Nocna maseczka do ust? PRRETI Honey&Berry Lip Sleeping Mask

Mimo trwającego szału maseczkowego, maski do ust nie doganiają swoją popularnością chociażby płatków pod oczy. I chyba nadal są spostrzegane jako kosmetyczna „egzotyka”, ale czy nie warto byłoby się z nimi poznać bliżej, a czasami nawet zaprzyjaźnić?

Ostatnio w moje ręce trafiła koreańska maseczka do ust PRRETI Honey&Berry Lip Sleeping Mask, która zaskoczyła mnie i zaciekawiła jednocześnie. Maseczka ta przeznaczona jest do nocnych zabiegów. Zawiera miód oraz ekstrakt z jagód.  Regeneruje, nawilża i wygładza.

Konsystencją przypomina dawne formuły błyszczyków – konkretna, dosyć ciężka, klejąca się. Sama używałam ich, tych błyszczyków, w takiej formie (wyciskanej tubki) pewnie jakoś w gimnazjum. 😉 Przyznam więc zupełnie szczerze, że nie oczekiwałam po tej maseczce zbyt wiele. No bo co mi może pomóc jakiś tam błyszczyk? I się trochę zdziwiłam, a raczej – miło zaskoczyłam.

Kosmetyk wchłania się przez całą noc i rano już raczej na ustach go nie znajdziemy. O ile oczywiście zastosujemy się do wskazówki z opakowania i położymy CIENKĄ warstwę.

Maseczka do ust PRETTI i Peeling do ust HaniaBEAUTY
Maseczka do ust PRRETI i Peeling do ust HaniaBEAUTY

A efekty jakie? Ostatecznie okazało się, że maseczka super nawilża usta. Rano są mięciutkie, gładkie i pełne. Nie dręczą mnie żadne przesuszenia, podrażnienia czy zadzierające się skórki. Nawet podczas przyziębienia (gdzie co chwile je pocierałam) czy przy niskich temperaturach, usta były w super kondycji. I oprócz tej maseczki, w ciągu dnia nie używałam już żadnych pomadek pielęgnacyjnych. Nocna regeneracja okazała się zupełnie wystarczająca. Ale nie byłabym do końca szczera nie wspominając o tym, że przed jej nałożeniem wykonuję peeling ust (ja używam Peelingów do ust Hania Beauty – są dostępne w sklep.hania.com.pl), aby składniki aktywne mogły zadziałać jeszcze lepiej.

Uwaga! Jeśli należysz do osób w nocy się kręcących i ogólnie nie kontrolujesz się przez sen :D, to maseczka może być trochę problematyczna (ze względu na swoją lepką konsystencję). I poza tym jednym „ale”, szczerze ją polecam, bo u mnie sprawdza się rewelacyjnie. 🙂

Koreańska maseczka do ust PRRETI Honey&Berry Lip Sleeping Mask kosztuje ok. 20 zł i dostępna jest w mojaazja.eu oraz Drogeriach Natura czy Hebe.

The Power Of Beauty by ShinyBox – listopad 2018

Powiem tak. Jak zobaczyłam listopadową edycję ShinyBox na Instagramie, to mnie trochę „zgięło”. Tyle zobaczyłam produktów. Tyle rzeczy, których jeszcze nie znam. Tyle kosmetyków, które chętnie bym przetestowała… Z solidnym opóźnieniem (i z Shinybox wyszło później i Poczta się nie spieszyła z doręczeniem),  dostałam i ja swoje pudełko The Power Of Beauty wraz z dodatkami ambasadorskimi, które również Wam zaprezentuje.

Każde pudełko w wersji standardowej zawierało 7 produktów i 5 upominków. Markami listopada są: Delia Cosmtics, Selfie Project, BioOleo, Naturativ, Masami, Oh!Beauty Warsaw, Singularis, Moya Matcha, LiqPharm, Obssesive, Kontigo, Trico Botanica, Hegron, Uroda Polska, Hemp Care, One & Only Cosmetics. A zebrało się ich tyle, bo dużo w tym miesiącu marek wymiennych było.

Tym razem zaprezentuję pudełku w kolejności jaka jest w karcie produktów. A tak, żeby porządek tu był. 😉

Zawartość Shinybox Listopad 2018 – The Power Of Beauty

Delia Cosmetics. Produkty wymienne. Korektor pod oczy żółty – rozświetlający lub Korektor do twarzy zielony – korygujący zaczerwienienia. U mnie to drugie. I fajnie. Mam dosyć wrażliwą skórę, naczynkową, więc przyda się i z chęcią sobie przetestuję. Korektor niweluje kolor czerwony i różowy. Można stosować go punktowo, jak i na całą twarz. Podoba mnie się to!Zwłaszcza, że to dobry okres pogodowy na takie produkty. Kosztuje ok. 13 zł

Delia Cosmetics – Cień do powiek. Mój niestety rozsypał się w transporcie. Ale chociaż swatcha Wam pokażę. Kolorek numer 09. Cena ok. 9 zł.

Swatch Delia Cosmetics Eyeshadow 09

Selfie Project – Płyn micelarny. Markę ogólnie kojarzę, ale jakoś do tej pory nic nie używałam. Chyba dlatego, że z nastolatkami mi się kojarzy, a ja już dawno ną nie jestem. 😉 ;( Usuwa makijaż, oczyszcza, matuje i łagodzi – takie obietnice ze strony producenta. Sprawdzimy. cena ok. 15 zł

BioOleo Kwas Hialuronowy. Kwasowi zawsze mówię tak. Uwielbiam stosować go i w pojedynkę i z innymi kosmetykami. Niezwykłe właściwości kwasu hialuronowego, jak i jego forma sprawiają, że chcę mieć go wszędzie. Na jego podstawie można stworzyć własne, świetne receptury, ale też dodawać go praktycznie do wszystkiego można. I choć ostatnio był kwas, to taki zapas przyjmuję z ogromną przyjemnością. 🙂 Cena ok. 60 zł / 30 ml.

Delia Cosmetics Zielony Korektor do twarzy i Bi0Oleo Kwas Hailuronowy

Naturativ Otulające masło do ciała to miniatura, ale bardzo przyjemna. Powiem Wam, że jego zapach mnie powalił. Jest tak nieoczywisty, złożony i cudny, że przepadłam. Bardzo fajnie się wchłania, a skóra jest milutka i mięciutka. 250 ml kosztuje ok. 75 zł.

Naturativ – masło do ciała.

Selfie Project Krem CC. Dedykowany do cery młodej z niedoskonałościami, ale i tak go sprawdzę. 😀 Rozwiązania takie jak BB, CC czy nawet DD po prostu lubię, bo na co dzień są dla mnie idealne. Lekkie, szybkie, naturalne. Krem ten maskuje niewielkie nierówności i niedoskonałości. Wygładza i co mnie ciekawi najbardziej (:D) – „zapewnia efekt Glamour”. Kosztuje ok. 17 zł.

Kolejna pozycja to skomplikowana sprawa, bo aż 11 wymienny produktów. W swoim pudełku znalazłam trzy z nich:
Hegron Gel Spray Extra Volume z ekstraktem z bambusa, który podobno nie obciąża i odbija już od nasady. Pomaga w stylizacji i super utrwala. Produkt profesjonalny (fajnie!). Kosztuje ok. 13 zł.
Trico Botanica Szampon do włosów Oczyszczanie i Relaks. Idealny dla delikatnej skóry głowy. Nigdy nie używałam kosmetyków tej marki, także z chęcią przetestuję. Szampon kosztuje ok. 40 zł.
One & Only Cosmetics Black Mask Detox Ritual – głeboko oczyszczająca maska typu peel-of, to właśnie to czego w moich zapasach brakuje. Z chęcią sobie przetestuję i cieszę się, że ją otrzymałam. Kosztuje ok. 5 zł.

Trico Botanica i

I teraz produkty oznaczone na karcie jako UPOMINKI:
Masamipróbki higienicznych produktów wykonanych z organicznej bawełny. Coś tam już od nich używałam, ale z chęcią poznam pozostałe produkty,
Oh!Beauty Warsaw – dostałam pudełko już po wydarzeniu,
Singularis Calcium Citro Max. Całe opakowanie – super. Przyda się. 🙂 Cena: ok. 3 zł
Moya Matcha – herbata w saszetce. Fajnie. Matcha to super zdrowa i jednocześnie super specyficzna herbata, ale warto ja poznać. 🙂 Cena ok. 3 zł
LiqPharm Serum wygładzające na noc – peeling, próbka.

Zawartość Shinybox Listopad 2018 – The Power Of Beauty

I na koniec moje ambasadorskie dodatki. 🙂 Równie fajne co i całe pudełko. Uwaga!

Dushka Żel pod prysznic bananowo-truskawkowe smoothie. Markę tę widziałam na Instagramie. Taki fajny, kolorowy i wesoły wizerunek ma. Bardo jestem ciekawa tego żelu, tylko szkoda mi go otwierać i niszczyć te wszystkie detale na opakowaniu (metki, karteczki, tasiemki) i te piękne truskawkowo-bananowe piętra. Takie to wszystko cudne! Ostatecznie pewnie się przełamię. 😉 Kosztuje ok. 17 zł.

Synchroline – Serum Synchrovit C. Dobry czas na witaminę C. Z marką też styczności za bardzo nie miałam (oprócz próbek), więc zobaczymy czy się polubimy. Cena: ok. 30 zł.

Śnieżny Lotos – Ziołowe wkładki higieniczne. Przyznam, że bardzo mnie zaciekawiły, bo to takie jednocześnie wkładki higieniczne i profilaktyczno-lecznicze. Fajna sprawa. Tylko cena póki co wydaje mi się zabójcza – ok. 15 zł za 2 sztuki. Możliwe, że po przetestowaniu uznam, że są jej warte, jednak na ten moment wydaje mi się być bardzo wysoka.

Singularis – witamina D. O ile suplementy diety nie są moimi ulubionymi produktami w pudełkach (zazwyczaj są to produkty wspierające odchudzanie), to witaminy mnie cieszą, bo po ciąży i karmieniu piersią mam ich spore niedobory. 😛 Na dodatek trafiła mi się witamina D – bajka po prostu. I co warto zauważyć – bardzo ładne jest to opakowanie, takie reprezentatywne. Myślę więc że witaminki z tej serii mogłyby być fajnym dodatkiem do prezentu dla Mamy, Babci czy innej osoby, o której zdrowie dbacie. 🙂

Shinybox dodatki ambasadorskie
Shinybox dodatki ambasadorskie

I tym trochę świątecznym komentarzem dotarłyśmy do końca. Duuuużo tego było co? O.O Ja jestem pod ogromnym wrażeniem i samej ilości produktów, jak i ich samych. Cała paka nowości kosmetycznych, które jak naprawdę mało kiedy tak idealnie wpisują się w mój gust i zapotrzebowanie. Myślę, że i Wam się podoba zawartość tego boxa, dlatego zostawiam Wam link do sklepu shinybox, gdzie zestawy są jeszcze dostępne.

Zobacz również:

Think Pink by ShinyBox

Beauty&Shape czyli extrabox ShinyBox

Coś Pięknego by ShinyBox

 

Co mogę powiedzieć o D’Alchemy? | Nawilżający tonik do twarzy i Przeciwstarzeniowy krem do cery suchej i wrażliwej

Zupełnie szczerze – sama jestem zaskoczona jaką opinię wyrobiłam sobie o kosmetykach marki D’Alchemy, więc jedyne co mi zostaje, to podzielenie się nią z Wami. 🙂 Nie są to produkty tanie, ale przyznam, że cudów też się po nich nie spodziewałam. Jednocześnie wiadomo, że im wyższa cena, tym większe są nasze oczekiwania względem danego produktu, a to akurat uważam za jak najbardziej słuszne. A jak ta zasada, ma się w przypadku marki D’Alchemy? Zaraz się przekonacie.

Może na wstępnie opowiem Wam trochę o samej marce, która jest stosunkowo nową. Kosmetyki D’Alchemy nastawione są głównie na pielęgnację cery i skóry dojrzałej, choć to, że masz 25 lat nie wyklucza Cię z grona jej odbiorców. Sama od lat używam kosmetyków anty-aging, bo jednak wolę zapobiegać niż później leczyć. Może i z tego powodu efekty widoczne gołym okiem nie są aż tak spektakularne jak u 50+. Jednak wiem i czuję, że robię nimi mojej skórze dobrze. Ale wracając do D’Alchemy – portfolio produktów aktualnie nie jest jakoś szczególnie szerokie, jednak na tyle bogate, aby zaspokoić potrzeby osób posiadających cerę bardzo wrażliwą, suchą, dojrzałą, tłustą czy problemy takie jak przebarwienia, plamki, głębokie linie i zmarszczki. Oprócz produktów do pielęgnacji twarzy znajdziemy też balsamy do ciała oraz krem do rąk. Tyle jeśli o ofertę chodzi.

