Promocja na makijaż w Rossmann

Właśnie ruszyła Makijażowa promocja w Rossmann. Tym razem zasady są inne. Czy lepsze?

Co się zmieniło?
1. Aby skorzystać z promocji nie trzeba posiadać karty klubowicza.
2. Nie ma stałego rabatu.
3. Indywidualne rabaty na marki i konkretne produkty. Od -35, do -70%.
4. Pojawią się również promocje 1+1 gratis.
5. Nie ma ograniczeń ilościowych. Kupujesz ile chcesz.

Promocja w Rossmann trwa od 16 do 30 września.

 

Co polecam?
Trochę jestem nie na bieżąco z pokazywaniem Wam moich ulubieńców, ale mam nadzieję, że poniższe też okażą się pomocne. Koniecznie zapoznajcie się również z nowościami tych marek. 😊

OH! My Lips Matt Lip Kit Eveline Cosmetics – czy warto?

Idealny podkład za 30 zł – Eveline Cosmetics Liquid Control

Wakacyjny makijaż. Mini-recenzje kolorówki.

 

Strobing – modelowanie przez rozświetlanie | Strobing Make Up Kit Wibo

Neutral Eyeshadow Palette Wibo – czy warto?

Usta à la Kylie Jenner – Wibo Million Dollar Lips

Bardzo przyzwoita kredka do brwi za 15 zł

Stylizacja i pielęgnacja brwi. Eyebrow Stylist Wibo

Sposób na przedłużenie świeżości manicure

 

Wakacyjny makijaż. Mini-recenzje kolorówki.

Dzisiaj makijaż! I to nie byle jaki, a jak na mnie to nawet szalony, bo kolorowy. Nadal utrzymany w sumie bezpiecznych tonach, no ale mimo wszystko nie jest to beż czy brąz, które u mnie są standardem. Ostatecznie powstał chyba taki świeży i całkiem soczysty look, do którego wykonania użyłam kosmetyków różnych marek. Dlatego też postanowiłam przy okazji makijażu Wam je pokazać i krótko zrecenzować. Niektóre z nich to moje stare hity, z którymi się rzadko rozstaję, inne – zupełne nowości.

 

INSPIRACJA

Do zabawy kolorem pomarańczowym, miedzią i złotem zachęciła mnie Paletka cieni Sparkle Eveline Cosmetics, którą kocham za opakowanie, za kolory cieni i za to, że fajnie się z nimi pracuje. Nie osypują się, ładnie się rozprowadzają i blendują. Pięknie wyglądają na powiecie i trzymają się jej naprawdę długo, również w warunkach letnich czy imprezowych. Jedynym minusem jest takie spłaszczanie i wygładzenie się powłoki cieni foliowych po kilkukrotnym przejechaniu czy to palcem czy pędzelkiem (wiecie co chodzie, nie? 😊). Poza tym są extra, jestem nimi oczarowana po prostu. Kolory są świetnie skomponowane, idealnie się uzupełniają i można dzięki nim stworzyć coś ciekawego. Matowe cienie, to klasyczne, dobrze napigmentowane odcienie. Foliowe – chyba całkiem przyzwoite, mają dobrą przyczepność, osiadają na powiecie i co najważniejsze – iskrzą intensywnie.

 

TWARZ

Podkład Naked Skin Match Blur&Moisture Revers Cosmetics – całkiem przyjemny, bo niezbyt ciężki. Nie robi efektu maski, jak z resztą widać na załączonym obrazku. Coś tam kryje, do tego wyrównuje. No i nie przesusza, nie podrażnia. W upały z kolei też leży, nie spływa. Nie zapycha, nie blokuje. Rzeczywiście ładnie się wtapia i dopasowuje. Ma wygodne opakowanie z pompką i jest bardzo przyjemny cenowo.

Bronzer Sampure Minerals – mój hit. Wcześniej tak bardzo lubiłam tylko bronzer z Vita Liberata. Ma przepiękny, głęboki odcień, który na skórze wygląda mega naturalnie i przyjemnie. Można nim wykonturować twarz czy po prostu delikatnie podkreślić kości policzkowe. Bardzo przyjemnie się rozprowadza. Współpracuje z innymi kosmetykami, które już na twarzy są. I trzyma się jej naprawdę długo.

Podkład rozświetlający Sampure Minerals – lekki, dający mega naturalny efekt. Wyrównuje i wygładza. Bardzo ładnie wtapia się w skórę. Może dlatego, że nie matuje przesadnie, a daje delikatny efekt. Nie ciąży, nie waży się.

Róż rozświetlający Lily Glow Annabelle Minerals też należy do ulubieńców. Tak pięknego, delikatnego i naturalnie prezentującego się na skórze koloru dawno nie widziałam. I te przepięknie iskrzące się drobinki! Efekt niesamowity! Uwielbiam go i w pojedynkę, gdy przed wyjściem zdobię tylko swoje policzki i tuszuję rzęsy, jak i w większym gronie, jak makijaż, który Wam dzisiaj pokazuję. CUDO.

Puder matujący – Matt my day PEACH Loose Powder Eveline Cosmetics jest naprawdę dobrym sypkim pudrem matującym i utrwalającym. Ma zabarw w neutralnym odcieniu, więc nie wpływa to na efekt końcowy. Ładnie się osadza i pachnie brzoskwinią!

 

OCZY

Korektor pod oczy Magical Perfection Conclealer Eveline Cosmetics – powiem szczerze, że ten numerek 01, który w gamie jest najjaśniejszy, dla mnie wcale taki jasny nie jest. Początkowo bałam się, że zrobię sobie nim efekt pandy. Ale ostatecznie jakoś się tam wtapia i nie wygląda źle. Niestety, praktycznie od razu po nałożeniu i wklepaniu, zbiera się w załamaniach. Więc bez natychmiastowego utrwalenia ani rusz.

Eyeshadow Primer Golden Rose – to tak już przy okazji oczu. Bardzo w porządku jest ta baza, używam jej już dość długo. Dobrze się rozprowadza, szybko się wtapia w skórę i cienie się jej trzymają. Nic się nigdzie nie zbiera i nie osypuje.

Brow Gel Makeup Revolution – taki zwykły bezbarwny żel do stylizacji brwi. Bez szału, ale tez jakichś zażutów wobec niego nie mam.

Kredka do brwi Veluxe Brow Liner MAC to zdecydowanie moja ulubiona, o czym chyba już kilka razy pisałam. Dobrze się nią rysuje, ma świetny odcień i trzyma się tyle, ile trzeba. Bardzo podobne kredki, dobrej jakości, znalazłam w Pierre Rene.

Tusz do rzęs Royal Volume Eveline Cosmetics – kolejny świetny tusz tej marki! Wydłuża, pogrubia, podkręca. Sprawia, że rzęsy stają się widoczne i a oczy wyraźne. Mega!

 

USTA

Pomadka matowa Nordic Suduction Lumene – genialna matowa pomadka, o bardzo kremowej i przyjemnej dla ust formule. Nie tylko lekko się ją rozprowadza, ale też precyzyjnie wyznacza kontury. Jak wiele koleżanek po fachu, nie jest tępa i dobrze sunie. Nie przesusza ust, nie tworzy na ich powierzchni skorupy. Nasycony kolor i wyjątkowa formuła skutkują soczystym i świeżym lookiem.

Płynna pomadka matowa Oh My Lips Eveline Cosmetics – nigdy się na niej nie zawiodłam.

 

Spring Kiss by Shinybox – kwiecień 2019

Spring Kiss by Shinybox… jedziemy! 😊

Na początek rzecz, która na pewno rzuci się Wam w oczy czyli dodatek ambasadorski – książka Prosty Układ K.A.FIGARO. Ja na ogół powieści raczej nie czytam, natomiast skoro już jest to pewnie sobie zerknę. Podobno lekka i przyjemna, więc na jakiś wyjazd może się przydać, ewentualnie w późniejszym czasie zmieni swój adres zamieszkania. 😛

I teraz zawartość standardowego pudełka.

1. Himalaya Herbals Delikatny tonik do cery wrażliwej. Lubię tą markę i co jakiś czas coś tam w moje ręce wpada, pomijając pasty do zębów, które w moim domu są praktycznie nieprzerwanie od kilku lat. Toniku jako takiego już dawno nie używałam, bo zazwyczaj jednak sięgam po hydrolaty, ale ten z chęcią wykorzystam. Kosztuje ok. 20 zł / 150 ml.

2. Carlo Bossi Perfumy Spring Kiss. Taki kwiatowo-owocowy klasyk. Trochę słodki, trochę świeży. Zupełnie nie moja bajka, także raczej przekażę dalej. Ogromna szkoda że buteleczka nie została wyposażona w atomizer. Trochę nie wyobrażam sobie jak obdarowana przeze mnie osoba będzie się nimi oblewała. Ok. 15 zł/10 ml.

3. Molly Lac – lakier hybrydowy, który przyznam szczerze w opakowaniu prezentuje się pięknie. Super te buteleczki! W moim pudełku ładny, trochę taki liliowy odcień. Ok. 15 zł/5ml.

Shinybox – Spring Kiss

4. Płynny Rozświetlacz Revers. Nie narzekam na brak rozświetlaczy. Powiedziałabym nawet, że aktualnie mam ich chyba z milion i te od Revers też wśród nich są. 😉 Najwyżej przekażę dalej. Kosztuje ok. 15 zł.

5. Dermaglin Maseczka do twarzy z zieloną glinką kambryjską. Powtórka ze styczniowego boxa. Cena – ok. 7 zł

6. One Ingredient Krem ze śluzem ślimaka Snail Your Skin – Z tą saszetką też miałam już styczność.

7. Bispol Lady Charlene podgrzewacze zapachowe. Cena ok. 2 zł.

8. Ozdoby do paznokci – to tych kilka rozsypanych na zdjęciu sztuk krzyżyków (?). Upominek.

 

Chyba nie chcę oceniać tego pudełka, opinię zostawiam Wam. Widziałam natomiast już zajawki z edycji majowej i zapowiada się ciekawie. Mam nadzieję, że w całej okazałości będzie to naprawdę dobry box. 😊

Zamawiać możecie na shinybox.pl. ❤️

 

Zobacz również:

Beauty Queen by Shinybox – marzec 2019

Loveliness by Shinybox – luty 2019

Time to Shine by Shinybox – styczeń 2019

 

Ulubieńcy ostatnich miesięcy czyli kwiecień 2019

Przegląd ulubieńców ostatnich miesięcy (bo tak jak myślałam, regularna w cyklu wpisów pod tytułem „ulubieńcy” nie jestem;) czas start!

1. Clochee – Relaksujący płyn micelarny 250 ml.
Ponieważ rękawice Glov, które stosowałam do demakijażu nieprzerwanie od jakichś dwóch lat, nie służyły moim dłoniom tej zimy (całą zimę, w zasadzie teraz jeszcze też walczę z przesuszoną, pękającą aż do krwi skórą), musiałam zainwestować w coś dla nich przyjemniejszego. Inwestycja bardzo udana przyznać muszę. Ładnie usuwa makijaż, nie podrażnia ani skóry wokół oczu, ani samych oczu. Nic mnie nie piecze, nie swędzi, nie jest czerwone. Płyn jest bezzapachowy, nie pieni się. No i ta butelka z pompką! 😍 Kosztuje ok. 60 zł

2. Bioup – Olejek myjący do twarzy hydrofilowy 150 ml.
To chyba najlepszy olejek do mycia twarzy jaki miałam. W połączeniu z woda zmienia swoją konsystencję i staje się delikatną, lekką emulsją, która skutecznie oczyszcza skórę, usuwa makijaż i inne zanieczyszczenia. Łatwo się go z twarzy zmywa i choć pozostawia skórę nawilżoną i taką zdrową, to nie tłuści i w żaden sposób nie ciąży. Świetnie współpracuje z innymi produktami czy to w etapowym oczyszczaniu czy późniejszej pielęgnacji czy makijażu. Jest bezzapachowy, a jego butelka wyposażona jest w pompkę. Kosztuje ok. 60 zł

Clochee relaksujący płyn micelarny | Bioup Olejek myjący do twarzy

3. NATURATIV – Krem do twarzy AOX 360.
Ojej, uwielbiam go. Jest mega treściwy, ale przy tym nie jest ciężki, więc z powodzeniem można stosować go na dzień i na noc. Bardzo ładnie wchłania się w skórę i nie pozostawia na niej tłustego filmu. „wykończenie” określiłabym raczej jako matowe. Zawiera olej: wiesiołkowy, winigronowy i z lnianki siewnej, a także kwas hialuronowy i wiele BIO ekstraktów. Pachnie troszkę tą cytryną, której ekstrakt jest w recepturze. I posiada bardzo wygodne i praktyczne opakowanie typu airless, z pompką. Trafił do mnie dzięki shinybox ❤️ Kosztuje ok. 150 zł

Naturativ – Krem AOX 360

4. BORNTREE – Sunblocker SPF50+ 50ml.
Jest to mój pierwszy krem z jednocześnie tak wysokim filtrem i tak lekką i szybciutko wchłaniającą się konsystencją. Nie ma nic wspólnego z formułą przypominającą pastę, ciężko się rozprowadzajacą, wolno wchłaniającą i bielącą twarz. Ten działa jak lekki, szybki kremik do twarzy na dzień. Można na niego spokojnie kłaść makijaż. Nie rozpuszcza go, nie zbiera w załamaniach, nie waży i nie wpływa na trwałość. Kosztuje ok. 80 zł

Sunblocker Borntree

5. L’biotica eclat – Odmładzająco-liftingujący krem pod oczy i na powieki.
Zawiera śluz ślimaka, drzewo jedwabne, kofeinę i kwas hialuronowy. I jak dla mnie jest totalnym hitem! Świetnie sprawdza się i na noc w grubszej warstwie i na dzień, pod makijaż. Nawilża, zmniejsza obrzęki, opuchliznę. Niweluje oznaki zmęczenia czy niewyspania. I pomaga pozbyć się chwilowych cieni. W żaden sposób nie podrażnia, nie uczula. Jest bezzapachowy.Konsystencję ma lekką i szybko się wchłaniającą. Kosztuje ok. 30 zł.

