Kosmetyczne odkrycia 2017

2017 rok był dla mnie wyjątkowy. Wydarzyło się tak wiele wspaniałych rzeczy, że z pewnością będę go często wspominała z uśmiechem na ustach i ciepłem w sercu. Oprócz tak wielu sentymentalnych chwil, miałam również przyjemność i możliwość kontynuowania swojej kosmetyczno – urodowej przygody. Ta obfitowała w moc nowości, niezliczoną ilość pozytywnych zaskoczeń i wielkie miłości. Dlatego też postanowiłam to jakoś wszystko zebrać do kupy i pokazać Wam moje kosmetyczne odkrycia 2017 roku. Wśród nich są zarówno produkty do pielęgnacji, jak i makijażu; konkretne kosmetyki lub całe serie; nowości i produkty, wielu osobom już znane. Jednym zdaniem – wszystko to, co moim zdaniem warte uwagi i godne zaufania. 

Ponieważ kilka miesięcy miałam przyjemność uczestniczyć w programie ambasadorskim Lumene, zdążyłam zapoznać się z wieloma wspaniałymi produktami tej marki. Do moich ulubionych należy seria Invisible Illumination, która właśnie w 2017 roku miała swoją premierę. Kosmetyki te są pierwszą linią makijażu hybrydowego – łączącego w sobie pielęgnację z makeupem. W rzeczywistości uzyskuje się przy ich pomocy delikatny, naturalny i świetlisty efekt. Kosmetyki te nie są może najtańsze, ale ich wydajność jest naprawdę imponująca. Więcej o linii Invisible Illumination.

lumene-invisible-illumination-beautyserum-instantilluminizer
Lumene Invisible Illuminatior – Beauty Serum i Instant Illuminizer

2017 rok był również rokiem narodzin kilku fajnych marek. Jedną z nich jest Buna. Receptury kosmetyków oparte są na „zielniku babuni” i naturalnych składnikach aktywnych. Buna ma w ofercie świetne maseczki, kremy, płyny micelarne czy szampony, których ceny są tak przyjazne, że aż głupio nie skorzystać. 🙂 Moja delikatna i naczynkowa skóra nie ucierpiała przy nich ani razu, a trochę przetestowała.

Buna Odżywcza maseczka relaksująca z melisą

Żelowa maseczka łagodząca z aloesem

Kosmetyki Buna

Kolejną nowością jest marka Solvea, której serum pokochałam od pierwszego użycia. Kwas hialuronowy robi robotę, zapewne nie tylko u mnie. Oprócz nawilżenia, wypełnienia i wygładzenia, serum zostawia za skórze również piękny zapach. Pisałam o nim osobny tekst, także zapraszam również tutaj – Recenzja Silnie nawilżającego Serum Hydro Hyaluron Solvea.

Solvea Serum hialuronowe

Przy okazji kwasu hialuronowego nie mogę nie wspomnieć o Mincer Pharma i Ampułce Hydroliftingującej NeoHyaluron, którą rozpracowałam bardzo szybko głównie ze względu na swój brak pohamowania. 😉 Bardzo fajna konsystencja, super działanie, innowacyjna receptura. Osobny tekst poświęcony temu produktowi znajdziecie tutaj – NeoHyaluron Ampułka Hydroliftingująca Mincer Pharma.

Mincer Pharma Ampułka hialuronowa

Ale to nie koniec hitów od Mincer Pharma! Linia Oxygen Detox poświęcona została walce z cerą zmęczoną i poszarzałą. Miejskie zanieczyszczone powietrze i coraz większy smog właściwie były inspiracją do stworzenia tych kosmetyków. Moimi ulubieńcami jest Żel do mycia twarzy oraz Serum-remedium do twarzy. O pierwszym pisałam tutaj – Żel do mycia twarzy Carbo-Gel oczyszczający, o drugim powiem tak – świetne, dbające o kondycję skóry serum. Szybko się wchłania, pozostawiając skórę nawilżoną, gładką i gotową do przyjęcia kolejnych produktów. Nie zostawia żadnej warstwy, nie tłuści. Spokojnie można go stosować na noc, jak i na dzień pod makijaż. Nie posiada zapachu, ale wygodną butelkę z pompką ułatwiającą aplikację już tak.

mincer-pharma-seria-oxygen-detox
Seria Oxygen Detox Mincer Pharma

W temacie pielęgnacji, a w zasadzie nawet oczyszczania i demakijażu, wygrały u mnie rękawice Glov. Wiem, że wiele z Was produkty te zna od dawna. Ja poznałam je w zeszłym roku (zaczęło się od mini rękawicy na palec, którą znalazłam w pudełku ShinyBox) i po prostu się w nich zakochałam! Używam jej codziennie głównie do okolic oczu i ust. Myślę, że jest to bardzo fajna alternatywa dla osób ze skórą wrażliwą i delikatną, ale nie tylko. Polecam serdecznie po prostu każdemu. 🙂

Glov rękawica

Tołpa:* estetic, to seria, która pod koniec roku po prostu pozamiatała. 🙂 Wszystkie kosmetyki takie skuteczne, takie przyjemne, takie dobre! Polecam Intensywne zabiegi na poszczególne problemy, jak i całą serię do codziennej pielęgnacji i demakijażu. Serum, serum płynne pod krem, też zasługuje na chwilę uwagi i uznanie – koniecznie je sprawdźcie!

seria tołpa:* estetic

tołpa:* estetic. NACZYNKA 

tołpa:* estetic

W 2017 roku oprócz kosmetyków do pielęgnacji twarzy, testowałam sporo pomadek. Jedną, z tych które lubię najbardziej jest K*lips Lovely. Bardzo kremowe, nie wysuszają, szybko wysychają, mają świetną pigmentację i nasycone kolory. Moim ulubionym jest Pink Poison – piękny, naturalny róż. Dodatkowym i ogromnym atutem tej pomadki (w zestawie z konturówką) jest jej cena. Taka jakość (!), za tak niewiele nie zdarza się zbyt często.
Więcej o matowych pomadkach K*lips Lovely.

K*lips Lovely

Kolejną ulubioną pomadką 2017 roku jest już nieco wyższa półka i Kat Von D. Oprócz bardzo wysokiej jakości – kolor, krycie, trwałość i komfort noszenia, ogromne wrażenie zrobił na mnie kolor czerwony, którego szczęśliwą posiadaczką jestem. Mega. Więcej o płynnej matowej pomadce Kat Von D.

Kat Von D Everlasting Liquid Lipstick Santa Sangre

Na paznokciach najlepszą robotę moim zdaniem robił holograficzny lakier Golden Rose. Wszystkie kolory są świetne, a efekt na paznokciach niesamowity. Do tego lakier bardzo trwały.

Golden Rose holograficzny lakier do paznokci

Inspired By Naturalnie Piękna edycja 10

„Wow, wow, wow! Takiej ilości kosmetyków na raz to ja się nie spodziewałam.” Właśnie w taki sposób przywitałam 10 edycję pudełka Inspired By Naturalnie Piękna. Tak pełne i tak ciężkie już dawno nie było! A znaczna większość zawartości trafia po prostu w punkt.

To co cieszy mnie najbardziej to nowości. 🙂 Tym razem trochę ich jest, więc zacieram rączki i testuję! Są też produkty, które dobrze znam i z przyjemnością zmagazynuję.

Tria to jedna z marek Laboratoriów Kosmetyków Naturalnych Farmona, z tym, że ja nigdy jeszcze o niej nie słyszałam. Ale za to sprawdzę ją na własnej skórze. W pudełku znajduje się krem regenerująco-nawilżający z ekstraktem z imbiru na noc. Zawiera także kwas hialuronowy, kolagen, ekstrakt z trufli, olej migdałowy, witaminę E i pantenol. Mieszanka ta wygląda więc bardzo zachęcająco. Opakowanie to szklany, elegancki słoiczek, o pojemności 50 ml.

Kolejna nowość to Dezodorant naturalny ałunowy z werbeną Beaute Marrakech. O ile dezodoranty ałunowe i ich różne formy są mi bardzo dobrze znane, o tyle markę tą spotykam pierwszy raz. Mimo, że roll-on nie jest moim ulubionym typem antyperspirantów, to dezodorant robi bardzo fajne pierwsze wrażenie. Naturalny skład i fajny, cytrusowy zapach, to rzucające się na pierwszy rzut oka największe atuty tego produktu. Zobaczymy jak sobie będzie dawał radę w praktyce. 50 ml kosztuje 29 zł w marokosklep.pl.

Herbolive i mini krem do ciała oliwkowy z olejem arganowym to również coś, czego moja kosmetyczka jeszcze nie widziała. Jest to spora mieszanka naturalnych składników aktywnych, takich jak organiczna oliwa z oliwek, organiczny aloes, masło shea, olej migdałowy i olej słonecznikowy. Co dla mnie jest ciekawostką, receptura zawiera również jogurt. Standardowe opakowanie to tuba o pojemności 150 ml, w pudełku jest wersja mini – 50 ml. Do wypróbowania w sam raz.

Tak jak w poprzedniej edycji Naturalnie Piękna, tak i w tej znalazło się mydło w kostce. Tym razem oliwkowe marki Vespera. Mydło Vespera jest w 100% naturalne, nie zawiera żadnych substancji sztucznych, podrażniających. Jest perfumowane, ale marka podkreśla, że olejkami niezawierającymi alergenów. Dla wszystkich rodzajów skóry i cery – można je stosować do mycia całego ciała. Zostało przebadane dermatologicznie i nie było testowane na zwierzętach. 100g mydła, oszlifowanego i z wygrawerowanym „v”, zapakowane jest w ciekawie prezentujący się kartonik. Jak dla mnie bomba – lecę testować! 🙂 P.S. Cena to 7 zł.

W boxie tym znalazło się kilka produktów, które bardzo dobrze znam z innych pudełek. Są nimi:
AA Kremowa emulsja do mycia Tucuma – bardzo w porządku. Zużyłam już chyba z 2-3 butelki. Nie podrażnia, nie wysusza. Pachnie egzotycznie. 11 zł
Cztery Pory Roku Balsam do ciała – był w jednym z pudełek ShinyBox. Bardzo wydajny i z konkretną, gęstą konsystencją. Ma ładny zapach, który utrzymuje się dosyć długo na skórze. 8 zł
Efektima – peeling i maska do dłoni. Ostatnio przeznaczyłam na rozdanie. Z tą sztuką jeszcze zobaczę co zrobię. 2,50 zł
BB krem korygujący niedoskonałości cery Delia. Znamy się od dawna – przyzwoity jest. Co ważniejsze, to właśnie „tego” mi było trzeba! Moje zapasy BB i CC skończyły się dokładnie dwa dni temu. 😉 10 zł

Jeszcze jednym produktem, który bardzo mnie ucieszył jest Serum przeciw wypadaniu włosów dla kobiet WAX Pilomax. Włosy aktualnie wypadają mi garściami, więc bardzo mi się przyda. Serum wzmacnia cebulki, regeneruje włosy i stymuluje odnowę komórek naskórka. Choć na karcie produktów znalazłam informację o serum dla kobiet, to w rzeczywistości otrzymałam również serum dla mężczyzn. Możliwe, że znalazło się ono w każdym pudełku jako extra bonus, a może być też, że jako ambasadorka otrzymałam je dodatkowo do testów. Niemniej jednak serum znam z męskiego boxa od Shiny. Konsystencje lekko żelowe, dobrze się wchłaniające. Ładne zapachy. Jedno kosztuje ok. 30 zł.