Kolejną myślę dość istotną sprawą, bo wyróżniającą markę jest fakt, że mają fantastyczne, bogate składy. W recepturach występują składniki naturalne, uprawiane w sposób ekologiczny lub dziko rosnące na ekologicznych terenach (ta dzikość podoba mi się najbardziej!), a hydrolaty roślinne występują w nich w zamian za zwykłą wodę! Podczas obróbki i przetwarzania składników kładziony jest szczególny nacisk na zachowanie wszystkich najcenniejszych właściwości (pewnie dlatego też marka nie ma obaw przed poddawaniem swoich produktów badaniom biowitalności :), więc formuły są opracowywane nie tylko na podstawie właściwości, ale też możliwości technologicznych. Dodatkowo D’Alchemy bardzo dużo czerpie z aromaterapii, co niewątpliwie da się wyczuć przy spotkaniu z ich kosmetykami. Wiele jest w nich olejków eterycznych, które mają działać leczniczo, a przy okazji tworzą piękne bukiety zapachowe. Ale to nie koniec! Czy wiecie, ze nawet kolor szkła w opakowaniach został przemyślany i ostatecznie ma ogromny wpływ na zawartość? Chroni ją między innymi przed utratą świeżości.
Jestem pod wrażeniem.
I choć wszystko o czym wspomniałam może wydawać się mało namacalne, to uwierzcie mi, w tych kosmetykach to po prostu czuć.

Kosmetyki D’Alchemy

Przechodząc do meritum i opisu kosmetyków, które mam i używam już od jakiegoś czasu, na moje ręce trafiły dwie sztuki:
Nawilżający tonik do twarzy – Hydrating Dew Toner
Przeciwstarzeniowy krem do cery suchej i wrażliwej – Loss Of Elasticity Skin Renewer.
Które używałam w duecie.

Nawilżający tonik do twarzy Hydrating Dew Toner D’Alchemy, to wbrew pozorom bardzo skomplikowany produkt, w pozytywnym tego słowa znaczeniu. Oprócz hydrolatu z róży damasceńskiej, na której bazie ogólnie powstał, zawiera ekstrakt z róży francuskiej, wyciąg z alg, lakton kwasu glukonowego oraz olejki eteryczne z róży damasceńskiej i grapefruitowy. Jednak w konsystencji czy wchłanianiu się tego nie odczuwa. Nie jest ciężki. Atomizer tworzy z niego lekką mgiełkę, która potrzebuje chwili aby wchłonąć w skórę.Przywraca jej odpowiednie pH i nawilża. Po jego użyciu nie występuje uczucie ściągnięcia czy podrażnienia. Nie lepi też i nie tłuści. Jest zupełnie neutralny, dzięki czemu, możemy działać w temacie pielęgnacji dalej. Za sprawą olejków eterycznych, o których wspomniałam wcześniej fajnie pachnie – z jednej strony otula, z drugiej daje takiego energetycznego kopa, dlatego jako poranna mgiełka na pobudkę sprawdza się rewelacyjnie.

Kosmetyki D’Alchemy

Przeciwstarzeniowy krem do cery suchej i wrażliwej Loss Of Elasticity Skin Renewer D’Alchemy, to bogata formuła. Jej stosowanie zapewnić ma większą elastyczność i jędrność skóry. Spłycenie zmarszczek i usunięcie nierówności. Nawodnienie i zabezpieczenie przed utratą wody. Krem zawiera w sobie hydrolaty, wyciągi, ekstrakty, masła, oleje i olejki eteryczne. Jest tego cała masa! Kompozycję zapachową tworzy róża, drzewo sandałowe, rozmaryn, mandarynka, lawenda i goździk. I pachnie to naprawdę fajnie. Trochę świeżo, trochę korzennie, inaczej. Konsystencja tego kremu jest taka konkretna, gęsta, stała. Natomiast sprawnie się rozprowadza i dobrze wchłania. Pozostawiając po sobie ślad w postaci przyjemnej w dotyku skóry i pięknego zapachu. Krem nie tłuści, nadaje się więc i pod makijaż. Nie wpływa źle na jego jakość czy trwałość. Wręcz przeciwnie, dobrze nawilżona i odżywiona skóra, wygląda po prostu o wiele lepiej. W dłuższej perspektywie nie musimy maskować niedoskonałości, przebarwień, czy przejmować się widocznością wgłębień. I makijażu jest mniej i skóra wygląda o wiele młodziej i zdrowiej.

Tak jak wcześniej wspominałam kosmetyków tych używałam razem i już po kilku dniach miałam wrażenie, że skórę mi podmienili. Była tak inna, tak przyjemna w dotyku, tak gładka i równa. Miękka, ale też elastyczna i jędrna. Wydawała się być tak szczęśliwa i dopieszczona, że i mi się od razu humor poprawiał jak jej dotykałam. 🙂 W tym ciężkim okresie pogodowym, duet ten dał i odżywienie, i ochronę, i ukojenie. Nie miałam ani chwili przesuszonej czy podrażnionej cery. Nie występowały też żadne zaczerwieniania czy niedoskonałości. A cera wydaje się być o jakieś 10 lat młodsza.

Kosmetyki D’Alchemy

Oprócz kosmetyków, które sprawdzają się świetnie. Marka kusi również samą prezentacją produktów, ich szatą graficzną (niezwykle minimalistyczną i estetyczną) czy sposobem pakowania. Kosmetyki dotarły do mnie spakowane w porządne pudełko/szufladkę, owinięte czarną bibułką i przewiązane wstążeczką. Do tego bileciki, ulotki. Wszystko spójne, cieszące oko.

Czy jest więc to po prostu kolejna marka kosmetyków naturalnych? Na pewno nie i wiele rzeczy ją wyróżnia, ale mam jednak pewne zastrzeżenia. 🙂 Przede wszystkim opakowania słoiczkowe, które moim zdaniem mogłyby zostać zamienione na bardziej szczelne. Słoiki to najpopularniejsze opakowanie dla kremu, ale chyba też najmniej higieniczne. Myślę, że fajnym rozwiązaniem byłyby pompki albo opakowania typu airless. To po pierwsze, a po drugie – ceny, które są bardzo wysokie. I mimo miłości jaką aktualnie kosmetyki te darzę, chciałabym płacić za nie mniej. Poza tym więcej zażaleń nie mam.

Dziękuję za uwagę! 🙂

Kosmetyki D’Alchemy

Zawartość Mystery Bag Makeup Revolution

Mystery Bags czyli tajemnicze torby dorzucane do zakupów, to bardzo fajna forma promocji. Choć w Polce nie jest to jakiś standard, to przy zakupie zagranicznych marek, w jakiś większych, multibrandowych sklepach może się zdarzyć. I nie chodzi tutaj o pakiet próbek i ulotek, a naprawdę spore paczki pełnowartościowych produktów.

Ostatnio na iperfumy natrafiłam na akcję z MakeUp Revolution. Mystery Bag (jak informowano na stronie) o wartości 167 zł, była dorzucana do zamówień produktów tej marki na kwotę co najmniej 116 zł. Strasznie byłam ciekawa tego, co przyjdzie, bo pewnie tak jak i wiele z Was – uwielbiam niespodzianki! 😀

Co znalazłam z MYSTERY BAG MakeUp Revolution?
3 x Lakier do paznokci FREEDOM (numerki:453, 403, 451) – dwa perłowe, jeden bardziej taki matowy. Cena za szt.: ok. 5 zł.
Salvation Velvet Lip Lacquer Makeup Revolution i to jest po prostu pomadka płynna w kolorze różowym. Cena: ok. 15 zł.
Czerwona pomadka Makeup Revolution w klasycznej formie (sztyft) i w super klasycznym, pięknym kolorze. Cena ok. 5 zł
Ultra Cream Contour Palette Makeup Revolution – paleta do konturowania na mokro, która zawiera 8 odcieni bronzerów, rozświetlaczy i korektorów. Cena: ok. 30 zł.
Pro Artist Pad – Studio To Go Freedom – Ogromna paleta 32 cieni, bronzera, różu i rozświtlacza. Opakowana na wzór ipada. Zawiera lusterko i elastyczne opakowanie, dzięki któremu możemy je postawić i malować się, w każdych warunkach. Cena: ok. 50 zł

Zawartość Mystery Bag MakeUp Revolution w porządku, choć co do jej wartości zastrzeżenia mam. Jak sobie zerkniecie na ceny i szybko zliczycie w głowie, to nijak nie wychodzi z tego kwota prawie 170 zł. Jest tu coś lekko ponad 100 zł, także takie małe przekłamanie. Bo jak się okazało, w moim zestawie niczego nie brakowało a wartość 167 zł – jest tylko orientacyjna. 😉 Także taki minus całej akcji. Mimo tego, że nie wszystko trafia w mój gust i potrzeb (więc pewnie się tym podzielę), to dostać tyle w prezencie, to bardzo fajna sprawa! 🙂 Do tej pory z MakeUp Revolution nie miałam nic wspólnego, a już mnie mają! 🙂

Olej konopny w kremie do cery suchej Efektima

Pamiętacie jak jakiś czas temu opisywałam Wam nowość marki Efektima – Olejek konopny? Dzisiaj przychodzę do Was z kolejnym produktem z tej rozrastającej się linii, choć w przeciwieństwie do swojego poprzednika nie jest on tak uniwersalny, a przeznaczony jest do pielęgnacji cery.

Krem do twarzy z olejem konopnym posiadam w wersji dla cery suchej. Wybrałam ją dlatego, że nie ma w tej serii kremu do cery normalnej i ta opcja wydawała mi się jakaś taka najbliższa.

Dla tych, którzy o oleju konopnym nie wiedzą nic, dodam tylko w jednym zdaniu (bo nie chcę się powtarzać i nudzić innych :), że jest to suchy olej, który działa regenerująco, antyoksydacyjnie i przeciwzapalnie; sprawdza się w pielęgnacji całego ciała oraz włosów. I wbrew pozorom – jest w 100% legalny. 🙂 Jest to główny składnik aktywny tego kosmetyku. A ma on za zadanie przywrócić cerze odpowiednie nawilżenie, zatrzymać w skórze wilgoć i chronić ją. Poprawiając przy tym elastyczność skóry. Dodatkowo krem jest „przystosowany” do wrażliwców, a wszelkie podrażnienia łagodzi. Można stosować go zarówno na dzień jak i na noc.

Efektima – krem z olejek konopnym do cery suchej

I tak też go używałam – rano i wieczorem. Choć przyznam, że w różnych ilościach. Wieczorami nakładałam znacznie grubsze warstwy. Nie dlatego, że cienka nie wystarczała. Raczej takie szybkie w zastosowaniu i długo działające „SPA” chciałam skórze zapewnić. Wersja do cery suchej z założenia powinna być bardziej treściwa i tłusta. I choć nie mam porównania do pozostałych dwóch kremów, to jak dla mnie (mimo tego, że nie mam wysuszonej cery) nie jest ona za ciężka czy męcząca. Wiadomo, że nie jest to żel, a ta konsystencja jest gęsta, zbita i rzeczywiście bogata, ale fajnie się wchłania, na skórze tez niewiele pozostawia, więc pod makijaż jak najbardziej się nadaje. Nie wpływa źle na jego trwałość, nie waży korektorów czy podkładów, ogólnie wygląda to dobrze. Choć warto zaznaczyć, że nie jestem typem, który na co dzień kładzie sobie makijaż niczym z tutoriali. Mimo zupełnie zwariowanej pogody, gdzie różnice temperatur i warunków atmosferycznych są z dnia na dzień są ogromne, moja cera naprawdę na się dobrze. Nie mam żadnych podrażnień, miejscowych podrażnień czy zaczerwienień, a ogólnie cerę wrażliwą mam, więc takie rzeczy się u mnie działy niejednokrotnie. Grubsza warstwa na noc też się dobrze sprawdza. Rano skóra nie jest tłusta czy lepka, a świeża, nawilżona i zdrowa.

Krem nawołuje do swojego poprzednika nie tylko zawartym w nich olejem konopnym, ale też zapachem. Opowiadałam Wam już o nim, bardzo w moim klimacie, przypominający One Million. Jest dość wyraźny i intensywny – dla niektórych na pewno będzie to ogromna zaleta, dla innych wada. Wiadomo, że zapach się ten za nami przez cały dzień nie niesie, ale przynajmniej na początku może być wyczuwalny.

Efektima – krem z olejek konopnym do cery suchej

Opakowanie to szklany słoiczek z plastikową nakrętką, o pojemności 50 ml – taki klasyk.

Krem ogólnie zaliczyłabym do wydajnych kosmetyków, którym można się cieszyć (jak patrzę na moje zużycie) pewnie nawet do 3 miesięcy.

Kosztuje ok. 20 zł

Think Pink by ShinyBox

Jako, że październik zawsze różowy, to i w ShinyBox nie zabrakło wstążki. Zapraszam na prezentację Think Pink by ShinyBox 2018.

Tym razem pudełko chodź mogło mieć wiele wersji zostało jasno opisane i nie budzi ani wątpliwości, ani niepotrzebnych podejrzeń.

Markami tej edycji są: Kontigo (Rosie lub Youniverse lub Moov), Il Salone Milano, Bee Natural, Olimp Labs, Biotaniqe, Delia Cosmetics, Dr Barbara i Cewe Fotojoker.

I z tej podstawowej wersji pudełka są 2 rzeczy, które mnie szczerze ucieszyły. Pierwsza Voucher na odbitki w Cewe Fotojoker. Druga natomiast już kosmetyczna – Balsam do ust. Granat. Bee Natural. W 100% naturalny. Z woskiem pszczelim. Regeneruje, natłuszcza i wygładza. I z marką nie miałam do czynienia i balsam do ust bardzo spoko. 🙂 Dostępny jest tylko w Rossmann, w cenie ok. 11 zł.

Rzecz, która może mi się jeszcze przydać, bo jesienią i zimą tego nigdy za wiele, to Krem do rąk i paznokci wygładzający z d-panthenolem Delia Cosmetics. Ale przyznam szczerze, że nie pokładam w nim jakichś większych nadzieji, jeśli o moje popękane dłonie chodzi. Serio są ostatnio w dramatycznym stanie i nie mogę sobie poradzić. CO zagoję, to pękają od nowa, w innych miejscach. Tylko maści witaminowe, jakoś działają, ale też na krótko. Powracając do tematu, krem zawiera masło shea i alantoinę. Kosztuje ok. 4 zł.