L’biotica – Krem pod oczy ze śluzem ślimaka

6. MINISTERSTWO DOBREGO MYDŁA – Szafran – wygładzający mus do ciała.
Zacznę od tego, że w żadnym wypadku nie nazwałabym go musem i daleko mu do jakiejkolwiek lekkości. Jak dla mnie to typowe, ciężkie i tłuste masło, które stosowane na noc potrafi zdziałać cuda. Jest to taka bomba odżywcza dla skóry, że chyba wszystkiemu da radę. Zawiera między innymi masło shea, masło kakaowe, glicerynę, olej szafranowy, olej brzoskwiniowy, olej z nasion malin, olej rokitnikowy i wiele innych naturalnych wspaniałości! Ja stosuję go na noc, głównie na mega zniszczone miejsca takie jak stopy czy dłonie. Na dzień bym się nie odważyła, bo formuła tego kosmetyku jest naprawdę „gruba”. Pachnie ładnie, trochę cytrusowo, trochę ziołowo. Kosztuje 42 zł.

7. MINISTERSTWO DOBREGO MYDŁA – Balsam w sztyfcie – Śliwka.
Powiem tak – nawet gdyby sam balsam był do niczego i tak uwielbiałabym go stosować. Ten zapach jest tak cudny, że po prostu uzależnia. Sztyft fajnie sprawdza się do miejsc przesuszonych, bo aplikacja super wygodna. Łokcie, pięty, kolana czy cokolwiek innego, punktowego będą z tego balsamu zadowolone, bo to również bomba odżywcza jest! Masło shea, maso kakaowe, masło illipe, wosk pszczeli, olej z pestek śliwy, olej kokosowy, olej z rącznika i inne dobre dla skóry składniki. Kosztuje 56 zł.

Ministerstwo Dobrego Mydła – Sztyft śliwka i Wygładzający mus szafran

8. Ingrid – Podkład Ideal Match
Nie mogłabym o nim nie wspomnieć. Pierwsze wrażenie robi średnie, to znaczy na mnie średnie zrobił, bo nie lubię ciężkich podkładów, które dają efekt maski. Ja to jednak wolę jak jest lekko i jeśli się da – naturalnie. Jednak pierwsze wrażenie to zmyła, bo podkład fantastycznie wtapia się w skórę chwilkę po wklepaniu. Krycie jakieś tam daje, więc całkiem naturalnie to wszystko wygląda, a nie ciąży, nie denerwuje. Na dodatek całkiem trwały, nie zbiera w załamaniach i nie wysusza skóry. Ładnie wyrównuje koloryt i zasłania niedoskonałości. Kosztuje ok. 25 zł.

Ingrid – Podkład Ideal Match

9. Bi-es – Woda perfumowana No 44.
Kolejny cudowny zapach w kolekcji! Łączy w sobie i owoce i kwiaty: arbuz, bergamotka, jaśmin, róża, piżmo, drzewo sandałowe, paczula. Oprócz genialnego zapachu, super trwałość i dobrej jakości flakonik o pojemności 100 ml. Aż ciężko mi uwierzyć, że kosztują one ok. 37 zł!

RECENZJA Tusz Do Rzęs Bourjois Volume Reveal Black

Jakiś czas temu oglądałam ulubieńców roku 2018 u RedLipstickMonster. Kosmetykiem od którego rozpoczęła roczną wyliczankę był Tusz do rzęs. A że ja na mascary zawsze łasa jestem, to z zaciekawieniem przesłuchałam. Wydał mi się dość interesujący, więc pierwsza lepsza okazja i hyc, jest mój! 😀

Czarny tusz do rzęs Bourjois Volume Reveal Mascara  jest dość nietypowy i mam na myśli głównie opakowanie. Bo oprócz tego, że buteleczka ma trójkątną podstawę, to jeszcze na jednym z boków zostało wbudowane lusterko. I to nie byle jakie, bo powiększające i to tak całkiem porządnie. Przyznaję, że w kwestii tego lusterka zaskoczyłam samą siebie. Wydało mi się ono tak zbędnym i bezsensownym gadżetem, że nawet ochy i achy RedLipstickMonster mnie nie przekonały do jego funkcjonalności. No bo na co? Przecież nie będę się domalowywać na chodniku w centrum miasta. W domu to zrobię, a tam lustro przecież mam. Więc tak szczerze nie do końca potrafiłam sobie wyobrazić sytuacje, w których bym z tej dodatkowej opcji mascary skorzystała. Ostatecznie mówię – miała rację! W sensie RLM, to ona miała rację tak je zachwalając. Lusterko jest genialne i nie trzeba być na mieście, żeby z niego korzystać. Jakaś ta buteleczka jest taka poręczna, wyprofilowana, idealnie leży w ręku. A samo lusterko odbija dokładnie to co powinno – oooczy. Na dodatek w sporym powiększeniu, więc te rzęsy serio dobrze widać, można się spokojnie przy nim pięknić.

Co do samej maskary – posiada dość szeroką i bardzo gęstą jeżeli o włosie chodzi, szczoteczkę. Są tego plusy i minusy. Bo o ile super rozczesują rzęsy i nie sklejają ich, to dla osób z krótkimi włoskami może być nieco problematyczna (myślę, że można się nią trochę upaćkać tu i ówdzie).

Tusz ten jest taką formą ulepszenia własnych rzęs, ale nie obiecuje i też nie daje jakiegoś widocznego uniesienia, podkręcenia, wydłużenia czy nawet pogrubienia. Ładnie pokrywa rzęsy, rozczesuje je i zaznacza, ale nie jest to jakiś spektakularny efekt. Myślę, że znacznie bardziej będą zadowolone z niego właścicielki długich, gęstych rzęs. Osobiście używam go na co dzień, aczkolwiek jeśli coś w moim szalonym życiu się dzieje, raczej sięgam po coś cięższego.

Daję dodatkowe plusy za trwałość i jakość. Nie kruszy się, nie rozpuszcza. Trzyma się rzęs cały dzień. Demakijaż też nie stanowi problemu. Nie podrażnia oczu, nie powoduje ich zaczerwienienia.

Tusz Do Rzęs Bourjois Volume Reveal kosztuje (aktualnie w promocji) 18 zł w kosmetykizameryki.pl.

Loveliness by Shinybox – luty 2019

Loveliness by Shinybox to lutowa edycja tego pudełka kosmetycznego. Co znalazłam w nim tym razem?

Wiele nowości! Między innymi Serum liftingujące z najnowszej linii Botanique – Korean Beauty. Odżywkę do włosów w piance L’biotica, duuużo saszetek 7th heaven, kolorówkę Revers i Bell, oraz maseczkę Multibiomask. W każdym pudełku znalazł się też zestaw higieniczny Masmi. Moja wersja pudełka jak zazwyczaj, tak i tym razem jest nieco powiększona, dostałam jeden produkt wymienny więcej. Oprócz marek, które już wymieniłam, do pudełek trafiały (wymiennie) również Biały Jeleń, Affect, Natur Planet. Krem do stóp Man Foot trafiał tylko do tych Shinies, które wyrażały na to chęć (odpowiedzi w ankiecie). Ok, to przechodzę do prezentacji zawartości Loveliness.

ShinyBox Luty 2019

Na początek Serum liftingujące Botanique – Korean Beauty, które bardzo mnie zaciekawiło. Widziałam już kilka publikacji w sieci na temat tej linii i miałam zamiar coś z niej przetestować. A tu niespodzianka w Shinybox! 🙂 Serum oczywiście ma za zadanie nawilżyć, odmłodzić, wyrównać koloryt i poprawić strukturę skóry. Opakowanie z pompeczką mega poręczne i praktyczne. Zapach serum obłędny – słodki, bardzo kobiecy – mogłabym takie perfumy mieć. Konsystencja dla mnie idealna – super lekka, trochę żelowa, błyskawicznie się wchłaniająca. Nie pozostawia żadnej lepkiej czy tłustej warstwy, w zasadzie na powierzchni skóry oprócz zapachu nie pozostawia nic. Przyznam, że pierwsze wrażenie robi świetne. 🙂 Kosztuje ok. 32 zł.

Kolejną rzeczą, którą też wypróbuję z ogromna chęcią jest Odżywka do włosów w piance z L’biotica. Bardzo jestem ciekawa jak się sprawdzi i czy w takiej formie będzie wydajna. Została stworzona po to by intensywnie nawilżać, pomagać w rozczesywaniu i przywracać włosom blask i zdrowy wygląd. Puszka ma standardowe rozmiary, pojemność to 150 ml. Cena: 10 zł.

Zawartość pudełka Loveliness by ShinyBox

Od 7th Heaven Miesięczny program pielęgnacyjny skóry twarzy – 8 saszetek za ok. 50 zł. Wszystkie są takie same i jest to dokładnie Oczyszczajaca maska błotna, która jednocześnie oczyszcza i koi. Myślę, że taki miesięczny progam to miła odmiana przy pojedynczych saszetkach, których później się i tak nie dokupuje, aby robić systematyczne zabiegi.

Skoro już jesteśmy przy maseczkach, to wspomnę od razu o saszetce MultiBioMask, która jakiegoś ogromnego wrażenia na mnie nie zrobiła, bo już kilka produktów tej marki w pudełkach było, więc same rozumiecie. 🙂 Saszetka to dwie maski – oczyszczająca i odżywcza. Komplet kosztuje ok. 5 zł.

Miesieczny zapas maseczek 7th Heaven. W sumie w pudełku jest ich 8, nie wiem gdzie uciekły mi 2, ale na zdjęciu ewidentnie ich zabrakło! 😉

To tyle z pielęgnacji. Czas na kolorówkę! 🙂 Z Bell Hypoallergenic Bronze Powder czyli bronzer. U mnie 01. Jest w dwóch odcieniach, więc można przykonturować na sucho. Oba są matowe, bez większej ilości drobinek mieniących się, więc dobre na co dzień. I uwaga! Zawiera pigmenty otoczkowane estrami oleju jojoba – chociaż nie wiem do końca o co chodzi, to brzmi dobrze! 😉 Formuła została oczywiście przebadana dermatologicznie i nie zawiera perfum. Cena ok. 17 zł

A od Revers – Puder Rozświetlający Strobe & Glow Hightlighter. Marki w zasadzie nie znam, bo chyba tylko jakąś kredkę od nich mam, której i tak nie używam, bo kresek nie robię, także ten. 😉 Rozświetlacz przetestuję, zobaczymy jak się sprawdzi, szczególnie, że kosztuje ok. 10 zł! U mnie odcień 04 – Harmony. Przyznam, że bardzo ładny, delikatnie różowy.

I tak dotarłyśmy do końca. Choć w sieci widziałam różne opinie, to ja jestem z tego pudełka szczerze zadowolona. Nie wszystkie produkty trafiają w punkt, ale zdecydowana większość robi na mnie miłe wrażenie. Jeśli Wam również pudełko się podoba, szorujcie na shinybox.pl po swoje. 🙂

Zobacz również:

Time to Shine by Shinybox – styczeń 2019

Shiny Christmas by ShinyBox

The Power Of Beauty by ShinyBox – listopad 2018

 

Ulubieńcy: styczeń 2019

Dzisiaj ulubieńcy! 🙂 Pierwszy raz piszę taki post i zastanawiam się jak długo wytrwam w cykliczności ich pojawiania się, albo jaka w ogóle będzie ich częstotliwość. Choć tytuł wskazuje na podsumowania miesięczne, to nie jestem przekonana, że tak będzie. Posty te raczej będę uzależniała od tego czy w danym okresie rzeczywiście ci ulubieńcy się u mnie pojawili czy też nie. Ok, to zaczynamy.

