The MBOX by ShinyBox

No i stało się! W ręce mojego mężczyzny trafił jego pierwszy box! 😀 Póki co o MBOXie ShinyBox wiadomo stosunkowo mało, bo wrześniowe pudełko jest pierwszą w takiej formie męską edycją, jednak na ten moment nie zostało określone czy będą kolejne. Na pierwszy rzut oka box prezentuje się naprawdę fajnie i tak dosyć luksusowo, ale zobaczcie same! 🙂

MBOX kosztuje 69 zł, a wartość produktów, które znajdują się w środku, to łącznie minimum ok. 185 zł. Kosmetyków jest 7, z czego 5 jest pełnowymiarowych, a oprócz tego znajduje się w nim upominek i próbka. Markami tego pudełka są: ManFoot, Semilac, Pilomax, Pan Drwal, Nutrend i Vabun.

mbox-shinybox-2

Przyznam, że największe wrażenie na nas obojgu zrobił Zestaw SPA dla mężczyzn Semilac. Jest tak bardzo dopracowany i elegancko opakowany, że sama bym się za niego zabrała! 😉 Zestaw składa się z 5 produktów, które tworzą całość rytuału Semilac SPA For Men, ale mogą być też stosowane indywidualnie, w zależności od potrzeb. Są nimi:
– Nail Whitening 752 (usuwa przebarwienia),
– Medina Ritual 753 (odtruwa, wybiela i rewitalizuje,
– Nail Strendthener 751 (zapobiega rozdwajaniu i łamliwości),
– Nail Hardener 750 (utwardza)
– Roma Affection 754 (regeneruje zarówno paznokcie, jak i skórki).
Wszystkie te preparaty w zestawie występują w postaci szklanych buteleczek z pędzelkowymi aplikatorami, o pojemności 7 ml. To co niezwykle istotne dla Panów – wszystkie wchłaniają się i pozostawiają naturalny, przezroczysty i matowy efekt, a sama aplikacja jest banalnie prosta. Zestaw kosztuje ok. 50 zł.

Produkty ManFoot w tym przypadku niestety nie będą mogły się wykazać pełnią możliwości, gdyż będą używane raczej w roli kosmetyków typowo nawilżających i odżywiających. Ogólnie jednak ich właściwości są znacznie szersze.
Antyperspirujący, odżywczy krem do stóp ManFoot stworzony został z myślą o problemie nadmiernej potliwości i nieprzyjemnym zapachu. Zawiera jednak szereg składników odżywczych, takich jak masło shea, witaminę E, olej jojoba, olej awokado oraz właściwości antybakteryjne. Jest więc to jednocześnie fajna baza pielęgnacyjna. Głównym przeznaczenim Dezodorantu do obuwia i stóp ManFoot z kolei są oczywiście buty, a tak żeby przyjemnie było! 😉 Jednak warto zaznaczyć, że świeży zapach zielonej herbaty, to jedynie dodatek, do aktywnego blokera zapachów SINODOR oraz srebra koloidalnego, które ogranicza rozwój bakterii. Dezodorant może być stosowany codziennie. Kosmetyki ManFoot pozbawione są sztucznych barwników, parabenów, PEGów i silikonów, co stanowi dodatkowy i w zasadzie bardzo istotny atut. Cena to ok. 23 zł za każdy.

baza-do-cieni-goldenrose-cashmere-3

Pilomax i Serum przeciw wypadaniu włosów, to strzał w 10, bo wiadomo każdy facet tego łysienia jednak się boi, a i zakola z roku na rok wydają się coraz większe. Więc kosmetyk ten z pewnością się nie zmarnuje. Sama mam ogromne zaufanie do kosmetyków marki Pilomax, więc myślę, że i moja druga połowa się z serum polubi. Ma ono zapobiegać wypadaniu włosów poprzez neutralizowanie działania androgenów i testosteronu. Oparty jest na innowacyjnym transporcie składników aktywnych do cebulki włosa – ROVISOME Delivery System. A są nimi: kofeina, biotyna, witamina E i F, prowitamina B5. Wszystkie one nie tylko mają zapobiegać wypadaniu włosów, ale też silnie nawilżać skórę głowy i chronić ją przez ucieczką wody. Dając przy tym ochronę przed podrażnieniami, działając antyłupieżowo i antygrzybiczo. Plastikowa butelka 75 ml wyposażona jest pompkę, którą należy odliczać sobie odpowiednią ilość. Zapach fajny, trochę świeży. Grzebień w zestawie. Całość kosztuje ok. 60 zł.

Ostatnim pełnowymiarowym produktem tego opakowania jest Olejek do brody „Buttercut Tendencies” Pan Drwal, który wydaje się być też bogatym produktem ogólnie do twarzy. Zawiera olej migdałowy, proteiny, witaminy A, E, D, B1, B2 i B6. Brodzie nadaje blasku, nawilża ją i odżywia. Twarzy – lepszej kondycji, elastyczności i zdrowego wyglądu. Posiada bardzo fajny, wyważony zapach i oleistą konsystencję, która mimo wszystko nie ciąży. Olejek ten powstał we współpracy marki Pan Drwal z salonem Buttercut i kosztuje ok. 35 zł/10 ml.

Ostatecznie jednak to niepozorna próbka perfum Vabun zrobiła największą robotę. Każdy lubi dostawać perfumy, nawet jeśli malutkie, to zawsze sprawiają radość. Na dodatek zapach naprawdę fajny, nam przypomina 1 Million Paco Rabanne. Jest trochę słodki i intensywny, ale niemęczący. 100 ml kosztuje ok. 90 zł.

Na koniec upominek od Nutrend i saszetka wysokiej jakości białka serwatkowego. Pełnowymiarowe opakowanie 900 g kosztuje ok. 90 zł.

mbox-shinybox-4

Ogólnie mój mężczyzna z pudełka jest zadowolony. Nie wszystkie produkty są w pełni trafione, ale na tym polegają boxy, aby próbować i testować. Więc przyjął to jak na faceta przystało – bez narzekania i chęcią działania. 😀 To co jego zdaniem zasługuje na szczególną uwagę, to fakt, że większość kosmetyków, to produkty pozbawione sztucznych składników, co ceni sobie bardzo. A od siebie dodam, że przy takiej zawartości i wartości pudełka, cena 69 zł wydaje mi się być bardzo atrakcyjna. Mężczyznom ogólnie ciężko jest kupić coś fajnego w dobrej cenie, a tu taka niespodzianka. 🙂

MBOXy możecie zamawiać na stronie Shinybox, o tutaj.

TOP 5 – matowe pomadki płynne

Matowe usta raczej pozostaną z nami na jeszcze długo, więc czas na pokazanie matowych pomadek płynnych, które uważam za naprawdę fajne, trwałe i z różnych względów ciekawe.

Nie jestem wizażystką, ale jak każda z nas potrafię ocenić, to co mi w ręce wpada. Przy matowych pomadkach płynnych największą uwagę zwracam na ich krycie, trwałość i to czy nadmiernie nie wysuszają ust. Są również dodatkowe aspekty, które szczególnie w poniższym zestawieniu podkreślam.

Sephora Cream Lip Stain – jest bardzo lekka i ma dobrze kryjąca formułę. Posiada przyjemny, waniliowy zapach. Bardzo trwała, nie pozostawia śladów. Nie wysusza ust, dzięki czemu nosi się ją bardzo komfortowo. Nie waży się i nie rozwarstwia. Numerek 24 to przepiękny, głęboki kolor, idealny na jesień i zimę. Do jej usunięcia potrzeba dobrego kosmetyku do demakijażu.

pomadki-plynne-matowe-sephora

KOKO by Kylie Cosmetics Matte Liquid Lipstick – delikatna i lejąca się konsystencja, która niestety potrzebuje nieco czasu, aby wyschnąć i wtopić się w usta. Ale jak już zaschnie, to jest bardzo trwała i rzeczywiście pozostaje na nich przez kilka godzin. Posiada słodziutki, przyjemny zapach. I to co lubię najbardziej – jaskrawy, soczysty kolor (Baby Girl). W lato latałam w nim bardzo często. 🙂 Może się wałkować przy demakijażu.

pomadki-plynne-matowe-koko-kylie-jenner

Lovely K*lips – polska inspiracja pomadkami Kylie Jenner, które osobiście bardzo lubię. Lekka, kremowa konsystencja, dobrze napigmentowana i świetnie kryjąca. Nie wysusza nadmiernie ust i przyjemnie się ten zestaw (konturówka i pomadka) nosi. Bardzo fajny stosunek ceny do jakości. Nie sprawia żadnych problemów przy demakijażu. Więcej o K*lips poczytacie TUTAJ.

pomadki-plynne-matowe-klips-lovely

Golden Rose Longstay Liquid Matte Lipstick – pomadka ta urosła już chyba do rangi legendy i totalnego hitu jednocześnie. Płynna, bardzo lekka i świetnie napigmentowana konsystencja, która zastyga w mgnieniu oka. Wypełnia całe usta, wgłębienia i nierówności. Jest bardzo trwała. Ma trochę krótkie trzymadełko aplikatora, a on sam ma dosyć nietypowy kształt, ale można przywyknąć. Posiada niezwykle szeroką gamę świetnych kolorów. Moim ulubionym jest 21.

pomadki-plynne-matowe-goldenrose-facechart

MOOV Liquid LipsMatter – bardzo kremowa, treściwa konsystencja o pięknym, owocowym zapachu. Świetnie kryje i super się prezentuje – pomadka kryje powierzchnię całych ust i wgłębień. Trójkątny aplikator jest bardzo precyzyjny i ułatwia ich malowanie. Nie wysusza, nie przyczynia się do spierzchnięcia czy pękania. Na ten moment gama kolorystyczna jest dosyć mała (odcieni jest obecnie 9), ale myślę, że niedługo się to zmieni. Więcej o tych pomadkach możecie poczytać TUTAJ.

pomadki-plynne-matowe-moov-kontigo

P.S. Face chart znajdziecie w najnowszej edycji Shinybox. 🙂

Baza pod cienie do powiek w kremie czy płynie?

Baza pod cienie to nie dla wszystkich pozycja obowiązkowa, dla mnie akurat jest dosyć istotna. Nie zastępuję jej podkładem, nie kładę też bez niej cieni. Gdy tak robiłam wałkowały się, zbierały w załamaniach. A baza zwyczajnie pozwala mi tego uniknąć. Ponadto znacznie lepiej się po niej rozprowadzają i trzymają. Nie kruszą się i nie osypują. Dlatego używam i testuję różne produkty. Jaka więc jest różnica między bazą pod cienie w kremie od tej w płynie?