Gdybym nie dostała tego Naturalnego kremu odżywczego BIOTANIQE w poprzednim pudełku, to pewnie byłabym tym produktem zachwycona. No ale dostałam, tyle, że wcześniej był on w wersji travel size. Krem sam w sobie super i polecam bardzo.:) Cena ok. 11 zł.

Rzecz, która w moim przypadku nigdy się nie sprawdza, to suplementy wspomagające odchudzanie. Tym razem w pudełku Olimp Labs i Suplement diety Apecontrol. Kosztuje ok. 32 zł.

ShinyBox – Think Pink

Od Il Salone Milano dostałam Odżywkę bez spłukiwania do włosów farbowanych ETERNAL SPRAY LEAVE-IN, którą znam, mam i jakiegoŚ efektu wow u mnie nie wywołuje. Możliwe, że na włosach farbowanych, do których jest dedykowany wypada lepiej. Kosztuje ok. 35 zł.

Kolejną rzeczą, którą mam, a kolejny jej egzemplarz wpadł mi w ręce wraz z październikowym ShinyBox jest pomadka Kontigo – MoovLiquid LipsMatter Show Off. Możecie o nich poczytać tutaj – Płynne pomadki Moov Liquid LipsMatter.

No i Dr. Barbara – kolejny voucher, ale tym razem na kurs.

Tak jak widzicie, w moim przypadku podstawowa wersja pudełka szału u mnie nie robi. Ale za to dodatki ambasadorskie, są po prostu świetne! I muszę je Wam pokazać już teraz, choć pewnie jeszcze gdzieś tam o nich będę mówiła. 🙂

HORFES Mydło bursztynowe

HORFES i Mydło bursztynowe. Wytwarzane jest ręcznie tylko i wyłącznie ze składników pochodzenia naturalnego. Zawiera 10% ekstraktu bursztynowego. I przyznam, że jestem go bardzo ciekawa. Pierwszy raz spotykam się z wykorzystaniem bursztynu w kosmetykach. Brzmi trochę luksusowo. 🙂 Ale do twarzy na razie chyba się nie odważę. W ofercie marki póki co znajdują się tylko produkty do pielęgnacji ciała oraz świece. Wypróbuję mydełko i zobaczymy. Jeśli będzie to coś fajnego i wartego uwagi, na pewno dam Wam znać.

Serum rozświetlające LIQ CC Serum Light 15% Vitamin C BOOST

Serum rozświetlające LIQ CC Serum Light 15% Vitamin C BOOST, to produkt, który prędzej czy później wstąpiłby w szeregi moich kosmetycznych zbiorów. Sera tej marki co chwilę gdzieś się pojawiają, a opinie zachęcają, także cieszę się, że będzie mi dane wypróbowanie go w najbliższym czasie. Aktualnie używam serum Lumene VALO, również na bazie witaminy C, także zaplanuję sobie jakieś zgrabne przejście, albo chwilowy odstęp. Jestem jednak prawie, że pewna, że dam Wam o nim jeszcze znać. 🙂 A może chciałybyście właśnie takie porównanie Lumene VALO vs. LIQ CC BOOST? 🙂

Krem do twarzy 360°AOX NATURATIV

I na koniec Krem do twarzy 360°AOX NATURATIV. Uniwersalny – na dzień i na noc, dla każdej cery o wielokierunkowym działaniu. Zawiera caaałe mnóstwo fajnych składników, w tym również kwas hialuronowy (którego dodatek w kosmetykach jak wiecie uwielbiam). No mam nadzieję, że zrobi na mnie wrażenie, tak samo duże jak jego cena – 192 zł. Myślę, że mogę spodziewać się po nim wiele, więc tą sztukę też pewnie opiszę Wam szerzej.

I właśnie tymi trzema perełkami zamykam prezentację pudełka. Co do wersji podstawowej, to przypuszczam, że podobałaby mi się o wiele bardziej gdybym tych produktów po prostu nie znała. A tutaj praktycznie połowa produktów, to duble, które raczej przekażę dalej. Ale może to i dla Was lepiej – rozdania się szykują. 😀

Pudełek ShinyBox szukajcie oczywiście na shinybox.pl. Pamiętajcie też o exytaboxach – to też są wypaśne zestawy. 🙂

Iście jesienne nowości Eveline Cosmetics

Ostatni tydzień był myślę dla wielu z nas przykrym zderzeniem z rzeczywistością i normalnym stanem rzeczy, jakie przypadają na październik. Czyli chłodem, deszczem i coraz dłuższym wieczorem. W końcu więc nadszedł czas prezentacji jesiennych kolekcji, które do tej pory mimo wszystko w dużej mierze zostawały w cieniu kosmetyków wakacyjnych. Pół roku lata jednak robi swoje.

Przechodząc do rzeczy i nowości do makijażu i manicure Eveline Cosmetics, to powiem Wam, że w moim odczuciu są to takie 3 podstawowe kosmetyki do makijażu jesiennego, (ale niekoniecznie takie, których ja w nim używam :P), bo jest tutaj i coś dla wzmocnienia spojrzenia, i pomadki kremowe i nowa gama kolorów lakierów hybrydowych.

Precise Brush Liner Eveline Cosmetics – czyli eyeliner z miękkim, ale nadal super precyzyjnym pędzelkiem, to chyba fajna nowość. Dzięki temu, że elastyczny można nim malować różne linie i kreski. Nadal jest to eyeliner w pisaku, więc wygodny i prosty w obsłudze, nawet dla początkujących. Podobno wytrzyma nawet 24h, ktoś sprawdzi? 😛
Cena: ok. 19 zł.

Eveline Cosmetics: lakiery hybrydowe, kremowe pomadki Color Edition, Eveline Cosmetics: lakiery hybrydowe, kremowe pomadki Color Edition i eyeliner Precise Brush Liner.

Kremowa Pomadka Color Edition Eveline Cosmetics to moim zdaniem taki must have na jesień. Bo o ile sama uwielbiam pomadki matowe, które przede wszystkim są super trwałe, to jednak jesienią, usta potrzebują też jakiegoś rodzaju okrycia i ochrony, a to z kolei zapewniają raczej klasyczne, kremowe pomadki. I tak też jest w tym przypadku, bo formuła zawiera masło aloesowe i witaminę E, które usta pielęgnują. Formuła jest bardzo lekka, a pomadka prawie, że nie wyczuwalna (na ustach 😉 😛 ). Co się z tym również wiąże – ma ona słabszy kolor. Nie jest on w pełni nasycony, to taka półtransparentna opcja. Cała gama to aktualnie 6 odcieni, w klimatach nude i ciepłej czerwieni. Takie idealne na jesień klasyki.
Cena ok. 15 zł

Lakiery hybrydowe Eveline Cosmetics pewnie już znacie, więc teraz zostaje Wam tylko przywitać się z czterema nowymi kolorami, które właśnie dołączyły do rodziny. Kolory zupełnie inne i wszystkie bardzo w klimacie. Numerki: 310 Pink Powder, 311 Mystic Mauve, 312 Sweet Plum i 313 Red Passion.
Cena: ok. 22 zł

Eveline Cosmetics – lakiery hybrydowe

Pomadki i hybrydy pewnie będą mi często tej jesieni towarzyszyły, bo kolory są świetne. Trochę gorzej będzie z eyelinerem, bo kresek nie robiłam sobie ze sto lat. 😛

RECENZJA BeTheSkyGirl EASY GOING Emulsja do mycia i demakijażu twarzy 2 w 1

Jako, że temat świeży i w blogosferze jeszcze „raczkujący” (a Wy też zgłosiłyście chęć), postanowiłam przetrzeć szlaki i opowiedzieć Wam o nowości z mojej łazienkowej półki. Jest nią produkt marki Be The Sky Girl, o której mogłaś nawet nie słyszeć. Jest dość młoda, także jeszcze nie do wszystkich miała okazję dotrzeć. Ja trafiłam na nią na wrześniowych targach Beauty Days i kupiłam sobie właśnie wtedy tą Emulsję do mycia i demakijażu twarzy 2 w 1, o której za chwilę Wam opowiem.

Najpierw jednak kilka słów o marce, bo przecież się jeszcze nie znacie. 🙂 Be The Sky Girl, to polska marka. Jej założycielkami są przyjaciółki – Ela i Ola. Tworzą one kosmetyki pielęgnacyjne, które łączą w sobie naturę z nowoczesnością. A ich receptury oparte są całkowicie na składnikach naturalnych, bez PEG, SLES, SLS czy parabenów. Aktualnie w ofercie marki znajdują się produkty do pielęgnacji twarzy oraz musy do ciała.

BeTheSkyGirl – Emulsja do mycia i demakijażu twarzy 2 w 1

Mnie BeTheSkyGirl zachęciła wyglądem, innym, trochę komiksowym i z poczuciem humoru. To na pewno wyróżnia markę spośród tłumu. Na pierwszy rzut oka może sprawiać również wrażenie kosmetyków dla nastolatek, ale pewnie właśnie dlatego przyciąga. Przecież większość z nas chciałaby jednak tych lat mieć trochę mniej. 😀 Dodam jeszcze, że nigdy wcześniej o Be The Sky Girl nie słyszałam, ale mimo to zaufałam i kupiłam.

Emulsja do mycia i demakijażu twarzy 2 w 1 Be The Sky Girl to plastikowa buteleczka, z pompką, o pojemności 100 ml. Jest poręczna, wygodnie się z niej korzysta, ale też kompaktowa, więc sprawdza się w podróży. Konsystencję posiada kremową, nie za rzadką, nie za gęstą. Jest to kosmetyk typu 2 w 1, więc i twarz nim oczyścić się da i zmyć makijaż. Choć ja głównie używam jej do mycia twarzy, bo jak wicie na co dzień w kwestii demakijażu oczu pozostaję wierna rękawicom Glov.

BeTheSkyGirl – Emulsja do mycia i demakijażu twarzy 2 w 1

Emulsja w połączeniu z wodą staje się po prostu bardziej rozwodniona i zawartość jednej pompki starcza wtedy na rozprowadzenie i wmasowanie na powierzchni całej twarzy. Przyjemnie sobie na niej osiada, nie zsuwając się i nie uciekając. Bez problemu zmywa makijaż, oczyszcza skórę i pozostawia ją naprawdę przyjemną w dotyku. Wypielęgnowaną i wygładzoną. Nie podrażnia skóry, ani jej nie wysusza. Po umyciu i osuszeniu twarzy nie pojawia się też efekt ściągnięcia czy uczucie swędzenia. Jest fajnie, serio. Choć przyczepić się do czegoś muszę i tym razem będzie to zapach. Jak dla mnie byt taki mydlany jest. Przypomina mi po prostu jakąś kostkę Fa czy coś takiego. Mógłby być jakiś bardziej wyszukany. No i jeszcze ta pojemność. Bo o ile ogólnie opakowanie super, to na dłuższą metę 100 ml to jednak trochę mało, szczególnie gdy używa się kosmetyku 2 razy dziennie, a kosztuje on ok. 50 zł. I choć nie wiem jakby był bardzo wydajny, to po prostu się pewnych rzeczy nie przeskoczy. Więc moim zdaniem przy tej cenie pojemność powinna być nieco większa.

I w zasadzie to chyba wszystko, co mogę Wam o tej emulsji powiedzieć.

Kosmetyk fajny i godny polecenia, także jeśli będziecie miały okazję, próbujcie! 🙂

Odprężająca kolagenowa maseczka pod oczy PUREDERM

Ogólnie boję się trochę kosmetyków do pielęgnacji okolic oczu. Tak często je podrażniają, że zanim wypróbuje czegoś nowego, to czaję się koło tego z tydzień. Tak było i tym razem, ale moja nieufność była zupełnie nieuzasadniona i niepotrzebna.

Kolagenowe płatki pod oczy, a w zasadzie nawet Kolagenowa maseczka pod oczy PUREDERM to ostatnio mój ulubieniec.

Płatki wykonane są z cienkiej, dobrze przylegającej do skóry płachty. Są optymalnie nasączone, dzięki czemu nic nam nie cieknie, nie leci do oczu, nie przesuwa się i nie spada.

Purederm Maseczka kolagenowa pod oczy

Maseczkę trzyma się na skórze od 15 do 20 minut i powiem Wam, że czas ten należy do bardzo przyjemnych i odprężających. Wilgotne płatki chłodzą okolice oczu, nie tylko relaksując skórę, ale także spełniając rolę swojego rodzaju opatrunku. Są bardzo przyjemne i delikatne. Lekko naciągają skórę podczas ich noszenia. Świetnie sprawdzają się wieczorową porą. 🙂

Maseczka fajnie nawilża, wypełnia i ujędrnia. Skóra pod oczami jest jakby jaśniejsza, trochę młodsza i zdrowsza. A przede wszystkim taka odprężona i zrelaksowana. Bardzo przyjemna. I wszystkie te efekty są widoczne nie tylko tuż po zdjęciu maski, ale także po całej nocy – rano.

Składnikami aktywnymi jest oczywiście kolagen, a także witamina E raz ekstrakt z zielonej herbaty. Działają one nawilżająco, ujędrniająco i przeciwstarzeniowo. Nie zawierają perfum, są zupełnie bezzapachowe.

