Niesamowite efekty z japońską wcierką KAMIWAZA

Po kilku miesiącach intensywnej regeneracji, wzmacniania i hodowania z dość kiepskimi skutkami, trafiłam na produkt, który w ciągu 2 miesięcy spowodował, że na mojej głowie jest dwa razy więcej włosów. Na razie połowa z nich jest bardzo krótka (tzw. baby hair) i szczególnie gdy zepnę włosy wyglądam przez to trochę obciachowo. Ale co tam! Najważniejsze, że wyrastają i to tak licznie. 🙂

Wybawicielem i jednocześnie sprawcą zamieszania jest Naturalny stymulator wzrostu włosów – KAMIWAZA.
Jest to odżywka, a w zasadzie wcierka powstała na bazie roślinek. Jest to mieszanka buku, brzozy, łopianu i pokrzywy. Jej wysoka skuteczność możliwa jest dzięki odpowiedniemu procesowi ekstrakcji.

Ten japoński kosmetyk stymuluje do działania mieszki włosowe, powodując wzmocnienie włosów, ograniczając ich wypadanie, a także pobudzając do wyrastania nowych. Dodatkowo pielęgnuje skórę głowy i zwalcza łupież.

Jest zupełnie rzadka, wodnista, o zielonym zabarwieniu. Posiada naturalny i chyba neutralny, taki bardziej ziołowy zapach.

Powinno się ją stosować po każdym umyciu głowy, dlatego ja używałam jej codziennie. W niewielkich ilościach wcierałam odżywkę w skórę głowy przez jakieś 4 miesiące, chociaż już po 2 miałam na głowie sporo nowych włosów. Mam też wrażenie, że od kiedy jej używam to włosy mniej wypadają i są mocniejsze.

Chyba pierwszy raz spotkałam się z taką skutecznością! Tak widoczne gołym okiem efekty to dla mnie mimo wszystko rzadkość. Myślę, że w tym wszystkim super ważna jest również systematyczność, niemniej zasług Kamiwazie odbierać nie będę. 🙂

Ja swoje opakowanie 95 ml (45 zł) znalazłam w pudełku Naturalnie Piękna Inspired By – ShinyBox. I powiem Wam, że właśnie dla takich perełek warto sobie zainwestować w subskrypcję. Jestem przekonana, że gdyby nie box, to na Kamiwazę bym po prostu nie trafiła.

Jak sprawdza się Wielofunkcyjny olejek Stay Calm Annabelle Minerals do demakijażu?

Z zamiarem napisania Wam kilku zdań o Wielofunkcyjnym olejku Stay Calm Annabelle Minerals noszę się już od jakiegoś czasu. Strasznie mi go ostatnio brakuje, więc jest mnie miej dosłownie wszędzie. Będzie więc szybo, rzetelnie i konkretnie (w sumie to zawsze się tak staram :P).

Jak sugeruje tytuł wpisu, chciałam opowiedzieć Wam o tym jak olejek sprawdza się w demakijażu. Bo przypuszczam, że wiele z Was właśnie w takim celu chciałaby go zakupić. Jako serum go nie używałam w ogóle, głównie ze względu stale trwającego lata i wysokich temperatur. W tym okresie moja skóra nawet wieczorem średnio chłonie oleje, więc nie chciałam jej męczyć i wprowadzać sobie oraz Was w błąd kilkoma zdaniami za dużo.

Stay Calm to jeden z trzech wielofunkcyjnych olejków Annabelle Minerals. Choć ja osobiście używam go tylko do demakijażu, marka wskazuje na co najmniej 8 jego zastosowań. Jako serum, jako dodatek do kremów czy balsamów, jako odżywkę do paznokci czy włosów, a w zasadzie końcówek czy nawet jako olejek do masażu.

Wielofunkcyjny Olejek STAY CALM Annabelle Minerals to mieszanka oleju kokosowego, rycynowego, konopnego; oleju z pestek winogron, oleju awokado, olejku z kwiatów pelargonii pachnącej oraz zapachu cytrusowego.

Opakowanie zostało utrzymane w minimalistycznym, prostym designie. Szklaną butelkę o pojemności 50 ml uzupełnia podajnik z pompką. I choć prezentuje się bardzo ładnie, to idealna nie jest – dosyć mała i pod mokrymi palcami się ślizga, więc czasami ciężko trafić i nacisnąć w odpowiednim momencie.

Konsystencję tego olejku określiłabym jako umiarkowaną. Nie jest jakiś bardzo ciężki i wyjątkowo tłusty, ale lekki i suchy też nie jest. Takie pomiędzy, więc do demakijażu jak znalazł. Pachnie fajnie, energetycznie, cytrusowo.

W demakijażu używałam go na 3 sposoby:
– jako płyn dwufazowy (w połączeniu z wodą) do zmywania oczu,
– jako pierwszy etap dwustopniowego oczyszczania (najpierw olejem, później żelem),
– do mycia twarzy w pojedynkę.

Jako płyn dwufazowy sprawdza się bardzo dobrze. Po chwilowym namoczeniu powiek i rzęs mieszanką, wszystko ładnie schodzi. Olejek nie podrażnia oczu, a delikatną okolicę wokół nich pewnie nawet solidnie pielęgnuje. 😉

Pierwszy etap dwustopniowego oczyszczania to najczęściej praktykowana przeze mnie metoda. Z żelem, który stosuję po oleju współpracuje bardzo dobrze. Nie ma żadnych problemów ze ściągnięciem olejku czy z domyciem twarzy. Nie pozostawia wtedy tłustej warstwy, a skóra mimo to jakby trochę bardziej nawilżona i wypielęgnowana.

Ostatni sposób zmywania makijażu to olejek w pojedynkę. Robię to bardzo rzadko, ale kilka razy zdarzyło się. Zazwyczaj wtedy, kiedy super się spieszyłam i postanawiałam załatwiać dwie sprawy za jednym zamachem – poranne oczyszczanie i odżywianie. Po umyciu twarzy olejkiem, wycierałam ją tylko ręczniczkiem i leciałam dalej. I w tym przypadku o ile odświeżenie i zastrzyk energii jest, to ja na wieczór bym tak nie mogła. Rytuał musi być. Na dzień pewnie też nie dla wszystkich byłaby to metoda odpowiednia, bo jednak jakiś tam mały tłusty film pozostaje. Niemniej jak już pisałam, można upiec dwie pieczenie na jednym ruszcie.

I jeszcze dwie ważne informacje dla Was mam. 🙂 Numer jeden –  olejek zapach i to całkiem intensywny posiada, ale nie drażni on skóry czy oczu. Jest dla nich bardzo delikatny. Dwa – mimo dość kompaktowego opakowania, kosmetyk wystarcza na jakieś 2-3 miesiące codziennego stosowania.

Ogólnie olejek do demakijażu przyjazny, także polecam sobie wypróbować. Nie wiem jak zachowują się pozostałe dwa, ale przypuszczam, że podobnie.

Jak oceniam serię Dragon Blood EVREE?

Jakiś czas temu chwaliłam się Wam ogromną ilością nowości, które wpadły do mnie na przestrzeni kilku dni. Był wśród nich zestaw Dragon Blood EVREE, którego byłyście bardzo ciekawe. Dlatego w pierwszej kolejności wzięłam się za jego testowanie, a dzisiaj przychodzę do Was z recenzją.

Jesień to bardzo dobry czas na silną regenerację, jaką oferuje nam seria Dragon Blood. Zmęczona intensywnym słońcem, wysokimi temperaturami i wiecznie trwającym latem, a jednocześnie wkraczająca w porę wilgoci, deszczu i chłodu skóra potrzebuje wsparcia. A Dragon Blood je daje. Pewnie zastanawiacie się co kryje się pod tą intrygującą nazwą? Marka do stworzenia linii wykorzystała żywicę draceny smoczej. Ta ma silne właściwości regenerujące, wzmacniające i ochronne i stała się „twarzą” całej serii. 🙂

W serii znajdują się trzy produkty:
Silnie regenerujący krem do twarzy na dzień i na noc,
Aktywnie wzmacniający eliksir młodości do twarzy,
Silnie Regenerujący krem pod oczy.
Jak możemy przeczytać na etykietach, kosmetyki skierowane są do osób prowadzących aktywny tryb życia. Czyli w zasadzie do większości z nas, bo przecież dzisiaj inaczej się nie da. 😉
Wszystkie można stosować i na dzień i na noc, więc jest to fajna opcja dla minimalistek kosmetycznych.
Choć zestaw jest dość skromny (są to tylko 3 produkty), to myślę, że dobrze skomponowany i zapewnia optymalną pielęgnację.

Moim ulubieńcem jest oczywiście Aktywnie Wzmacniający eliksir młodości do twarzy. Dlaczego? Pewnie dlatego, że lubię wszelkiego rodzaju sera, eliksiry, esencje. Na dodatek jest to „eliksir młodości”. 🙂 Ale tak na poważnie – ma bardzo fajną konsystencję taką na wpół kremową, a na wpół żelową. Szybko wchłania się w skórę, bardzo fajnie ją przy tym wygładzając i umilając. Wtapia się w zupełności (na skórze pozostaje tylko zapach), więc jest świetną bazą do przyjęcia kolejnej dawki składników aktywnych zawartych w kremie. W pojedynkę też daje sobie radę (ale tylko w dzień i to ciepły – w inne nie używałam 😉 i sprawdza się również pod makijaż. Składnikami aktywnymi są: ekstrakt żywicy draceny smoczej, olej buriti, botaniczny film wygładzający.

Evree Dragon Blood

A teraz produkt, który zaskoczył mnie najbardziej czyli Silnie Regenerujący krem pod oczy. Zacznę od tego, że bardzo podoba mi się jego opakowanie. I pojemność 15 ml uważam za fajną (nie jest za duża i jest szansa za terminowe jego zużycie; strasznie nie lubię, gdy kosmetyki marnują się tylko ze względu na kiepsko dopasowaną do realiów gramaturę) i samą jego formę. Ta mała tubka z podajnikiem i fajnie leży w dłoni i wygodna w użyciu jest. Krem na delikatną konsystencję, więc spokojnie można go używać i rano pod makijaż i wieczorem. Ładnie się wchłania, nie zostawia żadnego filmu. Intensywnie wygładza i wypełnia. Skóra wokół oczu jest nawilżona, napięta i przyjemna w dotyku. Choć nie zauważyłam, żeby jakoś wyraźnie niwelował cienie, to na pewno radzi sobie z mniejszą opuchlizną. Co dla mnie najważniejsze – krem nie podrażnia oczu, a często mi się to zdarza. Składnikami aktywnymi są ekstrakt żywicy draceny smoczej, masło moringa, ekstrakt z dzikiego wina.

I na koniec produkt, który mnie nie zaskoczył, ani nie zachwycił, ale to pewnie dlatego, że kremy Evree znam nie od dzisiaj i wiem czego mogę się po nich spodziewać. Silnie regenerujący krem do twarzy na dzień i na noc to bardzo poprawny kosmetyk. I nie chciałabym zostać źle odebrana – też go lubię. 🙂 Ma przyjemną konsystencję. Może trochę taką „hialuronową”? Wiecie o co chodzi? Fajnie się rozprowadza, szybko wchłania i pozostawia skórę w dobrej kondycji. Nie jest ani za tłusty, ani za mało treściwy. Można spokojnie nakładać go i pod makijaż i przed snem (ja zawsze kładę grubszą warstwę niż rano). Fajnie nawilża, regeneruje i odżywia. Skóra jest miła w dotyku, miękka, ale i jędrna. Nie męczą ją żadne przesuszenia czy wypryski. Wygląda ładnie, zdrowo. Krem posiada dość intensywny zapach, który początkowo nie do końca mi odpowiadał przyznam szczerze, ale z czasem jakoś się tak z nim zaprzyjaźniłam. Pojemność słoiczka to standardowe 50 ml, które starczy na jakieś 2-3 miesiące. Składnikami aktywnymi są ekstrakt żywicy z draceny smoczej, olej buriti, ekstrakt z miłorzębu japońskiego.

