Czy Krem z witaminą K uszczelniającą naczynka Pharmaceris N Capinon K działa?

Moja delikatna skóra, szczególnie po zimie potrzebuje wzmocnienia. Niestety nie obyło się bez popękanych naczynek, także było i w zasadzie nadal jest co naprawiać. Dlatego jakiś czas temu sięgnęłam po Pharmaceris N Capinon K Krem z witaminą K uszczelniającą naczynka.

Pękające zimą naczynka generalnie nie są u mnie aż tak widoczne. Fajnie ukrywają je moje piegi, które są zawsze, w całkiem sporej ilości. Dlatego nawet jeśli coś się popsuje, to nie wpadam w panikę, jednak wiadomo, że pod kontrolą trzeba to wszystko mieć.

Po krem z witaminą K sięgnęłam z kilku przyczyn, a właściwie jej właściwości. Jako że wpływa na prawidłową krzepliwość krwi, wspomaga i wzmacnia naczynia krwionośne. Pomaga niwelować wszelkie zaczerwienienia, obrzęki czy siniaki. Uzyskujemy więc też przy jej pomocy jednolity koloryt cery. Nic nie stoi również na przeszkodzie, aby stosować ją w słoneczne dni – co wiosną (szczególnie tak gorącą!), wiadomo, ma znaczenie.

Krem Pharmaceris przeznaczony jest oczywiście do pielęgnacji cery wrażliwej, naczynkowej, z rozszerzonymi naczynkami. Podobno radzi sobie również z problemami takimi jak cienie pod oczami, wylewy podskórne, zasinienia. Polecany jest do stosowania przed i po zabiegach medycznych i kosmetycznych, co sugeruje, że naprawdę intensywnie działa. A jak sprawdził się w praktyce?

Pharmaceris N Capinon K Krem z witaminą K uszczelniającą naczynka

Bez owijania powiem Wam, że rzeczywiście sieci zredukował i na pewno wzmocnił cerę, bo nie pojawiło się nic nowego. Od czasu kiedy zaczęłam go stosować skóra wygląda lepiej, choć jeszcze ostatecznie z naczynkami się nie rozprawiłam. Dobrze nawilża nie ciążąc przy tym zbytnio. Nie pozostawia tłustego filmu, ale skóra po nim matowa też nie jest.

Ma typową dla kremu konsystencję, w białym kolorze, o takim neutralnym, trochę aptecznym zapachu. Lekko się rozprowadza, szybko wchłania. Ja stosowałam go głównie na noc, jednak na dzień, pod makijaż też przetestowałam i dawał radę. Nie wpływał negatywnie na aplikację innych kosmetyków czy trwałość makijażu.

Choć opakowanie 30 ml wydaje mi się być w tym przypadku małe, to opcja z pompką jest bardzo wygodna i na pewno wpływająca na przydatność i świeżość kremu. Szkoda , że wykonane jest z białego kryjącego w pełni plastiku, bo po prostu nie widać ile kosmetyku jest jeszcze w środku i pewnego dnia można się po prostu zdziwić. 🙂

Krem kosztuje ok. 50 zł i jest dostępny w aptekach oraz sklepie internetowym marki.

 

Zobacz również:

Ciążowe problemy skórne i prosta na nie odpowiedź – BUSTFIRM Pharmaceris

Kremowy żel myjący pod prysznic EMOTOPIC Pharmaceris – recenzja

Dobry krem CC do cery naczynkowej

 

Coś przyjemnego – Peelingi do ust Hania Beauty

Jakiś czas temu dotarły do mnie peelingi do ust Hania Beauty. Była to bardzo zaskakująca i miła przesyłka. O ile o sklepie „Hania” słyszałam, o tyle z marką i tymi malutkimi, słodziutkimi słoiczkami spotkałam się po raz pierwszy. I w zasadzie nic dziwnego, bo Hania Beauty to nowa marka kosmetyczna autorki bloga hania.com.pl, która póki co ogranicza się do tych trzech peelingów do ust – miętowego, malinowego i pomarańczowego.

Szczerze powiem, że choć peelingi do ust używałam, to nie były one moim ulubionym etapem ich pielęgnowania. Zarówno te w słoiczkach, jak i w pomadkach w sztyfcie są dość ostre (mają spore kryształki cukru), więc w przypadku nawet trochę podrażnionych ust, raczej się u mnie nie sprawdzały. Aczkolwiek często się przydawały (nawet zimą), bo jednak matowe pomadki, których tak często obecnie używam, swoje robią. Teraz z kolei nadchodzi słońce, lato i sól morska, więc same wiecie.

Sprawa peelingu ogólnie wydaje się być bardzo prosta. Zmieszać oleje wraz z cukrem czy kawą, dodać jakiegoś zapachu i gotowe. No, a jednak nie do końca. Bo uzyskać peeling nie byle jaki, z fajną, przyjemną konsystencją, to chyba jednak jest trochę sztuka. I powiem Wam szczerze, że dopóki nie spróbowałam tych od Hani, chyba nie do końca zdawałam sobie z tego sprawę.

Peelingi do ust Hania Beauty

Wszystkie trzy mają lekkie i jak na peeling całkiem gładkie i puszyste konsystencje. Są zwarte. Cukier się nie kruszy i nie osypuje z ust. A zawarte oleje i masła trzymają zbitą formę. Dopiero pod wpływem temperatury ciała, rozpuszczają się, tworząc solidną bazę. Peeling utrzymuje się na nich tak długo, jak tego chcemy. Nie podrażnia, nie szarpie. Usuwa martwy naskórek, wygładza, nawilża i odżywia. Mimo zawartości naturalnych olejów, nie ciąży, a pozostała na ustach warstwa nie jest ani lepka, ani tłusta, choć oczywiście lekkie natłuszczenie występuje.

Peelingi zawierają wspomniany już cukier (w bardzo fajnej, drobnej postaci), olej z pestek winogron, witaminę E, masło kakaowe i masło awokado. Wszystkie pięknie pachną, choć moim ulubieńcem jest chyba malina. Mięta z kolei lekko chłodzi, więc idealny na lato, jak i ogólnie dla osób lubiących taki efekt.

Porządne opakowania to kolejna cecha charakterystyczna tych produktów. Szklane słoiczki o pojemności 20g, zamyka się plastikową nakrętką. Etykiety posiadają pastelowy i prosty design, który dobrze się prezentuje zarówno w kosmetyczce, jak i na łazienkowej półce.

Peelingi dostępne są nie tylko u Hani, ale i w innych sklepach internetowych, w cenie ok. 20 zł.

Ten Minute Tan Vita Liberata – szybkie i dobre opalanie

Nie ukrywam, że solarium nie jest moim ulubionym miejscem i jeśli mam możliwość, to wybieram innego rodzaju opaleniznę. Jako, że dopiero wiosna i na naturalną szans nie ma, sięgam po produkty brązujące, samoopalające. A tutaj wiadomo, trzeba ostrożnym być. Chociaż TEN MINUTE TAN Vita Liberata w mojej kosmetyczce zagościł po raz pierwszy, produkty tej marki znam i używam od dawna. Zarówno tych do opalania ciała, jak i twarzy, już o moim ulubionym sypkim bronzerze nie wspominając (do którego wielką miłością pałają również moje przyjaciółki). 

Kosmetyki Vita Liberata mają wiele zalet związanych ze składem, ze stosowaniem czy efektami, jakie się przy ich pomocy osiąga. Na uwagę zasługują organiczne składniki i całość posiadająca neutralny zapach. Formuły są przyjemne i dobrze się rozprowadzają. Nie opalają na kolor pomarańczowy. Nawet w przypadku karnacji jasnych, jak moja, kolor jest brązowy, naprawdę dobrze i naturalnie wyglądający. Ponadto opala stopniowo, więc z dnia na dzień murzynem raczej się nie staniesz. Żeby przy ich użyciu zrobić sobie smugi czy zacieki, trzeba byłoby się mocno napracować  (mi się to do te pory nie udało). No i chyba różne formy podania samoopalaczy Vita Liberata na rynku je wyróżniają. Każdy znajdzie wśród nich odpowiednią i najbardziej wygodną dla siebie wersję.

Samoopalacze Vita Liberata nie wysuszają i zawierają składniki odżywcze, regenerujące i nawilżające. Skóra więc nie przesusza się, nie łuszczy. Ten Minute Tan na przykład zawiera składniki takie jak Matrixyl 3000 Peptide kompleks, kwasy tłuszczowe, ekstrakt z dzikiej róży czy witaminę C.

Ten Minute Tan to samoopalający balsam działający w ekspresowym tempie. Potrzebuje zaledwie 10 minut, po tym czasie można go zmyć, a opalenizna na spokojnie się rozwija przez kolejnych 4-6 godzin. Oczywiście można troszkę przedłużyć czas noszenia go na skórze, wtedy efekt będzie silniejszy. Fajny, bo nie trzeba się bać, że się człowiek gdzieś zachlapie, że gdzieś coś się przetrze, albo ciuchy zabrudzi. Nakładasz, za chwilę zmywasz i później już tylko czekasz na opaleniznę.

Konsystencja lotionu jest dość gęsta i brązowa (widzisz, gdzie i ile nakładasz). Jak już wspomniałam nie posiada żadnego wyraźnego zapachu. Dobrze rozprowadza się po skórze, trzyma się jej i w sumie szybko wchłania. Nie pozostawia po sobie żadnego uczucia dyskomfortu, czy natłuszczenia. Po prostu jakby skóra niczym nie była smarowana. Z czasem, gdy kosmetyk zaczyna wchodzić z nią w reakcje, zaczyna wytwarzać się ten specyficzny zapach. Ale mimo wszystko wydaje mi się, że mniej intensywny niż przy innych, tego typu produktach. Ja balsam nakładałam na skórę za pomocą rękawicy – pomaga to uniknąć mocniej opalonych dłoni. Sama rękawica jest wielokrotnego użytku. Ładnie się dopiera, schnie w przeciągu kilku godzin, po wyschnięciu nie traci formy. Co do samej opalenizny – subtelna, delikatna i naturalna. Idąca w brązowe tony. Ciepła, ale nie gorąca. Jak dla mnie idealna. 🙂 Na skórze utrzymuje się do kilku dni, w zależności od tego czy i jak ją podkręcamy.

Ani ten balsam, ani żadnej inny kosmetyk Vita Liberata mnie nie uczulił, nie podrażnił, a jak wiecie skórę mam dosyć delikatną i emocjonalną.

Tuba 150 ml wystarczy powinna wystarczyć na co najmniej 8 aplikacji (to oczywiście tylko według moich „obliczeń”).

 

 

Zobacz również:

Samoopalacz i SPF w jednym – Marula Dry Oil Self Tan SPF 50 Vita Liberata

Pierwszy samoopalający puder mineralny – Trystal3 Bronzing Minerals Vita Liberata

Samoopalacze – jak ich używać? pHenomenal pianka Vita Liberata

 

 

Naturalnie Piękna 11 by Inspired By

Wiecie, że to już 11 edycja Naturalnie Piękna?! A ja doskonale pamiętam tą pierwszą. Zawartość tamtego pudełka wydawała mi się wręcz idealna i jedyna w swoim rodzaju. To właśnie wtedy okrzyknęłam pudełko Inspired By Naturalnie Piękna swoim ulubionym. I choć chyba większe wrażenie na mnie rzeczywiście robiły te starsze edycje, to nadal ogólnie jest to mój ulubiony box kosmetyczny. Co znajdziemy w nim tym razem?

Teoretycznie w każdym pudełku powinno być 8 kosmetyków. Ja w moim znalazłam tylko 7, jednak uznałam, że nie będę czekała na brak, aby zaprezentować Wam całość.

Przyznaję, że największym zainteresowaniem z mojej strony cieszył się od pierwszego wejrzenia Naturalny stymulator wzrostu włosów Kamiwaza. Marki do tej pory nie znałam, a i problem wypadających włosów jest u mnie bardzo aktualny. Kosmetyk jest połączeniem tradycji i japońskiej biotechnologii. Podobno niezwykle skutecznym i przynoszącym niezwykłe efekty, więc z przyjemnością go przetestuję. Buteleczka 95 ml kosztuje ok. 45 zł.

Druga fajna rzecz, którą widziałam w innych pudełkach to Kueshi – truskawkowy Peeling do ciała. Pachnie tak, że chce się go jeść, a nie nacierać nim ciało. 😀 Duża butla (500 ml) przyda się na okres wiosenno-letni, gdy i samoopalaczy używam i na słońcu staram się wygrzewać. Peeling zawira naturalne ekstrakty odżywcze, dzięki którym skóra jest gładka, miękka i zdrowa. 61 zł kosztuje.

