Pro Contour Palette Wibo – czy warto?

Konturowanie twarzy to aktualnie już nie trend kosmetyczny, a raczej nawyk większości kobiet malujących się na co dzień. Skoro czasami kilka machnięć może uwydatnić to i owo, albo wręcz przeciwnie – trochę ukryć, to dlaczego nie skorzystać?

Panująca moda na tego typu makijaż stale też jest rozwijana i podkręcana, pojawiającymi się paletkami i zestawami do konturowania, zawierającymi wszystko czego nam trzeba do osiągnięcia danego efektu. Na sucho, na mokro – co chcemy, jak chcemy. Do tego często mają cudowne, zachęcające opakowania, którym ciężko jest się oprzeć – znacie to. 😉

Właśnie jedną z takich paletek, obok których ciężko przejść obojętnie jest Pro Contour Palette Wibo, która mi osobiście przede wszystkim kojarzy się z piękną Weroniką Książkiewicz (trudno o lepszą ambasadorkę!). Zawiera w sobie 3 odcienie kremowe, fixer, róż i bronzer. Głównie więc bawimy się nią na mokro. Ma to swoje plusy, jak i minusy. Do tych pierwszych należą fajne efekty i zakrycie niedoskonałości. Do wad ja zaliczam czas wykonania takiego makijażu (podkreślenie kości policzkowych na sucho, zajmuje mi znacznie mniej czasu :P) i precyzję z jaką trzeba go wykonać. Niemniej jednak z pewnością jest to zestaw, który pozwala na wykonanie pełnego i profesjonalnego konturowania twarzy. Co więcej! Do paletki dołączona jest „instrukcja obsługi” do konturowania poszczególnych typów twarzy! Bardzo fajna i przydatna rzecz dla osób, które nie do końca czują temat, albo zwyczajnie lubią zasięgać porad.

pro-contour-palette-wibo-swatch

Znajdujące się w środku produkty generalnie dobrze się uzupełniają. Do rozjaśnienia poszczególnych partii możemy użyć odpowiedniego dla siebie tonu podkładu (Banana Cream, High Cream). Kontury malujemy oczywiście najciemniejszym brązem (Hide Cream), a po zblendowaniu makijażu nakładamy na twarz utrwalający fixer, gdzieniegdzie odrobinę bronzera i róż na kości policzkowe. Ja do paletki wrzuciłabym jeszcze rozświetlacze, których ostatnio fanką jestem. Ale akurat to, że ja ich używam na co dzień nie znaczy, że paletka jest niekompletna czy wybrakowana i że wszystkie musicie nosić na twarzy mieniące się drobinki. 😉

Paleta kosztuje ok. 47 zł i można ją kupić w sklepie internetowym marki, albo stacjonarnie w sieci drogerii Rossmann na przykład.

pro-contour-palette-wibo-open

Nowe maskary Mystik Warsaw: Voluminate i Longevity

Ostatnio wspominałam o słodko-gorzkim poszukiwaniu czegoś nowego i fajnego do tuszowania rzęs, aż tu chwilka później w moje ręce wpadły (zupełnie same 😉 ) dwa tusze Mystik Warsaw. Jakie wrażenie robią i czy warto w nie inwestować?

Mystik Warsaw to jedna z marek sieci drogerii Kontigo, ta kolorowa. W jej ofercie możemy znaleźć produkty takie jak cienie do oczu, eyelinery, kredki, brokaty czy paletki. Ja w szczególności lubię udogodnienie jakim jest możliwość dokupienia „swojej” szczoteczki do maskary. Bo czasami to właśnie kiepsko dobrana pod indywidualne potrzeby szczoteczka może przekreślić na prawdę świetny tusz. Z Mystik Warsaw takie problemy nie istnieją i chwała im za to! 🙂

Generalnie obie maskary – Voluminate i Longevity, są bardzo w porządku i nie mam za bardzo co im zarzucić. Równomiernie się rozprowadzają, nie pozostawiają posklejanych rzęs czy grudek. Oplatają całe włoski, ładnie je podkreślając. W ciągu dnia nie kruszą się, nie rozmazują, a i wieczorem tak łatwo nie odpuszczają, więc trzeba zastosować intensywny demakijaż. Oba są bardzo w porządku, choć nie ukrywam, że u mnie bardziej sprawdza się ten pogrubiający. Moje rzęsy po prostu trzeba solidnie zaznaczyć, aby w ogóle były widoczne 😀 i ten tusz robi to znakomicie.

mystik-warsaw-maskary-2

Jeśli miałabym ocenić stosunek jakości do ceny (każda maskara kosztuje po 20 zł), to powiedziałabym, że naprawdę jest ok i raczej rozczarować się nie powinnyście. Zwłaszcza, gdy dodatkowo zainwestujecie w szczoteczkę o ulubionym włosiu i kształcie (w promocji można dorwać nawet za 2 zł, w cenie stałej niecałe 4 zł), wtedy satysfakcja gwarantowana! 😉

Jak zorganizować wakacyjną kosmetyczkę?

Jeśli należycie do tych osób, które na wakacje zabierają ze sobą dwie walizki – jedną z ubraniami, a drugą z kosmetykami, to zdecydowanie powinnyście zapoznać się z tym wpisem i posłuchać cioci „Dobrej Rady”. 😉 Jak w łatwy sposób zmniejszyć objętość kosmetyczki, a jednocześnie mieć przy sobie wszystko to, czego Ci potrzebna?

Jest kilka sposobów na zorganizowanie wakacyjnej kosmetyczki. Ja zabieram się za to znacznie wcześniej niż za samo planowanie wyjazdu. 😉 Znaczną częścią takiej wyjazdowej paki stanowią różnego rodzaju próbki. Na co dzień raczej ich nie używam, ale zbieram, dosłownie wszystkie. Te które otrzymuję jako dodatek do zakupów i te, które znajduję w ulotkach, gazetkach i magazynach. Po jakimś czasie tworzy się z tego na prawdę imponujący zestaw – od kremów, balsamów, po żele, szampony, na kosmetykach kolorowych kończąc (choć tych ogólnie raczej jest mniej). Przed samym wyjazdem, wyjmuję moje zapasy, segreguję i zabieram wszystko to, co może się przydać.

kosmetyczka-wakacyjna-probki-evree
Na zdjęciu: Evree MySuperBalm, Żel do mycia twarzy Kiehl’s (Inspired By Naturalnie Piękna), Krem Yves Rocher, Baza pod makijaż MAC, Odżywka do paznokci Trind (ShinyBox), Krem Synchroline saszetka (ShinyBox), Pasta do zębów Intel CaLC, Krem Eau Therme Avene

Razem z próbkami magazynuję również miniatury i „travelsizy”. Tych najwięcej mam dzięki pudełkom m.in. ShinyBox, InspiredBy. Na bieżąco raczej ich nie zużywam, choć często aż mnie skręca z ciekawości, to jednak testowaniem tych kosmetyków dodatkowo umilam sobie wakacje. Między innymi to dzięki nim póżniej też mogę pozwolić sobie na tonę „pamiątek” w drodze powrotnej. 😀

Gdy już przejrzę próbkowe i miniaturowe zapasy, przygotowuję listę kosmetyków, których wśród wspomnianych nie ma, a z miejsca bez nich się nie ruszę. Z listą wędruję do najbliższej „większej” drogerii i wrzucam wszystko to, co na karteczce do koszyka. Oczywiście kosmetyki te są w odpowiednich rozmiarach, a więc max. 50 ml. Aktualnie bardzo dużo firm kosmetycznych oferuje swoje produkty w mniejszych niż standardowe opakowaniach. Niektóre ograniczają się tylko do kilku, bestsellerów lub takich najbardziej potrzebnych w podróży, ale są też takie, których pomysłowość i szerokość oferty jest wręcz zadziwiająca. Tołpa (bo właśnie tej marki kosmetyki znalazły się w mojej wyjazdowej kosmetyczce) oprócz tego, że oferuje nam na prawdę dużo, to proponuje również naturalne, wolne od chemii formuły.

kosmetyczka-wakacyjna-tolpa
Na zdjęciu: Tołpa – Krem ujędrniający brzuch, uda i pośladki, Głęboko oczyszczający szampon przeciw przetłuszczaniu, Aksamitny krem-mus pod prysznic i do kąpieli, regenerujący, płyn do higieny intymnej, Płyn miceralny w chusteczkach oraz Głęboko oczyszczający żel do mycia twarzy z serii Men.

Jeszcze jednym trikiem, który wykorzystuję przy pakowaniu się, jest sięganie po kosmetyki wielofunkcyjne. Zabieram więc na przykład jedną, niewielką paletkę, która mieści w sobie rozświetlacz, róż i bronzer. Ich zazwyczaj na wakacjach używam też jako cieni do powiek. Jeden balsam, który sprawdzi się zarówno jako pomadka do ust, krem na przesuszone miejsca, jak i maść na podrażnienia, ukąszenia i otarcia (jak ten od Evree ze zdjęcia drugiego). I tak samo fajne w podróży olejki – można ich używać do twarzy (nawilżenia czy demakijażu), ciała oraz włosów. Normalnie wszystko w jednym! 🙂

Kilka uniwersalnych pędzli do makijażu dziennego

Nie jestem wizażystką, a pędzli używam jedynie na własne potrzeby, głównie wykonując nimi makijaż dzienny. I właśnie dlatego postanowiłam przygotować zestawienie kilku niezbędnych do jego wykonania przyborów. Mając nadzieję, że pomogę chociaż trochę osobom zaczynającym swoją przygodę z pędzlami, szukającymi najbardziej uniwersalnych i optymalnych rozwiązań, albo takimi, które chciałyby na przykład taki zestaw komuś sprezentować.

Wśród moich pędzli zdecydowana większość ma nadrukowane logo Hakuro – raczej mało kto na nich się zawiódł, a ich ceny też nie są aż tak przytłaczające. Z bardziej dostępnych stacjonarnie pędzli, wiele osób poleca te od Hebe czy Kontigo. Z nieco wyższej półki natomiast zupełnie różnie to bywa, chociaż, o tych z MAC raczej dobrze się wypowiadają.

Wiadomo, że każda z nas na co dzień boryka się z innymi problemami cery,  ale też i nasze preferencje makijażowe są zupełnie różne. Dlatego poniższa lista jest totalnym misz-maszem, dzięki czemu każda z Was powinna dać radę skompletować na jej podstawie odpowiedni dla siebie zestaw.

Duży i gęsty / Kabuki – idealne do nakładania pudru sypkiego i prasowanego. Fajnie rozprowadzają rozświetlacze czy bronzery w lekkim, dziennym wydaniu. Są szerokie, lekko zaokrąglone i milusie.