Trio te dostępne jest tylko w drogeriach Hebe, a wiadomo, że nie każdy pod domem akurat tą drogerię ma, więc z tą dostępnością szału nie ma. Myślę jednak, że warto na nie zapolować, albo nawet poprosić kogoś, kto ma bliżej i sobie je przetestować.

 

Zobacz również:

Soda oczyszczona w kosmetykach Evree Soda Clean

Pierwszy krem CC w portfolio Evree – Pure Neroli

Nowość: Evree Magic Rose Upiększająca maska do twarzy

 

 

Paul Mitchell seria odbudowująca STRENGTH

Jak już się chwaliłam jakiś czas temu, zostałam ambasadorką Paul Mitchell Polska, w związku z tym dzisiaj wpis typowo włosowy, bo chciałam zaprezentować Wam kosmetyki, których ostatnio miałam przyjemność używać.

Doskonale wiecie (bo żaliłam się przy każdej możliwej okazji), że z pół roku temu straciłam ooogromną ilość włosów i w ostatnim czasie bardzo skupiłam się na ich „hodowli”. Dlatego też wszystko co odbudowujące, wzmacniające, stymulujące i regenerujące, było i w zasadzie nadal jest bardzo porządane. I chyba nie jestem w tym osamotniona, bo z tego co podglądałam, inne Ambasadorki, też skupiły się na regeneracji.

Z oferty Paul Mitchell wybrałam dwa kosmetyki z serii Strength:
1. Super Strong Daily Shampoo – Odbudowujący szampon do codziennej pielęgnacji
2. Super Strong Liquid Treatment – Silny środek odbudowujący bez spłukiwania

Paul Mitchell STRENGTH

Szampon Super Strong Daily Shampoo skierowany jest do posiadaczek włosów słabych, rzadkich i łamliwych. Czy to spowodowanych „złym traktowaniem” (farbowaniem, prostowaniem, suszeniem) czy innymi „głębszymi” czynnikami, takimi jak na przykład stres. Szampon ma za zadanie wzmocnić włosy i odbudować je. Tajemnica tego kosmetyku tkwi w zastrzeżonym przez markę kompleksie Super Strong, który zawiera hydrolizowane proteiny roślinne. Mieszanka ta odbudowuje wewnętrzną strukturę włosów, dodaje im elastyczności i blasku. Tyle wynika z opisu produktu, a jak sprawdził się w rzeczywistości?

W walce o lepsze włosy szampon zawsze wydawał mi się najmniej istotny. Najważniejsze było dla mnie, żeby sprawy nie pogarszał. Ale teraz powiem Wam, że warto walczyć o to, aby brał czynny udział nie tylko w oczyszczaniu i „nieprzeszkadzaniu”, ale też w naprawianiu. Odpowiednie nawilżenie włosów czy ułatwianie rozczesywania przez sam szampon teraz ma dla mnie ogromne znaczenie. I ten właśnie tak działa. Oprócz tego, że porządnie oczyszcza, to też nadaje im miękkości i poślizgu. Nie podrażnia skóry głowy, ale tak jak w przypadku włosów, dobrze ją oczyszcza, zostawiając optymalnie nawilżoną. Nie ma też problemów z usunięciem kosmetyków do stylizacji.

Włosy nie łamią się przy wycieraniu i co najważniejsze – nie są splątane czy tępe. Szybko się rozczesują bez większych strat. Po wysuszeniu z kolei są lśniące i sypkie. Odbite od nasady, z ładnym skrętem (w moim przypadku to też fajna sprawa). Na pewno są bardziej elastyczne i miękkie. Nie kruszą się w trakcie podpinania, nie sterczą, nie elektryzują się.

Gdybyście były ciekawe konsystencji czy zapachu, to ta pierwsza wydaje mi się być standardowa dla tego typu produktów – nie za gęsta, nie za rzadka. A sama formuła dość wydajna – niewiele trzeba kosmetyku do pokrycia pianą całej głowy i włosów. Zapach przyjemny, nienachalny.
Szampon to okrągła, dobrze leżąca w dłoni tuba z dozownikiem, o pojemności 300 ml.

Paul Mitchell STRENGTH

Drugi produkt to spray, także butelka wyposażona jest w atomizer. Rozpyla fajnie, tworząc mgiełkę. Nie „sika” gdzie popadnie, także wszystko jest pod kontrolą i ostatecznie na włosy trafia. Silny środek odbudowujący bez spłukiwania Super Strong Liquid Treatment, nie posiada żadnego konkretnego zapachu i jeśli właśnie to w profesjonalnych kosmetykach lubicie najbardziej – intensywne perfumy, to ten kosmetyk może Was rozczarować. 😛 Nie na perfumach skupiła się marka, a na składzie i działaniu.

Preparat ten przeznaczony jest do codziennej regeneracji przemęczonych włosów. Odżywia i odbudowuje, tym samym zapobiegając uszkodzeniom. Zwiększa wytrzymałość i wzmacnia. Dzięki niskiemu pH, które wynosi 4,5, powoduje domykanie łuski i zamknięcie w niej pigmentów. Włosy są mocne i lśniące. Spray działa po całej długości włosa, także końcówki również naprawia. Zawiera kompleks Super Strong, ekstrakty morskie, silikony, proteiny roślinne i filtry UV.

Generalnie uważam, że odżywki bez spłukiwania, to świetny wynalazek. Są wygodne w użyciu (no bo co to jest rozpylenie na wilgotnych włosach?) i ekspresowe. Nie trzeba nic na głowę zakładać, czasu odmierzać. Po prostu psikasz i już. Silny środek odbudowujący bez spłukiwania Super Strong Liquid Treatment można stosować codziennie. Warunkiem jest aplikacja na czyste, wilgotne włosy (wtedy kosmetyk lepiej się wchłania i ma szansę działać). Osiada na włosach nie sklejając ich, nie wpływając na ich świeżość i nie obciążając. A co do efektów, to myślę, że przy bardzo zniszczonych włosach można je zauważyć już po pierwszym użyciu. U mnie po ponad miesięcznym stosowaniu różnica jest naprawdę spora. Włosy są zdrowe i lśniące. Nie łamią się i nie kruszą, a wcześniej miały do tego tendencję. Co najważniejsze i jednocześnie sprawiające mi największą trudność, to utrzymanie końcówek w dobrym stanie. Teraz ani się nie łamią, ani nie rozdwajają. Jak zawsze trochę bardziej suche przy końcach są, ale nawilżenie jest na tyle optymalne, że nie niszczą się i nie „skrzypią” pod palcami. A tego typu rzeczy działy się u mnie już kilka dni po podcięciu włosów, także poprawa jest duża. Preparat nie wpływa na skręt, nie niszczy go, nie prostuje.

Spray jest bardzo wydajny i myślę, że moja butelka starczy na jakieś pół roku stosowania. Zaznaczę, że mam włosy długie i myję głowę codziennie, także i po niego sięgam dzień w dzień. 🙂

Szczerze jestem z tego duetu zadowolona i mam nadzieję, że kilka powyższych zdań odpowiedziało na Wasze pytania lub wątpliwości. Jeśli nie, napiszcie do mnie, to chętnie powiem jeszcze więcej. 🙂

Zobacz również:

Mój drugi numer jeden – Suchy szampon Express Dry Wash Paul Mitchell 🙂

Szampon i odżywka Extra Body Paul Mitchell – jak radzą sobie z włosami wymagającymi?

Pierwsza edycja Beauty By Bloggers Paul Mitchell

Hippiness by Shinybox czyli sierpień 2018

Od jakiegoś miesiąca jestem opóźniona ze wszystkim. Nie mogło więc być inaczej z najnowszym, ale jeszcze sierpniowym pudełkiem ShinyBox. Nie będę ukrywała, że nie powalił mnie swoją zawartością, ale tak to jest z kosmetycznymi boxami. Raz trafiają w gusta i zapotrzebowanie bardziej, innym razem mniej.

W pudełku Hippieness znalazły się produkty nastepujących marek: Novex, Biotaniqe, Foods By Ann, EkaMedica,Dermaglin, SheFoot, Unani, Delia, O’herbal, Vis Plantis.

Produktem który zainteresował mnie najbardziej okazał się Olej arganowy EkaMedica, który można stosować w ramach suplementacji. Pierwszy raz się z tym spotkałam, więc na pewno sobie go wypiję. Olej arganowy przez ostatnie lata wszyscy wylewają na skórę, więc fajnie, że można stosować go również pod nią. 🙂 Zalecana dawka dzienna to 5 ml. Butelka 100 ml kosztuje ok. 38 zł.

Prezentację produktów spożywczych zamknie Smoothie Bowl Food By Ann. U mnie Ananas & Banan & Brzoskwinia. Spróbuję. Ok. 4,30 zł kosztuje.

UNANI i Jedwabiste mleczko do ciała z drobinkami to kosmetyk, którym dziewczyny się zachwycają. Szczególną uwagę zwracają na zapach, który w moim odczuciu aż taki ekstra nie jest.:P Bardzo słodki, taki drink mleczko-kokosowo-waniliowo-kakaowy. 😀 Drobinki są dosyć spore, więc nie jest to subtelny rozświetlacz. Ma lekką, szybko wchłaniającą się konsystencję i poręczne, kompaktowe opakowanie. Kosztuje ok. 43 zł/60ml.

Pozostając w temacie pielęgnacji ciała, w pudełku znalazłam Relaksujący Balsam do ciała O’Herbal Lawenda. Miałam już taki i chyba nawet z któregoś pudełka. Także zaskoczenia nie ma, szału też. Jest to po prostu poprawny produkt nawilżający do ciała. Butla 500 ml kosztuje ok. 23 zł.

Hippieness by Shinybox

Dalej do czynienia mamy już tylko z maseczkami…
NOVEX – Brazilian Keratin. To już chyba 3 maska do włosów NOVEX w pudełku i jakoś wrażenia nie robi. 100 g to travel size. Standardowe opakowanie to 210g, które kosztuje 15 zł.
MULTIBIOMASK – Podwójna maseczka do twarzy. Maska łagodząca z ekstraktem z Białej Lilii oraz Maska oczyszczająca z Glinką i Węglem Aktywnym. Cena ok. 1,80 zł.
DERMAGLIN – Maseczka oczyszczająco-odżywcza z Zieloną Glinką Kambryjską, jedwabiem i jojoba. Cena ok. 7 zł.
SHEFOOT – Domowe Spa Dla Stóp (maska + peeling). Cena ok. 5,30 zł. Od tej marki też jest próbka żelu kojącego (i to myślę może być bardzo fajny produkt).

VIPy w tym miesiącu otrzymały dodatkowe podwójne zaproszenie na Targi Fryzjerskie i Kosmetyczne BeautyDays, na które i tak się wybieram jako Influencer, także wejściówkę pewnie podam dalej. 🙂

I na tym koniec sierpniowego Hippieness. Co myślicie o tym pudełku?

Dawniej Naturalnie Piękna teraz Nature Me Inspired By

Nareszcie! Mam i ja! Najnowsze pudełko NatureMe – do tej pory Naturalnie Piękna. I od razu zdradzę Wam, że nie tylko nazwa pudełka się zmieniła, ale jego zawartość również w tym miesiącu jakby nieco inna.

W środku 12 produktów – mix dla urody, zdrowia i duszy. I o ile przy poprzedniej edycji pudełko wydawało mi się być ostatecznie zbyt mało kosmetyczne, o tyle teraz jest ich wszystkich znacznie więcej i chyba po prostu bardziej trafiają w mój gust. Także proporcje „fifty-fifty” tym razem są dla mnie ok. A na dodatek same nowości, więc cieszę się podwójnie. 😁

Co znalazłam w środku? Kosmetyki marek takich jak: Oway, Skin Team, Powrót do Natury, kremowo.pl, Avebio i Seysso. Dodatkowo sok i sos Natjun, wodę alkaliczną Redox, świecę Runo i caaaałą masę kodów rabatowych.