Hydrolat kwiatów róży demasceńskiej L’orient, to produkt, którego nie odmówię. Uwielbiam różę w kosmetykach, uwielbiam jej zapach, uwielbiam jej działanie. A w tak prostej postaci, sprawdza się najlepiej. Silnie nawilża, tonizuje, koi i poprawia koloryt. Butelka z atomizerem, więc można aplikować wodę bezpośrednio na skórę, bez żadnych tam wacików czy innych paluchów. 90 ml kosztuje 34 zł.

Naturalnie Piękna 11 by Inspired By

Serię Tria Cosmetics poznałam wraz z poprzednim pudełkiem Naturalnie Piękna. Wtedy był to krem do twrzay, teraz mam Krem do rąk z ekstraktem z dzikiej róży. Czujecie? Znowu moja ukochana róża! Ja to mam farta! 😀 Odżywia, uelastycznia i wzmacnia, zarówno skórę dłoni, jak i paznokcie. 75 ml kosztuje 23 zł, więc jak na krem do rąk nie jest to mało, ale prezentuje się obiecująco.

Aube i Dwufazowy płyn do demakijażu znałam z innego pudełka, którejś edycji Shinybox. Przyznam szczerze, że nie używam na co dzień tego typu produktów, bo jest ze mną rękawica Glov. Jednak wiadomo – czasami są awarie i lepiej jakiś zapas mieć. Ma fajną, poręczną butelkę o pojemności 100 ml, więc w podróż (niesamolotową) można z powodzeniem zabrać. 🙂 Cena: 30 zł.

Bronzer Miyo to makijażowy akcent tego pudełka. Bronzerów trochę w kolejce mam, bo cały czas meczę swój ulubiony (ale już kończący się) Vita Liberata, także jeszcze zastanowię się co z nim zrobić. W każdym razie w regularnej cenie kosztuje on 16 zł.

Na koniec to, czego ostatnio wszędzie sporo czyli Maska w płachcie Sesamis. O ile maseczki w płachcie znam i to dobrze, o tyle Sesamis nie. Także fajnie – będzie okazja żeby się poznać i może polubić? 🙂 Maseczka kosztuje ok. 10 zł I jak większość tego typu produktów ma za zadanie nawilżyć, zregenerować, odżywić i tym samym odmłodzić.

Przyznam, że z chęcią skosztowałabym tej brakującej Babeczki do kąpieli, mimo to całość oceniam dosyć wysoko. Kosmetyki i nowe (jak dla mnie), i modne i aktualne jeśli o warunki atmosferyczne chodzi, także czego chcieć więcej? 🙂

Pamiętajcie, że pudełka Naturalnie Piękna to standardowa oferta InspiredBy, na ShinyBox pojawiają się tylko co jakiś czas w ramach extraboxów. Więc to właśnie na inspiredby.pl składajcie zamówienia. 🙂

 

Zobacz również:

Inspired By Naturalnie Piękna edycja 10

Inspired By Naturalnie Piękna 9

Inspired By Naturalnie Piękna 8

 

Jaka jest seria Nature Story by Tołpa dla Lidla?

Jak dowiedziałam się, że powstała nowa linia kosmetyków marki Tołpa, która sprzedawana ma być wyłącznie w Lidlu, zaczęła zżerać mnie ciekawość. Czy kosmetyki te będą równie dobre i fajne, jak inne, których w Lidlu się nie sprzedaje?

Chwilę później w moje ręce trafiła cała linia Nature Story – bo tak się nazywa. I powiem Wam – pierwsze wrażenie naprawdę dobre. Praktyczne rozwiązania, słodkie opakowania i świetne zapachy. Linia dość kompleksowa, choć wiadomo, że każdy swoje 5 groszy by dorzucił, tak i ja zrobiłabym tam pewne podmianki czy rozszerzenia. Niemniej baza jest i to dobra.

Nature Story to póki co połączenie kosmetyków do oczyszczania i pielęgnacji. Łącznie 7 kosmetyków z dodatkami takimi jak kwas hialuronowy, komórki macierzyste, gliceryna, ekstrakt z nasion bawełny, wyciąg z owoców limonki, wyciąg z liści mięty, mleczko sojowe czy mleczko ryżowe.

Woda micelarna Delikatna Bawełna Nature Story to przyjazny dla skóry płyn. Choć skutecznie usuwa makijaż czy ogólne zanieczyszczenia z twarzy, to jest przy tym bardzo delikatny. Nie podrażnia skóry, nie powoduje, że ta zaczyna się czerwienić czy szczypać. Radzi sobie z tuszem do rzęs czy matowymi pomadkami. Ma wyraźny, ale przyjemny zapach. Składnikami aktywnymi są: ekstrakt z nasion bawełny, torf tołpa, hialuronian sodu, kompleks Lactil, komórki macierzyste z mikołajka nadmorskiego, gliceryna.

Nature Story by Tołpa – Delikatna Bawełna

Nawilżający żel do mycia twarzy Delikatna Bawełna Nature Story to kolejny kosmetyk, którego zadaniem jest oczyszczenie twarzy z wszelkich zanieczyszczeń. Ma fajną konsystencję – kremową, mleczną. Ta przyjemnie oblepia skórę i tworzy na niej taką śliską warstwę. Łatwo się spłukuje. W przypadku mniejszej ilości nawet nie tworzy zbytnio piany i bąbelków. Po osuszeniu, twarz jest czysta i niezwykle gładka oraz przyjemna w dotyku. Jestem tym efektem oczarowana. Zapach ten sam co przy wodzie micelarnej. Składnikami aktywnymi są: ekstrakt z nasion bawełny, torf tołpa, hialuronian sodu, pochodna mocznika, komórki macierzyste z mikołajka nadmorskiego, gliceryna.

Orzeźwiający żel z peelingiem bambusowym do mycia twarzy Miętowa Limonka Nature Story, to kolejny żel do mycia twarzy. Ten jednak wzbogacony jest o drobinki ścierające. Jest ich stosunkowo niewiele. Nie są też jakieś niezwykle intensywne, więc spokojnie żel ten nadaje się do codziennego użytku. Oczyszcza, usuwa martwy naskórek i przygotowuje skórę do pochłaniania składników aktywnych. Posiada konsystencję typową dla żelu. Pachnie cytrusowo, świeżo, jak na połączenie mięty z limonką przystało. Składniki aktywne to: ekstrakt z owoców limonki, sok z liści mięty, torf tołpa, kompleks morszczynu, łopianu, rukwi wodnej, bluszczu, cytryny, szałwii i mydlnicy, gliceryna, komórki macierzyste z budlei, drobinki peelingujące – pędy bambusa, ryż.

Nature Story by Tołpa – Miętowa Limonka

Jeśli chodzi o kremy, mam swoich ulubieńców. Na dzień Lekki krem z pudrem matującym Miętowa Limonka Nature Story. Uwielbiam go przede wszystkim za super lekką, trochę żelową, delikatnie chłodzącą i szybko się wchłaniającą konsystencję. Dobrze nawilża, nie natłuszczając przy tym. Nie pozostawia żadnej warstwy czy filmu. Lekko matowi, ale nie wysusza. Skóra przyjemna w dotyku, gładka i pachnąca świeżością. Składniki aktywne to: ekstrakt z owoców limonki, sok z liści mięty, torf tołpa, kompleks morszczynu, łopianu, rukwi wodnej, bluszczu, cytryny, szałwii i mydlnicy, komórki macierzyste z budlei, gliceryna.

Nature Story by Tołpa – Świeża Figa

Na noc – Krem-Maska do nocnej regeneracji Świeża Figa Nature Story. Bardzo przyjemny krem na noc. Posiada fajną, wchłaniającą się konsystencję, która jest bardziej treściwa, ale nieprzytłaczająca. Na skórze pozostawia cudny zapach. Rano skóra jest miękka, nawilżona i po prostu zadbana. Składniki aktywne to: ekstrakt z owoców figi, torf tołpa, masło babassu, pochodna mocznika, komórki macierzyste z budlei, gliceryna.

Pozostałe dwa kremy – Ekspresowy krem przeciw pierwszym zmarszczkom Super Soja Nature Story oraz Nawilżający krem z antyoksydantami Biały Ryż Nature Story, to uniwersalne kosmetyki, które można stosować rano i wieczorem, do każdego rodzaju cery. Oba silnie nawilżają i chronią cerę – jeden przed zmarszczkami, drugi przed zanieczyszczeniami. Oba też fantastycznie pachną. Skórę pozostawiają miękką, elastyczną i milutką.
Składnikami aktywnymi SUPER SOJA są: mleczko sojowe, torf tołpa, ekstrakt z senesu wąskolistnego, masło shea, gliceryna.
Składnikami aktywnymi BIAŁY RYŻ są: mleczko ryżowe, torf tołpa, ekstrakt z bobrka trójlistnego, masło shea, komórki macierzyste ze słodkiej pomarańczy, gliceryna.

Nature Story by Tołpa – Biały Ryż

Cała seria wolna jest od sztucznych barwników, parabenów, donorów formaldehydu, silikonów, oleju parafinowego.
Dostępna wyłącznie w sklepach Lidl, w cenach nie przekraczających 20 zł.

 

Zobacz również:

Seria tołpa:* estetic w codziennej pielęgnacji

tołpa:* dermo face, sebio. Maska czarny detox czyli głębokie oczyszczenie

RECENZJA tołpa: green oils. Orzeźwiający żel peelingujący do mycia twarzy

 

Rajska kąpiel z Tutti Frutti – Olejek do kąpieli i pod prysznic Ananas & Kokos

Olejek to raczej mało popularna forma „środka czyszczącego” skórę. Ale chyba właśnie ta egzotyka, sprawia, że chętnie sięgamy po produkty inne niż mydło, płyn do kąpieli czy żel pod prysznic. Lubimy testować i sprawdzać nieznane nam formy. Dlatego dzisiaj o nowości marki Farmona, z serii Tutti Frutti – Olejek do kąpieli i pod prysznic Ananas&Kokos.

Już na samym początku należy zaznaczyć, że kosmetyk ten jest wręcz przeznaczony na ciepłe pory roku. Zapach ananasa i kokosa jest tak intensywny, tak energetyczny, tak słoneczny i tak słodki, że głównie z wakacjami się kojarzy. Oprócz niezwykłego zapachu, kosmetyk wzbogacony jest o rozświetlające drobinki, które kojarzą się z mieniącym w słońcu piaskiem. Istny raj na ziemi!

Składnikami aktywnymi jest witamina A, E i F oraz naturalne olejki owocowe.

Olejek może być wlewany do wanny, albo stosowany bezpośrednio na ciało pod prysznicem. Co myślę jest bardzo fajnym rozwiązaniem.

Jeśli chodzi o konsystencję to nie jest to typowy olejek, ja bym raczej określiła go jako taki oleisty i bardziej lejący się żel pod prysznic. Jednak różnice powstają podczas kąpieli. Olejek bardziej trzyma się skóry. Choć wolnej się go rozprowadza, ma się poczucie sporej wydajności. Piana może spektakularna nie jest, ale spokojnie daje się ją uzyskać.

Skóra już pod prysznicem jest nawilżona i lekko natłuszczona. Po osuszeniu nawet nie potrzebuje balsamu, więc jest to fajna opcja, dla osób, które albo nie lubią używać mazideł pielęgnacyjnych do ciała, albo po prostu czasu na to nie mają. Myślę, że może się też sprawdzić jako letni kosmetyk do mycia ciała, kiedy to nasza skóra ma tak duży kontakt z promieniami słonecznymi, że każda forma jej odżywienia i natłuszczenia jest wręcz pożądana. A i zapach zobowiązuje – wiadomo.

Butla o pojemności 425 ml kosztuje ok. 15 zł, także stawka za ten raj też nie jest wygórowana. 🙂

Keratynowa seria do pielęgnacji włosów Cameleo Delia Cosmetics, której warto zaufać

Czasami dobrze jest wrócić do sprawdzonych kosmetyków i odkryć je na nowo. Ja tak ostatnio zrobiłam, a ile przy tym zyskałam! Ewidentnie moje włosy tęskniły za keratynową serią Cameleo Delia Cosmetics.