Hakuro H55 i Kabuki Annabelle Minerals
Hakuro H55 i Kabuki Annabelle Minerals

Duży owalny – zdecydowanie najlepiej nakłada mi się nim podkład płynny. Jest niezwykle mięsisty, co daje fajne efekty przy aplikacji kosmetyku. Mięciutkie włosie natomiast gwarantuje przyjemne „malowanie” bez podrażnień.

noname z allegro (zakupiony w zestawie 5 pędzli)
no name z allegro (zakupiony w zestawie 5 pędzli)

Skośny – jeśli używasz bronzera czy różu, aby lekko wykonturować nimi kości policzkowe, to jest to Twój must have. Tworzy piękne linie, a kosmetyk ląduje dokładnie tam, gdzie tego chcesz. Potrafi też efektownie rozpylić rozświetlacz.

Hakuro H24
Hakuro H24

Gąbeczka mini – idealna do korektora, szczególnie tego kładzionego w okolicach oczu. Wszędzie „wlizie”, a i efekt odpowiedni po sobie pozostawi.

SOFTIE S Annabelle Minerals
SOFTIE S Annabelle Minerals

Szczoteczka do brwi i do rzęs – bardzo pomocna w rozczesywaniu małych włosków i ich stylizacji – niezależnie od tego czy są to rzęsy czy brwi.

szczoteczka-do-brwi-rzes
Maestro 910

Skośny malutki – pomocny zarówno przy stylizacji brwi, jak i przy makijażu powiek – może być bardzo dokładny i precyzyjny. Świetnie sprawdza się do tworzenia różnego rodzaju kresek.

Hakuro H85
Hakuro H85

Małe, gęste i zaokrąglone – do szybkiego nakładania cieni – idealne! Najlepiej zorganizować sobie dwa rozmiary – jeden większy, którym oko załatwimy na dwa machnięcia i drugi mniejszy, bardziej precyzyjny, którym można wykonać „wzorki”. 😉

 

Hakuro H76 i H77
Hakuro H76 i H77

Pierwszy krem CC w portfolio Evree – Pure Neroli

Jakiś czas temu evree wypuściło serię Pure Neroli. Składa się ona z pięciu kosmetyków dedykowanych głównie skórze tłustej i problematycznej. Wszystkie zawierają ekskluzywny ekstrakt Neroli (czyli z kwiatów gorzkiej pomarańczy), który zapobiega niedoskonałościom oraz je niweluje. Charakterystyczny dla tej linii jest świeży, pomarańczowy zapach, wprost idealny na lato!

Jednym z produktów Pure Neroli jest Normalizujący krem korygujący CC, o ile się nie mylę, pierwszy krem tego typu w portfolio marki. Łączy w sobie cechy produktu pielęgnacyjnego i korygującego. Dlatego też byłam go naprawdę bardzo ciekawa.

Kosmetyk ten pomaga przykryć niedoskonałości i wyrównuje koloryt. Wygładza, poprawia kondycję i nadaje skórze świeżości. Zmniejsza widoczność porów, koi i łagodzi stany zapalne. Normalizuje funkcje skóry i doprowadza ją do porządku. Zawiera ekstrakt Neroli (oczywiście ;), a także affipore i mineralne pigmenty. Te ostatnie pozwalają, aby krem dopasował się do odcienia cery i ładnie w nią wtopił.

evree-pure-neroli-2

Ma lekką, ładnie rozprowadzającą się konsystencję, która rzeczywiście działa. Można używać go samodzielnie lub w połączeniu z innymi kosmetykami, z którymi ładnie współpracuje. Mimo tego, że moja skóra określana jest raczej jako normalna, czasami sucha, krem sprawdza się u mnie bardzo fajnie. Nie wysusza, nie obciąża, nie zapycha. Skóra wygląda świeżo i zdrowo, a poza tym ślicznie pachnie. Z kolei wykonany przy użyciu tego kremu makijaż jest naturalny i lekki, właśnie taki, jaki powinien w te letnie dni być. Krem „nie ulatnia” się w ciągu dnia i nie pozwala też na to innym elementom makijażu. Nic się nie marze i nie spływa. Evree znowu spisało się na 5! 🙂

Poręczna tubka 50 ml kosztuje ok. 35 zł, a dostępna jest stacjonarnie (np. w Rossmann), jak i online.

theBalm The Body Builder Black Mascara – tak czy nie?

Ostatnio szukałam nowej, fajnej mascary. Nie to żeby moja poprzednia (PUPA Ultraflex Mascara) była zła, wręcz przeciwnie – bardzo ją lubię, jednak miałam ochotę na coś nowego. Po małym rozeznaniu mój wybór padł na theBalm The Body Builder Black Mascara. Czy powstała między nami chemia?

Generalnie chyba wysoką poprzeczkę postawiłam temu kosmetykowi i nie do końca był on w stanie ją przeskoczyć. Możliwe, że jest to kwestia zaufania jakim darzę theBalm, jednak w przypadku tuszu do rzęs nie ma ono większego uzasadnienia.

Moje rzęsy należą do tych krótkich i rzadkich, ale zdrowych. Kupując maskarę zależy mi więc po prostu na podkreśleniu ich obecności. Podkręcić nie ma za bardzo co, w wydłużenie za specjalnie nie wierze, no a pogrubienie powinna dawać każda kolejna warstwa tuszu na rzęsach. Na ogół więc nie kieruję się przypisanym kosmetykom funkcjonalnościom. Bardziej skupiam się na wygodzie, wyglądzie i trwałości. Doceniam poręczne buteleczki i dobrze zaprojektowane szczoteczki. Lubię, gdy formuła tuszu nie skleja rzęs i nie pozostawia na nich grudek, ale nie znoszę też, gdy jest ona zbyt rzadka, a każde pociągnięcie aplikatorem kończy się na odbitych dookoła rzęsach. Jednym zdaniem: ciężko jest. 😉

Co więc mogę powiedzieć o The Body Builder theBalm? Posiada wygodną, ani nie za szeroką, ani nie za wąską buteleczkę. Jednak sama szczoteczka nie jest już tak wygodna. Niby wąska i wyprofilowana, ale w połączeniu z cięższej konsystencji tuszem, ani nie ułatwia pomalowania moich krótkich rzęs, ani też nie pomaga w utrzymaniu w okolicach oczu porządku. Ostatecznie więc można uzyskać i posklejane rzęsy, i grudki, i rozmazany makijaż. No ja musiałam trochę z tą maskarą się zapoznać i ją rozpracować, aby móc z niej w ogóle korzystać. Rzecz do której przyczepić się nie mogę to trwałość – maskara się nie kruszy, nie rozmazuje. Nie działa na nią wilgoć czy deszcz. Utrzymuje się na rzęsach cały dzień, a i demakijaż musi być porządny, aby odpuściła.

Ja zadowolona do końca nie jestem, jednocześnie zauważam zarówno wady, jak i duże zalety tego tuszu. Mimo wszystko nie uważam, aby jego cena była adekwatna do jakości. Ktoś z Was próbował? Jakie macie zdanie na temat tego kosmetyku?

Shinybox Celebration Time – to już 5 lat!

Sto lat, sto lat, niech żyje Shinybox nam! Takim oto radosnym i typowo urodzinowym akcentem rozpoczynam recenzję czerwcowego pudełka, które jest jednocześnie tym jubileuszowym. Myślę, że oczekiwania wszystkich Shinies względem niego były naprawdę spore, a i ostateczny jego wygląd bardzo zaskoczył. Co znalazło się w jednym z najbardziej wyczekiwanych pudełek w roku (za drugie obstawiam te gwiazdkowe ;)?

Cała masa niespodzianek! Mimo tego, że dwa produkty były ujawnione już wcześniej, w środku znalazło się wiele fantastycznych produktów od: Remedium Natura, Evree, Smart Girls Get More, Mincer Pharma, Hello Slim, SheFoot, Efektima, Kneipp, Trind, Nivelazione, RSS, Dove, Kueshi i Schwarzkopf.

Edycja urodzinowa, to ta, która występuje w wersji standardowej, powiększonej i VIP. Ostatecznie pudełko mogło zostać zapełnione aż 14 produktami! Ja mam wersję XXL i 12 produktów oraz próbki Tutti Frutti Farmona i od razu powiem szczerze, że zawartość zrobiła na mnie ogromne wrażenie. 🙂

Shinybox zapowiedziało obecność dwóch pełnowymiarowych produktów Kueshi. Kremowy balsam do ciała i rąk to bardzo fajny, lekki i szybko wchłaniający się kosmetyk, który pachnie tak słodziutko (trochę jak budyń), że aż chciałoby się go zjeść. Natychmiastowe nawilżenie, wygładzenie i poczucie komfortu. Zawiera w sobie aloes oraz oleje naturalne, które zapewniają całodniową ochronę skóry. Balsam zmiksowany jest z naturalnych składników, bez użycia parabenów, bez testowania na zwierzętach. Butelka 500 ml kosztuje 57 zł. Drugim produktem tej marki jest Rewitalizujący tonik do twarzy. Na pierwszy rzut oka bardzo przyjemny. Nawilża, równoważy pH, oczyszcza. Sprawdza się w kontakcie ze skórą delikatną i wrażliwą. Ładnie pachnie. Jego cena to 42 zł / 200 ml.

Kolejna bardzo fajna rzecz to Upiększający krem pod oczy Magic Rose Evree. Uwielbiam całą różaną serię tej marki – krem, tonik, olejek, maseczki – wszystko! A akurat kremu pod oczy jeszcze nie miałam. Krem zawiera ekstrakt z róży demasceńskiej, drobinki rozświetlające i eyeliss – unikalny kompleks molekuł. Można go stosować zarówno na dzień, jak i na noc, do każdego rodzaju skóry. Krem kosztuje ok.32 zł

Koncentrat do rąk przeciw przebarwieniom Vita C Infusion Mincer Pharma, to już czwarty z kolei kosmetyk pielęgnacyjny i co lepsze – nie ostatni! Pomaga usunąć przebarwienia ze skóry rąk, wygładzić je oraz zadbać o ogólną kondycję dłoni. Składnikami aktywnymi jest Witamina C tetra 30 mg/ml, olej z rokitnika i omega-plus. Za butelkę o pojemności 30 ml z dozownikiem, zapłacimy ok. 20 zł.

shinybox-celebration-time-5-zblizenie

Konturówki ostatnio używam bardzo namiętnie, więc obecność tej ze Smart Girls Get More bardzo mnie ucieszyła. Tradycyjna, w kolorze Nude Pink 01 jest po prostu idealna! Miękka, ładnie się prowadzi. Można nią rysować kontur, użyć jej jako bazy lub po prostu jako pomadki. Kosztuje ok. 5 zł.