Kosmetyki SheFoot są mi już dobrze znane. Często pojawiają się w pudełkach, więc z nie jednym już miałam przyjemność. Tym razem jest to Silnie Odświeżający Krem Pielęgnacyjny. Przyznam, że kosmetyki do stóp schodzą mi najwolniej, bo niestety o tej części ciała często zapominam. Ale pewnie kiedyś nadejdzie i jego kolej. Odświeża, niweluje nieprzyjemny zapach, stabilizuje pH skóry. Cena: ok. 19 zł.

I na koniec Kredka do oczu 24 Ore Lasting Eye Pencil Deborah Milano, która kosztuje ok. 27 zł. Ogólnie kredek używam najmniej, więc nie jestem zwolenniczką pudełkowego ich otrzymywania. Trochę mi się już ich nazbierało, także bardzo możliwe, że przekażę ją dalej, bo po co ma się u mnie marnować. 🙂

Ponieważ znalazłam w środku i nowości i takie kosmetyki, których po prostu bardzo potrzebowałam, śmiem twierdzić, że mimo dwóch nie do końca odpowiadających mi produktów, całe pudełko jest pode mnie skrojone. I szczerze jestem z jego zawartości bardzo, bardzo zadowolona. 🙂

Pudełka Naturalnie Piękna można zamawiać na stronie Inspired By.

Winter Wonderland by ShinyBox

Winter Wonderland by Shinybox – najnowsza, styczniowa edycja pudełka to totalna bomba zapachowa i moc wspaniałych produktów. Choć większości z pewnością ze wzglęgu na swoją wartość, w oczy rzucą sie produkty Naoby i minus417, Winter Wonderland skrywa w sobie jeszcze kilka innych, godnych uwagi kosmetyków i nie tylko. 🙂

Markami tego pudełka jak już wspomniałam jest NaoBay i minus417. Choć w przypadku tej drugiej, produkt wymienny (1 z 2) trafiał tylko w ręce Shinies, u których pudełko styczniowe jest co najmniej drugim w tej samej subskrypcji lub pakiecie. Oprócz tego w pudełku – Miyo, Daisy Fun (Delia Cosmetics), Maroko Sklep, Efektima Pharmacare, So chic! i Formeds.

Faworytem tego pudełka jak się okazało tym razem nie był kosmetyk, a pumeks. Dokładnie tak, pumeks! W takiej wersji go jeszcze nie widziałam i nie stosowałam. Jego wygląd (ręczna robota) i naturalny skład, zdecydowanie zaważył o miejscu na podium. 🙂 Pumeks Hammam z Maroko Sklep kosztuje ok. 6,50 zł i pewnie wystarcza na wieki.

Niezwykłą robotę, bo zapachową, zrobiły Musujące kule do kąpieli Daisy Fun. Pachną tak owocowo, tak słodko, tak cudnie, że aż się kąpieli nie można doczekać. Produkt stworzony dla domowych nurków, bo oprócz zapachu, stwarzają odpowiednią aurę do relaksu i długiego moczenia się. Komplet składa się z 3 kul o różnych zapachach. Kosztuje ok. 15 zł.

Ostatnio, gdy w pudełku (czy to ShinyBox, czy to Naturalnie Piękna) znajdował się produkt minus417, był dla mnie totalnym hitem. Liczę więc, że i tym razem będę bardzo zadowolona. Regenerująca maska błotna do włosów suchych, farbowanych i zniszczonych -417, to tuba o pojemności 200 ml i wartości ok. 100 zł. Maska dodaje elastyczności i miękkości. Zwiększa poziom nawilżenia i wzmacnia.Pachnie bardzo fajnie i słodko, więc mam nadzieję, ze zapach utrzymuje się na włosach także po wysuszeniu.

Zawartość styczniowego Shinybox

Drugim produktem „premium” tego pudełka jest Odbudowujący krem pod oczy Naobay. Działa odmładzająco. Spłyca zmarszczki, stymuluje odbudowę i mikrokrążenie. Regeneruje i nawilża. Jest to kosmetyk naturalny, ekologiczny (Ecocert). Mam nadzieję, że będzie zarówno delikatny i skuteczny.

Błyszczyki do ust w mojej kosmetyczce już raczej dawno nie gościły. Nie lubię chyba tego uczucia lepkości i wrażenia, że wszystko przyczepia mi się do ust. Powiem jednak szczerze, że Outstanding Lip Gloss MIYO okazał się miłą niespodzianką. Przypomniałam sobie o efekcie wysokiego połysku i błyszczyk ten wydał mi się ona świetną alternatywą dla całej masy moich matowych pomadek. Kolor też bardzo w porządku – konkretny, takie lubię.

So chic! i żelowy lakier do paznokci Gel Effect to taki produkt, o którego w zasadzie nic nie mam, ale gdyby był zastąpiony czymś innym też bym nie płakała. Wynika to zapewne z dużych zapasów lakierów ogólnie, jak i czerwonych szczególnie. Buteleczka 10 ml kosztuje ok. 8 zł.

Na koniec zostały saszetki:
Efektima Deliaktna chusteczka do higieny intymnej dla kobiet w ciąży i po porodzie. W zasadzie na razie jestem już po, ale takich chusteczek nigdy za wiele, nie będąc w ciąży tez można przecież ich używać. Daję więc okejkę i napewno wypróbuję.
F-Vit C 1000 – 1 porcja witaminy C w proszku.

Szczerze – całkiem niezłe to pudełko, takie do zużycia i wykorzystania, jeżeli o mnie chodzi. Fajnie, bo znalazły się w nim i produkty do makijażu, i do pielęgnacji. Coś do włosów, coś do twarzy, i do ciała. Taki sympatyczny misz-masz. Pudełko wciąż jest dostępne, także jeśli i Wam przypadło do gustu – zamawiajcie! 🙂

Kat Von D Everlasting Liquid Lipstick Santa Sangre – czerwona pomadka idealna

Mikołaj w tym roku przyniósł mi razem z prezentami najlepszą czerwoną pomadkę do ust, jaką do tej pory miałam!

Everlasting Liquid Lipstick Kat Von D, bo o niej mowa znalazła się w mojej kosmetyczce w miniaturowej, świątecznej wersji. I szczerze nie miałam wobec niej żadnych konkretnych oczekiwań, po prostu jej użyłam. I właśnie tego dnia odkryłam swój ideał czerwonej pomadki!

Kolor, który mam to Santa Sangre, jest bardzo konkretny, ale nie należy do tych krzykliwych. Ja określiłabym go jako odcień zarówno mocny, jak i ciepły. Dla mnie wręcz idealny! Świetnie się w nim czuje i wyglądam chyba też całkiem nieźle.

Kat Von D Everlasting Liquid Lipstick Santa Sangre

Co do samej jakości pomadki nie mam żadnych, po prostu żadnych zastrzeżeń. Ta czerwona pomadka matowa ma odpowiednią, dobrze rozprowadzającą się po ustach konsystencję, dzięki której (między innymi) można ją aplikować bez konturówki. Jej pigmentacja jest wręcz powalająca! Nasycony kolor i pełne krycie uzyskuje nawet przy niedbałym maźnięciu. Sam aplikator nie jest niczym nadzwyczajnym – standardowa „owłosiona pałeczka” :D, ale w połączeniu z resztą, działa bez zarzutów. Pomadka jest matowa, ale nie wysusza ust, nie tworzy też na nich skorupy. Mimo koloru, wyglądają naturalnie, są soczyste i pełne. Baaardzo apetyczne. 😀 No i trwałość, to również ogromna zaleta tej szminki. Czasami nawet obiad nie daje jej rady, choć bez problemów zmywa się ją płynem do demakijażu czy wodą micelarną.

Kat Von D Everlasting Liquid Lipstick Santa Sangre

U mnie występuje jako czerwona szminka na co dzień, więc ze względu na jej pomniejszone opakowanie, niedługo zapewne się skończy. Widziałam jednak, że kolor ten jest w stałej sprzedaży – na szczęście! 😉

Inspired By Naturalnie Piękna 9

Naturalnie Piękna edycja 9, to ostatnie w tym roku pudełko z naturalnymi kosmetykami od Inspired By. Jak się okazało kosmetykami nie tylko pielęgnacyjnymi, ale i kolorowymi. Co skrywa w sobie najbardziej aktualna wersja pudełka Naturalnie Piękna?

A w środku wiele niespodzianek i pozytywnych zaskoczeń od Chic Chiq, Ajeden, Kneipp, Catrice, Neauty Minerals, Orly, E-fontanna i Buna.

Numerem jeden tego pudełka jest Mydło bobasek AJEDEN. 🙂 Bardzo lubię naturalne mydła w kostce – można używać ich zupełnie do wszystkiego. Od mycia twarzy, ciała, po zapieranie czy czyszczenie. Jednym zdaniem – dobra kostka naturalnego mydła dobra na wszystko. I tak też jest z tym egzemplarzem. 150g kosztuje ok. 16 zł.

Inspired By Naturalnie Piękna 9

Olejek do ciała KNEIPP Tajemnica Piękna to chyba jeden z najbardziej rozpoznawalnych kosmetyków tej marki. Do tej pory gościł u mnie w wersji miniaturowej, teraz czas na pełnowymiarową butlę! Olejek wygładza, nawilża, regeneruje i odżywia. Jest połączeniem oleju arganowego, marula, rącznika i oliwy z oliwek. 100 ml kosztuje ok. 28 zł.

Kosmetyki Buna znam bardzo dobrze (recenzje kosmetyków Buna), dlatego Płyn micelarny SZAŁWIA, który znalazłam w swoim pudełku jest dobrym zapasem. Płyny micelarne Buna to butelki o pojemności 380 ml, które kosztują ok. 12 zł – fajna jakość za niską cenę.

Jeszcze jednym kosmetykiem do pielęgnacji twarzy jest maska do twarzy w proszku De la Mer Chic Chiq. Jej składnikami aktywnymi są spirulina, trawa cytrynowa oraz algi. Maseczka nawilża, odżywia i odświeża skórę. Kosztuje ok. 20 zł.

Inspired By Naturalnie Piękna 9

Do odżywiania skóry twarzy w moim pudełku znalazła się również Kapsułka nawilżająca Environ z E-fontanna, która jest połączeniem retinolu i ekstraktu z zielonej herbaty. Zestaw miniatur z E-fontanna zawierał również Mini bazę mineralną Smooth Affair jane iredale. Tą można stosować na dwa sposoby – albo jako bazę pod makijaż, albo jako rozświetlacz. Opakowanie całkiem spore, więc starczy na kilka użyć.

I tym sposobem przeszłyśmy do kolorowych kosmetyków 9. edycji Naturalnie Piękna. Numer jeden to wegański tusz do rzęs Catrice – Maskara Efekt Sztucznych Rzęs Glam&Doll. Kosmetyk, którego u mnie nigdy za wiele. Zapas zapasem, ale ja po prostu uwielbiam testować maskary. 😀 Ta posiada podkręcającą rzęsy szczoteczkę. Kosztuje ok. 17 zł.

Inspired By Naturalnie Piękna 9

W każdym pudełku znalazł się również lakier do paznokci ORLY – Breathable treatment + color mini, który jest nowością. Charakteryzuje się tym, że pozwala na przenikanie wody i tlenu do płytki paznokcia. Zawiera olej arganowy, prowitaminy B5, witaminę C. Kolor zupełnie klasyczny, bo żywy czerwony. Buteleczka o pojemności 5,3 ml kosztuje ok. 24 zł

A na koniec próbki od Neauty Minerals. Co do ich formy mam szczerze mówiąc mieszane uczucia. Nie bardzo wiem w jaki sposób aplikować te rozświetlacze, skoro znajdują się one w torebkach strunowych, a są to przecież produkty sypkie. Uważam, że sposób pakowania próbek, to bardzo ważna sprawa – to one robią pierwsze wrażenie i albo do zakupu zachęcają, albo zniechęcają. Cena każdej z nich to 4 zł.