Matowe pomadki płynne OH!MyLips Eveline Cosmetics już na mojej stronie gościły, ale nie ta czerwień. Gdy ją zobaczyłam po prostu przedpadłam! Czerwoną pomadkę traktuję jako coś pewnego, może to, co teraz napiszę nieskromne będzie, ale po prostu dobrze w niej wyglądam. Oczywiście zdarzają się odcienie, które niekoniecznie są dla mnie, ale wszystkie żywe czy ciepłe, tak jak i ta są moimi. A tą kocham i za kolor i jakość.

Kolejnym odkryciem okazało się serum do brwi L’Biotica – Activ Brow, którego używam już od prawie dwóch miesięcy. Raczej nigdy nie narzekałam na brwi, bo zawsze były dość pełne, kształtne i niewiele musiałam robić, żeby dobrze wyglądały. I nadal tak jest, z tym, że od jakiegoś czasu zaczęły gdzieś tam przy demakijażu wypadać i troszkę się przerzedziły. A, że wyraźne brwi uważam za istotny „element” mojej twarzy :D, to i serum się u mnie pojawiło. Efekty takie, jakich się spodziewałam – wzmocnienie i zagęszczenie. Przestałam tracić brwi naprawdę bardzo szybko. Producent obiecuje pierwsze efekty po miesiącu stosowania, ale mi się wydaje, że już wcześniej produkt zaczął działać, także duuuża okejka. 🙂

Eveline Cosmetics OhMyLips | L’biotica Brow Active

Bi-es For Woman. Marka zaskoczyła mnie bardzo pozytywnie swoją nową kolekcją zapachów – Numbers Collection. Podoba mi się w niej naprawdę wszystko. I zamysł, i flakony, zapachy, a także ich niesamowita trwałość i ta super niska cena. Tak dobre wrażenie ciężko jest przebić, więc jak dotarły do mnie te perfumy, ja już nie byłam zaskoczona tylko wręcz zszokowana! Bo zapach uwiódł mnie totalnie! Mega mocny i silny, ale nadal kobiecy. Słodycz jest w nim dość dobrze ukryta, ale oczywiście wyczuwalna. Myślę, że to bardzo zmysłowy, ale też niejednoznaczny zapach. Przepiękny, po prostu. Niestety ten do sprzedaży nie wszedł, a ja otrzymałam go od marki jako prezent świąteczny. Nie mniej – polecam Wam serdecznie pozostałe produkty tej marki. 🙂

Bi-es Woda perfumowana

Jakiś czas temu skorzystałam z kodu rabatowego, który znalazłam w shinybox i nakupowałam kosmetyków zupełnie dotąd mi nieznanej marki – INSIGHT. Wzięłam szampon, odżywkę, żele pod prysznic, a także coś do mycia dla mojej małej. I wow! Wszystkie sprawdziły się fantastycznie. Szampon i odżywkę opisałam w instagramowym denku na Insta Stories, tak samo żel do mycia z serii Sensitive. Kosmetyki naturalne, w dużych opakowaniach, z wygodną pompką, z pięknymi zapachami i super efektami. Już planuję kolejne zakupy. 🙂

INSIGHT

Cougar Brazillian Papaya Facial Oil – olejek do twarzy, który znalazłam w jednym z pudełek ShinyBox. Zawiera kwas hialuronowy i pewnie właśnie dlatego tak go lubię. Dodatek hialuronu zawsze nadaje taką charakterystyczną konsystencję, która fantastycznie sunie po twarzy i super szybko się wchłania. A do tego i działanie wzmocnione. Uwielbiam to. Zawsze używam go w połączeniu z innymi produktami, jako serum. Po toniku, ale przed kremem, w których towarzystwie dobrze sobie radzi. Nawilża, wygładza i odżywia. Mimo tego, że ulubieńcem jest, ma jedną sporą wadę – super niepraktyczne opakowanie.

Styczeń to niewątpliwie miesiąc pod znakiem zawartości kalendarza adwentowego. Ponieważ jeszcze w listopadzie zdecydowałam się na kupno Lookfantastic, to przez prawie cały grudzień mogłam się cieszyć kolejnymi nowościami, a część z nich od razu zacząć używać. I tym sposobem na koniec do zestawienia ulubieńców stycznia wpadają aż 4 produkty, które znalazłam właśnie w kalendarzu adwentowym Lookfantastic.

Pędzel dwustronny Lookfantastic

Dwustronny pędzel Lookfantastic – w jednej strony wachlarz. Z drugiej zbity stożek, którego używam do pudrowania okolic oka i to w zasadzie jest ten mój ulubieniec. Włosie miękkie, miłe i radzące sobie z kosmetykami, a jednocześnie trwała forma i idealny (do zadań specjalnych) – kształt. 🙂

Black Magic Mascara Drama & Curl Eyeko – bardzo fajny tusz z tradycyjną, wyprofilowaną szczoteczką. Niby za takimi nie przepadam, a tu taka niespodzianka. 😉 Rozczesuje rzęsy, rozdziela je podczas malowania, widocznie podkręca. Miniatura starcza nawet na miesiąc.

BBB London Ultra Slim Brow Definer czyli ultra cienka kredka do brwi. Tak zwany „automatic”. 😉 W stronę woskowej, ale z fajną pigmentacją i dobrą (nie za tłustą) konsystencją. Jest miękka, więc łatwo się nią kreśli nie podrażniając przy tym delikatnego łuku brwiowego. Kolor tez bardzo mi podpasował.

Grow Gorgeous Thickening Hair & Scalp Mask Intense – włosy milutkie, mięciutkie i pachnące. Wygładzone, ale nieoklapnięte. Nawilżenie bez obciążenia i straty świeżości. Bardzo podoba mi się ten zapach – jest dość intensywny, więc to nie dla wszystkich może być zaleta. Konsystencja dość standardowa, trzymająca się włosa, ale też dobrze się spłukująca.

Lookfantastic | BBB London | Eyeko

Cienie do powiek Luxe AVON. Czy warto?

Jakiś czas temu w moje ręce wpadła paletka cieni Luxe od Avon. Kosmetyków tej marki nie używałam już naprawdę długo, więc z chęcią sobie te cienie przetestowałam. Szczególnie że linia Luxe cała ze złota, to i na zawartość taką liczyłam. 😀 O tym jak ostatecznie paletkę oceniam przeczytacie w dalszej części tekstu.

Zacznę od tego że linia Luxe Avon pozycjonowana jest bardziej na tą premium (oczywiście w stosunku do innych kosmetyków z katalogu), a regularna cena tych cieni to 60 zł. Moim zdaniem niemało i zdaję sobie sprawę, że w tej cenie możemy kupić wiele fajnych, często większych palet innych marek. Byłam więc bardzo ciekawa jak się sprawdzi.

Opakowanie całe w złotym chromie i na dodatek wypukłe, więc odbijające w sobie cały świat – dosłownie. 🙂 Bardzo ciężko było jej w ogóle zrobić nadające się do czegokolwiek zdjęcie. Ale wiadomo, że nie dla wygody przy robieniu zdjęć opakowanie zostało zaprojektowane w taki sposób, a dla cieszenia oka i podkreślenia wyjątkowości tego właśnie produktu. 😊 I rzeczywiście z zewnątrz prezentuje się bardzo ładnie, jednak sam materiał, z którego została paleta wykonana – plastik nie należy do tych najlepsiejszych i najcięższych.

Paleta cieni Luxe Avon

W środku paletki Glamorous Roses (jest to jeden z sześciu dostępnych wariantów kolorystycznych), znajduje się 5 cieni. I uważam, że są dobrze do siebie dobrane, a za ich pomocą można skomponować ładne, codzienne oko. Są na tyle uniwersalne i naturalne, że chyba każda z nas znalazłaby dla nich zastosowanie.

Cienie mają pudrowe formuły. Są delikatne i lekkie. Ładnie się rozprowadzają. I nie osypują się. Raczej słaba pigmentacja dla jednych może być wadą, dla drugich zaletą. Bo z jednej strony, jak ktoś „MUA” jest to nie wyżyje się i kolorów w pełni nie nasyci, ale dla osób, które kursu wizażu nie kończyły i na dodatek nie czują się w temacie zbyt pewnie, może być to zupełnie bezpieczna opcja, bo krzywdy sobie nimi zrobić nie można.
Nie są to jakoś nadzwyczaj pylące się cienie, raczej trzymają się i pędzla i powieki. Są w miarę trwałe, dobre na co dzień, do pracy czy szkoły. Cienie nie drażnią oka czy powieki i nie sprawiają problemu przy demakijażu.

Myślę, że z paletki będą zadowolone kobiety dojrzałe i też dziewczyny dopiero z makijażem przygodę zaczynające. Jeśli ktoś interesuje się wizażem lub ma wprawę w ozdabianiu oka, to ta paleta raczej dobrego wrażenia i szału nie zrobi. 🙂

Luxe Avon paletka cieni do powiek

The Power Of Beauty by ShinyBox – listopad 2018

Powiem tak. Jak zobaczyłam listopadową edycję ShinyBox na Instagramie, to mnie trochę „zgięło”. Tyle zobaczyłam produktów. Tyle rzeczy, których jeszcze nie znam. Tyle kosmetyków, które chętnie bym przetestowała… Z solidnym opóźnieniem (i z Shinybox wyszło później i Poczta się nie spieszyła z doręczeniem),  dostałam i ja swoje pudełko The Power Of Beauty wraz z dodatkami ambasadorskimi, które również Wam zaprezentuje.

Każde pudełko w wersji standardowej zawierało 7 produktów i 5 upominków. Markami listopada są: Delia Cosmtics, Selfie Project, BioOleo, Naturativ, Masami, Oh!Beauty Warsaw, Singularis, Moya Matcha, LiqPharm, Obssesive, Kontigo, Trico Botanica, Hegron, Uroda Polska, Hemp Care, One & Only Cosmetics. A zebrało się ich tyle, bo dużo w tym miesiącu marek wymiennych było.

Tym razem zaprezentuję pudełku w kolejności jaka jest w karcie produktów. A tak, żeby porządek tu był. 😉

Zawartość Shinybox Listopad 2018 – The Power Of Beauty

Delia Cosmetics. Produkty wymienne. Korektor pod oczy żółty – rozświetlający lub Korektor do twarzy zielony – korygujący zaczerwienienia. U mnie to drugie. I fajnie. Mam dosyć wrażliwą skórę, naczynkową, więc przyda się i z chęcią sobie przetestuję. Korektor niweluje kolor czerwony i różowy. Można stosować go punktowo, jak i na całą twarz. Podoba mnie się to!Zwłaszcza, że to dobry okres pogodowy na takie produkty. Kosztuje ok. 13 zł

Delia Cosmetics – Cień do powiek. Mój niestety rozsypał się w transporcie. Ale chociaż swatcha Wam pokażę. Kolorek numer 09. Cena ok. 9 zł.

Swatch Delia Cosmetics Eyeshadow 09

Selfie Project – Płyn micelarny. Markę ogólnie kojarzę, ale jakoś do tej pory nic nie używałam. Chyba dlatego, że z nastolatkami mi się kojarzy, a ja już dawno ną nie jestem. 😉 ;( Usuwa makijaż, oczyszcza, matuje i łagodzi – takie obietnice ze strony producenta. Sprawdzimy. cena ok. 15 zł

BioOleo Kwas Hialuronowy. Kwasowi zawsze mówię tak. Uwielbiam stosować go i w pojedynkę i z innymi kosmetykami. Niezwykłe właściwości kwasu hialuronowego, jak i jego forma sprawiają, że chcę mieć go wszędzie. Na jego podstawie można stworzyć własne, świetne receptury, ale też dodawać go praktycznie do wszystkiego można. I choć ostatnio był kwas, to taki zapas przyjmuję z ogromną przyjemnością. 🙂 Cena ok. 60 zł / 30 ml.

Delia Cosmetics Zielony Korektor do twarzy i Bi0Oleo Kwas Hailuronowy

Naturativ Otulające masło do ciała to miniatura, ale bardzo przyjemna. Powiem Wam, że jego zapach mnie powalił. Jest tak nieoczywisty, złożony i cudny, że przepadłam. Bardzo fajnie się wchłania, a skóra jest milutka i mięciutka. 250 ml kosztuje ok. 75 zł.

Naturativ – masło do ciała.

Selfie Project Krem CC. Dedykowany do cery młodej z niedoskonałościami, ale i tak go sprawdzę. 😀 Rozwiązania takie jak BB, CC czy nawet DD po prostu lubię, bo na co dzień są dla mnie idealne. Lekkie, szybkie, naturalne. Krem ten maskuje niewielkie nierówności i niedoskonałości. Wygładza i co mnie ciekawi najbardziej (:D) – „zapewnia efekt Glamour”. Kosztuje ok. 17 zł.