W tej edycji znalazło się również kilka saszetek i „travel sizów”, co nie ukrywam, szczególnie teraz – w okresie letnim, lubię bardzo. Do kąpieli Olejek Tajemnica Piękna Kneipp. Mix naturalnych olejów (94%), wpływa na skórę natłuszczająco, kojąco i pielęgnacyjnie. Skóra jest czyszczona, miękka i gładka. Pachnie ładnie, słodko. 20 ml kosztuje ok. 5 zł.

O odżywce do paznokci Trind już kiedyś miałam przyjemność Wam wspominać, było to TUTAJ. Tamte opakowanie już dawno, dawno temu zużyłam, więc kolejna buteleczka się przyda.

Miniatura, której jestem bardzo ciekawa, to Micelarna odżywka myjąca z linii profesjonalnej Schwarzkopf. Nigdy nie miałam micelarnej odżywki, a do tego jeszcze myjącej. 😉 Sprawdzę ją na pewno.

I to by było na tyle, jeśli o miniaturowe wydania chodzi, w saszetkach znalazły się natomiast produkty SheFoot, Efektima, Nivelazione i Tutti Frutti. Sól do kąpieli stóp SheFoot to skuteczny zabieg zmiękczający naskórek. Pomaga usunąć zrogowaciały naskórek, odpręża i odświeża. Saszetka 65 g kosztuje ok. 5 zł. Mineral SPA: Peeling + maska +krem myjący do twarzy 3 w 1 Efektima, to multifunkcyjny kosmetyk, który porządnie oczyści skórę twarzy i jednocześnie ją nawilży. Zawiera zielone błoto mineralne, glinkę białą oraz drobinki z alg. Opakowanie 7 ml kosztuje ok. 3 zł.
Od Farmony Nivelazione i Intensywnie regenerująca kuracja S.O.S dla stóp oraz Szampon i Opalizujący olejek do kąpieli i pod prysznic, zapach Wiśnia i Porzeczka.

shinybox-celebration-time-5-zawartosc-2

W każdym pudełku znalazł się również produkt niekosmetyczny, ale równie upiększający – Dwustopniowy program teatox Hello Slim. Herbatki to mieszaniny naturalnych, starannie dobranych składników, która pomoże przyspieszyć metabolizm, oczyścić organizm z toksyn oraz zmniejszy apetyt na niezdrowe przekąski. Nie powiem Wam jaka jest w smaku ponieważ nie poleca się jej picia kobietom w ciąży. 😉 Zestaw składa się z dwóch opakowań – herbatki porannej i wieczornej. Każda z nich ma po 30 saszetek. A całość kosztuje ok. 100 zł.

I to właśnie herbatki, których przez najbliższy rok pewnie nie wypróbuję ;), zamykają prezentację tego jakże pięknego i udanego pudełka! Jeśli spodobało się Wam równie mocno, możecie zamówić je TUTAJ. Jeszcze dostępne, ale pewnie już długo to nie potrwa, więc spieszcie się!

GelTouch United Beauty – efekt hybrydowego manicure na zwykłym lakierze

Nigdy nie robiłam sobie paznokci. Żadnych żeli, akryli, ani nawet hybryd. Nie to żebym miała swoje naturalne takie piękne, nawet wręcz przeciwnie. Zawsze były zbyt słabe, aby dodatkowo je obciążać. Nadszedł jednak czas i lepszej kondycji moich paznokci i wypróbowania czegoś nowego.

Jakiś czas temu, już po raz drugi, moje słabe, łamiące się i rozdwajające paznokcie otoczyłam opieką Kuracji wzmacniającej Foltene Pharma. Ten preparat ratował je dwa lata temu (więcej możecie o nim poczytać tutaj), więc i tym razem musiało się udać. I nie myliłam się. Paznokcie odżyły, a ja postanowiłam przetestować GelTouch.

GelTouch marki United Beauty to magiczny lakier, a w zasadzie TopCoat, który można użyć na dowolny lakier do paznokci, a poźniej utrwalić go lampą przez 60 s (a najlepiej 120 s). Efekt jaki otrzymujemy, to ten zbliżony do żelowego czy hybrydowego manicure – super połysk i trwałość nawet do 10 dni. Tak w skrócie wygląda opis produktu, który nie ukrywam bardzo mnie zachęcił.

geltouch-topcoat-2

Przede wszystkim bardzo podoba mi się to, że do wykonania takiego manicure mogę użyć obojętnie jakiego, zwykłego lakieru do paznokci. Bo jak się domyślacie, mam ich na prawdę sporą kolekcję i takie kupowanie wszystkiego od nowa (jak w przypadku hybryd) raczej by się u mnie nie sprawdziło. Nie lubię gdy coś się marnuje, jeśli jest jak najbardziej przydatne do użycia. Kolejna kwestia na plus to szybkie i łatwe usuwanie tego lakieru. Podczas malowania paznokci już tym TopCoatem, należy wyjść nieco poza ramy lakieru bazowego, aby później móc go podważyć i zdjąć z paznokcia całą „skorupkę”. Bez żadnego drapania, ścierania i acetonu. Po trzecie – producent zapewnia, że paznokcie pozostaną zdrowe i niezniszczone. Co dla mnie, osoby z wiecznie słabymi płytkami, jest naprawdę istotne.

Zestaw startowy Mini, który posiadam zawiera GelTouch TopCoat 8 ml, lampę LED na USB oraz 3 chusteczki oczyszczające, czyli wszystko to, co potrzebujemy do wykonania takiego manicure. W jaki sposób należy go zrobić?

Krok 1
Malujemy paznokcie zwykłym lakierem.

Krok 2
Pozostawiamy go na paznokciach do całkowitego wyschnięcia (ok. 20 – 30 minut).

Krok 3
Nakładamy na paznokcie cienką warstwę GelTouch.

Krok 4
Każdy paznokieć podkładamy pod lampę na 60 s (lampka po tym czasie sama się wyłącza).

Krok 5
Powtarzamy czynność z kroku 4.

Krok 6
Oczyszczamy paznokcie ściereczką z zestawu.

geltouch-topcoat-3

Efekt bardzo fajny – rzeczywiście paznokcie wyglądają jak po „grubszym” zabiegu. Aczkolwiek utrzymał się on na moich paznokciach jedynie 5 dni. Jeden paznokieć starł się przy krawędzi, a na drugim pojawił się odprysk na połowę płytki, więc musiałam je już zdjąć. Generalnie ciężko jest określić, co wpływa na trwałość tego manicure, bo producent raczej nic o tym nie mówi. Można się domyślać, że rodzaj lakieru bazowego, przygotowanie paznokci do manicure czy właśnie codzienne zajęcia. Mam jednocześnie świadomość tego, że nie należę do osób oszczędzających dłonie, a i praca mi tego nie ułatwia, więc nie czepiam się tej trwałości jakoś szczególnie. Samo usunięcie lakieru z paznokci rzeczywiście odbywa się bardzo sprawnie i bezproblemowo. Płytka nienaruszona, gładka, taka jak przed malowaniem.

Ogólnie jestem zadowolona, ale muszę jeszcze popracować nad tą trwałością, bo skoro już mam poświęcić na manicure ponad godzinę, to dobrze byłoby aby trochę się on na tych pazurach utrzymywał. 🙂

Gel Touch zestaw startowy mini (z lamą na USB), dostępny jest w sklepie internetowym unibeauty.pl, za 120 zł.

The Balm TimeBalm – dobra baza pod makijaż

Fot. marszalpro.com

Wiele z nas pod codzienny makijaż jako bazę stosuje krem pielęgnacyjny. I zabieg ten bardzo często naprawdę dobrze się sprawdza. Czasami jednak potrzebujemy czegoś więcej, czegoś bardziej profesjonalnego i utrwalającego. W co wtedy zainwestować?

Przyznam szczerze, że TimeBalm trafił do mojej kosmetyczki zupełnie przez przypadek, ale bardzo polubiłam tę bazę i aktualnie się z nią nie rozstaję.

Baza pod makijaż The Balm to taki mix produktu do makijażu i kosmetyku pielęgnacyjnego. Jej głównym zadaniem jest wygładzenie skóry, wypełnienie mniejszych linii, nadanie jednolitego wyglądu i fajnego „ślizgu”. Natomiast dzięki zawartych w niej składnikach aktywnych takich jak witamina A, C i E, alantoina oraz bioflawonoidy, kosmetyk odżywia i nawilża cerę.

Bazę można stosować pod makijaż, dla jego utrwalenia, jak i samodzielnie. A ja polecam jej oba zastosowania.

Produkt ma taką trochę silikonową, a trochę żelową i przede wszystkim niezwykle przyjemną konsystencję. Super się rozprowadza, wygładzając i wyrównując skórę. Ładnie przyjmuje kolejne produkty i warstwy. Nie prowadzi do wysuszenia, podrażnienia czy rolowania się makijażu. Ułatwia wykonanie i wydłuża jego trwałość. W pojedynkę sprawdza się równie dobrze, pozostawiając Cię z komfortem jedwabiście gładkiej cery.

TimeBalm niestety nie należy do najtańszych kosmetyków i powiedziałabym nawet, że jest to już wyższa półka. W Douglasie zapłaciłam za nią 115 zł, ale pewnie w necie uda się znaleźć ją trochę taniej. Mimo tego, uważam, że warto ją posiadać w swojej kosmetyczce. 🙂

Bardzo przyzwoita kredka do brwi za 15 zł

Na co dzień do brwi używam w zależności od tego ile mam czasu i od tego na co zwyczajnie mam ochotę – kredki na przemian z cieniami lub pomadami. Zdecydowanie najbardziej lubianą przeze mnie kredką jest Veluxe Brown Liner MAC, ale ostatnio grono ulubieńców powiększyło się do szalonych dwóch pozycji. 🙂

Otóż jakiś czas temu w moje ręce wpadła Kredka do brwi Wibo – EYEBROW SYSTEM. „System” pewnie dlatego, że jest to kosmetyk typu 2 w 1. Z jednej strony automatyczna kredka, z drugiej gąbeczka z pojemniczkiem cieni. Fajne i przydatne rozwiązanie, jeśli poprawiasz makijaż w ciągu dnia, albo wybierasz się na wakacje. Ale nie o tym.

wibo-eyebrowsystem-2

Eyebrow System polubiłam z kilku powodów:
– trójkątny kształt kredki, co bardzo ułatwia stylizację brwi i nadanie im odpowiedniego kształtu. Kilka machnięć, a wszystko równiutkie, pełne, ładne,
– ma fajną, trochę woskową konsystencję, dzięki której gładko sunie, a i efekt jest bardziej naturalny, delikatniejszy,
– nie pozostawia za wiele do wyszczotkowania, nie tworzy grudek i nie skleja włosków,
– kolor – ciemny, lekko przydymiony brąz (mam nr 2), dla mnie jest idealny,
– nie trzeba jej temperować – leniuszek ze mnie. 😉

Dodatkowym plusem jest ten cień z drugiej strony, choć przyznam, że używam go bardzo rzadko, kredka zdecydowanie do dziennego, szybkiego makijażu mi wystarcza.