Niemniej jednak ogólnie pudełko uważam za udane. W 2018 życzyłabym sobie kolejnych edycji zawierających czy to fajne mydła w kostce czy to wegańskie maskary. 🙂

Pudełka Naturalnie Piękna można zamawiać na stronie Inspired By.

Zobacz poprzednie edycje Inspired By Naturalnie Piękna:

Inspired By Naturalnie Piękna 8

Inspired By Naturalnie Piękna 7 – zawartość pudełka

Inspired By Naturalnie Piękna 6

 

 

Love Beauty Fashion by ShinyBox

Love Beauty Fashion to najnowsza edycja Shinybox, której partnerem specjalnym jest DeeZee. Jest to również pudełko, które pokochają włosomaniaczki, gdyż to właśnie produktów do pielęgnacji włosów znalazło się w nim najwięcej.

Sklep internetowy DeeZee uzupełnił boxy kuponami rabatowymi – 30% na nowości, ale to nie jedyny taki akcent. Ponownie (poprzednio w Spełnij Marzenia by ShinyBox) w pudełku pojawił się voucher od katalogmarzen.pl. Kosmetyczna zawartość boxa została natomiast zasilona przez nastepujące marki: Figs&Rouge, Novex, Purederm, Beaver, Jantar Medica, Maroko Sklep, Miyo Make Up, Earthincity, So Chic, NaoBay, Kueshi oraz Aube. W rezultacie każda z Shinies w tym miesiącu dostała 9 kosmetyków, a stałe subskrybentki nawet 10 (promocja dotyczyła jednego z trzech wymiennych produktów Figs&Rouge).

Moim faworytem tego pudełka są złuszczające skarpetki Purederm. Bardzo lubię taką formę pielęgnowania stóp. Do tej pory nie miałam do czynienia akurat z tą maską, jak i ogólnie z marką, więc z chęcią wypróbuję i poznam. Maska zawiera ekstrakt z papai, rumianku, jabłka czy cytryny. Podobno bardzo szybko usuwa wszelkie zrogowacenia, a na „nowe stopy” czeka się maksymalnie do 2 tygodni. Na opakowaniu zamieszczona została dokładna instrukcja postępowania ze skarpetami i odpowiedniego ich stosowania. Ich cena – ok. 13 zł.

Kolejną rzeczą, która bardzo mnie ucieszyła to AUBE Dwufazowy płyn do demakijażu. I tym razem nie chodzi nawet o produkt sam w sobie, a bardziej o markę. Jeszcze nie miałam przyjemności, więc ten płyn do demakijażu będzie na (mam nadzieję) dobry początek. Kosmetyk jest połączeniem fazy oleistej z wodną. Ich połączenie zapewnia dokładnie oczyszczenie i tonizację. Płyn posiada odpowiednie dla okolic oczu pH i jest dla nich bardzo przyjazny. Butelka 100 ml kosztuje ok. 30 zł.

Do pielęgnacji nie tylko twarzy, ale i całego ciała – glinka Rhassoul w płytkach z Maroko Sklep. O właściwościach tej najpopularniejszej i najbardziej uniwersalnej glinki pisałam tutaj – właściwości glinki Ghassoul. Glinka posiada certyfikat EcoCert, a opakowanie to 30g płytek, za które zapłacimy ok. 6 zł.

Love Beauty Fashion by Shinybox

Ostatnim produktem, który z włosami nie ma nic wspólnego, to Automatyczna konturówka do oczu Twist Matic Eyes Mio Make Up. Ma taki śnieżno-różowy, bardzo delikatny i mieniący się odcień – naprawdę fajny, więc myślę, że się polubimy. Kremowa konsystencja ułatwia jej aplikację i przede wszystkim nie przyczynia się do podrażnień. Kredka jest wodoodporna. Kosztuje ok. 14 zł.

I nadszedł czas na włosy, a w zasadzie kosmetyki do ich pielęgnacji. Beaver i Odżywka do włosów Tea Tree to dla mnie zupełna nowość. Produkt ma wygładzać, odżywiać i zmiękczać włosy, nadawać im lekkości i jednocześnie usuwać problem puszenia się. Opakowanie odżywki to tubka o pojemności 50 ml, więc dla mnie takie opakowanie to raczej mało, nawet w przypadku podróży. Przy długich włosach i solidnym ich odżywianiu, starczy mi jej pewnie na 2-3 razy. Czyli akurat na spróbowanie. Cena: ok. 15 zł.

Love Beauty Fashion by Shinybox

Maska do włosów My Curls Novex, to kolejna propozycja marki (we wrześniowym ShinyBox – Beauty School, znalazła się wersja arganowa). Ta przeznaczona jest do włosów suchych, matowych, ze splątanymi końcówkami. Konsystencja raczej standardowa, zapach bardzo ładny. Z chęcią wypróbuję. W pudełku miniatura, a za 1000g zapłacimy ok. 45 zł.

I na koniec cały zestaw do włosów zniszczonych (szampon, mgiełka, serum) Jantar Medica. Charakteryzuje je unikalna formuła, niezwykłe właściwości bursztynu oraz starannie wyselekcjonowane i zmieszane składniki aktywne. Kosmetyki te przeznaczone są do intensywnej regeneracji i odbudowy. Zestaw kosztuje ok. 23 zł.

Love Beauty Fashion by Shinybox

I to już wszystko jeśli o produkty zamknięte w pudełku chodzi. Z newsów dodam jeszcze, że powróciły standardowe karty produktów, ale zniknął ShinyMag. Nie wiem czy podmiana ta jest chwilowa, czy w ogóle z wydawania magazynu marka się wycofuje, przekonamy się wkrótce. Póki co odsyłam na stronę ShinyBox, gdzie pudełka są wciąż dostępne. 🙂

 

Zobacz również poprzednie edycje ShinyBox:

Think Pink by ShinyBox

Beauty School by ShinyBox

Welcome to the Beauty Jungle by ShinyBox

Shinybox Pool Party

Delikatny makijaż na co dzień

kosmetyki-makijaz-dzienny-jesienny

Podczas gdy zdecydowana większość lansuje cięższe makijaże i ciemniejsze kolory, ja za wszelką cenę staram się zachować lekkość, rozświetlenie i delikatne tony tej jesieni.

To naturalne, że jesienią i zimą używamy mocniejszych kolorów. Sięgamy po gamę brązów, burgundów, ciemnych fioletów czy zieleni – sama to robię. I możecie mi wierzyć, że posiadam naprawdę imponującą kolekcję takich pomadek do ust. Jednak znacznie więcej używam w swoich codziennych makijażach odcieni neutralnych. Naturalnych róży, delikatnych beży czy jasnych brązów. Nie robię tego celowo, a raczej odruchowo. Chyba po prostu podświadomie chcę zachować choć odrobinę świeżości, ciepła i lata. Nawet jeśli miałoby się to dziać tylko na mojej skórze. 😀

Mój jesienny makijaż dzienny jest więc połączeniem wszystkiego tego, co w zasadzie z jesienią i zimą w wizażu raczej się nie kojarzy. Myślę jednak, że nie jestem odosobniona w takim podejściu i mimo wszystko coś sobie z niego podbierzecie lub stanie się on mniejszą czy większą inspiracją.

Jakie kosmetyki do makijażu dziennego wykorzystałam?

TWARZ:
1. Podkład do twarzy HD MOIA Kontigo 02
2. Korektor Pixie Cosmetics Reviving Under Eye Concealer 01
3. Mineralny puder brązujący Vita Liberata Trystal3 Bronzing Minerals 02 Bronze
4. Róż do policzków MOIA Kontigo odcień Tulip
5. Banana Loose Powder Wibo – Ultra lekki, półtransparentny puder do twarzy
6. Rozświetlacz w płynie Instant Illuminizer LUMENE Invisible Illumination

OCZY:
1. Baza pod cienie Golden Rose Eyeshadow Primier
2. Matowe odcienie brązów i beży z palety Neutral Eyeshadow Palette Wibo
3. Pogrubiający tusz do rzęs VOLUMINATE Mystik Warsaw Kontigo
4. Tusz do rzęs The Body Builder Mascara theBalm
5. Kredka do brwi Veluxe Brow Liner MAC Deep Dark Brunette
6. Przyciemniająca mascara do brwi Brow Color Tinted Mascara Golden Rose 06

USTA:
1. Zestaw (pomadka + konturówka) K*Lips Lovely Pink Poison

 

kosmetyki do makijażu dziennego, jesiennego

Szybka analiza: Podkład do twarzy HD MOIA Kontigo

moia-kontigo-podklad-do-twarzy-hd-glowne

Jakiś czas temu w moje ręce trafiła odświeżona seria kosmetyków MOIA, a wraz z nią Podkład do twarzy HD. A ponieważ jesień mamy już w pełni, cała zima przed nami, z pewnością wiele z Was przerzuca się aktualnie z kremów BB, CC czy lżejszych podkładów, na rzecz tych bardziej treściwych i mocniej kryjących. Taki też jest Podkład do twarzy HD MOIA Kontigo. A jak się sprawdza na co dzień?

Podkład ten z założenia kryje mocniej niż standardowe fluidy, ale nie ciąży i nie pozostawia efektu maski. Na jego podstawie możemy zbudować długotrwały makijaż na każdą okazję. Ponieważ posiada właściwości nawilżające, polecany jest do cery suchej i normalnej.

Rzeczywiście ma dosyć mocne krycie, ale odpowiednio aplikowany (poprzez wklepywanie czy to palcami czy gąbeczkami, bo na przykład mój pędzel owalny, którego używam do kolorowych kosmetyków płynnych, tym razem sobie nie poradził) dobrze wtapia się w skórę. Ma treściwą, trochę kremową konsystencję i nawilżającą formułę, która nie wysusza skóry, ani jej nie podrażnia. Ładnie wyrównuje koloryt, maskuje zaczerwienienia i niedoskonałości. Wygładza. Nie pozostawia uczucia ciężkości czy dyskomfortu.

moia-kontigo-podklad-do-twarzy-hd-glowne
Podkład do twarzy HD MOIA Kontigo

Bez problemu przyjmuje kolejne warstwy makijażu, jednak przy bazie należy uważać. Ze względu na treściwą konsystencję podkładu, nałożony wcześniej czy to krem czy primier, powinien mieć czas na wchłonięcie, jak z resztą i sam podkład. Osiągnięcie długotrwałego efektu jak najbardziej możliwe przy użyciu pudru ryżowego, czy innego transparentnego, który po prostu „przyklepie” nam makijaż.

Podkład do twarzy HD MOIA Kontigo jest delikatnie perfumowany, a dzięki butelce uzupełnionej o pompkę, wygodny w użyciu. Standardowo kosztuje niecałe 30 zł, a w promocji cena spada nawet do 20 zł. I myślę, że jak na taki przedział cenowy, to produkt jest naprawdę godny polecenia.