Spore różnice przede wszystkim wynikają przy samej aplikacji. Produkty w tubce jest chyba łatwiej kontrolować przy nałożeniu odpowiedniej porcji. Dzięki lekkiej, płynnej konsystencji, lepiej się rozprowadzają i szybko wchłaniają. Te w kremie z kolei muszą mieć wygodny szeroki słoiczek. Jeśli jest on zbyt mały może sprawiać problemy przy wydobyciu odpowiedniej porcji, szczególnie, gdy bazę pod cienie rozprowadza się po powiece palcem. Konsystencja jest nieco bardziej gęsta i wymagająca, jednak w tym przypadku nie trzeba czekać aż wchłonie, oko jest gotowe do działania praktycznie od razu.

baza-do-cieni-goldenrose-cashmere-1

Porównując ze sobą Bazę pod cienie w płynie z Golden Rose i Bazę pod cienie w kremie Cashmere z Dax Cosmetics (trafiła do mnie wraz z pudełkiem Beauty School Shinybox) różnicy w rozcieraniu cieni raczej nie zauważyłam, w obu przypadkach idzie gładko. Jeśli chodzi o trwałość makijażu, podobnie – bezawaryjnie. Cienie pozostają na swoim miejscu tyle, ile trzeba. Ale tutaj znaczenie raczej ma ogólna jakość produktu niż jego forma podania, a z nią w obu przypadkach jest naprawdę dobrze.

4 gadżety kosmetyczne, które musisz mieć

Ogólnie jestem raczej praktyczna i nie lubię zbierać produktów, co do których mam wątpliwości. Nie działają raczej na mnie w tym temacie reklamy, piękne opakowania czy wymyśle funkcje. Jeśli mam do czynienia z gadżetem, który może się sprawdzić w mojej toaletce czy kosmetyczce, kupuję. Jeśli coś uważam za rzecz zbędną, albo zupełnie naciąganą, nie ulegam modzie. Mam jednak kilka produktów, bez których pewnie dzisiaj byłoby już mi żyć ciężko.

Rękawice do demakijażu samą wodą. Ja używam Glov i te sprawdzają się świetnie. Nie testowałam żadnych innych marek, ale napewno są na rynku podobne, równie dobre produkty. Jeśli chodzi natomiast o Glov – używam średniej wielkości rękawicy oraz wersji mini (na palec – ta fajnie sprawdza się na wyjazdach). Zmywam nimi głównie makijaż oczu, z którym radzą sobie świetnie, czasami o wiele lepiej niż różnego rodzaju płyny czy mleczka. Trwałość jednej rękawicy (o ile oczywiście odpowiednio się o nią dba), oceniana jest mniej więcej na 3 miesiące, a w sklepie marki często są organizowane akcje promocyjne, gdzie ostatecznie można poczynić dobre zapasy, nawet o 50% mniej. Produkty Glov mimo codziennego prania nie tracą swoich właściwości, nie stają się szorstkie czy nieprzyjemne. Za każdym razem delikatne, ale też super skuteczne.

gadzety-kosmetyczne-1

Tarki do prania pędzli, bo naprawdę ułatwiają czyszczenie, a przy tym ich nie niszczą. Sprawdzają się zarówno przy tych mniejszych, jak i większych, pomagając usunąć resztki cieni, pudru czy podkładu. Aktualnie tarki do pędzli dostępne są wszędzie i kosztują niewielkie pieniądze, dlatego myślę, że warto tych kilka złotych zainwestować. Nie mam jakiegoś ulubionego kształtu czy rodzaju, ale warto zaopatrzyć się w taką, która posiada różnej wielkości i gęstości ząbki i wypustki, co znacznie zmniejszy ryzyko zniszczenia szczególnie tych węższych objętością pędzelków, a i oczyszczanie większych będzie łatwiejsze.

gadzety-kosmetyczne-2

Sprężynki do włosów. To hit, który odkryłam zupełnie przypadkiem, dzięki marce Delia Cosmetics. Przy okazji promocji płukanek, marka podesłała mi również prezent w postaci właśnie tych gumek. Zakochałam się w nich od razu. A szerzej na ich temat pisałam TUTAJ.

Szczotka Tangle Teezeer – bezawaryjna, świetnie się sprawująca i radząca z moimi niełatwymi włosami (kręconymi, przy końcach suchymi). Bardzo łatwo utrzymuje się ją w czystości, a ząbki nie wypadają, nie łamią się i nie niszczą. Moją szczotkę kupiłam ponad 3 lata temu i używam jej od tego czasu codziennie. Możecie o niej poczytać również TUTAJ.

gadzety-kosmetyczne-3

tołpa: green oils. Wzmacniający krem na naczynka

Trafiłam na połączenie doskonałe! W moje ręce trafił Wzmacniający krem na naczynka marki tołpa z olejem z róży stulistnej – po prostu padłam i totalnie się w nim zakochałam od pierwszego użycia.

Jak już wspomniałam krem przeznaczony jest do cery naczynkowej. Wzmacnia naczynka, niweluje podrażnienia, a dzięki naturalnemu zielonemu barwnikowi redukuje zaczerwienienia. Wycisza skórę i wyrównuje jej koloryt. Silnie nawilża i regeneruje oraz zapewnia ochronę przed szkodliwymi czynnikami zewnętrznymi.

Oprócz oleju z róży stulistnej zawiera torf tołpa, masło shea, kompleks kwiatów arniki, ekstrakty z liści dziurawca, oczaru, bluszczu i winorośli, ekstrakt z nasion kasztanowca oraz glicerynę. Po kremie możemy spodziewać się tylko roślinnych składników aktywnych, naturalnego zielonego barwnika, fizjologicznego pH oraz bezpiecznych konserwantów. Receptura wolna jest zaś od alergenów, silikonów, sztucznych barwników czy parabenów.

tolpa-greenoils-naczynka-2

Można stosować go zarówno na dzień, jak i na noc. Choć jego treściwa konsystencja oraz mój brak opanowania decyduje o tym, że stosuję go głównie wieczorem. Wtedy nie muszę się powstrzymywać i wklepuję ile się da. 😀

Jest dosyć mocno skoncentrowany, ale jego formuła jest na tyle lekka, że szybko się wchłania i wnika w głąb skóry, pozostawiając na niej przyjemne uczucie nawilżenia, elastyczności i uzależniający zapach. Łagodzi podrażnienia, zmniejsza zaczerwienia i widoczność naczynek. Pozwala skórze na relaks i odprężenie. Pozostawia ją w świetnej kondycji.

Słoiczek 50 ml kosztuje ok. 23 zł.

Beauty School by ShinyBox

Beauty School to jak się okazało edycja bardzo kolorowa i makijażowa. Shinybox zadbało o całe mnóstwo produktów pełnowymiarowych, nowości oraz testery. Wrześniowa edycja to ta, której towarzyszyła kampania promocyjna Beauty Lessons oraz ta, w której oprócz kosmetyków znalazł się bloczek Face Chart.

Marki tego miesiąca to: Cougar, BellaPierre, Smart Girls Get More, Delia Cosmetics, CleanHands, Novex, Cashmere, Pierre Rene i Biały Jeleń.

W moim ambasadorskim pudełku nie było produktu do ust marki Cougar, ten kosmetyk trafił do Klientek, które są stałe w uczuciach i wrześniowe pudełko było co najmniej ich drugim z kolei w tej samej subskrypcji lub pakiecie. Trochę szkoda, bo z chęcią bym przetestowała. Podobno optycznie powiększa usta, nadaje im pełniejszego i bardziej zmysłowego wyglądu. A jego cena to 70 zł. Nie ma jednak tego złego co by na dobre nie wyszło, bo moje pudełko zawierało dodatkową niespodziankę od sklepu www.brytyjka.pl – pojemną, materiałową torbę Atmosphere, którą napewno będę nosić. 🙂

shinybox-beauty-school-5

Przechodząc do produktów, które w każdym pudełku się znalazły, zacznę od tych, które stanowią mniejszość. Jednym z nich jest Mydło do rąk CleanHands i choć zdaję sobie sprawę, że nie dla wszystkich produkt ten wydaje się być atrakcyjny, dla mnie to bardzo fajna i przydatna rzecz, która się nie zmarnuje i zostanie wykorzystana do „ostatniej pompki”. Owocowy zapach raczej nie pozostaje na dłoniach zbyt długo, a mydło nie wysusza. 250 ml kosztuje ok. 6,50 zł.

Maska do włosów z olejem arganowym Novex (treko-hair.com.pl), to kolejna rzecz, która sprawiła, że uśmiechnęłam się szerzej. Ostatnio cierpię na jakieś braki magazynowe w tym temacie, więc z chęcią wypróbuję przy najbliższej okazji. Maska przeznaczona jest do suchych i matowych włosów, z kiepskiej kondycji końcówkami, więc może mi się spodobać. W pudełku znalazła się miniatura, a jej kilogram kosztuje ok. 47 zł.

To teraz czas na kolorówkę i kolejny dobrze zapowiadający się produkt, mianowicie – Bazę pod cienie do powiek Cashmere Dax Cosmetics. W kremie, w dużym płaskim słoiczku (jak dla mnie bardzo istotne przy jej wydobywaniu z opakowania, bo jest wygodnie), w neutralnym odcieniu. Wygładza skórę powiek, wyrównuje koloryt, zasłania żyłki i przede wszystkim utrwala makijaż. Kosztuje ok. 22 zł.

shinybox-beauty-school-2

Do oczu również jest Testowy cień do powiek Pierre Rene. Niestety zupełnie nie w moim kolorze. Na co dzień używam kremów i brązów, a od święta pójdę w jakąś śliwkę czy wiśnię, ale niebieskiego nie używam nigdy i raczej się nie skuszę. Z pewnością jednak trafi on w dobre ręce i do zadowolonej nowej właścicielki.

Jeszcze jednym produktem, który z powodzeniem można wykorzystać do makijażu oka (ale nie tylko!) jest Shimmer Roll BellaPierre. Ten mineralny rozświetlacz, dzięki swojemu opakowaniu, bez żadnych problemów może być stosowany na wybrane partie twarzy, jak i całego ciała. A jego naturalne i wegańskie pochodzenie dodatkowo zachęca. Pełnowymiarowe opakowanie, które znajdziemy w pudełku kosztuje ok. 60 zł.

W przypadku marki Smart Girls Get More, do boxów trafiły produkty wymienne – paletka do konturowania na sucho i błyszczyk. W swoim znalazłam paletkę. Składa się ona z pudru, bronzera, różu oraz rozświetlacza i naprawdę fajnie się prezentuje. A kolor różu jest po prostu cudny – cukierkowy, idealny dla mnie. Cena: ok. 14 zł.