Produktem, który ciekawi mnie najbardziej i jednocześnie ma chyba najbardziej tajemniczą nazwę ever to Hmilk no stress – mleczko odbudowujące wiązania dwusiarczkowe Oway i jest to odżywka do włosów. Zawiera biodynamiczny hibiskus, organiczny olej perilla, proteiny bawełny i olej daktylowy. I nie ukrywam, że baardzo ciekawi mnie działanie kosmetyku z takimi składnikami aktywnymi, bo często takiej mieszanki się nie spotyka. Nakłada się ją na umyte, wilgotne włosy i pozostawia na 2-5 minut. Odżywia, regeneruje i odbudowuje zniszczone łuski włosów. Tubka 75 ml kosztuje 39 zł. Jeśli będzie to fajny, godny polecenia produkt, pewnie napiszę o nim więcej. 🙂

Naturalnego mydła w kostce nigdy nie odmówię i zawsze ucieszę się na jego widok. Powrót Do Natury do pudełka wrzucił Mydełko produkowane według tradycyjnej, naturalnej receptury oparte na składnikach roślinnych. Jak duża część takich mydełek, tak i to świetnie sprawdza się do pielęgnacji skóry problematycznej. U mnie z Olejkiem z trawy cytrynowej i olejkiem lawendowym. Kostka 100g kosztuje ok. 10 zł

Nature Me Inspired By

Tak samo jak mydła, nie odmówię też ciekawej pasty do zębów. Wiadomo, że jest to rzecz, która zawsze się przyda i na pewno nie zmarnuje. Wybielająca pasta do zębów z aktywnym węglem Seysso to u mnie nowość, jednak czarne pasty już używałam i w sumie bardzo je sobie chwalę (natureON i whiteON znajdziecie tutaj). Myślę, że i z tej będę zadowolona. Oprócz węgla aktywnego zawiera ksylitol, olej kokosowy i remineralizujący nanoXIM. 75 ml kosztuje ok. 40 zł.

Ponieważ już kilka miesięcy w pudełku nie było żadnego peelingu kawowego, to jest i on! 😀 Tym razem z Skin.Team. Składnikami aktywnymi, które ścierają martwy naskórek jest kawa Robusta, cukier trzcinowy oraz różowa sól himalajska. A tymi, które skórę pielęgnują – olej arganowy, olej ze słodkich migdałów, olej z pestek winogron, olej z rącznika, olej z orzechów makadamia, masło shea i witamina E. Można stosować go zarówno na ciało, jak i twarz. Ogólnie w sprzedaży są 4 zapachy, w pudełku – Pomarańczowe Latte. Travel Size (doypack 50g) kosztuje ok. 17,90 zł.

Od AveBio tym razem mix produktów – w moim pudełku Olej Avocado. Zapas olejów naturalnych mam spory, w tym i avocado, także wolałabym trafić na coś innego, np. tonik do twarzy Aloe Vera. Się zużyje, albo poda dalej. Butelka, a w zasadzie nawet nakrętka wyposażona jest w dozownik, co jest praktyczną sprawę. Niestety nie posiada ona dodatkowego zabezpieczenia, więc 1/4 oleju podczas transportu zalała inne kosmetyki. Na tym jednak oleje się nie kończą, bo w pudełku znalazł się też Organiczny olej perilla z pachnotki Kremowo.pl i ten przyznam szczerze zaciekawił mnie o wiele bardziej, bo jeszcze nigdy takiego nie używałam. Nawilża, natłuszcza i odżywia. Działa antyoksydacyjnie i przeciwbakteryjnie. Pobudza skórę do działania. Wspierając syntezę kolagenu i elastyczny niweluje oznaki starzenia i zmniejsza zmarszczki. 50 ml kosztuje ok. 13 zł.

Kosmetyczną część pudełka zamykają próbki Bioselect i Purobio.

Nature Me Inspired By

Bardzo fajną, stylową (i minimalistyczną) i na pewno odprężającą rzeczą jest Świeca Sojowa Homemade Cake RUNO. Pachnie słodziutko i milutko. Świeca jest ekologiczna, wykonana w 100% ze składników roślinnych. Wosk charakteryzuje się tym, że łatwo go usunąć ciepłą wodą, a świeca nie dymi.

Do mojej lodówki trafiły produkty Natjun, których wcześniej nigdzie nie widziałam, a po sklepach z takim asortymentem jednak trochę chodzę, także albo ślepa jestem, albo jeszcze nie wszędzie są. Zarówno sok, jak i sos dobre, także polecam spróbować. 🙂
Sok śliwkowo – jabłkowy Natjun 400ml – ok. 12 zł.
Sos Jabłkowo-Musztardowy 225g – ok. 13 zł.

I jeszcze Jonizowana woda alkaiczna w saszetce REDOX była w tej edycji Naturalnie Piękna – Nature Me. Dzięki opakowaniu idealna na podróż – zmieści się wszędzie, nawet tam, gdzie wydaje Ci się, że nie ma już miejsca. 🙂 240 ml kosztuje ok. 4 zł.

Nature Me Inspired By

I wisienką na torcie niech będą kody rabatowe, z których możecie skorzystać i Wy. 🙂
SEYSSO.PL – „SEY8DPDMD” -20%
RUNOHOME.PL – „RUNOSHOP1” -15%
EKODEMI.PL – „EKODEMI20” -20%
KREMOWO.PL – „NATURALNIE PIĘKNA” -10%
PUROBIO.COM.PL – „KOSMETYCZKA1” – kosmetyczka za 1zł.

Niestety mam też smutną wiadomość… W związku z tym, że Inspired By wciąż prowadzi jakieś prace modyfikacyjne, pudełko Naturalnie Piękna czyli obecnie Nature Me nie będzie póki co w regularnej sprzedaży. A jak już będzie, to zapewne jako „extrabox” w ShinyBox, także czatujcie! 🙂

Idealny podkład za 30 zł – Eveline Cosmetics Liquid Control

Ostatnio miałam taki dzień, który z góry zaliczyłam do tych gorszych. Zaczęło się to tak, że robiąc sobie rano makijaż zorientowałam się, że właśnie kończy się podkład. Mój aktualnie najulubieńszy podkład – Liquid Control HD Eveline Comstics. I choć nabycie kolejnego nie jest żadnym problemem, to jakoś mi się tak smutno zrobiło. I wiadomo, nastawiło mnie na całą resztę dnia. 😉

Generalnie kiepska jestem w trzymaniu Was w napięciu i budowaniu tajemniczej aury. 😛 Jak wyżej wyczytałyście, mój aktualny numer 1. Pokochałam ten podkład dosłownie za wszystko! I choć wiadomo, że do kosmetyczki non stop wpada mi coś fajnego, to ten podkład serio na ich tle się wyróżnia.

Podkład dzięki swojej lekkiej i nietłustej konsystencji sprawdza się w wielu sytuacjach. A poziom krycia zależy od nas samych. Można nakładać go warstwowo, w mniejszych lub większych porcjach. I za każdym razem ładnie się rozprowadza nie tworząc smug, zacieków czy plam. Nie pozostaje na wierzchu, ale wtapia się w skórę i tworzy bardzo naturalny efekt. Nie tworzy maski, nie zbiera się w zagięciach.

Eveline Cosmetics – Liquid Control

Dobrze dobrany kolor poprawia i wyrównuje koloryt oraz przykrywa niedoskonałości. Cienka warstwa idealnie sprawdza się na upały, godnie zastępując kremy typu BB i CC. Dla posiadaczek piegów mam taką wiadomość, że oszczędna porcja podkładu ich nie zakryje, więc o świeży i naturalny look nie ma się co martwić.

Podkład jest tak lekki i przyjemny, że nawet go nie czuć. Nie ciąży, nie zapycha, nie przetłuszcza. Ale z drugiej strony też nie wysusza i nie podrażnia.

Dobrze współpracuje z innymi kosmetykami i trzyma się twarzy niezależnie od tego, jakiej bazy użyjemy (czy będzie to typowa baza czy też krem). Nakładane na niego bronzery, rozświetlacze czy róże ładnie się rozkładają i tworzą dobrze prezentujące się tafle.

Mimo tego, że podkład jest rzadki, jego aplikacja jest zupełnie bezproblemowa, bo odbywa się przy użyciu pipety, w którą wyposażone jest opakowanie.

I na koniec zbiór najważniejszych informacji czyli tak zwane „DANE TECHNICZNE”:
– lekka, lejąca się konsystencja,
– możliwość stopniowania krycia,
– zastępstwo dla kremów BB,
– szklana butelka o pojemności 32 ml,
– butelka wyposażona jest w pipetkę, która ułatwia aplikację,
– 6 odcieni,
– dostępny online i w drogeriach stacjonarnych, również sieciach takich jak Rossmann,
– cena od ok. 30 zł.

Polecam bardzo! 🙂

Jesienna kampania MOODO – musicie to zobaczyć! :)

Warstwowa moda, formy oversize i różnorodne style definiują trendy nadchodzącej jesieni. Będziemy ,,nosić się” swobodnie i kolorowo. Połączymy desenie, wymieszamy dress code’y i pokolorujemy garderoby adaptując najświeższe trendy – wszystko dostępne na wyciągnięcie ręki w najnowszej kolekcji od MOODO.

 

Projektanci marki serwują nam tej jesieni prawdziwe modowe ,,smaczki”. Łączymy je pracując na warstwach bez obaw o rozmiarowe wpadki. Oversize tego sezonu utrzymuje mocną pozycję gwarantując trendowy look. Im więcej mamy na sobie tym bardziej kreatywnie będzie wyglądał nasz jesienny outfit. W ślad za Balenciagą, czy Miu Miu nie rezygnujemy z obszernych form – ujarzmiamy je zbierając obszerne swetry, czy modne trencze paskiem zachowując odpowiednie proporcje. Podobnie jak Calvin Klein stawiamy na dopasowany dół zestawiony z obszerną górą.

MOODO JESIEŃ 2018
MOODO JESIEŃ 2018

MOODO w tym sezonie poza klasykami proponuje nam luźne swetry, grube szale i spódnice w długościach midi i mini. Stawia również zdecydowanie na styl sport casual – jedno z najpopularniejszych pojęć w świecie mody, który niesie za sobą praktycznie nieograniczone możliwości łączenia kolorów i fasonów. Casual oznacza swobodę, nieformalność i wygodę. To styl, który omija wszelkie modowe definicje. Znajdziemy w nim przestrzeń również na sportowy szyk tj. welurowe dresy, bluzy, t-shirty. Sportowe geny pojawią się również w obszarze casual w formie dodatków tj. lampasy i taśmy. Nie zabraknie lubianych koszul, spódnic a nawet spodni z tzw. kantem. Nie oznacza to jednak przypadkowości – casual to styl przemyślany i zamierzony. Jest idealny dla tych, które w formalnych sytuacjach chcą czuć się naprawdę swobodnie.

MOODO JESIEŃ 2018
MOODO JESIEŃ 2018
MOODO JESIEŃ 2018

 

Dla kobiet, którym bliższy jest biznesowy dress code MOODO przygotowało specjalną „szafę” w klimacie business casual proponując office’owe koszule, ołówkowe spódnice, czy spodnie cygaretki. Klasyczne kroje zostały utrzymane w palecie bieli, czerni, granatu i ponadczasowej czerni. Business casual akceptuje również dżinsy, ale pod warunkiem, że będą one miały zachowawczy krój i klasyczną fakturę a takich w kolekcji DENIM z całą pewnością nie zabraknie. Obok  boyfriend’ów, jeggins-ów, czy skinny pojawią się modele z aplikacjami, perłami i odważnymi dziurami.

MOODO JESIEŃ 2018
MOODO JESIEŃ 2018

Sezon jesienny to również desenie. Krata przeżyje metamorfozę i wróci na ulicę w odcieniach czerni, czerwieni i granatu. Pojawi się na marynarkach oversize, szalach, spodniach i spódnicach. Słynna kratka vichy, w której kochały się m.in. Brigitte Bardot, Audrey Hepburn, czy Rita Hayworth wróci zdobiąc koszule. Blokowy look mieszający skale i rodzaje kratki to podobnie jak miks casual’u ze sportem modowy must have na jesień.

MOODO JESIEŃ 2018

MOODO pokoloruje jesień ubierając ją modnie – klasycznie, komfortowo i duchu obowiązujących trendów. Więcej w sklepach stacjonarnych i na www.moodo.pl

Olejek konopny Efektima – czy warto?