 

Zobacz również inne wpisy z produktami marek Kontigo:

Kosmetyki MOIA – odświeżona seria

Rozświetlacz MOIA Crystal

Olejek do demakijażu BIOLOVE

Liquid LipsMatter MOOV

Maskary MYSTIK WARSAW

8 faktów o serii Invisible Illumination Lumene

lumene-invisible-illumination-beautyserum-instantilluminizer

Z pewnością kojarzycie (pewnie nie tylko ) z BAFa markę Lumene, której ambasadorką mam przyjemność być i linię makijażu hybrydowego Invisible Illumination. Nie wszystko jednak zostało o tej drugiej powiedziane, a myślę, że warto poznać się z tymi kosmetykami, aby je zrozumieć i wiedzieć czego można się po nich spodziewać. Mam na myśli świadomy zakup, który okaże się fantastyczną inwestycją i makijażową przygodą. Stąd pomysł na przedstawienie kilku ważnych faktów o linii makijażu hybrydowego Invisible Illumination Lumene.

 

Połączenie makijażu z pielęgnacją

Formuły kosmetyków Invisible Illumination Lumene to połączenie arktycznych składników aktywnych intensywnie pielęgnujących cerę oraz kompleksu rozpraszających światło pigmentów. Ich formuły powstały na bazie arktycznej wody źródlanej. W całej serii wykorzystany został wyciąg z arktycznej maliny moroszki, która wykazuje niezwykle silne właściwości antyoksydacyjne oraz peptydów gwarantujących cerze nawilżenie, zdrowie i młodość.

 

Naturalne składniki

Marka Lumene dokłada ogromnych starań, aby tworzone receptury były jak najbardziej naturalne, i żeby przeważały w nich składniki, których szukać możemy tylko na północy. W taki sposób uzyskują produkty w co najmniej 90% naturalne, pozbawione podejrzanych składników, parabenów, olejów mineralnych.

 

Lekkie formuły

Kosmetyki Invisible Illumination Lumene charakteryzują się bardzo lekką, wręcz lejącą się konsystencją. Dlatego butelki wyposażone są w pipety, które ułatwiają bezawaryjne wydobycie kosmetyku i jego aplikację. Jedynym wyjątkiem jest błyszczyk – Nordic Light Lip Perfection Balm, który z kolei jest gęsty i treściwy.

Lumene Invisible Illuminatior – Beauty Serum

Rozświetlenie i świeżość

Produkty te zostały stworzone by wydobywać naturalne piękno, świeżość i nadawać cerze imponujący blask. Dlatego też ich formuły oparte są na wspomnianych wcześniej pigmentach bawiących się światłem.

 

Naturalny efekt

Nie są to kosmetyki, które będą kryły, znacznie zmieniały koloryt czy ukrywały liczne niedoskonałości. Efekt jakiego można się po nich spodziewać to lekki makijaż, delikatnie ukrywający pewne mankamenty cery, z dużą dozą rozświetlenia i świeżości.

 

Sposób aplikacji

Aby uniknąć niezadowolenia i smug, wszystkie z tych kosmetyków należy wklepywać. To niezwykle istotne, bo tylko przy takiej metodzie rozprowadzania kosmetyków po skórze, osiągniemy naprawdę cudowne efekty. Można je nakładać zarówno za pomocą gąbeczek, pędzli, jak i palców.

 

Wydajność

Ze względu na rodzaj formuły i specyfikę tych kosmetyków, ich wydajność jest naprawdę imponująca. A jednorazowy zakup okazuje się inwestycją na wiele, wiele miesięcy.

Lumene Invisible Illuminatior – Instant Illuminizer

Eleganckie i praktyczne opakowania

Płynne produkty z tej serii zamknięte są w szklanych, poręcznych butelkach z pipetami. Te z kolei ochraniane są przez dopracowane estetycznie kartoniki zabezpieczone folią.

 

Jak wykonać makijaż hybrydowy Invisible Illumination Lumene pisałam jakiś czas temu, więc zapraszam i tam.

 

Zobacz również:
Kosmetyki Lumene – siła arktycznych składników aktywnych i prezentacja marki.
Ambasadorka Lumene ja jestem! – czyli opowieść o początku wspaniałej przygody.

 

Dobry krem CC do cery naczynkowej

pharmaceris-krem-cc-n-naczynka

Nie ukrywam, że na co dzień zdecydowanie bardziej wolę lżejsze formuły niż tradycyjne podkłady. Te przydają się i owszem, ale raczej w wersji wieczorowo-spotkaniowej. Do dziennego makijażu zazwyczaj sięgam po kremy tonujące, BB czy CC. A w związku z tym, że moja cera jest dosyć wrażliwa i naczynkowa postanowiłam wypróbować Krem CC Pharmaceris do cery naczynkowej.

Krem CC co to?
Europejskie kremy CC różnią się nieco od tych azjatyckich (pisałam o nich jakiś czas temu – azjatyckie kremy CC). Ich formuły przede wszystkim bardziej skoncentrowane są na właściwościach pielęgnacyjnych, efekcie równomiernego kolorytu i nadaniu lekkiego krycia. Azjatyckie z kolei w dużej mierze rozświetlają, rozjaśniają, ale znacznie mniej kryją. Wiadomo, różnice te są spowodowane potrzebami konsumentek. Europejski makijaż jest mimo wszystko mocniejszy niż ten japoński czy koreański. Z założenia jednak kremy CC mają pielęgnować, chronić i delikatnie kryć niedoskonałości. Być jednocześnie lekkim kosmetykiem do makijażu, jak i porządnym wsparciem pielęgnacyjnym.

pharmaceris-kremcc-cera-naczynkowa
Pharmaceris krem CC seria N

Czym wyróżnia się Krem CC Pharmaceris N?
Kosmetyk ten przede wszystkim jest dedykowany skórze wrażliwej. Takiej, która potrzebuje stałej ochrony przed szkodliwymi czynnikami atmosferycznymi. A także takiej, którą dręczą niedoskonałości i zaczerwienienia. Jest to kosmetyk stworzony wręcz z myślą o słabych naczynkach czy trądziku różowatym. Formuła kremu skomponowana została z takich składników aktywnych jak: naturalny zielony pigment, kwas hialuronowy, SPF 30 czy tioprolina z wyciągiem z ostropestu.

Jak działa krem CC na naczynka od Pharmaceris?
Wyrównuje koloryt, niweluje zaczerwienienia i łagodzi. Uspokaja rozszerzone naczynka i wzmacnia je. Przywraca skórze równowagę, nawilża ją i chroni – zawiera wysokie filtry przeciwsłoneczne, działa antyoksydacyjnie.

Krem ma dosyć treściwą konsystencję, nie należy do tych „lekkich”, ale już do tych dobrze się prowadzących, jak najbardziej. Ładnie wtapia się w skórę, wyrównując jej koloryt i kryjąc, to co trzeba. Szybko się wchłania, nawilżając przy tym i wygładzając. Ubrana w niego cera wygląda naturalnie, zdrowo i świeżo. Nie ma tutaj mowy o ciężkim, sztucznym efekcie. Kolor idealnie dopasowuje się do cery. Krem jest lekko perfumowany, ale jego zapach jest przyjemny. Opakowaniem jest duża (40 ml), elastyczna tubka, która kosztuje ok. 40 zł

 

Sprawdź również:

Pharmaceris krem do biustu seria Macierzyństwo

 

Ambasadorka LUMENE ja jestem!

Ostatnio jakoś nie było okazji, aby się pochwalić, a naprawdę jest czym! Gdyż właśnie dołączyłam do grona ambasadorek fińskiej marki kosmetyków naturalnych Lumene!

Biorąc udział w rekrutacji bardzo wierzyłam w swoje siły, jednak nie będę ukrywała towarzyszącego mi podczas odczytywania „tej wiadomości” zaskoczenia. A spotkanie ambasadorek Lumene, które miało ostatnio miejsce, tylko utwierdziło mnie w tym, jak ogromne jest to dla mnie wyróżnienie i do jak świetnej grupy dziewczyn dołączyłam.

Jak się też okazało, słowo „ambasadorka” nabrało dla mnie zupełnie innego znaczenia. Trochę takiego, o którym dzisiaj niestety się zapomina. Otóż wydaje mi się, że miano ambasadora zostało ostatnimi czasy niesłusznie sprowadzone trochę do przypadkowych osób testujących określony produkt w ramach akcji promocyjnej przeprowadzanej na masową skalę. Ambasadorki Lumene jednak to ani przypadkowe osoby, ani nic, co można powiązać z „masówką”. To grono zdolnych, ślicznych dziewczyn, które zostały przez markę wybrane, zaproszone, a następnie ugoszczone w niesamowitym stylu.

Zapowiadając swój program ambasadorski Lumene informowało nas, jak go sobie wyobraża. Nie chodziło jedynie o pokazywanie czytelnikom, widzom i obserwatorom produktów marki, a o uczestnictwo w spotkaniach i warsztatach, wzajemne inspirowanie się i czerpanie dobrej energii. I już wtedy wiedziałam, że ta „przygoda” może dać mi wiele dobrego.

Warsztaty fotograficzne
fashionalblecompl-wyklad-lumene
Wykład Ani i Kuby – fashionable.com.pl

Z pierwszego spotkania ambasadorek Lumene wróciłam z szerokim uśmiechem, pełną pomysłów i wiedzy głową oraz nowymi koleżankami i tutaj szczególne podziękowania za wspólnie spędzony czas i moc buziaków dla Karoliny prowadzącej bloga Weemini oraz Anity z kanału No To Jestem! Był to niezwykle intensywny weekend, który mogłyśmy spędzić z ekspertami w swoich dziedzinach i czerpać z ich wiedzy i doświadczenia. Wiele przemyśleń wyniosłam również z „wykładu” prowadzonego przez Anię i Kubę z fashionable.com,pl, którzy towarzyszyli nam przez cały ten czas (Ania Zając jest pierwszą i główną ambasadorką Lumene). Nie zabrakło również tego, co my – baby lubimy najbardziej, czyli warsztatów kosmetycznych oraz prezentów i niespodzianek. I tego, do czego nie wszystkie się przyznajemy, ale wszystkie uwielbiamy – dobrego i wyszukanego jedzenia.

lumene-niespodzianka-na-dobranoc
Niespodzianka na dobranoc
stacjasopot-zupa-lumene
Stacja Sopot i danie pierwsze

W rolę ambasadorki myślę weszłam już na całego, więc zgłaszam gotowość w przypadku jakichkolwiek pytań czy to o markę czy o konkretne produkty. Jeśli sama nie będę w stanie na nie odpowiedzieć, skontaktuję się z kompetentnymi w danym temacie osobami, aby móc rzetelnie na nurtujące pytanie odpowiedzieć.

Gorąco zachęcam również do lektur, które już od jakiegoś czasu na BAFie są:
Kosmetyki Lumene i kilka słów o samej marce
Makijaż hybrydowy Lumene – linia Invisible Illumination
A także zapraszam na te, które dopiero będą powstawały. W najbliższym czasie na pewno pokażę Wam coś zarówno do makijażu, jak i pielęgnacji. Już teraz mogę również zdradzić, że w najbliższym czasie do asortymentu Lumene dołączy fantastyczna, nowa linia kosmetyków do makijażu, więc śledźcie i wypatrujcie! 🙂

nowosc-lumene-naturalglow
Nowość Lumene

Gdzie można kupić kosmetyki Lumene? W sklepach stacjonarnych (szczegółowe informacje znajdziecie na stronie – invisibleillumination.pl) oraz sklepach internetowych:
cocolita.pl
hairstore.pl
bodyland.pl
ekobieca.pl
drogeriapigment.pl

Jak sprawdza się ulubieniec Red Lipstick Monster? Rozświetlacz MOIA Crystal

Jakiś czas temu Red Lipstick Monster pokazała na kanale wśród ulubieńców miesiąca rozświetlacz MOIA Kontigo w odcieniu Crystal. Informując przy tym, że jest to produkt idealny do cery jasnej. A że taką mam, to właśnie po ten kosmetyk sięgnęłam w pierwszej kolejności, gdy dotarła do mnie odświeżona kolekcja MOIA. Musiałam go sprawdzić na własnej skórze! 😀

Jest to rozświetlający puder prasowany, zamknięty w małym, poręcznym opakowaniu, idealnym do kosmetyczki czy torebki. Plastik raczej grubszy i porządny, więc powinien dać radę na co dzień.