Na koniec lakier do paznokci Delia Cosmetics, w kolorze żółtym – pięknym. Do jesiennego manicure jak znalazł! Kosztuje on ok. 6 zł.

shinybox-beauty-school-1

Według mnie całość wypada naprawdę nieźle, bo ponarzekać w zasadzie mogłabym tylko z powodu tego niebieskiego, perłowego cienia. Reszta, trochę bardziej albo trochę mniej, ale mimo wszystko trafiona, także mówię temu boxowi TAK. 🙂

Box Beauty School dostępny jest na stronie Shinybox. Tam również trwa aktualnie sprzedaż męskiego pudełka – MBOX, także jeśli nie macie pomysłu, to wiecie! 😉

Evree na legalu czyli kremy do rąk z olejkiem cannabis

Nie ukrywam, że dobrze określony motyw przewodni kampanii najnowszych kremów do rąk Evree bardzo mi się spodobał. A lunchbox wypełniony hot-dogami, pizzą i hamburgerami na gastrofazę rozbawił. Całość świetnie zagrała i myślę, że nie tylko ja jestem pod jej wrażeniem. 🙂

Sprawcą całego zamieszania jest oczywiście główny składnik aktywny najnowszej linii – olej z konopi, którego moc pielęgnacyjna uzależnia totalnie. O jego właściwościach wspominałam przy okazji prezentowania kosmetyków do włosów Hello Nature Cece of Sweden (tutaj). Oprócz oleju cannabis, w trzech poręcznych i wszędzie mieszczących się tubkach (po 30 ml) możemy znaleźć całe mnóstwo składników aktywnych (w jednym z kremów jest ich nawet 16!).

evree-kremy-do-rak-cannabis-2
Krem do rąk z olejkiem cannabis powstał w 3 egzotycznych wariantach:
Cannabis & Lemon
Cannabis & Papaya
Cannabis & Kukui

W każdym z nich znajdziemy masło shea, olej rycynowy, glicerynę czy urea, a także pobudzające, energetyczne i takie niestandardowe zapachy. Kolory konsystencji wszystkich trzech kremów są różne i odpowiadają owocom z opakowań i składów. Ich formuła jest stosunkowo lekka i dobrze się wchłania. Po aplikacji dłonie są super gładkie i przyjemne w dotyku. Na pewno też nawilżone i fajnie odżywione. Nie są tłuste czy śliskie, więc kremy sprawdzą się o każdej porze dnia i w każdej sytuacji.

Każda tubka kosztuje po 15 zł, więc w porównaniu do innych kremów do rąk marki Evree nie jest to najniższa cena, ale myślę, że warto wypróbować. 🙂

Demakijaż z olejkiem BIOLOVE Kontigo

Zdaję sobie sprawę, że od kiedy mogłyśmy zapoznać się z Sekretami Urody Koreanek, olejki do demakijażu mają wzięcie. Dlatego dzisiaj pod lupą olejek BIOLOVE.

Gdy pojawił się w Kontigo, sama byłam tego kosmetyku bardzo ciekawa. Naturalny skład, fajna jakość i dobra cena to takie trzy pierwsze nasuwające się na myśl cechy produktów BIOLOVE, więc i wobec tego olejku moje oczekiwania nie były małe. A spodziewam się, że i dla Was ten produkt mógł stanowić z jednej strony niespodziankę, a z drugiej pewniaka. A więc jaki jest naprawdę?

Olejek do demakijażu BIOLOVE to mieszanka naturalnych olejów roślinnych. W składzie znajdziemy m.in.:
– olej ze słodkich migdałów,
– olej z pestek winogron,
– olej jojoba,
– olej rycynowy,
– olej arganowy,
– olej rokitnikowy,
– olej Inca Inchi,
– olej marula.

Dzięki takiej zawartości, konsystencja olejku jest bardzo treściwa i stosunkowo gęsta. Mi przypomina ona produkt marki Resibo (możecie poczytać o nim tutaj). Samą wodą produktu z twarzy nie zmyjemy, więc z pomocą przychodzi delikatna ściereczka, albo jeśli ktoś stosuje dwustopniowe oczyszczanie jak ja, to produkt oczyszczający na bazie wody też poradzi sobie świetnie.

biolove-olejek-do-demakijazu-2

W przypadku, gdy zamierzasz stosować ten olejek w pojedynkę, ściereczka czy inny mały ręczniczek będzie niezbędny. Najlepiej, żeby był super delikatny (nie podrażniał skóry) i super cienki, gdyż po każdym myciu twarzy, trzeba będzie go przeprać. Jeśli do tej pory nie używałaś tego typu akcesoriów do demakijażu, kup sobie taką ściereczkę w Kontigo. Bambusowa ściereczka z BIOLOVE jest produktem przemyślanym, więc zarówno spiera się fajne, jak i szybko wysycha, a jej cena to całe 8 zł. 🙂

Samo oczyszczanie twarzy tym olejkiem, należy raczej do tych przyjemnych doznań. Skóra jest oczyszczona, nawilżona i elastyczna. Bez podrażnień, przesuszenia czy sztucznego ściągnięcia. Olejek ma delikatny zapach, który wyczuwa się przy aplikacji i jeszcze chwilę po oczyszczeniu twarzy.

Butelka (pojemność 150 ml) zawiera dozownik, więc wydobywanie kosmetyku ze środka i odpowiednie porcjowanie nie stanowi problemu. Nalewasz na dłoń, tyle ile potrzebujesz. A historie typu „upaćkana” w olejku łazienka, nie ma miejsca. Cały zabieg oczyszczania twarzy odbywa się więc sprawnie, przyjemnie i co najważniejsze – bezpiecznie. 🙂

biolove-olejek-do-demakijazu-3

Olejek polecany jest do cery normalnej i mieszanej. Ja mam normalną i jednocześnie wrażliwą i u mnie sprawdza się bardzo dobrze. Nie wiem jak zachowywałby się w połączeniu z cerą suchą czy tłustą, a w tych przypadkach odpowiedni dobór olejków jest dosyć istotny, więc może się okazać, że jednak nie dla każdego będzie odpowiedni.

Dzięki swojej intensywnej konsystencji, olejek jest też bardzo wydajny, więc zużywa się powoli. Jego cena to ok. 35 zł, choć można wykorzystać promo i kupić go nieco taniej. Godny polecenia, więc polujcie. 🙂

Silnie nawilżające serum Hydro Hyaluron Solvea

Kwas hialuronowy to coraz popularniejszy składnik kosmetyków, również tych drogeryjnych. Można spotkać go w recepturach produktów do twarzy, jak i całego ciała. A ja jeszcze liczę na to, że kiedyś pojawi się z nim jakaś fajna seria do pielęgnacji włosów. No ale do sedna!

O tym jak bardzo lubię nakładać wszystko co z kwasem hialuronowym zapewne już wiecie. Najbardziej cenię płynne formuły – sera, płyny, toniki. Kwas stanowi wtedy zazwyczaj sporą część ich receptury, a nie tylko niewielki dodatek. Ponadto oprócz świetnych efektów, mogę cieszyć się tą fantastyczną, lekko chłodzącą i odświeżającą formułą. A co jeszcze niezwykle istotne – po użyciu na przykład serum czy toniku, nie trzeba czekać 5 minut, aż wszystko się wchłonie i przechodzić do kolejnych etapów pielęgnacji. Skóra jest na to gotowa praktycznie od razu. Kosmetyki te tak szybko wnikają w jej głąb, że ich wybór wydaje się być jedynym właściwym.

Silnie nawilżające Serum Hydro Hyaluron Solvea to kompozycja 3 składników aktywnych, są nimi:
– TRI molecule HYALURON ACID, to potrójna moc hialuronu, który silnie nawilża i wiąże wodę w skórze,
– PryncipHyal SIGNAL10, to ta postać kwasu hialuronowego, która przedostaje się do najgłębszych warstw skóry. Wpływa na długotrwałe nawilżenie i uelastycznienie.
– HA-Tetr Aqua Film 4d – chroni barierę lipidową, regeneruje i zapobiega utracie wody.

solvea-hialuronowe-serum-2

Używam go codziennie rano i wieczorem pod makijaż i krem. Super nawilża, regeneruje. Nadaje sprężystości, wypełnia. Wzmacnia działanie kosmetyków nakładanych po nim i ani w przypadku kosmetyków pielęgnacyjnych, ani tych do makijażu nie powoduje dziwnych, niechcianych reakcji. Wręcz przeciwnie, określiłabym go, jako uniwersalną bazę idealną. Ostatecznie skóra wygląda zdrowo, gładko i promiennie. Nie mogę nie wspomnieć również o pięknym zapachu serum. Mi kojarzy się on z Giorgio Armani Si, więc fankom tych perfum na pewno będzie się podobał i ten zapach.

Szklane opakowanie z pompką to 30 ml bardzo wydajnego kosmetyku. W skórę wystarczy wsmarować 1-2 porcje podane przez dozownik, których działanie dodatkowo można wzmocnić krótkim masażem.

Aktualnie serum dostępne jest w drogeriach internetowych, za ok. 40 zł.

Idealny naturalny – Deo Natural Make Me Bio

Naturalnych antyperspirantów używam od dawna. I wiem, że niełatwo trafić na coś naprawdę skutecznego. Szczególnie w okresie letnim. Ale moje ostatnie doświadczenia, wskazują na to, że się da.

Deo Natural Make Me Bio, bo to właśnie ten dezodorant sprawił, że wróciła mi wiara w naturalne antyperspiranty, radził sobie świetnie zarówno w przeciętne, letnie dni, jak i te bardziej upalne czy wilgotne. Jest i skuteczny i całkowicie bezpieczny. Zapewnia ochronę delikatnej i skłonnej do podrażnień skóry pod pachami i pielęgnuje ją. Przy czym pozostaje bezlitosny względem potu i przykrego zapachu. Wszystko to marka osiągnęła poprzez odpowiednie połączenie uzupełniających się składników aktywnych.

make-me-bio-deo-natural-3
Sok z liści aloesu – działa nawilżająco, łagodząco i antybakteryjnie. Zapobiega rozmnażaniu się bakterii, które odpowiadają za nieprzyjemną woń potu, ale nie blokuje jego wydzielania się.
Ekstrakt z rozmarynu – zapewnia świeżość, niwelując nieprzyjemny zapach.
Oliwa z oliwek – nawilża i odżywia delikatną skórę pach. Koi podrażnienia.
Ekstrakt z lawendy – pomaga regulować wydzielanie potu. Działa przeciwzapalnie. Pozostawia przyjemny zapach i odpręża.

Dezodorant Deo Naural przybrał postać roll on. Buteleczka o pojemności 50 ml, uzupełniona jest o lekko działającą kulkę. Ta nabiera odpowiednie porcje i w zasadzie do zapewnienia sobie ochrony na cały dzień wystarczą dwa machnięcia.

Kosmetyk nie powoduje żadnego rodzaju podrażnień i można stosować go na dopiero co wydepilowaną skórę. Nie waży się i nie kruszy, a wchłania i działa. Pachnie ładnie, świeżo i uniwersalnie.

Przeznaczony do każdego rodzaju skóry, zarówno dla kobiet, jak i mężczyzn.

Kosztuje ok. 34 zł.

Wpadła śliwka w krem czyli Home terApis i krem śliwkowy

Kolejne starcie z marką APIS Natural Cosmetics okazało się dla mnie równie dużym i pozytywnym zaskoczeniem, jak przy okazji Hydrożelowego toniku z kwasem hialuronowym (możecie o nim poczytać tutaj). Tym razem zachwalała będę Krem śliwkowy z serii Home terApis, który rzeczywiście coś z terapią wspólnego ma.