Kolejna pozycja to skomplikowana sprawa, bo aż 11 wymienny produktów. W swoim pudełku znalazłam trzy z nich:
Hegron Gel Spray Extra Volume z ekstraktem z bambusa, który podobno nie obciąża i odbija już od nasady. Pomaga w stylizacji i super utrwala. Produkt profesjonalny (fajnie!). Kosztuje ok. 13 zł.
Trico Botanica Szampon do włosów Oczyszczanie i Relaks. Idealny dla delikatnej skóry głowy. Nigdy nie używałam kosmetyków tej marki, także z chęcią przetestuję. Szampon kosztuje ok. 40 zł.
One & Only Cosmetics Black Mask Detox Ritual – głeboko oczyszczająca maska typu peel-of, to właśnie to czego w moich zapasach brakuje. Z chęcią sobie przetestuję i cieszę się, że ją otrzymałam. Kosztuje ok. 5 zł.

Trico Botanica i

I teraz produkty oznaczone na karcie jako UPOMINKI:
Masamipróbki higienicznych produktów wykonanych z organicznej bawełny. Coś tam już od nich używałam, ale z chęcią poznam pozostałe produkty,
Oh!Beauty Warsaw – dostałam pudełko już po wydarzeniu,
Singularis Calcium Citro Max. Całe opakowanie – super. Przyda się. 🙂 Cena: ok. 3 zł
Moya Matcha – herbata w saszetce. Fajnie. Matcha to super zdrowa i jednocześnie super specyficzna herbata, ale warto ja poznać. 🙂 Cena ok. 3 zł
LiqPharm Serum wygładzające na noc – peeling, próbka.

Zawartość Shinybox Listopad 2018 – The Power Of Beauty

I na koniec moje ambasadorskie dodatki. 🙂 Równie fajne co i całe pudełko. Uwaga!

Dushka Żel pod prysznic bananowo-truskawkowe smoothie. Markę tę widziałam na Instagramie. Taki fajny, kolorowy i wesoły wizerunek ma. Bardo jestem ciekawa tego żelu, tylko szkoda mi go otwierać i niszczyć te wszystkie detale na opakowaniu (metki, karteczki, tasiemki) i te piękne truskawkowo-bananowe piętra. Takie to wszystko cudne! Ostatecznie pewnie się przełamię. 😉 Kosztuje ok. 17 zł.

Synchroline – Serum Synchrovit C. Dobry czas na witaminę C. Z marką też styczności za bardzo nie miałam (oprócz próbek), więc zobaczymy czy się polubimy. Cena: ok. 30 zł.

Śnieżny Lotos – Ziołowe wkładki higieniczne. Przyznam, że bardzo mnie zaciekawiły, bo to takie jednocześnie wkładki higieniczne i profilaktyczno-lecznicze. Fajna sprawa. Tylko cena póki co wydaje mi się zabójcza – ok. 15 zł za 2 sztuki. Możliwe, że po przetestowaniu uznam, że są jej warte, jednak na ten moment wydaje mi się być bardzo wysoka.

Singularis – witamina D. O ile suplementy diety nie są moimi ulubionymi produktami w pudełkach (zazwyczaj są to produkty wspierające odchudzanie), to witaminy mnie cieszą, bo po ciąży i karmieniu piersią mam ich spore niedobory. 😛 Na dodatek trafiła mi się witamina D – bajka po prostu. I co warto zauważyć – bardzo ładne jest to opakowanie, takie reprezentatywne. Myślę więc że witaminki z tej serii mogłyby być fajnym dodatkiem do prezentu dla Mamy, Babci czy innej osoby, o której zdrowie dbacie. 🙂

Shinybox dodatki ambasadorskie
Shinybox dodatki ambasadorskie

I tym trochę świątecznym komentarzem dotarłyśmy do końca. Duuuużo tego było co? O.O Ja jestem pod ogromnym wrażeniem i samej ilości produktów, jak i ich samych. Cała paka nowości kosmetycznych, które jak naprawdę mało kiedy tak idealnie wpisują się w mój gust i zapotrzebowanie. Myślę, że i Wam się podoba zawartość tego boxa, dlatego zostawiam Wam link do sklepu shinybox, gdzie zestawy są jeszcze dostępne.

Zobacz również:

Think Pink by ShinyBox

Beauty&Shape czyli extrabox ShinyBox

Coś Pięknego by ShinyBox

 

Zawartość Mystery Bag Makeup Revolution

Mystery Bags czyli tajemnicze torby dorzucane do zakupów, to bardzo fajna forma promocji. Choć w Polce nie jest to jakiś standard, to przy zakupie zagranicznych marek, w jakiś większych, multibrandowych sklepach może się zdarzyć. I nie chodzi tutaj o pakiet próbek i ulotek, a naprawdę spore paczki pełnowartościowych produktów.

Ostatnio na iperfumy natrafiłam na akcję z MakeUp Revolution. Mystery Bag (jak informowano na stronie) o wartości 167 zł, była dorzucana do zamówień produktów tej marki na kwotę co najmniej 116 zł. Strasznie byłam ciekawa tego, co przyjdzie, bo pewnie tak jak i wiele z Was – uwielbiam niespodzianki! 😀

Co znalazłam z MYSTERY BAG MakeUp Revolution?
3 x Lakier do paznokci FREEDOM (numerki:453, 403, 451) – dwa perłowe, jeden bardziej taki matowy. Cena za szt.: ok. 5 zł.
Salvation Velvet Lip Lacquer Makeup Revolution i to jest po prostu pomadka płynna w kolorze różowym. Cena: ok. 15 zł.
Czerwona pomadka Makeup Revolution w klasycznej formie (sztyft) i w super klasycznym, pięknym kolorze. Cena ok. 5 zł
Ultra Cream Contour Palette Makeup Revolution – paleta do konturowania na mokro, która zawiera 8 odcieni bronzerów, rozświetlaczy i korektorów. Cena: ok. 30 zł.
Pro Artist Pad – Studio To Go Freedom – Ogromna paleta 32 cieni, bronzera, różu i rozświtlacza. Opakowana na wzór ipada. Zawiera lusterko i elastyczne opakowanie, dzięki któremu możemy je postawić i malować się, w każdych warunkach. Cena: ok. 50 zł

Zawartość Mystery Bag MakeUp Revolution w porządku, choć co do jej wartości zastrzeżenia mam. Jak sobie zerkniecie na ceny i szybko zliczycie w głowie, to nijak nie wychodzi z tego kwota prawie 170 zł. Jest tu coś lekko ponad 100 zł, także takie małe przekłamanie. Bo jak się okazało, w moim zestawie niczego nie brakowało a wartość 167 zł – jest tylko orientacyjna. 😉 Także taki minus całej akcji. Mimo tego, że nie wszystko trafia w mój gust i potrzeb (więc pewnie się tym podzielę), to dostać tyle w prezencie, to bardzo fajna sprawa! 🙂 Do tej pory z MakeUp Revolution nie miałam nic wspólnego, a już mnie mają! 🙂

Iście jesienne nowości Eveline Cosmetics

Ostatni tydzień był myślę dla wielu z nas przykrym zderzeniem z rzeczywistością i normalnym stanem rzeczy, jakie przypadają na październik. Czyli chłodem, deszczem i coraz dłuższym wieczorem. W końcu więc nadszedł czas prezentacji jesiennych kolekcji, które do tej pory mimo wszystko w dużej mierze zostawały w cieniu kosmetyków wakacyjnych. Pół roku lata jednak robi swoje.

Przechodząc do rzeczy i nowości do makijażu i manicure Eveline Cosmetics, to powiem Wam, że w moim odczuciu są to takie 3 podstawowe kosmetyki do makijażu jesiennego, (ale niekoniecznie takie, których ja w nim używam :P), bo jest tutaj i coś dla wzmocnienia spojrzenia, i pomadki kremowe i nowa gama kolorów lakierów hybrydowych.

Precise Brush Liner Eveline Cosmetics – czyli eyeliner z miękkim, ale nadal super precyzyjnym pędzelkiem, to chyba fajna nowość. Dzięki temu, że elastyczny można nim malować różne linie i kreski. Nadal jest to eyeliner w pisaku, więc wygodny i prosty w obsłudze, nawet dla początkujących. Podobno wytrzyma nawet 24h, ktoś sprawdzi? 😛
Cena: ok. 19 zł.

Eveline Cosmetics: lakiery hybrydowe, kremowe pomadki Color Edition, Eveline Cosmetics: lakiery hybrydowe, kremowe pomadki Color Edition i eyeliner Precise Brush Liner.

Kremowa Pomadka Color Edition Eveline Cosmetics to moim zdaniem taki must have na jesień. Bo o ile sama uwielbiam pomadki matowe, które przede wszystkim są super trwałe, to jednak jesienią, usta potrzebują też jakiegoś rodzaju okrycia i ochrony, a to z kolei zapewniają raczej klasyczne, kremowe pomadki. I tak też jest w tym przypadku, bo formuła zawiera masło aloesowe i witaminę E, które usta pielęgnują. Formuła jest bardzo lekka, a pomadka prawie, że nie wyczuwalna (na ustach 😉 😛 ). Co się z tym również wiąże – ma ona słabszy kolor. Nie jest on w pełni nasycony, to taka półtransparentna opcja. Cała gama to aktualnie 6 odcieni, w klimatach nude i ciepłej czerwieni. Takie idealne na jesień klasyki.
Cena ok. 15 zł

Lakiery hybrydowe Eveline Cosmetics pewnie już znacie, więc teraz zostaje Wam tylko przywitać się z czterema nowymi kolorami, które właśnie dołączyły do rodziny. Kolory zupełnie inne i wszystkie bardzo w klimacie. Numerki: 310 Pink Powder, 311 Mystic Mauve, 312 Sweet Plum i 313 Red Passion.
Cena: ok. 22 zł

Eveline Cosmetics – lakiery hybrydowe

Pomadki i hybrydy pewnie będą mi często tej jesieni towarzyszyły, bo kolory są świetne. Trochę gorzej będzie z eyelinerem, bo kresek nie robiłam sobie ze sto lat. 😛

Beauty&Shape czyli extrabox ShinyBox

Dzisiaj znowu box! I to nie byle jaki, bo extrabox Shinybox – Beauty&Shape. I dokładnie tak jak nazwa wskazuje pudełko wypełnione jest produktami dla urody i dobrego samopoczucia.

Ogólnie w każdym pudełku znajduje się 11 produktów, w tym dwa z półki suplementów, dwa z półki relaksu, a reszta to kosmetyki pielęgnacyjne i kolorowe.

Przyznam szczerze, że do tematu suplementacji podchodzę dość nieufnie, więc nie jest to moja ulubiona część pudełka, dlatego opiszę ją od razu! 😀 Myślę, że wiele z Was może zainteresować 3Flow Solutions, czyli suplement diety, który może wspomóc odchudzanie i trzymanie linii, a kosztuje ok. 130 zł, więc całkiem sporo. Dziennie powinno się zjeść 2 kapsułki, a standardowe opakowanie zawiera ich 60, jest więc to kuracja miesięczna. W składzie aminokwasy (L-karnityna, L-tyrozyna), witaminy z grupy B (B1, B2, B6, B12), wyciągi roślinne (ekstrakt z owoców Acai, ekstrakt ze skórki owoców Garcinia Cambogia, ekstrakt z owoców czarnego pieprzu – 95% piperyny), kofeina, chrom. Więc chyba rzeczywiście może zadziałać. 🙂

Drugim produktem jest Pure Green Coffe – Detox Green Coffee – kawa odchudzająca. W pudełku występuje jako upominek i opakowaniu jest jej chyba na jedno parzenie. Jest to mieszanka, a nie typowa kawa. Występują w niej zielona i czarna kawa Arabika oraz naturalne składniki ziołowe.

To propozycja moja jest taka, żeby w drugiej kolejności omówić produkty dla duszy, a kosmetyki zostawimy sobie na koniec. 🙂

Świece Bispol zna pewnie większość z Was. 🙂 Są i stosunkowo tanie i bardzo przyjemne. Naprawdę jako jedne z nielicznych pachną podczas palenia! A zapachy mają fajne. „Kawa”, która znalazła się w pudełku to takie cukierki Kopiko – słodka czarna. Dla mnie ekstra. Jedyne co bym w tych świecach zmieniła to opakowanie – zostawiłabym je w najprostszej formie, jakiegoś przezroczystego słoika. 🙂 Cena: ok. 7 zł.

Druga świeca to tealight od Natura Rzeczy, tester. Jest to (bardzo modna ostatnio 😛 ) świeca sojowa, ręcznie robiona. Pachnie ślicznie. Cały zestaw 6 szt. kosztuje 10 zł.

Beauty&Shape ShinyBox

To przechodzimy do kosmetyków! Jako, że zawsze zaczynam od tych najulubieńszych, to dzisiaj… też od nich zacznę! 😀 Tylko tym razem odeślę Was do tekstów, które już na temat tych kosmetyków powstały, bo je bardzo dobrze znam:
Catrice Maskara Efekt Sztucznych Rzęs Glam&Doll ,
Powrót do natury Naturalne mydło z olejkiem lawendowym .