Choć od ostatniego naszego spotkania minął już jakiś czas, moje włosy poznały je od razu. Mają ostatnio gorszy okres, trochę grymaszą i nie chcą się słuchać. A największy problem mają z pochłanianiem składników aktywnych i wzmacnianiem się. Ale nie podczas pielęgnacji z użyciem kosmetyków z serii keratynowej Cameleo. Już sam szampon – Keratynowy szampon bez soli Cameleo „robi robotę”. Pod wodą nadaje włosom poślizgu, wygładza je i rozplątuje, co serio nie jest u mnie ostatnio normą. Nie jest ciężki i ładnie oczyszcza. Nie obciąża włosów, nie przyklepuje ich od nasady. Po suszeniu suszarką włosy ładnie się układają. Nie są wymęczone, suche i nastroszone. Raczej lekkie, sypkie i układające się. Szampon, ani w pojedynkę, ani w połączeniu z pozostałymi kosmetykami z tej serii nie elektryzuje włosów, nie puszy ich, ani też nie przyczynia się do szybszej utraty świeżości.

Oprócz szamponu seria keratynowa Cameleo to szereg, uzupełniających się wspomagaczy. Różne formy i formuły sprawiają, że kosmetyki tej serii można stosować wybiórczo, według upodobań czy potrzeb, albo w ramach kompleksowej pielęgnacji – wszystkie jednocześnie.

Delia Cosmetics Cameleo Anti Damage – seria keratynowa

Ekspresowa odżywka keratynowa Cameleo to przyjemny kosmetyk, który rozprowadza się już po oczyszczonych włosach. Posiada typową konsystencję, dobrze się trzymającą. Wygładza, ułatwia rozczesywanie i daje ochronę termoaktywną. Nie obciąża. Fajna, bo szybka. Wystarczy wmasować i spłukać, bez czekania.

Maska keratynowa do włosów zniszczonych Cameleo, to już nieco cięższy kaliber. Intensywnie regeneruje i wygładza włosy, nadaje im blasku. Nie powoduje ich obciążenia, przetłuszczania raczej też nie przyspiesza. Fajna, jeśli ma się te 5 minut więcej dla siebie i swoich włosów.

Płynna keratyna do włosów Cameleo to bardzo przyjemna forma, bo nie trzeba jej spłukiwać i można stosować zarówno na mokre, jak i suche włosy. Ma rzadką, wodnistą konsystencję, którą rozprowadza się po włosach atomizerem. Przyjemny zapach to dodatkowa zaleta – wiadomo. Na pewno daje włosom trochę życia i energii. Sprawia, że są bardziej elastyczne i giętkie. Nawilżone i odżywione. Włosy nie kruszą się, nie łamią i przede wszystkim nie są matowe. Spray na pewno nadaje blasku, ale w dobrym tego słowa znaczeniu.

Jedwab do włosów Cameleo to z kolei trochę żelowa, a trochę oleista konsystencja, która ma zbawienny wpływ na zniszczone, matowe końcówki. Nadaje im połysku, fajnego skrętu. Chroni przed wysokimi temperaturami, nawilża. Zawiera olej arganowy. Przy tym produkcie trzeba się pilnować, żeby nie przesadzić i nie zrobić sobie „mokrej włoszki”. W dobrych proporcjach jedwab ten jest wręcz produktem świetnym, więc też nie należy się go bać. Buteleczka z dozownikiem ułatwia sprawną aplikację.

Wszystkie kosmetyki z keratynowej serii Cameleo nie zawierają soli, parabenów czy sztucznych barwników, a ich formuły opracowane zostały na bazie biomimetycznej keratyny Kerestore 2.0. Mają wygodne, ergonomiczne opakowania i bardzo przyjemne zapachy, które utrzymują się na włosach przez dłuższy czas.

Dostępne są w sklepie internetowym marki, drogeriach internetowych i stacjonarnych (np. Rossmann, Hebe, Natura, Super-Pharm), a ceny poszczególnych produktów nie przekraczają 15 zł.

 

Zobacz również:

Nowość! Dermo System Delia Cosmetics – mój program oczyszczania

Podkład na wiosnę idealny Luxury Look LUMI&Healthy Delia Cosmetics

Kompleksowy pedicure z Good Foot Podology Delia Cosmetics

 

 

Wody perfumowane Allvernum kolekcja Grasse – czy warto?

Jakiś czas temu weszłam w posiadanie calej linii perfum Allvernum. A że wiosna to idealny czas na zmiany i tym samym nowe zapachy, dzisiaj jej prezentacja.

Allvernum to polska marka kosmetyków do pielęgnacji ciała i duszy. W swojej ofercie mają produkty takie jak mydła, kremy, balsamy, mgiełki, a także świece i dyfuzory. Jest również linia wód perfumowanych. Aktualnie składa się ona z 4 zapachów: Coffee & Amber, Cherry Bloosom & Musk, Lily of the Valley & Jasmine, Iris & Patchouli. Wszystkie inspirowane światową stolicą perfum, francuskim miasteczkiem Grasse (tak też nazywa się ta kolekcja) i to właśnie stamtąd pochodzą wszystkie esencje zapachowe użyte przy tworzeniu tych czterech wód perfumowanych.

Wody perfumowane Allvernum

Myślę, każda z nich jest zupełnie inna i charakterystyczna. O ile pewnie ciężko, aby wszystkie tak różne zapachy spodobały się równie bardzo jednej osobie, o tyle jestem przekonana, że każdy znalazłby wśród nich coś dla siebie.

Iris & Patchouli jest mocnym, intensywnym zapachem. Myślę, że niektórzy mogą określać go nawet jako ciężki. Bardzo kobiecy, zmysłowy. Korzenno – kwiatowy z dodatkiem cytrusów. Nutę głowy stanowią: neroli, bergamotka, kokos. Nutę serca: irys, jaśmin, róża. Nutę bazy: paczula, czekolada, karmel. Przypomina mi Lancome La Vie Est Belle, może dlatego podoba mi się aż tak bardzo? Może nie jest to najlżejszy zapach, ale z pewnością bardzo ładny, dlatego jak najbardziej polecam na wiosenne i letnie wieczory.

Coffee & Amber to lżejsza, bardziej słodka kompozycja, choć równie konkretna. Połączenie kwiatów, owoców i kawy, tworzy mieszankę, która wydaje się być bardzo znana, a jednocześnie bardzo odległa. Inspiracje orientem dają jednak o sobie znać. Zapach jest dość mocny, jednak jego świeże i słodkie nuty dodają mu lekkości, co sprawdza się w ciagu dnia. W tym przypadku nuta głowy to: gruszka, różowy pieprz, neroli. Nuta serca: kawa, jaśmin. Nuta bazy: bursztyn, paczula, wanilia. Jest bardzo podobny do Black Opium.

Wody perfumowane Allvernum

Pozostałe dwa zapachy nie urzekły mnie aż tak bardzo. Są dla mnie i zbyt „świeże” i zbyt kwiatowe. Chyba wolę jednak, gdy to wszystko jest bardziej wywarzone, albo wręcz przeciwnie – zupełnie pomieszane.

Lily Of The Valley & Jasmine – połączenie jaśminu i konwalii daje bardzo kwiatowy i jednocześnie taki „fresh” efekt. Myślę, że wbrew moim upodobaniom, to właśnie ten zapach na wiosnę może sprawdzić się najlepiej. Nuta głowy: zielone trawy i zioła, lotosu i peonia. Nuta serca: konwalia, róża, jaśmin. Nuta bazy: piżmo i drzewo cedrowe.

Cherry Bloosom & Musk tu z kolei jest bardzo owocowo, słodko i trochę kwiatowo. Taka wydaje się popularna i jednocześnie neutralna woń. Raczej nic zaskakującego, ale też nic co by przeszkadzało. Nuta głowy: mandarynka, gruszka, truskawka. Nuta serca: kwiat wiśni, róża, jaśmin. Nuta bazy: piżmo.

Jak tak myślę sobie o tej kolekcji perfum, to mam w głowie różę wiatrów i cztery zupełnie inne kierunki. Każda woda perfumowana tworzy zupełnie inną historię, którą oczywiście warto poznać. Jednak wiadomo, że ostatecznie na prowadzenie wysunie się jakiś faworyt. Jak u mnie- Coffee & Amber oraz Iris & Patchouli.

To co wyróżnia wody perfumowane Allvernum, to proste ale i efektowne połączenia. Minimalistyczne i eleganckie flakony. Stosunkowo trwałe zapachy. Fajna pojemność – 50 ml. Bardzo przyjazna cena – ok. 30 zł.

 

Zobacz również:

O zapachu MUGLER Angel Muse EDP

Chwileczka zapomnienia z Adidas Originals Born Original

 

Podkład na wiosnę idealny Luxury Look LUMI&Healthy Delia Cosmetics

Na co dzień, a w zasadzie nawet i od święta raczej noszę lekki makijaż. Delikatnie podkreślone oko, zarysowane kości policzkowe i wyrównany koloryt cery. Lubię czuć, że jest lekko i że skóra oddycha. Dlatego często sięgam po kremy BB i CC oraz przyjemne, delikatne podkłady. I o ile koloryzującego kremu na wiosnę jeszcze nie znalazłam, to podkład trafił do mnie z okazji karnawału.

Podkład rozświetlający Lumi&Healthy z serii Luxury Look Delia Cosmetics, to nowość w portfolio marki. Dostępny jest w czterech odcieniach, z których 11 IVORY u mnie wygląda naprawdę dobrze. Bardzo delikatny i ładny odcień – sprawdzi się u bladziuchów. 🙂 Podkład zamknięty jest w szklanej butelce o pojemności 30 ml, zakończonej dozownikiem i plastikowym dozownikiem. Całość myślę prezentuje się bardzo ładnie i porządnie.

Płynny podkład rozświetlająco-nawilżający Luxury Look LUMI&Healthy Delia Cosmetics

Podkład oprócz koloru oraz pigmentów rozświetlających zawiera również witaminę PP i ekstrakt z baobabu. A co warto jeszcze wspomnieć, wolny jest od parabenów i oleju parafinowego. Dedykowany do cery suchej, normalnej i mieszanej.

Jak dla mnie podkład ten jest czymś nowym, fajnym, wartym polecenia i sprawdzenia. Jego kremowa, nawilżająca konsystencja, sprawia, że cera świetnie radzi sobie w tym trudnym okresie przejściowym (między zimą, a wiosną). Podkład nie wysusza, ani nie podrażnia. Dobrze się rozprowadza, nie pozostawiając żadnych smug czy plam. Przykrywa to co trzeba, wyrównuje koloryt i delikatnie rozświetla. Pomaga w utrzymaniu zdrowej, nawilżonej i świeżej cery przez cały dzień. Kosmetyk nie przyczynia się do zatykania porów, ale do wygładzania już tak. A jego drobinki rozświetlające działają subtelnie, bez efektu tłustej czy świecącej się skóry. Nosi się go naprawdę bardzo przyjemnie i lekko, przez cały dzień. Jest kosmetykiem, który dobrze przyjmuje kolejne warstwy i z nimi współpracuje. Na twarzy dodatkowo pozostawia ładny, kojarzący się z wiosną zapach.

Dostępny jest między innymi w sklepie internetowym marki, w cenie ok. 23 zł.

It’s a Girls World by ShinyBox marzec 2018

It’s a Girls World to marcowa edycja ShinyBox. Czym tym razem zaskoczyło pudełko? Myślę, że bardzo pozytywnym akcentem tego wydania jest współpraca z Kontigo. W pudełku znalazły się wymiennie nie tylko akcesoria i puder brązujący Miyo, ale również kod rabatowy – 20%, na hasło: ShinyBox20. Ponadto zawartość ciekawa, różnorodna – i do pielęgnacji ciała, i do włosów, a nawet akcent makijażowy się znalazł. Jest też trochę produktów naturalnych, co zapewne cieszy nie tylko mnie.

Chyba z największych entuzjazmem u mnie spotkał się Olejek do demakijażu twarzy i oczy Go Cranberry Nova Kosmetyki. Uwielbiam olejki do mycia twarzy. I jak wspominałam wielokrotnie, na co dzień stosuję dwuetapowe oczyszczanie twarzy, więc zapasy olejków u mnie szczególnie mile widziane. 🙂 Co ważne – nie zawiera brzydkich rzeczy, jest hypoalergiczny i pięknie pachnie. Odpowiedni dla wegetarian i wegan. Składnikami aktywnymi jest olej żurawinowy, olej ze słodkich migdałów i witamina E. Butelka o pojemności 150 ml wyposażona jest w pompkę (przy olejkach sprawdza się najlepiej). Kosmetyk kosztuje ok. 30 zł

Następna super rzecz, to pęseta od Kontigo! Pęsety zawsze jakoś się gubią, znikają, rozpływają w powietrzu, więc dobrze jest mieć ich więcej. Wygląda porządnie i wesoło. Zapakowana jest w przezroczystą saszetkę, która może się przydać w podróży. Kosztuje ok. 15 zł.