Niepodważalną zaletą tego kosmetyku są jego ciekawe składniki aktywne:
– ekstrakt z australijskiej śliwki kakadu,
– ekstrakt z wiśni,
– ekstrakt z mango,
– ekstrakt z ekologicznych jagód goji
– organiczny olej z pestek śliwek,
– olej z nasion chia,
– olej sojowy,
– kwas hialuronowy.
Ta niezwykle bogata mieszanka intensywnie nawilża, odżywia i regeneruje. Wspomaga syntezę kolagenu i elastyny, a także dba o zdrowy i świeży wygląd skóry.

Krem ma bardzo lekką konsystencję, bardziej płynną. Szybciutko się wchłania, błyskawicznie działając. Pozostawia skórę twarzy, szyi i dekoltu, gładką, elastyczną i po prostu zdrową. Wszystko to uzupełnia pyszny, owocowy zapach, który towarzyszy podczas codziennej pielęgnacji, a wobec którego ja jestem zupełnie bezsilna. Mogłabym wsmarowywać go w siebie całymi dniami. 😀

apis-krem-sliwkowy-2

Krem mimo tego, że treściwy nie pozostawia żadnej niechcianej, czy utrudniającej życie warstwy. Jest idealny na co dzień, pod makijaż, nawet w te upalne dni. Jak i na noc, kiedy może sobie działać bez ograniczeń i w zupełności wystarcza.

Teoretycznie kosmetyk przeznaczony jest dla osób powyżej 25 roku życia z cerą suchą i normalną. Ja nie wahałabym się sięgać po niego w każdym wieku, z każdą cerą i o każdej porze. Wydaje mi się, że jest jednym z tych kosmetyków, które radzą sobie dobrze, w każdej sytuacji.

Opakowanie to plastikowy słoiczek o pojemności 50 ml, który kosztuje ok. 45 zł.

Żelowa maseczka łagodząca z aloesem od polskiej Buni

Myślę, że kosmetykami od babci, babuni czy buni, jesteśmy oczarowane już od jakiegoś czasu. Pewnie wiele z nas miało okazję używać produktów opartych na naturalnych, ziołowych i babcinych recepturach. Jednak do tej pory były one głównie zagraniczne, bardzo często po prostu rosyjskie. Teraz czas na naszą polską Buñę! 🙂

Żelowa maseczka łagodząca z aloesem marki Buña, która wpadła w moje ręce, okazała się produktem tak fajnym, że postanowiłam go zaprezentować bez „zbędnych formalności”. Myślę, że tych kilka konkretnych informacji odpowiednio zarysuje kosmetyk, który pewnie będziecie później chciały wypróbować na własnej skórze. 🙂

Konsystencja
Dokładnie taka, jak nazwa maseczki głosi, czyli żelowa. Lekka formuła nie lepi się i dobrze rozprowadza po skórze, delikatnie ją przy tym chłodząc. Żel nie rozpuszcza się i nie spływa z twarzy. Pozostaje na niej do momentu całkowitego wchłonięcia lub usunięcia. Maseczka jest całkowicie bezbarwna, więc nie brudzi i nie pozostawia po sobie śladów.

Zapach
Delikatny, roślinny, ale też dobrze wyczuwalny.

Opakowanie
To bardzo fajna, bo niezwykle elastyczna tubka o pojemności 70 ml. Nie trzeba się z nią mocować i siłować, aby produkt wyszedł na zewnątrz. A jej „gibkość” pomoże też przy wydobyciu z opakowania ostatniej porcji.

Działanie
Jak już wspomniałam wcześniej, maseczka dzięki swej formule delikatnie chłodzi skórę, pozwala się w pełni zrelaksować i trochę zapomnieć. Przez 15 minut wchłania się w jej głąb otaczając opieką. Nie podrażnia, nie powoduje uczucia pieczenia czy dyskomfortu. Odpręża, odświeża, nawilża i łagodzi. Koi podrażnienia i niweluje zaczerwienienia. Pozostawia elastyczną, pełną zdrowia i blasku cerę.

Maseczka świetnie sprawdza się zarówno w nocy, jak i w dzień. Po usunięciu pozostałości, które się nie wchłonęły, spokojnie można przystąpić do wykonywania makijażu.

Składniki aktywne
Ekstrakt z liści aloesu, kwas hialuronowy, ekstrakt z babki lancetowatej, pantenol.

Cena 
9,99 zł (!)

zelowa-maseczka-lagodzaca-buna-2

Welcome to the Beauty Jungle by ShinyBox

Welcome to the Beauty Jungle to sierpniowa, wyróżniająca się piękną szatą graficzną edycja ShinyBox. Czy równie piękna i interesująca okazała się jej zawartość? Sprawdźmy!

Marki tego pudełka to: Unani, Kueshi, SheFoot, DrBarbara, Efektima, AA, Delia, Cztery Pory Roku, Donegal, Constance Caroll, Vis Plantis, Avena Vital Care, Jadwiga, BodyBoom, Delawell i Ness.

Przyznam szczerze, że kompozycje produktowe sierpniowych pudełek są dla mnie trochę zagadką, ale mimo wszystko podejmę wyzwanie i postaram się wyjaśnić system. 😀

Kosmetykiem, który nie trafił na do wszystkich pudełek była maseczka Unani. Ten pełnowartościowy produkt znalazł się tylko u tych Shinies, które mają aktywną subskrypcję, a pudełko Beauty Jungle było co najmniej w jej ramach drugim z kolei. W postaci wymiennej występowyały produkty dwóch marek:
– Cztery Pory Roku, tutaj można było trafić na balsam do ciała lub krem do rąk
– AA – i tutaj również był balsam do ciała oraz emulsja do jego mycia.
Myślę jednak, że najwięcej zamieszania i wątpliwości pojawia się przy produkcie oznaczonym jako „NIESPODZIANKA”, gdyż kryje on w sobie zupełnie różne produkty, od (chyba) 9 marek.

Elementami stałymi (oprócz 6 kosmetyków, które znalazły się w każdym pudełku) jest Voucher na plan diety drBarbara, próbka kremu Mincer Pharma, kupon rabatowy na pędzle Donegal oraz ShinyMag.

shinybox-beauty-jungle-2

Produktem, który ucieszył mnie najbardziej okazał się właśnie NIESPODZIANKĄ – Pędzel do makijażu Donegal. Jest to mały skośny pędzelek, który przyda się zarówno do stylizacji brwi, jak i bardziej precyzyjnego wykonania oka. Do tej pory używałam Hakuro, ale tego też z chęcią wypróbuję i dołączę do mojej makijażowej armii.

Kolejnym (moim) hitem pudełka jest Kremowa emulsja do mycia Tucuma AA. Zapewne domyślacie się dlaczego. 😉 Jest do mycia, więc na pewno wykorzystam ją w całości i to szybciej niż jakikolwiek inny produkt. Pachnie przyjemnie, konsystencję też ma fajną, a składniki aktywne dbają nie tylko o oczyszczenie, ale i odżywienie skóry. Butelka 400 ml, kosztuje ok. 11 zł.

Balsam do ciała Cztery Pory Roku to nowość, która zaskakuje swoim nowoczesnym wyglądem. Ponadto kosmetyk jest hypoalergiczny, pięknie pachnie i robi swoje. Zawiera składniki aktywne takie jak olej awokado czy masło shea, więc odżywia, regeneruje i silnie nawilża. Tuba 250 ml kosztuje ok. 9 zł, a balsam należy do tych wydajnych.

Kueshi i Regenerująca emulsja do twarzy to produkt „miniaturowy”, ale  o pojemności 30 ml. Zapobiega przedwczesnemu starzeniu się skóry, koryguje uszkodzenia wynikające z promieniowania słonecznego i daje przed nim ochronę (SPF15). Zawiera składniki aktywne takie jak śluz ze ślimaka (!) czy olejek różany. Pełnowymiarowe opakowanie 50 ml, kosztuje ok. 75 zł.

Dla stóp tym razem SheFoot i Domowe SPA – maska + peeling, zestaw jednorazowego użytku. Naturalne składniki aktywne, przyjemne formuły i skuteczny zabieg. Każda z saszetek zawiera po 8 ml produktu. Cena: ok. 6 zł.

Chusteczki brązującej do ciała Efektima z chęcią wypróbuję, ale nie do końca wiem jakiego efektu się spodziewać, więc poczekam na odpowiedni moment. Producent zapewnia, że chusteczka jest właściwie nasączona, nie pozostawia smug, ani zacieków i że brązująca formuła została oparta na naturalnych składnikach aktywnych. Produkt zarówno skórę „koloruje”, jak i pielęgnuje (zawiera: kwas hialuronowy, kolagen, elastynę, witaminę E). 1 sztuka kosztuje ok. 2 zł.

shinybox-beauty-jungle-3

Farba do włosów Cameleo Omega Delia, to niestety w moim przypadku zupełnie nietrafiony strzał, bo po prostu nie farbuję włosów. Dlatego pewnie przekażę ją do testów którejś z Was w ramach jakiegoś rozdania. 🙂 W moim pudełku znalazłam wersję blond – kolor 9.13. Zastosowana w opracowywaniu formuły produktu technologia High Conditioning Enhancer zapewnia intensywny kolor i maksymalną trwałość. Farba kosztuje ok. 10 zł.

Voucher DrBarbara gwarantujący 3-miesięczny dostęp do aplikacji i tym samym planu zdrowotno-medycznego, w pudełkach znalazł się w wersji GOLD o wartości 370 zł. Póki jestem w ciąży rzecz niestety zupełnie mi nie przydatna. Ale za to chętnie używała będę cieni Constance Carroll, które trafiły do mojego pudełka chyba jako kolejna niespodzianka, tak samo jak Serum do skóry głowy z dziegciem brzozowym marki Vis Plantis, którego może nie zużyję osobiście, ale z pewnością zostanie dobrze wykorzystane. Oprócz tego, że świetnie sprawdza się przy łuszczycy, łupieżu, trądziku, to też porządnie oczyszcza skórę głowy z nadmiaru sebum. Łagodzi stany zapalne, koi i wzmacnia. Pełnowymiarowy produkt to tuba 200 ml, która kosztuje ok. 12 zł.

Otrzymany przeze mnie wariant pudełka, był chyba najlepszym, jaki mogłam wylosować (no może poza farbą, ale tutaj nawet lepszy dobór koloru nic by nie zmienił). Taki mix wszystkiego. I coś do mycia się znalazło i pięknie pachnące smarowidło i do makijażu coś nowego – jak dla mnie super. 🙂 Jeśli i Wam box przypadł do gustu, to śmiało klikajcie i zamawiajcie – Shinybox na Was czeka! 🙂

shinybox-beauty-jungle-4

Czym jest borowina i jakie ma właściwości?

Borowina to rodzaj cenionego torfu leczniczego. Jej niezwykłe bogactwo, sprawia, że bywa ukojeniem dla schorowanego ciała, umęczonego umysłu i potrzebującej opieki skóry.

