiego Wschodu do Europy, czyli kierunek „skuteczna regeneracja”

Olejowanie to ostatnio jeden z najmodniejszych i najskuteczniejszych sposobów na regenerację włosów. Nie jest to nowość – właściwości pielęgnacyjne olejów od lat doceniano w kulturze Bliskiego Wschodu , jednak dopiero od jakiegoś czasu, zabieg ten jest szeroko praktykowany przez Europejki. Oleje są naturalną odżywką i dopełniają standardową terapię. Odnawiają strukturę pasm
i przeciwdziałają ich zniszczeniom w trakcie zabiegów z użyciem suszarki czy prostownicy. Po takiej kuracji włosy są sprężyste lśniące i wygładzone. Prawdopodobnie, oleje nigdy się nie znudzą, jednak warto wypróbować produkty o podobnym działaniu, ale innej formule. Każdy rodzaj włosów wymaga odmiennej pielęgnacji, dlatego ważne jest, by szukać „idealnego” produktu, nie rezygnując
z testowania nowości. Dobrą alternatywą dla tradycyjnych olejów są produkty upiększające, np. marki BIOVAX.

 

Krem… do włosów

Wiele kobiet rezygnuje z nakładania kremu na włosy. Jest on produktem, którego nie należy spłukiwać, dlatego może kojarzyć się z obciążeniem i ryzykiem przetłuszczania pasm. Nic bardziej mylnego. Krem do włosów działa podobnie, jak kremy przeznaczone do innych części ciała. Dogłębnie odżywia i nawilża włosy, jednocześnie nie pozostawiając tłustego filtru. Co więcej, sprawia, że składniki aktywne wnikają głębiej w strukturę pasm, dzięki czemu pielęgnacja jest bardziej kompleksowa.

 

Jeden produkt – dwa zabiegi pielęgnacyjne

Polska firma L’biotica podjęła wyzwanie stworzenia produktu, który łączyłby dwa zabiegi pielęgnacyjne, gwarantując szybkość i skuteczność działania z łatwością aplikacji. Tak właśnie narodził się pomysł OleoKremów BIOVAX Glamour. Odżywcza moc olejków, zawarta w lekkiej konsystencji kremu wygładza, nawilża i upiększa włosy, bez efektu obciążenia. L’biotica, zainspirowana indywidualnymi potrzebami kobiet oraz bogactwem natury z różnych zakątków Globu, stworzyła aż cztery rodzaje OleoKremów BIOVAX: z olejami afrykańskimi, dalekowschodnimi, amazońskimi oraz indyjskimi. Każdy z OleoKremów zawiera składniki odżywcze z innej części świata, pozwalające cieszyć się egzotyczną – pięknie pachnąca pielęgnacją w zaciszu domowej łazienki.

OleoKremy można stosować na dwa sposoby: aplikując je na włosy wilgotne – dzięki czemu te staną odżywione i łatwiejsze do ułożenia lub na włosy suche – co pomoże w ich nabłyszczeniu
i wygładzeniu, jednocześnie zabezpieczając końcówki przed rozdwajaniem. Produkt zaczyna działać zaraz po nałożeniu, dlatego zabieg nie jest czasochłonny.

 

Ameryka Południowa: Oleje Babassu i Pequi

BIOVAX-GLAMOUR-DIAMOND-OLEOKREM-125-ML
Mat. prasowe L’biotica

Tropikalne Lasy Amazonii są symbolem potęgi i bogactwa natury. Olej Babassu, wytłaczany
z orzeszków palmy Oringya Cohune, wykazuje silne właściwości nawilżające, wzmacniające
i zmiękczające włosy. Głęboko wnika w strukturę włosa, wygładza go i ułatwia rozczesywanie. Drugi, także pochodzący z tropikalnych lasów, olej Pequi pomaga w utrzymaniu wilgoci w pasmach i zachowaniu ich dobrej kondycji. Przeciwdziała mierzwieniu się włosów, co pozwala na utrzymanie pięknego i zdrowego wyglądu. Zawarty w OleoKremie pył diamentowy, dodatkowo nadaje włosom wyjątkowy, skrzący się blask.

Afryka: Oleje Baobabu i Arganu

Baobab to niejako symbol afrykańskiego kontynentu. Silne, długowieczne drzewa rosnące
w sercu afrykańskiej sawanny. Olej, wydobywany z ich nasion, zawiera cenne, nasycone kwasy owocowe omega-9 oraz witaminy A, E i D. W połączeniu z organicznym olejem arganowym, chroniącym przed promieniowaniem UV i działaniem wolnych rodników, tworzą kompozycję idealną do pielęgnacji włosów suchych, łamliwych i zniszczonych. Przywracają im elastyczność i blask, a także znacząco odmładzają. Poprzez dodanie 24-karatowego złota, OleoKrem Afrykański, zapobiega starzeniu komórkowemu. Co więcej, odżywia włosy i zapewnia im niesamowity blask.

BIOVAX-GLAMOUR-GOLD-OLEOKREM-125-ML
Mat. prasowe L’biotica

 

Indie: Oleje Moringa i Tamanu

Niezwykła roślinność, kolory i zapachy, to znak rozpoznawczy tego kraju. To właśnie z nasion indyjskiego „drzewa cudu”, powstaje Olej Moringa. Tłoczony na zimno, jest lekki i jednocześnie bardzo odżywczy. Jest naturalnym środkiem przeciwutleniającym o wyjątkowych właściwościach wygładzających i zmiękczających. Także z nasion powstaje Olej Tamanu, niezwykle skuteczny w dyscyplinowaniu suchych i puszących się włosów. Wspomaga utrzymanie odpowiedniego poziomu nawilżenia, a zawartość korzystnych dla włosów lipidów, pomaga w pielęgnowaniu ich naturalnego zdrowia i piękna. Zawarty w OleoKremie ekstrakt z kawioru chroni włosy przed utratą koloru, zachowuje ich młodość i intensywnie rewitalizuje.

BIOVAX-GLAMOUR-CAVIAR-OLEOKREM-125-ML
Mat. prasowe L’biotica

Daleki Wschód: Oleje Tsubaki i Perilla

Sekret urody kobiet z Dalekiego Wschodu, tak ceniony przez Europejki, tkwi w stosowaniu preparatów opartych na naturalnych składnikach. Olej Tsubaki, pozyskiwany jest z kamelii japońskiej, kwitnącej tylko zimą. To dlatego jej nasiona zawierają niezwykle skuteczne składniki ochronne. Jest bogaty w polifenole oraz kwasy tłuszczowe omega-6 i omega-9, które bardzo szybko przenikają do wnętrza włosa intensywnie go nawilżając i regenerując. Drugim, niezwykle popularnym olejem jest Perilla, posiadający najsilniejszy wśród olejów, potencjał antyoksydacyjny. Dodane do nich proteiny perłowe, przypominającą naturalną keratynę odbudowują włosy i nadają im przepiękny, perłowy blask. To połączenie idealnie pielęgnuje włosy łamliwe z rozdwajającymi się końcówkami.

BIOVAX-GLAMOUR-PEARL-OLEOKREM-125-ML
Mat. prasowe L’biotica

Cena sugerowana OleoKremów BIOVAX 17,90zł/ 125ml