Jego formuła opiera się na mikrocząsteczkach pereł. Te grają oświetleniem, tworząc ostatecznie piękną całość.

moia-rozswietlacz-crystal-2

Myślę, że puder ten ma dwie ogromne zalety i to one czynią go wyjątkowym. Po pierwsze kolor, o czym wspominała również Ewa – idealnie wyważony. Ani nie jest zdecydowanie ciepły, ani też mroźnym odcieniem nie można go nazwać. Stanowi taki idealny środek. Po drugie – doskonałej wielkości mieniące się drobinki, które pięknie i zróżnicowanie odbijają światło. Ale również są w stanie utworzyć jednolitą taflę.

Ostatecznie możemy dzięki niemu osiągnąć niezwykle delikatny i naturalny efekt w makijażu dziennym, na czym mi osobiście zależy najbardziej. Albo poprzez bardziej intensywną aplikację świetne rozświetlenie w stylu wieczorowym.

Nie sprawia problemów przy aplikacji. Nie pyli się zbyt mocno i dobrze trzyma się skóry. Nie jest perfumowany.

Cena stała to 17 zł, ale jak to w Kontigo – często udaje się za jeszcze mniej! 🙂

Inspired By Naturalnie Piękna 8

Z końcem września nadszedł czas na kolejną, 8 już edycję pudełka Inspired By Naturalnie Piękna. Czy najnowszy zestaw okazał się piękną niespodzianką?

Uwielbiam naturalne kosmetyki. I to już nie chodzi o ich skuteczność czy niezwykłe efekty, a zwyczajnie – komfort psychiczny. Znacznie lepiej czuję się używając naturalnych, ekologicznych czy organicznych, choć często też korzystam z produktów, które nie zawierają na etykiecie takich zapewnień. Nie popadam więc ze skrajności w skrajność, ale lubię. Dlatego też zawsze tak wyczekuję na kolejne edycje Naturalnie Piękna. Od pierwszego pudełka były wypchane po brzegi świetnymi kosmetykami, których używałam z ogromną przyjemnością. A mój apetyt rósł w miarę jedzenia. Teraz jednak mam wrażenie, że został nieco pohamowany, bo produktów jest jakby mniej. Nie mówię, że gorsze, że nieciekawe, ale jakoś tak objętościowo się to mocno zmieniło.

W 8 edycji Naturalnie Piękna produktów jest 8, z czego dwa wystąpiły w wersji wymiennej, 5 jest pełnowymiarowych, a dwie sztuki to próbki mydełek. Markami pudełka są: Cashee Naturals, Luvos, O’herbal, Vis Plantis, Cuccio i Senelle.

Najbardziej zaciekawił mnie Balsam do ciała Senelle. Marka na rynku nowa, jeszcze nie miałam przyjemności, więc z chęcią się zapoznam i przetestuję. Czytałam kilka pozytywnych recenzji, więc i nastawienie takie mam. Balsam zawiera innowacyjną substancję aktywną – Oleoactif Pomegranate, oleje roślinne, masło shea, kwas hialuronowy, miód i witaminę E. Zapewnia ochronę, łagodzi podrażnienia, uelastycznia i wygładza. Nawilża skórę, regeneruje ją i dogłębnie odżywia. Elastyczna tubka 200 ml, kosztuje ok. 70 zł.

naturalniepiekna8-inspiredby-3

Maska zwiększająca objętość do włosów cienkich O’herbal przyda się bardzo. Masek u mnie nigdy za wiele, a tym bardziej takich. Kosmetyk dodaje objętości, wzmacnia warstwę keratynową i uszczelnia strukturę. Głównym składnikiem aktywnym jest ekstrakt z arniki, który wypełnia włos od środka potrzebnymi mu składnikami i bezpośrednio wpływa na jego wytrzymałość, sprężystość i objętość. Maska należy do tych ekspresowych, na włosach nie powinno się jej trzymać więcej niż 2 minuty, więc jestem tym faktem zachwycona.:D Ma fajny, słodki zapach, więc liczę na to że będzie się trochę na włosach utrzymywał. Za słoik 500 ml zapłacimy ok. 23 zł.

naturalniepiekna8-inspiredby-2

Z Cashee Naturals trafiło mi się Serum regenerujące z Różą i Dynią. Cieszę się, bo uwielbiam kosmetyki z olejem z róży, każdej. Pełnowymiarowe opakowanie kosmetyku to 30 ml, w pudełku jest szklana buteleczka o poj. 10 ml. Połączenie organicznych olejów z owoców dzikiej róży i dyni zapewnić ma odżywienie i regenerację, a także wzmocnienie naczynek, ochronę przed podrażnieniami i stanami zapalnymi. Dodatkowo serum opóźnia procesy starzenia i uelastycznia, a dzięki dużej zawartości witaminy C rozjaśnia i wyrównuje koloryt. Pełnowymiarowe opakowanie kosztuje ok. 150 zł. Z tej marki w pudełku znalazły się również dwie malutkie próbki mydełek naturalnych.

naturalniepiekna8-inspiredby-4

Dwa kolejne produkty to już pielęgnacja twarzy i maski w saszetkach:
Vis Plantis – Maseczka na zmarszczki mimiczne i głębokie linie Age Killing Effect – maseczkę tą testowałam już przy okazji innego pudełka. Jej cena to 4,40 zł za dwie saszetki po 5 ml.
Luvos – Maseczka Oczyszczająca stworzona na bazie glinki Luvos. Marka w ogóle jest dla mnie nowością, więc chętnie przetestuję maseczkę. Ma ona dokładnie oczyszczać pory, regulować wydzielanie sebum oraz wygładzać powierzchnię skóry. Poprawić elastyczność i dodać skórze naturalnego blasku. 2 x 7,5 ml., kosztuje ok. 8 zł.

naturalniepiekna8-inspiredby-5

I kolorowy akcent pudełka czyli lakier do paznokci CUCCIO. Kolor neutralny, taki brzoskwiniowy, numerek 4163. Nie zmarnuje się. Nie zawiera DBP i Toluenu. Buteleczka 13 ml kosztuje ok. 40 zł.

I tak właśnie prezentuje się najnowsza edycja Inspired By Naturalnie Piękna. Ocenę jej zawartości pozostawiam Wam samym. 🙂 Zestawy InspiredBy można zamawiać TUTAJ.

TOP 5 – matowe pomadki płynne

Matowe usta raczej pozostaną z nami na jeszcze długo, więc czas na pokazanie matowych pomadek płynnych, które uważam za naprawdę fajne, trwałe i z różnych względów ciekawe.

Nie jestem wizażystką, ale jak każda z nas potrafię ocenić, to co mi w ręce wpada. Przy matowych pomadkach płynnych największą uwagę zwracam na ich krycie, trwałość i to czy nadmiernie nie wysuszają ust. Są również dodatkowe aspekty, które szczególnie w poniższym zestawieniu podkreślam.

Sephora Cream Lip Stain – jest bardzo lekka i ma dobrze kryjąca formułę. Posiada przyjemny, waniliowy zapach. Bardzo trwała, nie pozostawia śladów. Nie wysusza ust, dzięki czemu nosi się ją bardzo komfortowo. Nie waży się i nie rozwarstwia. Numerek 24 to przepiękny, głęboki kolor, idealny na jesień i zimę. Do jej usunięcia potrzeba dobrego kosmetyku do demakijażu.

pomadki-plynne-matowe-sephora

KOKO by Kylie Cosmetics Matte Liquid Lipstick – delikatna i lejąca się konsystencja, która niestety potrzebuje nieco czasu, aby wyschnąć i wtopić się w usta. Ale jak już zaschnie, to jest bardzo trwała i rzeczywiście pozostaje na nich przez kilka godzin. Posiada słodziutki, przyjemny zapach. I to co lubię najbardziej – jaskrawy, soczysty kolor (Baby Girl). W lato latałam w nim bardzo często. 🙂 Może się wałkować przy demakijażu.

pomadki-plynne-matowe-koko-kylie-jenner

Lovely K*lips – polska inspiracja pomadkami Kylie Jenner, które osobiście bardzo lubię. Lekka, kremowa konsystencja, dobrze napigmentowana i świetnie kryjąca. Nie wysusza nadmiernie ust i przyjemnie się ten zestaw (konturówka i pomadka) nosi. Bardzo fajny stosunek ceny do jakości. Nie sprawia żadnych problemów przy demakijażu. Więcej o K*lips poczytacie TUTAJ.

pomadki-plynne-matowe-klips-lovely

Golden Rose Longstay Liquid Matte Lipstick – pomadka ta urosła już chyba do rangi legendy i totalnego hitu jednocześnie. Płynna, bardzo lekka i świetnie napigmentowana konsystencja, która zastyga w mgnieniu oka. Wypełnia całe usta, wgłębienia i nierówności. Jest bardzo trwała. Ma trochę krótkie trzymadełko aplikatora, a on sam ma dosyć nietypowy kształt, ale można przywyknąć. Posiada niezwykle szeroką gamę świetnych kolorów. Moim ulubionym jest 21.

pomadki-plynne-matowe-goldenrose-facechart

MOOV Liquid LipsMatter – bardzo kremowa, treściwa konsystencja o pięknym, owocowym zapachu. Świetnie kryje i super się prezentuje – pomadka kryje powierzchnię całych ust i wgłębień. Trójkątny aplikator jest bardzo precyzyjny i ułatwia ich malowanie. Nie wysusza, nie przyczynia się do spierzchnięcia czy pękania. Na ten moment gama kolorystyczna jest dosyć mała (odcieni jest obecnie 9), ale myślę, że niedługo się to zmieni. Więcej o tych pomadkach możecie poczytać TUTAJ.

pomadki-plynne-matowe-moov-kontigo

P.S. Face chart znajdziecie w najnowszej edycji Shinybox. 🙂

Baza pod cienie do powiek w kremie czy płynie?

Baza pod cienie to nie dla wszystkich pozycja obowiązkowa, dla mnie akurat jest dosyć istotna. Nie zastępuję jej podkładem, nie kładę też bez niej cieni. Gdy tak robiłam wałkowały się, zbierały w załamaniach. A baza zwyczajnie pozwala mi tego uniknąć. Ponadto znacznie lepiej się po niej rozprowadzają i trzymają. Nie kruszą się i nie osypują. Dlatego używam i testuję różne produkty. Jaka więc jest różnica między bazą pod cienie w kremie od tej w płynie?