Borowina to mówiąc zupełnie prosto rodzaj błota, które formuje się przez bardzo długi okres czasu, a składają się na niego między innymi kwasy humusowe, składniki mineralne (np. magnez, wapń, żelazo), cukry, enzymy i aminokwasy. Wszystkie one mają ogromny wpływ na lecznicze i kosmetyczne właściwości borowiny. Jednak wiele jej elementów nie rozpuszcza się w wodzie, przez co jej wykorzystanie jest nieco ograniczone.

Borowinę najczęściej spotkać można w salonach SPA, w kompleksach uzdrowiskowych i odnowy biologicznej. Do najbardziej popularnych zabiegów należą maski, okłady czy kąpiele. Jak działają? Odprężająco, przeciwzapalnie i przeciwbólowo. Poleca się je w walce z różnego rodzaju zapaleniami, uszkodzeniami „mechanicznymi”, bólami mięśni, stawów czy kręgosłupa. Bywa bardzo pomocna w walce ze schorzeniami typowo kobiecymi, intymnymi. Jest idealna do stosowania pourazowego – przynosi ulgę, ukojenie i wytchnienie. W kosmetyce natomiast jest składnikiem ujędrniającym i regenerującym. Zwalczającym wolne rodniki, głęboko oczyszczającym i usuwającym toksyny. Wspomaga zmagania z cellulitem, wzmacnia barierę ochronną i nawilża.

Borowina w najczystszej postaci, jak już zostało wspominane, przez swoją formę często bywa kłopotliwa w stosowaniu, a niektórym w ogóle się jej nie poleca – zawiera składniki w przypadku niektórych schorzeń drażliwe. Dlatego też marka tołpa opracowała i opatentowała swoją postać oczyszczonej borowiny.

Borowina tołpa:® to oczyszczona forma omawianego torfu. Proces ten trwa aż 7 dni! To bardzo długo, ale efekty jakie marka dzięki temu osiąga są bardzo wyraźne. Tak przygotowana borowina jest wolna od zanieczyszczeń i metali ciężkich, a więc w pełni bezpieczna. Ponadto zyskuje też przyjazną konsystencję, której wykorzystanie jest znacznie łatwiejsze. Borowina tołpa:® uzupełnia receptury kosmetyków antycellulitowych, liftingujących, oczyszczających, intymnych czy relaksacyjnych, zapewniając działanie prozdrowotne, odnowę biologiczną, a także szereg działań pielęgnacyjnych.

Sama miała okazję przetestować kilka produktów zawierających borowinę tołpa:® i z pewnością należą one do gamy tych, które szczerze polecam, są nimi:
Mydło borowinowe – dla wszystkich wielbicieli kostek oraz zapachu lawendowo-ziołowego. Fajnie się pieni, jest delikatne i co najważniejsze wspomaga proces naturalnej odnowy biologicznej. Nie podrażnia, nie wysusza, pielęgnuje.
Peeling borowinowy (saszetka) – intensywny i skuteczny. Oprócz usunięcia martwego naskórka i ujędrnienia, gwarantuje 5 minut (bo tyle należy wmasowywać go w ciało) relaksu i dobrego samopoczucia. Skóra jest gładka, natłuszczona (dzięki zawartym olejkom naturalnym) i taka jakby świeższa.
Regenerujący płyn do higieny intymnej – oczyszczający, odświeżający i bardzo delikatny. Nie tylko nie podrażnia, ale też przed jakimikolwiek infekcjami chroni. Na co dzień sprawdza się naprawdę bardzo dobrze.
Kąpiel borowinowa – zawiera aż 83% oczyszczonej borowiny, która wpływa kojąco na cały organizm. Przez producenta polecana w przypadkach gorszego samopoczucia, stresu i zmęczenia. Do wanny wlewa się ok. 50 ml.
Sól borowinowa (saszetka) – to mieszanina soli, borowiny i naturalnych olejków eterycznych. Oprócz niezwykle cennych składników aktywnych, gwarantuje chwilę wyciszenia i odprężenia.

tolpa-borowina-kosmetyki-flatlay

Wszystkie wspomniane kosmetyki dostępne są w ofercie stałej. Wiele z nich to totalne hity, które również bez problemów można nabyć w miniaturowych opakowaniach. Dostępne są w drogeriach stacjonarnych – tych większych, jak i mniejszych, a także w internecie i sklepie internetowym marki. Tam też możecie znaleźć więcej informacji o opatentowanej formie borowiny.

Cudo! Hydrożelowy tonik wygładzający z kwasem hialuronowym Apis Natural Cosmetics

Napewno znacie to uczucie, gdy jakiś produkt zaskakuje tak bardzo i tak pozytywnie, że zastanawiacie się, dlaczego do tego owocnego spotkania doszło dopiero teraz. Nie mogę powiedzieć, żeby ten stan towarzyszył mi jakoś wyjątkowo często, ale czasami się zdarza. 🙂

Z kosmetykami marki Apis Natural Cosmetics do tej pory nie miałam do czynienia – jakoś tak wyszło. Więc jak już u mnie zagościły, zrobiły ogromne wrażenie i z pewnością zostaną ze mną na dłużej. Jednak nie o marce i kosmetykach Apis jako takich dzisiaj, a jednym z ich wyjątkowych produktów. Mianowicie o Hydrożelowym toniku wygładzającym z kwasem hialuronowym, który tonizuje, nawilża, wypełnia i wygładza jednocześnie!

Tonik jest produktem wysokoskoncentrowanym, zawierającym w sobie składniki aktywne takie jak kwas hialuronowy, ekstrakty z peruwiańskiej rośliny Tara, z ogórka i lnu.

Jego konsystencja to taki „rozwodniony żel”. Nie jest typową galaretką, ale zupełnie wodnistej formuły też nie ma. Powstało takie pół na pół. Jak każdy produkt z wysoką zawartością kwasu hialuronowego, tak i ten, ma w sobie uwielbiany przede mnie „poślizg”. Nie jest on tłusty, a taki właśnie trochę żelowy. Wacik sunie, a skóra po prostu się cieszy. Już sama formuła w połączeniu w niezwykłym zapachem, daje poczucie stosowania kosmetyku „lepszego”, bardziej dopracowanego, takiego luksusowego. O czym świadczyć może również opakowanie – bardzo porządna butelka – wykonana z wysokiej jakości plastiku, o pojemności 200 ml, która dodatkowo wyposażona jest w dobrze sprawujący się dozownik.

A co z jego działaniem? Oceniam je naprawdę bardzo wysoko! Po oczyszczeniu twarzy, tonik przynosi jej ulgę i przywraca naturalne pH. Nawilża od środka i intensywnie wypełnia skórę, więc ta jest delikatnie napięta. Intensywnie wygładza, pozostawiając przy tym niezwykle przyjemną w dotyku, jak i wyglądzie cerę.

Co bardzo istotne – dobrze przyjmuje kolejne warstwy pielęgnacyjne, a i  z makijażem również nie ma problemu, więc może być stosowany zarówno rano, jak i wieczorem.

Polecany jest do każdego rodzaju cery, a jego receptura oparta jest tylko na naturalnych składnikach.

Hydrożelowy tonik wygładzający z kwasem hialuronowym Apis Natural Cosmetics można kupić online (m.in. w sklepie internetowym marki), jak i stacjonarnie na terenie całej Polski – dokładne adresy możecie sprawdzić na stronie marki – TUTAJ.

apis-natural-cosmetics-hydrozelowy-tonik-wygladzajacy

O zapachu MUGLER Angel Muse EDP

Tak sobie myślę, że recenzowanie zapachu to naprawdę trudna sprawa. Mimo to spróbuję. Szczególnie, że rozchodzi się o stosunkowo nowy zapach. Nie jest to premiera ostatniego miesiąca (pojawiły się mniej więcej rok temu), ale myślę, że była ona bardzo ważna, szczególnie dla wszyskich fanek perfum serii Angel Muglera. Bo to właśnie o nowym zapachu z tej rodziny mowa.

Mugler Angel Muse, to tak samo charakterystyczny i mocny zapach, jak pozostałe wody perfumowane z tej rodziny. Myślę, że należą do tych pachnideł, które albo się kocha, albo się za nimi nie przepada. Ja oczywiście należę do ich fanek. Lubię intensywne zapachy, które za każdym razem zaskakują czymś nowym. Z jednej strony bardzo klarowne, z drugiej jednak zawsze coś ukrywające i trochę tajemnicze.


Kompozycja

Angel Muse skomponowane zostały z paczuli, grejpfruta, czerwonego pieprzu, kremu orzechowego i wetiweru. Bardzo słodkie i wytrawne jednocześnie. Jak już wspomniałam, każdy kolejny z nimi kontakt, może okazać się zupełnie nowym doznaniem. Ale taka wielowymiarowość to chyba znak rozpoznawczy zapachów Mugler. Twórcą tego jest Quentin Bisch.

mugler-angel-muse-edp-commercial-bafavenue-2

 

Flakon
Sam flakon odwołuje oczywiście do pozostałych zapachów z tej serii, a więc w centralnym jego punkcie znajduje się „wytłoczona”, trójwymiarowa gwiazda. Reszta to połączenie chromowanego plastiku z bezbarwnym szkłem i wypełniające flakon perfumy w odcieniu pomarańczowym.

 

Trwałość
Trwałość na pewno w dużej mierze zależy od rodzaju skóry, jednak z doświadczenia własnego, jak i zasłyszanego, mogę potwierdzić, że utrzymują się naprawdę długo, z niesłabnącą intensywnością.


Dostępność
Mugler Angel Muse EDP
dostępne są raczej we wszystkich większych stacjonarnych i internetowych perfumeriach.

Pojemność flakonów: 30 ml, 50 ml i 100 ml.

Wakacyjne nowości pielęgnacyjne: Evree, AA, Mincer Pharma

Lato i towarzyszące mu temperatury to wbrew pozorom spore wyzwanie dla skóry i włosów. Zapewne zgodzicie się, że to właśnie w tych miesiącach nasza skóra potrzebuje szczególnej troski i nawilżającego otulenia. Czy to twarz czy ciało, a nawet włosy – wszystko krzyczy o nawodnienie, odżywienie, regenerację i bogate w fajne składniki aktywne kosmetyki. Dlatego przed Wami szybki przegląd najnowszych perełek pielęgnacyjnych! 🙂

Evree i coś czego jeszcze u marki nie było czyli algi i linia Ocean Velvet składająca się z:
Aksamitnie wygładzającego balsamu do ciała,
Aksamitnie wygładzającego kremu do rąk,
Aksamitnie wygładzającego serum do rąk.
Kto Evree zna, ten wie, że ich kosmetyki to konkretne bomby ciekawie dobranych i starannie wyselekcjonowanych składników aktywnych. Tym razem jest ich aż 16! W lekkiej, dobrze i szybko wchłaniającej się formule zamknięte zostały m.in. algi brunatne i bursztynowe, olejki naturale, witaminy i gliceryna. Balsam chłodzi skórę, pozostawiając ją nawilżoną, świeżą i przyjemną w dotyku. Aksamitnie wygładzający krem do rąk z kolei (jak każdy inny krem do rą z evree ;), natychmiastowo nawilża i odżywia skórę dłoni. Wchłania się całkowicie, nie pozostawiając na nich ani tłustej warstwy, ani uczucia lepkości. Tubka spora, bo o pojemności 100 ml, ale poręczna, więc do torebki bez problemu się zmieści. Ważnym atutem linii Ocean Velvet jest świeży, delikatny zapach, który pozostaje na skórze po użyciu tych kosmetyków. Zdecydowanie przyjemny i tym bardziej letni.
Cena balsamu – ok. 25 zł/400 ml.
Cena kremu do rąk – ok. 10 zł/100 ml.