Kredka kosztuje ok. 15 zł, która w porównaniu do jakości kosmetyku wydaje mi się po prostu niska. Jestem szczerze oczarowana tym produktem i szczerze polecam tą jakże „grubą” inwestycję. 🙂

Pretty. Happy. You. – majowy ShinyBox

Pretty. Happy. You. czyli majowy ShinyBox! Co znajdziemy w pudełku i czy są wśród nich wiosenne hity? Sprawdźmy!

Markami tego pudełka są: Bielenda, Creightons, Synchroline, Fa, Herbal Care i Naobay. I to właśnie produkt Naobay jest tym flagowym majowej edycji.

Krem do twarzy NaoBay Extra Rich Cream Nourishing w pełnowymiarowej wersji, która znalazła się w pudełku, kosztuje ok. 210 zł, więc rzeczywiście jest to produkt premium. Do tego skomponowany w dużej mierze ze składników organicznych. Posiada certyfikat EcoCert i aż 98,85% składników pochodzenia naturalnego. Także będę używała z przyjemnością. Krem posiada delikatny, lekko cytrusowy zapach, fajną, szybko wchłaniającą się konsystencję i oryginalne opakowanie. Producent zapewnia o intensywnym nawilżeniu, głębokim odżywieniu i uelastycznieniu. Dzięki zawartym kwasom tłuszczowym, działa przeciwzmarszczkowo.

shinybox-happy-pretty-you-1

Do pielęgnacji twarzy swój produkt dorzuciła do boxa również od siebie Farmona. Ja trafiłam na Odżywczą maseczkę do twarzy z olejkiem arganowym, ale były również z aloesem, dziką różą i kwiatem migdałowca. Maseczka oprócz oleju arganowego, zawiera kolagen, proteiny pszenicy i oligosacharydy z drzewa Tara. Nawilża, odżywia i uzupełnia warstwę lipidową skóry. Za dwie saszetki 5ml zapłacimy ok. 2,50 zł.

I jeszcze od Synchroline upominek w postaci zestawu pielęgnacyjnego: krem anti-aging witaminą C, krem do skóry pozbawionej jędrności i elastyczności, krem do skóry pozbawionej blasku, krem rozjaśniający z filtrem SPF 50+.

shinybox-happy-pretty-you-2

Punktowy korektor Bielenda z serii #InstaPerfect to kolorowy akcent. Dedykowany do cery trądzikowej (ja takiej na szczęście nie mam i w zasadzie nigdy nie miałam). Pomaga ukryć wypryski i rozszerzone pory, niweluje zaczerwienienia i podrażnienia skóry. Zawiera kwas migdałowy 4%, kwas salicylowy, azeloglicynę i d-panthenol. Kosztuje ok. 11 zł. Wymiennie pudełku: Krem-żel matująco-nawilżający na dzień i na noc, Intensywne serum-korektor na dzień i na noc, Peeling do mycia twarzy 3 w 1, Bibułki matujące.

shinybox-happy-pretty-you-3

Szampon do włosów Argan Smooth Creightons, to miła niespodzianka myślę. Marka nie należy do super popularnych, przynajmniej ja sama w drogerii nigdy nie widziałam, ale ogólnie poznałam, bo miałam przyjemność organizować z nimi kiedyś konkurs. W końcu szampon, który nie jest dedykowany do jasnych czy farbowanych włosów, więc z przyjemnością zużyję. Ma fajnie prezentującą się, taką „chromowaną” tubkę i przyjemny zapach. Za 250 ml zapłacimy ok. 20 zł.

No i na koniec Roll on Soft&Control Fa. Co prawda nie jest to moja ulubiona forma antyperspirantu – sięgam raczej po kremy i sztyfty, ale aktualnie mam właśnie zapotrzebowanie, a i ciepło jest, więc liczę na to, że się sprawdzi. Dezodorant ten zapewnia długotrwałą ochronę przed poceniem i pielęgnację delikatnej skóry pod pachami jednocześnie. Zapach, kawiatowy, deliaktny, raczej nic szczególnego, ale też nie należy do tych drażniących. Za 50 ml, zapłacimy ok. 9 zł.

shinybox-happy-pretty-you-5

 

Pudełka Pretty. Happy. You. są jeszcze dostępne, także jeśli zaprezentowana zawartość trafia w wasze gusta i potrzeby, to zamawiajcie koniecznie, bo wiem z zaufanego źródła, że jest ich już niewiele. 🙂 A już w przyszłym miesiącu edycja urodzinowa i jestem przekonana, że będzie się działo! 🙂

Wiosenny makijaż z hitami Wibo i Lovely

W związku z panującym szałem na nowości z Wibo i Lovely, dzisiaj recenzje właśnie kilku produktów tych marek. Wybrałam uzupełniający się zestaw, przy pomocy którego stworzysz naturalny, dziewczęcy i świeży makijaż, idealny na wiosenne dni.

Zupełnym hitem wśród nowych produktów Wibo moim zdaniem jest Juicy Color Lipstick – pomadka i balsam 2 w 1. Jest kilka powodów, dla których ją uwielbiam. Po 1 – efekt pełnych, soczystych ust. Po 2 – nawilżenie i pielęgnacja. Po 3 – zupełnie przepiękny (!) kolor 7. Po 4 – świetne krycie. A oprócz tego wszystkiego, lubię taką formę pomadki – cienka, wygodna w użyciu, zajmująca mało miejsca.

makijaz-wiosna-wibo-lovely

Bananowy,półtransparentny puder Wibo, to lekki produkt, dzięki któremu uzyskasz efekt matowej skóry. Dodatkowo pomoże wyrównać koloryt i ukryć pewne niedoskonałości. Jeżeli miałaś okazję testować Fixing Powder i byłaś z niego zadowolona, to ten również Ci się spodoba. To taka lżejsza, ale równie dobra wersja.

Rzeczą, którą wiosną w kosmetyczce fajnie mieć, to Paleta 3 rozświetlaczy Lovely. Idealnie skomponowane i uzupełniające się odcienie (gold highlighter, rose highlighter, chocolate highlighter), sprawiają, że za ich pomocą przygotujesz zarówno mocniejszy makeup wieczorowy, jak i lekki, dniowy. Przydatna w podróży – uniwersalna i miejsca dużo też nie zajmuje. O samym opakowaniu już nic nie będę mówiła, bo przecież same widzicie te cudeńko. 🙂

makijaz-wiosna-wibo-lovely-2

Do podkreślenia brwi polecam dobrze „prowadzącą” się Pomadę Wibo. O stopniu intensywności decydujesz sama, na bieżąco wyczesując nadmiar kosmetyku (miniaturowa szczoteczka i pędzelek w zestawie). Efekt „ułożonych” i podkolorowanych brwi utrzyma się przez cały dzień. Pomada dostępna jest w 3 kolorach – czarny, ciemny brąz i jasny brąz.

makijaz-wiosna-wibo-lovely-3

 

ShinyBox: Spełnij Marzenia

Spełnij marzenia – tak nazwana została kwietniowa edycja Shinybox, która stała się hitem, jeszcze na długo przed pierwszą jej wysyłką. „Taką robotę” najprawdopodobniej zrobiły zapowiedzi dwóch produktów premium. Bo kto nie chciałby mieć w swojej kosmetyczce Błyszczyku ProVoke Dr Ireny Eris czy Żelu do mycia twarzy z luffą -417? Pewniaki pudełka to jednak zaledwie część fantastycznych produktów, które ostatecznie w sobie skrywało.

Nie ukrywam, że po jego odpakowaniu od razu zabrałam się się testowanie, praktycznie wszystkiego na raz. Zdecydowana większość zawartości tego pudełka, to jak dla mnie istny strzał w dziesiątkę.

SPELNIJ-MARZENA-SHINYBOX-4

Wszelkie produkty do oczyszczania twarzy zawsze mnie bardzo cieszą – używa się ich na co dzień i dosyć sporo zużywa, więc każdy kolejny, nowy produkt jest mile widziany, choć nie ukrywam, że największą frajdę sprawiają mi nowe marki i formuły z którymi wcześniej nie miałam do czynienia. I tak stało się tym razem. O -417 usłyszałam pierwszy raz właśnie przy okazji zapowiedzi ShinyBox. Jest to marka ekskluzywnych kosmetyków izraelskich, których receptury oparte są na wyjątkowych składnikach pozyskanych z Morza Martwego (właśnie na wysokości 417 p.p.m.) oraz naturalnych składniach aktywnych (witaminy, ekstrakty roślinne). Żel ma standardową konsystencję, do której dołożone zostały drobinki naturalnej luffy. Dokładnie oczyszcza i usuwa martwy naskórek. Skóra jest gładka, świeża i co najważniejsze porządnie oczyszczona. Kosmetyk nie posiada żadnego konkretnego zapachu, jest raczej taki naturalny. Dodatkową jego zaletą jest pojemność – 200 ml, która biorąc pod uwagę wydajność, starczy mi pewnie na jakieś 3 miesiące. Cena: ok. 116 zł.

SPELNIJ-MARZENA-SHINYBOX-2

Drugim produktem, o którego istnieniu klientki ShinyBox wiedziały wcześniej był Błyszczyk ProVoke Dr Ireny Eris.
Jego formuła wzbogacona jest o Volulip Complex, więc oprócz półtransparentnego, błyszczącego się koloru, regeneruje i ujędrnia usta. Ładnie pachnie, gładko się rozprowadza. Daje długotrwały efekt połysku i nawilżenia. Ja trafiłam na numerek 3. Błyszczyk kosztuje ok. 55 zł.