Spore różnice przede wszystkim wynikają przy samej aplikacji. Produkty w tubce jest chyba łatwiej kontrolować przy nałożeniu odpowiedniej porcji. Dzięki lekkiej, płynnej konsystencji, lepiej się rozprowadzają i szybko wchłaniają. Te w kremie z kolei muszą mieć wygodny szeroki słoiczek. Jeśli jest on zbyt mały może sprawiać problemy przy wydobyciu odpowiedniej porcji, szczególnie, gdy bazę pod cienie rozprowadza się po powiece palcem. Konsystencja jest nieco bardziej gęsta i wymagająca, jednak w tym przypadku nie trzeba czekać aż wchłonie, oko jest gotowe do działania praktycznie od razu.

baza-do-cieni-goldenrose-cashmere-1

Porównując ze sobą Bazę pod cienie w płynie z Golden Rose i Bazę pod cienie w kremie Cashmere z Dax Cosmetics (trafiła do mnie wraz z pudełkiem Beauty School Shinybox) różnicy w rozcieraniu cieni raczej nie zauważyłam, w obu przypadkach idzie gładko. Jeśli chodzi o trwałość makijażu, podobnie – bezawaryjnie. Cienie pozostają na swoim miejscu tyle, ile trzeba. Ale tutaj znaczenie raczej ma ogólna jakość produktu niż jego forma podania, a z nią w obu przypadkach jest naprawdę dobrze.

4 gadżety kosmetyczne, które musisz mieć

Ogólnie jestem raczej praktyczna i nie lubię zbierać produktów, co do których mam wątpliwości. Nie działają raczej na mnie w tym temacie reklamy, piękne opakowania czy wymyśle funkcje. Jeśli mam do czynienia z gadżetem, który może się sprawdzić w mojej toaletce czy kosmetyczce, kupuję. Jeśli coś uważam za rzecz zbędną, albo zupełnie naciąganą, nie ulegam modzie. Mam jednak kilka produktów, bez których pewnie dzisiaj byłoby już mi żyć ciężko.

Rękawice do demakijażu samą wodą. Ja używam Glov i te sprawdzają się świetnie. Nie testowałam żadnych innych marek, ale napewno są na rynku podobne, równie dobre produkty. Jeśli chodzi natomiast o Glov – używam średniej wielkości rękawicy oraz wersji mini (na palec – ta fajnie sprawdza się na wyjazdach). Zmywam nimi głównie makijaż oczu, z którym radzą sobie świetnie, czasami o wiele lepiej niż różnego rodzaju płyny czy mleczka. Trwałość jednej rękawicy (o ile oczywiście odpowiednio się o nią dba), oceniana jest mniej więcej na 3 miesiące, a w sklepie marki często są organizowane akcje promocyjne, gdzie ostatecznie można poczynić dobre zapasy, nawet o 50% mniej. Produkty Glov mimo codziennego prania nie tracą swoich właściwości, nie stają się szorstkie czy nieprzyjemne. Za każdym razem delikatne, ale też super skuteczne.

gadzety-kosmetyczne-1

Tarki do prania pędzli, bo naprawdę ułatwiają czyszczenie, a przy tym ich nie niszczą. Sprawdzają się zarówno przy tych mniejszych, jak i większych, pomagając usunąć resztki cieni, pudru czy podkładu. Aktualnie tarki do pędzli dostępne są wszędzie i kosztują niewielkie pieniądze, dlatego myślę, że warto tych kilka złotych zainwestować. Nie mam jakiegoś ulubionego kształtu czy rodzaju, ale warto zaopatrzyć się w taką, która posiada różnej wielkości i gęstości ząbki i wypustki, co znacznie zmniejszy ryzyko zniszczenia szczególnie tych węższych objętością pędzelków, a i oczyszczanie większych będzie łatwiejsze.

gadzety-kosmetyczne-2

Sprężynki do włosów. To hit, który odkryłam zupełnie przypadkiem, dzięki marce Delia Cosmetics. Przy okazji promocji płukanek, marka podesłała mi również prezent w postaci właśnie tych gumek. Zakochałam się w nich od razu. A szerzej na ich temat pisałam TUTAJ.

Szczotka Tangle Teezeer – bezawaryjna, świetnie się sprawująca i radząca z moimi niełatwymi włosami (kręconymi, przy końcach suchymi). Bardzo łatwo utrzymuje się ją w czystości, a ząbki nie wypadają, nie łamią się i nie niszczą. Moją szczotkę kupiłam ponad 3 lata temu i używam jej od tego czasu codziennie. Możecie o niej poczytać również TUTAJ.

gadzety-kosmetyczne-3

Beauty School by ShinyBox

Beauty School to jak się okazało edycja bardzo kolorowa i makijażowa. Shinybox zadbało o całe mnóstwo produktów pełnowymiarowych, nowości oraz testery. Wrześniowa edycja to ta, której towarzyszyła kampania promocyjna Beauty Lessons oraz ta, w której oprócz kosmetyków znalazł się bloczek Face Chart.

Marki tego miesiąca to: Cougar, BellaPierre, Smart Girls Get More, Delia Cosmetics, CleanHands, Novex, Cashmere, Pierre Rene i Biały Jeleń.

W moim ambasadorskim pudełku nie było produktu do ust marki Cougar, ten kosmetyk trafił do Klientek, które są stałe w uczuciach i wrześniowe pudełko było co najmniej ich drugim z kolei w tej samej subskrypcji lub pakiecie. Trochę szkoda, bo z chęcią bym przetestowała. Podobno optycznie powiększa usta, nadaje im pełniejszego i bardziej zmysłowego wyglądu. A jego cena to 70 zł. Nie ma jednak tego złego co by na dobre nie wyszło, bo moje pudełko zawierało dodatkową niespodziankę od sklepu www.brytyjka.pl – pojemną, materiałową torbę Atmosphere, którą napewno będę nosić. 🙂

shinybox-beauty-school-5

Przechodząc do produktów, które w każdym pudełku się znalazły, zacznę od tych, które stanowią mniejszość. Jednym z nich jest Mydło do rąk CleanHands i choć zdaję sobie sprawę, że nie dla wszystkich produkt ten wydaje się być atrakcyjny, dla mnie to bardzo fajna i przydatna rzecz, która się nie zmarnuje i zostanie wykorzystana do „ostatniej pompki”. Owocowy zapach raczej nie pozostaje na dłoniach zbyt długo, a mydło nie wysusza. 250 ml kosztuje ok. 6,50 zł.

Maska do włosów z olejem arganowym Novex (treko-hair.com.pl), to kolejna rzecz, która sprawiła, że uśmiechnęłam się szerzej. Ostatnio cierpię na jakieś braki magazynowe w tym temacie, więc z chęcią wypróbuję przy najbliższej okazji. Maska przeznaczona jest do suchych i matowych włosów, z kiepskiej kondycji końcówkami, więc może mi się spodobać. W pudełku znalazła się miniatura, a jej kilogram kosztuje ok. 47 zł.

To teraz czas na kolorówkę i kolejny dobrze zapowiadający się produkt, mianowicie – Bazę pod cienie do powiek Cashmere Dax Cosmetics. W kremie, w dużym płaskim słoiczku (jak dla mnie bardzo istotne przy jej wydobywaniu z opakowania, bo jest wygodnie), w neutralnym odcieniu. Wygładza skórę powiek, wyrównuje koloryt, zasłania żyłki i przede wszystkim utrwala makijaż. Kosztuje ok. 22 zł.

shinybox-beauty-school-2

Do oczu również jest Testowy cień do powiek Pierre Rene. Niestety zupełnie nie w moim kolorze. Na co dzień używam kremów i brązów, a od święta pójdę w jakąś śliwkę czy wiśnię, ale niebieskiego nie używam nigdy i raczej się nie skuszę. Z pewnością jednak trafi on w dobre ręce i do zadowolonej nowej właścicielki.

Jeszcze jednym produktem, który z powodzeniem można wykorzystać do makijażu oka (ale nie tylko!) jest Shimmer Roll BellaPierre. Ten mineralny rozświetlacz, dzięki swojemu opakowaniu, bez żadnych problemów może być stosowany na wybrane partie twarzy, jak i całego ciała. A jego naturalne i wegańskie pochodzenie dodatkowo zachęca. Pełnowymiarowe opakowanie, które znajdziemy w pudełku kosztuje ok. 60 zł.

W przypadku marki Smart Girls Get More, do boxów trafiły produkty wymienne – paletka do konturowania na sucho i błyszczyk. W swoim znalazłam paletkę. Składa się ona z pudru, bronzera, różu oraz rozświetlacza i naprawdę fajnie się prezentuje. A kolor różu jest po prostu cudny – cukierkowy, idealny dla mnie. Cena: ok. 14 zł.

Na koniec lakier do paznokci Delia Cosmetics, w kolorze żółtym – pięknym. Do jesiennego manicure jak znalazł! Kosztuje on ok. 6 zł.

shinybox-beauty-school-1

Według mnie całość wypada naprawdę nieźle, bo ponarzekać w zasadzie mogłabym tylko z powodu tego niebieskiego, perłowego cienia. Reszta, trochę bardziej albo trochę mniej, ale mimo wszystko trafiona, także mówię temu boxowi TAK. 🙂

Box Beauty School dostępny jest na stronie Shinybox. Tam również trwa aktualnie sprzedaż męskiego pudełka – MBOX, także jeśli nie macie pomysłu, to wiecie! 😉

Demakijaż z olejkiem BIOLOVE Kontigo

Zdaję sobie sprawę, że od kiedy mogłyśmy zapoznać się z Sekretami Urody Koreanek, olejki do demakijażu mają wzięcie. Dlatego dzisiaj pod lupą olejek BIOLOVE.

Gdy pojawił się w Kontigo, sama byłam tego kosmetyku bardzo ciekawa. Naturalny skład, fajna jakość i dobra cena to takie trzy pierwsze nasuwające się na myśl cechy produktów BIOLOVE, więc i wobec tego olejku moje oczekiwania nie były małe. A spodziewam się, że i dla Was ten produkt mógł stanowić z jednej strony niespodziankę, a z drugiej pewniaka. A więc jaki jest naprawdę?

Olejek do demakijażu BIOLOVE to mieszanka naturalnych olejów roślinnych. W składzie znajdziemy m.in.:
– olej ze słodkich migdałów,
– olej z pestek winogron,
– olej jojoba,
– olej rycynowy,
– olej arganowy,
– olej rokitnikowy,
– olej Inca Inchi,
– olej marula.

Dzięki takiej zawartości, konsystencja olejku jest bardzo treściwa i stosunkowo gęsta. Mi przypomina ona produkt marki Resibo (możecie poczytać o nim tutaj). Samą wodą produktu z twarzy nie zmyjemy, więc z pomocą przychodzi delikatna ściereczka, albo jeśli ktoś stosuje dwustopniowe oczyszczanie jak ja, to produkt oczyszczający na bazie wody też poradzi sobie świetnie.

biolove-olejek-do-demakijazu-2

W przypadku, gdy zamierzasz stosować ten olejek w pojedynkę, ściereczka czy inny mały ręczniczek będzie niezbędny. Najlepiej, żeby był super delikatny (nie podrażniał skóry) i super cienki, gdyż po każdym myciu twarzy, trzeba będzie go przeprać. Jeśli do tej pory nie używałaś tego typu akcesoriów do demakijażu, kup sobie taką ściereczkę w Kontigo. Bambusowa ściereczka z BIOLOVE jest produktem przemyślanym, więc zarówno spiera się fajne, jak i szybko wysycha, a jej cena to całe 8 zł. 🙂

Samo oczyszczanie twarzy tym olejkiem, należy raczej do tych przyjemnych doznań. Skóra jest oczyszczona, nawilżona i elastyczna. Bez podrażnień, przesuszenia czy sztucznego ściągnięcia. Olejek ma delikatny zapach, który wyczuwa się przy aplikacji i jeszcze chwilę po oczyszczeniu twarzy.