Opakowanie zawiera 30 płatków, więc trochę czasu sobie nimi umilimy. 🙂

Beauty&Shape czyli extrabox ShinyBox

Dzisiaj znowu box! I to nie byle jaki, bo extrabox Shinybox – Beauty&Shape. I dokładnie tak jak nazwa wskazuje pudełko wypełnione jest produktami dla urody i dobrego samopoczucia.

Ogólnie w każdym pudełku znajduje się 11 produktów, w tym dwa z półki suplementów, dwa z półki relaksu, a reszta to kosmetyki pielęgnacyjne i kolorowe.

Przyznam szczerze, że do tematu suplementacji podchodzę dość nieufnie, więc nie jest to moja ulubiona część pudełka, dlatego opiszę ją od razu! 😀 Myślę, że wiele z Was może zainteresować 3Flow Solutions, czyli suplement diety, który może wspomóc odchudzanie i trzymanie linii, a kosztuje ok. 130 zł, więc całkiem sporo. Dziennie powinno się zjeść 2 kapsułki, a standardowe opakowanie zawiera ich 60, jest więc to kuracja miesięczna. W składzie aminokwasy (L-karnityna, L-tyrozyna), witaminy z grupy B (B1, B2, B6, B12), wyciągi roślinne (ekstrakt z owoców Acai, ekstrakt ze skórki owoców Garcinia Cambogia, ekstrakt z owoców czarnego pieprzu – 95% piperyny), kofeina, chrom. Więc chyba rzeczywiście może zadziałać. 🙂

Drugim produktem jest Pure Green Coffe – Detox Green Coffee – kawa odchudzająca. W pudełku występuje jako upominek i opakowaniu jest jej chyba na jedno parzenie. Jest to mieszanka, a nie typowa kawa. Występują w niej zielona i czarna kawa Arabika oraz naturalne składniki ziołowe.

To propozycja moja jest taka, żeby w drugiej kolejności omówić produkty dla duszy, a kosmetyki zostawimy sobie na koniec. 🙂

Świece Bispol zna pewnie większość z Was. 🙂 Są i stosunkowo tanie i bardzo przyjemne. Naprawdę jako jedne z nielicznych pachną podczas palenia! A zapachy mają fajne. „Kawa”, która znalazła się w pudełku to takie cukierki Kopiko – słodka czarna. Dla mnie ekstra. Jedyne co bym w tych świecach zmieniła to opakowanie – zostawiłabym je w najprostszej formie, jakiegoś przezroczystego słoika. 🙂 Cena: ok. 7 zł.

Druga świeca to tealight od Natura Rzeczy, tester. Jest to (bardzo modna ostatnio 😛 ) świeca sojowa, ręcznie robiona. Pachnie ślicznie. Cały zestaw 6 szt. kosztuje 10 zł.

Beauty&Shape ShinyBox

To przechodzimy do kosmetyków! Jako, że zawsze zaczynam od tych najulubieńszych, to dzisiaj… też od nich zacznę! 😀 Tylko tym razem odeślę Was do tekstów, które już na temat tych kosmetyków powstały, bo je bardzo dobrze znam:
Catrice Maskara Efekt Sztucznych Rzęs Glam&Doll ,
Powrót do natury Naturalne mydło z olejkiem lawendowym .

Kolejna rzecz, z której się bardzo ucieszyłam i na dodatek jest dla mnie nowością, jest Suchy Szampon Exclusive Polska. Tego nigdy za wiele, bo choć głowę to ja myję raczej codziennie, czasami na szybko się przydaje. Do tej pory moimi dwoma ulubionymi jest Got2Be i Paul Mitchell, ale kto wie, może i ten wskoczy na podium. Puszka 100 ml kosztuje ok. 21 zł.

Puder utrwalająco-matujący Velvet HD Earthnicity sobie z chęcią przetestuję. Jest to puder mineralny. Rozjaśnia, matowi, kontroluje sebum no i utrwala. Travel Size (0,5g) kosztuje 15 zł.

Zarówno z Vasco Nails jak i Pablo Color dostałam produkty do paznokci. Z Vasco bazę do manicure hybrydowego i z Pablo Color top matujący.

Beauty&Shape ShinyBox

I na koniec zostały olejki z Bio Agadir – chyba w sumie taka wisienka. Olej Arganowy Bio kwiat róży i
Olej Arganowy Bio owoc pomarańczy. Tłoczony na zimno, organiczny, bardzo wysokiej jakości. I o ile olej arganowy nie jest dla mnie niczym nowym, ani owianym tajemnicą, to zazwyczaj spotykałam go w wersji „saute”. A tu proszę – z dodatkiem olejków z róży i z pomarańczy. Extra! Pachną cudnie. Myślę, że spożytkuję je na włosy, które w końcu podczas olejowania będą ładnie pachniały. 🙂 Dodatkowym plusem jest zupełnie ludzka i przyzwoita cena – 12 zł / 10 ml. 🙂

W pudełku znalazłam również trochę kuponów rabatowych, które po części już wykorzystałam, ale w sumie nadal mogę się podzielić: 😉 😛
Bio Agadir – 10% rabatu, kod rabatowy:BOX, www.domiuroda.pl
Ekodemi.pl – 20% rabatu, kod rabatowy: EKODEMI20
Earthnicity.pl – 15% rabatu, koda rabtowy: BOX

I to już wszystko.
Myślę, że box ten jest idealną sprawą, dla osób, które lubią takie mixy w pudełkach otrzymywać. Trochę tego, trochę tamtego i w zasadzie człowiek ma wszystko, czego mu do szczęścia trzeba. 😀

Extrabox można zamówić na shinybox.pl w jednorazowym zakupie, tutaj subskrypcja nie obowiązuje. Cena: 59 zł.

 

Zobacz również:

Coś Pięknego by ShinyBox

Hippiness by Shinybox czyli sierpień 2018

Summer Vibes by ShinyBox – lipiec 2018

 

 

Coś Pięknego by ShinyBox

Powinnam była zrobić to już dawno temu, ale powiem Wam, że z czasem u mnie ostatnio nawet nie kiepsko, bo wręcz tragicznie. Tak straaaasznie mi go brakuje. 🙁 Pewnie tak samo jak sporej części z Was. 🙂 Ale nie o tym. Dzisiejszym bohaterem jest wrześniowy ShinyBox o wpadającej nazwie „Coś Pięknego”. Czy rzeczywiście takim się okazał?

Powiem Wam zupełnie szczerze, że ilość produktów standardowego boxa nie jest mi znana, tak samo w ogóle nie łapię, które produkty dodatkowe za co przysługiwały. Wiem jednak, że było kilka wersji kart produktów i różniące się od siebie znacznie pudełka, dlatego miałam wrażenie, że przez chwile atmosfera na FB ShinyBox była gorąca. Nie zmienia to jednak faktu, że bardziej rozbudowana – ambasadorska wersja pudełka, jest całkowicie trafiona. Znalazłam w nim produkty Aussie, Biotaniqe, Cougar, hialuPURE, ProSalon (Chantal), ST8, Beaute Marrakech oraz Pablo Color.

Pudełko bogate jest też w kody rabatowe, więc jeśli macie ochotę, korzystajcie:
Zapachy Orientu – 10%, KOD: SHINYBOX2018
Ekodemi.pl – 20%, KOD: EKODEMI20
EKAMEDICA – 20%, KOD: BOX2018
SEACRET – 50%, KOD: NICETOMEETYOU

Zazwyczaj prezentację pudełka zaczynam od produktów, które spodobały mi się najbardziej. To tym razem trochę nie wiem od czego zacząć. 😉

Na pewno na wyróżnienie zasługuje Naturalny Mineralny Dezodorant Ałunowy na Hydrolacie Różanym Beaute Marrakech  z trzech powodów – bo naturalny, bo na ałunie, bo dezodorant. Ostatnio miałam w tym asortymencie pewne braki, więc z przyjemnością uzupełniam zapasy. O ile dezodoranty ałunowe bardzo lubię (właściwości ałunu), to nie ma się co oszukiwać, że na lato raczej się nie nadają. Przynajmniej dla mnie za słabe są. Myślę za to, że jesień i zima będą odpowiednim czasem na jego spożytkowanie. Kosztuje ok. 15 zł.

Mimo tego, że otwartych balsamów do ciała mam chyba z piętnaście, to Naturalny Krem odżywczy Biotaniqe mnie ucieszył. Jest to plastikowy słoiczek o pojemności 75 ml, więc na tyle duży by spróbować i na tyle mały by szybko go skończyć. 🙂 Można stosować go zarówno do twarzy i ciała, ale u mnie pewnie będzie gościł tylko na tym drugim. Pachnie super, szybciutko się wchłania i ciekawe składniki ma. Skóra nawilżona, pachnąca i milutka w dotyku. Cena też jest dużą zaletą – ok. 6 zł.

To jak bardzo lubię kwas hialuronowy (O właściwościach kwasu hialuronowego) w kosmetykach na pewno wiecie, bo gadam o tym przy każdej możliwej okazji. Na liście ulubieńców pudełka jest więc też Serum z kwasem hialuronowym Hialu Pure. Coś czuję, że będę zadowolona. 😀 Kosztuje ok. 22 zł, co przyznam brzmi bardzo przyjemnie.

Coś Pięknego by ShinyBox

Olejek do twarzy z brazylijską papają i kwasem hialuronowym Cougar, to kolejna rzecz, której testowania wręcz nie mogę się doczekać. Coś czuję, że może to być hit. Zawiera minerały, przeciwutleniacze i witaminy, które transportują się razem z brazylijskim olejem z papai wgłąb skóry. Można stosować go i na dzień i na noc. Cena olejku – 111 zł.

Odżywek do włosów nigdy za wiele, a profesjonalnych tym bardziej, dlatego Maska w spray 12 w 1 Prosalon jest dobrym i miłym dodatkiem. Zawiera olej arganowy i keratynę. Dobry do każdego rodzaju włosów. Butelka 150g kosztuje 24 zł.

Pozostając przy włosach, w każdym pudełku znalazły się miniatury Aussie – Szampon MIracle Moist szampon do włosów suchych i 3 minutowa intensywna odżywka do włosów zniszczonych. Dla mnie spoko, przyda się na jakiś wyjazd, albo na „czarną godzinę”. Kosztują po ok. 8 zł.

Odświeżający żel pod prysznic ST8 to męski dodatek, który nie trafił do wszystkich Shinies. Ogólnie pomysł uważam za bardzo fajny, w końcu coś tym naszym chłopom się należy, szczególnie w dniu ich święta.

Lakier matujący Pablo Color nie wiem czy będę miała okazję przetestować na swoich paznokciach, bo właśnie trochę mi tego czasu brakuje, no i na hybrydy się trochę przerzuciłam. Ale zobaczymy, jak coś się zmieni, będę dawała znać.

I takim sposobem dobrnęłyśmy do końca. A nie było łatwo, bo sporo tego. 😀
Pudełka zamawiajcie na shinybox.pl. Jest tam teraz w sprzedaży najnowszy extrabox – Beauty and Shape – Sprawdźcie to koniecznie! 🙂

 

Zobacz również:

Beauty&Shape czyli extrabox ShinyBox

Hippiness by Shinybox czyli sierpień 2018

Summer Vibes by ShinyBox – lipiec 2018

 

 

 

VIANEK: Intensywnie kojące masło do ciała z ekstraktem z liści borówki brusznicy

Dzisiaj mam dla Was mój ulubiony ostatnio kosmetyk do pielęgnacji ciała! I co więcej jest to masło! 😀

Co do pielęgnacji „całości” chyba jestem dość wymagająca. Nie lubię gdy długo się wchłania, nie lubię gdy tłuści, gdy się lepi, roluje czy nieodpowiednio dla mnie pachnie. Nie lubię zbyt lejących się konsystencji, ale rozprowadzać musi się gładko. Lubię też wygodne, poręczne opakowania, ciekawy i przyjazny skład i …. I w zasadzie mogłabym tak jeszcze wymieniać przez kilka wierszy te wszystkie moje lubiane i nielubiane cechy produktów do ciała, ale chyba warto omówić to na konkretnym przykładzie. 🙂 I jest nim Intensywnie kojące masło do ciała z ekstraktem z liści borówki brusznicy VIANEK.

Zacznę od opakowania, bo jest super proste i choć ogólnie wolę pompki czy dozowniki, to jasna sprawa, że z masłem by to nie przeszło. Jest to więc po prostu plastikowy słoiczek o pojemności 250 ml. Jest zgrabny, więc nie ma problemu z utrzymaniem go w dłoni, a na łazienkowej półce też nie zajmuje za dużo miejsca.

Konsystencja przyznam, że jak na masło jest bardzo przyjemna. Nie jest tak ciężka jak zazwyczaj. Choć mega konkretna i bogata, to jednak o wiele lżejsza. Może właśnie określenie producenta, jest tym najbardziej trafnym – aksamitna. Nie sprawia więc problemu przy aplikacji. Sprawnie się rozprowadza po ciele i też stosunkowo szybko się w skórę wchłania.

Zapach w kosmetykach marki Vianek, to moja słabość. Jeśli już jest, to zazwyczaj jestem nim zachwycona. Tak jest i tym razem. Nic więc dziwnego, że tak chętnie tym masłem się smaruję. 😀 Szczególnie, że perfumy zostają na ciele przez jakiś czas.

Fajnie nawilża i odżywia skórę. Sprawia, że jest miękka i przyjemna w dotyku. Działa też wzmacniająco i przeciwstarzeniowo. Nie tłuści jej i w żaden sposób nie zapycha. Sprawdza się na co dzień. Używałam go nawet w upały. Wtedy większość kosmetyków do ciała mnie męczyło, a ten dawał radę i nawet przyjemność mi sprawiał. Może jest to też kwestia jego „kojących” właściwości. Do poduchy jest jak znalazł niezależnie od pogody.