Faberlic i Balsam tlenowy z serii Air Stream, to kolejne odkrycie tego pudełka i chyba nawet moje największe. Mimo, że poleca się go stosować na dzień pod krem, nie mogłam się doczekać i użyłam go wieczorem. Od razu zrobił na mnie niesamowite wrażenie. Ma trochę żelową konsystencję, która lekko chłodzi i przynosi skórze natychmiastowe ukojenie. Idealna zarówno do szybkiego rozprowadzenia, jak i masażu twarzy. Po użyciu balsamu nie wyczuwa się żadnych niedoskonałości. Skóra jest gładka, jędrna i elastyczna, a do tego wszystkiego ładnie pachnie – tyle z moich obserwacji. Producent natomiast dorzuca od siebie, że kosmetyk ten dostarcza tlen w głębokie warstwy skóry, poprawia krążenie krwi i wspomaga naturalny proces regeneracji, a także wspiera działanie innych produktów pielęgnacyjnych. Poleca stosować go jako ratunek na różnego rodzaju podrażnienia i ukąszenia. Cena: 39,90 zł.
SPELNIJ-MARZENA-SHINYBOX-3

Z kremami pod oczy mam taki problem, że praktycznie każdy je podrażnia. Niemniej jednak z chęcią zabrałam się za testowanie Rozświetlającego kremu pod oczy Krynickie SPA i na pierwszy rzut oka, nic nieprzyjemnego się nie wydarzyło. Jeśli chodzi natomiast o walory pielęgnacyjne, to muszę spędzić z nim trochę więcej czasu, aby móc to ocenić. Krem z założenia ma wygładzać zmarszczki i zmniejszać ich widoczność, redukować opuchliznę i rozjaśniać. Zawiera naturalną wodę mineralną, ekstrakty z yerba mate, oczaru, arniki, skrzypu polnego, miłorzębu japońskiego, kasztanowca, a także witaminy A, E, F, olej jojoba i kwas hialuronowy. Opakowanie to spora tubka (aż 30 ml), za którą zapłacimy ok. 16 zł.

Spiekany róż do policzków Joko Make Up, to drugi kolorowy produkt tego pudełka, który występował wymiennie z płynnym eyelinerem. Róż zawiera drobinki rozświetlające, ale z powodzeniem można stosować go w codziennym, delikatnym makijażu. Kosztuje ok. 25 zł.

SPELNIJ-MARZENA-SHINYBOX-5

Upominkiem tej edycji jest próbka szamponu Lab One. A elementem, który nabiera indywidualnego charakteru jest voucher na kwotę 30 zł do Katalogu Marzeń. Czy wykorzystam nie wiem, ale na pewno jest to tematyczny dodatek, do tak „wypasionego” pod względem kosmetyków pudełka.

SPELNIJ-MARZENA-SHINYBOX-6

Z 5 pełnowymiarowych produktów kosmetycznych, aż czterema jestem wręcz oczarowana – to chyba całkiem niezła recenzja. 🙂 Swoje pudełko możecie jeszcze zamówić na stronie ShinyBox, ale spieszcie się, bo to już ostatnie sztuki! A już niedługo kolejna edycja!

Pędzle owalne – hit czy kit?

Pędzle owalne to stosunkowo świeży wynalazek, który z resztą, jak każdy fajny produkt z branży kosmetycznej, zdobył ogromną popularność. Zarówno wśród osób publicznie znanych, jak i nieznanych. Ich produkcją obecnie zajmuje się cała rzesza firm specjalizujących się w makijażu. Co takiego w sobie mają?

Pierwsze zetknięcie z owalnymi pędzlami może okazać się sporą niespodzianką. Sama chyba nie oczekiwałam od nich aż tyle, ile mi dały. Choć warto zaznaczyć, że nie wszystkie są wygodne i intuicyjne w użyciu. Małe pędzle do makijażu oczu mogą sprawiać nieco problemu, szczególnie, gdy zależy nam na perfekcyjnym wykończeniu. Jednak pędzlom do twarzy (nakładania podkładu, bronzera, różu, rozświetlacza) nic zarzucić nie mogę.

Ponieważ główki tych pędzli składają się z syntetycznego, niezwykle przyjemnego i gęstego włosia, ich używanie nie tylko jest zwyczajnie przyjemne, ale i dosyć dokładne (bez smug, zacieków). W przypadku makijażu twarzy, również jej kształt czy wyprofilowana rączka, jest wygodna w użyciu. Jak dla mnie idealne do szybkiego nakładania podkładu, codziennego konturowania, czy podkreślenia kości policzkowych.

Nie posiadam najdroższego zestawu, a mimo to włoski trzymają się kupy i nie wypadają. Dobrze się piorą, nie deformując się przy tym. Choć poleciłabym przy zakupie zwrócić uwagę (szczególnie w tych większych pędzelkach) na stabilność rączki przy łączeniu z główką, żeby po prostu któregoś dnia nie odpadła. 🙂

Podsumowując pędzle owalne wyróżniają się:
– oczywiście owalnym kształtem główki i tym, że bardziej przypominają swoim wyglądem szczotkę niż klasyczny pędzel,
– niezwykle miękkim, gęstym, ale i zbitym włosiem,
– wyprofilowaną, całkiem wygodną rączką,
– uniwersalnością,
– dobrą współpracą zarówno z produktami płynnymi, jak i kremowymi czy sypkimi.

Szybka analiza: czy Chanel lepsza? Rouge Coco Ultra Hydrating Lip Colour

Choć na co dzień sięgam raczej po nieco tańsze kosmetyki, które są produktami mniej lub bardziej znanych firm kosmetycznych, to czasami zdecyduję się również na coś bardziej luksusowego. Rouge Coco Ultra Hydrating Lip Colour kupiłam już jakiś czas temu, ale nie jest to moja ulubiona pomadka, a na prawdę myślałam, że nią będzie. Kolor jaki wydawał mi się odpowiedni do takiego zakupu, to czerwień, numerek 442. Nie jest to najmocniejsza i najbardziej klasyczna czerwień tej serii (cała gama to 27 kolorów), ale zdecydowanie moja.

Jakie wrażenia? Nie urzekła mnie, a po kilkukrotnym użyciu chyba nawet czułam się nieco rozczarowana. Choć należy zaznaczyć, że pomadka ta ma zarówno swoje plusy, jak i minusy.

CHANEL-442-COCO-ROUGE-MARSZALPRO-BLACK
Fot. marszalpro.com

Do tych pierwszych z pewnością należą względy estetyczne – piękne i porządne opakowanie. Ciężkie, wykonane z bardzo dobrej jakości plastiku. Szanse na jego zniszczenie przy „normalnym” użytkowaniu i przenoszeniu (w kosmetyczce czy torebce) są raczej niewielkie. Konsystencja też na plus. Jest dosyć miękka i łatwo się rozprowadza. Problemem występującym przy aplikacji może być jednak fabryczny kształt pomadki. Jest szeroko ścięta, pod dużym skosem, więc o precyzji, która szczególnie w tych wyrazistych kolorach jest niezwykle ważna, nie ma mowy. Kolejnym mankamentem tej pomadki jest nasycenie koloru, spodziewałam się większej głębi i wyrazistości. Pewnie wiele zależy tutaj również od koloru, 442 nie posiada matowego czy satynowego wykończenia, a raczej połyskujące. Jednak nie uważam, żeby było to usprawiedliwienie dla prawie że półtransparentnego krycia. Trwałość niestety też pozostawia trochę do życzenia, ponieważ pomadka schodzi przy pierwszym lepszym kontakcie z czymkolwiek. Bez niego utrzyma się ok. 1-2h. Nie wnika w głąb i nie barwi ust. Nie pogarsza ich kondycji, a nawet powiedziałabym, że wspomaga ich nawilżenie. I to w zasadzie chyba wszystko.

Podsumowując największe zalety i wady:

PLUSY
– miękka konsystencja,
– świetne opakowanie,
– bez podrażnień, wysuszenia i popękanych ust.

MINUSY
– kiepski kształt,
– słaba trwałość,
– mało nasycony kolor.

Fot. marszalpro.com
Fot. marszalpro.com

Jak się okazuje znana i luksusowa marka to nie wszystko i z pewnością nie powinna być czynnikiem decydującym o zakupie, bo po co później żałować. Warto przed zakupem trochę o wybranym produkcie poczytać i upewnić się, że co do jego jakości nikt nie ma wątpliwości.
Gdybym miała porównać pomadkę Rouge Coco Ultra Hydrating Lip Colour do jakiegoś tańszego zamiennika, to byłaby to Pomadka Golden Rose – Sheer Shine Stylo Lipstick, za ok. 15 zł, podczas gdy ta od Chanel kosztuje ok. 160 zł.

Pani Wiosna by Shinybox

Panią Wiosnę przedstawiam Wam z małym opóźnieniem, ale co najważniejsze – kompletną! 🙂 Pięknie prezentujące się pudełko, wpadło w moje ręce troszeczkę pomniejszone, ale ShinyBox szybko naprawił usterkę, podsyłając mi brakujący produkt. Więc oto ona – Pani Wiosna, marcowa edycja ShinyBox! 🙂

Tym razem w pudełku znalazło się 8 produktów i większość z nich jest pełnowymiarowa. Marki tej edycji to LashVolution, Schwarzkopf, Bielenda, Bell, Jadwiga, Delia i Glov.

Produktem, który stanowił znaną od dawna zachętę dla klientek Shinybox, jest Serum do rzęs LashVolution. Stymuluje wzrost rzęs, dodaje objętości i ogranicza ich wypadanie. Efekty te zauważyć można podobno już po 14 dniach stosowania, jednak ja najpierw muszę się przełamać, aby jej wypróbować. Mam bardzo wrażliwe okolice oczu, więc czym się do rzęs nie dotknę, zaraz powoduje podrażnienia, opuchliznę, zaczerwienienia i posklejanie oczy. Dlatego najpierw zrobię sobie na jego temat porządny reasearch. Serum kosztuje ok. 80 zł i jest chyba jednym z bardziej aktualnie znanych, więc przypuszczam, że wiele Shinies bardzo się ucieszyło z tego produktu. 🙂

pani-wiosna-shinybox-lashvolution

Kosmetyk, od którego zaczęłam testowanie tej edycji to nowość Schwarzkopf Suchy szampon Got2b. I przyznaję, że bardzo pozytywnie mnie zaskoczył. Do tej pory raczej mało który produkt tego typu się u mnie sprawdzał – występowały podrażnienia, swędzenie, włosy wcale odświeżone nie były, albo były tylko przez chwilkę. Tym razem coś zupełnie innego – bez podrażnień, bez swędzącej głowy, z efektem utrzymującego się przez wiele godzin odświeżenia, bez zbędnej ciężkości i siwego proszku. Dodatkowo szampon ma śliczny, na długo pozostający na włosach zapach. Standardowe opakowanie to 200 ml (w pudełku było tylko 100 ml 🙁 😉 ), za które zapłacimy ok. 19 zł. Myślę, że to bardzo przyzwoita cena, za tak fajny produkt.

pani-wiosna-shinybox-schauma-got2b

O ile suchy szampon okazał się moim hitem pudełka, o tyle do Szamponu z linii Nature Moments Schauma, aż tak entuzjastycznie nastawiona nie jestem. Raczej nie zdarza mi się sięgać po produkty marki Schauma, ale ten szampon podobno naturalny, więc może sporóbuję. Nie posiada sztucznych barwników i silikonów. W pudełku mix rodzajów, w moim miód – pachnie przyjemnie. Butla 400 ml kosztuje ok.11 zł.