Butelka (pojemność 150 ml) zawiera dozownik, więc wydobywanie kosmetyku ze środka i odpowiednie porcjowanie nie stanowi problemu. Nalewasz na dłoń, tyle ile potrzebujesz. A historie typu „upaćkana” w olejku łazienka, nie ma miejsca. Cały zabieg oczyszczania twarzy odbywa się więc sprawnie, przyjemnie i co najważniejsze – bezpiecznie. 🙂

biolove-olejek-do-demakijazu-3

Olejek polecany jest do cery normalnej i mieszanej. Ja mam normalną i jednocześnie wrażliwą i u mnie sprawdza się bardzo dobrze. Nie wiem jak zachowywałby się w połączeniu z cerą suchą czy tłustą, a w tych przypadkach odpowiedni dobór olejków jest dosyć istotny, więc może się okazać, że jednak nie dla każdego będzie odpowiedni.

Dzięki swojej intensywnej konsystencji, olejek jest też bardzo wydajny, więc zużywa się powoli. Jego cena to ok. 35 zł, choć można wykorzystać promo i kupić go nieco taniej. Godny polecenia, więc polujcie. 🙂

Mit o większej skuteczności i intensywności próbek

Znaczna część kobiet uwielbia testować, próbować i oceniać.  Nie zawsze jednak opłaca się to robić na bazie pełnowymiarowych produktów, które ostatecznie nie wiadomo czy w ogóle się sprawdzą. Na szczęście, z pomocą przychodzą nam wtedy marki, które chcą sprzedać swój produkt i oferują nam próbki.

Saszetki i miniatury choć nie zawsze są wygodne w użyciu, pozwalają na ocenę konsystencji czy zapachu, na ogólne pierwsze wrażenie. Choć w większości przypadków raczej mało prawdopodobne jest zauważenie i ocenienie skuteczności czy działania kosmetyku, jak i w zasadzie każdego innego produktu też. Próbka ma na celu w sposób bardziej namacalny zaprezentować produkt i zachęcić do jego kupna. Zdecydowanie łatwiej jest namówić odbiorcę odrobiną kosmetyku, który można obejrzeć, wsmarować czy poczuć, niż samym opisem. Jednak ogólne przekonanie o tym, że składy testerów są intensywniejsze niż pełnowymiarowych produktów, jest błędne.

Jakie jest przeznaczenie próbek?
– pozwalają wyrobić sobie pierwsze wrażenie o danym produkcie,
– dzięki testerom możemy sprawdzić konsystencję, wchłanianie, zapach,
– umożliwiają przeprowadzenie szybkich testów wrażliwcom i alergikom.

Jak przygotowywane są testery?
Każda próbka musi posiadać dokładnie taką samą recepturę co pełnowartościowy, certyfikowany kosmetyk. Ponadto próbki zazwyczaj porcjowane są z „tego samego gara”, co produkty pełnowymiarowe. Tworzenie odrębnych receptur, certyfikowane ich, i indywidualne rozlewanie jest po prostu mało opłacalne, o ile w ogóle. Kiedyś sama miałam przyjemność uczestniczyć przy procesie tworzenia i pakowania próbek (niekosmetycznych, ale nadal wymagających zmieszania receptury) i pamiętam, że były to dokładnie takie same proporcje, jakie można było znaleźć w opakowaniu ostatecznym.

Oczekiwania vs. rzeczywistość
Oczywiście po przetestowaniu próbki, możemy odnieść wrażenie, że jej zawartość jest nieco inna niż w opakowaniu pełnowymiarowym, ale wynika to pewnie bardziej z naszego nastawienia. Przy testowaniu malutkiej ilości bardziej się wysilamy, aby jej zawartość poznać. Dokładnie się jej przyglądamy, wąchamy, wcieramy z zainteresowaniem, obserwujemy jak się zachowuje, a na koniec staramy się dostrzec efekty. Natomiast gdy już jesteśmy w posiadaniu standardowego opakowania i wiemy czego spodziewać się możemy, czar i magia troszkę pryska, bo wszystko to już znamy.

Może się oczywiście okazać, że istnieją marki, które manipulują recepturami próbek, sprawiając, że te mają nieco inne stężenie niż produkt ostateczny, jednak w porównaniu do ilości próbek, jakie przez nasze ręce przechodzą, będzie to częstotliwość „tej jednej na milion”.

Nowa odsłona MOIA Kontigo

Jeśli bywacie w drogeriach Kontigo to z pewnością znacie, przynajmniej z widzenia produkty marki MOIA. Jej oferta to podkłady, korektory, róże, rozświetlacze i bronzery. W skrócie mówiąc – wszystko co do wykończenia twarzy jest potrzebne.

Przyjazne dla skóry, dobre dla makijażu i bardzo przystępne cenowo produkty, przeszły właśnie odświeżenie. Zmieniły się formuły, odcienie, opakowania.

PODKŁADY
Te oprócz formuł zmieniły również swoje odcienie i opakowania. Są dwie linie HD i Satin, a każda z nich ma po 6 odcieni. Pierwsza charakteryzuje się mocnym i trwałym kryciem bez efektu maski, druga zaś nieco lżejsza, zapewnia lekką, nawilżającą formułę o średnim kryciu. Podkłady MOIA zmieniły również swoje opakowania. Plastikowe tubki zastąpiły szklane flakoniki z wygodnymi pompkami. Pojemność pozostała ta sama – 30 ml.

podklady-hd-moia-kontigo

BRONZERY, RÓŻE, ROZŚWIETLACZE
Tutaj oprócz delikatnie odświeżonej grafiki na opakowaniach, zmienił się również poziom pigmentacji i sposób sprasowania. Dzięki czemu, teraz produkty są wydajniejsze i po prostu łatwiej się z nimi pracuje.
Bronzery występują w 5 wariantach: Jasper, Tiger Eye, Sand Stone, Desert Rose i Emerite.
Rozświetlacze w dwóch: Halite, Crystal.
Róże to kolejnych 5 odcieni: Iris, Rose, Blossom, Lotus i Tulip.

roze-bronzery-rozswietlacze-kontigo-moia

KOREKTORY
Dostępne są zarówno te w kredce, które świetnie sprawdzają się do krycia niedoskonałości, jak i te w płynie, znacznie lżejsze, których głównym zadaniem jest niwelowanie cieni, przebarwień, oznak zmęczenia.

korektory-moia-kontigo

PUDER RYŻOWY
MOIA też go ma! Lekka i drobna formuła zapewnia idealne wykończenie makijażu, jego utrwalenie i zmatowienie. Bez maski i uczucia ciężkości.

puder-ryzowy-kontigo-moia

PALETKI
Pojawiły się 2 – jedna do konturowania na mokro, druga do strobingu. Obie zawierają po cztery, uzupełniające się odcienie i prostą instrukcję obsługi na spodzie opakowania.

paletka-kontigo-moia

GĄBKI
Te również dołączyły do kolekcji MOIA. Stworzone na wzór BeautyBlendera, pozwolą na równomierne rozprowadzenie podkładu, prawidłowe blendowanie i precyzyjne wykończenie.

Wszystkie nowości dostępne są już na kontigo.com.pl, a produkty w dotychczasowych wersjach są w bardzo fajnych, obniżonych cenach. Dla przykładu:
Podkład HD zamiast 24,99 zł, kosztuje 14,99 zł.
Bronzer zamiast 18 zł, kosztuje 10,80 zł.
Korektor w kredce zamiast 10 zł, kosztuje 5 zł.

Liquid LipsMatter MOOV Kontigo – linia bezbłędnych matowych pomadek płynnych

Matowe usta to wciąż utrzymujący się na samej górze trend w makijażu. Trwałe, matowe formuły stale są udoskonalane przez marki kosmetyczne i wręcz rozchwytywane przez klientki. Mechanizm napędza się sam, a proponowane nowe produkty są coraz lepsze i lepsze, chociaż po tym, co ostatnio „doznałam” 😀 z Moov, chyba jest już tą poprzeczką, którą ciężko będzie przeskoczyć.

Marka Moov to jedna z tych, którą na wyłączność ma u siebie sieć drogerii Kontigo i to właśnie tutaj pojawiła się nowość – świeżutka linia matowych pomadek płynnych – Liquid LipsMatter, aktualnie składająca się z 9 kolorów:
Muse
Dreamer
Coquette
Goddess
Diva
Femme Fatale
Fashionista
Show-off
Knockout

liquidmattelips-moov-kontigo-swatch

Są to płynne, bardzo kremowe, matowe i trwałe pomadki, z niezwykłą formułą. Treściwą, świetnie się prowadzącą i kryjącą już przy pierwszym machnięciu. Usta nie wysuszają się i nie pękają, co mimo wciąż ulepszanych formuł nie jest dzisiaj „normą”. Nawet po kilku godzinach są nawilżone i pełne. Jednym problemem może być „domalowanie” tego co się już starło, raczej ciężko uzyskać dobry efekt, więc trzeba usunąć pomadkę całkowicie i pomalować usta jeszcze raz.

Opakowania też ważna sprawa, a te prezentują się elegancko i minimalistycznie. Dodany do nich trójkątny aplikator jest wygodny w użyciu i usprawnia malowanie ust – łatwiej jest nim wykończyć kąciki czy kontury. No i zapach który też nie jest przypadkowy – słodki, ale delikatny i bardzo przyjemny.

Na ten moment nie wiem jak formuła pomadki będzie zachowywała po upływie czasu – jak wspominałam jest bardzo treściwa, jednak aktualnie robi na mnie bardzo fajne wrażenie. 🙂

Pomadki Liquid LipsMatter Moov dostępne są już w sprzedaży, oczywiście w Kontigo, za 18,99 zł/5,5 ml.

Makijażowe nowości idealne na lato – Podkład Perfect.ME i Long Wear Finishing Powder Golden Rose

Nie każdy kosmetyk sprawdza się latem. Czy to ten do pielęgnacji czy do makijażu, w połączeniu z upałami, nadmiarem sebum, słońcem i wilgocią może zachowywać się nieco inaczej, trochę gorzej niż na co dzień. Istnieją jednak produkty bardzo elastyczne, takie z którymi da się współpracować nawet w gorące, letni dni. Do ich grona z pewnością należą dwie nowości, które wpadły mi ostatnio w ręce.

Podkład Perfect Air Cover Perfect.ME, to połączenie makijażu z pielęgnacją, na dodatek oparte na minerałach. Zapewnia to z jednej strony lekkie, nieobciążające wykończenie, a z drugiej porządne krycie i wygładzenie. Umiejscowiłabym go między tradycyjnym podkładem, a kremem BB czy CC. Pielęgnuje, nawilża, chroni, kryje niedoskonałości, wyrównuje koloryt, wypełnia i wygładza. Do tego jest trwały, a uzyskany przy jego użyciu makijaż wygląda lekko i naturalnie. Nie spływa z twarzy, nie waży się. Dobrze współpracuje z innymi kosmetykami. Nie obciąża cery, nie zapycha. Od razu po nałożeniu może wydawać się tłusty, ale jest to raczej kwestia chwili, aby wchłonął i wtopił się w skórę. Sprawnie się rozprowadza czy to przy użyciu pędzla, gąbki czy palców. Posiada przyjemny, taki trochę świeży zapach.

Podkład dostępny jest w sześciu odcieniach: porcelana, kość słoniowa, piasek, beż, naturalny oraz miód.

Opakowanie to szklana butelka o pojemności 30 ml, która kosztuje ok. 35 zł.

perfectme-goldenrose-finishingpowderflatlay-2

Long Wear Finishing Powder Golden Rose – jak się pewnie domyślacie, jest świetnym produktem matującym i utrwalającym. Pochłania nadmiar sebum i świecącą się warstewkę. Jest drobny, lekki i nie rzuca się w oczy. Dzięki temu, że transparentny idealny dla każdego koloru i rodzaju cery – po prostu potrafi się dopasować. Dobrze sprawdza się zarówno przy prostym i szybkim makijażu, jak i przy wielowarstwowych wypocinach, takich jak konturowanie czy baking.