Produkt, który z pewnością przypadł do gustu całej rzeczy Shinies to Antyoksydacyjny krem pod oczy bio Feel Free. Jest to produkt ceryfikowany EcoCert. Marka podkreśla zaś, że najważniejsza jest troska o środowisko naturalne i odpowiednie korzystanie z zasobów Ziemi. W składzie więc znajdziemy aż 99% składników pochodzenia naturalnego. Zawiera m.in. ekstrakty z kawy, cytryny, jabłka, aloes, miętę i kwas hialuronowy. Wyglądem przypomina kosmetyki Naobay, więc może to jakaś siostrzana marka.

Kosmetyk, którego z pewnością sama nie użyję, ale uważam, że to ciekawe, fajne rozwiązanie, to Sztyft na odrosty i siwe włosy Bielenda Instant Cover. W moim pudełku w odcieniu brązu. Byłby pewnie nawet dobry, ale nie farbuje włosów, a siwych też nie mam jeszcze aż tyle, żeby rzucały się w oczy, więc pewnie podaruję go mamie. Efekt podobno utrzymuje się do następnego mycia, więc jest to takie szybkie podratowanie sytuacji, gdy nie ma się czasu na fryzjera. Podobno nie sprawia problemów przy zmywaniu, nie obciąża włosów i nie wpływa na ich świeżość. Kosztuje ok. 17 zł.

Pozostają w temacie włosów – Maska nawilżająca włosy Mystic Black Baobab NOVEX. Głęboko nawilązająca, zawierająca wyciąg z baobabu (o, to dla mnie nowość!). Podobno odżywia, nadaje blasku, ale nie przetłuszcza, nadaje lekkości. A także ułatwia rozczesywanie . W pudełku travel size, cena ok. 8 zł.

Podkład nawilżający Mineral Velvet Skin Delia – na szczęście trafił do mnie w najjaśniejszym odcieniu, tj. 01 Ciepły Beż, choć i tak mam wrażenie, że jest zbyt pomarańczowy. Ogólnie podkłady Delia lubię. Zazwyczaj są lekkie, nie zapychające, przyjemnie się noszące. Ten ładnie się rozprowadza i kryje co trzeba. Fajnie, słodko pachnie. Tylko kolor trochę marchewkowy no, może latem się obroni. Jakby co – obecnie w promocji, można na stronie marki za 8 zł kupić. 🙂

No i na koniec upominek – 2 chusteczki samoopalające Efektima. Trochę się ich boję przyznam szczerze, ale może w końcu się przełamię, lato samo nie przyjdzie, trzeba je przywołać. 😛

I tym w sumie mało optymistycznym akcentem (ale jakże prawdziwym – u mnie za oknem dwa dni temu przejeżdżała odśnieżarka 😉 dotarłyśmy do końca. Szczerze powiem – „mnie się podoba”, a Wam? Pudełka It’s a Girls World dostępne są na stronie ShinyBox.pl. Widziałam też, że do końca marca działa promocja Secret Date – na 2 pudełka niespodzianki z 13 produktami, w cenie 39 zł! Kto zamówi sobie takiego zająca? 🙂

Pierwszy manicure hybrydowy z zestawem startowym NC Nails Company!

Długo opierałam się lakierom hybrydowym. Przez znaczny okres czasu było to związane z kiepską kondycją paznokci. Później jak ta już była lepsza, to strachem przed powrotem ich łamliwości i rozdwajania się. Nadszedł jednak czas, żeby się przełamać. Jako, że stosunkowo świeża ze mnie mama, czasami średnio mam czas na dbanie o siebie w ogóle (no niestety tak to wygląda :D), a co dopiero o paznokcie i nienaganny manicure. Pomyślałam więc, że hybrydy będą teraz dobrym rozwiązaniem. Fakt, że ich przygotowanie do najszybszych nie należy, ale trwałość i ładny wygląd to rekompensują. Jak więc postanowiłam, tak też zrobiłam, a moja „toaletka” wzbogacona została o Zestaw startowy Nails Company Gelique Starter Set by Natalia Szroeder.

Wydaje mi się, że zestaw jak na start jest dość rozbudowany.Z pewnością inwestując w niego, ma się frajdę znacznie dłużej niż na kilka pierwszych maźnięć. Sama na początek wykorzystałam zaledwie jego część. Co spowodowane jest oczywiście prostotą i minimalizmem tego manicure, ale ile jeszcze do odkrycia przede mną! 😀

Gelique Starter Set – Zestaw startowy hybrydowy Nails Company

Zestaw startowy Nails Company Gelique Starter Set by Natalia Szroeder składa się z:
– 4 losowo wybranych lakierów z kolekcji Natalii Szroeder. W moim trafiły się bardzo konkretne, mocno nasycone kolory: Hi Baby (żywy różowy), Dirty Dance (bardziej stonowany róż, ciemniejszy), Like the Wind (ciemny kobalt), Hungry Eye (ciemny zielony). Do pierwszego manicure hybrydowego użyłam Dirty Dance i Like the Wind.
– Repair Base – baza, wiadomo.
– Glass Top Coat – top na samą górę, zabezpiecza i daje efekt nabłyszczenia.
– Flash Shiny UV Protect – lakier nabłyszczający, podobno efekt gloss utrzymuje się do 4 tygodni i jest po prostu niesamowity – na pewno wypróbuję go następnym razem.
– 4 x pyłki – w moim zestawie biały, żółty, różowy i czerwony. I tego też spróbuję przy kolejnej okazji, póki co się bałam :D.
– 2 x perfumowana oliwka do skórek, zapachy: Mia i Rebellion – oba świetne.
– Krem do rąk, też perfumowany, nawołujący do Chanel Mademoiselle – love it! 😀
– Cleaner do przemywania i miejscowego oczyszczania płytki.
– High Shine Cleaner – ten służy do usuwania warstwy dyspersyjnej i ostatecznego nabłyszczania (zawiera oliwkę).
– Remover – preparat do usuwania lakieru hybrydowego z paznokci.
– Szablon do przedłużania paznokci – bardzo tajemnicza sprawa jak dla mnie 😀 Pewnie i tak nie użyję, ale jak coś – to jest.
– 5 patyczków do odpychania skórek, czy prostych zdobień.
– 3 pilniczki: 2 x 80/180 i 100/180 (chociaż widziałam na stronie NC, że standardowo są w zestawie tylko 2 szt.).
– Różowy ręcznik.
– Folie z wacikami do ściągania manicure hybrydowego 50 szt.
– Waciki 250 szt.
– I to co najważniejsze, czyli lampa. Mini lampa LED UV 6W, na USB. Kompaktowa, składana, biała.

To czego w zestawie mi zabrakło, to bloczek do matowienia płytki (choć teoretycznie powinien być, ja go nie znalazłam). Myślę, że dobrym dodatkiem byłby preparat zmiękczający skórki. I chyba bardziej przydatne na początku niż szablony do przedłużania, byłby dla mnie np. pędzelki do zdobień. Ale wiadomo, jest to uogólniony zestaw, który pomaga wystartować. Reszta to indywidualne potrzeby.

Gelique Starter Set – Zestaw startowy hybrydowy Nails Company; produkty, których użyłam

Jak już wspomniałam do pierwszego hybrydowego manicure użyłam bazy i topu, dwóch lakierów: Dirty Dance i Like the Wind, Cleanera, High Shine Cleanera oraz akcesoriów – pilniczków, ręcznika, patyczków, wacików oraz oliwki i kremu. W zasadzie to takie minimum, żeby ten manicure w ogóle powstał. Z pewnością z każdym kolejnym razem będę coraz śmielsza, a moje paznokcie coraz bardziej fantazyjne. 😀 Póki co, zrobiłam to tak:
1. Przypiłowałam i nadałam paznokciom kształt. Zmatowiłam płytkę (ma się to przysłużyć lepszej przyczepności bazy).
2. Namoczyłam skórki i odsunęłam je patyczkiem (jest to podobno bardzo istotne ponieważ lakier na skórkach oznacza, jego szybkie odchodzenie od paznokci).
3. Nałożyłam bazę, utrwaliłam lampą.
4. Póżniej trzy super cienkie warstwy lakieru, które za każdym razem też utwardzałam.
5. Kropeczki patyczkiem i znowu utwardzanie pod lampą.
6. Na górę Top Coat, który niestety trochę rozmazywał kropeczki (konieczne przy tego typu zabiegach – w sensie zdobień, jest upewnienie się, że jest utrwalone), ale w takich przypadkach stosuje się Cleaner, który usuwa niedoskonałości z wierzchniej warstwy i pozwala na jej powtórzenie.
7. Po utrwaleniu Top Coat trzeba było się pozbyć lepkiej warstwy dyspersyjnej i nadać paznokciom połysku, do tego posłużył mi High Shine Cleaner.
8. Paznokcie gotowe. Suche. Błyszczące.
9. Na koniec odrobina oliwki na skórki i krem na dłonie.

Pierwszy manicure hybrydowy – efekt końcowy

Teraz jestem w szoku, że wypisałam tylko 9 punktów. Wydawało mi się, że jest tego znacznie więcej, a proces robienia tych paznokci trwa i trwa – chyba taki los początkującego. 😉

Jeśli chodzi natomiast o ocenę produktów z zestawu to przyznać muszę, że wszystkie cleanery, oliwki i kremy świetnie pachną. Jeśli chodzi o „moc” lakierów, to jak już wiecie ekspertką nie jestem. Wydają się być w porządku. Nie sprawiały problemów przy aplikacji. Pędzelki stosunkowo małe, dość precyzyjne, ale też wystarczające. Dobre krycie uzyskałam przy 3 warstwie, ale były one serio super cienkie. Co do trwałości napewno zrobię jakiś „update”, jak już będę coś w tym temacie widziała. 🙂 Lampa – tutaj wadą z pewnością jest jej niewielka waga, a co za tym idzie częste upadki (wystarczy lekko pociągnąć za kabelek). Plusem z kolei są jej kompaktowe wymiary i składane nóżki.

Gelique Starter Set Nails Company – lampa

Myślę, że dużą zaletą tego zestawu są również pełnowymiarowe opakowania wacików, folii do ściągania lakieru, szablonów itd. – dzięki temu zestaw nie jest jednorazowego użytku, a jego wyposażenie starcza na długo. Nie sposób nie wspomnieć również o pięknym opakowaniu zestawu i sposobie prezentacji jego zawartości – wysoce dopracowane, estetyczne i baaardzo zachęcające. Idealne na prezent dla samej siebie czy kogoś innego. 🙂

Gelique Starter Set – Zestaw startowy hybrydowy Nails Company

Szybka recenzja VIANEK Rewitalizujący żel myjący do twarzy

Żelu do mycia twarzy używam codziennie, przynajmniej raz. Jest to zdecydowanie stały element mojej „skomplikowanej” i „wielopoziomowej” 😀 pielęgnacji.

Najbardziej lubię te, które się nie pienią i mają lekką, trochę lejącą się konsystencję. Ważne też aby oprócz oczywiście oczyszczania, nawilżały skórę i koiły ją. Piękne zapachy i praktyczne opakowania, to dodatkowe zalety, na które zwracam uwagę. Dlatego też na listę moich ulubieńców jakiś czas temu wskoczył VIANEK Rewitalizujący żel myjący do twarzy.

Jego składnikami aktywnymi są ekstrakt z owoców truskawek, który wygładza i rozjaśnia oraz kwas migdałowy, który pomaga w delikatnym złuszczeniu wierzchniej warstwy naskórka. Jest więc to żel, który nie tylko oczyszcza skórę z zanieczyszczeń i resztek makijażu, ale również z martwego naskórka, a to z pewnością czyni go na swój sposób wyjątkowym.

Wbrew pozorom kosmetyk jest bardzo delikatny i odpowiedni nawet dla wrażliwej cery. Fajnie oczyszcza i odświeża. Skóra jest gładka i miękka. Żel łagodzi podrażnienia występujące w ciągu dnia (przez mrozy, silny wiatr czy wilgoć) i przywraca równowagę. Jednolita i matowa cera, to dobra baza. Kosmetyk nie pozostawia na skórze żadnych warstw, można więc od razu przystępować do kolejnych etapów pielęgnacji. Sprawdza się zarówno na dzień, jak i na noc.