Kolejna rzecz, z której się bardzo ucieszyłam i na dodatek jest dla mnie nowością, jest Suchy Szampon Exclusive Polska. Tego nigdy za wiele, bo choć głowę to ja myję raczej codziennie, czasami na szybko się przydaje. Do tej pory moimi dwoma ulubionymi jest Got2Be i Paul Mitchell, ale kto wie, może i ten wskoczy na podium. Puszka 100 ml kosztuje ok. 21 zł.

Puder utrwalająco-matujący Velvet HD Earthnicity sobie z chęcią przetestuję. Jest to puder mineralny. Rozjaśnia, matowi, kontroluje sebum no i utrwala. Travel Size (0,5g) kosztuje 15 zł.

Zarówno z Vasco Nails jak i Pablo Color dostałam produkty do paznokci. Z Vasco bazę do manicure hybrydowego i z Pablo Color top matujący.

Beauty&Shape ShinyBox

I na koniec zostały olejki z Bio Agadir – chyba w sumie taka wisienka. Olej Arganowy Bio kwiat róży i
Olej Arganowy Bio owoc pomarańczy. Tłoczony na zimno, organiczny, bardzo wysokiej jakości. I o ile olej arganowy nie jest dla mnie niczym nowym, ani owianym tajemnicą, to zazwyczaj spotykałam go w wersji „saute”. A tu proszę – z dodatkiem olejków z róży i z pomarańczy. Extra! Pachną cudnie. Myślę, że spożytkuję je na włosy, które w końcu podczas olejowania będą ładnie pachniały. 🙂 Dodatkowym plusem jest zupełnie ludzka i przyzwoita cena – 12 zł / 10 ml. 🙂

W pudełku znalazłam również trochę kuponów rabatowych, które po części już wykorzystałam, ale w sumie nadal mogę się podzielić: 😉 😛
Bio Agadir – 10% rabatu, kod rabatowy:BOX, www.domiuroda.pl
Ekodemi.pl – 20% rabatu, kod rabatowy: EKODEMI20
Earthnicity.pl – 15% rabatu, koda rabtowy: BOX

I to już wszystko.
Myślę, że box ten jest idealną sprawą, dla osób, które lubią takie mixy w pudełkach otrzymywać. Trochę tego, trochę tamtego i w zasadzie człowiek ma wszystko, czego mu do szczęścia trzeba. 😀

Extrabox można zamówić na shinybox.pl w jednorazowym zakupie, tutaj subskrypcja nie obowiązuje. Cena: 59 zł.

 

Zobacz również:

Coś Pięknego by ShinyBox

Hippiness by Shinybox czyli sierpień 2018

Summer Vibes by ShinyBox – lipiec 2018

 

 

Idealny podkład za 30 zł – Eveline Cosmetics Liquid Control

Ostatnio miałam taki dzień, który z góry zaliczyłam do tych gorszych. Zaczęło się to tak, że robiąc sobie rano makijaż zorientowałam się, że właśnie kończy się podkład. Mój aktualnie najulubieńszy podkład – Liquid Control HD Eveline Comstics. I choć nabycie kolejnego nie jest żadnym problemem, to jakoś mi się tak smutno zrobiło. I wiadomo, nastawiło mnie na całą resztę dnia. 😉

Generalnie kiepska jestem w trzymaniu Was w napięciu i budowaniu tajemniczej aury. 😛 Jak wyżej wyczytałyście, mój aktualny numer 1. Pokochałam ten podkład dosłownie za wszystko! I choć wiadomo, że do kosmetyczki non stop wpada mi coś fajnego, to ten podkład serio na ich tle się wyróżnia.

Podkład dzięki swojej lekkiej i nietłustej konsystencji sprawdza się w wielu sytuacjach. A poziom krycia zależy od nas samych. Można nakładać go warstwowo, w mniejszych lub większych porcjach. I za każdym razem ładnie się rozprowadza nie tworząc smug, zacieków czy plam. Nie pozostaje na wierzchu, ale wtapia się w skórę i tworzy bardzo naturalny efekt. Nie tworzy maski, nie zbiera się w zagięciach.

Eveline Cosmetics – Liquid Control

Dobrze dobrany kolor poprawia i wyrównuje koloryt oraz przykrywa niedoskonałości. Cienka warstwa idealnie sprawdza się na upały, godnie zastępując kremy typu BB i CC. Dla posiadaczek piegów mam taką wiadomość, że oszczędna porcja podkładu ich nie zakryje, więc o świeży i naturalny look nie ma się co martwić.

Podkład jest tak lekki i przyjemny, że nawet go nie czuć. Nie ciąży, nie zapycha, nie przetłuszcza. Ale z drugiej strony też nie wysusza i nie podrażnia.

Dobrze współpracuje z innymi kosmetykami i trzyma się twarzy niezależnie od tego, jakiej bazy użyjemy (czy będzie to typowa baza czy też krem). Nakładane na niego bronzery, rozświetlacze czy róże ładnie się rozkładają i tworzą dobrze prezentujące się tafle.

Mimo tego, że podkład jest rzadki, jego aplikacja jest zupełnie bezproblemowa, bo odbywa się przy użyciu pipety, w którą wyposażone jest opakowanie.

I na koniec zbiór najważniejszych informacji czyli tak zwane „DANE TECHNICZNE”:
– lekka, lejąca się konsystencja,
– możliwość stopniowania krycia,
– zastępstwo dla kremów BB,
– szklana butelka o pojemności 32 ml,
– butelka wyposażona jest w pipetkę, która ułatwia aplikację,
– 6 odcieni,
– dostępny online i w drogeriach stacjonarnych, również sieciach takich jak Rossmann,
– cena od ok. 30 zł.

Polecam bardzo! 🙂

6 kosmetyków idealnych na lato i wakacje

Zastanawiacie się jakie kosmetyki mogą się Wam przydać w wakacyjnej kosmetyczce? Idę z pomocą! 😀 I przedstawiam Wam moją tegoroczną listę. 🙂

Termissa – Woda termalna z Podhala. No chyba nie muszę tego wyboru tłumaczyć. Bardzo przyjemna mgiełka do ciała. Odświeża, chłodzi i ogólnie przynosi ulgę w upalne dni. Ja swoją znalazłam w jednym z pudełek ShinyBox, ale standardowo kosztuje ona ok. 20 zł

Woda termalna z Podhala – Termissa

Płyn micelarny w chusteczce do oczyszczania twarzy i oczu tołpa: dermo face, physio i Normalizujący płyn micelarny w chusteczce do oczyszczania twarzy tołpa: dermo face, sebio. Chusteczki pakowane są pojedynczo, więc idealnie nadają się i do demakijażu i do odświeżenia po prostu. Ich forma jest też fajną opcją do samolotowej kosmetyczki. Makijaż zmywają, ogólnie oczyszczają i nawilżają. Nie podrażniają. Kosztują ok. 3 zł.

Chusteczki z płynem micelarnym tołpa

Dwufunkcyjny krem ochronny do twarzy SPF 15 i 50 Sun Balance Farmona. Fajna jest to opcja. Zamiast dwóch kosmetyków, na wakacje ciągniemy tylko jeden i na dodatek taki, któ®y zapewni nam ochronę i w pełnym słońcu i w trochę bardziej pochmurne dni. Oba sprawnie się rozprowadzają i stosunkowo szybko wchłaniają. Konsystencja wiadomo – jest tłusta, ale jednak mniej ciężka, nie przypominająca pasty. Kremy nie bielą. Nadają się pod makijaż. Cena: ok. 20 zł.

Dwufunkcyjny krem Sun Balance – Farmona

Odżywczy cukrowy peeling do ciała Banan & Agrest Farmona. Wiadomo, że peeling ogólnie się przydaje, a taki na lato jest idealny. Zapach ma bardzo słodki i wakacyjny. W konsystencji z kolei przypomina zimną galaretkę. A drobinkami ścierającymi jest przyjemny dla skóry cukier. Do tego opakowanie bardzo praktyczne i niespotykane – wieczko unosi się do góry. Kosztuje ok. 16 zł.

Cukrowy peeling Tutti Frutti – Farmona

Puder prasowany SPF30 Powder Paese. Zupełnie multifunkcyjny. Utrwali, zmatowi i delikatnie rozświetli jednocześnie. Zakryje co nieco i też wyrówna. Oprócz delikatnych iskrzących się drobinek, zawiera filtry, chroni przed wolnym rodnikami, a nawet uspokaja cerę i koi ją. Poza tym ma przepiękne, bardzo porządne opakowanie wyposażone w lusterko. W środku znajdziemy również milusią gąbeczkę. Dostępny jest w 4 odcieniach za 40 zł – i szczerze Wam powiem, warto zainwestować.

Puder prasowany SPF 30 – Paese

Błyszczyk Extreme Gloss Mesauda Milano – choć błyszczyków na co dzień nie używam, bo się kleją (oczywista oczywistość), to powiem Wam, że ten 311 polubiłam, nawet bardzo. W lato i tak często spinam włosy, bo gorąco, więc ostatecznie ten „klej” na ustach nawet mi tak nie wadzi. 😀 Za to efekt niesamowity. Mega soczyste, nasycone i pełne usta. Do nich ubieram tylko krem z filtrem, tusz do rzęs i wychodzę. 🙂 Swój znalazłam w pudełku ShinyBox.

Błyszczyk Extreme Gloss – Mesauda Milano

Dobry tusz do rzęs do 20 zł

Dzisiaj szybka lista czterech dobrych tuszy do rzęs do 20 zł. Niekoniecznie odpowiadają na takie same potrzeby, więc bezpiecznie będzie, gdy doczytacie tekst do końca. 🙂

3D Lashes New Look Mascara Delia Cosmetics – to tusz, który znacznie poprawia objętość i wyrazistość moich krótkich i rzadkich rzęs. Maskara trochę je oblepia, więc są i pogrubione i wydłużone. W ciągu dnia tusz nie kruszy się, nie rozmazuje, nie odbija na górnych powiekach. Długo utrzymuje świeżość, nie wysycha. Posiada stożkowatą, silikonową szczoteczkę. Kosztuje ok. 15 zł.

Glam&Doll False Lashes Mascara Cartice Cosmetics – kosmetyk wegański. Z założenia maskara ta zapewniać ma efekt sztucznych rzęs i w praktyce jest całkiem blisko. Rzęsy są uniesione, podkręcone, wydłużone i pogrubione. Wyglądają „bogato”. Tusz nie kruszy się, ale zdarza się, że odbija się (farbuje) górną powiekę. U mnie zdarza się to głównie po całym dniu. Szczególnie w okresie letnim, kiedy skóra jest bardziej tłusta niż zazwyczaj. Ma profilowaną (kształt banana), silikonową szczoteczkę. Cena to ok. 17 zł.

Tusz do rzęs do 20 zł: Pierre Rene Professional, Catrice, Delia Cosmetics, Eveline Cosmetics

Volumix Fiberlast Mascara Eveline Cosmetics to moje najnowsze odkrycie i szczera miłość. Silikonowa szczoteczka działa trochę jak separatorek do rzęs. Rozczesuje je, jednocześnie poprawiając ich kształt, objętość i długość. Tusz nie wysycha i nie tworzy grudek. Nie kruszy się i nie farbuje skóry. Utrzymuje super efekt przez cały dzień. Kosztuje ok. 15 zł

Silicone 3in1 Mascara Pierre Rene Professional – propozycja dla osób, które przede wszystkim chcą zachować naturalny look, bo efektu maxi nie daje. Jest to bardzo subtelna, ale porządna maskara. Rozczesuje rzęsy, delikatnie je podkręca i nadaje koloru. Nie kruszy się i nie farbuje. Posiada silikonową, wąską szczoteczkę z krótkimi włoskami (może być więc nieco problematyczna przy króciutkich rzęsach). Kosztuje ok. 20 zł.

Policzkowy ulubieniec – Blush Full HD Eveline Cosmetics

Dzisiaj będzie konkretnie i krótko. Chciałam pokazać Wam mojego aktualnego ulubieńca do makijażu. Bo w sumie i dawno takiego nie opisywałam i na wakacyjną porę może się Wam przydać.

Jest to taki „3xSUPER” – super szybki, super dziewczęcy i super wyglądający kosmetyk. 😀 Jego forma, formuła i efekt jaki daje, idealnie pasuje do lekkiego makijażu dziennego. W jaskrawych kolorach pewnie głównie do letniego. Jednak nie sądzę abym sama rozstała się z nim na pozostałe pory roku. Choć nie od razu pałałam do niego taką miłością i przyznam szczerze, że jak go wzięłam do ręki, to nawet się trochę przestraszyłam. Ale wszelkie obawy szybko zniknęły. Wystarczyło, że go użyłam.