Wiadomo, że jak każdy kosmetyk Vianek, tak i ten ma przyjazny, naturalny skład. Zawiera między innymi masło shea, wosk pszczeli, ekstrakt z liści borówki brusznicy czy olejek lawendowy.

Masło jest wydajne, więc te 250 ml starczy na jakieś 2-3 miesiące codziennego wsmarowywania. Kosztuje ok. 30 zł.

Niesamowite efekty z japońską wcierką KAMIWAZA

Po kilku miesiącach intensywnej regeneracji, wzmacniania i hodowania z dość kiepskimi skutkami, trafiłam na produkt, który w ciągu 2 miesięcy spowodował, że na mojej głowie jest dwa razy więcej włosów. Na razie połowa z nich jest bardzo krótka (tzw. baby hair) i szczególnie gdy zepnę włosy wyglądam przez to trochę obciachowo. Ale co tam! Najważniejsze, że wyrastają i to tak licznie. 🙂

Wybawicielem i jednocześnie sprawcą zamieszania jest Naturalny stymulator wzrostu włosów – KAMIWAZA.
Jest to odżywka, a w zasadzie wcierka powstała na bazie roślinek. Jest to mieszanka buku, brzozy, łopianu i pokrzywy. Jej wysoka skuteczność możliwa jest dzięki odpowiedniemu procesowi ekstrakcji.

Ten japoński kosmetyk stymuluje do działania mieszki włosowe, powodując wzmocnienie włosów, ograniczając ich wypadanie, a także pobudzając do wyrastania nowych. Dodatkowo pielęgnuje skórę głowy i zwalcza łupież.

Jest zupełnie rzadka, wodnista, o zielonym zabarwieniu. Posiada naturalny i chyba neutralny, taki bardziej ziołowy zapach.

Powinno się ją stosować po każdym umyciu głowy, dlatego ja używałam jej codziennie. W niewielkich ilościach wcierałam odżywkę w skórę głowy przez jakieś 4 miesiące, chociaż już po 2 miałam na głowie sporo nowych włosów. Mam też wrażenie, że od kiedy jej używam to włosy mniej wypadają i są mocniejsze.

Chyba pierwszy raz spotkałam się z taką skutecznością! Tak widoczne gołym okiem efekty to dla mnie mimo wszystko rzadkość. Myślę, że w tym wszystkim super ważna jest również systematyczność, niemniej zasług Kamiwazie odbierać nie będę. 🙂

Ja swoje opakowanie 95 ml (45 zł) znalazłam w pudełku Naturalnie Piękna Inspired By – ShinyBox. I powiem Wam, że właśnie dla takich perełek warto sobie zainwestować w subskrypcję. Jestem przekonana, że gdyby nie box, to na Kamiwazę bym po prostu nie trafiła.

Jak sprawdza się Wielofunkcyjny olejek Stay Calm Annabelle Minerals do demakijażu?

Z zamiarem napisania Wam kilku zdań o Wielofunkcyjnym olejku Stay Calm Annabelle Minerals noszę się już od jakiegoś czasu. Strasznie mi go ostatnio brakuje, więc jest mnie miej dosłownie wszędzie. Będzie więc szybo, rzetelnie i konkretnie (w sumie to zawsze się tak staram :P).

Jak sugeruje tytuł wpisu, chciałam opowiedzieć Wam o tym jak olejek sprawdza się w demakijażu. Bo przypuszczam, że wiele z Was właśnie w takim celu chciałaby go zakupić. Jako serum go nie używałam w ogóle, głównie ze względu stale trwającego lata i wysokich temperatur. W tym okresie moja skóra nawet wieczorem średnio chłonie oleje, więc nie chciałam jej męczyć i wprowadzać sobie oraz Was w błąd kilkoma zdaniami za dużo.

Stay Calm to jeden z trzech wielofunkcyjnych olejków Annabelle Minerals. Choć ja osobiście używam go tylko do demakijażu, marka wskazuje na co najmniej 8 jego zastosowań. Jako serum, jako dodatek do kremów czy balsamów, jako odżywkę do paznokci czy włosów, a w zasadzie końcówek czy nawet jako olejek do masażu.

Wielofunkcyjny Olejek STAY CALM Annabelle Minerals to mieszanka oleju kokosowego, rycynowego, konopnego; oleju z pestek winogron, oleju awokado, olejku z kwiatów pelargonii pachnącej oraz zapachu cytrusowego.

Opakowanie zostało utrzymane w minimalistycznym, prostym designie. Szklaną butelkę o pojemności 50 ml uzupełnia podajnik z pompką. I choć prezentuje się bardzo ładnie, to idealna nie jest – dosyć mała i pod mokrymi palcami się ślizga, więc czasami ciężko trafić i nacisnąć w odpowiednim momencie.

Konsystencję tego olejku określiłabym jako umiarkowaną. Nie jest jakiś bardzo ciężki i wyjątkowo tłusty, ale lekki i suchy też nie jest. Takie pomiędzy, więc do demakijażu jak znalazł. Pachnie fajnie, energetycznie, cytrusowo.

W demakijażu używałam go na 3 sposoby:
– jako płyn dwufazowy (w połączeniu z wodą) do zmywania oczu,
– jako pierwszy etap dwustopniowego oczyszczania (najpierw olejem, później żelem),
– do mycia twarzy w pojedynkę.

Jako płyn dwufazowy sprawdza się bardzo dobrze. Po chwilowym namoczeniu powiek i rzęs mieszanką, wszystko ładnie schodzi. Olejek nie podrażnia oczu, a delikatną okolicę wokół nich pewnie nawet solidnie pielęgnuje. 😉

Pierwszy etap dwustopniowego oczyszczania to najczęściej praktykowana przeze mnie metoda. Z żelem, który stosuję po oleju współpracuje bardzo dobrze. Nie ma żadnych problemów ze ściągnięciem olejku czy z domyciem twarzy. Nie pozostawia wtedy tłustej warstwy, a skóra mimo to jakby trochę bardziej nawilżona i wypielęgnowana.

Ostatni sposób zmywania makijażu to olejek w pojedynkę. Robię to bardzo rzadko, ale kilka razy zdarzyło się. Zazwyczaj wtedy, kiedy super się spieszyłam i postanawiałam załatwiać dwie sprawy za jednym zamachem – poranne oczyszczanie i odżywianie. Po umyciu twarzy olejkiem, wycierałam ją tylko ręczniczkiem i leciałam dalej. I w tym przypadku o ile odświeżenie i zastrzyk energii jest, to ja na wieczór bym tak nie mogła. Rytuał musi być. Na dzień pewnie też nie dla wszystkich byłaby to metoda odpowiednia, bo jednak jakiś tam mały tłusty film pozostaje. Niemniej jak już pisałam, można upiec dwie pieczenie na jednym ruszcie.

I jeszcze dwie ważne informacje dla Was mam. 🙂 Numer jeden –  olejek zapach i to całkiem intensywny posiada, ale nie drażni on skóry czy oczu. Jest dla nich bardzo delikatny. Dwa – mimo dość kompaktowego opakowania, kosmetyk wystarcza na jakieś 2-3 miesiące codziennego stosowania.

Ogólnie olejek do demakijażu przyjazny, także polecam sobie wypróbować. Nie wiem jak zachowują się pozostałe dwa, ale przypuszczam, że podobnie.

Jak oceniam serię Dragon Blood EVREE?

Jakiś czas temu chwaliłam się Wam ogromną ilością nowości, które wpadły do mnie na przestrzeni kilku dni. Był wśród nich zestaw Dragon Blood EVREE, którego byłyście bardzo ciekawe. Dlatego w pierwszej kolejności wzięłam się za jego testowanie, a dzisiaj przychodzę do Was z recenzją.

Jesień to bardzo dobry czas na silną regenerację, jaką oferuje nam seria Dragon Blood. Zmęczona intensywnym słońcem, wysokimi temperaturami i wiecznie trwającym latem, a jednocześnie wkraczająca w porę wilgoci, deszczu i chłodu skóra potrzebuje wsparcia. A Dragon Blood je daje. Pewnie zastanawiacie się co kryje się pod tą intrygującą nazwą? Marka do stworzenia linii wykorzystała żywicę draceny smoczej. Ta ma silne właściwości regenerujące, wzmacniające i ochronne i stała się „twarzą” całej serii. 🙂

W serii znajdują się trzy produkty:
Silnie regenerujący krem do twarzy na dzień i na noc,
Aktywnie wzmacniający eliksir młodości do twarzy,
Silnie Regenerujący krem pod oczy.
Jak możemy przeczytać na etykietach, kosmetyki skierowane są do osób prowadzących aktywny tryb życia. Czyli w zasadzie do większości z nas, bo przecież dzisiaj inaczej się nie da. 😉
Wszystkie można stosować i na dzień i na noc, więc jest to fajna opcja dla minimalistek kosmetycznych.
Choć zestaw jest dość skromny (są to tylko 3 produkty), to myślę, że dobrze skomponowany i zapewnia optymalną pielęgnację.

Moim ulubieńcem jest oczywiście Aktywnie Wzmacniający eliksir młodości do twarzy. Dlaczego? Pewnie dlatego, że lubię wszelkiego rodzaju sera, eliksiry, esencje. Na dodatek jest to „eliksir młodości”. 🙂 Ale tak na poważnie – ma bardzo fajną konsystencję taką na wpół kremową, a na wpół żelową. Szybko wchłania się w skórę, bardzo fajnie ją przy tym wygładzając i umilając. Wtapia się w zupełności (na skórze pozostaje tylko zapach), więc jest świetną bazą do przyjęcia kolejnej dawki składników aktywnych zawartych w kremie. W pojedynkę też daje sobie radę (ale tylko w dzień i to ciepły – w inne nie używałam 😉 i sprawdza się również pod makijaż. Składnikami aktywnymi są: ekstrakt żywicy draceny smoczej, olej buriti, botaniczny film wygładzający.

Evree Dragon Blood

A teraz produkt, który zaskoczył mnie najbardziej czyli Silnie Regenerujący krem pod oczy. Zacznę od tego, że bardzo podoba mi się jego opakowanie. I pojemność 15 ml uważam za fajną (nie jest za duża i jest szansa za terminowe jego zużycie; strasznie nie lubię, gdy kosmetyki marnują się tylko ze względu na kiepsko dopasowaną do realiów gramaturę) i samą jego formę. Ta mała tubka z podajnikiem i fajnie leży w dłoni i wygodna w użyciu jest. Krem na delikatną konsystencję, więc spokojnie można go używać i rano pod makijaż i wieczorem. Ładnie się wchłania, nie zostawia żadnego filmu. Intensywnie wygładza i wypełnia. Skóra wokół oczu jest nawilżona, napięta i przyjemna w dotyku. Choć nie zauważyłam, żeby jakoś wyraźnie niwelował cienie, to na pewno radzi sobie z mniejszą opuchlizną. Co dla mnie najważniejsze – krem nie podrażnia oczu, a często mi się to zdarza. Składnikami aktywnymi są ekstrakt żywicy draceny smoczej, masło moringa, ekstrakt z dzikiego wina.

I na koniec produkt, który mnie nie zaskoczył, ani nie zachwycił, ale to pewnie dlatego, że kremy Evree znam nie od dzisiaj i wiem czego mogę się po nich spodziewać. Silnie regenerujący krem do twarzy na dzień i na noc to bardzo poprawny kosmetyk. I nie chciałabym zostać źle odebrana – też go lubię. 🙂 Ma przyjemną konsystencję. Może trochę taką „hialuronową”? Wiecie o co chodzi? Fajnie się rozprowadza, szybko wchłania i pozostawia skórę w dobrej kondycji. Nie jest ani za tłusty, ani za mało treściwy. Można spokojnie nakładać go i pod makijaż i przed snem (ja zawsze kładę grubszą warstwę niż rano). Fajnie nawilża, regeneruje i odżywia. Skóra jest miła w dotyku, miękka, ale i jędrna. Nie męczą ją żadne przesuszenia czy wypryski. Wygląda ładnie, zdrowo. Krem posiada dość intensywny zapach, który początkowo nie do końca mi odpowiadał przyznam szczerze, ale z czasem jakoś się tak z nim zaprzyjaźniłam. Pojemność słoiczka to standardowe 50 ml, które starczy na jakieś 2-3 miesiące. Składnikami aktywnymi są ekstrakt żywicy z draceny smoczej, olej buriti, ekstrakt z miłorzębu japońskiego.

Trio te dostępne jest tylko w drogeriach Hebe, a wiadomo, że nie każdy pod domem akurat tą drogerię ma, więc z tą dostępnością szału nie ma. Myślę jednak, że warto na nie zapolować, albo nawet poprosić kogoś, kto ma bliżej i sobie je przetestować.

 

Zobacz również:

Soda oczyszczona w kosmetykach Evree Soda Clean

Pierwszy krem CC w portfolio Evree – Pure Neroli

Nowość: Evree Magic Rose Upiększająca maska do twarzy

 

 

Paul Mitchell seria odbudowująca STRENGTH

Jak już się chwaliłam jakiś czas temu, zostałam ambasadorką Paul Mitchell Polska, w związku z tym dzisiaj wpis typowo włosowy, bo chciałam zaprezentować Wam kosmetyki, których ostatnio miałam przyjemność używać.