Posiada fajną, bo niewielką butelkę (poj. 150 ml) z pompką, co jest bardzo wygodnym rozwiązaniem. Kosztuje ok. 21 zł.

 

Zobacz również:

Vianek seria przeciwstarzeniowa – Eliksir do twarzy z witaminą C vs. Serum do twarzy z koenzymem Q10

Dobry naturalny szampon do włosów ciemnych i farbowanych

 

Totalne złuszczenie stóp – Nivelazione EKSPRESOWA GŁADKOŚĆ Profesjonalny zabieg złuszczający do stóp

Generalnie uwielbiam zabiegi złuszczające stopy. Choć nie należą one do estetycznych, często ich ostateczne efekty po prostu powalają (w pozytywnym tego słowa znaczeniu). Bardzo się więc ucieszyłam gdy nowość Nivelazione trafiła w moje ręce i od razu zabrałam się za jej testowanie.

Do tej pory uważałam, że złuszczające skarpetki L’biotica nie mają sobie równych, ale chyba się myliłam. Oczywiście, jak wiele kosmetyków, tak i ten – Profesjonalny zabieg złuszczający do stóp z serii Nivelazione ma i wady i zalety. Ale to chyba właśnie te drugie wygrywają pojedynek. Zabieg jest 3 etapowy i pewnie dla osób „leniwych” nie jest to zaletą, jednak niewątpliwie działa.

 

KROK 1

Pierwszym etapem jest zabezpieczenie paznokci, do którego preparat znajdziemy w opakowaniu. I w zasadzie dobrze, że jest. W końcu płyn aktywny jest bardzo intensywny, także ochrona paznokciom na pewno się przyda. Preparat ten rozprowadza się niczym krem, z tym że ten dobrze trzyma się płytki.

 

KROK 2

Kolejnym jest założenie foliowych skarpet oraz wlanie do każdej z nich zawartości 2 saszetek z aktywnym płynem złuszczającym do stóp i odczekanie od godziny do półtorej (w zależności od kondycji stóp). Skarpetki jak to foliowe i uniwersalne – są bardzo szerokie, aktywny płyn z kolei super rzadki i w stosunkowo dużych ilościach, więc nawet gdy zabezpieczy się folię bawełnianymi skarpetkami ze ściągaczami ciężko jest się w tym poruszać. Należy więc sobie zarezerwować ten czas na relaks i leżenie – ale może to i lepiej? 😛

 

KROK 3

Trzecim i ostatnim etapem jest odżywcza kąpiel stóp. Saszetkę z płynem również znajdziemy w opakowaniu Profesjonalnego Zabiegu złuszczającego do stóp Ekspresowa Gładkość Nivelazione.

 

EFEKTY

Po kąpieli następuje już tylko złuszczanie. Te zaczyna być widoczne po 2-3 dniach. I jest totalne. Serio – zrywa całą wierzchnią warstwę, nawet twardą z okolic pięty, śródstopia, przy kostkach, po prostu wszystko. Stopy zrzucają skórę niczym wąż i zaczynają swoje życie od nowa. 😛 Choć wiadomo, że proces ten trwa kilka dni i niestety „nieporządek” jest wszędzie (jak to przy złuszczaniu), to powiem Wam, że warto. Stopy piękne, miękkie i takie młode! 😉 Z efektu końcowego jestem bardziej niż zadowolona, a koszt jaki trzeba ponieść to spacer do drogerii i ok. 12 zł z konta.

Seria tołpa:* estetic w codziennej pielęgnacji

O serii tołpa:* estetic mówiłam już wiele. Do tej pory jednak, nie przedstawiłam programu kompletnej pielęgnacji, który (jak się zapewne domyślacie) moim zdaniem jest naprawdę dobry.

Oprócz 4 intensywnych zabiegów, seria estetic, to kosmetyki do demakijażu i codziennej pielęgnacji. Postanowiłam więc je wszystkie przetestować i dać znać, jak sprawują się na co dzień. Zacznę od oczyszczania skóry – linia do demakijażu zawiera: Micelarną wodę hialuronową do mycia twarzy i oczuEkspresowy żel do mycia twarzy pobudzający skórę, Mikrodermabrazję do masażu twarzy przed snem. Choć mój ulubiony sposób oczyszczania wygląda nieco inaczej, postanowiłam przyjąć program tołpa:* estetic takim, jakim jest. Woda micelarna hialuronowa służyła mi więc codziennie wieczorem do wstępnego zmywania makijażu, zarówno twarzy, jak i oczu oraz ust. A rano do odświeżenia cery po wieczornej dawce kremów i całej nocy. Jest dosyć intensywna i bardzo skuteczna (nie ma problemów ze ściągnięciem mocniejszego makijażu oka, czy trwałych pomadek). Nie wysusza, nie ściąga i nie podrażnia. Polecana jest do każdego rodzaju cery, a ja jako właścicielka tej delikatnej i emocjonalnej, też w żaden sposób na tym kontakcie nie ucierpiałam. Powiedziałabym raczej, że wręcz przeciwnie – skóra czysta, świeża, nawilżona. Składniki aktywne to kwas hialuronowy, komórki macierzyste z motylego krzewu, kompleks Lactil.

tołpa:* estetic

Kolejnym krokiem był Ekspresowy żel do mycia twarzy pobudzający skórę, którego używałam w celu dopełnienia wody micelarnej. Jednak jak przemyję twarz na dwa różne sposoby, to jakaś spokojniejsza jestem. 😉 Generalnie żel sprawdził się – daje efekt świeżości i wygładzenia. Choć skóra jest po nim bardziej napięta, to nie jest to nieprzyjemne uczucie ściągnięcia, a raczej takiego „odmłodzenia”. Żel ma typową konsystencję, która w połączeniu z wodą niestety się pieni, więc podczas mycia twarzy, nosem można robić bąbelki. Tego ja akurat nie lubię, jednak zdaję sobie sprawę, że nie dla wszystkich piana stanowi problem, pewnie dla niektórych jest to nawet zaleta. 🙂 Poza tym pewnie dzięki temu sprawia wrażenie bardzo wydajnego produktu, gdyż naprawdę niewielka ilość żelu potrafi dokładnie oczyścić całą twarz.

Co trzy dni stosowałam również Mikrodermabrazję do masażu twarzy przed snem, która ma konsystencję lekkiej pasty, uzupełnionej malutkimi drobinkami ścierającymi. Usuwa martwy naskórek, oczyszcza pory i przygotowuje skórę do przyjęcia składników aktywnych zawartych w kosmetykach pielęgnacyjnych na noc. Odświeża i wygładza. Po wykonaniu masażu, powinno się ją zostawić na skórze na kilka minut, może więc też spokojnie pełnić funkcję maseczki oczyszczającej. Zawiera torf tołpa, kaolin, komórki macierzyste z motylego krzewu i drobinki peelingujące.

I na tym demakijaż z tołpa:* estetic się kończy. Teraz zaczyna się pielęgnacja, której bazą jest Płynne serum nawilżające pod krem tołpa:* estetic – mój numer 1! Jest to kosmetyk łączący w sobie kilka funkcji – przywraca odpowiednie pH skóry, działa jak serum odżywcze i jest bazą dla kremu. Lekkie i bardzo przyjemne. Trochę żelowa konsystencja szybko się wchłania, przywracając skórze równowagę. Nawilża, wygładza i umila. Jak wszystkie kosmetyki z tej serii, tak i ten pachnie nieco inaczej, ale bardzo fajnie. Serum posiada też wygodne opakowanie z dozownikiem, które usprawnia aplikację. Można stosować je zarówno na dzień, jak i na noc. Jego składnikami aktywnymi są torf tołpa, pochodna mocznika, komórki macierzyste z motylego krzewu.

tołpa:* estetic

Na serum rano nakładałam Krem wzmacniający naczynka tołpa:* estetic, a na noc Krem stymulujący nocną regenerację. Ten na dzień ma bardzo fajną, lekką, trochę chłodząca konsystencję. Szybko się wchłania i nie pozostawia na skórze żadnych warstw, nie tłuści jej też. Spokojnie można stosować go pod makijaż, bez obaw że to i owo z twarzy spłynie czy zniknie. Kosmetyk głęboko nawilża, łagodzi i wycisza. Skóra zyskuje równomierny, zdrowy koloryt, oraz pełną energii i blasku cerę. Przyjemnie wygładzoną do tego! 🙂 Krem na noc to oczywiście nieco cięższy kaliber. Konsystencja jest bardziej gęsta, bardziej konkretna i bardziej tłusta. Choć myślę, że jak na wersję nocną i tak jest delikatny i przyjemny. Działa intensywnie przez całą noc, sprawiając, że rano skóra jest wypoczęta i zadbana. W połączeniu z wersją dzienną daje skuteczną ochronę. Fantastycznie sprawdza się na przykład zimą, kiedy to żaden mróz mojej skórze nie był straszny. Oba kremy mają aluminiowe tubki (o pojemności 40 ml), które kojarzą mi się z farbami plakatowymi – uwielbiam takie klimaty! 🙂

Dopełnieniem, a może nawet jego głównym punktem są intensywne zabiegi, o których pisałam szerzej tutaj – tołpa:* estetic NACZYNKA . W zależności od potrzeb można stosować je 1-2 razy w tygodniu. Tak na marginesie – nie spotkałam się jeszcze z negatywną czy wątpiącą w ich skuteczność opinią, więc jeśli tylko gdzieś się na nie natkniecie – kupujcie!

I w zasadzie intensywne zabiegi tołpa:* estetic kończą tą oczyszczająco-pielęgnacyjną, pełną emocji historię. 🙂 Ja w tych kosmetykach zakochałam się totalnie i szczerze je polecam. Mam nadzieję, że opisany przeze mnie krok po kroku rytuał dbania o cerę, odpowie na nurtujące pytania i rozwieje wszelkie wątpliwości.

 

Zobacz również:

tołpa® estetic czyli zabiegi medycyny estetycznej we własnym domu

tołpa:* dermo face, sebio. Maska czarny detox czyli głębokie oczyszczenie

RECENZJA tołpa: green oils. Orzeźwiający żel peelingujący do mycia twarzy

 

Love by ShinyBox

LOVE po prostu. Właśnie tak nazywa się lutowa – walentynkowa edycja ShinyBox. Czy okazała się tą, w której można było się zakochać? Sprawdźmy!

W moim pudełku łącznie znalazło się 9 produktów, 2 próbki oraz kupony rabatowe (Dr. Barbara, Smart Girls Get More oraz Perfect Body Center), więc chyba zgarnęłam wszystko, co się dało. Całość prezentuje się całkiem przyzwoicie. Głównie pielęgnacja, z makijażowym akcentem.

Bardzo ucieszyłam się na widok marki tołpa. Do tej pory jakoś w pudełkach jej nie widziałam, a szczerze lubię te kosmetyki. Na dodatek maseczka idealna dla mnie, bo na naczynka. tołpa:* green, naczynka, Regenerująca maska na naczynka, to zestaw dwóch saszetek o pojemności 6 ml. Maseczka redukuje zaczerwienienia, łagodzi podrażnienia i odżywia. Wzmacnia naczynka i chroni je przed szkodliwymi czynnikami zewnętrznymi. Kosztuje ok. 6 zł. Mam też dla Was kod rabatowy na zakupy w sklepie internetowym marki, wystarczy wpisać: shinybox2018, a -20% zostanie uwzględnione przy podliczaniu koszyka.

Kolejna miła niespodzianka, to także maseczka. Tym razem w płachcie. Maseczka Kolagenowa Malinowa Purederm z pewnością będzie nawilżająco-odżywiającą petardą. Maskę należy aplikować na 15-20 minut, a pozostałości wklepać w skórę. Efekt jakiego możemy się spodziewać to miękka, świeża i odżywiona cera. O maskach Purederm ogólnie pisałam całkiem niedawno, o tutaj: Azjatycki HIT – maseczki w płachcie Purederm i Conny.
Maska kosztuje ok. 5 zł.

Love by ShinyBox

Z Floslek chyba lepiej trafić nie mogłam. Wymiennie w pudełku znajduje się 7 produktów, a mi przypadła Wzmacniająca maska do włosów słabych ELESTABion W, z tendencją do wypadania. Idealnie! Aktualnie tracę włosów więcej niż kiedykolwiek, więc bardzo się przyda. Maska zawiera kompleks zapobiegający wypadaniu włosów, kompleks 7 olejów, fucogel, płynny jedwab oraz olej morelowy. Składniki te dbają o zatowarowanie włosów i cebulek we wszystko co najlepsze – w kwasy, witaminy, proteiny. Wyniki badań wyglądają imponująco, więc mam nadzieję, że coś z tego będzie. Opakowanie to tubka o pojemności 200 ml, która kosztuje ok. 25 zł.

