i cała reszta

KONKURS Halloween z Golden Rose!

KONKURS Halloween z Golden Rose!

Opisz swoją straszną historię i wygraj zestaw kosmetyków Golden Rose!

Wraz z marką Golden Rose celebrujemy święto strachów i czarów!

Przyłącz się do naszej zabawy, a kto wie, może to właśnie Ty wygrasz atrakcyjny zestaw kosmetyków? 

Wystarczy, że opiszesz swoją straszną historię związaną z tematem beauty i poczekasz na ogłoszenie wyników! 🙂

Odpowiedzi konkursowe należy zamieszczać w komentarzach (poniżej) do dnia 16.11.2017 r. włącznie.

 

REGULAMIN KONKURSU – Halloween z Golden Rose

§1.

Organizatorem konkursu jest BAFavenue, a Sponsorem nagród marka Golden Rose.

§ 2

W konkursie udział może wziąć każdy, nie więcej niż jeden raz.

§ 3

Nagrodą w konkursie jest 3 x zestaw kosmetyków składający się z:

– Bazy pod podkład

– Kremu BB

– Holograficznego lakieru do paznokci

– Tuszu do rzęs.

§ 4

Konkurs trwa od 25.10.2017 do 16.11.2017 r.

§ 5

Zadaniem konkursowym jest opisanie swojej strasznej historii związanej z tematem beauty. Odpowiedzi konkursowe należy zamieszczać w komentarzu do publikacji konkursowej.

§ 6

Wyniki konkursu, w którym zostanie wyłonionych 3 zwycięzców, zostaną ogłoszone do 10 dni po zakończeniu konkursu na BAFavenue.pl. Organizator poinformuje o publikacji wyników na swoim fanpage‘u na Facebooku.

§7

Zwycięzca powinien skontaktować się z Organizatorem w celu przekazania nagrody poprzez wiadomość mailową (redakcja@bafavenue.pl) do 10 dni, liczonych od ogłoszenia wyników.

§ 8

Wszelkie inne regulacje prawne niewyszczególnione w tym regulaminie podlegają pod prawo polskie Kodeksu Cywilnego.

§ 9

Wszelkie spory rozstrzyga właściwy sąd okręgowy.

161 komentarzy

Komentarzy

  1. 16 listopada 2017 at 23:28

    Razu pewnego
    Wieczoru mrocznego
    Z czasem wyścig w łazience miałam
    Autobus za chwilę na przystanek zawita
    A ja wciąż niegotowa kobita
    Szybko biegając po domu krzyczałam:
    Z drogi rodzinko! Przecież na randkę iść miałam!
    Włosy zrobione, oko, kawy łyk
    Wtem siostra w ryk:
    Biegnij kochana, bo twa godzina.
    Dobra z mej siostry jest dziewczyna.
    Wbiegam do autobusu, a tam wszyscy w śmiech
    Cóż, dobrze, że wyjść z domu z pomalowanym jednym okiem to nie grzech.

    Tak oto na randkę jechałam, a zamiast cieni na drugie oko kredkę do oczu i róż rozcierałam.

    p.s. randka udana 🙂 Może w konkursie będzie wygrana?

  2. 16 listopada 2017 at 22:07

    Pierwszy raz jechałam na dyskotekę kilka dni przed moją osiemnastką. Byłam tak podekscytowana, bo wybierałam się do jednego z najlepszych klubów w Polsce. Kreacja, buty… wszystko było po prostu szałowe i wiedziałam, że będę wyglądała jak milion dolarów. Niestety jeśli chodzi o makijaż… poszłam troszkę nie tą drogą co trzeba. Uznałam, że im więcej tym lepiej. Katowałam się wizytami w solarium by być „czekoladką”. Myślałam, że jestem już niczym murzynka (jednak było mi bliżej do albinoski) i zakupiłam w drogerii podkład i puder o dość ciemnej barwie. Bałam się, że podczas tańca, makijaż mi spłynie więc nałożyłam na siebie kilka warstw. Oczy i policzki obsypałam dużą ilością brokatu. Gdy dziś patrzę na zdjęcia z imprezy to fakt błyszczałam… nie jak zamierzone milion dolarów ale jak źródło chodzącego kiczu. To zdecydowanie wyglądało gorzej niż najstraszniejsze upiory podczas Halloween. 😉 Całe szczęście zmądrzałam i dziś uważam, że im skromniej… tym piękniej. I całe szczęście, że tamta wpadka mnie tego nauczyła.

  3. 16 listopada 2017 at 21:42

    Wyszłam na zakupy z dziewczyną brata. Nie lubiłyśmy się za bardzo, ale cóż, „będziemy kiedyś rodziną. Trzeba żyć w zgodzie” myślałam. Naiwna. Praktycznie od wyjścia z domu mówiła do mnie „dlaczego wszyscy tak się na Ciebie patrzą?”. Pomyślałam więc że to moje super szpilki i ogólnie fajnie dziś wyglądam, to się patrzą 🙂 I dopiero podczas zakupów w lustrze przymierzalni zobaczyłam że jedno oko mam okropnie rozmazane…

  4. 16 listopada 2017 at 20:14

    Moja historia powtarza sie kazdego ranka gdy patrze w lustro 🙂 No ale z tym juz nic nie zrobie nie kazdy mozr być piękny:-) no ale mimo wszystko stram sie działać cuda z moja twarza i tak było tego dnia pełna optymizmu zaczełam sie malować wygladało wszytko ok aż do czasu wyjscia z domu jak spojrzałam w lustro i zobaczyłam cała twarz czerwoną doslłownie jak burak a to wszytsko dzieki mojej wspaniałej córeczkę ktora ponieszala mi podkład z klejem ktory wywołał podraznienie z i rany na mojej skórze wiec zamias waznego wyjscia był SOR a później zamiast upiekszac twarz ja bardziej straszylam przez te wszystkie mascie 🙂 Jednak ten dzień zapamietam do końca życia to byl moj najwiekszy koszmar i od tej pory kosmetyki trzymam tam gdzie corka sie nie spodziewa i nie siegbie:)

  5. 16 listopada 2017 at 20:03

    To było dla mnie ważne spotkanie. Wreszcie chłopak, który mi się podobał, zaprosił mnie na randkę. Byłam przeszczęśliwa. Tego wyjątkowego dnia chciałam wyglądać szczególnie. Miałam już wybraną sukienkę na ramiączkach i sandałki. Został jeszcze tylko make up. Na co dzień prawie w ogóle się nie maluję, ale tego dnia chciałam podkreślić swoją urodę w wyjątkowy sposób i wyglądać dojrzalej. W Internecie wyczytałam, że facetów kręcą czerwone usta i opalone ciało. Podkradłam więc siostrze szminkę. Rano wzięłam szybki prysznic. Potem wmasowałam w ciało samoopalacz, który na tę specjalną okazję kupiłam w drogerii. Akurat, gdy spotkam się z moim wymarzonym, będę już kusić pięknym opalonym ciałem, jakbym wróciła z rajskich wakacji. Potem zabrałam się za makijaż. Trochę podkładu, tusz do rzęs i oczywiście najważniejszy element makijażu- uwodzicielska czerwona szminka! Następnie ubrałam się. Ostatnie spojrzenie w lustro! Wyglądam świetnie. Na ulicy ludzie dziwnie mi się przyglądali, ale uznałam, że po prostu podziwiają mój look. Gdy weszłam do kawiarni, od razu go dostrzegłam. Siedział w końcu pomieszczenia. Zadbany, elegancki i przystojny jak zwykle. Wzięłam głęboki oddech, podeszłam do stolika i uśmiechnęłam się do niego najbardziej promiennie jak potrafiłam. Nigdy nie zapomnę jego miny. Chłopak zdębiał i za chwilę z ironicznym uśmiechem powiedział: „Ugryzłaś kogoś, bo masz coś czerwonego na zębach!”. Zrobiłam się czerwona i szybko pobiegłam do łazienki. Spojrzałam w lustro. Rzeczywiście, moim oczom ukazał się żenujący widok. Czerwona szminka była na zębach, a jakby tego było mało, na dekolcie i ramionach pojawiły się brązowe smugi po samoopalaczu. Podkład był też ciut za jasny, bo z czerwienią na ustach przypominałam z wyglądu wampira. Gdy wróciłam jego już nie było. Najwidoczniej nie chciał podziwiać moich kolorowych zębów lub nie był fanem horrorów. Czasem nadmiar kosmetyków szkodzi, co skutkuje to szminką na zębach, nieestetycznymi plamami po samoopalaczu czy zbyt dużą ilością pudru na twarzy – a tego faceci nie znoszą i uciekają!

  6. 16 listopada 2017 at 19:45

    Moja strrrraszna makijażowa historia wydarzyła się już dosyć dawno, bo 13 lat temu (miałam 13 lat), ale zawsze śmieszy. Z moją siostrą cioteczną i naszymi rodzicami jak co roku pojechałyśmy na wakacje. Rodzice zostali zaproszeni na integracyjny wieczór przy ognisku, a dzieciaki miały mieć swój własny integracyjny kącik na pobliskim placu zabaw. Oczywiście znajomi mięli 2 synów i wymyśliłyśmy, że koniecznie musimy wyglądać nieziemsko dla naszych ‚przyszłych mężów’. W tym celu całe popołudnie przeglądałyśmy magazyny dla nastolatek i zdecydowałyśmy, że zrobimy własne pomadki. Traf chciał, że najgorętszym trendem lat 2000 były ciemnobrązowe i błyszczące szminki. My zrobiłyśmy swoją z oleju kokosowego, dużej ilości kakao i brokatu. To nie mogło się udać. Wkręciłyśmy rodziców, że będziemy zaraz za nimi i zaaplikowałyśmy nasze cudo. Kiedy dotarłyśmy na plac zabaw chłopcy zaczęli nam się przyglądać i w końcu jeden z nich nie wytrzymał i zapytał: „Zjadłyście już całą czekoladę, czy coś jeszcze dla nas zostało?”. Tego wieczoru ku uciesze rodziców i chłopców zyskałyśmy przydomek ‚czekoladożercy’. Mnie i siostrze nie było jednak do śmiechu.

  7. 16 listopada 2017 at 19:14

    Moja straszna historia tyczy się tego co mam na głowie. Panie kochane nie ufajcie nigdy facetom trzymającym okrągłą szczotkę do włosów z propozycją poczesania. Takie miłe, upragnione, niewinne zdawałoby się poczesanie skończyło się w moim przypadku fryzurą na Zenka Martyniuka za czasów świetności Akcentu. Kiedyś może to było modne, ale dziś w oczach moich koleżanek, które zobaczyły mnie następnego dnia po odcięciu szczotki wraz z włosami, można było wyczytać jedynie przerażenie- zanim zaczęły wymyślać słowa pocieszenia (dość nieudolne…) minęło dobre 10 min głuchej ciszy, a następnie 10 dni obracania tej bezradności w żart. Włosy odrosły ale szczotki tej unikam jak najgorszego stracha.

  8. 16 listopada 2017 at 17:42

    Na którejś imprezie poszłam do łazienki i zobaczyłam, że mam bardzo zapudrowane brwi. Trochę mnie to zdziwiło, bo przed wyjściem nie były takie, więc zaczęłam strzepywać z nich puder, kiedy zdałam sobie sprawę, że to nie puder, tylko spalone włosy. I tak strzepując traciłam ostatki brwi. Najprawdopodobniej nachylając się do zapalniczki zrobiłam to pod złym kątem… i podpaliły się brwi, a nie papieros. A że byłam mocno znieczulona, to nic nie poczułam.

  9. 16 listopada 2017 at 16:52

    Ta historia miała miejsce latem zeszłego roku. Od rana z ogarniającym mnie spokojem, który spowodowany był, jak wtedy sądziłam, dużym zapasem czasu szykowałam się, aby towarzyszyć mojemu czarującemu znajomemu podczas drugiego dnia ważnego przyjęcia. Zależało mi żeby podtrzymać pozytywne wrażenie, które zrobiłam na jego rodzinie i przyjaciołach pierwszego dnia, z tą różnicą, że pierwszego dnia o moją aparycję zadbali profesjonaliści. Bez zbędnego pośpiechu, z mokrymi włosami zawiniętymi w ręcznikiem i lepką maseczką na twarzy, siedziałam i piłam kawę. Nagle mój wewnętrzny spokój zaburzył sms, który dostałam od owego znajomego. Jego treść polegała na tym, że będzie u mnie za 20 minut. Po tym jak dotarło do mnie, ze mam tak mało czasu na wyszykowanie się, przez kilka minut siedziałam przerażona i kalkulowałam jak dużo rzeczy, w tak krótkim czasie muszę zrobić. Po otrząśnieciu się, pobiegłam i dosłownie rzuciłam się na toaletkę z kosmetykami. Szybko zdarłam maseczkę z twarzy i trzęsącymi rękami starałam się rozprowadzić bazę pod makijaż. Następnie szybko wybrałam pędzel, którym miałam nadzieję błyskawicznie rozprowadzić podkład. ‚Udało się!’ pomyślałam,jednak później zerknęłam na zegar i zamarłam, zostało mi 10 minut! Spanikowana uświadomiłam sobie, że mam na sobie piżamę, a na głowie mokre włosy ! Po otrząśnieciu się dokończyłam makijaż i szybko pobiegłam do łazienki, gdzie ku mojemu pozytywnemu zaskoczeniu, okazało się, że włosy są już prawie suche (podejrzewam, że wyschły przez moje ciągłe bieganie)
    Podczas próby ułożenia niesfornych kosmyków, dostałam sms, że owy znajomy czeka w samochodzie. Zadowolona z tego, że udało mi się wyszykować, przebrałam się szybko i ostatecznie gotowa, wyszłam z domu bez zerknięcia w lustro. Później okazało się, że to był błąd, ponieważ moja próba czarującego uśmiechu, zakończyła się obnażeniem rozmzębach czerwonej szminki na moich zębach.

    • 16 listopada 2017 at 19:22

      *rozmazanej

  10. 16 listopada 2017 at 16:36

    Historia kobiety roztrzepanej, nie spoglądającej w lustro zbyt często…
    Zeszłej zimy, biegając między sklepami w poszukiwaniu prezentów świątecznych, wpadłam na chwilę do „chińskiego marketu” żeby kupić papier do pakowania. W ręce wpadła mi także bezbarwna pomadka ochronna, której przy takim mrozie moje usta bardzo potrzebowały. Odchodząc od kasy, maźnęłam usta na ślepo kupioną właśnie chińską pomadką i ruszyłam z powrotem w wir zakupów.
    W każdym sklepie zbierałam dziwne spojrzenia innych kupujących – myślę sobie: „Kobieto, pewnie wyglądasz po prostu jak wielbłąd-tragarz i nikt nie wierzy, że masz tylko dwie ręce i 10 palców żeby te wszystkie tobołki nosić ze sobą…”
    Wróciłam do domu, rzuciłam zakupy na podłogę i przechodząc obok lustra zauważyłam, że… pomadka na moich ustach musiała się „utlenić” na inny kolor – bo, o zgrozo, były… zielone. Spędziłam cały dzień w sklepach wyglądając, jakbym właśnie wyszła zza grobu. I nikt, słowem nikt nie miał odwagi mi o tym powiedzieć. Horror!

  11. 16 listopada 2017 at 16:24

    Najgorszą historią z kategorii beauty wydarzyła się rok temu. Zaczęłam spotykać się z moim chłopakiem w listopadzie. Znaliśmy się z uczelni i od dłuższego czasu mi się podobał, natomiast nie miałam śmiałości, by go poderwać. Dzięki bogu on zrobił ten krok 🙂 Miał mnie odebrać spod mieszkania i mieliśmy pójść razem do kawiarnii. Jako że była dopiero 16, a umówiliśmy się o 18 kicałam po domu w skowronkach i w „pięknej” kreacji – leginsy w panterkę, grube skarpety mojego brata, poplamiona keczupem powyciągana stara koszulka i do tego za duża koszula w kratę, „na robotnika”. Na twarzy miałam zieloną maseczkę z glinki, która właśnie zaschnęła, a na głowie foliowy czepek, by wzmocnić efekt maseczki. Byłam tak szczęśliwa, czekając na Olafa, że po usłyszniu dzwonka do drzwi, zapomniwszy o całym świecie i o mojej maseczce, otworzyłam je z rozmachem. Moim oczom ukazał się…Olaf. Postanowił mnie zaskoczyć i wpaść wcześniej, byśmy mieli jeszcze kilka chwil dla siebie. „Jest Gosia?” zapytał. A ja nie byłaam w stanie ani wyrazić mojego przerażenia, ani zawstydzenia, ani się zdziwić, ani mu odpowiedzieć, gdyż maseczka ściągnęła maksymalnie moją twarz uniemożliwiając jakiekolwiek ruchy. Uciekłam więc do łazienki i wyszłam po chwili, wpuszczając go i przepraszając za czekanie i za swój wygląd. Olaf śmiał się do rozpuku. Do dzisiaj wspomina naszą pierwszą randkę i zawsze mówi mi, że najbardziej „lubi mnie bez makijażu, no ewentualnie w maseczce”.

  12. 16 listopada 2017 at 15:22

    Moja historia jest dosyć nietypowa. Tuż przed ważnym wyjściem chciałam jeszcze wybiegać psa (co ważne-bernardyna). Chcąc przypomnieć mu czego się ostatnio uczyliśmy kucnęłam przed nim i kazałam podać łapę. Podał z niezwykłym zaaangażowaniem trafiając mnie z całej siły w twarz.;) skończyłam z wieelkim limem i krwawiącym nosem. Mogłabym razem z moim towarzyszem straszyć na imprezie halloweenowej!

  13. 16 listopada 2017 at 15:19

    Po przerwie wakacyjnej wróciłam d pracy opalona wśród wesołej grupy chłopaków.
    Koledzy zarzucili mnie śmiesznymi historiami.
    Zalałam się łzami i z tego wszystkiego cały tusz mi poleciał na twarzy. Skończyło się
    jeszcze większym wybuchem śmiechu. Polecam, a i nie wierzcie w tusze wodoodporne nie
    nadają się na sprośne dowcipy.

  14. 16 listopada 2017 at 11:56

    Moja straszna historia wyszła mi akurat na dobre, bo nauczyłam się mieć głowę na karku i oczy dookoła głowy. Wiadomo, że lepiej uczyć się na cudzych błędach, ale czasami życie uczy nas na własnych. Poznałam fantastycznego mężczyznę, z którym się związałam. Planowaliśmy pierwsze wspólne wakacje w ciepłych krajach i nasz wybór padł na Dominikanę. Już nie mogłam się doczekać wyjazdu, obkupiłam się w fantastyczne sukienki, spodenki, kupiłam trzy stroje kąpielowe i zapakowałam cały kuferek z kosmetykami, bez których nigdzie się nie ruszam. Byłam wniebowzięta gdy wylądowaliśmy a ciepłe powietrze uderzyło mnie w twarz po wyjściu z samolotu, zapowiadały się fantastyczne wakacje. Gdy udaliśmy się do strefy odbioru bagażu nie sądziłam, że spełni się najczarniejszy koszmar turysty, zagubiono mój bagaż! Po kontakcie z biurem reklamacji okazało się, że moja walizka jest gdzieś na drugim końcu świata i zanim ją sprowadzą minie kilka dni. Zostałam więc bez ubrań a najważniejsze bez kosmetyków, bez których nie wyobrażam sobie wyjścia z domu. Wszystkim zawsze mówię, że mogę wyjść z domu w kapciach czy pidżamie, ale nigdy bez kosmetyków i makijażu.