Doskonale wiecie (bo żaliłam się przy każdej możliwej okazji), że z pół roku temu straciłam ooogromną ilość włosów i w ostatnim czasie bardzo skupiłam się na ich „hodowli”. Dlatego też wszystko co odbudowujące, wzmacniające, stymulujące i regenerujące, było i w zasadzie nadal jest bardzo porządane. I chyba nie jestem w tym osamotniona, bo z tego co podglądałam, inne Ambasadorki, też skupiły się na regeneracji.

Z oferty Paul Mitchell wybrałam dwa kosmetyki z serii Strength:
1. Super Strong Daily Shampoo – Odbudowujący szampon do codziennej pielęgnacji
2. Super Strong Liquid Treatment – Silny środek odbudowujący bez spłukiwania

Paul Mitchell STRENGTH

Szampon Super Strong Daily Shampoo skierowany jest do posiadaczek włosów słabych, rzadkich i łamliwych. Czy to spowodowanych „złym traktowaniem” (farbowaniem, prostowaniem, suszeniem) czy innymi „głębszymi” czynnikami, takimi jak na przykład stres. Szampon ma za zadanie wzmocnić włosy i odbudować je. Tajemnica tego kosmetyku tkwi w zastrzeżonym przez markę kompleksie Super Strong, który zawiera hydrolizowane proteiny roślinne. Mieszanka ta odbudowuje wewnętrzną strukturę włosów, dodaje im elastyczności i blasku. Tyle wynika z opisu produktu, a jak sprawdził się w rzeczywistości?

W walce o lepsze włosy szampon zawsze wydawał mi się najmniej istotny. Najważniejsze było dla mnie, żeby sprawy nie pogarszał. Ale teraz powiem Wam, że warto walczyć o to, aby brał czynny udział nie tylko w oczyszczaniu i „nieprzeszkadzaniu”, ale też w naprawianiu. Odpowiednie nawilżenie włosów czy ułatwianie rozczesywania przez sam szampon teraz ma dla mnie ogromne znaczenie. I ten właśnie tak działa. Oprócz tego, że porządnie oczyszcza, to też nadaje im miękkości i poślizgu. Nie podrażnia skóry głowy, ale tak jak w przypadku włosów, dobrze ją oczyszcza, zostawiając optymalnie nawilżoną. Nie ma też problemów z usunięciem kosmetyków do stylizacji.

Włosy nie łamią się przy wycieraniu i co najważniejsze – nie są splątane czy tępe. Szybko się rozczesują bez większych strat. Po wysuszeniu z kolei są lśniące i sypkie. Odbite od nasady, z ładnym skrętem (w moim przypadku to też fajna sprawa). Na pewno są bardziej elastyczne i miękkie. Nie kruszą się w trakcie podpinania, nie sterczą, nie elektryzują się.

Gdybyście były ciekawe konsystencji czy zapachu, to ta pierwsza wydaje mi się być standardowa dla tego typu produktów – nie za gęsta, nie za rzadka. A sama formuła dość wydajna – niewiele trzeba kosmetyku do pokrycia pianą całej głowy i włosów. Zapach przyjemny, nienachalny.
Szampon to okrągła, dobrze leżąca w dłoni tuba z dozownikiem, o pojemności 300 ml.

Paul Mitchell STRENGTH

Drugi produkt to spray, także butelka wyposażona jest w atomizer. Rozpyla fajnie, tworząc mgiełkę. Nie „sika” gdzie popadnie, także wszystko jest pod kontrolą i ostatecznie na włosy trafia. Silny środek odbudowujący bez spłukiwania Super Strong Liquid Treatment, nie posiada żadnego konkretnego zapachu i jeśli właśnie to w profesjonalnych kosmetykach lubicie najbardziej – intensywne perfumy, to ten kosmetyk może Was rozczarować. 😛 Nie na perfumach skupiła się marka, a na składzie i działaniu.

Preparat ten przeznaczony jest do codziennej regeneracji przemęczonych włosów. Odżywia i odbudowuje, tym samym zapobiegając uszkodzeniom. Zwiększa wytrzymałość i wzmacnia. Dzięki niskiemu pH, które wynosi 4,5, powoduje domykanie łuski i zamknięcie w niej pigmentów. Włosy są mocne i lśniące. Spray działa po całej długości włosa, także końcówki również naprawia. Zawiera kompleks Super Strong, ekstrakty morskie, silikony, proteiny roślinne i filtry UV.

Generalnie uważam, że odżywki bez spłukiwania, to świetny wynalazek. Są wygodne w użyciu (no bo co to jest rozpylenie na wilgotnych włosach?) i ekspresowe. Nie trzeba nic na głowę zakładać, czasu odmierzać. Po prostu psikasz i już. Silny środek odbudowujący bez spłukiwania Super Strong Liquid Treatment można stosować codziennie. Warunkiem jest aplikacja na czyste, wilgotne włosy (wtedy kosmetyk lepiej się wchłania i ma szansę działać). Osiada na włosach nie sklejając ich, nie wpływając na ich świeżość i nie obciążając. A co do efektów, to myślę, że przy bardzo zniszczonych włosach można je zauważyć już po pierwszym użyciu. U mnie po ponad miesięcznym stosowaniu różnica jest naprawdę spora. Włosy są zdrowe i lśniące. Nie łamią się i nie kruszą, a wcześniej miały do tego tendencję. Co najważniejsze i jednocześnie sprawiające mi największą trudność, to utrzymanie końcówek w dobrym stanie. Teraz ani się nie łamią, ani nie rozdwajają. Jak zawsze trochę bardziej suche przy końcach są, ale nawilżenie jest na tyle optymalne, że nie niszczą się i nie „skrzypią” pod palcami. A tego typu rzeczy działy się u mnie już kilka dni po podcięciu włosów, także poprawa jest duża. Preparat nie wpływa na skręt, nie niszczy go, nie prostuje.

Spray jest bardzo wydajny i myślę, że moja butelka starczy na jakieś pół roku stosowania. Zaznaczę, że mam włosy długie i myję głowę codziennie, także i po niego sięgam dzień w dzień. 🙂

Szczerze jestem z tego duetu zadowolona i mam nadzieję, że kilka powyższych zdań odpowiedziało na Wasze pytania lub wątpliwości. Jeśli nie, napiszcie do mnie, to chętnie powiem jeszcze więcej. 🙂

Zobacz również:

Mój drugi numer jeden – Suchy szampon Express Dry Wash Paul Mitchell 🙂

Szampon i odżywka Extra Body Paul Mitchell – jak radzą sobie z włosami wymagającymi?

Pierwsza edycja Beauty By Bloggers Paul Mitchell

Hippiness by Shinybox czyli sierpień 2018

Od jakiegoś miesiąca jestem opóźniona ze wszystkim. Nie mogło więc być inaczej z najnowszym, ale jeszcze sierpniowym pudełkiem ShinyBox. Nie będę ukrywała, że nie powalił mnie swoją zawartością, ale tak to jest z kosmetycznymi boxami. Raz trafiają w gusta i zapotrzebowanie bardziej, innym razem mniej.

W pudełku Hippieness znalazły się produkty nastepujących marek: Novex, Biotaniqe, Foods By Ann, EkaMedica,Dermaglin, SheFoot, Unani, Delia, O’herbal, Vis Plantis.

Produktem który zainteresował mnie najbardziej okazał się Olej arganowy EkaMedica, który można stosować w ramach suplementacji. Pierwszy raz się z tym spotkałam, więc na pewno sobie go wypiję. Olej arganowy przez ostatnie lata wszyscy wylewają na skórę, więc fajnie, że można stosować go również pod nią. 🙂 Zalecana dawka dzienna to 5 ml. Butelka 100 ml kosztuje ok. 38 zł.

Prezentację produktów spożywczych zamknie Smoothie Bowl Food By Ann. U mnie Ananas & Banan & Brzoskwinia. Spróbuję. Ok. 4,30 zł kosztuje.

UNANI i Jedwabiste mleczko do ciała z drobinkami to kosmetyk, którym dziewczyny się zachwycają. Szczególną uwagę zwracają na zapach, który w moim odczuciu aż taki ekstra nie jest.:P Bardzo słodki, taki drink mleczko-kokosowo-waniliowo-kakaowy. 😀 Drobinki są dosyć spore, więc nie jest to subtelny rozświetlacz. Ma lekką, szybko wchłaniającą się konsystencję i poręczne, kompaktowe opakowanie. Kosztuje ok. 43 zł/60ml.

Pozostając w temacie pielęgnacji ciała, w pudełku znalazłam Relaksujący Balsam do ciała O’Herbal Lawenda. Miałam już taki i chyba nawet z któregoś pudełka. Także zaskoczenia nie ma, szału też. Jest to po prostu poprawny produkt nawilżający do ciała. Butla 500 ml kosztuje ok. 23 zł.

Hippieness by Shinybox

Dalej do czynienia mamy już tylko z maseczkami…
NOVEX – Brazilian Keratin. To już chyba 3 maska do włosów NOVEX w pudełku i jakoś wrażenia nie robi. 100 g to travel size. Standardowe opakowanie to 210g, które kosztuje 15 zł.
MULTIBIOMASK – Podwójna maseczka do twarzy. Maska łagodząca z ekstraktem z Białej Lilii oraz Maska oczyszczająca z Glinką i Węglem Aktywnym. Cena ok. 1,80 zł.
DERMAGLIN – Maseczka oczyszczająco-odżywcza z Zieloną Glinką Kambryjską, jedwabiem i jojoba. Cena ok. 7 zł.
SHEFOOT – Domowe Spa Dla Stóp (maska + peeling). Cena ok. 5,30 zł. Od tej marki też jest próbka żelu kojącego (i to myślę może być bardzo fajny produkt).

VIPy w tym miesiącu otrzymały dodatkowe podwójne zaproszenie na Targi Fryzjerskie i Kosmetyczne BeautyDays, na które i tak się wybieram jako Influencer, także wejściówkę pewnie podam dalej. 🙂

I na tym koniec sierpniowego Hippieness. Co myślicie o tym pudełku?

Dawniej Naturalnie Piękna teraz Nature Me Inspired By

Nareszcie! Mam i ja! Najnowsze pudełko NatureMe – do tej pory Naturalnie Piękna. I od razu zdradzę Wam, że nie tylko nazwa pudełka się zmieniła, ale jego zawartość również w tym miesiącu jakby nieco inna.

W środku 12 produktów – mix dla urody, zdrowia i duszy. I o ile przy poprzedniej edycji pudełko wydawało mi się być ostatecznie zbyt mało kosmetyczne, o tyle teraz jest ich wszystkich znacznie więcej i chyba po prostu bardziej trafiają w mój gust. Także proporcje „fifty-fifty” tym razem są dla mnie ok. A na dodatek same nowości, więc cieszę się podwójnie. 😁

Co znalazłam w środku? Kosmetyki marek takich jak: Oway, Skin Team, Powrót do Natury, kremowo.pl, Avebio i Seysso. Dodatkowo sok i sos Natjun, wodę alkaliczną Redox, świecę Runo i caaaałą masę kodów rabatowych.

Produktem, który ciekawi mnie najbardziej i jednocześnie ma chyba najbardziej tajemniczą nazwę ever to Hmilk no stress – mleczko odbudowujące wiązania dwusiarczkowe Oway i jest to odżywka do włosów. Zawiera biodynamiczny hibiskus, organiczny olej perilla, proteiny bawełny i olej daktylowy. I nie ukrywam, że baardzo ciekawi mnie działanie kosmetyku z takimi składnikami aktywnymi, bo często takiej mieszanki się nie spotyka. Nakłada się ją na umyte, wilgotne włosy i pozostawia na 2-5 minut. Odżywia, regeneruje i odbudowuje zniszczone łuski włosów. Tubka 75 ml kosztuje 39 zł. Jeśli będzie to fajny, godny polecenia produkt, pewnie napiszę o nim więcej. 🙂

Naturalnego mydła w kostce nigdy nie odmówię i zawsze ucieszę się na jego widok. Powrót Do Natury do pudełka wrzucił Mydełko produkowane według tradycyjnej, naturalnej receptury oparte na składnikach roślinnych. Jak duża część takich mydełek, tak i to świetnie sprawdza się do pielęgnacji skóry problematycznej. U mnie z Olejkiem z trawy cytrynowej i olejkiem lawendowym. Kostka 100g kosztuje ok. 10 zł

Nature Me Inspired By

Tak samo jak mydła, nie odmówię też ciekawej pasty do zębów. Wiadomo, że jest to rzecz, która zawsze się przyda i na pewno nie zmarnuje. Wybielająca pasta do zębów z aktywnym węglem Seysso to u mnie nowość, jednak czarne pasty już używałam i w sumie bardzo je sobie chwalę (natureON i whiteON znajdziecie tutaj). Myślę, że i z tej będę zadowolona. Oprócz węgla aktywnego zawiera ksylitol, olej kokosowy i remineralizujący nanoXIM. 75 ml kosztuje ok. 40 zł.

Ponieważ już kilka miesięcy w pudełku nie było żadnego peelingu kawowego, to jest i on! 😀 Tym razem z Skin.Team. Składnikami aktywnymi, które ścierają martwy naskórek jest kawa Robusta, cukier trzcinowy oraz różowa sól himalajska. A tymi, które skórę pielęgnują – olej arganowy, olej ze słodkich migdałów, olej z pestek winogron, olej z rącznika, olej z orzechów makadamia, masło shea i witamina E. Można stosować go zarówno na ciało, jak i twarz. Ogólnie w sprzedaży są 4 zapachy, w pudełku – Pomarańczowe Latte. Travel Size (doypack 50g) kosztuje ok. 17,90 zł.