Hydro Sorbet AA to nowa linia kremów multinawilżających. Są trzy: różowy do cery suchej, niebieski do normalnej i zielony do mieszanej/tłustej. Pastelowe kolory i fajnie prezentujące się plastikowe słoiczki tworzą zgrany duet i niezwykły design. Myślę, że obok takiego „słodziaka” mało która kosmetoholiczka i zakupoholiczka przejdzie obojętnie. Każdy z nich zapewnia przede wszystkim intensywne nawodnienie – z jednej strony wiąże wodę w naskórku, z drugiej zapobiega przed jej utratą. Formuła kremu różowego – multinawilżenie + odżywienie oparta jest na Innowacyjnym Systemie Dynamic Moisture 24h, ekstrakcie z aceroli, olejku z passiflory oraz związkach cukrowych. Działanie jak najbardziej latem porządane, a formuła jedyna słuszna – lekka i szybko się wchłaniająca. Ani trochę tłusta, nie pozostawiająca po sobie śladu. Po jego użyciu skóra jest nawilżona, odżywiona, wygładzona i ślicznie pachnąca.

Witaminowy koktajl od Mincer Pharma, to linia do ciała i dłoni Vitamins Philosophy oparta na szeregu witamin (m.in. A, B5, C, E, F,PP), maśle shea, oleju kokosowym, ekstraktcie z owoców goji, oleju jojoba, oleju chia itd. Tworzą ją:
Regenerujący balsam do ciała – cena ok. 25 zł
Regenerujący krem do rąk – cena ok. 15 zł
Wzmacniające serum do dłoni i paznokci – cena ok.20 zł
I z tego co kojarzę, to są one uzupełnieniem funkcjonującej już od jakiejś czasu serii do twarzy. Teoretycznie kosmetyki te skierowane są posiadaczek skóry dojrzałej, praktycznie będą idealne do odżywienia każdego ciała, niezależnie od jego wieku i szczególnie latem, kiedy to nasza skóra potrzebuje silnego odżywienia, uelastycznienia i wzmocnienia. Treściwe konsystencje, wzbogacone zostały o słodki, milutki zapach, który otula ciało i zmysły (kocham go normalnie!). Dodatkowo opakowanie balsamu – butelka o pojemności 250 ml zawiera „ułatwiającą życie” pompkę. Tak samo z resztą jak serum do dłoni. Krem do rąk natomiast, to poręczna tubka (100 ml), którą wszędzie się wciśnie.

evree-ocean-velvet-mincer-pharma-vitamins-philosophy-aa-hydrosorbet

Liquid LipsMatter MOOV Kontigo – linia bezbłędnych matowych pomadek płynnych

Matowe usta to wciąż utrzymujący się na samej górze trend w makijażu. Trwałe, matowe formuły stale są udoskonalane przez marki kosmetyczne i wręcz rozchwytywane przez klientki. Mechanizm napędza się sam, a proponowane nowe produkty są coraz lepsze i lepsze, chociaż po tym, co ostatnio „doznałam” 😀 z Moov, chyba jest już tą poprzeczką, którą ciężko będzie przeskoczyć.

Marka Moov to jedna z tych, którą na wyłączność ma u siebie sieć drogerii Kontigo i to właśnie tutaj pojawiła się nowość – świeżutka linia matowych pomadek płynnych – Liquid LipsMatter, aktualnie składająca się z 9 kolorów:
Muse
Dreamer
Coquette
Goddess
Diva
Femme Fatale
Fashionista
Show-off
Knockout

liquidmattelips-moov-kontigo-swatch

Są to płynne, bardzo kremowe, matowe i trwałe pomadki, z niezwykłą formułą. Treściwą, świetnie się prowadzącą i kryjącą już przy pierwszym machnięciu. Usta nie wysuszają się i nie pękają, co mimo wciąż ulepszanych formuł nie jest dzisiaj „normą”. Nawet po kilku godzinach są nawilżone i pełne. Jednym problemem może być „domalowanie” tego co się już starło, raczej ciężko uzyskać dobry efekt, więc trzeba usunąć pomadkę całkowicie i pomalować usta jeszcze raz.

Opakowania też ważna sprawa, a te prezentują się elegancko i minimalistycznie. Dodany do nich trójkątny aplikator jest wygodny w użyciu i usprawnia malowanie ust – łatwiej jest nim wykończyć kąciki czy kontury. No i zapach który też nie jest przypadkowy – słodki, ale delikatny i bardzo przyjemny.

Na ten moment nie wiem jak formuła pomadki będzie zachowywała po upływie czasu – jak wspominałam jest bardzo treściwa, jednak aktualnie robi na mnie bardzo fajne wrażenie. 🙂

Pomadki Liquid LipsMatter Moov dostępne są już w sprzedaży, oczywiście w Kontigo, za 18,99 zł/5,5 ml.

Makijażowe nowości idealne na lato – Podkład Perfect.ME i Long Wear Finishing Powder Golden Rose

Nie każdy kosmetyk sprawdza się latem. Czy to ten do pielęgnacji czy do makijażu, w połączeniu z upałami, nadmiarem sebum, słońcem i wilgocią może zachowywać się nieco inaczej, trochę gorzej niż na co dzień. Istnieją jednak produkty bardzo elastyczne, takie z którymi da się współpracować nawet w gorące, letni dni. Do ich grona z pewnością należą dwie nowości, które wpadły mi ostatnio w ręce.

Podkład Perfect Air Cover Perfect.ME, to połączenie makijażu z pielęgnacją, na dodatek oparte na minerałach. Zapewnia to z jednej strony lekkie, nieobciążające wykończenie, a z drugiej porządne krycie i wygładzenie. Umiejscowiłabym go między tradycyjnym podkładem, a kremem BB czy CC. Pielęgnuje, nawilża, chroni, kryje niedoskonałości, wyrównuje koloryt, wypełnia i wygładza. Do tego jest trwały, a uzyskany przy jego użyciu makijaż wygląda lekko i naturalnie. Nie spływa z twarzy, nie waży się. Dobrze współpracuje z innymi kosmetykami. Nie obciąża cery, nie zapycha. Od razu po nałożeniu może wydawać się tłusty, ale jest to raczej kwestia chwili, aby wchłonął i wtopił się w skórę. Sprawnie się rozprowadza czy to przy użyciu pędzla, gąbki czy palców. Posiada przyjemny, taki trochę świeży zapach.

Podkład dostępny jest w sześciu odcieniach: porcelana, kość słoniowa, piasek, beż, naturalny oraz miód.

Opakowanie to szklana butelka o pojemności 30 ml, która kosztuje ok. 35 zł.

perfectme-goldenrose-finishingpowderflatlay-2

Long Wear Finishing Powder Golden Rose – jak się pewnie domyślacie, jest świetnym produktem matującym i utrwalającym. Pochłania nadmiar sebum i świecącą się warstewkę. Jest drobny, lekki i nie rzuca się w oczy. Dzięki temu, że transparentny idealny dla każdego koloru i rodzaju cery – po prostu potrafi się dopasować. Dobrze sprawdza się zarówno przy prostym i szybkim makijażu, jak i przy wielowarstwowych wypocinach, takich jak konturowanie czy baking.

Puder posiada porządne (plastikowe), płaskie opakowanie, wyposażone w puszek. Dosyć poręczne, więc z powodzeniem można nosić go przy sobie. 🙂

Nie zawiera talku, ani parabenów.

Ciążowe problemy skórne i prosta na nie odpowiedź – BUSTFIRM Pharmaceris

Od kiedy jestem w ciąży, mam szansę na próbowanie kosmetyków z do tej pory zupełnie nieznanego mi segmentu, jakim jest pielęgnacja ciała dla przyszłych mam.

Mój codzienny rytuał nawilżania i ujędrniania brzucha, ud, pośladków i biustu opiera się na co najmniej 3 produktach. Z kolei pierwsze kosmetyki ukierunkowane na ciążę, zaczęłam stosować praktycznie w piątym jej tygodniu, więc trochę już tego zużyłam i też wiem czego mniej więcej od tego typu produktów oczekuję.

Choć nie do końca wierzę w to, że rozstępom uda się zapobiec właśnie poprzez samo wklepywanie kremów, balsamów i olejków, z pewnością są one bardzo istotne jeśli o kondycję skóry chodzi. Dlatego od samego początku wmasowuję ich w swoje ciało całkiem sporo. A i tak nie uchroniło mnie to przez rozstępami na biuście, który wcześniej był na prawdę bardzo mały i moja skóra po prostu z takim skokiem objętości w tym miejscu chyba sobie nie do końca poradziła. 😉 I nie przyszło mi do głowy, aby obwiniać w tej sprawie produkt, którego używałam w czasie ich pojawienia się. Niemniej jednak będę starała się, aby sytuacja się nie pogarszała, a jeśli się uda nawet polepszyła i mam nadzieję, że pomoże mi w tym Ujędrniający Krem do pielęgnacji biustu w okresie ciąży i karmienia BUSTFIRM od Pharmaceris, który całkiem niedawno dołączył do mojej ujędrniającej armii.