Love by ShinyBox

Kosmetyk, którego na karcie produktów nie widzę, a w sumie bardzo mnie zaciekawił, to Puder Brązujący Duo do twarzy i ciała Smart Girls Get More. Możliwe, że znalazł się on tylko w ambasadorskich pudełkach. Jest to połączenie odcienia matowego z perłowym. Ma fajne, duże opakowanie – takie lubię najbardziej, można jeździć po nim pędzlem bez opamiętania :D, i lekki, przyjemny zapach. Myślę, że świetnie będzie sprawdzał się zarówno do makijażu dziennego, jak i tego „nocnego”. Z kolei produktem, który na karcie jest, a jakoś szału u mnie nie zrobił, to Matowa pomadka w płynie – Clolour Rich Super Matt też Smart Girls Get More. Zachwycona nie jestem nie dlatego, że sama pomadka kiepska, tylko ostatnio były podobne produkty, w zbliżonej kolorystyce, więc jakoś mnie tym razem nie porwało. Ale przyznać muszę, że opakowanie bardzo ładne. 🙂 Pomadka kosztuje ok. 16 zł.

Ostatnim pełnowymiarowym kosmetykiem jest Ochronny krem do rąk 2 w 1 CleanHands. Jako, że u mnie każda torebka ma swój krem, trochę napoczętych już mam. A ten będzie musiał poczekać na swoją kolej. Z opisu wydaje się być fajny, tylko jakoś nie do końca do mnie opakowanie przemawia. No ale jak to mówi przysłowie – nie szata graficzna zdobi kosmetyk. 😉 Tubka 75 ml kosztuje ok. 7 zł.

Love by ShinyBox

Na „deser” suplement diety Olimp Fast dla kobiet dążących do redukcji wagi. No mi osobiście ogólnie suplementy średnio podchodzą, a na tracenie wagi nie jestem zorientowana ani trochę, także tego. Kosztuje ok. 60 zł, więc całkiem sporo. Pewnie komuś podaruję.

Woda micelarna Kueshi w pudełku znalazła się w wersji travel size – 100 ml i dostały ją tylko wierne Shinies. Tego nigdy za wiele, szczególnie w małych opakowaniach i do każdego rodzaju cery, więc fajnie.

Love by ShinyBox

Kolejne mini produkty dodała do pudełka marka I want – tonik i emulsja nawilżająca do twarzy, to fajny duet na podróż. Oraz Bergamo próbka kremu do twarzy i serum ze śluzem ślimaka.

I tym sposobem dotarłyśmy do końca. Wraz z pudełkiem Shinybox Love dotarło do mnie jubileuszowe pudełko Schwarzkopf, którego zawartość pokażę Wam już niedługo. 🙂 Po Love, jak i inne pudełka zapraszam Was na stronę Shinybox.pl, gdzie często są naprawdę dobre promocje. 🙂

Zobacz poprzednie edycje Shinybox:

Winter Wonderland by ShinyBox

Magic Happens by ShinyBox

Love Beauty Fashion by ShinyBox

 

Borówkowe nowości BIOLOVE Kontigo – lekkie masło do ciała i puder do kąpieli

Jeśli znacie markę Biolove i lubicie ich produkty, to z pewnością miałyście do czynienia z serią borówkową. Znajdują się w niej między innymi masełko do ust, mgiełka do ciała, olejek do masażu, mus czy scrub do ciała. Ostatnio do tej rodziny dołączyły dwie nowości – puder do kąpieli i lekkie masło do ciała. Zapach – obłędny, rzecz oczywista. Ale co z całą resztą?

Lekkie masło do ciała borówka Biolove Kontigo to rzeczywiście lżejsza forma niż na przykład musy do ciała tej marki. Myślę jednak, że jak na smarowidło do ciała, to jest dosyć konkretne. W konsystencji dosyć standardowe, takie kremowe. Ale jego działanie jest bardziej intensywne. Nawet niewielka ilość masła, jest w stanie odżywić i nawilżyć skórę. Ta staje się gładka, miękka i przyjemna w dotyku. Do tego ten zapach! Dobra kondycja skóry utrzymuje się przez cały dzień, a o problemach typu przesuszenia można zapomnieć. Jak to kosmetyki Biolove – nie zawiera silikonów, barwników i PEG. Słoiczek 150 ml kosztuje 27 zł, choć często można je kupić w promocyjnej cenie.

Puder do kąpieli borówka Biolove Kontigo, to kosmetyk który daje tyle przyjemności, że aż trudno uwierzyć, że można mieć go za tak niewiele. Jest to połączenie typowego umilacza, z produktem pielęgnacyjnym. Zawiera naturalne oleje oraz masło shea, więc jest to naprawdę dobra baza. Puder jest oczywiście sypki, choć lekko wilgotny. W połączeniu z wodą zmienia się w musująca mgiełkę. Swoim zapachem obdarza ciało, wannę oraz całą łazienkę. Wprowadza relaksacyjny nastrój i natychmiastowo poprawia samopoczucie. Opakowanie to torebka strunowa typu doypack (ustoi sama;)), w której mieści się 150g pudru. Jego wydajność, jest kwestią zupełnie indywidualną. Wiadomo – ile sobie sypniesz, to Twoja sprawa. 🙂 Standardowa cena to 17 zł, ale same wiecie jak Kontigo lubi nas rozpieszczać promocjami. 😉

Azjatycki HIT – maseczki w płachcie Purederm i Conny

Maseczki w płachcie w Polsce zyskały ogromną popularność, jak i w zasadzie wszystkie azjatyckie kosmetyki, po wydaniu książki Charlotte Cho – Sekrety urody Koreanek. Elementarz pielęgnacji.

Strasznie modne stały się wtedy kosmetyki ze śluzem ślimaka, kremy BB, CC, olejki do mycia twarzy czy właśnie maseczki w płachcie. Oczywiście najlepiej, gdy były azjatyckich marek, w słodkich, kolorowych opakowaniach. Rynek szybko odpowiedział na zapotrzebowanie i tak już od kilku lat, możemy cieszyć się kosmetyczną Azją w Polsce, a tym samym markami takimi jak Purederm czy Conny.

Maseczki w płachcie Conny i Purederm

Maseczki Purederm – lubię za wielkość płacht. Mam dosyć małą twarz, więc zazwyczaj tego typu maseczki rozkładają mi się tak, że dziury na oczy mam na wysokości nosa, a „otwór gębowy” na środku brody. 😉 Tutaj nie. Wszystko idealnie dopasowane. Podoba mi się też materiał, z którego wykonana jest płachta – wydaje się być z bardzo dobrej jakości. W połączeniu z płynem (który nie leje się strumieniami i nie cieknie po całym ciele), tworzą zgrany, dobrze przylegający do skóry twarzy duet. Owocuje on wygładzoną i napiętą skórą. twarz wygląda świeżo i zdrowo, a co najważniejsze ma się poczujecie, że jest ona znacznie młodsza. W przypadku kolagenowych maseczek Purederm pozostałości należy dokładnie zmyć.

Maseczki Conny – płachty są dobrze nasączone i nieco większe niż te z Purederm, ale w moim przypadku te również dają radę. Raz założona na twarz płachta nie osuwa się i pozostaje na miejscu przez cały czas trwania zabiegu. Choć płynu jest troszkę więcej, to nie spływa i nie wydostaje się sam poza ramy płachty. Daje jednocześnie uczucie lekkiego chłodzenia, jak i delikatnego podszczypywania. Co ciekawe, twarz nie jest po niej ani trochę podrażniona czy zaczerwieniona. W przypadku maseczki z peptydami z jadu węża, po zakończonym leżakowaniu, pozostałości wcieramy w skórę twarzy, szyi i dekoltu. Na początku skóra wydaje się być troszkę lepka, jednak gdy serum wniknie całkowicie, jest świeża i elastyczna.

Maseczki w płachcie Conny i Purederm

Zarówno maseczki w płachcie Purederm, jak i Conny mają bardzo przyzwoite ceny. Jedna kosztuje ok. 8 zł. Choć cena oczywiście zależy od składników aktywnych danej maski.

Kilka zdań o Upiększającym kremie pod oczy Evree Magic Rose

Choć na BAFie nie znajdziecie wielu recenzji kremów pod oczy, to możecie mi wierzyć – przetestowałam ich sporo. Żaden z nich jednak nie sprawdzał się u mnie zbyt dobrze. Za każdym razem to samo – podrażnienie, zaczerwienienie, łzawienie. Ale w końcu udało mi się trafić na krem pod oczy, który żyje z moją skórą wokół nich w zgodzie i harmonii.

Upiększający krem pod oczy Evree dostałam wraz z majowym ShinyBox. Czekał on kilka miesięcy na swoją kolej. Ale ostatecznie szansę dostał i jej nie zmarnował!

Jego składnikami aktywnymi jest ekstrakt z róży damasceńskiej, eyeliss i drobinki rozświetlające. Jak się zapewne domyślacie, krem ten nie tylko nawilża i wygładza skórę wokół oczu, ale również niweluje oznaki zmęczenia i rozjaśnia.

Ja stosuję go codziennie. Głównie wieczorem, a rano, jeśli dziecko da. 😉 Jak już wspomniałam, jako jeden z nielicznych nie podrażnia moich oczu, niezależnie od pory jego aplikacji. Jeśli chodzi o inne kosmetyki pielęgnacyjne, to żadnemu nie wadzi. Pod makijażem też jest mu dobrze. Fajnie nawilża i wypełnia. Zmniejsza opuchliznę i niweluje odcienie szarości. Nieprzespane noce, to u mnie aktualnie codzienność, ale worki pod oczami już nie.

Posiada delikatny, prawie że niewyczuwalny zapach. A tubka o pojemności 30 ml kosztuje ok. 30 zł.

Magic Rose Evree Upiększający Krem pod oczy

Mój HIT – GLOV Rękawica do zmywania masek

Glov rękawica do zmywania masek

To, że produkty Glov uwielbiam, zapewne już wiecie. 😉 Wszystkie formaty rękawic do zmywania makijażu po prostu kocham. A i nowości testuję. Gdy w lato pojawiły się nowe produkty – rękawica peelingująca Glov Body Smoothing i rękawica do zmywania masek kosmetycznych Glov Mask Remover, postanowiłam je wypróbować.

W pierwszej kolejności, jako że byłam w ciąży, sięgnęłam po rękawicę peelingującą Body Smoothing. W drugiej kolejności zakupiłam rękawicę do usuwania maseczek i stwierdziłam, że recenzję tego produktu po prostu muszę Wam przedstawić.

Ściereczka do usuwania maseczek jest wykonana z nieco innego materiału. Jest to włókno poliestrowe. Rękawica nie jest więc tak puszysta, jak łapki do demakijażu. Raczej lejąca się i z inną fakturą. Pewnie właśnie dlatego jest tak dobra.

glov-rekawica-do-zmywania-masek
Glov rękawica do zmywania masek

Usuwanie maseczki przy jej pomocy jest niezwykle łatwe, szybkie i przyjemne. Rękawica ładnie zbiera wszystkie maski, nawet te zastygające i zasychające. Zarówno tłuste kremy, jak i suche błotka jej nie straszne. Ze wszystkimi radzi sobie w ekspresowym tempie, całkowicie usuwając je z twarzy.  Nie podrażnia przy tym cery, a wydaje mi się nawet, że dodatkowo ją masuje i tym samym pielęgnuje. Działa oczywiście w połączeniu z wodą, więc ryzyko powstania alergii jest praktycznie zerowe.

Ma fajny, ułatwiający działanie kształt – kwadratowy i spory otwór na dłoń. Nic więc nie jest z nią niemożliwe.

Jak wszystkie produkty Glov, tak i ten jest oczywiście wielokrotnego użytku. Kosmetyki spierają się z niej bez żadnego problemu, nie wpływając na formę. Szybko schnie. Nie sztywnieje.

Lekki i wzmacniający szampon Vianek – seria fioletowa

Ostatnio moje włosy przechodzą ciężki okres. Wypadają mi po prostu garściami. Nigdy nie było tak źle. Zapewne ma to duży związek i z okresem zimowym, i z karmieniem piersią. Żyć trzeba i ratować rozczochraną również, dlatego sięgam po wszystko co wzmacniające, reaktywujące i reanimujące. Tym sposobem trafiłam na fantastyczny szampon Vianek.