Mini rękawica do poprawy makijażu Glov, w sumie mnie zaciekawiła. Już od jakiegoś czasu zbieram się do przetestowania tych „magicznych” produktów, ale zawsze ostatecznie wygrywa moja głowa, która podpowiada, że demakijaż wodą, to chyba nie jest to, czego moja wrażliwa skóra oczekuje. No to teraz sobie przetestuję. Maleństwo jest bardzo przyjemne w dotyku i mieści się na dowolny palec. Jest wielokrotnego użytku – po zmyciu makijażu, wystarczy ją ręcznie przeprać i odłożyć do wysuszenia. Quick Treat Unicornection Glov kosztuje ok. 15 zł.

pani-wiosna-shinybox-jglov-bell

Nie miałam jeszcze różu o kremowej konsystencji i chyba ogólnie to dla mnie jakieś odkrycie. 😛 Kremowy róż do policzków Bell to lekki, delikatny, dający naturalny i świeży efekt. W moim pudełku znalazłam nr. 02, który jak najbardziej wpisuje się w moją gamę kolorystyczną. Cena: ok. 13 zł.

Krem do stóp – regulator potliwości Good Foot Delia, to produkt oznaczony jako prezent. Oczywiście to bardzo miłe, jednak mam aktualnie takie zapasy kremów do stóp, że nie wiem co bedę z tym robiła! 😀  Krem dostępny jest w cenie ok. 7 zł.

pani-wiosna-shinybox-delia-goodfoot

I na koniec pielęgnacja twarzy. Bielenda i 3 fazowy zabieg wygładzający Mikrodermabrazja, który oczywiście bardzo mnie ucieszył. Zabieg składa się z 3 etapów, są nimi: peeling, serum i maska, każda z nich zawiera po 3 g. Zestaw głęboko oczyszcza, pozostawia efekt odnowienia i kosztuje ok. 5 zł.

Polska Papka do cery trądzikowej Jadwiga to niestety kosmetyk nie na mój problem. Aczkolwiek poczytam czy mogłabym go do czegoś wykorzystać, bo przyznam, że ciekawi mnie bardzo. Polka papka niweluje zmiany skórne, przebarwienia i zmniejsza rozszerzone pory. Posiada naturalny, ale skuteczny skład, który działa bez podrażnień. Papka kosztuje ok. 30 zł/30 ml.

pani-wiosna-shinybox-jadwiga-bielenda

I tak dobiegłyśmy do końca prezentacji pierwszego wiosennego pudełka ShinyBox. Pani Wiosna to niestety już archiwalny zestaw (wyprzedał się przy pierwszej turze wysyłek!), ale już teraz możecie zamawiać kolejną edycję „Spełnij marzenia” – KLIK. <3

Puder ryżowy – co powinnaś o nim wiedzieć?

Puder ryżowy znany jest nam od dawna, bo od ok. XVI w. Kiedyś sięgały po niego głównie gejsze, dziś używają go kobiety na całym świecie.

Pozyskiwany z ryżu puder charakteryzuje się nie tylko skutecznością w makijażu, ale i ciekawymi właściwościami. Polecany jest do każdego rodzaju skóry, choć ze względu na pochłanianie nadmiaru sebum, przy cerze tłustej sprawdza się fenomenalnie. Można stosować go zarówno jako bazę pod makijaż, jak i jego wykończenie. Stanowi dodatek do pudrów i innych kosmetyków kolorowych, a nawet pielęgnacyjnych, ale można również spotkać go w najczystszej postaci – puder sypki lub w kamieniu i ta chyba jest najbardziej popularna.

Puder ryżowy przede wszystkim matuje, nadaje jedwabistą gładkość i wyrównuje koloryt. Usuwa nadmiar sebum, a także wykazuje właściwości łagodzące i kojące. Ponieważ pomaga dłużej utrzymać wodę w skórze, pozytywnie wpływa na jej nawilżenie i regenerację. Jest lekki i delikatny, więc w odpowiednich ilościach nie obciąża skóry i nie zapycha jej.

Puder ten jest u nas ostatnio bardzo popularny, więc i na drogeryjnych półkach z kosmetykami go nie brakuje. Czy to sypki, czy w kamieniu, jest przyjemny nie tylko dla skóry, ale i dla portfela. Tak jak nowości Wibo – Rice Powder Total Matt Effect i Lovely White Chocolate – Rice Powder. Pierwszy kosztuje ok. 16 zł, drugi ok. 24 zł. Oba opakowania są urocze, jednak szata graficzna najnowszej kolekcji Lovely nie ma sobie równych i to trzeba powiedzieć głośno. 🙂

rice-powder-lovely

Sypki Wibo i w kamieniu Lovely działają tak samo – matują i utrwalają. Wygładzają, ujednolicają i zmniejszają widoczność porów. Przeznaczone są do wszystkich rodzajów cery. Różnią się jedynie formą i sposobem aplikacji, ale oba sprawdzają się równie dobrze.

Teoretycznie produkty te dostępne są w Rossmann. W praktyce, zawartość szaf opróżniana jest przez klientki w trybie błyskawicznym, więc jak już upolujecie, to biegnijcie do kasy! 🙂

Wiosna 2017: WW czyli Wiosenna Wishlista!

Wiosna zbliża się wielkimi krokami, a wraz z nią wiele nowości i kuszących produktów. Co odnajdzie się w tegorocznych trendach i przy okazji przyda Ci się w cieplejsze, pełne słońca dni? Sprawdź wiosenną wishlistę!

Wiosna bez białych sneakersów nie byłaby taka sama, dlatego pierwsze miejsce zajmują buty Lacoste Straightset.

Fot. Lacoste
Fot. Lacoste/Symbiosis

Powiew nowej, trochę zabawnej bielizny również wiosną się przyda. A limitowana kolekcja Chupa Chups i TEZENIS, właśnie połączeniem pozytywnej energii i zadziornego pazura są. Kolekcja dostępna będzie do 23 marca.

chupachups-tezenis
Fot. Tezenis

Komplet kolorówki do wykonania pełnego blasku i wdzięku makijażu znaleźć można u Wibo. Get Your Pretty On to promowana przez Weronikę Książkiewicz wiosenno-letnia kolekcja. Znajdziemy w niej m.in. bronzery, rozświetlacze, pomadki i świetne lakiery.

wibo-ss2017
Fot. Wibo

Nadchodzący sezon będzie obfitował w denim. Będziemy nosić go w każdej formie i na każdą okazję. Warto więc zerknąć do najnowszych kolekcji i wybrać coś dla siebie. Niektóre marki, tak jak np. Moodo, stworzyły specjalne kolekcje i oznaczenia w sklepach internetowych, aby łatwiej i celniej się szukało. 🙂

Fot. Moodo
Fot. Moodo

Po jakże wykańczającej dla dłoni zimie, potrzebna jest im regeneracja i porządne odżywienie. A mając na uwadze jakość kosmetyków Tołpa, te z najnowszych linii, napewno sprawdzą się bardzo dobrze.

Fot. Tołpa
Fot. Tołpa

Cała prawda o K-Lips Lovely

Nie wiem co musiałoby się stać, aby matowe usta zostały wycofane z naszych codziennych makijaży. Chyba musiałybyśmy po prostu przestać je malować. To nam oczywiście nie grozi, więc dzisiaj o odkryciu, które pewnie wiele z Was zna już bardzo dobrze.

Przyznam zupełnie szczerze, że tak dosłowna inspiracja, jaką jest zestaw K*Lips, na początku nie wywołał u mnie entuzjazmu. I w zasadzie, w ogóle nie myślałam o jego posiadaniu. Przekonania nabierałam wraz z kolejnymi pochlebnymi opiniami, które zalały media społecznościowe. Nadszedł więc też czas i na mnie.

K*Lips od Lovely to zestaw do wykonania matowego makijażu ust. Składa się on z płynnej pomadki i konturówki w tym samym odcieniu. Cała kolekcja ma ich 5: Neutral Beauty, Milky Brow, Sweet, Pink Poison i Lovely Lips.

klips-lovely-pomadka-matowa-5

Pomadka posiada przezroczyste opakowanie z wygodnym i dosyć precyzyjnym aplikatorem. Konturówka natomiast wykonana jest z drewna, więc nie sprawia problemów przy temperowaniu i ładnie się ostrzy. W użyciu oba produkty są świetne. Kredka „lekko się prowadzi”, a pomadka kryje już przy pierwszym delikatnym machnięciu. Po wyschnięciu, a nawet jeszcze przed nim, kosmetyki stapiają się ze sobą, tworząc na ustach jedną, dobrze wyglądającą całość. Ta jest zupełnie matowa, taka jaka powinna być. Na ustach utrzymuje się dopóki nie wjedzie większy obiad czy deser (np. lody :D) czyli nawet kilka godzin (z delikatnym podjadaniem i piciem).

klips-lovely-pomadka-matowa-2

Dodatkowym atutem tego zestawu, a w zasadzie nawet samej pomadki, jest fakt, że nie suszy nadmiernie ust. Oczywiście, jak przy matowych pomadkach, są one lekko przysuszone, ale nie dzieje się z nimi nic złego – nie tworzą się skorupy i nie pękają, co przy innych tego typu produktach niestety mi się zdarzało (mimo stale pielęgnowanych ust).

Wszystko to możemy mieć za jedyne 20 zł :D, co moim zdaniem dodatkowo podbija atrakcyjność K*Lips Lovely. A tak poczyniona inwestycja kosmetyczna, będzie zapewne jedną z tych lepszych. 🙂

Inspired By Naturalnie Piękna edycja 5

Zawsze podczas otwierania pudełek towarzyszy mi pewnego rodzaju podniecenie, które z pewnością znane jest każdej kosmetoholiczce. W przypadku pudełka Naturalnie Piękna, ta ekscytacja jest jeszcze większa. Uwielbiam naturalne kosmetyki, więc z góry zakładam, że wszystko co znajdę w środku, będzie mnie cieszyło. Jak jest tym razem?

Box Inspired By Naturalnie Piękna V swoją premierę miał kilka dni temu. Edycja ta składa się z kosmetyków: Your Natural Side, Kiehl’s, Mincer Pharma, Iossi, Laboratorium Plimax, Fa, Auriga, Elfa Pharm, Silcare, Annabelle Minerals i Ava. Razem 12 produktów, w tym 8 pełnowymiarowych, o wartości ok. 270 zł. Całkiem nieźle! 🙂

Pudełka Naturalnie Piękna kojarzą mi się z dwoma motywami wiodącymi. Po pierwsze twarz – zawsze znajdują się w nim perełki do pielęgnacji twarzy- kremy, sera, olejki itd. I po drugie – włosy, kosmetyków do nich przeznaczonych też nigdy nie brakuje. I tym razem ekipa Ispired By nie zawiodła!