Od AveBio tym razem mix produktów – w moim pudełku Olej Avocado. Zapas olejów naturalnych mam spory, w tym i avocado, także wolałabym trafić na coś innego, np. tonik do twarzy Aloe Vera. Się zużyje, albo poda dalej. Butelka, a w zasadzie nawet nakrętka wyposażona jest w dozownik, co jest praktyczną sprawę. Niestety nie posiada ona dodatkowego zabezpieczenia, więc 1/4 oleju podczas transportu zalała inne kosmetyki. Na tym jednak oleje się nie kończą, bo w pudełku znalazł się też Organiczny olej perilla z pachnotki Kremowo.pl i ten przyznam szczerze zaciekawił mnie o wiele bardziej, bo jeszcze nigdy takiego nie używałam. Nawilża, natłuszcza i odżywia. Działa antyoksydacyjnie i przeciwbakteryjnie. Pobudza skórę do działania. Wspierając syntezę kolagenu i elastyczny niweluje oznaki starzenia i zmniejsza zmarszczki. 50 ml kosztuje ok. 13 zł.

Kosmetyczną część pudełka zamykają próbki Bioselect i Purobio.

Nature Me Inspired By

Bardzo fajną, stylową (i minimalistyczną) i na pewno odprężającą rzeczą jest Świeca Sojowa Homemade Cake RUNO. Pachnie słodziutko i milutko. Świeca jest ekologiczna, wykonana w 100% ze składników roślinnych. Wosk charakteryzuje się tym, że łatwo go usunąć ciepłą wodą, a świeca nie dymi.

Do mojej lodówki trafiły produkty Natjun, których wcześniej nigdzie nie widziałam, a po sklepach z takim asortymentem jednak trochę chodzę, także albo ślepa jestem, albo jeszcze nie wszędzie są. Zarówno sok, jak i sos dobre, także polecam spróbować. 🙂
Sok śliwkowo – jabłkowy Natjun 400ml – ok. 12 zł.
Sos Jabłkowo-Musztardowy 225g – ok. 13 zł.

I jeszcze Jonizowana woda alkaiczna w saszetce REDOX była w tej edycji Naturalnie Piękna – Nature Me. Dzięki opakowaniu idealna na podróż – zmieści się wszędzie, nawet tam, gdzie wydaje Ci się, że nie ma już miejsca. 🙂 240 ml kosztuje ok. 4 zł.

Nature Me Inspired By

I wisienką na torcie niech będą kody rabatowe, z których możecie skorzystać i Wy. 🙂
SEYSSO.PL – „SEY8DPDMD” -20%
RUNOHOME.PL – „RUNOSHOP1” -15%
EKODEMI.PL – „EKODEMI20” -20%
KREMOWO.PL – „NATURALNIE PIĘKNA” -10%
PUROBIO.COM.PL – „KOSMETYCZKA1” – kosmetyczka za 1zł.

Niestety mam też smutną wiadomość… W związku z tym, że Inspired By wciąż prowadzi jakieś prace modyfikacyjne, pudełko Naturalnie Piękna czyli obecnie Nature Me nie będzie póki co w regularnej sprzedaży. A jak już będzie, to zapewne jako „extrabox” w ShinyBox, także czatujcie! 🙂

Idealny podkład za 30 zł – Eveline Cosmetics Liquid Control

Ostatnio miałam taki dzień, który z góry zaliczyłam do tych gorszych. Zaczęło się to tak, że robiąc sobie rano makijaż zorientowałam się, że właśnie kończy się podkład. Mój aktualnie najulubieńszy podkład – Liquid Control HD Eveline Comstics. I choć nabycie kolejnego nie jest żadnym problemem, to jakoś mi się tak smutno zrobiło. I wiadomo, nastawiło mnie na całą resztę dnia. 😉

Generalnie kiepska jestem w trzymaniu Was w napięciu i budowaniu tajemniczej aury. 😛 Jak wyżej wyczytałyście, mój aktualny numer 1. Pokochałam ten podkład dosłownie za wszystko! I choć wiadomo, że do kosmetyczki non stop wpada mi coś fajnego, to ten podkład serio na ich tle się wyróżnia.

Podkład dzięki swojej lekkiej i nietłustej konsystencji sprawdza się w wielu sytuacjach. A poziom krycia zależy od nas samych. Można nakładać go warstwowo, w mniejszych lub większych porcjach. I za każdym razem ładnie się rozprowadza nie tworząc smug, zacieków czy plam. Nie pozostaje na wierzchu, ale wtapia się w skórę i tworzy bardzo naturalny efekt. Nie tworzy maski, nie zbiera się w zagięciach.

Eveline Cosmetics – Liquid Control

Dobrze dobrany kolor poprawia i wyrównuje koloryt oraz przykrywa niedoskonałości. Cienka warstwa idealnie sprawdza się na upały, godnie zastępując kremy typu BB i CC. Dla posiadaczek piegów mam taką wiadomość, że oszczędna porcja podkładu ich nie zakryje, więc o świeży i naturalny look nie ma się co martwić.

Podkład jest tak lekki i przyjemny, że nawet go nie czuć. Nie ciąży, nie zapycha, nie przetłuszcza. Ale z drugiej strony też nie wysusza i nie podrażnia.

Dobrze współpracuje z innymi kosmetykami i trzyma się twarzy niezależnie od tego, jakiej bazy użyjemy (czy będzie to typowa baza czy też krem). Nakładane na niego bronzery, rozświetlacze czy róże ładnie się rozkładają i tworzą dobrze prezentujące się tafle.

Mimo tego, że podkład jest rzadki, jego aplikacja jest zupełnie bezproblemowa, bo odbywa się przy użyciu pipety, w którą wyposażone jest opakowanie.

I na koniec zbiór najważniejszych informacji czyli tak zwane „DANE TECHNICZNE”:
– lekka, lejąca się konsystencja,
– możliwość stopniowania krycia,
– zastępstwo dla kremów BB,
– szklana butelka o pojemności 32 ml,
– butelka wyposażona jest w pipetkę, która ułatwia aplikację,
– 6 odcieni,
– dostępny online i w drogeriach stacjonarnych, również sieciach takich jak Rossmann,
– cena od ok. 30 zł.

Polecam bardzo! 🙂

Olejek konopny Efektima – czy warto?

Nie pierwszy raz spotykam się z olejem konopnym i jego udziałem w kosmetykach pielęgnacyjnych. Z resztą na bieżąco dzieliłam się z Wami moimi nowościami i odkryciami. I choć kolejne produkty z olejem z konopii wchodzące na rynek nie są dla mnie zaskoczeniem, to Olejek konopny marki Efektima po prostu mnie zaciekawił. Przyzwyczaiłam się, że nawet do pozornie prostego produktu, zawsze dodają coś od siebie, a to czyni go innym i trochę wyjątkowym. Efektima nie zawiodła mnie i tym razem. 🙂

O szerokim i dobroczynnym spektrum działania oleju konopnego pewnie słyszało również wiele z Was. Dzięki zawartym w nim nienasyconym kwasom tłuszczowym, aminokwasom, proteinom, fosfolipidom czy witaminom, działa regenerująco, odżywczo, antyoksydacyjnie, przeciwzapalnie i antybakteryjnie. Działa kojąco zarówno na skórę, jak i włosy. Chroni je przed szkodliwymi czynnikami zewnętrznymi i stara się zatrzymać czas :D. Jest intensywny, ale potrafi być bardzo delikatny, dlatego poleca się go do skóry wrażliwej, skłonnej do podrażnień. Zaopiekuje się również wszystkimi rodzajami włosów, wzmacniając je, ułatwiając rozczesywanie, dodając blasku i pracując nad regulacją wydzielania sebum.
Oprócz oleju konopnego w składzie Olejku konopnego Efektima znajdziemy również olej z pestek winogron i witaminę E.

Olejek konopny Efektima

Opakowanie to wygodna i poręczna plastikowa butelka o pojemności 150 ml. Wyposażona jest w atomizer, co sprzyja bezproblemowej aplikacji. Działa sprawnie (tworząc mgiełkę), więc w zależności od upodobań można spryskiwać nim ciało i włosy, jak i uzbierać odpowiednią porcję w dłoniach i dopiero nimi rozprowadzić olejek po skórze.

Jedną z ważnych i wyróżniających cech oleju konopnego, jest określenie „suchy olej” – czyli taki, który szybko się wchłania i praktycznie nie pozostawia po sobie śladu na skórze. I tak jest w tym przypadku. Olejek nie tylko dobrze się rozprowadza, ale też ekspresowo wchłania i oprócz zapachu (intensywnego, przyjemnego i mi osobiście kojarzącego się z męskimi One Million Paco Rabanne) i ogólnie lepszej kondycji, nie pozostawia na skórze nic więcej. Jego konsystencja (jak się zapewne domyślacie) jest bardzo lekka i przyjemna, nawet w lato. A przy okazji tej pory roku, dodam tylko, że stosowałam olejek w najgorsze upały, na całe ciało i zdał egzamin o wiele lepiej niż nie jeden balsam czy inne mazidło do ciała. Nawilżał i odżywiał je, ale w żaden sposób nie obciążał, nie zapychał i nie tłuścił – rewelacja!

Olejek konopny Efektima

No to parametry techniczne już znacie, czas na działanie i efekty. 🙂 Lato, wysokie temperatury, ostre słońce i wysuszająca klimatyzacja to jednak ciężkie warunki dla całego organizmu. I choć gorące dni nie przeszkadzają mi w ogóle, to jednak skóra i włosy potrzebują w tym okresie trochę więcej. I ten olejek zdecydowanie im to daje. Skóra nawilżona, odżywiona, pachnąca. Zdrowo i zachęcająco wyglądająca. Olej zostawia na niej taki trochę efekt glow, więc wiecie jak to wyglada na opalonym ciele? Najlepiej. Naprawdę fajnie sprawdza się do codziennej pielęgnacji, bo nie jest ciężki, męczący. To taka, lepsza, lżejsza wersja oleju, która fantastycznie sprawdza się również na włosach. I wydaje mi się, że szczególnie kręconych, bo bardzo fajnie podbija skręt i dodaje mu blasku – włosy wyglądają po prostu pięknie. Oczywiście trzeba uważać, żeby nie przesadzić i nie uzyskać ostatecznie „mokrej włoszki”, jednak z umiarem potrafi zrobić wiele dobrego. I na końcówki działa też – nawilża i poprawia kondycję.

Kosmetyk ten oficjalnie mianuję swoim ulubieńcem i szczerze polecam przetestować, może i Was też oczaruje.:)

Olejek konopny Efektima dostępny jest tylko w Rossmann, w cenie ok. 25 zł.

6 kosmetyków idealnych na lato i wakacje

Zastanawiacie się jakie kosmetyki mogą się Wam przydać w wakacyjnej kosmetyczce? Idę z pomocą! 😀 I przedstawiam Wam moją tegoroczną listę. 🙂

Termissa – Woda termalna z Podhala. No chyba nie muszę tego wyboru tłumaczyć. Bardzo przyjemna mgiełka do ciała. Odświeża, chłodzi i ogólnie przynosi ulgę w upalne dni. Ja swoją znalazłam w jednym z pudełek ShinyBox, ale standardowo kosztuje ona ok. 20 zł

Woda termalna z Podhala – Termissa

Płyn micelarny w chusteczce do oczyszczania twarzy i oczu tołpa: dermo face, physio i Normalizujący płyn micelarny w chusteczce do oczyszczania twarzy tołpa: dermo face, sebio. Chusteczki pakowane są pojedynczo, więc idealnie nadają się i do demakijażu i do odświeżenia po prostu. Ich forma jest też fajną opcją do samolotowej kosmetyczki. Makijaż zmywają, ogólnie oczyszczają i nawilżają. Nie podrażniają. Kosztują ok. 3 zł.

Chusteczki z płynem micelarnym tołpa

Dwufunkcyjny krem ochronny do twarzy SPF 15 i 50 Sun Balance Farmona. Fajna jest to opcja. Zamiast dwóch kosmetyków, na wakacje ciągniemy tylko jeden i na dodatek taki, któ®y zapewni nam ochronę i w pełnym słońcu i w trochę bardziej pochmurne dni. Oba sprawnie się rozprowadzają i stosunkowo szybko wchłaniają. Konsystencja wiadomo – jest tłusta, ale jednak mniej ciężka, nie przypominająca pasty. Kremy nie bielą. Nadają się pod makijaż. Cena: ok. 20 zł.

Dwufunkcyjny krem Sun Balance – Farmona

Odżywczy cukrowy peeling do ciała Banan & Agrest Farmona. Wiadomo, że peeling ogólnie się przydaje, a taki na lato jest idealny. Zapach ma bardzo słodki i wakacyjny. W konsystencji z kolei przypomina zimną galaretkę. A drobinkami ścierającymi jest przyjemny dla skóry cukier. Do tego opakowanie bardzo praktyczne i niespotykane – wieczko unosi się do góry. Kosztuje ok. 16 zł.

Cukrowy peeling Tutti Frutti – Farmona

Puder prasowany SPF30 Powder Paese. Zupełnie multifunkcyjny. Utrwali, zmatowi i delikatnie rozświetli jednocześnie. Zakryje co nieco i też wyrówna. Oprócz delikatnych iskrzących się drobinek, zawiera filtry, chroni przed wolnym rodnikami, a nawet uspokaja cerę i koi ją. Poza tym ma przepiękne, bardzo porządne opakowanie wyposażone w lusterko. W środku znajdziemy również milusią gąbeczkę. Dostępny jest w 4 odcieniach za 40 zł – i szczerze Wam powiem, warto zainwestować.