  15. 16 listopada 2017 at 10:16

    Nigdy nie zapomnę tego dnia. Dokładnie rok temu, gdy skończyłam 18 lat, miałam iść do urzędu i wyrobić sobie dowód. Zajmowałam się tego dnia dwoma najkochańszymi diabełkami na świecie – moimi bratanicami. Ponieważ miałam ciężką noc pełną pracy, nad ranem uciełam sobie drzemke, i to był mój błąd. Dziewczynki przyszły rano obudzone przez swoje głodne brzuszki, ale zanim mnie obudził bym zrobiła im śniadanie, postanowiły się zabawić i mnie pomalować. Gdy wróciła moja mama, wiedziałam, że jestem spóźniona, ubrałam na sobie cokolwiek i wybiegłam. Najpierw na spotkanie z moim pracodawcą – który przez cały czas patrzył na mnie dziwnie, ale słowem się nie odezwał co jest nie tak. Myślałam, że to przez bluzkę założoną tył na przód i szybko poszłam się przebrać. W urzędzie składając papiery, również nikt mi nic nie powiedział, natomiast czułam na sobie spojrzenia ludzi. Dopiero u fotografa, zapytał się mnie, czy aby na pewno chce tak wyglądać, po czym widząc moją niewiedze, pokazał mi lustro. Wyglądałam jakbym spała tydzień po koncercie heavy metalowym, czarne oczy na pół twarzy i krwawo czerwone usta na drugie pół.

  16. 16 listopada 2017 at 09:23

    Pomalowałam paznokcie na czerwono 20-30 minut przed wyjściem na wigilię u rodziny. Myślałam, że już wyschły, więc pomogłam jej z kwiatami (to tym bardziej utwierdziło mnie w przekonaniu, że wyschły – nic się nie zepsuło). Tuż przed wyjściem, już w butach i kurtce, skoczyłam do łazienki umyć ręce, cały czas plotkując z mamą przez drzwi. Wyleciałyśmy do auta. Gdy już na miejscu zdjęliśmy kurtki w przedpokoju, wszyscy odstawieni od nóg do głów – w końcu rodzinna uroczystość – ciocia krzyknęła przerażona: „Ola, co Ci się stało?!”
    Myjąc ręce rozmazałam czerwony lakier po palcach! Wyglądało to tak, jakbym próbowała wydrapać wyjście z zamkniętej trumny, lub coś równie makabrycznego…

  17. 15 listopada 2017 at 23:23

    Historia była piekłem, z tymże nie dla mnie a koleżanki z klasy, ale za moją sprawą. Lekcja W-Fu, szkoła średnia, gramy w kosza. Jedna z dziewczyn z klasy, nazwijmy ją Grażynka, ubóstwiała bardzo makabryczny makijaż. Goliła sobie brwi i rysowała nowe „mewy” 🙂 Była w mojej drużynie. Przechwyciłam piłkę i chciałam podać piłkę Grażynce, która stała dość daleko ode mnie, ale bardzo blisko kosza, gdzie mogłaby zdobyć punkt…mogłaby gdyby zauważyła pędzącą prosto w jej twarz piłkę. Nie zauważyła, dostała bardzo mocno, brwi odbiły się na twardej strukturze piłki. Grażynka z płaczem i już bez „mewki” pobiegła do toalety poprawić makeup. Myślę, że ona do dziś mi to pamięta, skoro ja po tylu latach mam przed oczami jej twarz bez brwi…

  18. 15 listopada 2017 at 23:23

    Moja straszna historia wydarzyła się całkiem nie dawno. Kupiłam sobie właśnie nową płynną, matową pomadkę do ust w krzykliwym, neonowo-fioletowym kolorze. Byłam nią zachwycona! Nie namyślając się zbyt wiele nałożyłam ją na usta i pośpieszyłam na uczelnię. Jak na złość przede mną zapowiadał się strasznie długi dzień (zajęcia od 8 rano do 20). Nie przeszkadzało mi to jednak w noszeniu matowej pomadki,ponieważ stwierdziłam, że przecież zawsze mogę ją sobie delikatnie poprawić. I na to tym w sumie historia mogłaby się zakończyć, gdyby nie jeden drobny szczegół. ZAPOMNIAŁAM jej wziąć ze sobą! Dzień był dość chłodny, więc moje usta bardzo szybko się przesuszyły i zaczęłam czuć się niekomfortowo. W torebce znalazłam balsam do ust, więc bez zastanowienia nałożyłam go na pomadkę. Czas sobie leciał, godziny mijały… Rozmawiałam sobie ze znajomymi, uśmiechałam się dookoła…dopóki nie poszłam do łazienki i nie zobaczyłam swojego odbicia w lustrze. Moim oczom ukazał się obraz jak z horroru!! Okazało się, że cała pomadka popękała na moich ustach i zaczęła się kruszyć! Do tego balsam, który nałożyłam na wierzch rozpuścił ją, więc nie dość, że miałam po prostu luki w pomadce (co było okropnie widoczne z racji na jej intensywny kolor), to jeszcze wylała mi się poza kontur ust! A żeby tego było mało, te małe kawałeczki, które się ukruszyły, poprzyklejały mi się do podkładu, więc miałam ją dodatkowo wokół ust i przy skrzydełkach nosa. Nie wiedziałam czy się śmiać czy płakać. Próbowałam ją jakoś zmyć, ale wtedy zaczęła się rozmazywać jeszcze bardziej. Wyglądałam jak potwór! Skończyło się na tym, że wyszłam z intensywnie czerwonymi ustami od tarcia chusteczką i całkowicie startym podkładem wokół ust. Do tego tyle osób było tego świadkiem! Miałam ochotę zapaść się pod ziemię. Zdecydowanie zapamiętam tę historię na długo (niestety) i na pewno w najbliższym czasie nie zdecyduję się na ciemny odcień pomadki.

  19. 15 listopada 2017 at 22:53

    Nigdy nie wychodzę bez perfekcyjnego makijażu do pracy!
    Ale to ze makijaż może znacznie zniknąć w ciągu kilku sekund….:O Tak to jest kiedy stosunki z przełożonymi nie najlepiej się układają!Kiedy z nerwów zaczęłam w pracy płakać mój wspaniały tusz nie był wodoodporny, a podkład na twarzy idealnie w połowie zniknął .W nerwach nie myślałam że właśnie zrobiłam z siebie klauna! Niestety mam karnacje dość jasną tak ze kontrast pomiędzy tym co było a co zostało był druzgocacy!moja praca to doradca klienta! Tego dnia nie sprzedałem nic! Byłam wściekła bo żadna z moich koleżanek nie uswiadomiła mi ze mój wygląd woła o pomstę! Szybko zwolniłam się z tej pracy! Bo najważniejsze to lojalność pracowników !na każdej płaszczyźnie zawodowej! No bo w końcu jak Ci w widzą tak Cię piszą!

  20. 15 listopada 2017 at 20:57

    Nigdy tego nie zapomnę! Szykowałam się do wyjścia jak zwykle na ostatnią chwilę. Chociaż wydawało mi się, że czasu mam całkiem dużo, okazało się, że jest inaczej. Biegałam jak potłuczona, albo raczej poparzona i dostrzegłam w ostatniej chwili, że paznokcie u rąk strasznie poodpryskiwały. Musiałam to naprawić! Nie było czasu na zmywanie lakieru i powtórne malowanie. Postanowiłam uzupełnić braki. Jako, że jestem miłośniczką lakierów to mam nieraz kilkanaście odcieni jednego koloru. Tym razem wybrałam źle. Po wyjściu z domu przy dziennym świetle okazało się, że na wampirzej czerwieni mam różowawe placki. Wyglądało to nie dość, że okropnie to i komicznie. I z pewnością nie mogłam tego podciągnąć pod nowy trend modowy.

  21. 15 listopada 2017 at 18:31

    Moja straszna historia wydarzyła się całkiem niedawno i wierzcie lub nie- jej skutki trwają do dziś. Otóż, na dzień przed swoim ślubem postanowiłam wydepilować sobie wąsik. Nie udałam się do kosmetyczki, ponieważ zawsze robię to sama. Nie inaczej było tym razem. Kupiłam odpowiednie plastry. Byłam jednak na tyle leniwa, że zamiast pocierać je w dłoniach i tym samym rozgrzać, to ogrzałam plastry na gorącej prostwnicy…..nie pytajcie co było dalej. wraz z włoskami usunęłam bodajże pół skóry z mojej twarzy! A tak na serio, to cała okolica nad górną wargą została maksymalnie zdarta. Makijaż na ślub robiłam sobie sama, ale żaden kryhący podkład nie był w stanie ukryć mojej żywej rany pod nosem. Wyglądałam tragicznie i do dziś jak oglądam zdjęcia, to przechodzę horror tamtego dnia na nowo

  22. 15 listopada 2017 at 16:55

    Moją największa beauty wtopa zdarzyła się kiedy szykowałam się na ważną dla mnie rozmowę o pracę. Obudziłam się zbyt późno byłam już prawie spóźniona. Zadzwoniłam po taxi i szybko zaczęłam makijaż. Kiedy zadzwonił telefon od pana z samochodu szybko wybiegłam i pojechałam na spotkanie. W trakcie rozmowy zauważyłam że asystentka właściciela firmy przyglądała mi się i próbowała powstrzymać śmiech. Po spotkaniu podeszła i uświadomiła mi, że pomalowałam tylko jedno oko, zdaje sobie sprawę, że wyglądałam komicznie 🙂

  23. 14 listopada 2017 at 23:43

    Mam dwie starsze siostry, więc gdy byłam mała, o wielu zabiegach kosmetycznych czy makijażowych, dowiadywałam skę od moich sióstr. Tak samo było z depilowaniem brwi. Postanowiłam, że również zacznę o nie dbać. Pewnej nocy, poczekałam aż siostry i rodzice zasną. Po chwili poszłam do łazienki i zaczęłam skubać. Bolało jak diabli, ale wyrywanie włosek po włosku trwało bardzo długo, a ja się bałam, że ktoś się obudzi i mnie nakryje. Nagle, wpadł mi do głowy świetny pomysł. Sięgnęłam po maszynkę, szybko i bezboleśnie. Tak też oto pozbyłam się połowy brwi, a nie kilku włosków. Na moje szczęście była zima, więc mogłam sobie nasuwać czapkę na czoło i rzadko kto widział moje dzieło.

  24. 14 listopada 2017 at 19:42

    Miałam kilka kolosalnych beauty wpadek z farbowaniem włosów, a wszystkie były spowodowane dziwną modą i namową koleżanek, które zresztą też nie były lepsze. Pierwsza wpadka miała miejsce, kiedy byłam jeszcze w podstawówce. W głębokich zakamarkach szafki w kuchni znalazłam farbę do włosów. Zdziwiło mnie, że była tak skrzętnie schowana więc jak to dziecko postanowiłam ją otworzyć. Opakowanie było bardzo ładne, ale nie wiedziałam co to jest kolor indygo. Rozrobiłam odrobinę z wodą i zrobiłam sobie na czubku głowy jedno pasemko, potem spłukałam i czekałam aż wyschnie. W tym całym zafascynowaniu po 30 minutach zapomniałam o farbie i poszłam oglądać bajkę. Kiedy mama wróciła z pracy zaczęło się małe piekło , bo na czubku głowy miałam granatowy kosmyk. Druga wpadka miała miejsce podczas wakacyjnego wyjazdu na kolonie. Panowała wówczas moda na tzw. szamponetki. Producent deklarował, że max. po 2 tygodniach kolor zejdzie więc było OK., bo kolonie akurat tyle trwały. Wspólnie z koleżankami wybrałyśmy kolor ciemny brąz. W rzeczywistości na moich włosach wyszedł w barwie śliwkowej i jak na złość trzymał ponad 1 miesiąc. Nie nauczona poprzednimi doświadczeniami popełniłam trzecią wtopę – pasemka. Zaraz po maturze poprosiłam mamę o ich wykonanie. Założyła mi sitko na głowę i wyciągała pojedyncze pasma, ale tylko na środku głowy. Po zdjęciu naczynia wyszła tragedia, bo mama zapomniała zrobić pasemka od wewnątrz. W rezultacie, po spięciu włosów w koński ogon wyszło jedno grube pasmo na środku głowy. Już nigdy w ten sposób nie eksperymentowałam tylko oddaje się w ręce specjalistów.

  25. 14 listopada 2017 at 19:27

    Nie wszyscy policjanci są tacy źli, straszni i bezduszni na jakich wyglądają. A historia ma się tak: wracałam z pracy do domu. Moja droga na długim odcinku wiedzie prze las. No i stało się – złapałam gumę. Wokół żywej duszy, nikogo nie można poprosić o pomoc, a sama przecież tego koła nie wymienię, bo … no bo nie. Stanęłam więc na poboczu, za ciągłą. Niestety – jak pech to podwójny, bo jedynym przejeżdżającym samochodem był radiowóz. No i się zaczęło – dokumenty proszę, wie Pani jakie popełniła wykroczenie itd. Na nic moje tłumaczenia, że mam „kapcia” i musiałam tu stanąć no bo gdzie indziej, w rowie? Wtedy, niby od niechcenia zrobiłam te swoje maślane oczy i jeden z panów policjantów zmiękł. Pomyślałam – jest dobrze, jeszcze drugi towarzysz i będę uratowana. I uśmiechnęłam się od ucha do ucha do tego drugiego. I stała się rzecz niesłychana – starszy stopniem schował ten swój bloczek na mandaty i dał pouczenie. Ale to nie wszystko. Nie dość, że uniknęłam mandatu i punktów karnych to jeszcze panowie pomogli mi wymienić koło, o co nawet nie śmiałam ich prosić, ale skoro sami się zaofiarowali (zwłaszcza ten młodszy 😉 to przecież grzechem byłoby odmówić. Cud – powiecie? Nie – po prostu beauty smile i uwodzicielska, powalająca na kolana oprawa oczu, które razem lśniły w świetle księżyca i koguta policyjnego radiowozu 😉

  26. 14 listopada 2017 at 10:22

    Przed laty, kiedy młodziutka byłam,
    na pokaz fryzjerski się zgłosiłam.
    Miałam nadzieję, że „ktoś mnie zauważy”
    tymczasem opryszczkę przywitałam na twarzy.
    Nie dość, że wszyscy goście na mnie patrzyli
    i faktem, że tam jestem pewnie się dziwili.
    To jeszcze fryzjer nie szczędził nożyczek,
    czułam jakby ktoś dał mi „w nos prztyczek”.
    Moje włosy do pasa odeszły w zapomnienie,
    a na ich miejscu pojawiło się zmartwienie.
    Zostałam posiadaczką włosów do uszu,
    a do tej pory zawsze chodziłam w kucu.
    Włosy odrosły, ale strach przed fryzjerem został,
    Mur nie do przebicia między nami powstał

  27. 14 listopada 2017 at 10:19

    Przed laty, kiedy młodziutka byłam,
    na pokaz fryzjerski się zgłosiłam.
    Miałam nadzieję, że „ktoś mnie zauważy”
    tymczasem opryszczkę przywitałam na twarzy.
    Nie dość, że wszyscy goście na mnie patrzyli
    i faktem, że tak jestem pewnie się dziwili.
    To jeszcze fryzjer nie szczędził nożyczek,
    czułam jakby ktoś dał mi „w nos prztyczek”.
    Moje włosy do pasa odeszły w zapomnienie,
    a na ich miejscu pojawiło się zmartwienie.
    Zostałam posiadaczką włosów do uszu,
    a do tej pory zawsze chodziłam w kucu.
    Włosy odrosły, ale strach przed fryzjerem został,
    Mur nie do przebicia między nami powstał 🙂

  28. 13 listopada 2017 at 23:43

    Pewnego dość słonecznego dnia pojechałam wraz z chłopakiem i naszym przyjacielem na przejażdżkę autem. Mieszkamy w miejscowości Police – chcieliśmy pojechać do Myśliborza Wielkiego. Droga, ta właściwa, jest bardzo prosta. Jednak my jechaliśmy przez mniejsze miejscowości…i to był nasz błąd. W miejscowości Jasienica powinniśmy skręcić w kierunku Tanowa… tak też zrobiliśmy. Nie wpadliśmy na pomysł, że ktoś mógł kiedyś przekrzywić znak. Tak zaczęła się nasza przygoda, od kostki brukowej aż po las. Na początku przebiegło przed nami kilka saren, zajęcy – na szczęście żaden dzik. Ale im bardziej w głąb lasu tym ciemniej – więcej mgły. Coraz bardziej przerażająco. Zaczęliśmy żartować, że zaraz pojawi się tabliczka z nazwą jakiejś miejscowości, pojawi się tyle mgły ile w najstraszniejszych horrorach i przed nami ukaże się opuszczony dom. Niestety… wykrakaliśmy. Pole pełne mgły, traktor i dom opuszczone. Tabliczka z napisem „Nowa Jasienica” przekrzywiona i zardzewiała. Zaczęłam piszczeć. Naprawdę miałam już widok nas zabitych przez jakiegoś psychopatę. Nigdy nie sądziłam, że radio będzie mnie tak mocno utrzymywać przy życiu.

    Na szczęście po tej godzinnej katordze przez las wyjechaliśmy na ulicę…już nigdy nie wybiorę się tamtą trasą.

  29. 13 listopada 2017 at 22:23

    😉
    wanna z lat 80
    mydło Biały Jeleń
    szampon z pokrzyw w szklanej butelce
    woda z pompki
    niska temperatura
    i mam domowe SPA jak 102!