Puder posiada porządne (plastikowe), płaskie opakowanie, wyposażone w puszek. Dosyć poręczne, więc z powodzeniem można nosić go przy sobie. 🙂

Nie zawiera talku, ani parabenów.

Książki dla urody – którą kupić?

Aktualnie jest tak dużo poradników mówiących o makijażu, pielęgnacji skóry i ciała, stylu życia, że czasami ciężko się na coś zdecydować. A ponieważ sama trochę tych książek przejrzałam (od deski do deski przeczytałam), to mogę podzielić się spostrzeżeniami, mając nadzieję, że ostatecznie dokonacie udanych zakupów. 🙂

Makijaż. Dla wszystkich osób, które poszukują podstaw, albo chcą przejść przez makijaż krok po kroku (bardziej profesjonalnie niż na co dzień), zdecydowanie polecam Perfekcyjny Makijaż Bobbi Brown. Myślę, że książka ta może spodobać się zarówno laikom, którzy chcą zacząć przygodę z makijażem, osobom, które stale szukają nowych pomysłów i lubią makijażem się bawić, jak i początkujących profesjonalistów, którzy są na etapie kompletowania kufra, portfolio i zdobywania pierwszych zleceń. W środku znajdują się zarówno porady dotyczące pielęgnacji, jak i makijażu, a także doboru kosmetyków i akcesoriów. Posiada wiele zdjęć, zwięzłą, ale konkretną treść i trafne wskazówki. Sugerowana cena detaliczna to 69,90 zł, ale można ją kupić już za jakieś 45 zł.

Pielęgnacja twarzy. Ja za bezkonkurencyjną pozycję w tej tematyce uważam Sekrety Urody Koreanek. Elementarz pielęgnacji. Charlotte Cho. Jest to niezwykle przyjemnie napisana książka, omawiająca poszczególne etapy azjatyckiej pielęgnacji, jak i wyjaśniająca wiele istotnych zagadnień, nad którymi na co dzień się raczej nie zastanawiamy. Elementarz oprócz treści, posiada fajne, często zabawne ilustracje. Oprócz rozdziałów właściwych mówiących zarówno o samej autorce i jej pochodzeniu, kulturze koreańskiej, rytuałach pielęgnacyjnych i różnego rodzaju problemach z którymi cera musi się zmagać, znajdziemy w niej również swoisty przewodnik po Seulu, warte odwiedzenia punkty urodowe oraz spis ulubionych kosmetyków Charlotte. Cena książki to 36,90 zł.

ksiazki-dla-urody-2

Domowa pielęgnacja twarzy i ciała. Osoby zainteresowane bardziej naturalną pielęgnacją, w której niejednokrotnie znaczną rolę odgrywają kosmetyki DIY oraz sposób odżywiania i styl życia, z pewnością będą zadowolone z książki napisanej przez Adinę Grigore – Szczęśliwa Skóra. Sama z przepisów autorki skorzystałam niejednokrotnie, a kosmetykami tymi mogły się cieszyć bliskie mi osoby. Książka ta jest bardziej szczegółowa pod względem zagadnień problematycznych, wyjaśniających pewne mechanizmy, niż Sekrety Urody Koreanek. Zawiera wiele praktycznych porad dotyczących rozszyfrowywania etykiet, składników kosmetyków czy sposób dobierania składników do tworzenia ich samodzielnie. Myślę, że to spora dawka wiedzy, napisana w przystępny sposób.

Skóra, ciało, styl życia. Jeśli planujesz wprowadzić do swojego życia zmiany, które miałyby przynieść równowagę dla skóry i organizmu oraz polepszyć samopoczucie, to sięgnij po jedną z dwóch, albo obie te książki:
Japonki nie tyją i się nie starzeją. Naomi Moriyama
Eat Pretty. Jedz i bądź piękna. Jolene Hart.
Pozycje te uświadamiają jak ogromny wpływ na funkcjonowanie całego organizmu, ma to, co jemy. Jak ważne są dobrze zbilansowane posiłki, odpowiednio dobrane produkty. W jakich produktach możemy znaleźć konkretne witaminy, mikroelementy czy inne składniki odżywcze, których nasze ciało i umysł stale potrzebują. Znajdziesz tam też informacje o składnikach i produktach, których nasz organizm nie lubi aż tak bardzo jak Ci się wydaje, i o takich, których wręcz nie znosi. W obu znajdziesz przepisy – te proste, jak i trochę bardziej skomplikowane. Jeśli nie przepadasz za zdrową kuchnią azjatycką, to zdecydowanie lepszą opcją będzie dla Ciebie ta druga pozycja. Obie kosztują ok. 35 zł

Kilka pomysłów na udany prezent babski do 50 zł

Szybki i dobry pomysł na babski prezent do 50 zł? Mam, nawet kilka! 🙂

Ostatnio sama miałam urodziny i po otrzymaniu któregoś z rzędu pytania – a co byś chciała dostać? Pomyślałam, że w sumie to ciężko jest czasami tak na szybko kupić coś drobnego, ale i fajnego, więc ostatecznie to dobry temat na inspirujący wpis.

Wybierając prezent staram się, aby był on przyjemny dla oka, ciekawy i co najważniejsze – używany. Nie lubię takich, które lądują na dnie szuflady i zawsze staram się kupować coś praktycznego, albo przynajmniej takiego, z czego obdarowana osoba będzie miała frajdę. A ponieważ mam kilka takich przedmiotów „na stanie”, postanowiłam się nimi podzielić i jednocześnie natchnąć zainteresowanych.

Po pierwsze – książka!
Książka to prawie zawsze dobry pomysł. Książka o tematyce urodowej, to dla „baby” strzał w 10. Od makijażu, po pielęgnację, a na diecie i stylu życia kończąc. Kilka moich ulubionych to:
– Charlotee Cho – Sekrety urody Koreanek. Elementarz pielęgnacji,
– Bobbi Brown – Perfekcyjny makijaż (do 50 zł tylko na promo),
– Adina Grigore – Szczęśliwa skóra,
– Jolene Hart – Eat Pretty. Jedz i bądź piękna.

Po drugie fajny zestaw do makijażu
Ostatnio w ręce wpadł mi zestaw mini minerałów od Annabelle Minerals. Te dopracowane, ładnie prezentujące się pudełko od razu wydało mi się świetnym pomysłem na prezent. Czarne, eleganckie opakowanie wypełnia 16 pojemniczków z bestsellerami marki – różami, korektorami, podkładami i cieniami w różnych kolorach. Tworzą one uniwersalną paletę, w której każdy znajdzie coś dla siebie. I ta cena – 29,99 zł!

Po trzecie dobre skarpetki
Ja akurat jestem fanką wyróżniających się skarpetek. Ale przecież nie trzeba mieć na ich punkcie świra, żeby być zadowolonym z nowej pary. Wszyscy nosimy je na co dzień, także wydają się być dobrym pomysłem. Szczególnie gdy po prostu będą ładne, albo może tematyczne (?).

Po czwarte przyjemne oczyszczanie
Ostatnio kupiłam sobie cały zestaw Glov, wcześniej miałam tylko mini rękawicę na palec, czyli w zasadzie „palcownik”, albo naparstek. 😉 Ostatecznie tak go polubiłam, że zainwestowałam w całą kosmetyczkę (zestaw składa się z rękawicy, mini rękawicy na palec, mydełka do ich prania, kosmetyczki oraz turystycznego wieszaka). Cena standardowa to chyba ok. 60 zł, ale można złapać promo i kupić do pięciu dych. Rękawica świetnie ściąga makijaż, jest przyjemna w użytkowaniu i można używać jej do zdarcia. Spoko sprawdza się również w podróży, gdzie nie trzeba się już martwić o płyny, mleczka i inne kosmetyki do demakijażu – wystarczy woda.

Po piąte czadowa koszulka do spania
Może każda z nas ma inny gust i z ubraniami może być ciężko. Jednak koszulka do spania, to moim zdaniem dosyć wdzięczny temat. Oby tylko była z dobrego materiału i miała fajny napis czy grafikę.

Jak wykonać hybrydowy makijaż Lumene Invisible Illumination?

Lumene jako markę i wyróżniającą się pod względem kosmetyków pielęgnacyjnych firmę kosmetyczną przedstawiałam Wam kilka dni temu (TUTAJ). Arktyczne składniki aktywne i skandynawska filozofia piękna bez wątpienia zachęca. Uczucie chęci posiadania dotyczy nie tylko gamy kosmetyków wszystkim już dobrze znanych, ale również nadchodzącej nowości – Invisible Illumination, która jest pierwszą w Polsce linią makijażu hybrydowego.

Makijażu hybrydowego czyli jakiego? Takiego, do którego wykonania użyjemy kosmetyków będących zarówno tymi pielęgnacyjnymi, jak i kolorowymi. W przypadku Invisible Illumination receptury oparte są na arktycznej wodzie źródlanej, kompleksie rozpraszających światło pigmentów, a także ekstraktu z arktycznej maliny moroszki, z dodatkiem odmładzających peptydów, które mają tak zbawienny wpływ na cerę.

Cechą wyróżniającą kosmetyki tej linii są formuły opracowane w taki sposób, aby jak najbardziej uwydatnić promienną, rozświetloną cerę. Nie ma tutaj więc miejsca na przykrywanie, maskowanie czy matowienie. A, że raczej należę do osób, które na co dzień unikają ciężkich podkładów i kolejnych warstw makijażu, jestem ich bardzo ciekawa.

lumene-invisible-illumination-saszetki-2

Dzięki gamie uniwersalnych produktów, linia Invisible Illumination umożliwia stworzenie każdej z nas swojego własnego, indywidualnego rytuału piękna. W jej skład wchodzą:
Instant Glow Beauty Serum – Serum Tonujące
Nordic Light Serum Concealer – Korektor z serum
Nordic Light Instant Illuminizer – Rozświetlacz z serum
Instant Glow Watercolor Bronzer – Bronzer z serum
Instant Glow Wathercolor Blush – Róż z serum
Nordic Light Lip Perfector Balm – Serum do ust

Jak wykonałam makijaż z Lumene Invisible Illumination?

KROK 1
Po porannym oczyszczeniu twarzy, nawilżyłam ją kremem nawadniającym z serii LAHDE.

marta-bafavenue-nomakeup

KROK 2
Po wchłonięciu kosmetyku, który jednocześnie stał się moją bazą pod makijaż, na twarz nałożyłam Instant Glow Beauty Serum.

KROK 3
Po wklepaniu kosmetyku skóra uzyskała równomierny koloryt, a ja zabrałam się za kolejny etap, jakim jest pokreślenie kości policzkowych i łuków brwiowych – posłużył mi do tego Instant Illuminizer.

lumene-invisible-illumination-swatch-2

KROK 4
Aby nie zakłócać delikatnego i świeżego looku, delikatnie wytuszowałam rzęsy i podkreśliłam brwi.

KROK 5
Na nawilżone usta położyłam nieco Illuminizera, który nadał im dodatkowego blasku.

marta-bafavenue-invisible-illumination

I gotowe! Jeśli podoba Ci się taki delikatny i świetlisty makijaż dzienny, to linia Invisible Illumination w sprzedaży będzie od początku sierpnia, w sklepach internetowych i stacjonarnych. Dokładne informacje znajdziesz na stronie marki – TUTAJ.