Nie pierwszy raz spotykam się z olejem konopnym i jego udziałem w kosmetykach pielęgnacyjnych. Z resztą na bieżąco dzieliłam się z Wami moimi nowościami i odkryciami. I choć kolejne produkty z olejem z konopii wchodzące na rynek nie są dla mnie zaskoczeniem, to Olejek konopny marki Efektima po prostu mnie zaciekawił. Przyzwyczaiłam się, że nawet do pozornie prostego produktu, zawsze dodają coś od siebie, a to czyni go innym i trochę wyjątkowym. Efektima nie zawiodła mnie i tym razem. 🙂

O szerokim i dobroczynnym spektrum działania oleju konopnego pewnie słyszało również wiele z Was. Dzięki zawartym w nim nienasyconym kwasom tłuszczowym, aminokwasom, proteinom, fosfolipidom czy witaminom, działa regenerująco, odżywczo, antyoksydacyjnie, przeciwzapalnie i antybakteryjnie. Działa kojąco zarówno na skórę, jak i włosy. Chroni je przed szkodliwymi czynnikami zewnętrznymi i stara się zatrzymać czas :D. Jest intensywny, ale potrafi być bardzo delikatny, dlatego poleca się go do skóry wrażliwej, skłonnej do podrażnień. Zaopiekuje się również wszystkimi rodzajami włosów, wzmacniając je, ułatwiając rozczesywanie, dodając blasku i pracując nad regulacją wydzielania sebum.
Oprócz oleju konopnego w składzie Olejku konopnego Efektima znajdziemy również olej z pestek winogron i witaminę E.

Olejek konopny Efektima

Opakowanie to wygodna i poręczna plastikowa butelka o pojemności 150 ml. Wyposażona jest w atomizer, co sprzyja bezproblemowej aplikacji. Działa sprawnie (tworząc mgiełkę), więc w zależności od upodobań można spryskiwać nim ciało i włosy, jak i uzbierać odpowiednią porcję w dłoniach i dopiero nimi rozprowadzić olejek po skórze.

Jedną z ważnych i wyróżniających cech oleju konopnego, jest określenie „suchy olej” – czyli taki, który szybko się wchłania i praktycznie nie pozostawia po sobie śladu na skórze. I tak jest w tym przypadku. Olejek nie tylko dobrze się rozprowadza, ale też ekspresowo wchłania i oprócz zapachu (intensywnego, przyjemnego i mi osobiście kojarzącego się z męskimi One Million Paco Rabanne) i ogólnie lepszej kondycji, nie pozostawia na skórze nic więcej. Jego konsystencja (jak się zapewne domyślacie) jest bardzo lekka i przyjemna, nawet w lato. A przy okazji tej pory roku, dodam tylko, że stosowałam olejek w najgorsze upały, na całe ciało i zdał egzamin o wiele lepiej niż nie jeden balsam czy inne mazidło do ciała. Nawilżał i odżywiał je, ale w żaden sposób nie obciążał, nie zapychał i nie tłuścił – rewelacja!

Olejek konopny Efektima

No to parametry techniczne już znacie, czas na działanie i efekty. 🙂 Lato, wysokie temperatury, ostre słońce i wysuszająca klimatyzacja to jednak ciężkie warunki dla całego organizmu. I choć gorące dni nie przeszkadzają mi w ogóle, to jednak skóra i włosy potrzebują w tym okresie trochę więcej. I ten olejek zdecydowanie im to daje. Skóra nawilżona, odżywiona, pachnąca. Zdrowo i zachęcająco wyglądająca. Olej zostawia na niej taki trochę efekt glow, więc wiecie jak to wyglada na opalonym ciele? Najlepiej. Naprawdę fajnie sprawdza się do codziennej pielęgnacji, bo nie jest ciężki, męczący. To taka, lepsza, lżejsza wersja oleju, która fantastycznie sprawdza się również na włosach. I wydaje mi się, że szczególnie kręconych, bo bardzo fajnie podbija skręt i dodaje mu blasku – włosy wyglądają po prostu pięknie. Oczywiście trzeba uważać, żeby nie przesadzić i nie uzyskać ostatecznie „mokrej włoszki”, jednak z umiarem potrafi zrobić wiele dobrego. I na końcówki działa też – nawilża i poprawia kondycję.

Kosmetyk ten oficjalnie mianuję swoim ulubieńcem i szczerze polecam przetestować, może i Was też oczaruje.:)

Olejek konopny Efektima dostępny jest tylko w Rossmann, w cenie ok. 25 zł.

6 kosmetyków idealnych na lato i wakacje

Zastanawiacie się jakie kosmetyki mogą się Wam przydać w wakacyjnej kosmetyczce? Idę z pomocą! 😀 I przedstawiam Wam moją tegoroczną listę. 🙂

Termissa – Woda termalna z Podhala. No chyba nie muszę tego wyboru tłumaczyć. Bardzo przyjemna mgiełka do ciała. Odświeża, chłodzi i ogólnie przynosi ulgę w upalne dni. Ja swoją znalazłam w jednym z pudełek ShinyBox, ale standardowo kosztuje ona ok. 20 zł

Woda termalna z Podhala – Termissa

Płyn micelarny w chusteczce do oczyszczania twarzy i oczu tołpa: dermo face, physio i Normalizujący płyn micelarny w chusteczce do oczyszczania twarzy tołpa: dermo face, sebio. Chusteczki pakowane są pojedynczo, więc idealnie nadają się i do demakijażu i do odświeżenia po prostu. Ich forma jest też fajną opcją do samolotowej kosmetyczki. Makijaż zmywają, ogólnie oczyszczają i nawilżają. Nie podrażniają. Kosztują ok. 3 zł.

Chusteczki z płynem micelarnym tołpa

Dwufunkcyjny krem ochronny do twarzy SPF 15 i 50 Sun Balance Farmona. Fajna jest to opcja. Zamiast dwóch kosmetyków, na wakacje ciągniemy tylko jeden i na dodatek taki, któ®y zapewni nam ochronę i w pełnym słońcu i w trochę bardziej pochmurne dni. Oba sprawnie się rozprowadzają i stosunkowo szybko wchłaniają. Konsystencja wiadomo – jest tłusta, ale jednak mniej ciężka, nie przypominająca pasty. Kremy nie bielą. Nadają się pod makijaż. Cena: ok. 20 zł.

Dwufunkcyjny krem Sun Balance – Farmona

Odżywczy cukrowy peeling do ciała Banan & Agrest Farmona. Wiadomo, że peeling ogólnie się przydaje, a taki na lato jest idealny. Zapach ma bardzo słodki i wakacyjny. W konsystencji z kolei przypomina zimną galaretkę. A drobinkami ścierającymi jest przyjemny dla skóry cukier. Do tego opakowanie bardzo praktyczne i niespotykane – wieczko unosi się do góry. Kosztuje ok. 16 zł.

Cukrowy peeling Tutti Frutti – Farmona

Puder prasowany SPF30 Powder Paese. Zupełnie multifunkcyjny. Utrwali, zmatowi i delikatnie rozświetli jednocześnie. Zakryje co nieco i też wyrówna. Oprócz delikatnych iskrzących się drobinek, zawiera filtry, chroni przed wolnym rodnikami, a nawet uspokaja cerę i koi ją. Poza tym ma przepiękne, bardzo porządne opakowanie wyposażone w lusterko. W środku znajdziemy również milusią gąbeczkę. Dostępny jest w 4 odcieniach za 40 zł – i szczerze Wam powiem, warto zainwestować.

Puder prasowany SPF 30 – Paese

Błyszczyk Extreme Gloss Mesauda Milano – choć błyszczyków na co dzień nie używam, bo się kleją (oczywista oczywistość), to powiem Wam, że ten 311 polubiłam, nawet bardzo. W lato i tak często spinam włosy, bo gorąco, więc ostatecznie ten „klej” na ustach nawet mi tak nie wadzi. 😀 Za to efekt niesamowity. Mega soczyste, nasycone i pełne usta. Do nich ubieram tylko krem z filtrem, tusz do rzęs i wychodzę. 🙂 Swój znalazłam w pudełku ShinyBox.

Błyszczyk Extreme Gloss – Mesauda Milano

Summer Vibes by ShinyBox – lipiec 2018

Jest i u mnie! Najgorętsze (lipiec zobowiązuje 😀 ) pudełko ShinyBox tego roku! Bo serio – bardzo dużo Klientek Shiny jest nim zachwycona. Co w sobie skrywa i czy Wam też przypadnie do gustu? Sprawdźmy! 🙂

Tym razem w pudełku znajdziemy głównie produkty do pielęgnacji. Do makijażu nie ma zupełnie nic. Są i produkty typowo drogeryjne i marki bardziej wyszukane. Wiele produktów wymiennych, więc ostatecznie pudełka mogą wyglądać bardzo różnorodnie.

Markami tej edycji są: Hello Nature, MultiBioMask, Raisin, Fa,Collibre, Tria, Bisho Jo i Stara Mydlarnia.

Choć może się to wydawać dziwne, bardzo ucieszyłam się, gdy zobaczyłam w pudełku dezodorant Fa – Island Vibes Fiji Dream antyperspirant w spray’u. Moje zapasy się kończą, więc same rozumiecie. 🙂 Mam nadzieję, że zapewni komfort w upalne dni (bo liczę, że lato jeszcze trochę potrwa ;). Zapach arbuzowy, dość intensywny. 150 ml kosztuje ok. 8 zł.

Summer Vibes by ShinyBox

BishoJo Krem wodny nawilżający dzień/noc, to produkt, który mnie zaintrygował. Do tej pory nie gościłam tej marki w swoich kosmetyczkach, a gdzieś tam zawsze się przewijała, wzbudzając przy tym moją ciekawość. W końcu będzie zaspokojona! Krem nawilża, zmiękcza i wygładza. Nie powoduje uczucia ściągnięcia czy napięcia skóry. Posiada delikatną, lekką i wodną konsystencję. Opakowanie to tubka o pojemności 30 ml. Kosztuje ok. 40 zł. Wymiennie w pudełku był BishoJo Krem wodny regenerujący dzień/noc albo Argan krem do rąk i paznokci EcoReceptura by Stara Mydlarnia, który w moim pudełku również się znalazł. Aluminiowa tubka (75 ml), to bardzo lubiana przeze mnie forma opakowania, ale złoto kryje się w jej środku. Masło shea, olej arganowy, proteiny jedwabiu, witaminy B5 i E i alantoina. Cena: 17 zł.

Summer Vibes by ShinyBox

W każdym pudełku znalazł się również Krem do twarzy marki Tria. U mnie w wersji Ujędrniającej na dzień z ekstraktem z imbiru, a mógł się trafić jeszcze Krem regenerująco-nawilżający z ekstraktem z imbiru na noc. Podobno nadaje się pod makijaż. Zawiera ekstrakt z imbiru, kwas hialuronowy, kolagen, olej migdałowy, pantenol, kompleks matująco-wygładzający, filtry UV. Słoiczek o pojemności 50 ml kosztuje ok. 50 zł.

Summer Vibes by ShinyBox

Do pielęgnacji twarzy jest jeszcze podwójna maseczka – Multi BioMask. Jedna to Maska Liftingująco – odmładzająca z wyciągiem ze śluzu ślimaka, druga – Maska ultra oczyszczająca z glinką i aktywnym węglem. Chętnie wypróbuję. Zestaw kosztuje ok. 5 zł.

Summer Vibes by ShinyBox

Hello Nature dało do pudełek aż 6 produktów na wymianę, także można było trafić na odżywkę do włosów, maskę do włosów, masło do ciała czy olejek. Ja mam masło do ciała z szalenie modnym ostatnio olejem konopnym. Pachnie trochę cytrusowo i energetycznie, więc będę starała się je przetestować jeszcze latem. Szczególnie, że jak na masło ma super lekką i szybko wchłaniającą się konsystencję. Mam nadzieję, że się sprawdzi. Kosztuje ok. 25 zł

Raisin – Zestaw naklejek wodnych na paznokcie, to trochę nie moja bajka, więc pewnie podam je dalej. Warto jednak wiedzieć, że można je stosować zarówno na lakier klasyczny, jak i hybrydowy. Zestaw 3 arkuszy kosztuje ok 5 zł. To również był pewniak każdego pudełka.