  30. 13 listopada 2017 at 19:02

    Kiedy byłam jeszcze w podstawówce, wpadłam na głupi pomysł, żeby samodzielnie obciąć sobie grzywkę. Nigdy nie nosiłam grzywki, nie pamiętam już skąd tak nagle zaczerpnęłam inspirację. Tak więc zrobiłam CIACH i… wyszło krzywo. Paulina, oddychaj, to się wyrówna… no cóż, nie wyrównało się. Dobra, kolejne podejście – tu się podetnie z drugiej strony i… znowu krzywo! Pewnie większość dziewczynek popłakałaby się i poddała gdzieś na tym etapie, ale nie ja, co ja zrobiłam? „Wyrównywałam” tę moją potencjalną niedoszłą grzywkę aż wycięłam włosy przy samej skórze!!! Liczyłam, że mój problem po prostu zniknie – nie zniknął, odrastał miesiącami. Ale ale, jest jeszcze wesoły dodatek – jakie było moje zdziwienie, kiedy w poniedziałek po weekendzie zobaczyłam moją psiapsiółę z ławki z podobną „fryzurą” – wycinała sobie sexy pejsy… TELEPATIA?! 😀

    • 14 listopada 2017 at 23:37

      Też mam na imię Paulina i też tak zrobiłam 😀

  31. 12 listopada 2017 at 20:20

    jak to każda kobieta po pewnym czasie potrzebuje zakryć swój odrost. No więc poprosiłam narzeczonego o położenie mi farby na włosy (nic trudnego przecież sobie myślę ) On bez żadnego sprzeciwu zgodził się. Usiadłam się wygodnie na krzesełku w łazience i rozpoczęło się farbowanie. Po chwili czuję jak najezdża mi na czoło więc mówię żeby starał się nie wyjeżdżać bo będę musiała czyścić. On na to „ok, nie ma sprawy”. Po położeniu farby spojrzałam się w lustro i się przeraziłam. Mój luby stwierdził że skoro włosy są farbowane to brwi też muszą i o nie też zachaczył. Po ataku wściekłości i kilku godzin czyszczenia już nigdy nie dam mu położyć mi farby na włosy 🙂

  32. 12 listopada 2017 at 18:13

    Po męczącym tygodniu zaplanowalam z przyjaciolkami wieczór ,,spa,. Jeszcze lepiej, że odżywie swoje ciało przed randką z chłopakiem. Z dziewczynami zaszalałyśmy , bo postanowiłyśmy wypróbować czegoś nowego. Znalazłyśmy nowe produkty do pielęgnacji i wszystko było naprawdę super. Do czasu. Na noc na twarz nałożyłam maseczkę w płachcie całonocną. Nie przeczytałam dokładnie jej składu. Wiec wielkie zdziwienie mnie ogarnęło kiedy wstałam rano, poszłam przed lustro a tam zupełnie inna ja. Cała czerwona i spuchnięta! Poprostu ekstra. I co ja powinnam powiedzieć chłopakowi ? Wkońcu napisałam mu czy możemy przełożyć randkę , bo źle się czuję. Chłopak przyszedł do mnie i kupił mi czekoladę ale kiedy mnie zobaczył uciekł i od tego czasu nie mam z nim kontaktu. A zapowiadało się tak dobrze ! ‍♀️

  33. 11 listopada 2017 at 20:46

    Dawno temu, gdy jeszcze byłam małą dziewczynką, bardzo lubiłam podkradać mojej mamie kosmetyki. Zwykle były to rożnego rodzaju szminki lub inne kosmetyki kolorowe. Zawsze po skończonym „makijażu” wyglądałam zabawnie i Jednak pewnego dnia, gdy moja mama zostawiła mnie pod opieką babci, zapomniała, że w łazience zostawiła otwarty słoiczek z czarną maseczką.Nie miałam pojęcia co to jest i do czego to dziwne coś służy. Najważniejsze było, to że znalazłam coś do zabawy. Szybko wyjęłam całą zawartość słoiczka i nałożyłam ją na twarz. Gdy całą buzie pokryłam już grubą warstwa maseczki, zaczęłam rozsmarowywać ją na łazienkowych płytkach i w umywalce. Nagle w drzwiach stanęła babcia. Była blada i patrzyła na mnie jak na ducha. W tym samym momencie do domu weszła moja mama i gdy mnie zobaczyła, zamarła tak samo jak babcia. Po chwili obie podeszły do mnie i zaczęły zdejmować z mojej twarzy maskę. Pamiętam jak bardzo bolało mnie usuwanie maseczki i jak wyglądała moja buzia po jej zdjęciu. Była opuchnięta i czerwona. Teraz cała ta sytuacja wywołuje uśmiech na mojej twarzy, jednak wtedy napewno niw było mi do śmiechu. Również nie było do smiechu mojej mamie, gdyż sprzątanie łazienki było prawdziwą udręką!

  34. 11 listopada 2017 at 14:46

    Jak chyba każda kobieta chciałam wyglądać najpiękniej w dniu swojego ślubu. Umiem się sama malować, nieskromnie powiedziawszy lepiej niż przeciętnie, ale wiadomo na ślub chciałam mieć pewność, że wszystko będzie na najwyższym poziomie. Jako iż jestem wybredna i trochę znam się na rzeczy postanowiłam przetestować usługi kilku kosmetyczek i tak zaczął się mój beauty koszmar…
    Z racji mojej pazerności oraz chęci przetestowania trwałości makijażu umawiałam się na próbne makijaże przed jakimiś imprezami typu sylwester, chrzciny, wesele.
    Pierwsza z Pań tak mnie pomalowała, że wyglądałam jak „stara maleńka”. Makijaż poszedł do kosza – po dotarciu do domu musiałam się zmyć i przemalować. Oczywiście powiedziałam jej, że uważam że podkład jest za ciemny, wyglądam jakbym miała maskę itd na co ona odpowiedziała, że mi się wydaje. Koszmar!
    Druga mnie pomalowała i mówi, że skończone, na to ja że chciałabym sztuczne rzęsy. Usłyszałam odpowiedź, że sztuczne rzęsy się przykleja na początku i teraz jak już jestem pomalowana to za późno! Nigdy w życiu nie słyszałam takiej bzdury! Każda inna Pani przyklejała je na końcu.
    Stwierdziłam do trzech razy sztuka. Ostatnia Pani stwierdziła, że mam tłustą cerę i najpierw musi mi zrobić delikatny demakijaż. Zaczęła „odświeżać” moją cerę jakimś żelowym tonikiem, po którym dostałam takiego uczulenia, że do makijażu nie doszło. Nałożyła mi tylko maseczkę łagodzącą i odesłała do domu. Co prawda po pół godziny wszystko zeszło, ale Pani już nie poczuwała się do odpowiedzialności, żeby się zrekompensować jakoś. Sprężyć się z innymi klientkami i pomalować chociaż częściowo, mimo iż w ten dzień miałam wesele przyjaciółki i czy tak czy tak musiałam się wymalować.
    Koniec końców zainwestowałam w profesjonalne kosmetyki i w dniu swojego ślubu pomalowałam się sama. Nie miałam już siły ani czasu na kolejne próby. Wiem, że miałam wyjątkowego pecha do kosmetyczek na które natrafiłam.

  35. 11 listopada 2017 at 10:37

    Ostatnio przydarzyła mi się historia, którą na pewno będę pamiętać do końca życia.W ostatni poniedziałek wybrałam się z moją przyjaciółką do Rossmanna. Zawsze jak to my, musimy wypróbować wszystkie testery na rękach i gdzie się da. Testowałam właśnie na ręce śliczny brokatowy cień i strasznie zaswędziało mnie oko. Nie zauważyłam, że podrapałam się właśnie tym palcem co miałam ubrudzony w cieniu. Gdy moja przyjaciółka na mnie spojrzała nic nie powiedziała tylko zaczęła się śmiać i odciągając mnie od wszystkich luster zaprowadziła mnie do kasy. Kiedy płaciła za zakupy zauważyłam, że większość sklepu się dziwnie na mnie patrzy. Nie wiedziałam za bardzo co o tym myśleć a moja przyjaciółka co chwilę na mnie zerkając uśmiechała się jakby przed chwilą wygrała 1000 złoty. Zmieszana wyszłam ze sklepu i od razu udałam się na autobus a moja przyjaciółka zaraz mnie dogoniła. Wsiadłyśmy do autobusu i zajęłyśmy miejsca tak mniej więcej na środku pojazdu. Przez cały czas miałam wrażenie że wszyscy się na mnie patrzą i zaczęło mnie to już irytować. Zaczęłam szukać pomadki w plecaku i zauważyłam lusterko. Nie szukałam go wcześniej bo byłam przekonana, że rano go nie brałam. Gdy spojrzałam na siebie nie wiedziałam czy mam się śmiać z tego jak komicznie wyglądam czy płakać bo nie wiedziałam co z tym zrobić. Mogłabym to po prostu zmazać ale wcześniej miałam już nałożone swoje brzoskwiniowe cienie. Stwierdziłam jednak, że nie będę tak chodzić do końca dnia i szybko zaczęłam wyjęłam chusteczki z tego samego plecaka. Próbowałam to zetrzeć ale jedynie co zrobiłam to rozmazałam to po całej powiece i wyglądałam jeszcze gorzej niż wcześniej. Moja przyjaciółka też próbowała coś z tym zrobić ale skończyło się na tym, że przez całą drogę wyglądałam jak jakaś czarownica.

  36. 10 listopada 2017 at 22:26

    Ostatnimi czasy testuje rozne maseczki, z wielkim uwielbieniem wybieram te W płachcie. Wieczorem siedze sobie przy malej lampce I zakladam W wielkim skupieniu jedna z takich maseczek. Obok na kanapie siedzi moj narzeczony I oglada film. Nagle przypadkowo spojrzal na mnie i krzyknal „aaaaaahhhh! Co Z Ciebie za potwor?!” a ja do niego „Twoja dziewczyna Kochanie :)” nie ma to jak wsparcie od faceta 😉

  37. 10 listopada 2017 at 17:52

    Całkiem niedawno, w to halloween spotkałam się z moją przyjaciółką. Postanowiłyśmy poeksperymentować z makijażem i zrobić się na bóstwo. W pewnym momencie moja przyjaciółka wpadła na pomysł by zająć się moimi brwiami. Myślałam, że będzie chciała je po prostu pomalować i troszkę wyregulować. Jednak myliłam się! Gdy spojrzałam w lustro zobaczyłam, że całkowicie mi je wygoliła i narysowała kredką bardzo cienką kreskę. Zrozpaczona moim wyglądem, zaczęłam płakać. Oczywiście zapomniałam, że pomalowałam już oczy. Tusz i czarne cienie, które miałam na powiekach całkowicie się rozmazał i spłynęły po policzkach. Gorzej już być nie mogło. Wyglądałam jak upiór. Jednak z każdej, nawet najgorszej sytuacji można wyciągnąć pozytywy! A mianowicie, dzięki tej systyacji mój halloweenowy makijaż był gotowy i wyglądał bardzo oryginalnie!

    • 10 listopada 2017 at 17:55

      *rozmazały

  38. 10 listopada 2017 at 15:10

    Byłam nastolatką i bardzo chciałam wyglądać poważniej, piękniej. Jednego razu mama farbowała włosy w domu na kolor czarny a ja jej tę farbę nakładałam. Uznałam ,że jeżeli nałożę trochę farby na moje brwi to będą czarne, zjawiskowe i cudowne. Nic nie mówiąc mamie wzięłam farbę, której odrobina została i nałożyła w pokoju na brwi, które z natury były czarne. Po pół godzinie zmyłam i co zobaczyłam, że brwi są fioletowe a skóra wokół brwi czerwona, obrzęknięta. Dostałam uczulenia.Mama załamała ręce, bracia śmiali się a ja byłam gotowa na Halloween.

  39. 9 listopada 2017 at 12:16

    Kiedy zaczęłam się przejmować pierwszymi włosami na nogach(a miałam je z natury ciemniejsze, gdyż jestem brunetką) gdzieś pod koniec podstawówki-1 klasa gimnazjum. Wiadomo, jest to wiek, kiedy dopiero zaczyna się eksperymentować z pierwszymi kosmetykami,depilacją itd. Poprosiłam mamę, żeby powiedziała mi jak się zabrać za golenie nóg. Mama była w szoku, że jej mała córeczka zamierza golić nogi ! Oburzyła się, że zanim skończę 20 lat będę miała krzaki na nogach. Ale nie dałam za wygraną i ją przebłagałam. Sama mi ogoliła te nogi delikatnie maszynką na sucho…. Więc przez długi czas goliłam te nogi właśnie w taki sposób, bo nie przyszło mi do głowy, że jest coś takiego jak pianka do golenia czy inne rzeczy, a w tamtym czasie nie miałam dojścia do internetu. Ale sedno historii z maszynką jest inne. Skoro już wiedziałam jak obchodzić się z maszynką do golenia ale tak bardzo chciałam być PIĘKNA, jak Panie z kolorowych gazet, którym mazakami poprawiałam urodę- uznałam, że pora zrobić coś z brwiami…Nie znałam nawet słowa „pęseta”. Moje brwi nie dość, że były grube nieregularnie porośnięte to jeszcze w takim szarawym odcieniu. Nie lubiłam ich więc je zgoliłam by były chudsze… Została cienka krzywa kreska z każdej strony, którą malowałam czarną jak węgiel kredką. Najważniejsze to nadać odpowiedni kształt. Istna parodia piękności.

  40. 9 listopada 2017 at 10:34

    Kiedy byłam mała, zawsze marzyłam o tym aby być jak moja mama.

    Pewnego dnia nadarzyła się okazja aby mamą się stać. Nie spodziewałam się, że ta historia się tak potoczy. Rodzice wyjechali do większego miasta w celu załatwienia kilku spraw. Będąc sama postanowiłam, że zajrzę do jej kosmetyczki. Wzięłam wysoki stołek i wskoczyłam aby z wysokiej półki ściągnąć pudełeczko. Udało się! Skarby miałam już w rękach, kilka razy widziałam jak robi to mama. Szminka, zaczęłam smarować usta i policzki…Tusz to rzęs wylądował na oczach i brwiach, a różne cienie i pudry na całej twarzy, oczywiście na koniec wypryskałam się pięknymi perfumami. Skończone! Jestem piękna!Spakowałam wszystkie kosmetyki i podstawiłam stołek, z impetem wskoczyłam a stołek się przewrócił! Z płaczem wylądowałam na ziemi, słysząc to wszystko babcia przybiegła i wezwała karetkę, jakie było zaskoczenie ratownika kiedy zobaczył małą, wymalowaną lalę z rozwaloną nogą. Skwitował to słowami: „Chcesz być piękna musisz cierpieć!” 😀

  41. 8 listopada 2017 at 22:20

    „Matka padła”

    Jestem mamą dwójki cudownych chłopców, przy czym jeden ma niespełna rok. I jak to taki maluszek, zapewnia mi nieprzespane noce i dni pełne wrażeń, gdy łobuzuje ze starszym bratem. Mój Beauty Horror rozegrał się miesiąc temu, kiedy to 4 pierwsze zęby mego synka zapragnęły wyskoczyć z dziąseł w tym samym momencie, co zabrało nam kilka nocy w miarę spokojnego snu. I pewnego wieczoru padłam. Jak mucha, jak ten, co nie powstał, bo nie spróbował Powerade. I od razu uprzedzam… Moje dzieci nie pomazały mnie kupą ani nie upiększyły kremem do pupy.
    Otóż… rano wstałam niczym Zombie. Do tego spóźniony Zombie, bo za pół godzinki miałam stawić się w przychodni ze starszym synkiem na bilans. I co? I jajco! Bo padając wieczór wcześniej nie zmyłam z twarzy maseczki węglowej.A co? Matka nie może być piękna???
    Zaspana popędziłam do łazienki, a tam Zombieland pociśnięty po całości. Maseczka rozmazana po całej mej postaci,gdzieniegdzie krusząca się lub lepiąca. Szybko zmyłam (tak mi się wydawało) resztki dziadostwa, po czym bez makijażu, (z nadzieją, że ludzie zrozumieją, widząc zatyraną matkę z dziećmi), nawet nie miziając rzęs i polików „ociopinką” podkładu ruszyłam na bilans. Aaaaa… Bo Wam nie napisałam, że roczka mego kochanego musiałam zabrać ze sobą, bo babcia nawaliła. Zdyszana wpadłam na poczekalnię, niezdarnie rozbierając dzieciaki z kurteczek, dając im „piciu” i dzwoniąc do mamy jednocześnie, po czym niczym przy zawale usiadłam dysząc jak parowóz. I wtedy zobaczyłam miny co najmniej 7 osób wpatrzonych w mą stronę. Dziwnie się uśmiechali, coś tam mrucząc między sobą, jednak po chwili usłyszałam: „Pani W. prosimy z synkiem na bilans” i wparowałam do gabinetu lekarskiego.
    Pielęgniarka i lekarz dziwnie na mnie patrząc zapytali, czy wszystko dobrze, a ja zapewniłam, że tak, oczywiście, wszystko cacy, bo przecie dzieciaki zdrowe a starszak w końcu zaraz zaliczy przegląd, to wszystko się okaże. Jakież było moje zdziwienie, gdy pod koniec wizyty dostałam dodatkowo receptę na maść antyalergiczną i pocieszenie, że wprawdzie nie wyglądam dobrze, ale wszystko w ciągu kilku dni powinno wrócić do normy. Zdezorientowana podziękowałam, poprosiłam pielęgniarkę, by przez chwilę przypilnowała mi dzieci i popędziłam do łazienki. A tam, w lustrze, zamiast swego lica zobaczyłam czerwoną smoczycę.
    Me policzki i czoło „płonęły” żywym ogniem”, bo ich jaskrawo czerwonego koloru nie można było z niczym innym porównać. Dodatkowo, tak w gratisie me włosy i brwi ukwiecone były czernią niedomytej maseczki, która zdobiła również kąciki skrzydełek mego nochala. No, no proszę bardzo! Wyobraźcie sobie babola bez makijażu, z „biedą” zamiast za paznokciami, to na twarzy i z „ognistym” temperamentem wypisanym na twarzy tak mocno, że aż boli. Bo boleć zaczynało, a tu do domu wypadało wrócić.
    I tak! WSZYSCY się na mnie patrzyli, faceci się oglądali, kobity rozdziabały usta w zdziwieniu, lecz czy aż tak zależało mi na popularności? I wszystko dzięki maseczce węglowej, co to to pozwoliła mi przedstawić performance na mej twarzy… Bo matka też chce być czasem piękna!

  42. 8 listopada 2017 at 18:36

    Zabawne, ponieważ moja straszna historia z makijazem miała miejsce przedwczoraj. Codziennie wstaje o godzinie 6:30 i rozpoczynam piękny dzień od porannej toalety, a następnie przechodzę do makijażu. Jak wiadomo zaczyna się okres gdy o tej godzinie jest jeszcze ciemno. Tamtego dnia byłam naprawdę niewyspana ale dzielnie zaczęłam sie malować. Miałam zapalona tylko lampke, która nie daje zbyt dużego światła. Nadeszło malowanie brwi do których używam mascary do brwi. Według mnie wyszły mi niesamowicie. Rozczesalam włosy, wzielam plecak, kanapki i ruszyłam do szkoły. Mieszkam na czwartym pietrze, Wiec trochę muszę schodzić. Do klatki wchodziła moja mama, która byla na spacerze z psem. Nagle usłyszałam:
    -No tym razem przesadziłaś z makijazem moja droga, wracaj i się zmyj-rzekła.
    Nie miałam pojęcia o co chodzi ale pobiegłam szybko do mieszkania, aby zrobić to co mama każe
    Okazało się ze do pomalowania brwi użyłam czarnej maskary do rzęs. Dobrze ze miałam trochę czasu i zdążyłam to ogarnąć. Ale byłam przestraszona tym ze mogłam tak się pokazać w szkole!! Co za straszna historia. Na drugi raz będę uważnie sprawdzać czym się maluje. Przy okazji, dziękuje tobie mamo! ❤️

  43. 8 listopada 2017 at 14:54

    Moja makabryczna historia beauty skończyła się na pogotowiu. Wróciłam z pracy i w pośpiechu szykowałam się na imprezę, mąż poganiał ale chciałam wyglądać szałowo. Siadłam przy toaletce myślę sobie kurcze muszę szybko zmyć paznokcie bo odprysnęły, lepiej nie mieć przecież nic niż pazury baby jagi. Na blacie pojawił się zmywacz, waciki…i już miałam się brać za zmywanie lakieru, ale mąż poprosił o pomoc ze spinkami przy koszuli. Spłoszona, że na pewno nie zdążymy chwyciłam za wacik na który uprzednio nalałam zmywacza do paznokci i przyłożyłam do oka w celu demakijażu. Zdążyłam przejechać po oku i….No oszczędzę wam pikantnych szczegółów, ale skończyło się na pogotowiu. Na koncert nie dotarliśmy. Na szczęście mam oko, ale nie spieszę się już przy makijażu. Trudno, najwyżej się gdzieś spóźnię.