Kremowy róż do policzków w sztyfcie Blush Full HD Eveline Cosmetics – tak, to właśnie o tym niepozornym maluchu mowa. Jest pierwszym kremowym różem, który wiernie towarzyszy mi od jakichś dwóch miesięcy. Świetnie sprawdza się i do maźnięcia policzków przed wyjściem i do pełnego, starannego makijażu.

Jego kremowa konsystencja, choć trochę tłusta, naprawdę fajnie współpracuje. Lekko się go rozprowadza, ten szybciutko wtapia się w skórę. Nie pozostawia plam. Daje naturalny, świeży i dziewczęcy efekt. Sprawdza się i bezpośrednio na krem, jak i na podkład.

Sztyft to bardzo wygodna forma. Do tej pory miałam kremowe róże, ale w pudełeczkach/słoiczkach i jakoś tak nie sprawdzały się u mnie. Chyba to, że muszę umazać całego palca (palcem najlepiej – wiadomo 😉 ), gąbeczkę czy inny pędzelek mnie trochę zniechęcało. Sztyft zdecydowanie robi robotę. I całkiem pożądny jest, skuwka nie spada, więc można wrzucić do torebki.

Kosztuje jakoś ponad 20 zł i moim zdaniem warty tej ceny. 🙂

 

Zobacz również:

OH! My Lips Matt Lip Kit Eveline Cosmetics – czy warto?

 

Pielęgnacyjny Mus-Fluid do ciała BB Sun Balance Farmona – jak działa?

W wakacyjnej serii kosmetyków Farmona – Sun Balance oprócz produktów z filtrami znalazł się Pielęgnacyjny Mus-Fluid do ciała. Bardzo zaciekawił mnie ten produkt. I gdy tylko wpadł w moje ręce, wylądował na nogach. Taka sytuacja!

BB do ciała tak zupełnie na szybko może wydawać się dość dziwnym produktem. Jednak gdy się nad nim bardziej zastanowimy, okazuje się, że można z jego pomocą rozwiązać wiele problemów – nie tylko tych związanych z opalenizną, albo raczej jej brakiem.

Pielęgnacyjny Mus-Fluid do ciała BB Sun Balance Farmona to taki lekki makijaż dla ciała. Jak każdy BB ma w sobie coś z kosmetyku pielęgnującego, jak i z kolorówki. Jego składnikami aktywnymi jest woda termalna, olej buriti i hydromanil. Sprawiają one, że skóra jest nawilżona i odżywiona. Miękka, gładka i przyjemna w dotyku. Ale to tylko jedna strona medalu. Druga to opalenizna, wyrównany koloryt, zamaskowane niedoskonałości. I serio to działa!

Kosmetyk ma konsystencję musu w sparyu. Nie zwiększa swojej objętości jak pianka, ale jednak trochę puszysta jest. Gładko i równomiernie rozprowadza się po ciele. Raczej ciężko zrobić nim jakieś zacieki czy plamy. Fajnie wtapia się w skórę i pozostawia taki naturalny, ale podkręcony jednak efekt opalenizny. Można nim zamaskować delikatne siniaki, przebijające kolorem niebieskawym żyłki czy pajączki – naprawdę się w tej roli sprawdza świetnie. I daje taki efekt lepszej, zdrowszej i ładniejszej skóry. Jak ktoś używa rajstop w sprayu, to z tego efektu tez będzie zadowolony.

Mnie ten produkt zaskoczył bardzo. I choć w życiu nie przypuszczałabym, że będę używać, używam i zadowolona jestem bardzo. 🙂

P.S. Komplement za ładne nogi dostałam pierwszego dnia aplikacji 😀

 

Zobacz również:

Na upały – odżywcza mgiełka zamiast balsamu

 

Ulubione kosmetyki do brwi Eyebrow Expert Delia Cosmetics

Ogólnie kosmetyki do brwi uwielbiam. Lubię dosłownie wszystko – kredki, cienie, pomady, tusze, żele i co tam jeszcze wymyślą. Jednego dnia maluję je mocniej, drugiego wyznaję zasadę „no makeup” i delikatnie je podkreślam. Wyobraźcie więc sobie moją minę, gdy trafiły do mnie wszystkie kosmetyki do brwi, jakie marka Delia Cosmetics posiada w swojej ofercie. Istny szał!

Nagle moja kosmetyczka stała się bogatsza o całą masę nowości, są nimi:
Korektor żelowy do brwi,
Maskara do brwi,
Paletka do brwi,
Pęseta do brwi,
Serum na wzrost rzęs i brwi,
Henna żelowa do brwi i rzęs,
Henna do brwi w kremie,
Henna tradycyjna,
Pomada do brwi.
I jak się zapewne domyślacie, jest kilka pozycji z tej długiej listy, które szczególnie przypadły mi do gustu.

Eyebrow expert Delia Cosmetics

Zacznę od produktu, który zaskoczył mnie najbardziej i jest to Pomada do brwi Delia Cosmetics. Jak to pomada, ma woskową konsystencję, a jej krycie uzależnione jest od tego z jaką intensywnością ją nakładamy. Dzięki temu możemy uzyskać efekt bardziej naturalny, jak i intensywny, mocny. I uwierzcie, że oba przy jej użyciu wyglądają super. Ja dodatkowo utrwalam ją maskarą, albo żelem i trzyma się bez problemu cały dzień. Również w upały. Jak już się ją na tych brwiach posadzi, to tak siedzi i siedzi, dopóki się jej nie pogoni demakijażem. Na dodatek bardzo przypadł mi do gustu odcień Dark Brow, który jest taką konkretną czekoladą i jakoś tak mi dobrze leży. Do aplikowania pomady na co dzień używam skośnego pędzelka Hakuro, ale ten, który był w zestawie (z jednej strony pędzelek skośny, z drugiej szczoteczka) też daje radę – jest sztywny, więc nie łamie się pod wpływem ciężkiego i kleistego kosmetyku, ale nie szoruje i nie podrażnia skóry.

Kolejna rzecz, którą możemy sobie wymalować całe brwi to Paletka do stylizacji brwi Delia Cosmetics. Paletka jest wykonana z całkiem przyzwoitego plastiku. W środku znajdują się dwa cienie – jasny i ciemny brąz oraz bezbarwny wosk. Do aplikacji – dwustronny pędzelek i uwaga (!) nawet lusterko się zmieściło. Cienie pudrowe, ale miękkie, przyjemne i z mniejszą przyczepnością, więc zdecydowanie ten wosk jest do aplikacji potrzebny, również dla uzyskania delikatnego efektu. Przyznać jednak trzeba, że w takim połączeniu paletka sprawdza się świetnie i bez zarzutów. Tutaj również można sobie stopniować efekt, dodając lub zmniejszając ilość cieni, które podtrzymuje fajnie rozprowadzający się wosk. Dzięki niemu możemy sobie łatwo zaznaczyć kontury czy w ogóle namalować kształt brwi. Też trwałe.

Kosmetyki do brwi Eyebrow expert Delia Cosmetics

Rzecz, bez której ogólnie nie wyobrażam sobie makijażu brwi jest tusz. Czasami używam go w pojedynkę, czasami dodaję do kredki, a jeszcze kiedy indziej utrwalam sobie cienie czy pomadę. Serio lubię mieć coś takiego w kosmetyczce. W przypadku Kremowej maskary do brwi Delia Cosmetics podoba mi się aplikator – mała szczoteczka, która pozwala na bardziej precyzyjną aplikację i trwałość. Kolor brązowy, którego używam na co dzień, jest w porządku. Jednak ja dodałabym do gamy ich trochę więcej. Maskara należy do tej grupy kosmetyków, które nie wysychają pod wpływem czasu. Stale jest tak samo mokra, nie zostawia więc grudek i nie skleja włosków. Pozostawia fajny, efekt podkręconych brwi, który można stopniować. Zawiera olej makadamia, sezamowy, kukurydziany, słonecznikowy i z oliwek, a także d-panthenol, więc nie tylko koloryzuje brwi, ale też je pielęgnuje.

Kremowa maskara do brwi Delia Cosmetics

Ostatnią rzeczą do podkręcania brwi, jaką chcę Wam dzisiaj zaprezentować jest Ekspresowa jednoskładnikowa henna do brwi. Dlaczego ulubieniec? Sprawa chyba jest prosta – i jednoskładnikowa i ekspresowa. Generalnie nic nie trzeba mieszać, nie trzeba się zastanawiać nad proporcjami, jak i mieszaniem kolorów – jest podany konkret i tego używasz, koniec kropka. A że ja i nigdy czasu nie mam i też trochę leniuszek (jak już mam te 5 minut), to bardzo polubiłam tą hennę. Efekt w zasadzie otrzymujemy nawet już po 5 minutach, a utrzymuje się on spokojnie ponad tydzień. Myślę więc, że fajna sprawa. Jedyna rzecz, jaką bym poprawiła to pędzelek, bo jednak mało precyzyjny jest ten aplikator.

Jednoskładnikowa ekspresowa henna do brwi

Serum na wzrost rzęs i brwi Delia Cosmetics zasługuje na uwagę głównie dlatego, że nie podrażniło moich oczu – a to się serio rzadko zdarza. Delikatna odżywka, która może jakichś spektakularnych efektów nie daje, ale włoski są i mocniejsze i w przypadku rzęs mam wrażenie, że nieco dłuższe. Bezbarwna i bezwonna. Zawiera innowacyjny kompleks wzmacniająco-odbudowujący Widelash i keratynę. Nakłada się ją aplikatorem zakończonym pędzelkiem, na linię powieki wzdłuż rzęs i na brwi. Można zarówno na noc, jak i na dzień pod makijaż.

Serum do rzęs i brwi Eyebrow Expert Delia Cosmetics

Pielęgnację zamkniemy wisienką – piękną, minimalistyczną Pęsetą Delia Cosmetics. Kompaktowa i precyzyjna jednocześnie. I te połączenie czerni ze złotym logo – ekstra! Ładna rzecz do kosmetyczki. 🙂

Choć zdecydowanie większą część produktów do brwi marki Delia Cosmetics już Wam przedstawiłam, to możliwe, że niedługo wrócę z czymś jeszcze. Póki co, zachęcam do zapoznania się z powyższymi, bo to dobre produkty, w naprawdę niskich cenach (najdroższa jest paletka – ok. 20 zł). Oferta marki jest naprawdę szeroka, więc myślę, że każdy znajdzie tam coś dla siebie. No chyba, że się kredki lubi, to wtedy się nie uda, poza tym – „hulaj duszo, piekła nie ma”. 🙂

Get The New Look by ShinyBox – maj 2018

Powiem tak, „prosto z mostu” – majowy ShinyBox Get The New Look zrobił robotę. I marki ciekawe, i produkty takie „inne”. Nawet coś z wyższej półki się znalazło! No i pudełka. Wróciły piękne pudełka, za którym wszystkie Shinies tak bardzo tęskniły. Edycję tą uważam więc za naprawdę atrakcyjną i udaną, ale w zasadzie podsumowania powinno się zostawiać na sam koniec. 😉 No to od początku…

Majowe pudełko wypełnione zostało kosmetykami do pielęgnacji ciała i twarzy, do demakijażu oraz makijażu. Największym zaskoczeniem jednak jest dla mnie flakon C-thru, bo do tej pory w pudełkach spotykałam się raczej z próbkami zapachów. Pozostałymi markami pudełka są: Mesauda Milano, Seacret, Golden Rose, Zielone Laboratorium i Nutka. Łącznie w pudełku znalazło się 5 produktów. Natomiast nie były to produkty stałe, aż w 3 przypadkach można było otrzymać wymienne. Za to wszystkie pełnowymiarowe!

Jak już wspomniałam największym zaskoczeniem jest dla mnie Perfumowany Dezodorant C-Thru, który na dodatek naprawdę fajnie pachnie. Lubię takie cięższe tony, także przypadł mi do gustu. Zapach – Cosmic Aura to oczywiście nowość. Opakowanie jednak dobrze pewnie Wam znane – szklany flakon o pojemności 75 ml. Kosztuje ok. 19 zł.

Kolejna bardzo fajna sprawa, to Chusteczki do demakijażu Seacret. O ile tego typu chusteczek używam raczej tylko w podróży, to jednak marka robi swoje. Na co dzień używam mięciutkiej rękawicy glov, więc chusteczki te nie są w porównaniu do niej najprzyjemniejszą rzeczą, jaką twarz myłam. Ale! Usuwają makijaż, łącznie z tuszem do rzęs czy matową pomadką. Ładnie pachną. Nie podrażniają, a nawet powiedziałabym, że zostawiają skórę nawilżoną i lekko natłuszczoną. Opakowanie, choć z pozoru takie „byle jakie”, jest bardzo fajnie zrobione. Etykietka do otwierania usztywniona, dobrze podklejona z każdej strony, więc chusteczki w ogóle nie tracą na swojej świeżości i jakości. Kosztują lekko ponad 100 zł.