Puder prasowany SPF 30 – Paese

Błyszczyk Extreme Gloss Mesauda Milano – choć błyszczyków na co dzień nie używam, bo się kleją (oczywista oczywistość), to powiem Wam, że ten 311 polubiłam, nawet bardzo. W lato i tak często spinam włosy, bo gorąco, więc ostatecznie ten „klej” na ustach nawet mi tak nie wadzi. 😀 Za to efekt niesamowity. Mega soczyste, nasycone i pełne usta. Do nich ubieram tylko krem z filtrem, tusz do rzęs i wychodzę. 🙂 Swój znalazłam w pudełku ShinyBox.

Błyszczyk Extreme Gloss – Mesauda Milano

Summer Vibes by ShinyBox – lipiec 2018

Jest i u mnie! Najgorętsze (lipiec zobowiązuje 😀 ) pudełko ShinyBox tego roku! Bo serio – bardzo dużo Klientek Shiny jest nim zachwycona. Co w sobie skrywa i czy Wam też przypadnie do gustu? Sprawdźmy! 🙂

Tym razem w pudełku znajdziemy głównie produkty do pielęgnacji. Do makijażu nie ma zupełnie nic. Są i produkty typowo drogeryjne i marki bardziej wyszukane. Wiele produktów wymiennych, więc ostatecznie pudełka mogą wyglądać bardzo różnorodnie.

Markami tej edycji są: Hello Nature, MultiBioMask, Raisin, Fa,Collibre, Tria, Bisho Jo i Stara Mydlarnia.

Choć może się to wydawać dziwne, bardzo ucieszyłam się, gdy zobaczyłam w pudełku dezodorant Fa – Island Vibes Fiji Dream antyperspirant w spray’u. Moje zapasy się kończą, więc same rozumiecie. 🙂 Mam nadzieję, że zapewni komfort w upalne dni (bo liczę, że lato jeszcze trochę potrwa ;). Zapach arbuzowy, dość intensywny. 150 ml kosztuje ok. 8 zł.

Summer Vibes by ShinyBox

BishoJo Krem wodny nawilżający dzień/noc, to produkt, który mnie zaintrygował. Do tej pory nie gościłam tej marki w swoich kosmetyczkach, a gdzieś tam zawsze się przewijała, wzbudzając przy tym moją ciekawość. W końcu będzie zaspokojona! Krem nawilża, zmiękcza i wygładza. Nie powoduje uczucia ściągnięcia czy napięcia skóry. Posiada delikatną, lekką i wodną konsystencję. Opakowanie to tubka o pojemności 30 ml. Kosztuje ok. 40 zł. Wymiennie w pudełku był BishoJo Krem wodny regenerujący dzień/noc albo Argan krem do rąk i paznokci EcoReceptura by Stara Mydlarnia, który w moim pudełku również się znalazł. Aluminiowa tubka (75 ml), to bardzo lubiana przeze mnie forma opakowania, ale złoto kryje się w jej środku. Masło shea, olej arganowy, proteiny jedwabiu, witaminy B5 i E i alantoina. Cena: 17 zł.

Summer Vibes by ShinyBox

W każdym pudełku znalazł się również Krem do twarzy marki Tria. U mnie w wersji Ujędrniającej na dzień z ekstraktem z imbiru, a mógł się trafić jeszcze Krem regenerująco-nawilżający z ekstraktem z imbiru na noc. Podobno nadaje się pod makijaż. Zawiera ekstrakt z imbiru, kwas hialuronowy, kolagen, olej migdałowy, pantenol, kompleks matująco-wygładzający, filtry UV. Słoiczek o pojemności 50 ml kosztuje ok. 50 zł.

Summer Vibes by ShinyBox

Do pielęgnacji twarzy jest jeszcze podwójna maseczka – Multi BioMask. Jedna to Maska Liftingująco – odmładzająca z wyciągiem ze śluzu ślimaka, druga – Maska ultra oczyszczająca z glinką i aktywnym węglem. Chętnie wypróbuję. Zestaw kosztuje ok. 5 zł.

Summer Vibes by ShinyBox

Hello Nature dało do pudełek aż 6 produktów na wymianę, także można było trafić na odżywkę do włosów, maskę do włosów, masło do ciała czy olejek. Ja mam masło do ciała z szalenie modnym ostatnio olejem konopnym. Pachnie trochę cytrusowo i energetycznie, więc będę starała się je przetestować jeszcze latem. Szczególnie, że jak na masło ma super lekką i szybko wchłaniającą się konsystencję. Mam nadzieję, że się sprawdzi. Kosztuje ok. 25 zł

Raisin – Zestaw naklejek wodnych na paznokcie, to trochę nie moja bajka, więc pewnie podam je dalej. Warto jednak wiedzieć, że można je stosować zarówno na lakier klasyczny, jak i hybrydowy. Zestaw 3 arkuszy kosztuje ok 5 zł. To również był pewniak każdego pudełka.

Summer Vibes by ShinyBox

Na koniec zostawiłam płynny kolagen Collibre Swiss Collagen Drink, u mnie w wersji Beauty Drink. Dzienna dawka 140 ml kosztuje ok. 9 zł. Kurację powinno się stosować przez minimum 4 tygodnie. Podobno ma smak owoców tropikalnych, ale sama nie spróbuję, dopóki nie doczytam się gdzieś czy jest bezpieczne podczas karmienia.

Nie zabrakło też voucherów – dr Barbara, rabatów – np. Raisin, Collibre i próbek – Stara Mydlarnia. Jednak wiadomo, że wszystko co dobre, kiedyś się kończy i właśnie do takiego końca dotarłyśmy teraz. 🙂 I jak? Jak Wam się podoba Summer Vibes by ShinyBox?

Zestaw dostępny na shinybox.pl – dobrze, że wiecie, gdzie go szukać! 😀

Viankowe cudo – Łagodząca emulsja do mycia twarzy z żywokostem

Dzisiaj będzie o Łagodzącej emulsji myjącej do twarzy z ekstraktem z żywokostu Vianek, bo już dawno nie spotkałam się z tak delikatnym, a zarazem tak skutecznym kosmetykiem do demakijażu.

Emulsja przeznaczona jest do cery wrażliwej, dlatego wszystko co znalazło się w jej recepturze to składniki łagodzące, kojące i niezwykle delikatne. Oprócz alantoiny, gliceryny, panthenolu czy oleju kokosowego, zawiera również ekstrakt z korzenia żywokostu (o właściwościach żywokostu). Mają one za zadanie skórę oczyścić, nawilżyć, odżywić i przede wszystkim ochronić przed podrażnieniami i napięciem. Emulsja nie narusza bariery lipidowej. Wpływa na uczucie wygładzenia, miękkości i komfortu.

Śnieżnobiała emulsja, dzięki zawartym w niej olejom, właśnie taka nieco olejowa w konsystencji jest. I pewnie dlatego jest tak skuteczna w oczyszczaniu skóry z makijażu i innych zanieczyszczeń, które gromadzą się na twarzy w ciągu dnia. Brak konkretnego, dobrze wyczuwalnego zapachu, jest oczywiście zrozumiały – emulsja ma być jak najbardziej neutralna i delikatna. Jednak nie ukrywam, że jestem ogromną fanką Viankowych zapachów i tutaj z chęcią bym też coś dodała, gdyby była taka opcja. Opakowanie dla produktów myjących tej marki standardowe i bardzo praktyczne, nie zamieniłabym na nic innego. Pojemność to 150 ml.

Emulsja, jak już z resztą zdążyłam wyżej wspomnieć, dobrze radzi sobie z demakijażem i oczyszczeniem. To, że nie podrażnia skóry, nie powoduje żadnych zaczerwienień czy dyskomfortu jest raczej oczywiste. To, że zostawia ją odżywioną, mięciutką i milutką w dotyku, to myślę cenna uwaga. W żaden sposób nie ściąga skóry i jej nie napina. Ta wydaje się być bardziej elastyczna, pełna i zdrowa. W zasadzie po jej użyciu, skóra prezentuje się niemalże tak, jakby już dawno był wklepany tonik i nałożony krem. Naprawdę fajne uczucie, takiej zadowolonej i dopieszczonej skóry, a przecież to dopiero początek rytuału. 😉

Jak wszystkie kosmetyki Vianek, tak i ten nie był testowany na zwierzętach, a jego skład jest naturalny i nie zawiera sztucznych kompozycji zapachowych.

Jego przydatność to ok. 3 miesiące od pierwszego użycia, a spokojnie wystarcza do codziennego stosowania na jakieś 2. Kosztuje ok. 20 zł.

 

Zobacz również:

Szybka recenzja VIANEK Rewitalizujący żel myjący do twarzy

Vianek seria przeciwstarzeniowa – Eliksir do twarzy z witaminą C vs. Serum do twarzy z koenzymem Q10

Lekki i wzmacniający szampon Vianek – seria fioletowa

Dobry naturalny szampon do włosów ciemnych i farbowanych

 

 

 

 

Dobry tusz do rzęs do 20 zł

Dzisiaj szybka lista czterech dobrych tuszy do rzęs do 20 zł. Niekoniecznie odpowiadają na takie same potrzeby, więc bezpiecznie będzie, gdy doczytacie tekst do końca. 🙂

3D Lashes New Look Mascara Delia Cosmetics – to tusz, który znacznie poprawia objętość i wyrazistość moich krótkich i rzadkich rzęs. Maskara trochę je oblepia, więc są i pogrubione i wydłużone. W ciągu dnia tusz nie kruszy się, nie rozmazuje, nie odbija na górnych powiekach. Długo utrzymuje świeżość, nie wysycha. Posiada stożkowatą, silikonową szczoteczkę. Kosztuje ok. 15 zł.

Glam&Doll False Lashes Mascara Cartice Cosmetics – kosmetyk wegański. Z założenia maskara ta zapewniać ma efekt sztucznych rzęs i w praktyce jest całkiem blisko. Rzęsy są uniesione, podkręcone, wydłużone i pogrubione. Wyglądają „bogato”. Tusz nie kruszy się, ale zdarza się, że odbija się (farbuje) górną powiekę. U mnie zdarza się to głównie po całym dniu. Szczególnie w okresie letnim, kiedy skóra jest bardziej tłusta niż zazwyczaj. Ma profilowaną (kształt banana), silikonową szczoteczkę. Cena to ok. 17 zł.

Tusz do rzęs do 20 zł: Pierre Rene Professional, Catrice, Delia Cosmetics, Eveline Cosmetics

Volumix Fiberlast Mascara Eveline Cosmetics to moje najnowsze odkrycie i szczera miłość. Silikonowa szczoteczka działa trochę jak separatorek do rzęs. Rozczesuje je, jednocześnie poprawiając ich kształt, objętość i długość. Tusz nie wysycha i nie tworzy grudek. Nie kruszy się i nie farbuje skóry. Utrzymuje super efekt przez cały dzień. Kosztuje ok. 15 zł

Silicone 3in1 Mascara Pierre Rene Professional – propozycja dla osób, które przede wszystkim chcą zachować naturalny look, bo efektu maxi nie daje. Jest to bardzo subtelna, ale porządna maskara. Rozczesuje rzęsy, delikatnie je podkręca i nadaje koloru. Nie kruszy się i nie farbuje. Posiada silikonową, wąską szczoteczkę z krótkimi włoskami (może być więc nieco problematyczna przy króciutkich rzęsach). Kosztuje ok. 20 zł.

Policzkowy ulubieniec – Blush Full HD Eveline Cosmetics

Dzisiaj będzie konkretnie i krótko. Chciałam pokazać Wam mojego aktualnego ulubieńca do makijażu. Bo w sumie i dawno takiego nie opisywałam i na wakacyjną porę może się Wam przydać.

Jest to taki „3xSUPER” – super szybki, super dziewczęcy i super wyglądający kosmetyk. 😀 Jego forma, formuła i efekt jaki daje, idealnie pasuje do lekkiego makijażu dziennego. W jaskrawych kolorach pewnie głównie do letniego. Jednak nie sądzę abym sama rozstała się z nim na pozostałe pory roku. Choć nie od razu pałałam do niego taką miłością i przyznam szczerze, że jak go wzięłam do ręki, to nawet się trochę przestraszyłam. Ale wszelkie obawy szybko zniknęły. Wystarczyło, że go użyłam.

Kremowy róż do policzków w sztyfcie Blush Full HD Eveline Cosmetics – tak, to właśnie o tym niepozornym maluchu mowa. Jest pierwszym kremowym różem, który wiernie towarzyszy mi od jakichś dwóch miesięcy. Świetnie sprawdza się i do maźnięcia policzków przed wyjściem i do pełnego, starannego makijażu.

Jego kremowa konsystencja, choć trochę tłusta, naprawdę fajnie współpracuje. Lekko się go rozprowadza, ten szybciutko wtapia się w skórę. Nie pozostawia plam. Daje naturalny, świeży i dziewczęcy efekt. Sprawdza się i bezpośrednio na krem, jak i na podkład.

Sztyft to bardzo wygodna forma. Do tej pory miałam kremowe róże, ale w pudełeczkach/słoiczkach i jakoś tak nie sprawdzały się u mnie. Chyba to, że muszę umazać całego palca (palcem najlepiej – wiadomo 😉 ), gąbeczkę czy inny pędzelek mnie trochę zniechęcało. Sztyft zdecydowanie robi robotę. I całkiem pożądny jest, skuwka nie spada, więc można wrzucić do torebki.

Kosztuje jakoś ponad 20 zł i moim zdaniem warty tej ceny. 🙂

 

Zobacz również:

OH! My Lips Matt Lip Kit Eveline Cosmetics – czy warto?