  44. 8 listopada 2017 at 14:00

    To ja wam opowiem dwie 😀
    1)Bardzo nie lubię chodzić do fryzjera, ponieważ zawsze wychodzę niezadowolona. Tak też było przed studniówką. Wybrałam się do polecanej fryzjerki, która ”robi najlepsze fryzury okolicznościowe”. Zażyczyłam sobie lekkie loki z podpięciem bocznych kosmyków z tyłu głowy. Wyszłam z lokami rodem z XIX wieku. Na szczęście udało się fryzure doprowadzić do porządku.
    2) Dzień przed ślubem przyjaciółki, gdzie byłam świadkową poszłam na oczyszczanie twarzy…w sobotę miałam twarz czerwoną i podrażnioną jak świnka Pepa. Całe szczęście mocno kryjący podkład który kupiłam na ostatnią chwilę dał jakoś radę. Teraz do kosmetyczki wybieram się kilka tygodni przed ważnym wydarzeniem

  45. 8 listopada 2017 at 11:39

    To wszystko miało miejsce w mroźną sobotę…
    Dzień wolny, brak zmartwień..
    Wszystko wydawało się normalne
    Zostałam wciągnięta to pewnej mrocznej akcji
    Otóż sprzymierzeniec zaproponował mi domowe spa..
    Nadal wszystko było pod kontrolą
    Zgdziłam się
    I to był błąd..
    Otóż trwał demakijaż.. wtedy moje ciśnienie wskoczyło
    Zobaczyłam siostrę, stała w łazience
    Miała waciki i jakiś podejrzany płyn miceralny
    Odwróciła się w moją stronę.. ujrzałam bestie..
    Czerwona szminka zaatakowała jej poliki..eyeliner spływał niczym upiorny duch ..
    Nie wiedziałam co robić, czułam że sytuacja jest niebezpieczna!
    Odwróciłam się więc i uciekłam do pokoju.. modliłam się że to był tylko sen
    Ale nie..to nie koniec
    Ona wróciła… Słyszałam szelest i skrzypot paneli..
    Cichutko otworzyła drzwi..
    Postanowiłam być odważna, szybko puściłam poduszkę i popatrzyłam prosto na nią..
    Zatkało mnie! Oczy były przerażone, nogi jak z waty
    Jej twarz.. jej twarz wyglądała mrocznie!
    Przyznała się.. powiedziała co w trawie piszczy..
    Otóż MASECZKA oczyszczająca typu peel off.. nałożyła ją bo stwierdziła że w domowym spa maseczka to podstawa.. żeby mąkę up wyglądał lepiej..
    Moje serce przeżyło w ten dzień halloweenowe beauty 😉

  46. 8 listopada 2017 at 11:25

    Moje najstraszniejsze historie związane z urodą, niezależnie od wieku, wiążą się z dwoma z początku zawsze genialnymi pomysłami: grzywką i samoopalaczem. Nigdy jeszcze własnoręczne podcięcie grzywki nie wyszło mi na zdrowie, podobnie jak użycie samoopalacza. I za każdym razem wydaje mi się, że tym razem to już naprawdę ogarnę, a potem wyglądam jak pomarańcza po spotkaniu z piłą mechaniczną 😀

  47. 7 listopada 2017 at 23:29

    Nastolatką kiedyś byłam
    więc w meczach uczestniczyłam.
    Pięknie się umalowałam
    i na taki jeden z chłopakiem wybrałam.
    W ten piekny dzień na stadionie stoimy
    no i piłkarzom kibicujemy.
    Aż tu chmura nadciaga niespodziewanie,
    wiatr porywisty i deszcz jak chmury oberwanie.
    Najpierw zmoczylo mi całe ubranie.
    Do domu daleko , a tu taka ulewa
    mój makijaz woła o pomstę do nieba.
    Tusz po policzkach mi się leje ,
    a mój ukochany w najlepsze się śmieje.
    Ku przestrodze historię tę opowiadam i
    od dzisiaj tylko trwałe kosmetyki nakładam.:)

  48. 7 listopada 2017 at 22:05

    straszna historia związana z tematem beauty? Proszę bardzo!
    jechałam na ślub najlepszej kumpeli na drugim końcu Polski, miałam być jej wizażystką, niestety podkład postanowił paść do jej stóp i roztrzaskać się u jej stóp, ale od czego jest korektor… 🙂

  49. 7 listopada 2017 at 19:34

    Nałożyłam na CAŁĄ twarz ultra-czyszczącą chińską maseczkę z czarnego węgla. W ten sposób pozbyłam się brwi.

  50. 7 listopada 2017 at 18:32

    Nigdy nie należałam do osób, które w zbitym lusterku widziały zbliżające się 7 lat nieszczęścia, profilaktycznie „psikały” na czarnego kota żeby w żadnym wypadku nie przebiegł im przez drogę a w piątek 13-go najchętniej nie wychodziłyby z domu… do czasu „magicznego piątku 13-go” w maju ubiegłego roku.
    W tamtym okresie intensywnie przygotowywałam się do obrony pracy licencjackiej, co oznaczało wiele godzin spędzonych przed książkami i laptopem, a także wiele zarwanych nocy. W piątek rano, z powiekami podtrzymywanymi niemal przez zapałki, zebrałam się szybciutko i pojechałam prosto do mieszkania mojego brata żeby zająć się moją 2-letnią chrześnicą Zosią. Mały łobuz, jak na prawdziwą kobietę przystało, zamiłowanie do kosmetyków przejawia już od najmłodszych lat. Żeby zrobić małej przyjemność (i móc posiedzieć przez chwilę z zamkniętymi oczami), postanowiłam pozwolić jej zrobić sobie makijaż. Wiadomo jak to z dziećmi, im bardziej coś jest kolorowe i błyszczące, tym lepiej! Robienie makijażu okazało się być bardzo wyczerpującym zajęciem, więc niedługo potem Zosia zasnęła a ja postanowiłam pójść w jej ślady i zmyć mój artystyczny makijaż, no cóż… później… te chwile, kiedy dzieci smacznie śpią, przemijają tak szybko… za szybko 😉 Z błogiego odpoczynku wyrwała mnie jednak nie mała łobuziara a mój brat, który zapomniał zabrać z mieszkania dokumentów potrzebnych na spotkanie z klientem. Okazało się, że nie da rady wyrwać się z pracy i po nie podjechać więc postanowiłam delikatnie przenieść małą do wózka i szybko mu je podrzucić do pracy. Pewnie część z was domyśla się już dalszej części tej historii… tak! Z tego wszystkiego zapomniałam zmyć z twarzy „dzieła” mojej małej chrześnicy. I tak leciałam przez miasto w dresie, sportowej kurtce, fryzurze „podomce” i z twarzą wyglądającą jak mieszanka Harley Quinn i Urszuli z Disney’owskiej „Małej Syrenki”… Cieszę się, że w wózku znalazły się chusteczki nawilżane i w drugą stronę wracałam już jako lepsza wersja siebie 😉 Do dziś śmiejemy się z tej historii a ja zaczęłam wierzyć w to, że piątek 13-go może jednak mieć coś w sobie… 🙂

  51. 7 listopada 2017 at 17:00

    kiedyś na imprezie użyłam jakiejś matowej szminki,był to ciemny,fioletowy kolor.Poszłyśmy tam razem z koleżaanką,z którą się trochę pokłóciłysmy,ale jak to przyjaciółki postanowiłyśmy się pogodzić 😀
    oczywiście dając sobie buziaczki,niestety po zjedzeniu tłustej pizzy pomadka stałą się płynna!
    I tak oto moja koleżanka chodziła jak Joker z Batmana z połową ciemno-fioletowej twarzy
    zastanawiając się czemu wszyscy tak na nią patrzą

  52. 7 listopada 2017 at 16:36

    Wprowadziłam się do nowego mieszkania na początku października. Dość szybko urządziłam kuchnię, łazienkę i salon, jednak sypialnie zostawiłam na koniec, ponieważ tam miała znajdować się moja strefa Beauty, której główną częścią miała być podświetlana toaletka. Bardzo lubię zajmować się makijażem, dlatego stwierdziłam, że muszę poświęcić toaletce bardzo dużo czasu. Parę tygodni planowałam kupno dekoracji, mających jednocześnie praktyczne zastosowanie. Moja kreatywność doprowadziła do tego, że 31 października (tak, w Halloween 😀 ), miałam do rozpakowania ogromny karton pełen szkatułek, zdobionych słoiczków na pędzle, organizerów, które miałam zmieścić na toaletce. Zabrałam się do pracy około 12. Wiele razy przestawiałam układane rzeczy z miejsca na miejsce. Chciałam, by efekt mojej pracy wyglądał jak najlepiej, dlatego moje zmagania skończyłam wieczorem, gdy zadzwoniła do mnie przyjaciółka.
    -Hej! I jak? Wpadasz dziś na imprezę Halloween’ ową do Ani?-zapytała Ola.
    -Jasne, kompletnie o tym zapomniałam!-odpowiedziałam nieco zmęczona.
    – To ogarniaj się, będę u niej o 20, więc też wpadnij o tej porze. Pa!- radośnie mnie poinformowała i się rozłączyła, nie czekając na odpowiedź, jak to miała w zwyczaju.
    Bardzo się ucieszyłam. Toaletka była już urządzona, dlatego poszłam się ubrać w swój strój. Oczywiście na domówce u Ani nikt nie miał zamiaru się przebierać w jakiś szokujący sposób, spodziewałam się raczej seksownych pielęgniarek, skąpo ubranych czarownic itp. Ja założyłam czarną sukienkę, a na przedramieniu stworzyłam sztuczną ranę. I tak zaszalałam szczerze mówiąc. Nareszcie nadszedł czas na makijaż twarzy. Zapaliłam światło toaletki,( które było nieco pomarańczowe, lecz w tamtym momencie tego nie analizowałam), rozłożyłam wszystkie paletki cieni, pędzle, szminki i resztę kosmetyków. Bardzo chciałam szykowanie wyglądać, dlatego dzień wcześniej kupiłam nowy podkład, droższy, czego (co wyniknie z dalszej części historii) bardzo żałuję. Z zachwytem rozprowadziłam go na twarzy, podziwiając jego krycie i dobrze dobrany kolor. Przyszła pora na brązer. Również był nowy, dlatego nie widziałam nic dziwnego w tym, że prawie nie widać go na moich kościach policzkowych. Nałożyłam go po prostu więcej: na skronie, wcześniej wspomniane kości policzkowe, okolice nosa i inne miejsca, które chciałam wymodelować. Użyłam również mocno napigmentowanych cieni, które często się osypują, jednak we wspaniałym świetle toaletki nie było tego widać. Podkreśliłam jeszcze brwi, pomalowałam usta. Byłam gotowa! Założyłam płaszcz i wyruszyłam na domówkę. Dom Ani był bardzo blisko, dlatego poszłam piechotą. Zapukałam do drzwi, otworzyła Ania z lekkim szokiem. Weszłam do środka. Jeden ze znajomych pochwalił moją charakteryzację. Już miałam mu opowiadać, jak zrobiłam tą sztuczną ranę, jednak ten powiedział:
    -Łał, jaka blada skóra! I te sińce pod oczami! Przebrałaś się za zombie, prawda? Jeszcze masz tak jakby ziemię? Na czole, policzkach. Świetny strój! Postarałaś się. Myślałem, że się nie przebierzesz.
    -Tak-odparłam skołowana-to moje przebranie.
    Wysłuchałam jeszcze kilku komplementów na temat charakteryzacji twarzy, której wcale nie planowałam. Następnym razem będę testować kosmetyki, No i oczywiście sprawdzać makijaż w lepszym świetle.
    Mimo, że zachwyciłam znajomych swoim wyglądem, to mi raczej daleko było do radości. Nie muszę chyba dopowiadać, że na imprezie był chłopak, który mi się podobał! Dobrze, że miałam blisko do domu…

  53. 7 listopada 2017 at 16:28

    DAWNO DAWNO TEMU … JAKIEŚ 7 LAT BĘDZIE. BYŁAM NA ŚLUBIE MOICH ZNAJOMYCH. KILKA GODZIN WCZEŚNIEJ MOJA KOLEŻANKA, KTÓRA ROBIŁA MI MAKIJAŻ NAMÓWIŁA MNIE NA DOKLEJENIE RZĘS, ALE NIE TYCH KĘPEK TYLKO PO CAŁOŚCI :), ŻEBYM CZUŁA SIĘ BEZPIECZNIE OBDAROWAŁA MNIE RÓWNIEŻ KLEJEM DO NICH ( WIECIE W RAZIE CZEGO) :).
    SIEDZĘ NA TEJ MSZY I CZUJĘ, ŻE COŚ MNIE KUJE W KĄCIKU OKA. DOBRA, KONIEC MSZY, BIEGNĘ DO SAMOCHODU, ŻEBY ZOBACZYĆ CO TAM SIĘ DZIEJE … OCZYWIŚCIE, TROSZECZKĘ SIĘ ODKLEIŁO. ALE CO TO ZA PROBLEM … PRZECIEŻ MAM KLEJ … I WIECIE CO, ONA ZAMIAST DAĆ MI KLEJ DO RZĘS DAŁA MI KLEJ DO PAZNOKCI … GDY TYLKO PRZYŁOŻYŁAM GO DO POWIEKI ŁZY ZACZĘŁY MI LECIEĆ CIURKIEM, WYGLĄDAŁAM JAK UPIÓR. CAŁE SZCZĘŚCIE, ŻE DO DOMU MIAŁAM JAKIEŚ 500 METRÓW. BIEGIEM ZMYŁAM MAKIJAŻ I ZROBIŁAM GO JESZCZE RAZ .. SAMA. MOŻE NIE BYŁ TAK EFEKTOWNY JAK KOLEŻANKI, ALE BYŁ 🙂 I NAWET ZDĄŻYŁAM WRÓCIĆ I ZŁOŻYĆ ŻYCZENIA PAŃSTWU MŁODYM 🙂 A Z USŁUG KOLEŻANKI NADAL KORZYSTAM 😀

  54. 7 listopada 2017 at 14:15

    Najgorsze doświadczenie w temacie beauty mam, o zgrozo, przez znajomą kosmetyczkę. I przypominam sobie o tym za każdym razem, gdy spojrzę na mój dyplom ukończenia studiów… Przed podejściem do obrony wraz z kompletem dokumentów trzeba było dostarczyć również zdjęcia. Robiłam wszystko na ostatnią chwilę. Szłam do fotografa i poprosiłam kosmetyczkę o zrobienie makijażu, który będzie ładnie wyglądał na zdjęciu. Prosto od niej poszłam do fotografa, a potem szybko do dziekanatu. Dopiero w domu spojrzałam na zdjęcie i zobaczyłam, że kosmetyczka użyła zbyt dużo ziemi egipskiej i wymalowała mi na twarzy coś, jakby barwy wojenne, tylko w innym miejscu… 😀

  55. 7 listopada 2017 at 11:48

    To historia z dawnych lat..Z moimi przyjaciółkami, bardzo lubiłyśmy oglądać horrory..Pewnego dnia, umówiłyśmy się, na film Ring. Bardzo się bałyśmy, a jedna z nas, która bała się najbardziej, szybko poszła spać po obejrzanym seansie. Długo nie czekając wraz z drugą przyjaciółką wymyśliłyśmy, że ja zostanę Samarą i będę straszyć domowników. Zrobiłyśmy wspaniały przerażający makijaż, ubrałam się w starą piżamę, rozlałyśmy wodę na posadzkach i zaczęłyśmy działać. Straszenie było bardzo śmieszne, a reakcje straszonych bezcenne. Bardzo dobrze wspominam takie sytuacje..

  56. 7 listopada 2017 at 03:16

    Straszna historia zdarzyła się w Wigilię zeszłego roku. Chciałam zrobić psikusa i zapakowalam prezenty dla rodziny w identyczne opakowania. I przyszedł ten moment kiedy święty Mikołaj rozdaje prezent…Oj chyba każdy zapamiętał mój prezent dla chłopaka mojej siostry… Nie wiem jakim cudem ale przez przypadek włożyłam do paczki zestaw intymny na osiemnastkę kumpeli. I tak oto chłopak mojej siostry otworzył prezent z wielkim zaskoczeniem w oczach. Wiadomo kto dał ten prezent, bo wszystkie moje były jednolicie zapakowane. Wstyd na maxa i kłótnia z siostrą zapamiętana na wieki!!!!

  57. 6 listopada 2017 at 22:56

    Tak jak każda nastolatka chciałam wreszcie mieć idealne brwi niczym Kim Kardashian. Jak patrzyłam na koleżanki z klasy to sie po prostu zachwycałam ich brwiami. A że byłam młoda i głupia to wierzyłam w to że same sobie je regulują. Pewnego dnia stwierdziłam, że trzeba coś ze sobą zrobić. Pojechałam z mamą do drogerii i kupiłam cienie. Stojąc już przed lustrem z pęsetą do brwi stwierdziłam, że to nie może być takie trudne na jakie się wydaję.No szło mi dobrze, przynajmniej ja tak sądziłam…
    Nadszedł ranek wstałam wcześniej żeby pomalować brwi o wiele za jasnym cieniem i poszłam do szkoły. No przyznam moja przyjaciółka jak mnie zobaczyła to powiedziała ,,Zrobiłaś sobie brwi jak typowa Karyna. Nie dość że rude to jeszcze jedna większa od drugiej.” Po tym jak mi to powiedziała obraziłam się na nią i się nie odzywałam do niej. Do dziś mam ten cień i gdy się go za mało nałoży jest niewidoczny, a jak za dużo to staję się rudy niczym on wiewiórki. Nie ufam już sobie a na regulacje brwi chodzę tylko do kosmetyczki

  58. 6 listopada 2017 at 22:16

    Będąc studentką kosmetologii miałyśmy zajęcia praktyczne. Jedna dziewczyna (nie obrażając blondynek) taka typowa blondynka z żartów chciała mi zrobić brwi henną aby nauczyć się robić…nalozyla henne i nie patrząc nawet na zegarek poszła innej dziewczynie robić woskiem nogi, a myślałam, że poszła po wodę aby ściągnąć hennę z brwi… Finalnie miałam tak czarne brwi, że spokojnie mogłabym straszyć na Halloween

  59. 6 listopada 2017 at 18:39

    Zobaczyłem swoją dziewczynę bez makijażu! 😀

  60. 6 listopada 2017 at 18:35

    To było rok temu, każda dziewczyna miała cudowne długie sztuczne rzęsy. Te rzęsy chiałam mieć i ja. Szybko ubrałam buty, kurtkę i już byłam w najbliższej drogerii. Szukałam i szukałam, aż wreszcie znalazłam idealne. Nigdy nie byłam wielbicielem czytania instrukcji więc i tym razem ja ominęłam. To był mój wielki błąd. Nałożyłam na rzęsy odrobine kleju i zabrałam sie za mocowanie. Efekt był cudowny. Do czasu. Ledwo oderwałam rzęsę od powieki, resztki kleju na niej zostały. Odrywanie kleju od powieki to istny koszmar. Dałam rade pozbyć się kleju i przeczytałam instrukcje. Jednak trzeba troche poczekać przed przyklejeniem sztucznych rzęs. Tak właśnie skończyła się moja przygoda z nimi, od tamtej pory dbam bardziej o moje naturalne rzęsy.