Wzmacniający szampon do włosów osłabionych i zniszczonych Vianek przede wszystkim zrobił na mnie wrażenie swoją lekką konsystencją. Uwielbiam takie lejące się szampony. Dają mi one poczucie takiej naturalności. Nie martwię się czy moje skore do przetłuszczania włosy źle na niego zareagują. I wydaje mi się to w ogóle niemożliwe.

W składzie Wzmacniającego szamponu Vianek znajdziemy m.in. olej ze słodkich migdałów, panthenol, ekstrakt z aloesu, ekstrakt z nasion kozieradki oraz kompleks proteinowy (pszenica + owies). Taki mix działa wzmacnoająco i regenerująco. Zarówno na włosy, jak i cebulki. Dodatkowo pobudza szybszy wzrost i chroni przed szkodliwymi czynnikami zewnętrznymi. Dzięki magicznej sztuczce z panthenolem włosy zyskują na objętości, a olej dodaje blasku i fryzura niczym z reklamy gotowa! 😉

A teraz poważnie. Szampon bardzo przyzwoity. Porządnie oczyszcza włosy i skórę głowy. Mimo tego, że ma stosunkowo rzadką konsystencję, jest wydajny i ładnie się pieni. Nie plącze włosów i nie utrudnia ich rozczesywania. Po wysuszeniu z kolei nie powoduje ich puszenia się, ale też nie obciąża. Włosy są lekkie i sypkie. Nie elektryzują się.

Jak wszystkie kosmetyki Vianek, tak i ten cudnie pachnie, więc i przyjemność z jego używania większa.

Pełnowymiarowe opakowanie szamponu to butelka o pojemności 300 ml, która kosztuje ok. 22 zł.

Sztuczne rzęsy z fibry Mystik Warsaw

Sztuczne rzęsy z fibry to rzecz, która zupełnie mnie zaskoczyła. A że uważam je za fajne rozwiązanie, dzisiaj ich prezentacja.

Rzęsy z fibry pojawiły się ostatnio w ofercie Mystik Warsaw czyli jednej z marek sieci drogerii Kontigo. Jest to ciekawe i innowacyjne rozwiązanie gwarantujące maksymalną objętość.

Jak wyglądają i czym właściwie te Sztuczne rzęsy z fibry są? Są to delikatne, zupełnie suche, piórka fibry zamknięte w buteleczce przypominającej tusz do rzęs. Nakłada się je za pomocą podłużnego, prostego aplikatora. 🙂

Sztuczne rzęsy Mystik Warsaw działają w połączeniu z maskarą. A ich aplikacja odbywa się w następujący sposób:
1. Tuszujesz rzęsy odpowiednią dla siebie ilością warstw.
2. Nie czekasz aż tusz zastygnie, od razu sięgasz po Sztuczne rzęsy z fibry.
3. Nakładasz sztuczne rzęsy z fibry Mystik Warsaw.
4. Gdy osiągniesz odpowiedni efekt pogrubienia i objętości, utrwalasz go maskarą.

Rzęsy te są więc bardzo proste w obsłudze. Ważne jednak, aby dobrać do nich odpowiedni tusz. O ile na co dzień wolę już taki lekko podeschnięty, to w tym przypadku, potrzebny jest mokry. Włoski z fibry muszą mieć się do czego przyczepić. Są bardzo lekkie, więc łatwo osiadają na rzęsach. Jeśli jednak efekt ma być zadowalający i trwały, to rzęsy muszą być wilgotne. Do aplikacji można użyć dowolnego tuszu, choć oczywiście marka poleca do tego swoje maskary. Aby rzęsy się nie osypywały trzeba je dobrze na koniec zabezpieczyć.

Z pomocą Sztucznych rzęs z fibry Mystik Warsaw można osiągnąć naprawdę imponujące efekty. Optycznie rzęs jest więcej, są grubsze i dłuższe. I o ile u wielu z Was efekt będzie bardziej spektakularny (mam bardzo krótkie rzęsy :), to ja jestem szczerze zadowolona.

Rzęsy zmywa się razem z makijażem. Nie wymagają jakiejś specjalnej metody czy kosmetyku. Usuwa się je bez żadnych problemów czy podrażnień.

Myślę, że to świetne rozwiązanie dla osób, których rzęsy nie są jakoś wyjątkowo bogate, a metody takie jak przedłużanie nie leżą w sferze zainteresowań.

Vianek seria przeciwstarzeniowa – Eliksir do twarzy z witaminą C vs. Serum do twarzy z koenzymem Q10

Przeglądając ofertę marki Vianek natknąć się można na dwie małe buteleczki. Jedna to Przeciwstarzeniowe serum do twarzy z koenzymem Q10, druga – Przeciwstarzeniowy eliksir do twarzy z witaminą C. Czym się od siebie różnią i jakie mają właściwości?

Przyznam szczerze, że mając przed sobą te dwa kosmetyki, pomyślałam, że pewnie większej różnicy między nimi nie zauważę. A później się zdziwiłam, bo są to tak zupełnie inne produkty, tak dobre i tak warte uwagi.

Zacznę od cech wspólnych. Czyli buteleczek o pojemności 30 ml, wyposażonych w pipety, które usprawniają aplikację, a przy tym są bardzo poręczne. Pojemność 30 ml jak na tego typu produkty, to raczej spore i wydane opakowania. Każde z nich kosztuje ok. 35 zł.  Jak wszystkie kosmetyki marki Vianek, tak i te nie były testowane na zwierzętach. A ich receptury oparte zostały na składnikach pochodzenia naturalnego, często z ekologicznych upraw. Nie zawierają ani sztucznych zapachów, ani barwników. Oba zostały stworzone z myślą o zapobieganiu starzeniu się skóry, jej ujędrnieniu i uelastycznianiu. Mają pomagać w spłycaniu zmarszczek oraz nadawać skórze zdrowego, pełnego blasku wyglądu. Oba pachną po prostu obłędnie, choć zupełnie różnie. Przeznaczone dla każdego rodzaju skóry, również tej delikatnej, naczynkowej, wrażliwej.

Przeciwstarzeniowy eliksir do twarzy z witaminą C to niesamowita mieszanka, która urzeka swoim zapachem, konsystencją i działaniem. Zawiera witaminę C (w stężeniu 5%), ekstrakt z miłorząbu japońskiego, ekstrakt z lukrecji, ekstrakt z koniczyny, kwas hialuronowy i proteiny pszenicy. Wszystkie one dbają o odpowiednie nawodnienie skóry i utrzymanie wilgoci. Mają silne właściwości antyoksydacyjne i stymulują produkcję elastyny oraz kolagenu. Choć polecane jest na wieczór, ja uważam, że świetnie daje sobie radę również rano. Ma lekką, szybko wchłaniającą się konsystencję. Jest ona śliska, lekko żelowa, a to zapewne jest zasługą kwasu hialuronowego. Całkowicie wnika w skórę, nie pozostawiając żadnej warstwy czy filmu, więc i pod makijaż się nadaje. Ja używam go właśnie na dzień i jestem szczerze zadowolona. Eliksir bardzo fajnie nawilża, wypełnia i wygładza. Skóra staje się jednolitą, przyjemną w dotyku i obłędnie pachnącą taflą. Kompozycja zapachowa to chyba połączenie owoców z kwiatami. Jest słodko, ale bez przesady. Zapach taki, że z chęcią nosiłabym na sobie takie perfumy na co dzień.

Vianek seria przeciwstarzeniowa – eliksir vs. serum

Przeciwstarzeniowe serum do twarzy z koenzymem Q10, to moja propozycja na noc. Serum jest olejowe, więc jego konsystencja, choć jak na tego typu produkt dość lekka, to w porównaniu do eliksiru o wiele cięższa. Jego składnikami aktywnym są: olej z malin, olej z pestek winogron, olej z truskawek, olej arganowy, skwalan z oliwek oraz koenzym Q10. Kombinacja ta chroni skórę przed fotostarzeniem i minimalizuje zmarszczki mimiczne. Dba o nawilżenie, jędrność oraz wygładzenie. Wyrównuje koloryt oraz nadaje zdrowego wyglądu. Serum jak na olejowe szybko wchłania się w skórę, pozostawiając na niej delikatną warstwę. Nie przeszkadza to jednak w naniesieniu na nią kremu. Kosmetyk bardzo fajnie wygładza i nadaje miękkości. Skóra jest odżywiona i nawilżona. A pachnie suszonymi owocami i jest to bardzo przyjemna woń. 🙂

Podsumowując, to co różni Przeciwstarzeniowy eliksir do twarzy z witaminą C od Przeciwstarzeniowego serum do twarzy z koenzymem Q10 Vianek to:
– konsystencja – serum olejowe, eliksir hialuronowy,
– czas wchłaniania – znacznie szybciej wnika w głąb skóry eliksir,
– lekkość – cięższą opcją jest serum,
– zapach – choć zupełnie różne, oba bardzo fajne,
– działanie – eliksir daje natychmiastowe efekty, widoczne gołym okiem, serum jest kosmetykiem bardziej długofalowym.

Kosmetyczne odkrycia 2017

2017 rok był dla mnie wyjątkowy. Wydarzyło się tak wiele wspaniałych rzeczy, że z pewnością będę go często wspominała z uśmiechem na ustach i ciepłem w sercu. Oprócz tak wielu sentymentalnych chwil, miałam również przyjemność i możliwość kontynuowania swojej kosmetyczno – urodowej przygody. Ta obfitowała w moc nowości, niezliczoną ilość pozytywnych zaskoczeń i wielkie miłości. Dlatego też postanowiłam to jakoś wszystko zebrać do kupy i pokazać Wam moje kosmetyczne odkrycia 2017 roku. Wśród nich są zarówno produkty do pielęgnacji, jak i makijażu; konkretne kosmetyki lub całe serie; nowości i produkty, wielu osobom już znane. Jednym zdaniem – wszystko to, co moim zdaniem warte uwagi i godne zaufania. 

Ponieważ kilka miesięcy miałam przyjemność uczestniczyć w programie ambasadorskim Lumene, zdążyłam zapoznać się z wieloma wspaniałymi produktami tej marki. Do moich ulubionych należy seria Invisible Illumination, która właśnie w 2017 roku miała swoją premierę. Kosmetyki te są pierwszą linią makijażu hybrydowego – łączącego w sobie pielęgnację z makeupem. W rzeczywistości uzyskuje się przy ich pomocy delikatny, naturalny i świetlisty efekt. Kosmetyki te nie są może najtańsze, ale ich wydajność jest naprawdę imponująca. Więcej o linii Invisible Illumination.

lumene-invisible-illumination-beautyserum-instantilluminizer
Lumene Invisible Illuminatior – Beauty Serum i Instant Illuminizer

2017 rok był również rokiem narodzin kilku fajnych marek. Jedną z nich jest Buna. Receptury kosmetyków oparte są na „zielniku babuni” i naturalnych składnikach aktywnych. Buna ma w ofercie świetne maseczki, kremy, płyny micelarne czy szampony, których ceny są tak przyjazne, że aż głupio nie skorzystać. 🙂 Moja delikatna i naczynkowa skóra nie ucierpiała przy nich ani razu, a trochę przetestowała.

Buna Odżywcza maseczka relaksująca z melisą

Żelowa maseczka łagodząca z aloesem

Kosmetyki Buna

Kolejną nowością jest marka Solvea, której serum pokochałam od pierwszego użycia. Kwas hialuronowy robi robotę, zapewne nie tylko u mnie. Oprócz nawilżenia, wypełnienia i wygładzenia, serum zostawia za skórze również piękny zapach. Pisałam o nim osobny tekst, także zapraszam również tutaj – Recenzja Silnie nawilżającego Serum Hydro Hyaluron Solvea.

Solvea Serum hialuronowe

Przy okazji kwasu hialuronowego nie mogę nie wspomnieć o Mincer Pharma i Ampułce Hydroliftingującej NeoHyaluron, którą rozpracowałam bardzo szybko głównie ze względu na swój brak pohamowania. 😉 Bardzo fajna konsystencja, super działanie, innowacyjna receptura. Osobny tekst poświęcony temu produktowi znajdziecie tutaj – NeoHyaluron Ampułka Hydroliftingująca Mincer Pharma.