Summer Vibes by ShinyBox

Na koniec zostawiłam płynny kolagen Collibre Swiss Collagen Drink, u mnie w wersji Beauty Drink. Dzienna dawka 140 ml kosztuje ok. 9 zł. Kurację powinno się stosować przez minimum 4 tygodnie. Podobno ma smak owoców tropikalnych, ale sama nie spróbuję, dopóki nie doczytam się gdzieś czy jest bezpieczne podczas karmienia.

Nie zabrakło też voucherów – dr Barbara, rabatów – np. Raisin, Collibre i próbek – Stara Mydlarnia. Jednak wiadomo, że wszystko co dobre, kiedyś się kończy i właśnie do takiego końca dotarłyśmy teraz. 🙂 I jak? Jak Wam się podoba Summer Vibes by ShinyBox?

Zestaw dostępny na shinybox.pl – dobrze, że wiecie, gdzie go szukać! 😀

Viankowe cudo – Łagodząca emulsja do mycia twarzy z żywokostem

Dzisiaj będzie o Łagodzącej emulsji myjącej do twarzy z ekstraktem z żywokostu Vianek, bo już dawno nie spotkałam się z tak delikatnym, a zarazem tak skutecznym kosmetykiem do demakijażu.

Emulsja przeznaczona jest do cery wrażliwej, dlatego wszystko co znalazło się w jej recepturze to składniki łagodzące, kojące i niezwykle delikatne. Oprócz alantoiny, gliceryny, panthenolu czy oleju kokosowego, zawiera również ekstrakt z korzenia żywokostu (o właściwościach żywokostu). Mają one za zadanie skórę oczyścić, nawilżyć, odżywić i przede wszystkim ochronić przed podrażnieniami i napięciem. Emulsja nie narusza bariery lipidowej. Wpływa na uczucie wygładzenia, miękkości i komfortu.

Śnieżnobiała emulsja, dzięki zawartym w niej olejom, właśnie taka nieco olejowa w konsystencji jest. I pewnie dlatego jest tak skuteczna w oczyszczaniu skóry z makijażu i innych zanieczyszczeń, które gromadzą się na twarzy w ciągu dnia. Brak konkretnego, dobrze wyczuwalnego zapachu, jest oczywiście zrozumiały – emulsja ma być jak najbardziej neutralna i delikatna. Jednak nie ukrywam, że jestem ogromną fanką Viankowych zapachów i tutaj z chęcią bym też coś dodała, gdyby była taka opcja. Opakowanie dla produktów myjących tej marki standardowe i bardzo praktyczne, nie zamieniłabym na nic innego. Pojemność to 150 ml.

Emulsja, jak już z resztą zdążyłam wyżej wspomnieć, dobrze radzi sobie z demakijażem i oczyszczeniem. To, że nie podrażnia skóry, nie powoduje żadnych zaczerwienień czy dyskomfortu jest raczej oczywiste. To, że zostawia ją odżywioną, mięciutką i milutką w dotyku, to myślę cenna uwaga. W żaden sposób nie ściąga skóry i jej nie napina. Ta wydaje się być bardziej elastyczna, pełna i zdrowa. W zasadzie po jej użyciu, skóra prezentuje się niemalże tak, jakby już dawno był wklepany tonik i nałożony krem. Naprawdę fajne uczucie, takiej zadowolonej i dopieszczonej skóry, a przecież to dopiero początek rytuału. 😉

Jak wszystkie kosmetyki Vianek, tak i ten nie był testowany na zwierzętach, a jego skład jest naturalny i nie zawiera sztucznych kompozycji zapachowych.

Jego przydatność to ok. 3 miesiące od pierwszego użycia, a spokojnie wystarcza do codziennego stosowania na jakieś 2. Kosztuje ok. 20 zł.

 

Zobacz również:

Szybka recenzja VIANEK Rewitalizujący żel myjący do twarzy

Vianek seria przeciwstarzeniowa – Eliksir do twarzy z witaminą C vs. Serum do twarzy z koenzymem Q10

Lekki i wzmacniający szampon Vianek – seria fioletowa

Dobry naturalny szampon do włosów ciemnych i farbowanych

 

 

 

 

Dobry tusz do rzęs do 20 zł

Dzisiaj szybka lista czterech dobrych tuszy do rzęs do 20 zł. Niekoniecznie odpowiadają na takie same potrzeby, więc bezpiecznie będzie, gdy doczytacie tekst do końca. 🙂

3D Lashes New Look Mascara Delia Cosmetics – to tusz, który znacznie poprawia objętość i wyrazistość moich krótkich i rzadkich rzęs. Maskara trochę je oblepia, więc są i pogrubione i wydłużone. W ciągu dnia tusz nie kruszy się, nie rozmazuje, nie odbija na górnych powiekach. Długo utrzymuje świeżość, nie wysycha. Posiada stożkowatą, silikonową szczoteczkę. Kosztuje ok. 15 zł.

Glam&Doll False Lashes Mascara Cartice Cosmetics – kosmetyk wegański. Z założenia maskara ta zapewniać ma efekt sztucznych rzęs i w praktyce jest całkiem blisko. Rzęsy są uniesione, podkręcone, wydłużone i pogrubione. Wyglądają „bogato”. Tusz nie kruszy się, ale zdarza się, że odbija się (farbuje) górną powiekę. U mnie zdarza się to głównie po całym dniu. Szczególnie w okresie letnim, kiedy skóra jest bardziej tłusta niż zazwyczaj. Ma profilowaną (kształt banana), silikonową szczoteczkę. Cena to ok. 17 zł.

Tusz do rzęs do 20 zł: Pierre Rene Professional, Catrice, Delia Cosmetics, Eveline Cosmetics

Volumix Fiberlast Mascara Eveline Cosmetics to moje najnowsze odkrycie i szczera miłość. Silikonowa szczoteczka działa trochę jak separatorek do rzęs. Rozczesuje je, jednocześnie poprawiając ich kształt, objętość i długość. Tusz nie wysycha i nie tworzy grudek. Nie kruszy się i nie farbuje skóry. Utrzymuje super efekt przez cały dzień. Kosztuje ok. 15 zł

Silicone 3in1 Mascara Pierre Rene Professional – propozycja dla osób, które przede wszystkim chcą zachować naturalny look, bo efektu maxi nie daje. Jest to bardzo subtelna, ale porządna maskara. Rozczesuje rzęsy, delikatnie je podkręca i nadaje koloru. Nie kruszy się i nie farbuje. Posiada silikonową, wąską szczoteczkę z krótkimi włoskami (może być więc nieco problematyczna przy króciutkich rzęsach). Kosztuje ok. 20 zł.

Policzkowy ulubieniec – Blush Full HD Eveline Cosmetics

Dzisiaj będzie konkretnie i krótko. Chciałam pokazać Wam mojego aktualnego ulubieńca do makijażu. Bo w sumie i dawno takiego nie opisywałam i na wakacyjną porę może się Wam przydać.

Jest to taki „3xSUPER” – super szybki, super dziewczęcy i super wyglądający kosmetyk. 😀 Jego forma, formuła i efekt jaki daje, idealnie pasuje do lekkiego makijażu dziennego. W jaskrawych kolorach pewnie głównie do letniego. Jednak nie sądzę abym sama rozstała się z nim na pozostałe pory roku. Choć nie od razu pałałam do niego taką miłością i przyznam szczerze, że jak go wzięłam do ręki, to nawet się trochę przestraszyłam. Ale wszelkie obawy szybko zniknęły. Wystarczyło, że go użyłam.

Kremowy róż do policzków w sztyfcie Blush Full HD Eveline Cosmetics – tak, to właśnie o tym niepozornym maluchu mowa. Jest pierwszym kremowym różem, który wiernie towarzyszy mi od jakichś dwóch miesięcy. Świetnie sprawdza się i do maźnięcia policzków przed wyjściem i do pełnego, starannego makijażu.

Jego kremowa konsystencja, choć trochę tłusta, naprawdę fajnie współpracuje. Lekko się go rozprowadza, ten szybciutko wtapia się w skórę. Nie pozostawia plam. Daje naturalny, świeży i dziewczęcy efekt. Sprawdza się i bezpośrednio na krem, jak i na podkład.

Sztyft to bardzo wygodna forma. Do tej pory miałam kremowe róże, ale w pudełeczkach/słoiczkach i jakoś tak nie sprawdzały się u mnie. Chyba to, że muszę umazać całego palca (palcem najlepiej – wiadomo 😉 ), gąbeczkę czy inny pędzelek mnie trochę zniechęcało. Sztyft zdecydowanie robi robotę. I całkiem pożądny jest, skuwka nie spada, więc można wrzucić do torebki.

Kosztuje jakoś ponad 20 zł i moim zdaniem warty tej ceny. 🙂

 

Zobacz również:

OH! My Lips Matt Lip Kit Eveline Cosmetics – czy warto?

 

Czy REGENERACJA włosów z marką You-niverse się udała?

Ostatnio w moje ręce wpadły kosmetyki You-niverse. To nowa marka do pielęgnacji włosów Kontigo. Jej asortyment to szampony, odżywki do włosów, maski i olejki. I w zasadzie cały jej przekrój mam i używam od jakiegoś czasu. A chciałam Wam o nich odpowiedzieć nie tylko dlatego, że są nowościami, ale zaskoczyły mnie swoim działaniem.

Z założenia kosmetyki You-niverse z linii REGENERACJA,  mają ogólnie poprawić kondycję włosów, zadbać o ich elastyczność i wygładzenie. Co jest możliwe dzięki składnikom aktywnym takim jak proteiny jedwabiu, gliceryna, papaja czy awokado.

A w rzeczywistości… Jeżeli chodzi o konsystencje czy opakowania, to są dla takich produktów raczej typowe, choć wydaje mi się, że sama szata graficzna jest „sympatyczna” dla oka. Zapach linii REGENERACJA (szampon, odżywka, maska), to raczej taki przeciętniak i do intensywnych nie należy. Trochę inaczej wygląda to w przypadku Olejku do włosów Nawilżenie i Wygładzenie KOKOS You-niverse – ten choć ma bardzo podobny zapach, to jednak wydaje się być mocniejszy i na włosach na dłuższy czas zostaje. Jednak – jak wiadomo, nie o perfumy tutaj chodzi, a o działanie.

Kontigo You-niverse KOKOS Olejek do włosów nawilżenie i wygładzenie.

Kosmetyki Kontigo You-niverse z serii RENERACJA i Olejek nawilżenie i wygładzenia kokos, używałam razem, w tym samym czasie, raczej nie łącząc ich z innymi, dodatkowymi produktami. Włosy myję codziennie, tutaj szamponu używałam co drugi, czasami nawet co 3 dzień. Za każdym razem w towarzystwie odżywki i olejku. Maskę używałam 2-3 razy w tygodniu. I przyznaje, że ich działanie zaskoczyło mnie bardzo. Ogólna kondycja włosów myślę, że rzeczywiście jest lepsza niż wcześniej. Te i są wygładzone i bardziej lśniące. Łatwość z jaką rozczesuję włosy, myślę odgrywa ogromną rolę na etapie regeneracji i walki o każdy jeden włos. A w przypadku tych kosmetyków szczotka sama sunie. Ale to nie wszystko! Bo jeszcze większe wrażenie zrobił na mnie fakt, jak lekkie są to dla moich włosów i skóry głowy produkty. Okazało się, że wydłużają ich świeżość nawet o 100%! I to w te wszystkie upały!  Włosy nie łamią się, nie puszą i nie elektryzują. Wyglądają zdrowo.  I choć w przypadku samych końcówek jakichś spektakularnych efektów nie zaobserwowałam, to i tak jestem miło zaskoczona tym zestawem. 🙂

Kontigo You-niverse REGENERACJA

Ceny jak to w Kontigo – całkiem przyzwoite, i przyjemne dla portfela (szczególnie podczas promo :D).