Ponieważ produkty marki Kiehl’s były i pewnikiem edycji i jednocześnie ich największą zagadką, właśnie od nich zacznę. W pudełku znalazły się dwie miniatury:
Pielęgnacyjny koncentrat na noc Midnight Recovery (4 ml), który odżywia i wspomaga regenerację skóry oraz naturalnych jej zasobów. Powoduje zdrowy i świeży wygląd skóry, pozostawiając na niej przyjemny zapach. Jest to kultowy kosmetyk marki, za którego pełnowymiarowe (30 ml) opakowanie zapłacimy 174 zł.
Łagodny żel oczyszczający do twarzy Ultra Facial Cleaner (30 ml), rzeczywiście jest bardzo łagodny, idealny dla delikatnej i wrażliwej skóry. Nie podrażnia, nie wysusza. Oczyszcza i przygotowuje skórę do pochłaniania składników aktywnych. Za tubkę 75 ml zapłacimy ok. 42 zł. I na tym pielęgnacja twarzy się nie kończy, powiedziałabym raczej, że dopiero zaczyna. 😀

naturalnie-piekna-inspiredby-edycja5-2

Serum do twarzy Flavo C Auriga poznałam dzięki wrześniowemu ShinyBox (KLIK) i bardzo je polubiłam, także zapas jest mile widziany. W pudełku miniatura 3 ml, produkt pełnowymiarowy to 15 ml, który kosztuje 99 zł.

Jako serum, ale nie tylko (!) można również stosować VitalityOil marki Silcare. Ta mieszanka oleju ze słodkich migdałów z witaminą E, sprawdza się świetnie zarówno do stosowania na twarz, ciało, jak i włosy. Nie zawiera perfum. Za 11 ml, zapłacimy 11 zł.

Maska przeciwzmarszczkowa BIO Rokitnik AVA, to milutkie zaskoczenie. Kocham maseczkowe saszetki! Ta (7 ml) kosztuje ok. 4 zł.

naturalnie-piekna-inspiredby-edycja5-1

Krem nawilżający Awokado i Jojoba Iossi to kolejny super produkt tego pudełka. Jest silnie skoncentrowany, bardzo treściwy, pachnie naturalnie, przyjemnie (podobnie do Rozświetlającego serum, które mogłam wypróbować dzięki 3 edycji Naturalnie Piękna). W pudełku jest miniatura 15 ml, a standardowe opakowanie to 50 ml, które kosztuje ok. 100 zł.

Jednym z uniwersalnych produktów tego pudełka jest Żółta glinka Your Natural Side. Jak zapewne wiecie można ją stosować na milion sposobów, więc i u mnie się nie zmarnuje. Opakowanie 100 g kosztuje ok. 15 zł.

naturalnie-piekna-inspiredby-edycja5-3

Do oczyszczania zawsze przydatny Regenerujący płyn micelarny do twarzy Mincer Pharma. Skutecznie usuwa makijaż i delikatnie oczyszcza skórę. Receptura oparta na roślinnych składnikach aktywnych. Za butelkę 250 ml, zapłacimy ok. 13 zł.

naturalnie-piekna-inspiredby-edycja5-4

Gąbeczką do makijażu Softie S Annabelle Minerals zamykam część poświęconą twarzy. Zanim jednak to nastąpi – gąbeczka świetnie sprawdza się w blendowaniu trudno dostępnych miejsc, nakładaniu korektora w okolicach oczu itd. Jest dosyć zbita, ale pomaga to osiągnąć lepsze (bez smug, nierówności) efekty w makijażu. Cena: ok. 10 zł.

naturalnie-piekna-inspiredby-edycja5-5

Włosy! Od Elfa Pharm Serum Łopianowe przeciw wypadaniu włosów z aktywatorem wzrostu. Stosuje się je na włosy oraz skórę głowy, bez spłukiwania. Dzięki aktywnemu kompleksowi Bh Intensive+ wzmacnia cebulki, pobudza mikrokrążenie, stymuluje wzrost włosów, łagodzi podrażnienia i zaczerwienienia skóry. Bardzo chętnie przetestuję.

A z Laboratorium Pilomax zestaw – Szampon i Serum do dojrzałej skóry głowy i włosów. Rekomendowane niby od 40 roku życia, ale nie wydaje mi się, żeby miało to większe znaczenie. Kosmetyki te mają kompleksowo zadbać o kondycję włosów, wzmocnić je, nawilżyć, dodać blasku, więc chyba nie wiek ma znaczenie, a stan czupryny. 😉 Cena zestawu – ok. 110 zł.

naturalnie-piekna-inspiredby-edycja5-7

Nie ukrywam, że Żel pod prysznic Fa nieco mnie zaskoczył, ale z pewnością się nie zmarnuje. Jest to pięknie pachnąca nowość i pełnowymiarowa butelka (250 ml), za którą zapłacimy ok. 7 zł.

naturalnie-piekna-inspiredby-edycja5-6

5 edycja InspiredBy Naturalnie Piękna, to kolejny strzał w dziesiątkę. Pudełka są jeszcze dostępne, można je zamówić poprzez subskrypcję na stronie InspiredBy (TUTAJ).

Gwiazdorska linia płynnych pomadek – Matt liquid lipstick Delia Cosmetics

Matowe i jednocześnie soczyste w kolor usta wciąż pozostają jednym z najgorętszych trendów makijażowych. Sprawę zdają sobie z tego firmy kosmetyczne, które tworzą nowe marki, kolekcje i odcienie.

Matt liquid lipstick to nowa linia super trwałych, matowych pomadek płynnych marki Delia Cosmetics. Składa się ona aktualnie z 6 kolorów, do których powstania inspiracją były największe gwiazdy i ikony stylu jednocześnie – Brigitte Bardot (1), Audrey Hepburn (2), Sophia Loren (3), Elizabeth Taylor (4), Claudia Cardinale (5) i Marylin Monroe (6).

deliacosmetics-matowe-pomadki-plynne-2

Z założenia pomadki mają być super trwałe i intensywnie napigmentowane. Nie powinny wysuszać ust i zostawiać śladów. A jak jest w praktyce?

Wszystkie kolory są bardzo nasycone, dzięki czemu ładnie prezentują się na ustach. Jednak ich konsystencja mogłaby być nieco gęstsza, aby pokrywać w pełni, całe usta już przy pierwszym „machnięciu”. Miejscami niestety mogą tworzyć się prześwity. Co do trwałości zarzutów nie mam. Spokojnie utrzymują się przez kilka godzin, nawet przy piciu czy małym posiłku. Zgodnie z obietnicą nie pozostawiają śladów na naczyniach i nie mażą się wcale. Jednak suchość ust, która przy pomadkach matowych jest wręcz normą i tutaj występuje. Natomiast sam efekt jest dokładnie taki, jaki powinien być.

deliacosmetics-matowe-pomadki-plynne-3

Oprócz wszystkich wcześniej wymienionych zalet tej lini pomadek, jest jeszcze jedna, która je charakteryzuje i z pewnością wyróżnia na tle innych tego typu produktów. Jest nią opakowanie,  po prostu piękne opakowanie! Dzięki niemu Matt liquid lipstick Delia Cosmetics to również stylowy i modny gadżet.

Pomadki dostępne są m.in. w sklepie internetowym marki (TUTAJ), w cenie 15,90 zł.

ShinyBox Winter SPA

Winter SPA Shinybox to nowe opakowania, genialna zawartość i smaczne upominki. Wszystkie te elementy tworzą wyjątkową edycję, która jednocześnie wprowadza wiele zmian. 

Jestem tego zdania, że nawet drobne i z pozoru niewielkie modyfikacje, mogą robić ogromne wrażenie i na długo zapisywać się w pamięci. A jeśli „ulepszenia” wprowadza się w tak ekspresowym tempie, to nawet te najmniejsze, nie mogą zostać niezauważone. ShinyBox, mimo swojej ogromnej popularności i jeszcze większej rzeszy fanek, nie spoczywa na laurach i wciąż sięga po nowe. Wsłuchuje się w uwagi i sugestie wszystkich Shinies, starając się sprostać wymaganiom i poprawiać to, co można jeszcze ulepszyć. A oprócz standardowej zawartości, czyli kosmetycznej niespodzianki, ostatnio dokłada wszelkich starań, aby zaskoczeń było jeszcze więcej (również tych niekosmetycznych). Wszystko to sprawia, że na dzień dzisiejszy moim zdaniem Shinybox nie ma sobie równych.

winterspa-shinybox-pudelko-2

Co się zmieniło?

  1. Od jakiegoś czasu marka testuje różnego rodzaju opakowania. Wiele klientek nowe pudełka, które są wprawdzie mniej eleganckie niż poprzednie boxy, krytykuje. Osobiście jednak zdaję sobie sprawę, że czasami z pewnych elementów trzeba zrezygnować i zastąpić je rozwiązaniem i bardziej praktycznym i bardziej ekonomicznym, co ma ogromne znaczenie w logistyce i transporcie, o czym nie zawsze pamiętamy. Pudełka z grafiką charakterystyczną dla danej edycji, od lutego Shinybox zaczęło pakować w „szare” kartoniki, które dodatkowo zabezpieczają ich zawartość. Paczki docierają więc w stanie nienaruszonym.
  2. shinybox-winterspa-pudelkoNowe karty produktów, to kolejna modyfikacja. Teraz są one przyjemniejsze (choć do wcześniejszych konkretnych zastrzeżeń nie mam), mniejsze i bardziej poręczne. Dobrze zaprojektowane, z zaznaczonymi wyraźnie ważnymi informacjami i objaśnieniami.
  3. Akcje typu „Kosmetyczne niespodzianki” i „Szczęśliwe Pudełka” mają miejsce już od kilku miesięcy, ale niewątpliwie jest to dobra i ciesząca klientki zmiana. Tego typu promocje specjalne pozwalają na zgarnięcie dodatkowych produktów, które nierzadko są naprawdę atrakcyjne.
  4. Tak samo, jak miłe są te niekosmetyczne upominki od Shinybox, które pojawiły się w WinterSpa! Takie drobne prezenciki dodawane do pudełek, sprawiają ogromną radochę.
  5. No i kropka nad i, czyli okrągła naklejka „Winter Spa” – taki sticker to ostatnio bardzo popularny materiał promocyjny, także brawo za podejście do sprawy. Myślę, że nalepki, będą funkcjonowały nie tylko na zdjęciach.

Dzięki powyższej liście oraz oczywiście zawartości boxa, lutowa edycja z pewnością zapadnie mi w pamięci, jako ta „jedna z najlepszych”.