ShinyBox Get The New Look

Mesauda Milano to marka, której do tej pory nie znałam. I z tego co mówi ShinyBox jest młoda i z Włoch. Wyróżniają się innowacyjnymi rozwiązaniami. W pudełku wymiennie pojawiła się konturówka i błyszczyk, choć ja jako ambasadorka ShinyBox dostałam oba produkty. Błyszczyków na co dzień nie używam, więc przyznam, że jakoś nie spieszyłam się z jego przetestowaniem. Ale tak na szybko – jak na błyszczyk ma dość intensywne krycie, nie skleja ust, nie jest problemowy przy zmywaniu. Konturówka z kolei miękka, dobrze się prowadząca i trzymająca. Pigmentacja też wygląda fajnie. Nie jestem tylko przekonana do tego koloru, ale możliwe, że jeszcze zmienię zdanie.

Rzeczy, które lubię w pudełkach najbardziej, to te związane z kąpielą. Dlatego Mus pod prysznic Nutka to w moim przypadku strzał w dziesiątkę. Gruszka i bergamotka (bo na taki zapach trafiłam), to bardzo fajne, świeże i typowo wakacyjne połączenie. Kosztuje ok. 9 zł. Oprócz musu w pudełku znalazła się również próbka emulsji do higieny intymnej.

Maseczka to kosmetyk, bez którego aktualnie ciężko sobie wyobrazić jakiekolwiek pudełko. 😛 Tym razem jest to bazująca na białej glince Maska Głęboko Oczyszczająca Zielone Laboratorium. Z chęcią ją przetestuje, coś czuje, że będzie moc.

I w zasadzie to już wszystko. Niby 5 produktów, a w moim przypadku 6, jak na Shnybox to niewiele. Trzeba jednak podkreślić jak fajne to kosmetyki są. Serio, dla mnie majowy zestaw to po prostu sztos. 🙂

Wiem, że pudełka Get The New Look są jeszcze dostępne, więc lećcie na zakupy do Shinybox. 🙂

OH! My Lips Matt Lip Kit Eveline Cosmetics – czy warto?

Mówi się, że moda przemija, ale matowych ust raczej to nie dotyczy. Ten efekt, chyba nigdy się nam nie znudzi. Dlatego też marki kosmetyczne tworząc takie pomadki, dążą do perfekcji i przedstawiają nam nowe kolory, formuły i opakowania. Z czym więc przychodzę do Was tym razem?

Ostatnio wpadł w moje ręce zestaw OH! My Lips Matt Lip Kit Eveline Cosmetics, składa się on z matowej pomadki płynnej i konturówki w dokładnie tym samym odcieniu. Samą pomadkę wyróżnia:
– formuła zawierająca witaminę E, która pielęgnuje usta,
– intensywne nasycenie koloru mikropigmentami i dobre krycie,
– wyprofilowany aplikator,
– kremowa konsystencja,
– szybko zastygająca formuła.

Przyznam szczerze, że malując usta po raz pierwszy trochę zaskoczył mnie ten wyprofilowany aplikator i nie byłam przekonana. Szybko jednak zmieniłam zdanie, bo to naprawdę fajna rzecz. Przydatna szczególnie wtedy, gdy się spieszymy i nie po drodze nam z konturówką. Pomaga szybko i precyzyjne obrysować kontur. Konsystencja mimo tego, że kremowa, szybko zastyga, więc pomadka się nie rozmazuje i nie wchodzi na zęby. Rzeczywiście wysoka pigmentacja sprawia, że odcień jest nasycony, pełny i zupełnie cienka warstwa zapewnia krycie. Kolor, który mam – 04 Sweet Lips, jak dla mnie jest idealny. Lekko różowy, zupełnie neutralny, naturalny i po prostu świetnie się w nim czuje. Pomadka na dłuższą metę może trochę usta wysuszać, ale przyznam, że miałam do czynienia w tej dziedzinie z lepszymi zawodnikami. 😉 Także komfort jej noszenia oceniam dość wysoko. Jeszcze jedna ważna rzecz, o której należy wspomnieć to trwałość. Jest niezła, serio. Pomadka spokojnie utrzymuje się kilka godzin. Nie odbija się i nie zostawia śladów. Napoje raczej na jej trwałość nie wpływają, a z jedzeniem jest jak jest, każdy wie.

OH My Lips Eveline Cosmetics

Zestaw OH! My Lips Eveline Cosmetics nie jest jedynym tego typu produktem, który wpadł w moje ręce. I choć wszystkie te zestawy są po prostu spolszczoną wersją pomadek Kylie Jenner, powiem Wam, ze moim zdaniem jakością od nich nie odbiegają. Mam w swojej „kolekcji” dwie sztuki KOKO i mimo tego, że bardzo je lubię, to nie uważam, żeby były najlepsze na świecie. Dlatego fajnie, że mamy na swoim podwórku produkty nie tylko dobre jakościowo, ale i bardzo fajne cenowo, tak jak właśnie zestaw OH! My Lips Eveline Cosmetics, za który zapłacimy ok. 25 zł.

Kredka do brwi – pojedynek MAC vs. Pierre Rene

Gdy zobaczyłam tą kredkę w szafie Pierre Rene podczas Meet Beauty Conference od razu pomyślałam o mojej ulubionej, tej z MACa i o tym, aby je ze sobą zestawić i sprawdzić czym się różnią. Bo jednak w cenie różnica jest spora – ok. 60 zł.

MAC – Veluxe Brow Liner oraz Pierre Rene Brow Liner z wyglądu są niemalże identyczne. Obie drewniane, w kolorze znajdującego się w środku odcienia, wykończone matem. Obie posiadają czarne skuwki, w tym że w MACu są one metalowe, a w Pierre Rene plastikowe. Z jednej strony kredka, z drugiej szczoteczka do brwi. Co do jej jakości, to już dawno nie pamietam tej z MACa, bo odpadła prawie że na samym początku użytkowania. Z kolei ta z Pierre Rene póki co wygląda stabilnie i wyczesać się nią też da.

Kredkę z MACa pokochałam za kolor, łatwość prowadzenia i trwałość. I przez długi czas towarzyszyło mi poczucie, że nie można lepiej. Nie jest to typ woskowej kredki, jest sucha i stosunkowo twarda, ale dobrze nasycona, więc ostatecznie wystarczy kilka machnięć i brwi zrobione. Dzięki temu można też stopniować efekt, w zależności od tego czy chcemy mieć mocne czy bardziej naturalne wykończenie. O ile temperuje się ładnie, nie łamie się, a drewno nie zadziera, to tak jak już wspomniałam, po szczoteczce zostało mi tylko puste miejsce. Trwała jest bardzo i to nawet bez żadnego dodatkowego zabezpieczenia (tusz, żel czy cokolwiek innego). Trzyma się zarówno skóry, jak i włosków calutki dzień, bez poprawiania, bez domalowywania.

Brow Liner Pierre Rene i MAC – Veluxe Brow Liner

Brow Liner Pierre Rene w zasadzie od powyższych nie odbiega. Jest super trwała – spokojnie cały dzień czy wieczór wytrzyma. Jest to pewnie też związane z jej suchą formułą, która nie ma jak się ulotnić czy spłynąć. Może i nie jest to kredka, która po brwiach wręcz „sunie”, ale naprawdę prowadzi się przyzwoicie i dobrze się nią pracuje. Ma nasycony kolor, który osiada na brwiach i wtapia się w skórę. Do tego ładnie i porządnie wygląda. Ładnie się temperuje, nie łamie się. No i ta cena! 21 zł za takiej jakości kredkę do brwi, to myślę bardzo fajny deal. Minusem Brow Linera z Pierre Rene może być mała gama kolorystyczna, aktualnie dostępne są tylko trzy odcienie – Brunette, Ginger Brow i Blond. W MACu jest ich aż 8. Więc jeśli ktoś ma mocno sprecyzowany, charakterystyczny odcień, to niestety może wśród kredek Pierre Rene nie odnaleźć swojego odpowiednika. Poza tym, myślę, że nie ma się do czego przyczepić.

 

Zobacz również:

Dwa szybkie sposoby na stylizację brwi

Bardzo przyzwoita kredka do brwi za 15 zł

 

5 kroków do brwi idealnych i Zestaw do ich stylizacji od Golden Rose

 

Nowości w mojej kosmetyczce czyli wszystko to, co wyniosłam z Meet Beauty

Ostatni miesiąc dla moich kosmetyczek i półek łazienkowych był naprawdę dobry. Wiele pojawiło się w nich nowości do pielęgnacji włosów, twarzy i ciała, do makijażu, a także do paznokci. Spora ich część wpadła w moje ręce podczas Meet Beauty Conference i była po prostu giftami od Partnerów wydarzenia, za które ślicznie im dziękuję! 🙂

W torbach znalazłam marki i produkty zupełnie mi nieznane, jak i te o których nie tylko już słyszałam, ale sama je przetestowałam.

O2SKIN to marka, z którą w zasadzie rozpoczęłam te dwa intensywne dni, jakimi była konferencja Meet Beauty. Jest to nowa marka kosmetyków do (póki co) pielęgnacji twarzy. Ich działanie oparte jest na tlenie, który przenika wgłąb skóry, nie tylko ją dotleniając, ale i transportując inne składniki aktywne. Innowacyjna technologia pozyskiwania tlenu i zamykania ich w pudełeczkach z innymi składnikami, sprawia, że marka na ten moment nie ma na polskim rynku konkurencji. Do testowania otrzymałam dwa kremy:
Tlenowy Krem – Żel na dzień zawierający 30% tlenu, kwas hialuronowy, aloe vera, ekstakt z chrząstnicy kędzierzawej.
Tlenowy Nawilżająco – Odżywczy Krem na noc zawierający 30% tlenu, alantoinę, ekstakt z rumianku i ekstrakt z owsa.
I okrzyknięte hitem – Skoncentrowane serum tlenowe zawierające 30% tlenu, kwas hialuronowy i kolagen. Serum zaczęłam już testować i „hit” nie jest tutaj ani trochę przesadą.

Kolejną bardzo ciekawą nowością jest marka Bartos i Odmładzający krem Apple Queen z komórkami macierzystymi z jabłoni domowej, kwasem hialuronowym, sokiem z aloesu, witaminą B5, B3, E, olejem arganowym, avocado, manoi oraz masłem waniliowym. Na jego temat pewnie napiszę więcej. Póki co testuję, oczarowana treściwą konsystencją, praktycznym opakowaniem i cudnym wyglądem.

Bio-Oil, to kolejna rzecz, za której testowanie się już wzięłam. Już teraz wiem, że jest to kontrowersyjna dla mnie pozycja. Jeśli chodzi o efekty – musze poczekać. Kosmetyk posiada jednak dwie wady – nie do końca pasuje mi jego zapach i opakowanie też nie należy do tych ergonomicznych. Możliwe, że gdy dobrze go poznam, napiszę więcej.

Markę Efektima znam od dawna, ich peelingów nie i z chęcią przetestuję. Nowością w asortymencie marki jest też Brązujący balsam Suntastic Natural Glow, który także wpadł w moje ręce i nie mogę się go doczekać.

Z paczki, którą przygotowała dla nas marka tołpa nie znam tylko Dermo face, sebio. Peeling 3 enzymy i na pewno za niedługo go wypróbuję. Pozostałe znajdziecie tutaj:
Dermo face, sebio. Maska czarny detox
Green oils, oczyszczanie. Żel micelarny do mycia twarzy i oczu

Pollena Eva – nowość totalna dla mnie. Enzymatyczny koncentrat peelingujący znajdziecie tutaj. Balsam pewnie niedługo przetestuję.


Natura SibericaFAROE ISLANDS Modelujący krem do ciała, na pierwszy rzut oka przyjemny. Fajnie nawilża, nie natłuszcza za bardzo, pozostawia delikatny film. Pachnie delikatnie, dla mnie brzoskwinią. 😀

Miniatury produktów Mustela zużyje oczywiście moje dziecko. Ja swoje 5 minut miałam podczas ciąży. Wtedy najbardziej pokochałam serum do biustu, choć olejek i balsam do ciała też były bardzo okej.

Maseczki w płachcie od Mediheal – nie miałam jeszcze z nimi do czynienia, ale zapowiadają się naprawdę fajnie:
Czarna Maska nawilążająco-wybielająca,
Maska-ampułka nawilżająco-wygładzająca,
Maska karnawałowa – dress code.

I już chyba ostatnia rzecz do pielęgnacji – Annabelle Minerals Wielofunkcyjny Olejek Stay Calm, poleciła mi go Karolina (weemini.pl) Dobry jest, to fakt. Póki co używałam do demakijażu, ale przetestuje też jako serum i olejek do ciała.
Od Annabelle Minerals otrzymałyśmy również cienie do powiek z nowej linii glinkowej, która charakteryzuje się matowym wykończeniem i gamą w stylu nude. U mnie – Cocoa Cup i Ice Tea.