 

Zobacz również:

Lakiery hybrydowe Moov Kontigo

Demakijaż z olejkiem BIOLOVE Kontigo

Liquid LipsMatter MOOV Kontigo – linia bezbłędnych matowych pomadek płynnych

Jak sprawdza się ulubieniec Red Lipstick Monster? Rozświetlacz MOIA Crystal

 

Pielęgnacyjny Mus-Fluid do ciała BB Sun Balance Farmona – jak działa?

W wakacyjnej serii kosmetyków Farmona – Sun Balance oprócz produktów z filtrami znalazł się Pielęgnacyjny Mus-Fluid do ciała. Bardzo zaciekawił mnie ten produkt. I gdy tylko wpadł w moje ręce, wylądował na nogach. Taka sytuacja!

BB do ciała tak zupełnie na szybko może wydawać się dość dziwnym produktem. Jednak gdy się nad nim bardziej zastanowimy, okazuje się, że można z jego pomocą rozwiązać wiele problemów – nie tylko tych związanych z opalenizną, albo raczej jej brakiem.

Pielęgnacyjny Mus-Fluid do ciała BB Sun Balance Farmona to taki lekki makijaż dla ciała. Jak każdy BB ma w sobie coś z kosmetyku pielęgnującego, jak i z kolorówki. Jego składnikami aktywnymi jest woda termalna, olej buriti i hydromanil. Sprawiają one, że skóra jest nawilżona i odżywiona. Miękka, gładka i przyjemna w dotyku. Ale to tylko jedna strona medalu. Druga to opalenizna, wyrównany koloryt, zamaskowane niedoskonałości. I serio to działa!

Kosmetyk ma konsystencję musu w sparyu. Nie zwiększa swojej objętości jak pianka, ale jednak trochę puszysta jest. Gładko i równomiernie rozprowadza się po ciele. Raczej ciężko zrobić nim jakieś zacieki czy plamy. Fajnie wtapia się w skórę i pozostawia taki naturalny, ale podkręcony jednak efekt opalenizny. Można nim zamaskować delikatne siniaki, przebijające kolorem niebieskawym żyłki czy pajączki – naprawdę się w tej roli sprawdza świetnie. I daje taki efekt lepszej, zdrowszej i ładniejszej skóry. Jak ktoś używa rajstop w sprayu, to z tego efektu tez będzie zadowolony.

Mnie ten produkt zaskoczył bardzo. I choć w życiu nie przypuszczałabym, że będę używać, używam i zadowolona jestem bardzo. 🙂

P.S. Komplement za ładne nogi dostałam pierwszego dnia aplikacji 😀

 

Zobacz również:

Na upały – odżywcza mgiełka zamiast balsamu

 

„Rytuał Gejszy” Victoria Tsai – recenzja książki

„Rytuał Gejszy” taki właśnie tytuł nosi najnowsza książka o azjatyckiej pielęgnacji. Jej autorką jest Victoria Tsai – Japonka, która wychowywała się w Stanach Zjednoczonych. Dbanie o cerę nie było jej mocną stroną, dopóki nie zaczęła wyjeżdżać regularnie do Japonii i zagłębiać się w tamtejsze sposoby radzenia sobie ze skórą twarzy i ciała. Co ma nam w tym temacie do powiedzenia?

Rytuał pielęgnacyjny Japonek wszystko co najlepsze czerpie z tradycji gejsz. Te w odczuciu autorki są kwintesencją naturalnego i zyskanego minimalistycznymi sposobami piękna. Bo to właśnie zasada „less is more” jest podstawą japońskiego rytuału pielęgnacyjnego. U jego podstaw stoi kilka kosmetyków zupełnie naturalnych i choć u nas niekoniecznie znanych, to w Japonii do dzisiejszego dnia bardzo popularnych.

Rytuał Gejszy Victoria Tsai

Cały rytuał dzieli się na 4 etapy (więc jest on nieco mniej rozbudowany niż u Koreanek):
Etap 1. Oczyszczanie – najlepiej olejem,
Etap 2. Złuszczanie – najlepiej drobno zmieloną mąką ryżową,
Etap 3. Tonizowanie – na przykład hydrolatami,
Etap 4. Odżywianie.
Wszystkie kroki opisane są w kilku zdaniach. Jednak dosyć ogólnych. Nie znajdziemy w tej książce szerszych objaśnień czy dociekań. Taki zbiór prostych zasad i porad w codziennej pielęgnacji.

Rytuał Gejszy Victoria Tsai

Autorka zachęcając do tworzenia własnego rytuału, stara się wprowadzić czytelniczkę w tradycyjny, japoński klimat. Odwołując się co jakiś czas do wspomnień, doświadczeń czy anegdot. Oraz co chyba najważniejsze, opisując kluczowe w japońskiej pielęgnacji składniki aktywne. Są wśród nich produkty w Europie raczej mało znane, więc myślę, że to naprawdę ciekawy fragment. Coś nowego, zaskakującego, wartego wypróbowania. Autorka poleca między innymi liście miszpelnika, liście bananowca manilskiego, lukrecję, urzet barwierski, sproszkowane perły czy jedwab (tak dokładnie, taki materiał 😛 ).

Rytuał Gejszy Victoria Tsai

W książce znajdziemy również kilka wskazówek nie zaliczanych stricte do rytuału, ale do pielęgnacji jak najbardziej. Na przykład jak wykonywać masaż twarzy, co jeść, żeby dobrze wyglądać oraz jak dbać i pielęgnować ciało.

Nie mogłabym nie wspomnieć o tym, że jest przepięknie wydana. Posiada wiele ilustracji, zdobień; gruby papier z delikatną fakturą. Wszystko to sprawia, że czytanie tej książki to czysta przyjemność. A i do zdjęć na pewno ją wykorzystam. 🙂 Ma wszytą zakładkę i twarda okładkę.

Kosztuje 34,90 zł.

Rytuał Gejszy Victoria Tsai

 

Zobacz również:

Książki dla urody – którą kupić?

Lakiery hybrydowe Moov Kontigo

Od jakiegoś czasu robię sobie hybrydy i nie powiem – fajna jest to sprawa, choć bardziej praco- i czasochłonna. Mimo tego nie rezygnuje i jak tylko jestem w stanie wygospodarować co najmniej godzinkę, przystępuje do działania. Zazwyczaj oczywiście potrzebuje do tego dodatkowego impulsu, a ostatnio był nim zestaw nowiusich i piękniusich lakierów hybrydowych Moov od Kontigo.

Generalnie kosmetyki marek Kontigo bardzo lubię, ale hybrydy to zupełna nowość. Nie tylko dla mnie, bo po prostu wcześniej w ofercie ich nie było. No i powiem Wam, ze trochę się zdziwiłam, bo tak fajnego efektu się nie spodziewałam. Tym razem zero kombinowania i wymyślnych historii. Wzięłam, usiadłam i pomalowałam. Zestaw składał się z minimum – bazy, lakieru kolorowego i topu.

Lakiery hybrydowe Moov

Wszystkie są w tych samych opakowaniach, z tym samym, fajnym pędzelkiem. Fajnym, bo nie za małym, nie za dużym, dobrze skrojonym i rozkładającym się. Wszystkie produkty ładnie się rozprowadzają, są elastyczne i dobrze się na nich pracuje. Nie zostawiają pęcherzyków powietrza. O bazie mogę powiedzieć tyle, ze trzyma wszystko w ryzach. Lakier właściwy, ma tak świetne krycie, ze wystarczy jedna warstwa, aby uzyskać w pełni nasycony kolor. A top daje tak wysoki połysk, ze wygląda jak jakaś niezastygająca szklano-żelowa powłoka. I co najlepsze – nie ściera się. Efekt połysku jest długotrwały, tak samo jak ochrona koloru. Tak wyraźnego, nasyconego i wakacyjnego.

Ogólne wrażenia naprawdę świetne. Chyba nie spodziewałam się, że może zrobić na mnie tak miłe wrażenie zestaw do manicure hybrydowego. Serio. Bardzo polecam je przetestować i cieszyć się pięknymi pazurkami.

Lakiery hybrydowe Moov

Zobacz również:

Liquid LipsMatter MOOV Kontigo – linia bezbłędnych matowych pomadek płynnych

Sztuczne rzęsy z fibry Mystik Warsaw

Demakijaż z olejkiem BIOLOVE Kontigo

 

Instagramowe wiosenne DENKO (instastory)

Na co dzień używam tak wielu produktów, że ciężko jest mi opisywać w pełnych recenzjach je wszystkie. Zwyczajnie czasu na życie bym nie miała. Ale spokojnie. Znalazłam na to sposób!

Postanowiłam uruchomić projekt DENKO i publikować mini recenzje na instastory. 😀 W przeciągu kilku ostatnich tygodni kilka się już pojawiło.

Mini recenzje znajdziecie w wyróżnionych relacjach na Instagramie, a poniżej zamieszczam taki „spis treści”, żebyście wiedziały czego możecie się tam spodziewać. Taką aktualizację będę publikowała na stronie mniej więcej co kwartał – jest denko wiosenne, później będzie letnie, jesienne itd.

Mam nadzieję, że ta szybka i konkretna forma Wam się spodoba.

Aby na bieżąco podglądać nie tylko „denko”, ale i wszystko co z BAFem związane, serdecznie zapraszam do obserwowania profilu! 🙂
@BAFAVENUE.PL

Oczyszczająca maseczka bąbelkująca Bubble Mask Purederm – moje odczucia

Tradycyjne maseczki w płachcie choć cały czas super modne, to jednak już trochę „retro”. Na rynku pojawiają się coraz to nowsze wynalazki. Jednym z nich są maseczki bąbelkujące.

W moje ręce wpadły takie dwie z PureDerm:
Głęboko oczyszczająca maseczka bąbelkująca z aktywnym węglem (oraz ekstraktem z cytryn, pomarańczy, papai, cukrutrzcinowego ,
Głęboko oczyszczająca maseczka bąbelkująca z pyłem wulkanicznym (oraz kolagenem, kwasem hialuronowym, ekstraktem z papai i cukry trzcinowego) .
Obie oczyszczają, tonizująca i nawilżają. Przy czym jedna zwęża dodatkowo pory, a druga delikatnie złuszcza.

Obie płachty wykonane są z bardzo przyjemnego w dotyku materiału w czarnym kolorze. Są dość intensywnie nasączone płynem aktywnym, który nie jest tak „żelowy” i „hialuronowy” jak w innych maseczkach. Bąbelkowa natura maski jest widoczna w zasadzie już po wyciągnięciu jej z opakowania, choć wiadomo, że swoją objętość uzyskuje dopiero na twarzy. Dobrze się do niej przykleja i co najważniejsze nie zsuwa się podczas zabiegu.

Ten trwa 10-15 minut i jest całkiem przyjemny, choć pewnie jakaś część z Was, tak jak z resztą ja będzie odczuwała delikatne podszczypywanie. Przyznam, że dla mnie to bardziej zaleta niż wada, bo dzięki temu przeniosłam się na chwile do gabinetu kosmetycznego. 🙂 Maska przez ten czas bąbelkuje i zwiększa swoją objętość. Na szczęście, piana idzie do góry i nie rozlewa się na boki, więc oczy, nos i usta są bezpieczne. Mimo tego „poruszenia” na skórze, o którym wyżej wspominałam, po zdjęciu płachty i opukaniu twarzy letnią wodą, skóra nie była podrażniona, nie wystąpiły też (co przyznam szczerze u mnie trochę dziwne :P) zaczerwienienia. Gładka, nawilżona i świeża – tak określiłabym skórę tuż po zabiegu. Fajna w dotyku, przyjemna dla oka. Zauważyłam jeszcze, że po nałożeniu kremu po tym całym zamieszaniu, skóra fajnie go chłonie i jest nim pobudzona.

Chyba pierwszy raz jestem tak zadowolona z działania maski w płachcie. Pewnie dlatego, że efekty przede wszystkim czuję i nad i pod skórą. Poza tym daje właśnie takie uczucie profesjonalnego zabiegu, a tym samym chwilę odprężenia i relaksu.

A i jeszcze jedna ważna sprawa – maski wolne są od SLS, SLES, pochodnych ropy naftowej i sztucznych barwników.