Jest to produkt przebadany pod okiem ginekologów-położników, dermatologicznie oraz klinicznie, posiadający pozytywna opinię Instytutu Matki i Dziecka. Polecany kobietom w ciąży (od 4 miesiąca) oraz młodym mamom, przy zachowaniu zasad higieny, również w czasie karmienia. Co jest fajne, bo wiadomo już teraz, że się nie zmarnuje. Porządna butelka o pojemności 100 ml (jak na sam biust, to naprawdę niemało), wyposażona jest w dozownik, za co naprawdę lubię to opakowanie. Porcje kremu przez niego podane są odpowiednie, a świeżość kosmetyku, jak i higiena, zachowana – wszystko bardzo przemyślane i praktyczne. Krem jest hypoalergiczny, nie zawiera parabenów, konserwantów, sztucznych barwników czy perfum, więc teoretycznie powinien spotkać się z tolerancją nawet wrażliwej, mającej problemy skóry.

pharmaceris-krem-do-biustu-2

Głównym zadaniem kremu jest poprawa elastyczności oraz ogólnej kondycji skóry biustu. Zapobieganie powstawaniu rozstępów, zmniejszanie napięcia skóry oraz zwiększanie jej zdolności do rozciągania się. Ponadto zapobiega podrażnieniom oraz je łagodzi. Niweluje uczucie swędzenia czy pieczenia, przywracając uczucie komfortu. Później, w czasie karmienia z kolei łagodzi i koi obolałe brodawki. Wiele z tych właściwości będę w stanie zaobserwować dopiero po kilku miesiącach, jednak już teraz mogę wspomnieć o kilku jego niepodważalnych zaletach:
– lekka, szybko wchłaniająca się formuła, nie pozostawiająca żadnego tłustego filmu czy dyskomfortu,
– skóra natychmiast staje się nawilżona, wygładzona i przyjemna w dotyku,
– krem nie pozostawia śladów na bieliźnie czy ubraniach, więc zgodnie z zaleceniami aby stosować go 2 razy dziennie, nic nie stoi na przeszkodzie, aby sięgać po niego o każdej porze dnia,
– przynosi ulgę (niweluje uczucie napięcia, swędzenia czy pieczenia), przywraca uczucie komfortu,
– niweluje uczucie ciężkości oraz drażliwość piersi,
– całkowicie wchłania się w skórę, więc sprawdza się nawet przy takich upałach, jakie obecnie mamy.
Mam nadzieję, że w dłuższej perspektywie uda mi się jeszcze dzięki niemu trochę zwalczyć te rozstępy, które już się na piersi pojawiły oraz, że nic nowego już się nie pojawi. Ponadto jestem bardzo ciekawa, jak będzie się sprawdzał podczas laktacji, ale o tym pewnie jeszcze kiedyś Wam opowiem. 😉

Ujędrniający Krem do pielęgnacji biustu w okresie ciąży i karmienia BUSTFIRM Pharmaceris dostępny jest online w sklepie marki, jak i w aptekach (stacjonarnych i internetowych), w cenie ok. 45 zł.

Mycie włosów odżywką? Moisture Kick Micelarna Odżywka Oczyszczająca Schwarzkopf Professional

O myciu włosów odżywką po raz pierwszy usłyszałam kilka lat temu. Mimo tego, że opinie osób, z których odczuciami się zapoznawałam, były raczej pozytywne, sama do tej pory na tą metodę się nie odważyłam.

Moje włosy nie należą do łatwych i przyjemnych w pielęgnacji. Oprócz tego, że po prostu są kręcone, to jeszcze do tego szybko przetłuszczają się u nasady (myję je codziennie) i są niesamowicie suche na końcach. Mycie włosów odżywką w moim przypadku mogłoby nieść zarówno korzyści, jak i przykre konsekwencje. Metoda ta podobno ma bardzo dobry wpływ na skręt kosmyków, ich miękkość i elastyczność – i wiadomo, tutaj wszystko super. Problemem jednak może być zbyt słabo oczyszczona z sebum skóra głowy i w efekcie obciążone i przetłuszczone włosy – co u mnie jest bardzo prawdopodobne niestety. Ponadto zawsze podstawową, problematyczną kwestią wydawał mi się dobór takiej maski czy odżywki. Jednak trochę tego przetestować trzeba, aby trafić na tą właściwą, a mi się średnio uśmiechało chodzić do tego czasu z mało świeżą fryzurą. I takim oto sposobem mimo tego, że byłam ciekawa efektów takiego postępowania z włosami, nie podejmowałam się tematu aż do teraz.

Miesiąc temu, w swoim czerwcowym ShinyBox znalazłam miniaturę Micelarnej Odżywki Oczyszczającej Schwarzkopf Professional, za której testowanie od razu się wzięłam. Niestety długość moich włosów, zadecydowała o tym, że te mini opakowanie starczyło mi tylko na jeden raz, po którym chyba nie miałam zbyt dużej szansy na zaobserwowanie efektów. Na szczęście pod koniec lipca ShibyBox znowu przyszło mi z pomocą i tym razem wyposażyło mnie w pełnowymiarowy produkt o pojemności 500 ml. Hurra! 🙂

schwarzkopf-bc-micelarna-odzywka-2

Wersja, którą posiadam została stworzona głównie o z myślą o pielęgnacji włosów suchych. Jej formuła została opracowana w taki sposób, aby jednocześnie silnie odżywiała, jak i delikatnie oczyszczała. Długotrwałe nawilżenie zapewnia pochodna kwasu hialuronowego.

Ma kremową, raczej standardową konsystencję, która ładnie rozprowadza się po włosach i trzyma na nich przez określony czas. Odżywka ma ładny, intensywny zapach, który nawet po zmyciu i wysuszeniu, nadal się utrzymuje. Po jej użyciu znacznie łatwiej jest rozczesać włosy. Te rzeczywiście są bardziej miękkie i lśniące. U mnie niestety w żaden sposób nie przedłużyła świeżości, ale to też nie jest jej zadanie. Sam producent zaleca jej wymienne stosowanie z szamponem.

Myślę, że warta polecenia i wypróbowania, szczególnie gdy szuka się alternatywy – szybkiej, wygodnej i efektownej. Odżywka kosztuje ok. 50 – 60 zł.

Kompleksowy pedicure z Good Foot Podology Delia Cosmetics

Dawno nie wspominałam o pielęgnacji stóp. Działo się tak pewnie dlatego, że już od jakiegoś czasu w moje ręce nie trafiało nic co by mnie jakoś poruszyło czy zaskoczyło. A tu nagle taka niespodzianka ze strony Delia Cosmetics i cała seria Good Foot Podology!

Kosmetyki Good Foot Podology zostały ostatnio nagrodzone przez ekspertów branżowych złotą Perłą Rynku Kosmetycznego 2017, a celebryci i eksperci beauty przyznali im tytuł Qultowego Konceptu 2017, co chyba można uznać za całkiem niezłe referencje. 😉

Linia składa się z 5 kosmetyków, są nimi:
1. Kąpiel perełkowa
2. Peeling
3. Krem – pianka do stóp
3.1. Maska do stóp wygładzająco – regenerująca
3.2. Ekspresowy żel do usuwania zrogowaceń

Jeśli chcemy wykonać pełny zabieg pedicure, to powinniśmy używać tych produktów zgodnie z ich numeracją. Nic jednak nie stoi na przeszkodzie, aby stosować je osobno, albo w dowolnych konfiguracjach. Ja na przykład od pierwszego użycia pokochałam krem-piankę i używam jej codziennie po kąpieli, niezależnie od tego czy wcześniej wykonałam dwa pierwsze kroki pełnego zabiegu. Krem-pianka ma świetną konsystencję, która wchłania się wręcz natychmiastowo, nie pozostawiając przy tym na stopach żadnej tłustej warstwy. Kosmetyk ten jest tak komfortowy, że naprawdę często niczego więcej mi nie trzeba.

Powracając jednak do numerków zamieszczonych na opakowaniach – Kąpiel perełkowa nr. 1.0 , to produkt, który przygotuje stopy, do wszystkich pozostałych etapów. Oczyszcza, zmiękcza, odpręża. pachnie dosyć intensywnie, świeżo i przyjemnie, więc siedzenie ze stopami zanurzonymi w takiej kąpieli to sama przyjemność i odrobina relaksu po całym, ciężkim dniu. W ramach standardowej pielęgnacji, stopy można moczyć raz na tydzień po 5-10 minut. Kąpiel zawiera mocznik (45%), który intensywnie nawilża i sprawia, że skóra stóp utrzymuje w sobie wodę.

delia-cosmetics-goodfootpodology.-2

To jak ważną sprawą jest regularne usuwanie martwego naskórka, chyba wiecie. W przypadku stóp, wydaje się, że sprawa jest nawet jeszcze bardziej istotna. Skóra gruba, do tego codziennie narażona na różnego rodzaju podrażnienia, otarcia i odciski, powinna być pielęgnowana z jeszcze większą dokładnością, a porządny peeling powinien być wykonywany co najmniej 1-2 razy w tygodniu. Ten z Good Foot Podology posiada bardzo fajne, twarde, stosunkowo drobne i skuteczne drobinki ścierające. Jest to mix naturalnych składników – pestek moreli, łupin orzecha włoskiego i migdałowca. Oprócz usuwania zrogowaceń, kosmetyk ten nawilża, odżywia i odświeża, wszystko to możliwe jest dzięki formule opartej na alantoinie, glicerynie, maśle Shea, witaminie E i ekstrakcie z dzikiej róży.

O następnym kroku czyli Kremie-piance już pisałam (fantastyczny jest po prostu :), więc teraz Maska do stóp wygłądzająco-regenerująca nr. 3.1. W opakowaniu znajduje się saszetka 10 ml i jednorazowe skarpetki. Cały zabieg „maskowania” 😀 trwa min. 30 minut – na taki czas należy pozostawić kosmetyk na stopach, ewentualnie spać w skarpetkach całą noc. W zależności od kondycji stóp możemy powtarzać zabieg 2-3 razy w tygodniu lub w ramach standardowej pielęgnacji raz na tydzień. Maska nawilża, wygładza, odżywia i regeneruje. Stopy stają się gładkie, miękkie i przede wszystkim zdrowe.

I ostatnie już, ale najbardziej skomplikowane w użyciu cudo – Ekspresowy żel do usuwania zrogowaceń nr. 3.2. Aby przeprowadzić ekspresowy zabieg zrogowacenia potrzebujemy przygotować sobie rękawiczki ochronne, waciki/chusteczki higieniczne i folię spożywczą. W zabezpieczonych rękawiczkami dłońmi, nakładamy odpowiednią ilość żelu na wacik, przykładamy do miejsca potrzebującego złuszczenia i mocujemy je tam folią. Po 15 minutach, odejmujemy „opatrunek”, obficie spłukujemy wodą, a następnie usuwamy zrogowaciały naskórek. Preparat skuteczny i ekspresowy, pomocny w walce ze zgrubieniami, odciskami i innymi nieestetycznymi elementami.

Kosmetyki Good Foot Podology dostępne są online w sklepie marki, a także drogeriach stacjonarnych, m.in. Drogerie Vica, Sekret Urody, Rossmann, Hebe, Super Pharm czy Drogerie Natura.

Co olej konopny daje włosom?

Z pewnością słyszałyście o oleju konopnym – to aktualnie jeden z najpopularniejszych naturalnych olejów roślinnych. Dzięki swojej zawartości, ma niezwykłą moc, którą aktualnie coraz więcej producentów zamyka w opakowaniach swoich kosmetyków. Chociaż olej ten ma również ogromne wzięcie w najczystszej postaci, gdyż można go stosować bezpośrednio na skórę, w którą stosunkowo szybko się wchłania.

Magia oleju konopnego to zawarte w nim dobroci – nienasycone kwasy tłuszczowe (m.in. kwas linolowy, oleinowy), karoten, proteiny, aminokwasy, fosfolipidy, witaminy A,D i K i wiele, wiele innych. Wykazuje on działanie ochronne, przeciwzapalne, antybakteryjne i antyoksydacyjne.