  61. 6 listopada 2017 at 17:14

    Kiedy miałam nie więcej niż 12 lat zakochałam się na zabój w chłopaku z naszej szkoły. Byłam raczej zupełnie zwyczajną, niczym nie wyróżniającą się dziewczyną i bardzo chciałam zwrócić jego uwagę. Wtedy po raz pierwszy zaczęłam interesować się swoim wyglądem i doszłam do wniosku, że jestem bardzo pospolita. Za najbardziej pospolity uznałam kolor moich włosów – taki ni to blond, ni brązowy. Niewiele myśląc poszłam do drogerii i za kilka złotych kupiłam szampon koloryzujący. Wybór padł na najbardziej krzykliwy kolor na półce – RUDY! Zamknęłam się w łazience i wymyśliłam sobie, że zrobię sobie pasemka. Oczywiście, bladego pojęcia nie miałam jak się je robi. Po zmyciu szamponu zapanowało milczenie, a potem bek. Miałam całą głowę w rudych plamach. Co jak co – ale jednego nie mogłam sobie zarzucić – z taką fryzurą nie mogłabym przejść niezauważona! Z mamą cały wieczór ratowałyśmy moje włosy, by zafarbować je tak, abym wyglądała jak człowiek. Często przywołuję sobie tę sytuację, by nie zapomnieć, ile byłam w stanie zrobić dla miłości.

  62. 6 listopada 2017 at 15:33

    Szczerze? Cały mój początek z makijażem był koszmarny. Za ciemne podkłady, pomarańczowe bronzery, białe rozświetlacze, niebieskie cienie i posklejane rzęsy. Znajdą się nieliczni, którzy nie popełniali takich błędów. Ja swoją przygodę z makijażem zaczełam dośc wcześnie, bo w wieku 12 lat. Miałam swój pierwszy tusz do rzęs, a potem w wieku 13 lat weszłam w temat makijażu jeszcze głębiej. Nie malowałam się na codzień, ale przyszedł czas spotkania ze znajomymi. Chciałam „zabłysnąć”. Wyjęłam z szafki swój podkład,bronzer, puder… Zrobiłam sobie grubą, „ładną” i staranną tapetę. Światło było nie najlepsze, więc myślałam że wyglądam jak milion dolcow.
    Znajomi od poczatku spotkania patrzyli na mnie jak na diabła, a niektórzy odwracali nawet wzrok. Czulam sie dosc dziwnie, o co moglo im chodzic? Dopiero potem jedna ze znajomych podeszła do mnie i zapytała czy aby na pewno jest wszystko okej, bo moj makijaz nie wyglada zachwycająco, wrecz przeciwnie. Wrocilam do domu. Wyglądałam jak „typowa Karyna”. Nie wiem jak moglam tego nie zauwazyc, ale było mi ak wstyd… od tamtej pory dokładnie dobierm swoje kosmetyki.

  63. 6 listopada 2017 at 14:09

    Pierwsza randka. Dwie godzin przed lustrem, świetny świeży makijaż, szpilki, butelka perfum ( jeśli ja wylałam na siebie jedną butelkę to on z pewnością trzy). Przystojny, w białej koszuli. Stolik w restauracji zarezerwowany. Pech chciał,że akurat ten wieczór był jak dla mnie najcieplejszym tego lata. On postanowił się bardzo serdecznie przywitać, poprzez dłuuuuugie przytulenie. Idziemy powoli wszyscy dookoła się patrzą tylko na niego, co powoduje,że ja staje się coraz bardziej dumna. Siadamy na przeciwko siebie w knajpie. I sprawa stała się jasna. Mój piękny makijaż, został odciśnięty na jego torsie( upalne lato i biała koszula to nie jest najlepszy pomysł na randkowy outfit). Był zabawny, nie miał problemu ze znajdowaniem tematów do rozmów. Myślałam, że wszystko poszło jak należy. Po czym następnego dnia napisał, że czuł się mocno skrępowany, faktem, że mój wzrok był cały czas na jego klatce piersiowej, a on szuka dziewczyny zainteresowanej rozmową, a nie pięknym ciałem. Od tamtego wieczoru jestem zachowawcza i nie wpadam w objęcia, a z dystansem podaje rękę 🙂

  64. 6 listopada 2017 at 13:17

    Bardzo niedawno, bo w tegoroczny Halloween postanowiłam sobie wieczorem zrobić maseczkę z czarnej glinki, no po prostu urządzić sobie małe SPA 😀 Także zrobiłam sobie tę maseczkę, umyłam włosy i zostawiłam do wyschnięcia, przez ten czas nie dając znać chłopakowi co aktualnie robię. Z tymi włosami i maseczką zrobiłam snapa i mu wysłałam. Biedak się przestraszył i mnie w ogóle nie poznał. Po tym od razu napisał do mnie na facebooku czy nic mi się nie stało, bo jakaś wiedźma wysłała snapa z mojego konta w międzyczasie jak mu nie odpisywałam. Cała zapłakana ze śmiechu wytłumaczyłam mu, że to byłam ja ‚ w upiększonej wersji’. Sam zaczął się z siebie śmiać, że jak to on nie poznał własnej dziewczyny. To zapamiętam do końca życia 😀

  65. 6 listopada 2017 at 12:06

    Był to piątek wieczór, dzień przed weselem. Postanowiłaś, że moja mama zrobi mi fryzurę, poprosiłam więc by pożyczyła lokówkę do włosów (taka co sama włosy wciąga i nakręca) od koleżanki. Stwierdziłam , że najlepiej będzie jak wypróbuje ją dzień wcześniej. Niewiele myśląc zaczęłam kręcić włosy ze swojej grzywki. Wkręciły się zdecydowanie za mocno, próbowałam wyjąć włosy z lokówki, ale nie dawałam rady. Musiałam je wyrwać siłą. Na szczęście obyło się bez używania nożyczek i na drugi dzień nie musiałam paradować z jedno-centymetrową grzywką. Zrezygnowałam z używania lokówki, a zniszczone włosy nadawały się tylko do zebrania w warkocz.

  66. 6 listopada 2017 at 10:09

    od zawsze miałam problemy z włosami dlatego wymyślałam coraz to nowsze maski i płukanki, to ze skrzypu polnego to z pokrzywy. Pewnego razu zobaczyłam w internecie na jednym z blogów, że bardzo dobrze na włosy działa płukanka-maska z orzecha włoskiego, nie poświęciłam jednak zbytnio uwagi na doczytanie przepisu na ten cudowny specyfik, dlatego od razu poszłam pod orzecha nazbierałam owoców, które jeszcze znajdowały się w takiej zielonej skorupce z której przygotowałam papkę i płukankę, po kąpieli nałożyłam maskę na włosy na godzinę a na koniec spłukałam jeszcze wywarem z zielonych orzechów (dodam, że jestem blondynką) następnego dnia kiedy zaczęłam się szykować na zajęcia, spotkałam mamę która dosyć dziwnie zareagowała na mój widok- z pytaniem ,,coś ty zrobiła na głowie”. Okazało się, że mam całe zielone włosy, jak później doczytałam maska nie miała być z zielonych skorupek i nie jest przeznaczona do włosów blond. Niestety mama nie dała się ubłagać i musiałam pójść w tym do szkoły, kolor nie chciał się zmyć nawet po kilku myciach, wyobraźcie sobie reakcję moich znajomych a dodam, że wtedy jeszcze kolorowe koloryzacje włosów nie były modne…koszmar

  67. 6 listopada 2017 at 09:29

    Teraz się z tego śmieje, ale w tamten dzień wcale nie było mi do śmiechu!
    Umówiłam się na randkę, długo wyczekiwaną i „CHŁOPAKIEM MARZEŃ” więc chciałam wyglądać naprawdę bosko! Wykonałam cały makijaż i do pełni szczęścia brakowało mi tylko rzęs jak firanki, a że moje własne są raczej cienkie postanowiłam, że kupię sztuczne rzęsy i przykleję. Nigdy wcześniej tego nie robiłam, no ale dla chcącego nic trudnego ( tak przynajmniej wtedy myślałam ).
    Przeczytałam instrukcję ,nałożyłam klej, trochę się pomocowałam i VOILA – rzęsy gotowe!
    Czas już gonił więc wyruszyłam w drogę. Stoję na przystanku a obok dwóch chłopaczków patrzy na mnie i się podśmiewają – myślę „aaa chichrają się bo się wstydzą pewnie”. Wchodzę do autobusu , siadam i po chwili czuję wzrok na sobie. Pani na przeciwko patrzy na mnie dziwnie…odwróciłam się więc w stronę okna, chociaż mimo to czuję że nadal na mnie patrzy. Wysiadam z autobusu ,mknę szybciutko i już widzę. Podchodzę , uśmiecham się szeroko i mówię „CZEŚĆ!” na co on spogląda na mnie,milczy i wybucha śmiechem!
    Stoję chwilę , patrzę na niego i zastanawiam się o co chodzi a on dalej się śmieje, więc się pytam co Ci tak do śmiechu?
    A on na to : od kiedy zapuszczasz wąsy ? I dalej się śmieje.
    Myślę o co mu chodzi?
    Obok mnie stoi auto, spoglądam do lusterka i co widzę?
    Moja rzęsa się odkleiła i spadając przykleiła tusz nad ustami przez co wyglądałam jakbym po jednej stronie miała wąsa! I tak szłam i jechałam przez CAŁE MIASTO! ISTNY KOSZMAR!
    Teraz już wiedziałam skąd te śmiechy, chichy i dziwne spojrzenia! Trudno się nie przyglądać dziewczynie z wąsem i to jednym!
    Wąsa się pozbyłam ale przez kolejne pół godziny moja twarz miała kolor pomidora. Więcej już nie ryzykowałam z testowaniem nowych rzeczy na ostatnią chwilę i wiecie co? Nawet lubię te swoje cienkie rzęsy – przynajmniej nie odpadają 😉

  68. 6 listopada 2017 at 00:42

    Pierwszy chłopak = pierwszy koszmar w temacie beuty.
    Odkąd pamiętam jasna karnacja była moim olbrzymim kompleksem. Pewnego nieszczęsnego dnia postanowiłam, że wybiorę się pierwszy raz na solarium. Nie myślałam, że 15 minut zmieni mnie w buraka. Twarz miałam tak spaloną, że najchętniej nie wychodziłabym z domu. Niestety już kolejnego dnia (gdzie poprawy nie było żadnej) mój chłopak z którym spotykałam się zaledwie od kilku tygodni zadzwonił, że chce mnie zabrać na spontaniczny spacer. Zgodziłam się, ale powiedziałam, że będę mogła dopiero za dwie godziny (chciałam poczekać aż na dworze się ściemni, bo po ciemku nie było widać jak źle wyglądam :D). Zgodził się i przyjechał pod dom o umówionej godzinie. Było super do momentu, kiedy nie powiedział, że ma dla mnie niespodziankę. Niespodzianką okazała się wyjście do kina. W kinie na holu czekali na nas jego znajomi. Niestety było tam jasno i moja wygląd nie umknął ich uwadze. Dziewczyna jego przyjaciela oraz jego koleżanka ciągle mówiły mi, żebym się tak nie wstydziła, bo nie gryzą. Kiedy odpowiedziałam, że się nie wstydzę jedna z nich powiedziała, że kolor mojej twarzy mówi coś zupełnie innego.. Jedyne czego się wstydziłam to tego, co musieli sobie o mnie pomyśleć.

  69. 5 listopada 2017 at 21:16

    Moja straszna historia? jasne! Rok temu w halloween zaczęłam zabawę z makijażem. Na pierwszy ogień poszły brwi. Chciałam nakleić na nie papier z klejem i zrobić takie jakby dziury… Wszystko super klej także, świetnie trzyma, nie spływa, no ideał. Fajny efekt końcowy, dodałam jeszcze sztucznej krwi i pomalowałam oczy usta itp.Po tym całym szykowaniu poszłam na imprezę. Gdy już z niej wróciłam i chciałam odkleić klej z papierem, razem z tym oderwały mi się także moje super brwi…. Wyglądałam lepiej niż w moim makijażu,papier z klejem i brwiami do połowy oderwany, ja zapłakana przez co wszystko z oczu mi spłynęło, szminka rozmazana… Totalny i największy horror w moim życiu….

  70. 5 listopada 2017 at 20:54

    Jako bardzo młode nastolatki postanowiłyśmy urządzić z koleżanką małą imprezę „Halloween”. Z racji, że 31 nikt nie pozwoliłby nam się spotkać, wiadomo, dużo pracy przed świętami, udało się ustalić termin dopiero w połowie listopada. Z braku innych środków postanowiłam zrobić z siebie wampira- jako białego pudru użyłam talku kosmetycznego wklepanego w skórę, oczy obwiodłam resztką czarnej kredki do oczu po kuzynce, dodałam fioletowe cienie suchą akwarelą i pomalowałam paznokcie czarnym markerem.
    Koleżanka ograniczyła się do spodni moro i była żołnierzem.
    Pech chciał, że zatkał się odpływ i prawie można było pływać w naszej piwnicy. Przyjechali specjaliści, a mama wezwała nas do pomocy. I tak przy pracującym robotniku stały dwie dziewczynki- w tym jedna cała ubrana na czarno i z niedorobionym makijażem Gota. Cóż, pan zdecydowanie nie mógł domyśleć się, że to spóźnione przebranie na Halloween, bo na odchodnym usłyszałam: „Kochanie, może trochę mniej tej kredki używaj”.
    Cóż, a marker okazał się wodoodporny.

  71. 5 listopada 2017 at 20:34

    Ogólnie to moja straaaszna historia z makijażem to taka że na Halloween miałam takie farbki do makijażu jak są takie do malowania twarzy i one mi straasznie podrażniły skórę najwidoczniej byłam uczulona albo coś no mi trochę twarz spuchła przychodzę do domu a mama się pyta co mi a ja się dopiero zorientowałam jak mi powiedziała i mnie bolało straasznie i pojechałyśmy do szpitala i ze stresu się popłakałam i mi się tusz rozmazał zjadłam pomadkę i ogólnie wyglądałam straszniej niż wcześniej ale na szczęście się wszystko dobrze skończyło

  72. 5 listopada 2017 at 20:07

    Tuż przed Walentynkami od cioci dostałam piękny kaszmirowy sweter w moim ukochanym kolorze błękitu,zapisałam się do fryzjera,pierwszy raz mocno umalowałam oczy i planowałam randkę idealną z niedawno poznanym chłopakiem.Dzień zaczął się okropną pluchą, zamiast pięknych loków,wyszła spalona trwała,wychodząc od fryzjera nie zdążyłam zapiąć kurtki i jakieś auto ochlapało mnie od stóp do głów,makijaż spływał mi po twarzy i na moje nieszczęście tak wyglądającą zauważył mnie mój chłopak ze swoją mamą którą odwoził na pociąg.Mieli niesamowity ubaw, a ja do dziś nie mogę zapomnieć tej historii, upokorzenie nie do opisania.

  73. 5 listopada 2017 at 19:46

    To były poczatki z makijażem koniec gimnazjum i bardzo chciałam się nauczyć malować bo strasznie byłam zachwycona efektem pomalowanych rzęs. Nie umiałam trzymać dobrze tuszu, oko mi strasznie mrugalao a ja nie wiedzialam o co chodzi. Gdy już załapałam co zrobić z okiem dumna pomalowalam rzesy podebranym tuszem mojej mamy. Szybko zamknęłam oczy cos draznilo a tusz był świeżo nałożony jakiez było moje zdziwienie gdy tusz mi odbił się pod oczami. Rozplakalam się i stwierdziłam że nigdy się nie nauczę malować. Poszłam do mamy z brydnymi oczami. Na szczęście mama mi wytarla o wytłumaczył a co i jak robić. Dziś dorosła nie wyobrażam sobie dnia bedz tuszu do rzęs i innych kosmetyków.

  74. 5 listopada 2017 at 19:38

    Raz gdy w sklepie była promocja na różne podkłady to zdecydowałam, że kupię sobie jeden z nich. Nie jestem ekspertką od makijażu, więc chciałam kupić jak najtańszy. Użyłam testera i rozprowadziłam podkład na ręce. Kolor ładnie wpasował się w skórę, więc go kupiłam. Następnego dnia postanowiłam pomalować się nim do szkoły. I tu się zaczęło…Niby wszystko ładnie i koleżanka się mnie pyta: to ten podkład co wczoraj kupiłaś? A ja, że: tak! I miała taką hmm…dziwną minę. Dopiero po jakimś czasie od tego zdarzenia domyśliłam się, że po pierwsze źle go rozprowadziłam, więc prawdopodobnie miałam „kropki” na twarzy. A po drugie: był on POMARAŃCZOWY! Od teraz nie używam podkładów tylko kremy BB, bo są one zdecydowanie łatwiejsze do rozprowadzenia

  75. 5 listopada 2017 at 19:17

    O to coś idealnie dla mnie, choć takich histori miałam kilka to z chęcią jedną opiszę 🙂 Zresztą do tej pory usłyszę nie raz od mojego partnera , ze mam dwa kolory twarzy Zacznijmy od czasów szkoły , młoda dziewczyna więc chcialam sie jakoś pokazac , lecz nie mialam w ogóle pojęcia o makijazu . Źle dobrany odcien podkładu , brwi niczym małpa a róż na policzkach choćbym się paliła ze wstydu Jak teraz o tym pomyśle to naprawde mi wstyd … Pamiętam jak dzis gdy z brązowych włosów chcialam przejsc na blond i tu uwaga … sama farbowalam sobie wlosy , ktore wyszy jak żółtko jajka, a co.najlepsze Pani od biologii bez skrupolow powiedziala ze wygladam jak panienka z ulicy To dopiero był kabaret , dobrze ze z dnia na dzien i z wiekiem czasu nauczylam sie odpowiednio stosowac kosmetyki i dbac o urodę 🙂

  76. 5 listopada 2017 at 18:03

    Zostalam zaproszona na wesele w czerwcu,postanowilam ze tym razem postawie na profesjonalny wygląd…i moimi wlosami zajmie sie fryzjer,a makijażem profesjonalna kosmetyczka….mialam wygladac idealnie…i tak tez sie zapowiadalo …fryzura wyszla prześliczne,makijaz perfekcyjny w kolorach brazu do tego czerwona sukienka i super nowe szpilki….wystrojona wychodzę z mieszkania w jednej rece trzymajac wino i koperte z kasa dla pary mlodej a w drugiej torebke….schodze po schodach i….. Baaaaach…spadlam ze schody na plecy tak ze nie mogłam zlapac oddechu,wino sue rozbilo koperta z kasa cala mokra….mi leca lzy z bolu i… Juz nie wygladalam tak super makijaz wprawdzue byl profesjonalny euec caljuem nie zniknal ale non stop wycuerajac lzy z twarzy znacznej czesci die pozbylam…na wesele dotarlam wygladalam na nim jak ostatnia pokraka bo tak mnie wszystko bolalo ze nie moglam ani siedziec ani stac….wuedzialam ze za idealnie sue zapowiadalo:-)

  77. 5 listopada 2017 at 16:38

    Przed imprezą halloweenowom chciałam zrobić sobie idealy makijaż halloweenowy ale nie mogłam znaleźć odpowiednich kosmetyków. Zadzwoniłam do mojej przyjaciółki po pomoc. Nie było jej jednak w mieście więc musiałam sama iść do sklepu obok przerażającego cmentarza. Gdy nalałam się po zasypiajacym mieście znalazłam sklep którego wejście było tematycznie ozdobione, a wejście do niego wydawało się takie piękne a zarazem bardzo przerażające. Na halloweenowym bilbordzie widniał napis „Golden Rose”. To właśnie ten sklep poleciła mi przyjaciółka. Mówiła że to najlepszej jakości sklep z kosmetykami, i zapewne miała rację bo gdy jeszcze nie weszłam do sklepu samo wejście zachęcało mnie do skorzystania z ofert tego sklepu. Gdy przekroczyłam próg sklepu miła obsługa odrazy się mną zajęła. Doradziła mi jak dobrać idealne kosmetyki na halloweenowom imprezę. Gdy wróciłam do domu zaczęłam robić sobie mój przerażający makijaż. Miałam mało czasu i nie wiedziałam czy zdążę na halloweenową imprezę. Dzięki tym kosmetykom i ich dobrej jakości szybko zrobiłam mój idealny makijaż na Halloween. Na imprezie wyglądałam idealnie przerażająco, a to wszystko dzięki tej marce.