Tym razem w pudełku znalazły się kosmetyki: Elfa Pharm (Vis Plantis i Green Pharmacy), Il Salone Milano, Delia Cosmetics, Mama’s. Oceanic – AA, Pixie Cosmetics, Cup and You, Consonni. A w ramach akcji „Kosmetyczna Niespodzianka”: Alpha-H, Swati Ayurweda, Farmona.

shinybox-winterspa-3

Prezentację pudełka zacznę od kategorii „twarz” i jego kultowej pozycji – Korektora pod oczy Pixie Cosmetics. Dobrze, że miałam okazję się już wcześniej zapoznać z tym produktem (otrzymałam go w pierwszej edycji Naturalnie Piękna InspiredBy KLIK), bo niestety tym razem nie trafiłam na odpowiedni odcień. Numer 3 jest bardzo ciemny, a moja karnacja należy do tych jasnych. Sama nie wykorzystam go nawet latem, więc z pewnością przekażę w inne dobre ręce. Na szczęście reszta, to już same pewniaki. 🙂

Uwielbiam jednorazowe opakowania maseczek, więc te nowości AA bardzo mnie ucieszyły. Węglowa oczyszcza, przywraca blask i świeżość, a kremowa intensywnie nawilża.

Intensywny preparat odbudowujący Liquid Gold Alpha-H w pudełku znalazł się jako kosmetyczna niespodzianka. Przyznaję – bardzo miła, mimo iż to tylko miniaturka. Kosmetyk przeznaczony jest dla każdego rodzaju skóry, w celu niwelowania zmarszczek, przebarwień, wyprysków i innych niedoskonałości.

I dodatek w formie próbki Kremu odbudowującego z witaminą C Farmona – 4 etap pielęgnacji z tą serią.

shinybox-winterspa-4

Mama’s i Krem do pielęgnacji biustu trochę mnie zaskoczył. Do tej pory nie spotkałam się z tego typu produktami w pudełkach, ale właściwie dlaczego nie? Pośród fanek ShinyBox z pewnością jest wiele kobiet w ciąży i mam, albo przyszłych cioć, sióstr czy kuzynek, więc zawsze jest komu podarować. Aczkolwiek wydaje mi się, że krem, który ma za zadanie ujędrniać i uelastyczniać, jest dosyć uniwersalnym kosmetykiem i w zasadzie nawet żadnych powiązań z bobasem nie trzeba mieć, żeby go sobie wypróbować. 🙂

Przy okazji ujędrniania, czas na Peeling do ciała z filtratem ze śluzu ślimaka Vis Plantis, który znalazł się w pudełku w czterech odsłonach, w formie pełnowymiarowego produktu. Kosmetyk posiada kremową, przyjemną konsystencję, uzupełnioną o drobne ziarenko ścierające, zmieszane z odrobiną delikatnego zapachu. Oczyszcza z martwego naskórka i przygotowuje skórę do przyjęcia składników aktywnych. Spora tubka (200 ml) jest wygodna w użyciu i nie utrudnia aplikacji. Lubię go bardzo. 🙂

shinybox-winterspa-6

Żel pod prysznic Green Pharmacy to kolejny hit pudełka. Bo oprócz tego, że super uniwersalny, to jeszcze naturalny i pozbawiony chemii. I ten niesamowity stosunek: jakość – cena – pojemność! Właśnie za to tak cenię sobie kosmetyki Elfa Pharm.

Produktem, z którym się zdążyłam poznać przed otrzymaniem tego boxa, były Musujące kulki do kąpieli stóp Good Foot Delia Cosmetics. Fankom stopowych kąpieli z pewnością przypadnie do gustu. Musują raczej delikatnie, nie mają takiej „mocy” jak np. standradowe kule do kąpieli, ale ładnie pachną i barwią wodę. A co najważniejsze – wprowadzają w dobry nastrój.

shinybox-winterspa-7

Tak samo dobry nastrój może również spowodować Maska do włosów farbowanych Il Salone Milano. Ponieważ marka funkcjonuje na polskim rynku od niedawna, kosmetyk ten jest pierwszym, z jakim mam przyjemność. Mimo tego, że włosów nie farbuję, maskę postanowiłam wypróbować. Efekty, takie jak przypuszczałam – włosy odżywione, lekkie, wygładzone i lśniące. Natomiast intensywny, przyjemny zapach maski pozostaje na nich przez wiele godzin. W połączeniu z włosami farbowanymi, daje pewnie jeszcze fajniejsze efekty, także daję jej „okejkę”! 🙂

Na sam koniec zostały umilacze, czyli herbatka Cup and You oraz pyszne ciasteczko Consonni, które są upominkami od ShinyBox.

shinybox-winterspa-5

Jakimś cudem pudełka Winter SPA są jeszcze dostępne (ale to raczej długo nie potrwa), więc klikajcie i zamawiajcie, o ile oczywiście tak jak ja uważacie, że to świetne pudełko. 🙂

Cienie w kredce sposobem na szybki makijaż

Wiele z nas na co dzień szuka wygodnych i prostych rozwiązań, które pozwolą oszczędzić tak cenny porankami czas. Dlatego sięgamy po wielofunkcyjne i uniwersale kosmetyki, do których możemy zaliczyć między innymi cienie w kredce.

Jest kilka niezaprzeczalnych zalet takiej właśnie formy cieni. Jedną z nich jest łatwa aplikacja, polegająca na nakreśleniu linii i roztarciu jej po powiece. Jedno maźnięcie, kilka ruchów opuszkiem palców i odpowiedni efekt gotowy. Mają one naprawdę niezłą pigmentację, a dzięki tłustej konsystencji dobrze się rozprowadzają i powieki trzymają. Nie występują tutaj problemy, z jakimi spotykamy się przy klasycznych cieniach:
– potrzebna do ich nakładania precyzja i ostrożność,
– zestaw pędzli i umiejętność posługiwania się nimi,
– ich osypywanie się,
– kruszenie.
Raczej nie zdarza się też aby się zbierały na załamaniach powiek czy z nich w tajemniczych okolicznościach znikały i wycierały.

bell-hypoallergenic-flatlay-2
Bell Hypoallergenic Waterproof Stick Eyeshadow nr 6

Forma kredki zapewnia wygodę aplikacji i łatwość jej transportowania w podręcznej kosmetyczce. Aktualnie marki kosmetyczne oferują zarówno kredki automatyczne, jak i tradycyjne, do temperowania – są one oczywiście grubsze niż konturówki czy eyelinery, ale równie wydajne.

Choć cienie w kredce mogą wydawać się niezwykle atrakcyjnym produktem, należy zapoznać się również z jego wadami:

  • zazwyczaj występują w intensywnych kolorach z dodatkiem perłowych pigmentów, a to niewątpliwie może być ogromną wadą, dla fanek matowych rozwiązań,
  • problemem może się również okazać dobór odpowiednich odcieni – gamy kolorów takich cieni często są okrojone,
  • na ich podstawie nie wykonamy również złożonego i „dopieszczonego” makijażu oka. Raczej kiepsko łączą się z produktami o innej konsystencji, a i pędzelkami pracuje się z nimi nieco inaczej, ale akurat może być kwestią wyćwiczenia.

Matująco-kryjący fluid Bell Hypoallergenic

Przyjemny, stosunkowo lekki, ale jednocześnie kryjący podkład, wcale nie jest tak łatwo znaleźć. Szczególnie, gdy cera należy do tych wrażliwych, skłonnych do podrażnień i alergii. Na szczęście jakiś czas temu w mojej kosmetyczce znalazł się Matująco-kryjący fluid Bell Hypoallergenic.

Zupełnie szczerze – lubię go bardzo. Fluid charakteryzuje się lekką, kremową konsystencję, która ładnie po skórze się rozprowadza i w nią wtapia. Nie wysusza i też nadmiernie nie natłuszcza. Co ważne jest hypoalergiczny, więc z pełni bezpieczny dla wrażliwej i delikatnej cery. Nie posiada też perfum, jest bezzapachowy.

bell-hypoallergenic-fluid-matujaco-kryjacy-2

 

Wyrównuje koloryt i w kryciu też daje radę. Sprawia, że skóra wygląda naturalnie i świeżo, pozostawiając na niej takie „satynowe” wykończenie. Bez żadnych przykrych efektów, współpracuje z innymi kosmetykami. Nie występują łuszczenia, skorupy czy inne tego typu.

Jest całkiem wydajny i a za 30g zapłacimy ok. 17 zł, więc cena raczej przyjemna. Jedyne co bym zmieniła, to opakowanie – nie lubię w kosmetykach tubek czy butelek z nakrętkami – często komplikuje to życie i utrudnia aplikację. Poza tym daję 5. 🙂

Czym wyróżniają się azjatyckie kremy CC?

Określenie CC, które oznacza tyle co Colour Control Cream / Colour Correct Cream / Colour Care Cream, o ile funkcjonuje w ofertach firm kosmetycznych już od jakiegoś czasu, to raczej przekonania do tego typu kremów nie ma, a i opinia, że jest to tylko chwyt reklamowy na pewno jest i wam znana.

Czy CC to BB z nową etykietą?
Faktycznie kremy BB i CC zachodnich firm kosmetycznych raczej niewiele się od siebie różnią. Jednak jeśli porównamy je z azjatyckimi kremami CC, z pewnością dostrzeżemy wiele różnic. Dlatego jeśli zależy nam na prawdziwym efekcie CC, bez rozczarowań i żalu, to japońskie czy koreańskie marki, są tutaj jedynymi właściwymi.

krem-cc-japonski-flatlay-2

Czym wyróżnia się krem CC?
Z założenia ma on spełniać role kilku kosmetyków na raz, między innymi: kremu pielęgnacyjnego, ochronny przeciwsłonecznej, bazy, podkładu czy rozświetlacza. Charakteryzuje się lekką i delikatną, nie zapychającą porów i wygładzającą konsystencją, która ładnie wtapia się w każdy rodzaj cery. Wyrównuje koloryt, niweluje oznaki zmęczenia czy starzenia się skóry, pomaga zakryć popękane naczynka, blizny i przebarwienia. Dzięki zawartym składnikom aktywnym (często składy są naprawdę bogate), nawilżają, odżywiają i regenerują skórę, a także chronią ją. Nierzadko wzbogacone są o kolagen, elastynę czy kwas hialuronowy, więc dodatkowo ujędrniają. Kremy CC są uniwersalne i wodoodporne.

Jakie ma zastosowanie?
CC z powodzeniem można stosować w roli dziennego kremu pielęgnacyjnego, bazy, a nawet podkładu. Dobrze przyjmuje kolejne produkty i warstwy makijażu, ale sam również daje rade, szczególnie jeśli oczekuje się naturalnego efektu.

krem-cc-japonski-flatlay-3

Jakiego efektu można się spodziewać po azjatyckim CC?
Do rezultatów, jakie możesz dostrzec gołym okiem należy:
– wyrównanie kolorytu,
– delikatne krycie,
– wygładzenie,
– rozświetlenie,
– nadanie świeżości.