So Chic to marka, którą kojarzę głównie z pudełek ShinyBox i z tego, że jest stosunkowo świeża. Przetestowałam już lakier – niestety ani „gel effect” to dla mnie nie jest, ani schnąć nie chce i do tego jeszcze odpryskuje po 24h. Także tego polecić nie mogę. Matowa pomadka płynna za to całkiem fajna – nasycony kolor, wygodny aplikator, dobra konsystencja. Minusem jest to, że nie do końca wysycha i może zostawiać ślady, ale ogólnie trzyma się ust dość długo. Fajnie, słodziutko pachnie i ma przyjemne dla oka opakowanie.

Kolorówkę zgarnęłam jeszcze ze stoiska Pierre Rene i Miyo. Kredka do brwi Pierre Rene wydała mi się łudząco podobna do tej z MACa, więc postanowiłam zabrać ją do domu i je ze sobą porównać. Niebawem coś o tym napiszę. Tusz Pierre Rene Silicone po prostu mi się spodobał (typowa sroka), ale póki co nie mam wyrobionego zdania. A pomadkę Miyo poleciły mi dziewczyny i rzeczywiście był to dobry wybór.
Oprócz kolorówki na warsztatach paznokciowych Piere Rene dostałam paczuszkę z ich produktami – blokiem polerskim, pilnikiem, lakierem hybrydowym, preparatem do skórek i dry topem. Jako, że całkiem niedawno rozpoczęłam swoją przygodę z hybrydami, wszystko baaaardzo mi się przyda. Dlatego z chęcią też przyjęłam gifty od Neess – ich nowość bazę Peel Off (opinie niestety do tej pory zbiera kiepskie, zobaczymy jak się u mnie sprawdzi), lakier hybrydowy z kolekcji Cleo, dwa rodzaje ozdób. Dodatkowo w torbie od Neess znalazłam szczotkę do makijażu czy pędzel owalny – jak wolicie. 🙂

Oprócz podarków z Meet Beauty, ostatnio zebrałam też nieco nowości z innych źródeł :D, także trochę tego jest. Dużo testowania, pisania i chyba niedługo także gadania? :> Więcej zdradzę następnym razem! 🙂

 

Zobacz również:

Meet Beauty Conference 2018

Podkład na wiosnę idealny Luxury Look LUMI&Healthy Delia Cosmetics

Na co dzień, a w zasadzie nawet i od święta raczej noszę lekki makijaż. Delikatnie podkreślone oko, zarysowane kości policzkowe i wyrównany koloryt cery. Lubię czuć, że jest lekko i że skóra oddycha. Dlatego często sięgam po kremy BB i CC oraz przyjemne, delikatne podkłady. I o ile koloryzującego kremu na wiosnę jeszcze nie znalazłam, to podkład trafił do mnie z okazji karnawału.

Podkład rozświetlający Lumi&Healthy z serii Luxury Look Delia Cosmetics, to nowość w portfolio marki. Dostępny jest w czterech odcieniach, z których 11 IVORY u mnie wygląda naprawdę dobrze. Bardzo delikatny i ładny odcień – sprawdzi się u bladziuchów. 🙂 Podkład zamknięty jest w szklanej butelce o pojemności 30 ml, zakończonej dozownikiem i plastikowym dozownikiem. Całość myślę prezentuje się bardzo ładnie i porządnie.

Płynny podkład rozświetlająco-nawilżający Luxury Look LUMI&Healthy Delia Cosmetics

Podkład oprócz koloru oraz pigmentów rozświetlających zawiera również witaminę PP i ekstrakt z baobabu. A co warto jeszcze wspomnieć, wolny jest od parabenów i oleju parafinowego. Dedykowany do cery suchej, normalnej i mieszanej.

Jak dla mnie podkład ten jest czymś nowym, fajnym, wartym polecenia i sprawdzenia. Jego kremowa, nawilżająca konsystencja, sprawia, że cera świetnie radzi sobie w tym trudnym okresie przejściowym (między zimą, a wiosną). Podkład nie wysusza, ani nie podrażnia. Dobrze się rozprowadza, nie pozostawiając żadnych smug czy plam. Przykrywa to co trzeba, wyrównuje koloryt i delikatnie rozświetla. Pomaga w utrzymaniu zdrowej, nawilżonej i świeżej cery przez cały dzień. Kosmetyk nie przyczynia się do zatykania porów, ale do wygładzania już tak. A jego drobinki rozświetlające działają subtelnie, bez efektu tłustej czy świecącej się skóry. Nosi się go naprawdę bardzo przyjemnie i lekko, przez cały dzień. Jest kosmetykiem, który dobrze przyjmuje kolejne warstwy i z nimi współpracuje. Na twarzy dodatkowo pozostawia ładny, kojarzący się z wiosną zapach.

Dostępny jest między innymi w sklepie internetowym marki, w cenie ok. 23 zł.

Love by ShinyBox

LOVE po prostu. Właśnie tak nazywa się lutowa – walentynkowa edycja ShinyBox. Czy okazała się tą, w której można było się zakochać? Sprawdźmy!

W moim pudełku łącznie znalazło się 9 produktów, 2 próbki oraz kupony rabatowe (Dr. Barbara, Smart Girls Get More oraz Perfect Body Center), więc chyba zgarnęłam wszystko, co się dało. Całość prezentuje się całkiem przyzwoicie. Głównie pielęgnacja, z makijażowym akcentem.

Bardzo ucieszyłam się na widok marki tołpa. Do tej pory jakoś w pudełkach jej nie widziałam, a szczerze lubię te kosmetyki. Na dodatek maseczka idealna dla mnie, bo na naczynka. tołpa:* green, naczynka, Regenerująca maska na naczynka, to zestaw dwóch saszetek o pojemności 6 ml. Maseczka redukuje zaczerwienienia, łagodzi podrażnienia i odżywia. Wzmacnia naczynka i chroni je przed szkodliwymi czynnikami zewnętrznymi. Kosztuje ok. 6 zł. Mam też dla Was kod rabatowy na zakupy w sklepie internetowym marki, wystarczy wpisać: shinybox2018, a -20% zostanie uwzględnione przy podliczaniu koszyka.

Kolejna miła niespodzianka, to także maseczka. Tym razem w płachcie. Maseczka Kolagenowa Malinowa Purederm z pewnością będzie nawilżająco-odżywiającą petardą. Maskę należy aplikować na 15-20 minut, a pozostałości wklepać w skórę. Efekt jakiego możemy się spodziewać to miękka, świeża i odżywiona cera. O maskach Purederm ogólnie pisałam całkiem niedawno, o tutaj: Azjatycki HIT – maseczki w płachcie Purederm i Conny.
Maska kosztuje ok. 5 zł.

Love by ShinyBox

Z Floslek chyba lepiej trafić nie mogłam. Wymiennie w pudełku znajduje się 7 produktów, a mi przypadła Wzmacniająca maska do włosów słabych ELESTABion W, z tendencją do wypadania. Idealnie! Aktualnie tracę włosów więcej niż kiedykolwiek, więc bardzo się przyda. Maska zawiera kompleks zapobiegający wypadaniu włosów, kompleks 7 olejów, fucogel, płynny jedwab oraz olej morelowy. Składniki te dbają o zatowarowanie włosów i cebulek we wszystko co najlepsze – w kwasy, witaminy, proteiny. Wyniki badań wyglądają imponująco, więc mam nadzieję, że coś z tego będzie. Opakowanie to tubka o pojemności 200 ml, która kosztuje ok. 25 zł.

Love by ShinyBox

Kosmetyk, którego na karcie produktów nie widzę, a w sumie bardzo mnie zaciekawił, to Puder Brązujący Duo do twarzy i ciała Smart Girls Get More. Możliwe, że znalazł się on tylko w ambasadorskich pudełkach. Jest to połączenie odcienia matowego z perłowym. Ma fajne, duże opakowanie – takie lubię najbardziej, można jeździć po nim pędzlem bez opamiętania :D, i lekki, przyjemny zapach. Myślę, że świetnie będzie sprawdzał się zarówno do makijażu dziennego, jak i tego „nocnego”. Z kolei produktem, który na karcie jest, a jakoś szału u mnie nie zrobił, to Matowa pomadka w płynie – Clolour Rich Super Matt też Smart Girls Get More. Zachwycona nie jestem nie dlatego, że sama pomadka kiepska, tylko ostatnio były podobne produkty, w zbliżonej kolorystyce, więc jakoś mnie tym razem nie porwało. Ale przyznać muszę, że opakowanie bardzo ładne. 🙂 Pomadka kosztuje ok. 16 zł.

Ostatnim pełnowymiarowym kosmetykiem jest Ochronny krem do rąk 2 w 1 CleanHands. Jako, że u mnie każda torebka ma swój krem, trochę napoczętych już mam. A ten będzie musiał poczekać na swoją kolej. Z opisu wydaje się być fajny, tylko jakoś nie do końca do mnie opakowanie przemawia. No ale jak to mówi przysłowie – nie szata graficzna zdobi kosmetyk. 😉 Tubka 75 ml kosztuje ok. 7 zł.

Love by ShinyBox

Na „deser” suplement diety Olimp Fast dla kobiet dążących do redukcji wagi. No mi osobiście ogólnie suplementy średnio podchodzą, a na tracenie wagi nie jestem zorientowana ani trochę, także tego. Kosztuje ok. 60 zł, więc całkiem sporo. Pewnie komuś podaruję.

Woda micelarna Kueshi w pudełku znalazła się w wersji travel size – 100 ml i dostały ją tylko wierne Shinies. Tego nigdy za wiele, szczególnie w małych opakowaniach i do każdego rodzaju cery, więc fajnie.

Love by ShinyBox

Kolejne mini produkty dodała do pudełka marka I want – tonik i emulsja nawilżająca do twarzy, to fajny duet na podróż. Oraz Bergamo próbka kremu do twarzy i serum ze śluzem ślimaka.

I tym sposobem dotarłyśmy do końca. Wraz z pudełkiem Shinybox Love dotarło do mnie jubileuszowe pudełko Schwarzkopf, którego zawartość pokażę Wam już niedługo. 🙂 Po Love, jak i inne pudełka zapraszam Was na stronę Shinybox.pl, gdzie często są naprawdę dobre promocje. 🙂

Zobacz poprzednie edycje Shinybox:

Winter Wonderland by ShinyBox

Magic Happens by ShinyBox

Love Beauty Fashion by ShinyBox

 

Sztuczne rzęsy z fibry Mystik Warsaw

Sztuczne rzęsy z fibry to rzecz, która zupełnie mnie zaskoczyła. A że uważam je za fajne rozwiązanie, dzisiaj ich prezentacja.

Rzęsy z fibry pojawiły się ostatnio w ofercie Mystik Warsaw czyli jednej z marek sieci drogerii Kontigo. Jest to ciekawe i innowacyjne rozwiązanie gwarantujące maksymalną objętość.

Jak wyglądają i czym właściwie te Sztuczne rzęsy z fibry są? Są to delikatne, zupełnie suche, piórka fibry zamknięte w buteleczce przypominającej tusz do rzęs. Nakłada się je za pomocą podłużnego, prostego aplikatora. 🙂

Sztuczne rzęsy Mystik Warsaw działają w połączeniu z maskarą. A ich aplikacja odbywa się w następujący sposób:
1. Tuszujesz rzęsy odpowiednią dla siebie ilością warstw.
2. Nie czekasz aż tusz zastygnie, od razu sięgasz po Sztuczne rzęsy z fibry.
3. Nakładasz sztuczne rzęsy z fibry Mystik Warsaw.
4. Gdy osiągniesz odpowiedni efekt pogrubienia i objętości, utrwalasz go maskarą.

Rzęsy te są więc bardzo proste w obsłudze. Ważne jednak, aby dobrać do nich odpowiedni tusz. O ile na co dzień wolę już taki lekko podeschnięty, to w tym przypadku, potrzebny jest mokry. Włoski z fibry muszą mieć się do czego przyczepić. Są bardzo lekkie, więc łatwo osiadają na rzęsach. Jeśli jednak efekt ma być zadowalający i trwały, to rzęsy muszą być wilgotne. Do aplikacji można użyć dowolnego tuszu, choć oczywiście marka poleca do tego swoje maskary. Aby rzęsy się nie osypywały trzeba je dobrze na koniec zabezpieczyć.

Z pomocą Sztucznych rzęs z fibry Mystik Warsaw można osiągnąć naprawdę imponujące efekty. Optycznie rzęs jest więcej, są grubsze i dłuższe. I o ile u wielu z Was efekt będzie bardziej spektakularny (mam bardzo krótkie rzęsy :), to ja jestem szczerze zadowolona.

Rzęsy zmywa się razem z makijażem. Nie wymagają jakiejś specjalnej metody czy kosmetyku. Usuwa się je bez żadnych problemów czy podrażnień.

Myślę, że to świetne rozwiązanie dla osób, których rzęsy nie są jakoś wyjątkowo bogate, a metody takie jak przedłużanie nie leżą w sferze zainteresowań.