  78. 5 listopada 2017 at 16:22

    KSIĘGA STRASZNYCH HISTORII O MAKE-UPIE

    Rozdział 1: Klątwa kichania po umalowaniu rzęs.
    Rozdział 2: Trzask opakowania z pudrem na kafelkach.
    Rozdział 3: Krwista czerwień pomadki w całej torebce.
    Rozdział 4: Włosy atakujące pomalowane błyszczykiem usta.
    Rozdział 5: Brwi zgrozy, czyli problemy z nadużywaniem kredki.
    Rozdział 6: Twarz- dynia, historia zważonego podkładu
    Rozdział 7: Prysznic w pełnym makijażu.

  79. 5 listopada 2017 at 15:43

    Jedna z moich największych wpadek makijażowych zdarzyła się na 3 randce w moim obecnym partnerem. Chcąc wyglądać niesamowicie zainwestowałam w dość drogi, mocno kryjący podkład. Obejrzałam chyba milion filmików na YT, aby nauczyć się go stosować. Niestety fakt, iż podkład owszem, rewelacyjnie kryje to dość mocno się ściera gdzieś mi umknął. Uszykowałam się, nieziemsko zadowolona ze swojego wyglądu pognałam na spotkanie. Wszystko było super, do momentu kiedy w kinie postanowiłam poprzytulać się z moim lubym. Niestety, odcisk mojej twarzy pozostał na jego koszuli niczym twarz Jezusa na chuście Magdaleny… Najgorzej.

    • 5 listopada 2017 at 15:44

      Na chuście Weroniki 😀

  80. 5 listopada 2017 at 15:13

    Ponad dwadzieścia lat temu, kiedy byłam małym dzieckiem pojechałam z babcią do Warszawy w odwiedziny do znajomych. Pobyt przebiegał – jak to dla dziecka- cudownie aż do pewnego wieczora… kiedy to wchodząc po drewnianych schodach na górę zobaczyłam babcię z białą maseczką na twarzy ( wtedy nie wiedziałam, że to maseczka), jak się wystraszyłam i zaczęłam płakać i krzyczeć, że babcia UMIERA, babcia UMIERA! – tak wszyscy domownicy przybiegli na górę wystraszeni co się babci stało.Oczywiście od razu się zorientowali co się wydarzyło i zaczęli się śmiać. Dopiero jak zdołali mnie uspokoić, wytłumaczyli, że to zwykła maseczka. W każdym razie do dnia dzisiejszego nie miałam na sobie BIAŁEJ MASECZKI.

  81. 5 listopada 2017 at 14:34

    Mój koszmarny makijaż pamiętam do dzisiaj. W dniu studniówki do idealnej sukienki przyszedł czas na dobór makijażu, niestety po długich poszukiwaniach trafiła mi się makijażystka, która chyba się dopiero uczyła 😛 początkowo wyglądałam całkiem normalnie dopóki nie przyszedł wieczór i nie zaczęła się studniówka. Niestety z moją jasną karnacją bardzo gryzł się makijaż, a więc na wszystkich zdjęciach wyglądałam jak na imprezie hallowen z pomarańczową twarzą w świetle reflektorów 😛 od tego czasu minęło 6 lat, a ja do dziś to pamiętam a film i zdjęcia ze studniówki chowam głęboko w szafie 😀

  82. 5 listopada 2017 at 12:47

    Od dłuższego czasu chodziła mi po głowie radykalna zmiana koloru włosów. Od dzieciństwa miałam ciemne, brązowe gęste włosy. Przyznaję, że w wieku 22 zapragnęłam zmiany. Mój kolor włosów mi się znudził i zapragnęłam zostać blondynką. Nie od razu jasną blondynką ale chociaż o parę ton rozjaśnić swoje włosy. Odezwałam się do jednej z „najlepszych” fryzjerek w moim mieście i ta zaproponowała mi farbowanie po swojej skończonej pracy, u niej w domu. Nie wahałam się nawet chwili. Cały zabieg przebiegł strasznie, mocno szczypała mnie skóra głowy, łzy leciały po moich policzkach jak grochy. Fryzjerka kazała milczeć i cierpieć, „bo tak się zawsze dzieje” więc nie miałam za dużo do powiedzenia. Po wysuszeniu włosów na głowie miałam rzeczywiście piękny kolor, więc zadowolona z nowego wyglądu udałam się do domu. Koszmar zaczął się dopiero następnego dnia po przebudzeniu. Na głowie miałam twardą skorupę utworzoną z ropy, skóra głowy była bardzo poparzona, piekła i paliła, ból był bardzo silny. Dalej już nie muszę się tak dokładnie rozpisywać… Lekarz, antybiotyki, pianki na poparzenia, zwolnienie lekarskie… Stany gorączkowe, dreszcze itd. Tragedia. Leczenie było koszmarne, skóra po pewnym czasie zaczęła mocno swędzieć i pojawił się olbrzymi łupież wielkości płatków śniegu. Po 3 miesiącach wróciłam do zdrowia. Lekarz napomknął tylko, że mam się cieszyć, że nie straciłam włosów, bo byłabym łysa do końca życia. Sytuacja miała miejsce 5 lat temu, do dziś przechodzą mi dreszcze na myśl o tym, co się wtedy stało. Od tamtej pory żaden pseudo fryzjer nie dotknął moich włosów. Uważajcie dziewczyny, w jakie ręce oddajecie swoje włosy. Jedna nieprzemyślana decyzja i możecie stracić swoje piękne włosy…

  83. 5 listopada 2017 at 10:12

    Nigdy nie zapomnę mojego gimnazjum,gdy miałam straszne problemy z cerą. Gdy rodzice zabrali mnie do Pani dermatolog byłam najszczęśliwszą dziewczyną na świecie, wtedy przepisała mi ona podkład, który jak zapewniała miał być lekarstwem, oraz miał pasować do każdego koloru skóry. Już pierwszego dnia stałam się pośmiewiskiem całej szkoły bo podkład był okropnie różowy i do mnie nie pasował, chciałam przestać go używać, ale rodzice wydali na niego 90 zł, wiec nie wypadało. Najgorszym błędem było to, ze płakałam na przerwach i robiły mi się okropne zacieki i wyglądałam jeszcze gorzej. Ogólnie, uważam ze to był najgorszy mój błąd, aby zgadzać się na podkład o którym nie miałam zielonego pojęcia, nikomu tego nie polecam!

  84. 5 listopada 2017 at 09:45

    Najstraszniejszym momentem zdecydowanie był czas mojej osiemnastki. Szykowałam się do niej cały dzień, a na koniec wyszło jak zawsze… Rano w dzień urodzin chciałam zrobić sobie hybrydy lecz okazało się, że żaden lakier nie chce współpracować z moimi paznokciami. Był to pierwszy raz jak je robiłam. Pod lakierem ciągle robiły się pęcherze z powietrzem, więc w złości z nich zrezygnowałam i postanowiłam pomalować paznokcie zwykłym lakierem, lecz ten bardzo długo sechł i pobrudziłam nim jedną stylizację urodzinową. Byłam wściekła, więc żeby się uspokoić zaczęłam robić sobie makijaż bo to mnie uspakaja. Gdy makijaż twarzy miałam skończony i zostało mi tylko doklejenie sztucznych rzęs okazało się, że skończył mi się do nich klej. Niestety musiałam z nich zrezygnować i pomalować rzęsy zwykłym tuszem, który posklejał wszystkie moje rzęsy… Byłam u kresu wytrzymałości. Musiałam je rozdzielać delikatnie pęsetą żeby ich nie wyrwać i nie zniszczyć całego makijażu. Dałam radę. Siostra w międzyczasie robiłam mi na włosach loki, które i tak się wyprostowały tuż po dojechaniu na salę urodzinową… ten wieczór był ciężki lecz przyjaciele mi go poprawili i cały wieczór wspaniale się z nimi bawiłam 🙂

  85. 5 listopada 2017 at 00:38

    Chyba wszystkie początki makijażu były trudne, każdemu zdarzały się wpadki. Moja straszna historia wyglądała mniej więcej tak. Pewnego dnia gdy wybierałam się na imprezę postanowiłam zrobić moją specjalność! KRESKI. Skończył mi się eyeliner więc oczywiście podebrałam go mamie. Nie znając produktu zachwycona maluję kreskę. Produkt był świeży i bardzo wodnisty o czym nie wiedziałam. Moment i zalał mi całe oko… cudownie! makeup na halloween jak znalazł. Nie zabrakło też łez bo jednak się przestraszyłam 🙂 poszłam bez kresek.

  86. 4 listopada 2017 at 23:19

    O zgrozo, chyba nikt nie przeżył gorszej historii, niż moja! Jako osoba nieufna i wiedząca wszystko lepiej, planowałam się umalować sama na studniówkę. Jednak podczas wizyty u mojej fryzjerki zjawiła się zaprzyjaźnioną z nią „kosmetyczka”. Wcześniej zapewniano mnie, że bardzo dobrze maluje, więc myślę, a nóż a widelec, może akurat trafię na jakiegoś makijażowego wirtuoza. Jakże się myliłam XDXD
    Zostałam potraktowana bardzo drogim podkładem, ale co z tego, jeśli na mojej twarzy wyglądał bananowo. No rasowy banan. Chyba nawet płakałam w trakcie wykonywania makijażu. O podkreśleniu moich brwi mogłam pomarzyć – lekkie pociągnięcie jakimś cieniem, które zeszło po niecałych 2 godzinach. Dobrze, że nie prosiłam o makijaż oczu XD ograniczyłam się tylko do doczepianych rzęs.
    Nikomu nie polecam ogarnianie makijażu przed ważnym wyjściem na ostatnią chwilę 😀

  87. 4 listopada 2017 at 22:35

    Moja makijażowa historia (histeria) rodem z Halloween sięga czasów dziwnych, nawet bardzo, bo lat 90 ubiegłego stulecia. Będąc nastolatką w tych szalonych latach, zapragnęłam wyglądać jak kobiety z czasopism lub chociaż niemieckich katalogów wysyłkowych. Na kosmetyki mamy nie mogłam liczyć ponieważ zawsze powtarzała ”Nie używaj nic z mojej kosmetyczki bo te rzeczy są dostosowane do cery dojrzałej i skóra Ci się szybciej zestarzeje”, słuchałam więc rad starszej, doświadczonej kobiety. Siostra pilnowała swojej kolorówki jak oka w głowie…wszędzie chodziła ze swoją kosmetyczką. Zatem musiałam zakupić ze swoich oszczędności pierwsze kosmetyki makijażowe. Niestety świnka skarbonka okazała się zwykłą świnią w której było 8 zł. Coś jednak trzeba było kupić. Zrobiłam szybki bilans i wyszło, że stać mnie jedynie na korektor. Pomyślałam OK, jestem nastolatką mam niedoskonałości przyda się. Szybka akcja w sklepie, powrót do domu…hmm to jak to nałożyć. Poszłam po radę do siostry, kochanej siostrzyczki, która powiedziała ”punktowo Ania, punktowo”. Na następny dzień rano przed szkołą nałożyłam specyfik, na 1 krostę plaśk! Na drugą..itd. I do szkoły…wzrok koleżanek, które przerażone uciekały, z krzykiem ”My jeszcze nie miałyśmy ospy, to trzeba wyleżeć!” uświadomił mi, że coś zrobiłam źle. Na następny dzień, pamiętając o swojej porażce z uśmiechem stwierdziłam że oszukam przeznaczenie i wysmarowałam się korektorem po całej twarzy nie rozcierając go. Zadowolona, że oszukałam system wyszłam do szkoły, gdzie nie usłyszałam już docinków o ospie, ale wzrok i szok w oczach koleżanek (dziś wiem, że to było przerażenie)uświadomił mi jak dobrze wyglądam, aż nie mogą uwierzyć, że to ja :). Poszłam więc za ciosem i wyregulowałam sobie brwi (modne były bardzo cieniutkie). Rwałam, rwałam i wyrwałam prawie wszystkie. No nie był to wizerunek modnej pani z czasopisma, załamana pożyczyłam od mamy kredkę czarną (tak, dla dorosłych)i dorysowałam sobie to co wyrwałam, ale nie proste krechy, czy łuki…imitację włosków, małe kreseczki. Przejrzałam się w lustrze oddalając je na pewną odległość (na wyciągnięcie ręki, bliżej nie dopuszczę nikogo do twarzy bo się zorientuje)uznałam, że jest super, pacnęłam jeszcze twarz korektorem (bo przecież wczoraj wyglądałam szałowo i pobiegłam do szkoły. Spocona mijałam małe dzieci z klas 1-3 i jedna z dziewczynek się popłakała, bo czarownicę zobaczyła (to ja), krzyczała: ”że twarz mi się zmazuje, a ja spojrzałam na nią i jej twarz teraz zabiorę”.Do szkoły wbiegłam szybko, zmyłam wodą makeup, razem z brwiami i poszłam na lekcje z krostami, bez brwi…taka typowa nastolatka, zbuntowana. Tego dnia wywaliłam korektor do śmieci i na swój kolejny makijaż odważyłam się dopiero 10 lat później. THE END

  88. 4 listopada 2017 at 22:07

    Był to dzień promocji w Rossmannie, to jak każda zapalona amatorka w makijażu jak najszybciej popędziłam do sklepu. Miałam przygotowaną naprawdę długą listę zakupów. Szybko pobiegłam do szaf z kosmetykami i po kolei odhaczałam produkty z mojej listy. Oczywiście zanim coś schowałam do koszyka musiałam się temu uważnie przyjrzeć, sprawdzić jak pachnie, dotknąć itp. Po drodze szybko zabrałam jeszcze farbę do włosów, bo bardzo chciałam zmiany. Kiedy byłam już przy kasie przypomniałam sobie o jednej ważnej rzeczy, której brakowało mojej kolekcji. Tak, baza pod makijaż. Szybkim krokiem podeszłam do półki, gdzie była jedna z moich wymarzonych baz. Wzięłam ją i za wszystko zapłaciłam. Kiedy byłam już w domu chciałam od razu wszystko przetestować, ale przypomniałam sobie, że chciałam jeszcze zafarbować włosy, więc szybko wzięłam się do zmiany koloru moich włosów, a następnie zrobiłam sobie makijaż większością nowych kosmetyków. Następnego dnia, obudziłam się z wysypką na całym ciele i z cała czerwoną buzią, która niemiłosiernie piekła i szczypała. Szybko podeszłam do mamy i pokazałam jej co się stało. Zostałam umówiona na wizytę do lekarza a ten powiedział, że to prawdopodobnie jeden z nowych używanych przez mnie preparatów. Mama od razu podejrzewała farbę do włosów, gdyż było to moje pierwsze farbowanie. Po kilku dniach to nadal nie znikało, a wręcz przeciwnie pogarszało się, odstawiłam kosmetyki na bok i sprawdziłam każdy po kolei. Okazało się, że wymarzona przeze mnie baza mnie uczuliła, a co najlepsze dałam wypróbować tą bazę moim znajomym, następnego dnia jeden z nich miał całą rękę przebarwioną. Teraz to ja się nawet boję jej dotykać.

  89. 4 listopada 2017 at 21:29

    True story.

    Podczas przygotowań na 100-dniówkę zaufałam cudom opisanych na etykiecie jednej z maseczek. Podkreślę: bal maturalny – najważniejsza impreza, na której trzeba wyglądać NAJLEPIEJ. Chcąc przygotować twarz na dalsze „upiększanie”, godzinę przed malowaniem nałożyłam maseczkę oczyszczającą. Wywołała ona u mnie niesamowite podrażnienie całej twarzy, która stała się nagle okropnie czerwona. Po krótkim czasie przybyła kuzynka, by zrobić mi makijaż. Zaniemówiła. Poleciła mi zastosowanie okładów z jogurtu naturalnego. Zaczerwienienie zminimalizowało się. Po nałożeniu podkładu twarz zaczęła piec i boleć. Postanowiłyśmy iż , postawimy na minimalizm, czyli delikatny makijaż: krem bb i podkreślone usta. Tylko to było w takiej sytuacji możliwe. Zamiast wyglądać jak milion dolarów – wyglądałam skromnie lecz klasycznie. Także ostrzegam: nigdy więcej niesprawdzonych maseczek przed tak ważnymi imprezami. NIE POLECAM!

  90. 4 listopada 2017 at 21:24

    Będąc na studiach (jak to w życiu studenckim bywa) musiałam prowadzić dosyć oszczędny tryb życia, więc w sezonie zimowym starałam się zużywać jak najmniej prądu do ogrzania mieszkania. Było w nim tak zimno, że cała moja twarz, na czele z nosem były aż czerwone. „Logicznym” tokiem myślenia, postanowiłam – zaoszczędzone – pieniądze wydać na krem ochronny do twarzy (nawiasem mówiąc znanej marki, mega bezpieczny, hypoalergiczny, bez parabenów, bla… bla…). Przed snem nałożyłam grubą warstwę kremu na twarz i zadowolona zasnęłam. Następnego dnia rano nie dość, że byłam nadal przemarznięta to na dodatek nie mogłam otworzyć oczu, po czym jak zobaczyłam moją twarz w lustrze zaczęłam się zastanawiać, czy w nocy nie brałam udziału w walkach Podziemnego Kręgu… MOJA TWARZ WYGLĄDAŁA JAKBYM ZOSTAŁA UŻĄDLONA PRZEZ 50 OS… Po wysłaniu zdjęcia mojej twarzy koleżance, przerażona zadzwoniła do mnie z pytaniem, czy zostałam pobita na osiedlu (okolica nieciekawa, również ze względu na oszczędności). Wniosek? Studenckie oszczędzanie = w walce, bądź nie, rano masz spuchniętą banię.