Bubble Mask Purederm dostępne są w drogeriach Hebe, sklepach kosmetycznych oraz na mojaazja.eu, w cenie ok. 15 zł.

Jak się sprawdzają wielorazowe płatki kosmetyczne Loffme?

W czerwcowym Shinybox znalazłam płatki kosmetyczne wielokrotnego użytku Loffme. Przyznam otwarcie, że bardzo zaciekawił mnie ten produkt. Jako, że na co dzień od ponad roku do demakijażu oczu używam rękawic glov, to z chęcią sprawdzam tego typu produkty, oraz mam jakieś tam porównanie.

Przyznam, że o Loffme nie słyszałam, a z tego co się zorientowałam, oferta marki przestawia się naprawdę fajnie. Znajdziemy wśród nich rzeczy takie jak ręczniki, ściereczki do demakijażu, a nawet produkty higieniczne dla kobiet. Wszystko wykonane jest z nietypowego, barierowego, antybakteryjnego materiału. Ten nie tylko powstrzymuje rozwój bakterii i grzybów, ale też nie przenosi zapachów, nie pochłania kurzu czy roztoczy. Jest szybkoschnący, ale też dobrze pochłania wilgoć. Producent zapewnia o jego wysokiej jakości i trwałości. Materiał posiada certyfikaty potwierdzające jego właściwości.  Cała oferta marki jest więc skierowana w zasadzie do wszystkich, również, a może i przede wszystkim do osób mających problemy skórne, alergie czy po prostu wrażliwych. Produkty polecane są również dla maluszków. Póki co przejdźmy do produktu, który mam i już zdążyłam sprawdzić.

Loffme – Wielorazowe płatki kosmetyczne

Wielorazowe płatki kosmetyczne wykonane są cienkiego, przyjemnego w dotyku materiału, który przy kontakcie z wodą wyglądem przypomina nieco taką „zmoczoną, łamiącą się kartę” – wiecie co mam na myśli? 😀 Płatki są delikatne, a krawędzi nie są wykończone, więc nie ma tutaj żadnego szwu, który mógłby podrażnić delikatną skórę wokół oczu. Makijaż usuwają w połączeniu z samą wodą. I myślę, że robią to naprawdę sprawnie, nawet przy dużej ilości tuszu do rzęs. Świetnie poradziły sobie również z pomadą utrwaloną tuszem na brwiach. Do usunięcia zabrudzeń, czyli wyprania ich, użyłam naturalnego mydła (z resztą tak też poleca producent, aby nie zapchać włókien) i wszystko ładnie zeszło. Schną rzeczywiście szybciutko, zeszło się około godziny. Zapachu, zgodnie z zapowiedziami, nie przyjmują.

Ogólnie produkt bardzo w porządku, ale zawsze znajdzie się jakieś „ale”. 😉 Mokry materiał trochę wyślizguje się, albo nawet przesuwa spod palców, więc pewnie wygodniejszą wersją jest ręcznik do demakijażu, gdzie możemy sobie po prostu złapać materiał w garść. I druga kwestia, to brak haczyków, zawieszek czy pętelek, na których mogłybyśmy zawiesić płatki do wyschnięcia. Ich niewielkie rozmiary średnio pozwalają na rozwieszenie ich gdziekolwiek, więc rozumiecie – przydałyby się. Poza tym zastrzeżeń nie mam i powiem Wam więcej – na pewno wypróbuję inne produkty tej marki. Bardzo mnie zaciekawiły. 🙂

Opakowanie to kartonik zamykany kopertowo. W środku znajduja się 4 sztuki. Taki zestaw kosztuje 19 zł.

6 YEARS TOGETHER by Shinybox

Pudełka ShinyBox to ogromna frajda – kto zamawia, ten wie. Miesiąc w miesiąc wyczekuje podpowiedzi co do zawartości, a później kuriera z przesyłką. I w końcu następuje moment, gdy otwieram pudełko! Uwielbiam to! Za każdym razem jestem zaskoczona. Wiadomo, czasami bardziej, czasami mniej. Nigdy chyba jednak nie było sytuacji, że czułam się rozczarowana czy zawiedziona, a jestem z Shinybox już ponad dwa lata! Ale to nie na rocznicach, a na urodzinach należy się skupić. Bo wraz z czerwcowym pudełkiem Shinybox obchodzi już 6.

Oprócz gwiazdkowego, urodzinowe pudełko to te najbardziej wyczekiwane. Zawsze na wypasie, z wieloma niespodziankami, w kilku wersjach. Co w pudełku znalazło się tym razem?

Kueshi – Krem do twarzy z filtrem SPF 50. Do wszystkich rodzajów skóry. Choć wiadomo wrażliwcom przyda się najbardziej. Pachnie kokosami. Konsystencja przypomina trochę pastę, choć całkiem dobrze się rozprowadza. Na pierwszy rzut oka – całkiem przyjemny. Produkt pełnowymiarowy. Był w każdym pudełku. Cena: ok. 60 zł.

Delia – Balsam do ust w sztyfcie Sun Fun. Zawiera filtr UVA i UVB i witaminę E. Zapewnia ochronę i nawilżenie. Przyda się na lato. kosztuje ok. 7 zł. Jest to produkt pełnowymiarowy, który znajdował się w każdym pudełku.

Schwarzkopf Live Colour Spray to koloryzujący spray do włosów, którego sama na pewno nie użyję. Nadaje natychmiastowy efekt, nie skleja włosów i zmywa się przy pierwszym kontakcie z szamponem. Spray jest wielokrotnego użytku. W moim pudełku kolor niebieski. Produkt pełnowymiarowy, był w pudełkach premium.

Nutka – Szmapon do włosów. Do codziennej pielęgnacji. Połączenie delikatnych substancji myjących i ekstraktów pochodzenia roślinnego. Zawiera również kompleks zmiękczający i wygładzający łuskę włosa. Kosztuje ok. 13 zł. Znajdował się w pudełkach premium. Produkt pełnowymiarowy.

Clean Hands – Mydło antybakteryjne. Myślę, że to dość kontrowersyjny produkt, jak na urodzinowe pudełko. O ile sama uwielbiam naturalne mydła w kostce, to jednak zwykłe mydło antybakteryjne za 2,50 zł szału nie robi. Wiadomo – wszyscy zużyją, ale pomarudzą przy tym też.

Loffme – Płatki kosmetyczne wielokrotnego użytku to rzecz, która zaintrygowała mnie najbardziej. Z opisu wynika, że to coś w stylu glov, tylko że z innego materiału. Z chęcią przetestuję. W opakowaniu są 4 szt., a cena za zestaw to 19 zł. Produkt pełnowymiarowy. Był w każdym pudełku.

Bell – HYPOAllergenic Intense Colour Moisturizing Lipstick. Oprócz koloru, nawilża, zmiękcza i wygładza. U mnie w bardzo ciężkim i raczej mało wakacyjnym kolorze. Kosztuje ok. 17 zł. Produkt pełnowymiarowy. Był w każdym pudełku.

Dr. Coco – Woda kokosowa. Dla mnie bardzo spoko. Lubię takie dodatki w pudełkach. Produkt Pełnowymiarowy. Znajdował się w pudełkach VIP. Kosztuje ok. 5 zł.

Efektima – Maseczka glinkowa oczyszczająca. Uwielbiam oczyszczające maseczki na bazie białej glinki. Są super skuteczne i super delikatne jednocześnie. Cena: ok. 2,30 zł. Produkt pełnowymiarowy. Był w każdym pudełku.

I w zasadzie to byłby już koniec, ale ja dostałam nadprogramowo jeszcze jedną rzecz – Krem zwężający pory marki Efektima. Niby jakiegoś widocznego problemu z porami nie mam, ale zawsze coś tam poprawić można, albo nawet profilaktycznie zastosować. Z chęcią sobie sprawdzę.

Ostatecznie całkiem spora wyszła z tego paka. Jednak moje pudełko, to wersja premium. Myślę, że mogę znaleźć tu kilka swoich ulubieńców, także ja zabieram się za testowanie, a Wy lećcie skałdać zamówienia, jeśli jeszcze tego nie zrobiłyście! Zestawy dostępne na shinybox.pl.

Dobre dla zębów – whiteON i natureON

whiteON i natureON – nowości Torf Corporation (czyli właściciela marki tołpa), do higieny jamy ustnej. Towarzyszą mi już od kilku miesięcy, więc czas, żebym podzieliła się swoimi spostrzeżeniami i opinią. 

Jako że lubię kosmetyki tołpa, na te produkty też od razu nałożyłam pewien filtr zaufania i z entuzjazmem zaczęliśmy domowe testowanie. Zanim jednak przejdę dalej, myślę, że warto wspomnieć czym serie się od siebie różnią i jakie produkty w nich znajdziemy.

natureON to produkty, które zostały stworzone w oparciu o naturalne składniki, z poszanowaniem środowiska. Nie zawierają parabenów ani składników pochodzenia zwierzęcego. Znajdziemy w niej certyfikowane oleje i ekstrakty roślinne. Nie zabrakło również szalenie modnego obecnie węgla aktywnego, na bazie którego stworzone zostały dwa produkty z tej linii.
Cała seria składa się z:
– Odświeżającej pasty do zębów fresh&oil,
– Regenerującej pasty do zębów gums protect,
– Wybielającej pasty do zębów carbon white,
– Wybielającego płynu do higieny jamy ustnej carbon white.

witeON, jak się pewnie domyślacie, to linia wybielająca. Oparta jest na mieszance składników aktywnych takich jak naturalny enzym z ananasa (bromelaina), kwas ftalimido-peroksy-kapronowy i węgiel aktywny. Są nie tylko skuteczne, ale i w pełni bezpieczne, również dla szkliwa. Można je stosować jako kompleksową codzienną pielęgnację, a także wybiórczo lub co jakiś czas, aby „odświeżyć kolor”. Seria zawiera:
– Zestaw wybielający 3 Step Whitening set
– Pastę do zębów redukującą przebarwienia Enzyme White,
– Pastę do zębów wybielającą już po pierwszym użyciu Visible White,
– Pastę do zębów Black White,
– Płyn do higieny jamy ustnej, chroniący zęby przed osadami Enzyme White.

Jak widzicie obie kolekcje całkiem rozbudowane i kompleksowe, więc od ok. 3 miesięcy nie używamy niczego innego do higieny jamy ustnej. Co przyznam mnie samą dziwi, bo o ile ja coś tam sobie zawsze ulubię, to mój M pastom do zębów stawia naprawdę wysokie poprzeczki. Od lat testujemy różne produkty, z naciskiem na bardziej naturalne i uwierzcie – ciężko jest w tym temacie. Bo jeśli już jakaś pasta czy płyn ma fajny, naturalny skład, to niestety nie do końca sobie radzi czy to z redukcją płytki bakteryjnej czy uczuciem świeżości. A jednak to wydaje nam się być najważniejsze. Więc poszukiwania trwały i trwały, aż w końcu pojawiły się te dobrze prezentujące się tubki, a mój M powiedział – „to możemy kupować”. 😀

whiteON i natureON

Więc tak – seria natureON jak na certyfikowane składniki i ogólnie naturalny skład jest naprawdę zaskakująco skuteczna w działaniu. Myślę, że dla co delikatniejszych może być nawet trochę „mocna”. Pasty dobrze oczyszczają zęby, redukują płytkę nazębną i zapewniają długotrwałą świeżość oraz komfort. W konsystencji czy sposobie rozprowadzania nie różnią się niczym od swoich drogeryjnych konkurentek. Wszystkie fajnie się pienią, więc sprawnie i przyjemnie przebiega te mycie zębów. Jeśli miałabym wskazać swojego ulubieńca z tych 3 past, to pewnie byłaby to Wybielająca pasta do zębów Carbon White, która oczywiście jest czarna. 😀
Płyn, również czarny :D, też świetnie się sprawdza. Jest intensywny w smaku, wiadomo – jak większość tego typu produktów, ale nie szczypie i nie podrażnia. Dobrze sprawdza się zarówno w zestawie z pastą, jak i w roli „szybkiego odświeżacza” w pojedynkę.

whiteON to przyznam szczerze trochę takie wybawienie dla moich zębów. Piję bardzo dużo herbaty, a i kawę lubię, więc ten osad się zbiera, a zęby trochę zmieniają kolor. Co rzeczywiście te pasty redukują. Wiadomo, że nie są to specyfiki które poradzą sobie z kamieniem czy przebarwieniami powstałymi w miejscach, gdzie występują tak zwane plomby, ale ogólne odświeżenie jest i myślę, że jak ktoś tak jak ja lubi gorące napoje barwiące, albo pali papierosy, to już po kilku zastosowaniach zauważy subtelną zmianę koloru.
Oprócz efektu wybielającego, czystość, świeżość i komfort. Zarówno jeśli o pasty, jak i płyn chodzi. A o zestawie wybielającym 3 Step Whitening set opowiem w kolejnym tekście. I bez obaw, mimo tego, że produkty są wybielające nie podrażniają jamy ustnej i nie są też zagrożeniem dla szkliwa. Ogólnie używa się ich bardzo przyjemnie.

natureON whiteON

U mnie, a w zasadzie u nas, produkty te sprawdzają się naprawdę dobrze. Nie występują żadne nadwrażliwości, podrażnienia. Dziąsła są wypielęgnowane, a zęby zadbane.
Seria natureON przekonała nas do siebie swoją mocą, a z kolei whiteON skutecznością. Szczerze polecam przetestować je na własnych zębach. Na pewno obie serie dostępne są w Rossmann, więc zupełnie przy okazji 😀 możecie sobie sprawdzić.