W przypadku włosów nie tylko dba o ich nawilżenie, odżywienie i sprężystość, ale dodaje im również blasku. Wspomaga porost i wzmacnia je. Znacznie ułatwia rozczesywanie, dzięki czemu chroni przed uszkodzeniami. Stanowi swoistą barierę przed szkodliwymi czynnikami zewnętrznymi, takimi jak wiatr, mróz czy intensywne słońce. Pomaga w walce z nadmiernym wypadaniem włosów, problemami skóry głowy oraz reguluje „produkcję” sebum.

szmpon-odzywka-cece-hello-nature-cannabis-oil

Na zdjęciu prezentuję Wam linię HELLO NATURE CANNABIS OIL FLEXIBILITY & RELAX, która aż w 94,5% zmieszana jest ze składników naturalnego pochodzenia, a jej elementem wiodącym jest oczywiście olej z konopi. Szampon i odżywka stanowią zgrany duet, który delikatne i dokładnie oczyszcza skórę głowy i włosy. Mają dosyć standardowe dla tych produktów konsystencje. Szampon fajnie się pieni, a odżywka dobrze trzyma włosów. Mają ładny i świeży, ale krótkotrwały zapach. Po zastosowaniu tego zestawu włosy są lekkie, miękkie i lśniące. Świetnie też sprawdza się w upały, nie tylko włosy chroniąc, ale też utrzymując ich świeżość.

Kosmetyki te nie zawierają parabenów, pochodnych ropy naftowej, konserwantów MIT i CIT czy sztucznych barwników.

Kosztują po 20 zł/butelkę 300 ml.

Jak wykonać hybrydowy makijaż Lumene Invisible Illumination?

Lumene jako markę i wyróżniającą się pod względem kosmetyków pielęgnacyjnych firmę kosmetyczną przedstawiałam Wam kilka dni temu (TUTAJ). Arktyczne składniki aktywne i skandynawska filozofia piękna bez wątpienia zachęca. Uczucie chęci posiadania dotyczy nie tylko gamy kosmetyków wszystkim już dobrze znanych, ale również nadchodzącej nowości – Invisible Illumination, która jest pierwszą w Polsce linią makijażu hybrydowego.

Makijażu hybrydowego czyli jakiego? Takiego, do którego wykonania użyjemy kosmetyków będących zarówno tymi pielęgnacyjnymi, jak i kolorowymi. W przypadku Invisible Illumination receptury oparte są na arktycznej wodzie źródlanej, kompleksie rozpraszających światło pigmentów, a także ekstraktu z arktycznej maliny moroszki, z dodatkiem odmładzających peptydów, które mają tak zbawienny wpływ na cerę.

Cechą wyróżniającą kosmetyki tej linii są formuły opracowane w taki sposób, aby jak najbardziej uwydatnić promienną, rozświetloną cerę. Nie ma tutaj więc miejsca na przykrywanie, maskowanie czy matowienie. A, że raczej należę do osób, które na co dzień unikają ciężkich podkładów i kolejnych warstw makijażu, jestem ich bardzo ciekawa.

lumene-invisible-illumination-saszetki-2

Dzięki gamie uniwersalnych produktów, linia Invisible Illumination umożliwia stworzenie każdej z nas swojego własnego, indywidualnego rytuału piękna. W jej skład wchodzą:
Instant Glow Beauty Serum – Serum Tonujące
Nordic Light Serum Concealer – Korektor z serum
Nordic Light Instant Illuminizer – Rozświetlacz z serum
Instant Glow Watercolor Bronzer – Bronzer z serum
Instant Glow Wathercolor Blush – Róż z serum
Nordic Light Lip Perfector Balm – Serum do ust

Jak wykonałam makijaż z Lumene Invisible Illumination?

KROK 1
Po porannym oczyszczeniu twarzy, nawilżyłam ją kremem nawadniającym z serii LAHDE.

marta-bafavenue-nomakeup

KROK 2
Po wchłonięciu kosmetyku, który jednocześnie stał się moją bazą pod makijaż, na twarz nałożyłam Instant Glow Beauty Serum.

KROK 3
Po wklepaniu kosmetyku skóra uzyskała równomierny koloryt, a ja zabrałam się za kolejny etap, jakim jest pokreślenie kości policzkowych i łuków brwiowych – posłużył mi do tego Instant Illuminizer.

lumene-invisible-illumination-swatch-2

KROK 4
Aby nie zakłócać delikatnego i świeżego looku, delikatnie wytuszowałam rzęsy i podkreśliłam brwi.

KROK 5
Na nawilżone usta położyłam nieco Illuminizera, który nadał im dodatkowego blasku.

marta-bafavenue-invisible-illumination

I gotowe! Jeśli podoba Ci się taki delikatny i świetlisty makijaż dzienny, to linia Invisible Illumination w sprzedaży będzie od początku sierpnia, w sklepach internetowych i stacjonarnych. Dokładne informacje znajdziesz na stronie marki – TUTAJ.

Shinybox Pool Party

Ileż szczęścia i radości przyniósł mi lipcowy Shinybox! Tyle cudownych produktów na raz to ja już z miesiąc nie widziałam! 😀

Świetnie wyposażone pudełko Pool Party z wakacyjną grafiką, w tym miesiącu zostało również uzupełnione o ShinyMag! Czyli pierwszy numer magazynu Shinybox. Gazetka ma poręczny format i przyjazny dla oka rozkład. W lipcowym numerze znalazły się tematy takie jak: zawartość pudełka (oczywiście!), zestaw ćwiczeń modelujących, artykł o komórkach macierzystych, przepis na mrożona herbatę, wakacyjny niezbędnik oraz trochę promocji produktów, których w pudełku nie było. Ogólnie myślę, że to fajny pomysł i z chęcią sobie taki dodatek przejrzę.

pool-party-shinybox-kompozycja-3

A wracając do zawartości kosmetycznej, w lipcowym pudełku znalazały się produkty: Kueshi, Syoss, CleanHands, Joko Make-up, Catrice, Virtual, Vipera, Efektima i ManFoot. Oprócz Żelu aloesowego Kueshi, wszystkie były dla mnie równie dużym i miłym zaskoczeniem.

Żelowy lakier Iconails Catrice w pięknej, klasycznej czerwieni, to w moim przypadku zupełny strzał w dziesiątkę. Taki kolor zawsze, w wersji imitującej wyglądem i trwałością żele – tym bardziej! Lakier powinien utrzymywać się na paznokciach nawet do 7 dni, co bardzo mnie cieszy. Opakowanie zostało określone jako „luksusowe” z czym niestety zgodzić się nie mogę, bo już przy pierwszym odkręcaniu butelki, część nakrętki została mi w ręku, a pędzelek ani drgnął i siedział w butelce, jak przedtem. Na szczęście nie ma to większego znaczenia przy użytkowaniu. Lakier kosztuje ok. 10 zł.

Beztłuszczowa, silikonowa baza wygładzająca pod makijaż Smooth Your Face Joko Make-up, to kolejny produkt, z którego bardzo się cieszę. Wygładza, uzupełnia i pomaga tuszować niedoskonałości skóry. Matuje, ale nie wysusza i nie podrażnia. Przedłuża trwałość makijażu i ułatwia jego wykonanie. Można stosować ją zarówno w połączeniu z podkładem, jak i samodzielnie. Wypełnia, więc i zmniejsza optycznie zmarszczki. Formuła bazy wolna jest od parabenów, a za poręczną butelkę o pojemności 15 ml, wyposażoną w pompkę zapłacimy ok. 23 zł.

Vipera i Magnetic Play Zone to seria, dzięki której można tworzyć indywidualne, dostosowane do swoich potrzeb i upodobań palety. Wśród produktów znajdują się korektory, cienie, pomadki, pudry itd. Opakowania są magnetyczne, więc podpinają się pod siebie tworząc wieżyczki. Ceny każdego takiego modułu, w zależności od tego czym on jest wahają się od 9,50 do 13,60 zł/szt. Ja trafiłam na przezroczysty, brokatowy błyszczyk – Snow flakes BU06, który nie tylko uroczo wygląda, ale również słodko pachnie.

I na deser Cienie do powiek Mono marki Virtual. Numer 006 Perfetto, to bardzo dobry bazowy i lekko mieniący się odcień. Z pewnością będę korzystała z niego na co dzień. Cień zawiera proteiny jedwabiu i mikki. Posiada miękką i trwałą formułę. Cienie MONO kosztują ok. 9,40 zł.

pool-party-shinybox-kompozycja-2

Produktem, którego obecność w pudełku mnie wręcz zachwyciła jest Antybakteryjny żel do rąk CleanHands. Działa on oczywiście bez użycia wody i zabija 99,9 % bakterii. Na letnie wycieczki produkt idealny i niezbędny. Po jego użyciu, dłonie nie kleją są i nie są tłuste. Żel ich też nie wysusza i nie podrażnia. Zawiera składniki aktywne, które nawilżają i odżywiają dłonie oraz słodki, owocowy zapach. Tubka 30 ml kosztuje ok. 3 zł.

Aloesowy żel Kueshi, to produkt zapowiedziany. I tutaj też ucieszyłam się strasznie – żel z aloesu zawsze spoko! A latem, gdy skóra narażona jest na nadmierną ekspozycję słoneczną, szczególnie. Ten nawilża, odżywia, łagodzi i koi. Może okazać się pomocny przy gojeniu małych uszkodzeń skóry czy ukąszeń. Butelka 250 ml kosztuje ok. 45 zł.

Do włosów tym razem SYOSS i Szampon do włosów Hair Reconstruction z linii Salonplex. Imponująca butla 500 ml, ma pomóc w rekonstrukcji i odbudowie zniszczonych (zarówno mechanicznie, jak i chemicznie) kosmyków. Uzupełnia ubytki od wewnętrz włosa, oraz chroni go na zewnątrz. Posiada standardową konsystencję i słodki, przyjemny zapach. Cena: ok. 12 zł.

Efektima natomiast do pudełka dorzuciła Peeling + Maskę do stóp, w postaci jednorazowych saszetek. Ten dwu etapowy zabieg pomaga usunąć zrogowacenia oraz zapewnić odpowiedni poziom nawilżenia. Efektem zabiegu powinna być wygładzona i przyjemna w dotyku skóra stóp.

Dodatkowo w pudełku znalazłam próbkę i kod rabatowy 35% ManFoot – kod: MANFOOTrabat352017, który jest ważny do 30 września 2017 r – może ktoś będzie chciał skorzystać. 🙂

Podsumowując – jak dla mnie zawartość rewelacyjna! Mając 8 produktów w pudełku, aż sześcioma jestem zachwycona, a dwa pozostałe też są dla mnie bardzo w porządku. Lepiej być nie mogło. Dzięki Shinybox! 🙂

Pudełka Pool Party są jeszcze dostępne, a możecie zamówić je TUTAJ.