  91. 4 listopada 2017 at 21:05

    Nie musiałam długo szukać pomysłu na temat owej strasznej historii beauty, ponieważ przydarzyła mi się taka całkiem niedawno. Jako, że z impetem zdążyłam wkroczyć w nowy rok akademicki, nic w tym dziwnego, że trochę rzadziej się maluję. To był właśnie ten dzień, jakże wyjątkowy bo jeden z niewielu kiedy mam zajęcia na późniejszą godzinę, pomyślałam więc ze to idealna okazja żeby chociaż trochę się umalować i wyglądać lepiej niż zwykle. Wszystko szło pięknie, byłam zdziwiona, że po długiej przerwie udało mi się idealnie zrobić brwi. Przeszłam więc do podkładu i tu się zaczęło.. kiedy go tylko nałożyłam zauważyłam, że zaczął się strasznie zbierać w okolicy pod oczami.. ale jakoś szybko udało mi się uratować sytuację korektorem i pudrem.. przeszłam do makijażu oczu, cienie pięknie się blendowały, wszystko szło jak najlepiej. Zewnętrzy kącik obu powiek miałam już gotowy. Postanowiłam więc dodać trochę błysku do mojego makijażu i bez zastanowienia sięgnęłam po delikatny rudawy pigment. Kiedy nałożyłam, zobaczyłam ze jednak coś jest nie tak, kolory na powiece się rozmyły. Jakież było moje rozczarowanie kiedy zobaczyłam że makijaż na obu powiekach różni się.. próbowałam go korygować, zmywałam do połowy jedną powiekę by choć trochę była podobna do drugiego oka..byłam jeszcze bardziej zestresowana faktem, że muszę wychodzić na zajęcia.. po trzech próbach dałam za wygraną.. zmyłam wszystko prócz brwi bo chociaż one jakoś wyglądały i tak poszłam na zajęcia, jak blady wymoczek z rzucającymi się w oczy brwiami…

  92. 4 listopada 2017 at 20:16

    Niedawno niedawno temu ,była sobie młoda kobieta z ubogimi we włoski brwiami. Brwi nie wyglądały jak z marzeń młodej dziewczyny ,a mianowicie były rzadkie ,jasne i miały braki w pewnych miejscach. Diewczyna była załamana.Pewnego razu za namową siostry postanowiła zawalczyć o piękne brwi i zaopatrzyła się w niedrogie ale skuteczne narzędzie – kredkę do brwi. Na początku była zniesmaczona i niepewna ,ponieważ nie potrafiła ujarzmić tejże kredki. Ale nie zamierzała się poddać ,nie chciała pozwolić aby nieokrzesne brwi ją pokonały. Oglądała mnóstwo filmików ,poradników i przede wszystkim ćwiczyła . Nadszedł czas, że młoda dziewczyna w końcu stwierdziła ,że efekty są całkiem przyzwoite i że w końcu opanowała sztukę malowania brwi. Później szło jak po maśle ,malowała coraz piękniejsze brwi. Po czasie nie była już w stanie wyjść z domu bez pomalowanych brwi. Nadszedł dzień kiedy dziewczyna miała podjąć nową pracę .. lecz w trakcie robienia makijażu ukochanej kredki wystarczyło jedynie na jedną brew. Była zrozpaczona i wyglądała conajmniej tragicznie. Niestety w miejscowosci w której mieszkała nie było żadnego sklepu.Zdesperowana dziewczyna pojechała więc pierwszym busem do miejscowości oddalonej o 50km. Krążyła po sklepach z jedną brwią na twarzy między tłumem ludzi ,którzy nawet nie ukrywali rozbawienia i zdziwienia. W rezultacie dziewczyna nie znalazła tej jednej konkretnej kredki i wróciła z pustymi rękoma Tą dziewczyną jestem ja! Nie życzę nikomu takiego strasznego przeżycia! Dziewczyny przestrzegam ,kupujcie na zapas

  93. 4 listopada 2017 at 20:08

    A ja powiem tak jeszcze takiej historii nie było :)i dzięki temu zestawowi wiem już teraz że by tak dalej było:) a zwyczajnie dla tego że już najwyższy czas zacząć się malować mając 40 lat 🙂

  94. 4 listopada 2017 at 19:58

    Bylam u przyjaciolki i jak to nocne wieczory wzielismy kosmetyki i losowalismy kosmetyk i do czego i nic nie muelismy aby cis bylo dobre wyglandalismy jak prawdziwe wiedzmi tu kros puka poszlam otwirzyc a tu kuzyn przyjaciolki ktory mi sie podoba otworzylam dzwi i szybko ucieklam do lazienki szybko to zmyc i pomalowac sie przynjmiej ladbie ale jego mina byla bezcenna jak cis to sie nazywam na insta tulipanki_1211 bo nie pamieyam emial

  95. 4 listopada 2017 at 17:49

    Myślę, że podejdę do sprawy od nieco innej – rzeczywiście strasznej strony. Jeśli szukacie kolejnej historii o nieudanym makijażu, bądź beznadziejnym kosmetyku… Nie znajdziecie jej tu.
    Mój najstraszniejszy i zarazem najstarszy koszmar pochodzi z czasów kiedy miałam około cztery lata. Tak bardzo wrył się w mój umysł, że pamiętam go do dziś z każdym najmniejszym szczegółem. Teraz może wydawać się nieco infantylny i bardziej zabawny niż straszny, ale mnie jako dziecko, którym wtedy byłam, przerażał na tyle, że powtórzył się kilka razy.
    Otóż początek miał miejsce w sklepie, byłam tam z mamą, zauważyłam w drewnianej podłodze dziurę i ciekawa tego co się tam znajduje zajrzałam. Stał tam typowy stół barowy i było dość kolorowo jak na opuszczone miejsce. Wtem dostrzegłam kobietę. Przynajmniej tak sądzę, że kobietą była. Biała, wyglądająca jak chmura, która unosiła się nad drewnianą podłogą i latała wokół pomieszczenia. Gdy mnie dostrzegła, na jej ustach pojawił się obrzydliwy uśmiech. Ruszyła w moją stronę, raczej zaczęła lecieć, jakby nagle mogła wyjść z tej dziury w podłodze. Jej twarz znacznie różniła się od reszty „ciała”. Usta miała wściekle czerwone i błyszczące, trochę jak z plastiku, a oczy świecące jak u kota – wyglądała dokładnie jak duch, któremu ktoś nałożył na twarz mocny i groteskowy makijaż. Czym prędzej uciekłam do mamy i powiedziałam, że tam w podłodze coś jest. Ona to zbagatelizowała i dokończyła zakupy. Potem jakby mój sen na sekundę się przerwał, a ja znalazłam się nagle w mieszkaniu mojej opiekunki, u której mama mnie zostawiała, gdy szła do pracy. Nie chodziłam wtedy do przedszkola. Siedziałam z opiekunką w salonie, nagle ktoś zapukał. To była mama. Wyglądała zupełnie inaczej, jej usta stały się jak z plastiku, tak samo jak cała jej twarz, wyglądała jak lalka, choć to był zwykły makijaż. Moja opiekunka zaczęła coś do niej mówić, a ta tylko dotknęła ją dłonią i kobieta zamilkła. Powoli obróciła się w moją stronę i patrzyłam na tą samą twarz, plastikową, pustą. Milczała i patrzyła na mnie. Dostrzegłam jej paznokcie – były długie i różowe. Wiem, że krzyczałam i przepchnęłam się w drzwiach. Chciałam uciec na górę, do osób które znałam, ale i one stały na schodach wpatrując się we mnie pustym wzrokiem z dokładnie tak samo wyglądającym oczami i ustami jak moja mama i opiekunka. Uratowałam jedynie psa. To aż zabawne, prawda? Ale cóż zrobić, skoro to dziecięcy koszmar? Biegłam z psem po schodach i nie odwracałam się. Gdy w końcu wybiegłam na zewnątrz, spotkałam kobietę spod podłogi. Lewitowała nad ziemią i wpatrywała we mnie z uśmiechem. Wtedy się obudziłam i bałam poruszyć. Nie był to paraliż senny, po prostu się bałam.
    Może i jest to zabawne, nieco parodiujące to, jak wygląda makijaż. Ale można się dowiedzieć, że i on potrafi zmrozić krew w żyłach…

  96. 4 listopada 2017 at 17:06

    Kiedyś kupiłam podkład. Drogi, bardzo jaśniutki – idealny dla takiego bladziocha jak ja. Szczęśliwa przed zajęciami zrobiłam sobie makijaż i byłam zachwycona tym podkładem na mojej twarzy – idealnie stopił się z moją cerą, była taka gładka z wyrównanym kolorytem. Po raz pierwszy czułam, że wyglądam naprawdę bardzo dobrze. Gdy dotarłam na zajęcia wszyscy się na mnie patrzyli takim dziwnym wzrokiem, nie wiedziałam o co im chodzi, bo w domu wyglądałam cudownie. Gdy poszłam przyglądnąć się w lustrze przeżyłam szok. Wyglądałam jak murzyn zmieszany z pomarańczą (nie obrażając murzynów xd) w dodatku świeciłam się jak gwiazda na niebie. Byłam cała zapłakana i nie wiedziałam co ze sobą zrobić, nie miałam ani bibułek matujących, ani płynu micelarnego – w sumie gdybym to wszystko zmyła byłoby chyba jeszcze gorzej. Postanowiłam więc przeżyć ten dzień w stresie i wyglądałam tak przez cały dzień. to było straszne, zwłaszcza, że po zajęciach musiałam jeszcze zrobić zakupy. Okropnie to wspominam…

  97. 4 listopada 2017 at 17:00

    Witam. Moja historia zaczyna się tak.
    Pewnego szkolnego dnia w gimnazjum wstałam rano aby przygotować się do szkoły miałam na to 2h i postanowiłam sobie pierwszy raz zrobić brwi. Co prawda nie wiedziałam co i jak ale udało mi się odpatrzeć od mamy.
    Wzięłam pęsetę i zaczęłam dziobać i dziobać . Potem myślałam że kredką do oczu można to pomalować 😀 No i pomalowałam. Nie patrzyłam jak to zbyt wygląda bo ja uważałam że jest dobrze. Potem postanowiłam pomalować się fluidem . Nie wiedziałam jak go się nakłada dużo czy mało. I nałożyłam za dużo. Poszłam do szkoły i zauważyłam dziwne spojrzenia w moją stronę,dziwne a za razem przerażające. Podeszła do mnie jedna z dziewczyn i powiedziała boże to nie bal Halloween tylko zwykły dzień. Poszłam do lustra . Wyglądałam jak potwór w stylu 2. Masakra deszcz który tamtego dnia padał rozmył mi cały „make up” jeśli można tak to nazwać brwi wyglądały jak drut wąskie i krzywe twarz jakby się miała pod ziemię zapaść masakra.. Jeden z najgorszych dni szkolnych. Naszczęście mam to za sobą.. Zmyłam szybciej ten makijaż niż on się pojawił na mojej twarzy. Poszłam do koleżanki z prośbą (Pomalujesz mnie?) 😀 Nigdy więcej tak bym nie zrobiła. Ale naszczęście im człowiek starszy tym ma więcej rozumu .

  98. 4 listopada 2017 at 16:52

    Kiedy grzeją kaloryfery jak wściekłe skóra aż piszczy i swędzi, trzeszczy i wiotczeje a sklepowe specyfiki nie zawsze dają radę. Zazwyczaj nawilżają do kolejnego prysznica a potem znów suchy wiórek.

    Postanowiłam coś sobie sama prostego zmontować i efekt przeszedł moje najśmielsze oczekiwania.

    Kupiłam masło kakaowe, olej kokosowy i olej żurawinowy. Pierwsze dwa topią się w temperaturze ok. 30 stopni. Rozpuściłam w pojemniczku zanurzonym w gorącej wodzie i dodałam oleju jeżynowego.

    Dodałam kilka kropelek olejku cytrynowego żeby ładnie pachniało i po wymieszaniu i schłodzeniu wyszła mi pasta jak z makreli która pięknie pachnie i w całości wchłania się przecudownie w przesuszoną skórę. W zasadzie w dwa dni wyprowadziłam skórę na prostą.

    Tak przynajmniej myślałam. Na trzeci dzień okazało się że nie jestem już taka bjuti.

    Piecze, parzy, strupy mam na gębie, które spać nie pozwalają z bólu…Znacie jakieś środki apteczne, olejki, cokolwiek czym mogłabym sobie posmarować gębę i przetrwać chociaż do rana? Albo cokolwiek z Douglasa, Sephory, sklepu spożywczego….Nie wiem…Strupy są dość duże…

    Nigdy wcześniej nie zrobiłam sobie takiej krzywdy, nigdy nie piekło, nie parzyło, nie miałam ran..
    ucho też mi lewe napieprza od środka a na zewnątrz piecze poparzone ale i tak najgorsza jest gęba.

  99. 4 listopada 2017 at 16:46

    Byłam w liceum. To była już pozna jesień i chciałam kupić sobie ochronna pomadke a że dużo czasu nie mialam bo spieszyłam się na autobus wzięłam pierwszą lepszą z promocji przy kasie. Następnego dnia zaspałam. Szybko szybko pomadka w biegu na przystanek i później jeszcze poprawiłam przed szkoła bo wydawało mi się że ciągle mam suche ściągnięte usta. Wpadam po dzwonku i wita mnie z jednej strony blada przerażona twarz przyjaciółki A z drugiej pozbawiona nauczyciela który przywitał mnie słowami „tak możesz iść do łazienki”. Kiedy zobaczyłam się w lustrze zamarłam. Wyglądałam jak cyrkowy klaun. Wielkie ostro różowe porozmywane i krzywo pomalowane usta! Okazało się że kupiłam nie pomadke ochrona a błyszczyk który po nałożeniu zmienia kolor na intensywnie różowy. A już w autobusie miałam wrażenie że ludzie dziwnie mi się przyglądają. Teraz mnie to bawi ale w tedy chciałam ewakuować się na księżyc:)

  100. 4 listopada 2017 at 16:34

    Dziewczyny, niech moja wpadka będzie dla Was przestrogą. Nigdy nie wpadajcie na pomysł, aby kolację dla ukochanego przygotowywać w makijażu. Krojenie cebuli do zapiekanki okazało się zabójstwem dla mojego tuszu do rzęs. Musiałam wykonywać go od nowa, a facet musiał na mnie czekać. Wstyd i wtopa! I to na trzecim spotkaniu:)

  101. 4 listopada 2017 at 15:04

    Cóż z tej historii śmieję się do dzisiaj, na początku było to dla mnie wielką porażką, natomiast z czasem opowiadam to z uśmiechem na twarzy. To było w gimnazjum. Oczywiście jak każda dziewczyna chciałam wyglądać bardzo dobrze, świeżo i promiennie, tak też oczekiwałam tego od moich włosów. Dzień przed kupiłam jakiejś nieznanej marki olejek do włosów, miał im nadać blasku, wygładzić je by pięknie się rano układały. Zapowiadało się świetnie, dobra fryzura, do tego dobrze dobrany makijaż i można wyjść z domu. Dnia którego miałam iść do szkoły, umyłam rano włosy, potem naniosłam trochę olejku na włosy. Nie zwracałam uwagi jak po tym wygadają bo nie miałam po prostu na to czasu. Gdy już byłam w szkole czułam na sobie rzucające się na mnie spojrzenia, domyślałam się, gdyż ten olejek zrobił genialną robotę. Niestety okazało się, iż moje włosy wyglądają jakby każdy mógł na nich coś smażyć. Tłuste i zniechęcające do mnie ludzi. Do tego strasznie lepiły się do twarzy, zbierając podkład tworząc paski na mojej twarzy. Moja 1 nieudana przygoda z makijażem, czy taka zła? Zostawiam to do oceny innym. Dla mnie było to nauczką by nie kupować rzeczy nieznanych marek i oczywiście zabawa tamtego dnia w halloween, czy też horror z filmu 😀

  102. 4 listopada 2017 at 14:57

    Najstraszniejszy horror to zawsze tusz. Pamiętam jak kiedyś nałożyłam go sobie na randkę, a przez deszcz przypominałam gnijącą pannę młodą. Nie wiem dla kogo był to gorszy horror, dla mnie czy dla partnera 🙂

  103. 4 listopada 2017 at 14:05

    To były czasy technikum, wtedy dopiero zaczynała się moja przygoda z makijażem. Moja mama kupiła sobie świetny puder brązujący w kuleczkach. Pięknie odbijał światło, błyszczał złotobrązowym blaskiem i pewnie super podkreśliłby moje kości policzkowe… gdybym nie zdecydowała się nałożyć go na całą twarz. Popełniłam dodatkowo klasyczny błąd i pudrowanie skończyłam równo na linii szczęki, w źle oświetlonej łazience nie zwracając uwagi na śnieżnobiałą szyję. Moja koleżanka zwróciła mi uwagę, że moja twarz wygląda jak po wakacjach na Majorce, kiedy szyja została jeszcze w śnieżnej Polsce. Od tamtej pory mam uraz do pudrów brązujących.

    • 4 listopada 2017 at 15:12

      Moja przykoda z makijazem zaczela sie w wieku 12 lat.Oczuwiscie wiem ze to wczesnie aczkolwiek od malego uwielbialam patrzec jak sie mama maluje i bardzo mnie interesowalo wiec kiedy tylko zaczelam ogladac yt zaczelam kombinowac z makijazem.Niezawsze szlo mi najlepiej:ubrudzona powieka tuszem,nawalony roz,itd,ale najgorsze bylo chyba wtedy kiedy kupilam sobie 1 podklad i byla to zima a podklad to byla jedna wielka pomarncza wiec wygladam wiecej niz okropnie ale w dodatku dziwilam sie czemu ludzie sie tak na mnie dziwnie patrza.Od tego momentu nie kupowalam podkladu bo wcale nie mialam zlej cery powiedzialabym ze nawet mialam i mam swiatna cere

  104. 4 listopada 2017 at 13:42

    To było w pewną słoneczną niedzielę. Poprzedniego dnia przyszedł mój nowy, zamówiony w Internecie podkład, którego wcześniej nie miałam i którego zdążyłam przetestować. Szybko zrobiłam makijaż, nie zapominając także o nałożeniu wyżej wspomnianego podkładu. Wybrałam się na spacer z chłopakiem, którego lubiłam. Cały czas dziwnie się zachowywał, myślałam, że chce mi coś powiedzieć. Podekscytowana myślałam, że zaraz wyzna mi miłość. W końcu odważył się i zapytał: „Dlaczego masz taką czerwoną twarz?” Przeraziłam się, wyjęłam telefon, spojrzałam w ekran i nie mogłam uwierzyć własnym oczom. Moja twarz wyglądała jak na Halloween, była cała spuchnięta. Okazało się, że podkład nie był oryginalny, był jedynie tanią podróbką, która podrażniła mi skórę. I tak skończyła się moja przygoda z zamawianiem niesprawdzonych kosmetyków i teraz korzystam tylko ze z znanych firm 😉

  105. 4 listopada 2017 at 13:17

    Moja straszna makijażowa historia zaczyna się w poniedziałek o 6 rano, gdy człapię do łazienki.

    Jeszcze nie do końca się dobudziłam. Myję zęby. Potem obmywam twarz w zimnej wodzie. Może to mnie nieco orzeźwi… Potem wyciągam kosmetyczkę. Trzeba się umalować, bo nie chcę straszyć ludzi w biurze. Zresztą, siebie samej w lustrze też nie. Czas zakryć sińce pod oczami i kolor cery sugerujący, że dopiero co wstałam z grobu, a nie z łóżka. Najpierw korektor, potem podkład…

    Już myślę, jak umalować dzisiaj oczy: bardziej wyraziście, czy może raczej make-up no make-up? Najpierw trzeba by jednak utrwalić tapetę. W końcu przetłuszczająca się cera nie utrzyma jej zbyt długo.