Krem z komórkami macierzystymi – Apple Queen Bartos Cosmetics

Dzisiaj produkt, który oczarował mnie zarówno swoim wyglądem, jak i zaciekawił recepturą. Nowość na polskim rynku i to w wersji ekskluzywnej. Sama natura, nie testowana na zwierzętach i odpowiednia dla wegan. Co to takiego?

Bartos Cosmetics to startująca polska marka, która tworzy swoje produkty w oparciu o 3 filary – zdrowie, naturę i urodę. Marka aktualnie w portfolio ma 3 kosmetyki: krem odmładzający, krem wzmacniający i regenerujący płyn micelarny. Ich ceny są dość wysokie, bo kolejno jest to 149 zł, 139 zł i 89 zł, więc podstawowe pytanie brzmi czy warto marce zaufać i w nie zainwestować?

Swój egzemplarz Odmładzającego kremu Apple Queen Bartos Cosmetics otrzymałam na Meet Beauty Conference. Przyznać muszę, że urzekł mnie swoim wyglądem.

Słoiczek jest nie tylko pięknie zaprojektowany graficznie, ale też bardzo porządny i co najważniejsze mega praktyczny. Opakowanie typu airless sprawia, że krem nie traci na jakości i jest pełnowartościowym kosmetykiem, do ostatniej aplikacji. Dodatkowo dozuje odpowiednie porcje kremu i po prostu jest wygodny w użyciu.

Bartos Cosmetics – Apple Queen

Krem oprócz tego, że urokliwy na zewnątrz, jak informuje producent, jest też piękny w środku. Jego receptura zawiera komórki macierzyste z jabłoni domowej, ekstrakt z czerwonej koniczyny, kwas hialuronowy, sok z liści aloesu, olej arganowy, olej awokado, olej manoi, masło waniliowe, witaminę B5, B3 i E. Cała ta mieszanka dba o odnowę komórek skóry oraz jej odżywienie i nawilżenie. Działają one przeciwstarzeniowo i wpływają na elastyczność i jędrność skóry. Dodatkowo składniki te koją i łagodzą.

Krem ma bogaty skład i równie treściwą konsystencję. Nie jest ona najlżejsza, ale jakaś wyjątkowo tłusta i ciężka też nie. Posiada delikatny, kremowy odcień. Pozbawiony jest perfum, a jego zapach (delikatny, ale wyczuwalny) zupełnie naturalny.

Jak już wspomniałam jest kremem dość treściwym, więc zdecydowanie lepiej, przynajmniej u mnie, sprawdza się na noc. Niezależnie od warstwy jaką aplikuję, krem pozostawia na mojej skórze trochę tłustego filmu, więc pod makijaż się nie nadaje. Jak się domyślacie – nocą mi to w ogóle nie przeszkadza. I często pozwalam sobie nawet na położenie grubszej warstwy, jako taką maseczkę odżywczą. Krem zawsze kładę na oczyszczoną skórę, posmarowaną wcześniej płynnym serum (najczęściej na bazie kwasu hialuronowego – super się wchłania i fajnie transportuje składniki aktywne kolejnych kosmetyków w głąb skóry).

Bartos Cosmetics - Apple Queen
Bartos Cosmetics – Apple Queen

Faktem jest, że odkąd go używam moja skóra nie ma problemów czy to z warunkami atmosferycznymi, czy z klimatyzacją. Nie nękają mnie żadne przesuszenia, podrażnienia czy zaczerwienienia. Twarz jest nawilżona i odżywiona, napięta i jędrna. Wygląda dobrze – zdrowo i świeżo, przez cały dzień. Wydaje się też, że kosmetyk wzmocnił naczynka i wygładził co nieco.

Ogólnie jestem z niego zadowolona i myślę, że to fajny produkt dla wymagających. Spełni oczekiwania zarówno jeśli chodzi o skład, jak i efekty.

Dostępny jest m.in. w sklepie internetowym marki.

Ulubione kosmetyki do brwi Eyebrow Expert Delia Cosmetics

Ogólnie kosmetyki do brwi uwielbiam. Lubię dosłownie wszystko – kredki, cienie, pomady, tusze, żele i co tam jeszcze wymyślą. Jednego dnia maluję je mocniej, drugiego wyznaję zasadę „no makeup” i delikatnie je podkreślam. Wyobraźcie więc sobie moją minę, gdy trafiły do mnie wszystkie kosmetyki do brwi, jakie marka Delia Cosmetics posiada w swojej ofercie. Istny szał!

Nagle moja kosmetyczka stała się bogatsza o całą masę nowości, są nimi:
Korektor żelowy do brwi,
Maskara do brwi,
Paletka do brwi,
Pęseta do brwi,
Serum na wzrost rzęs i brwi,
Henna żelowa do brwi i rzęs,
Henna do brwi w kremie,
Henna tradycyjna,
Pomada do brwi.
I jak się zapewne domyślacie, jest kilka pozycji z tej długiej listy, które szczególnie przypadły mi do gustu.

Eyebrow expert Delia Cosmetics

Zacznę od produktu, który zaskoczył mnie najbardziej i jest to Pomada do brwi Delia Cosmetics. Jak to pomada, ma woskową konsystencję, a jej krycie uzależnione jest od tego z jaką intensywnością ją nakładamy. Dzięki temu możemy uzyskać efekt bardziej naturalny, jak i intensywny, mocny. I uwierzcie, że oba przy jej użyciu wyglądają super. Ja dodatkowo utrwalam ją maskarą, albo żelem i trzyma się bez problemu cały dzień. Również w upały. Jak już się ją na tych brwiach posadzi, to tak siedzi i siedzi, dopóki się jej nie pogoni demakijażem. Na dodatek bardzo przypadł mi do gustu odcień Dark Brow, który jest taką konkretną czekoladą i jakoś tak mi dobrze leży. Do aplikowania pomady na co dzień używam skośnego pędzelka Hakuro, ale ten, który był w zestawie (z jednej strony pędzelek skośny, z drugiej szczoteczka) też daje radę – jest sztywny, więc nie łamie się pod wpływem ciężkiego i kleistego kosmetyku, ale nie szoruje i nie podrażnia skóry.

Kolejna rzecz, którą możemy sobie wymalować całe brwi to Paletka do stylizacji brwi Delia Cosmetics. Paletka jest wykonana z całkiem przyzwoitego plastiku. W środku znajdują się dwa cienie – jasny i ciemny brąz oraz bezbarwny wosk. Do aplikacji – dwustronny pędzelek i uwaga (!) nawet lusterko się zmieściło. Cienie pudrowe, ale miękkie, przyjemne i z mniejszą przyczepnością, więc zdecydowanie ten wosk jest do aplikacji potrzebny, również dla uzyskania delikatnego efektu. Przyznać jednak trzeba, że w takim połączeniu paletka sprawdza się świetnie i bez zarzutów. Tutaj również można sobie stopniować efekt, dodając lub zmniejszając ilość cieni, które podtrzymuje fajnie rozprowadzający się wosk. Dzięki niemu możemy sobie łatwo zaznaczyć kontury czy w ogóle namalować kształt brwi. Też trwałe.

Kosmetyki do brwi Eyebrow expert Delia Cosmetics

Rzecz, bez której ogólnie nie wyobrażam sobie makijażu brwi jest tusz. Czasami używam go w pojedynkę, czasami dodaję do kredki, a jeszcze kiedy indziej utrwalam sobie cienie czy pomadę. Serio lubię mieć coś takiego w kosmetyczce. W przypadku Kremowej maskary do brwi Delia Cosmetics podoba mi się aplikator – mała szczoteczka, która pozwala na bardziej precyzyjną aplikację i trwałość. Kolor brązowy, którego używam na co dzień, jest w porządku. Jednak ja dodałabym do gamy ich trochę więcej. Maskara należy do tej grupy kosmetyków, które nie wysychają pod wpływem czasu. Stale jest tak samo mokra, nie zostawia więc grudek i nie skleja włosków. Pozostawia fajny, efekt podkręconych brwi, który można stopniować. Zawiera olej makadamia, sezamowy, kukurydziany, słonecznikowy i z oliwek, a także d-panthenol, więc nie tylko koloryzuje brwi, ale też je pielęgnuje.

Kremowa maskara do brwi Delia Cosmetics

Ostatnią rzeczą do podkręcania brwi, jaką chcę Wam dzisiaj zaprezentować jest Ekspresowa jednoskładnikowa henna do brwi. Dlaczego ulubieniec? Sprawa chyba jest prosta – i jednoskładnikowa i ekspresowa. Generalnie nic nie trzeba mieszać, nie trzeba się zastanawiać nad proporcjami, jak i mieszaniem kolorów – jest podany konkret i tego używasz, koniec kropka. A że ja i nigdy czasu nie mam i też trochę leniuszek (jak już mam te 5 minut), to bardzo polubiłam tą hennę. Efekt w zasadzie otrzymujemy nawet już po 5 minutach, a utrzymuje się on spokojnie ponad tydzień. Myślę więc, że fajna sprawa. Jedyna rzecz, jaką bym poprawiła to pędzelek, bo jednak mało precyzyjny jest ten aplikator.

Jednoskładnikowa ekspresowa henna do brwi

Serum na wzrost rzęs i brwi Delia Cosmetics zasługuje na uwagę głównie dlatego, że nie podrażniło moich oczu – a to się serio rzadko zdarza. Delikatna odżywka, która może jakichś spektakularnych efektów nie daje, ale włoski są i mocniejsze i w przypadku rzęs mam wrażenie, że nieco dłuższe. Bezbarwna i bezwonna. Zawiera innowacyjny kompleks wzmacniająco-odbudowujący Widelash i keratynę. Nakłada się ją aplikatorem zakończonym pędzelkiem, na linię powieki wzdłuż rzęs i na brwi. Można zarówno na noc, jak i na dzień pod makijaż.

Serum do rzęs i brwi Eyebrow Expert Delia Cosmetics

Pielęgnację zamkniemy wisienką – piękną, minimalistyczną Pęsetą Delia Cosmetics. Kompaktowa i precyzyjna jednocześnie. I te połączenie czerni ze złotym logo – ekstra! Ładna rzecz do kosmetyczki. 🙂

Choć zdecydowanie większą część produktów do brwi marki Delia Cosmetics już Wam przedstawiłam, to możliwe, że niedługo wrócę z czymś jeszcze. Póki co, zachęcam do zapoznania się z powyższymi, bo to dobre produkty, w naprawdę niskich cenach (najdroższa jest paletka – ok. 20 zł). Oferta marki jest naprawdę szeroka, więc myślę, że każdy znajdzie tam coś dla siebie. No chyba, że się kredki lubi, to wtedy się nie uda, poza tym – „hulaj duszo, piekła nie ma”. 🙂