Mincer Pharma Ampułka hialuronowa

Ale to nie koniec hitów od Mincer Pharma! Linia Oxygen Detox poświęcona została walce z cerą zmęczoną i poszarzałą. Miejskie zanieczyszczone powietrze i coraz większy smog właściwie były inspiracją do stworzenia tych kosmetyków. Moimi ulubieńcami jest Żel do mycia twarzy oraz Serum-remedium do twarzy. O pierwszym pisałam tutaj – Żel do mycia twarzy Carbo-Gel oczyszczający, o drugim powiem tak – świetne, dbające o kondycję skóry serum. Szybko się wchłania, pozostawiając skórę nawilżoną, gładką i gotową do przyjęcia kolejnych produktów. Nie zostawia żadnej warstwy, nie tłuści. Spokojnie można go stosować na noc, jak i na dzień pod makijaż. Nie posiada zapachu, ale wygodną butelkę z pompką ułatwiającą aplikację już tak.

mincer-pharma-seria-oxygen-detox
Seria Oxygen Detox Mincer Pharma

W temacie pielęgnacji, a w zasadzie nawet oczyszczania i demakijażu, wygrały u mnie rękawice Glov. Wiem, że wiele z Was produkty te zna od dawna. Ja poznałam je w zeszłym roku (zaczęło się od mini rękawicy na palec, którą znalazłam w pudełku ShinyBox) i po prostu się w nich zakochałam! Używam jej codziennie głównie do okolic oczu i ust. Myślę, że jest to bardzo fajna alternatywa dla osób ze skórą wrażliwą i delikatną, ale nie tylko. Polecam serdecznie po prostu każdemu. 🙂

Glov rękawica

Tołpa:* estetic, to seria, która pod koniec roku po prostu pozamiatała. 🙂 Wszystkie kosmetyki takie skuteczne, takie przyjemne, takie dobre! Polecam Intensywne zabiegi na poszczególne problemy, jak i całą serię do codziennej pielęgnacji i demakijażu. Serum, serum płynne pod krem, też zasługuje na chwilę uwagi i uznanie – koniecznie je sprawdźcie!

seria tołpa:* estetic

tołpa:* estetic. NACZYNKA 

tołpa:* estetic

W 2017 roku oprócz kosmetyków do pielęgnacji twarzy, testowałam sporo pomadek. Jedną, z tych które lubię najbardziej jest K*lips Lovely. Bardzo kremowe, nie wysuszają, szybko wysychają, mają świetną pigmentację i nasycone kolory. Moim ulubionym jest Pink Poison – piękny, naturalny róż. Dodatkowym i ogromnym atutem tej pomadki (w zestawie z konturówką) jest jej cena. Taka jakość (!), za tak niewiele nie zdarza się zbyt często.
Więcej o matowych pomadkach K*lips Lovely.

K*lips Lovely

Kolejną ulubioną pomadką 2017 roku jest już nieco wyższa półka i Kat Von D. Oprócz bardzo wysokiej jakości – kolor, krycie, trwałość i komfort noszenia, ogromne wrażenie zrobił na mnie kolor czerwony, którego szczęśliwą posiadaczką jestem. Mega. Więcej o płynnej matowej pomadce Kat Von D.

Kat Von D Everlasting Liquid Lipstick Santa Sangre

Na paznokciach najlepszą robotę moim zdaniem robił holograficzny lakier Golden Rose. Wszystkie kolory są świetne, a efekt na paznokciach niesamowity. Do tego lakier bardzo trwały.

Golden Rose holograficzny lakier do paznokci

Inspired By Naturalnie Piękna edycja 10

„Wow, wow, wow! Takiej ilości kosmetyków na raz to ja się nie spodziewałam.” Właśnie w taki sposób przywitałam 10 edycję pudełka Inspired By Naturalnie Piękna. Tak pełne i tak ciężkie już dawno nie było! A znaczna większość zawartości trafia po prostu w punkt.

To co cieszy mnie najbardziej to nowości. 🙂 Tym razem trochę ich jest, więc zacieram rączki i testuję! Są też produkty, które dobrze znam i z przyjemnością zmagazynuję.

Tria to jedna z marek Laboratoriów Kosmetyków Naturalnych Farmona, z tym, że ja nigdy jeszcze o niej nie słyszałam. Ale za to sprawdzę ją na własnej skórze. W pudełku znajduje się krem regenerująco-nawilżający z ekstraktem z imbiru na noc. Zawiera także kwas hialuronowy, kolagen, ekstrakt z trufli, olej migdałowy, witaminę E i pantenol. Mieszanka ta wygląda więc bardzo zachęcająco. Opakowanie to szklany, elegancki słoiczek, o pojemności 50 ml.

Kolejna nowość to Dezodorant naturalny ałunowy z werbeną Beaute Marrakech. O ile dezodoranty ałunowe i ich różne formy są mi bardzo dobrze znane, o tyle markę tą spotykam pierwszy raz. Mimo, że roll-on nie jest moim ulubionym typem antyperspirantów, to dezodorant robi bardzo fajne pierwsze wrażenie. Naturalny skład i fajny, cytrusowy zapach, to rzucające się na pierwszy rzut oka największe atuty tego produktu. Zobaczymy jak sobie będzie dawał radę w praktyce. 50 ml kosztuje 29 zł w marokosklep.pl.

Herbolive i mini krem do ciała oliwkowy z olejem arganowym to również coś, czego moja kosmetyczka jeszcze nie widziała. Jest to spora mieszanka naturalnych składników aktywnych, takich jak organiczna oliwa z oliwek, organiczny aloes, masło shea, olej migdałowy i olej słonecznikowy. Co dla mnie jest ciekawostką, receptura zawiera również jogurt. Standardowe opakowanie to tuba o pojemności 150 ml, w pudełku jest wersja mini – 50 ml. Do wypróbowania w sam raz.

Tak jak w poprzedniej edycji Naturalnie Piękna, tak i w tej znalazło się mydło w kostce. Tym razem oliwkowe marki Vespera. Mydło Vespera jest w 100% naturalne, nie zawiera żadnych substancji sztucznych, podrażniających. Jest perfumowane, ale marka podkreśla, że olejkami niezawierającymi alergenów. Dla wszystkich rodzajów skóry i cery – można je stosować do mycia całego ciała. Zostało przebadane dermatologicznie i nie było testowane na zwierzętach. 100g mydła, oszlifowanego i z wygrawerowanym „v”, zapakowane jest w ciekawie prezentujący się kartonik. Jak dla mnie bomba – lecę testować! 🙂 P.S. Cena to 7 zł.

W boxie tym znalazło się kilka produktów, które bardzo dobrze znam z innych pudełek. Są nimi:
AA Kremowa emulsja do mycia Tucuma – bardzo w porządku. Zużyłam już chyba z 2-3 butelki. Nie podrażnia, nie wysusza. Pachnie egzotycznie. 11 zł
Cztery Pory Roku Balsam do ciała – był w jednym z pudełek ShinyBox. Bardzo wydajny i z konkretną, gęstą konsystencją. Ma ładny zapach, który utrzymuje się dosyć długo na skórze. 8 zł
Efektima – peeling i maska do dłoni. Ostatnio przeznaczyłam na rozdanie. Z tą sztuką jeszcze zobaczę co zrobię. 2,50 zł
BB krem korygujący niedoskonałości cery Delia. Znamy się od dawna – przyzwoity jest. Co ważniejsze, to właśnie „tego” mi było trzeba! Moje zapasy BB i CC skończyły się dokładnie dwa dni temu. 😉 10 zł

Jeszcze jednym produktem, który bardzo mnie ucieszył jest Serum przeciw wypadaniu włosów dla kobiet WAX Pilomax. Włosy aktualnie wypadają mi garściami, więc bardzo mi się przyda. Serum wzmacnia cebulki, regeneruje włosy i stymuluje odnowę komórek naskórka. Choć na karcie produktów znalazłam informację o serum dla kobiet, to w rzeczywistości otrzymałam również serum dla mężczyzn. Możliwe, że znalazło się ono w każdym pudełku jako extra bonus, a może być też, że jako ambasadorka otrzymałam je dodatkowo do testów. Niemniej jednak serum znam z męskiego boxa od Shiny. Konsystencje lekko żelowe, dobrze się wchłaniające. Ładne zapachy. Jedno kosztuje ok. 30 zł.

Kosmetyki SheFoot są mi już dobrze znane. Często pojawiają się w pudełkach, więc z nie jednym już miałam przyjemność. Tym razem jest to Silnie Odświeżający Krem Pielęgnacyjny. Przyznam, że kosmetyki do stóp schodzą mi najwolniej, bo niestety o tej części ciała często zapominam. Ale pewnie kiedyś nadejdzie i jego kolej. Odświeża, niweluje nieprzyjemny zapach, stabilizuje pH skóry. Cena: ok. 19 zł.

I na koniec Kredka do oczu 24 Ore Lasting Eye Pencil Deborah Milano, która kosztuje ok. 27 zł. Ogólnie kredek używam najmniej, więc nie jestem zwolenniczką pudełkowego ich otrzymywania. Trochę mi się już ich nazbierało, także bardzo możliwe, że przekażę ją dalej, bo po co ma się u mnie marnować. 🙂

Ponieważ znalazłam w środku i nowości i takie kosmetyki, których po prostu bardzo potrzebowałam, śmiem twierdzić, że mimo dwóch nie do końca odpowiadających mi produktów, całe pudełko jest pode mnie skrojone. I szczerze jestem z jego zawartości bardzo, bardzo zadowolona. 🙂

Pudełka Naturalnie Piękna można zamawiać na stronie Inspired By.

tołpa:* dermo face, sebio. Maska czarny detox czyli głębokie oczyszczenie

Recenzja ta dedykowana jest osobom poszukującym dobrej maseczki oczyszczającej, które dodatkowo lubią naturalne składy oraz składniki aktywne takie jak borowina czy węgiel aktywny. Bowiem kosmetyk, który chcę Wam przedstawić to nowość marki tołpa z linii dermo face, sebio – oczyszczająca maseczka do twarzy.

Maska czarny detox tołpa:* dermo face, sebio, stworzona jest w zasadzie dla wszystkich rodzajów skóry, również tej wrażliwej. Oparta na składnikach aktywnych takich jak borowina, aktywny węgiel, biała glinka, gliceryna, kompleks siarczanu cynku i oligosacharydów, oczyszcza skórę, detoksykuje, zwęża pory i pomaga usunąć niedoskonałości. Dzięki jej regularnemu stosowaniu można zredukować zaczerwienienia, wyrównać koloryt, a także regulować pracę gruczołów łojowych. Nie zawiera alergenów, parabenów, silikonów, sztucznych barwników czy oleju parafinowego. Jest natomiast hypoalergiczna, posiada fizjologiczne pH i roślinne składniki aktywne.

Opakowanie to 40 ml aluminiowa tubka, która wraz z bedącą na czasie grafiką, tworzy świetny, rzucający się w oczy design.

Maska ma gęstą, łatwo rozprowadzającą się konsystencję. Początkowo w kolorze stalowej szarości, później – jasnej. W przypadku cery wrażliwej, przy nakładaniu tej czarnej maski może wystąpić lekkie pieczenie czy podrażnienie, jednak po kilku sekundach dyskomfort znika. Oczyszczająca maseczka tołpa:* dermo face, sebio wysycha  na twarzy i tworzy „skorupę” – ma na to 10 minut, bo właśnie tyle powinien trwać cały zabieg. W tym czasie dokładnie oczyszcza i relaksuje skórę. Zastyganie maseczki powoduje chwilowe ściągnięcie i napięcie oraz uczucie chłodzenia i świeżości. Cały zabieg osobiście uważam za bardzo odprężający i przyjemny. A jego efekty mnie zachwycają.

Cera jest oczyszczona i wygładzona. Pory zwężone. Skóra odprężona, ale i pobudzona – po prostu zdrowa. Ładnie pachnąca i matowa. Produkt ten tworzy idealną bazę pod kolejne kosmetyki, takie jak serum i krem, których działanie jest znacznie wzmożone i widoczne gołym okiem. Jednak sama maseczka nie tworzy potrzeby ich natychmiastowego używania, bo nie wysusza skóry, wręcz przeciwnie – pozostawia ją nawilżoną i elastyczną.

Zdecydowanie jest to kosmetyk robiący wiele, i to wiele dobrego. Czarną maskę oczyszczającą tołpa możemy mieć za ok. 33 zł. Dostępna jest w sklepie internetowym marki, a stacjonarnie na przykład w Rossmannie.

 

Zobacz również:

Czym jest borowina i jakie ma właściwości?

Żel do mycia twarzy – 3 hity!

tołpa: green oils. Wzmacniający krem na naczynka