    Sięgam po puder… ręka jeszcze niepewna po nocy wypuszcza go na kafelki, na których opakowanie się rozbija, a puder malowniczo rozsypuje. Puder w kamieniu? Sądząc po trwałości, chyba nie 😉 Nie została ani odrobinka w opakowaniu. Wszystko się wysypało.

    I to by było na tyle z makijażu dzisiaj, co? Oj nie. Ta straszna historia kończy się happy endem: utrwaliłam makijaż… suchym szamponem. W końcu potrzeba matką wynalazku, nie?

  106. 4 listopada 2017 at 13:07

    Nigdy więcej nie zrobię tego z moimi włosami…
    Tą przykrą przygodą podzielę się z Wami…
    Historia prawdziwa
    Do dziś dzień nie wiem z jakiego powodu, aczkolwiek różne, dziwne rzeczy robi się za młodu…
    A mianowicie nakręciłam sobie grzywkę na grzebień
    Do samej skóry…
    Do dziś po co-nie wiem…
    Grzywka za bardzo odkręcić się nie chciała, a ja z grzebieniem na czole stałam i płakałam. Ratować szans nie było, bo tak elegancko się wszystko wkręciło…
    Cóż było robić?
    Nożyczki w ruch i trzeba było przeżyć, a zamiast grzywki został krótki jeżyk…

  107. 4 listopada 2017 at 12:54

    Dla mnie nie ma straszniejszej sytuacji, niż ta która niestety lubi się powtarzać. Jest to mianowicie kichnięcie tusz po idealnym pomalowaniu rzęs

  108. 4 listopada 2017 at 12:47

    Pewnego wieczoru postanowiłam wyregulowac sobie brwi i chcąc zaoszczędzić sobie czasu użyłam wosku. Niestety wosk okazał się za mocny, a moja delikatna skóra nad powiekami zeszła razem z woskiem. Niestety nie dało rady w żaden sposób zatuszować rany przez następne dwa dni więc musiałam tak chodzić. Wyglądało to jakby ktoś podbił mi oczy. Oj i te pytania znajomych czy w domu wszystko dobrze… 😀

  109. 4 listopada 2017 at 12:16

    Moja historia nie będzie jakoś zbytnio długa. Prawie rok temu akurat przed moimi urodzinami które akurat są w tą niedzielę, znajomi urządzili mi imprezę. Przyszykowałam się i został mi makijaż który mi się akurat tego dnia bardzo podobał, zostały mi do pomalowania usta i rzęsy, po pomalowaniu ust na jasno brązowy kolor wzięłam się za rzęsy, sięgłam po ulubiony tusz i wzięłam się do roboty. W czasie jak malowałam Rzesy zrobił się przeciąg, dość mocno się przestraszyłam i ruszyłam gwałtownie ręka, w której miałam tusz. Zakończyło się to mocnym uderzeniem szczoteczką w oko, przygoda przeniosła się do szpitala bo miałam problemy z okiem, do tej pory czasami widzę jak przez mgłę. Tej sytuacji nigdy nie zapomnę!

  110. 4 listopada 2017 at 11:59

    To była sobota. Umówiłam się z przyjaciółkami na imprezową noc. W domu wzięłam prysznic, pięknie się ubrałam i zaczęłam robić się na bóstwo. Nałożyłam cienie (te smoky eyes, które mi wtedy wyszły… cudo! jeszcze nie udało mi się tego powtórzyć) i zabrałam się za usta. Zdecydowałam się na ciemnofioletową szminkę, lecz najpierw zaczęłam konturować usta – również ciemnofioletową konturówką. Kiedy skończyłam je konturować skoczyłam do łazienki za potrzebą. Kiedy z niej wyszłam i zerknęłam na zegarek byłam zszokowana – powinnam już wychodzić! Szybko się ubrałam i pognałam na przystanek. W autobusie ludzie się dziwnie na mnie patrzyli, a grupka dziewczyn zaczęła nawet chichotać i pokazywać na mnie palcami… Odwróciłam się w stronę szyby i starałam się wszystko ignorować. Dopiero po wyjściu z autobusu czekające na mnie przyjaciółki powiedziały, co jest nie tak – wyszłam z domu zanim nałożyłam szminkę, usta były jedynie okonturowane (ciemnym fioletem!). W życiu nie widziałam ich tak uchachanych… A ja myślałam, że zapadnę się pod ziemię… I nici z mojego boskiego wyglądu! 😀

  111. 4 listopada 2017 at 11:52

    Kilka lat temu, mając 16 lat stwierdziłam, że podkręce rzęsy zalotką. Nie wiem jak to się stało, prawdobodobnie jeden element (gumka) się zsunęła i zalotka obcięła mi rzęsy… to było straszne. Całe szczęście, że włoski odrastają!

  112. 4 listopada 2017 at 10:15

    Moja straszna historia miala miejsce nie całkiem dawno. Pomalowałam sie na Halloween lecz jakoś nie wiem jakim cudem nie przyłożyłam sie do niego i zrobiłam go na tak szybko. Doslownie w minute poniewaz dowiedzialam sie o imprezie na spontana. Nie bylo czasu na cokolwiek. Nie użyłam polowy zaplanowanych juz dużo wcześniej kosmetyków czego efeketem po godzinie byl typowy Halloweenowy makijaż. A moze jak po deszczu? Wszystko mi splywalo, kreska z oczu wyglądałam jak panda a moze wampir? Szminka mi sie rozmazala i zyla swoim życiem. A tusz ? Jedyny na swoim miejscu

  113. 4 listopada 2017 at 09:45

    Tak,znalazłam się się odpowiednim miejscu i w odpowiedniej porze!
    Zazwyczaj w sezonie jesienno/zimnowym prawie każdy chodzi przeziębiony. W skrócie: kicha, kaszle i co najgorsze zaraża! Owszem, moja historia opiera się na kichaniu. W momencie kiedy mam zrobiony makijaż oka i zostaje mi wytuszować rzęsy! Już prawie kończę… Jestem zadowolona jak mi pięknie wyszedł makijaz i nagle ,,apsik” wsadzilam sobie tusz do oka przy czym popsulam wszystko nad czym pracowałam! Tragedia a zarazem najgorszy koszmar każdej kobiety..

  114. 3 listopada 2017 at 21:25

    Swoją przygodę z makijażem zaczęłam dosyć późno, bo dooiero w wieku 17 lat. Niby oglądałam tutoriale jak się malować, by było dobrze, ale nie wpadło mi do głowy, że wszystkie kosmetyki trzeba odpowiednio dobrać kolorem do naszej urody. Szłam do sklepu i chwyciłam kilka podstawowych rzeczy (podkład, kredka do brwi, jakaś pomadka). Nie sprawdzałam kolorów, bo po co. Na oko były dobre 😉 Jak wróciłam do domu i się pomalowałam, to wyglądałam jak pomarańczka z czarnymi brwiami, nie muszę wspominać, że były bardzo źle wyrysowane?
    Na szczęście z pomadką mi się udało, ale nawet ona nie uratowała tego wszystkiego. Zamyłam to wszystko szybciej, niż na siebie nakładałam i niestety na dość długi czas zakończyłam swoją przygodę z makijażem.

  115. 3 listopada 2017 at 21:11

    STRASZNE HISTORIE ZACZYNAJĄ SIĘ GDY POMALUJEMY PAZNOKCIE…WTEDY WSZYSCY POTRZEBUJĄ NASZEJ POMOCY, NAM ZACZYNA SIĘ CHCIEĆ SIKU, ZACZYNA NAS COŚ SWĘDZIEĆ. TAK TEŻ BYŁO I W TYM PRZYPADKU, KTÓRY CHCĘ OPOWIEDZIEĆ. MÓJ KOCHANY CHŁOPAK ZAKŁADAŁ KOSZULĘ I W KAŻDEJ PREZENTOWAŁ SIĘ JAK WYGLĄDA, ŻEBY WYBRAĆ TĄ NAJLEPSZĄ… DLA NIEGO;)JA OCZYWIŚCIE LEŻĄC NA ŁÓŻKU Z PAZNOKCIAMI ŚWIEŻO POMALOWANYMI, GRZECZNIE PRZEGLĄDAŁAM STRONY…W PEWNYM MOMENCIE PODCHODZI I PYTA CZY NIE ZAPIĘŁABYM GUZIKA NA RĘKAWIE, BO NIE MOŻE PORADZIĆ SOBIE JEDNĄ RĘKĄ I …..NIE NIE NIE,NIE POMOGŁAM MU, BO MIAŁAM ŚWIEŻE „PAZNOKCIE”. ODWRÓCIŁ SIĘ I ODPOWIEDZIAŁ: NO CÓŻ PORADZĘ SOBIE”. WTEDY ODRYWAJĄC SIĘ OD LAPTOPA I MIMOWOLNIE RZUCAJĄC SPOJRZENIE NA ODCHODZĄCEGO I JEGO PLECY ZOBACZYŁAM, ŻE ŹLE WŁOŻYŁ KOSZULĘ W SPODNIE I …POPRAWIŁAM TO….AJĆ, NA KOSZULI ZOSTAŁY MOJE PAZNOKCIE….I KONIEC, NICI Z PAZNOKCI I KOSZULI, OBOJE NIEZADOWOLENI W ZŁYCH NASTROJACH.

  116. 3 listopada 2017 at 20:06

    Pierwszy raz dostałam na urodziny droższy prezent, bo paletkę cieni od jednej z lepszych marek. Cieszyłam się jak głupia i cały dzień chodziłam ze swatchami na ręce. Mój chłopak nie rozumiał mojego entuzjazmu, dlatego powiedziałam mu, żeby sam sprawdził, jak dobry cienie te mają pigment. Nabrał na palec trochę cienia i przejechał delikatnie po swoim nadgarstku. Kolor nie był aż tak intensywny, jak u mnie, więc powiedziałam, żeby mocniej przycisnął, a on zamiast mocniej docisnąć palec do skóry, wbił go w cień, robiąc w nim dziurę. Prawie się wtedy popłakałam.

  117. 3 listopada 2017 at 14:05

    Kiedyś byłam na tyle głupia, że stwierdziłam, iż moje rzęsy są za długie i coś muszę z tym zrobić. Genialna ja, pobiegłam po nożyczki i stanęłam przed lustrem. Nie dość, że zaczęłam je ciąć tymi nożyczkami, to jeszcze nierówno. Jedno oko wyszło tak, że połowa rzęs była bardzo krótka, a część długa, a drugie oko nie miało praktcznie w ogóle rzęs. Wyglądałam jak karykatura, ale czego można się spodziewać po 10 letnim dziecku. Po tym zdarzeniu poszłam do szkoły, wszystkie dziecisię ze mnie śmiały, ale to zrozumiałe, bo wyglądałam dosłownie jak potwór. Teraz patrząc z perspektywy czasu sama siebie bym się przestraszyła.

  118. 3 listopada 2017 at 13:41

    spalone włosy, czarny, wręcz kruczoczarny kolor zamiast brązu, nierówna, krzywa grzywka wyglądająca jakbym wpadła pod kosiarkę-to niektóre moje straszne historie. na dodatek tego rozmazany makijaż i odpadnięcie sztucznych rzęs podczas tańcu z pewnym przystojniakiem-myślałam ze zapadnę się ze wstydu pod ziemię.

  119. 3 listopada 2017 at 13:06

    Zima – jako przykładna córka miałam tylko chodzić do pieca i podkładać węgiel do pieca żeby nie wygasło … ale jakoś tak się stało, ze wygasło. Próbowałam od nowa rozpalić w piecu – mniej więcej widziałam jak to się robi – trochę papieru … drzewa itp – tylko nie chciało się rozpalić … wpadłam na genialny pomysł – że przecież jest taki mróz, ze tacie auto nie odpaliło … wepchał go do garazu, zeby odmarzł więc … moze spuszczę trochę ropy? Jak pomyslałam – tak zrobiłam. Zapakowałam do pieca jeszcze trochę węgla – polałam ropą i wrzuciłam zapałkę – nie spodziewałam sie, że tak buchnie ogień – prosto na twarz i moje włosy – zawsze chciałam mieć kręcone – ale to nie aż tak ;( … przy piecu zaczęłam tańczyć jak opętana- nie wiedziałam, czy zamykać piec – czy lecieć na górę i ratować swoje włosy. Od tamtej pory mam zakaz palenia w piecu

  120. 2 listopada 2017 at 20:03

    W noc Halloween strzeż się,
    Amulet swój miej.
    Gdy ducha zobaczysz to czym prędzej wiej.
    I dynię pocałuj, bo dynia to znak,
    Że Ty z duchami jesteś za pan

  121. 2 listopada 2017 at 19:57

    Od razu przepraszam, jeżeli ktoś czytając moją historię poczuje mdłości…
    A więc było to jeszcze kiedy chodziłam do gimnazjum. Dopiero zaczynałam się malować i pewne dobre nawyki kosmetyczne były mi jeszcze obce. W piątek po lekcjach, w szkole miała odbyć się dyskoteka. Postanowiłam, że umaluję się błyszczykiem mojej mamy, który bardzo mi się podobał. Chciałam ładnie wyglądać bo na dyskotece miał być chłopak, który bardzo mi się podobał.
    W trakcie dyskoteki, często oblizywałam usta, bo obecność słodkiego błyszczyku na moich ustach wywoływała u mnie ten odruch. Oczywiście systematycznie dokładałam błyszczyka aby cały czas moje usta wyglądały nieskazitelnie.
    W pewnym momencie poczułam się niezbyt dobrze – miałam lekkie mdłości, więc usiadłam na ławce.
    Niedługo potem podszedł do mnie chłopak, który wpadł mi w oko – nie mogłam odmówić mu tańca (przecież o tym marzyłam!)… Akurat „szkolny DJ” puścił jakiś szybszy kawałek, więc mój przystojniak zaczął zwinnie mną obracać. Niestety nie było to dla mnie dobre… Nagle zwymiotowałam 😐 Chłopak był przerażony i nie wiedział co się ze mną dzieje. Pomógł mi wyjść z sali i zaprowadził mnie do ubikacji. Resztę dyskoteki spędziłam w WC… Ale plusem tego było to, że moja sympatia odprowadziła mnie do domu i tak zaczęła się nasza miłość, która trwa do dziś, od przeszło 10 lat 🙂
    Jak się potem okazało, przyczyną moich mdłości był oblizywany przeze mnie błyszczyk, który był już mega stary, a mama zapomniała go wyrzucić 🙁

  122. 1 listopada 2017 at 21:16

    Kilka miesięcy temu wraz z moim ukochanym byłam na wakacjach nad morzem. Dzień zapowiadał się upalmy więc postanowiliśmy ochłodzić się w wodzie. Żeby nie wyglądać jak trup, użyłam wodoodpornego (podobno!) tuszu do rzęs. Po wyjściu z kąpieli okazało się, że wyglądam jak panda! Z pewnością nie był tusz marki Golden Rose 🙂

  123. 1 listopada 2017 at 21:01

    Kilka lat temu zmagałam się z trądzikiem i nadwrażliwą cerą, która ciągle była podrażniona i zaczerwieniona. Myślałam,że kłopoty się skończą, kiedy dowiedziałam się o zielonej bazie tonującej zaczerwienienia. Zakupiłam, użyłam i …żałowałam, bo nałożyłam zbyt grubą warstwę przy sztucznym oświetleniu, zimą o 6 rano. Ani make up, który widocznie był za lekki, ani puder, nie ukryły zieleni. Moje zdziwienie było wielkie, gdy po pierwszej przerwie w pracy podeszły do mnie uczennice – maturzystki i ze współczuciem zapytały, co mi się stało w twarz. Pewnie zastanawiały się, czy to był wielki siniak…

  124. 1 listopada 2017 at 17:25

    Bylo to w tym roku. Poprosilam moją córkę,żeby zrobiła mi manicure hybrydowy. Wszystko moja osobista kosmetyczka(z zawodu również) przygotowala,zaczął się rytuał.Czas mijał,jedna ręka byla juz prawie gotowa,druga czekała…
    Zadzwonil telefon: czesc Basia masz akredytację na koncert Chick Corea! O matulu- to bylo moje marzenie…Na kiedy?- pytam.
    Zaczyna się za godzinę,przed chwila się dowiedzialam!” Za godzine???? Niewazne hybrydy!-w 10 minut bylam gotowa,zdazylam do Ice.
    Niewazne,ze z jedną ręką z manicure a drugą bez! Warto było – a manicure zostal dokonczony w nastepnym dniu 🙂

  125. 1 listopada 2017 at 15:41

    Był piękny jesienny, promocyjny wieczór w rossmanie. Oczywiście nie mogło mnie tam zabraknąć. Poszłam do drogerii z przyjaciółką, aby doradziła mi w sprawie doboru koloru fluidu i korektoru. Oglądamy rożne znane marki takie jak rimmel, max factor mabelline itd. Niestety żaden z podkładów z tamtych firm mi nie pasowały; albo zła konsystencja, albo brak mojego odcienia skóry. Wreszcie podchodzę do regału z kosmetykami od l’oreal. W oko wpada mi podkład ‚true match’. Biorę tester w odcieniu 2N. Patrzę: fajna konsystencja, odpowiedni kolor, tylko nie pasował mi odcień, ponieważ był trochę za ciemny. Sięgam więc po tester w odcieniu 1N – idealny! Podkłady do kupienia były trochę wyżej. Ja niestety jestem niska, a koleżanka poszła oglądać co innego. Żadnej pani z obsługi nie było na widoku, więc – pewna siebie – weszłam na schodek, podparłam się jednej z półek i próbując dosięgnąć półkę z upragnionymi kosmetykami, pociągnęłam ją i cała półka z fluidami za Ok. 65 złotych za szt. poleciała na podłogę. Musiałam oczywście zapłacić za straty na szczęście z tą promocją -50%. Kosztowało mnie to sporo, ale dostałam podkład gratis jeden jedyny, który ostał się – w kolorze 1N! Zażenowana wyszłam z drogerii. Od tamtej pory kupuję przez internet, co nie jest za dobre jeśli chodzi o kosmetyki gdzie trzeba dobrać odpowiedni kolor. Niedawno zamówiłam super fluid na promocji, ale na chrzcie córki ciotki wyglądałam jak niedoszły murzyn

  126. 1 listopada 2017 at 11:35

    Jako mama miesięcznego szkraba zawsze brakowało mi czasu na swoje przyjemności. Nadarzyła się okazja gdy mąż zabrał córę do teściów a ja miałam trochę czasu dla siebie, więc chciałam się zrelaksować i ponakładać maseczki i wskoczyć do wanny. Od przyjaciółki otrzymałam czarną maskę, więc bez sprawdzania jak się ją użytkuje nałożyłam solidną warstwę na cała twarz, błędem było że maska została też nałożona na brwi. Po jakimś czasie maska zaczęła ściągać mi twarz i już wtedy wiedziałam że będzie problem. Maskę trzeba było zerwać, więc jak najdelikatniej starałam się ją ściągnąć. Niestety maska pozbyła się zaskórników jak i również moich brwi. Przejrzałam się w lustrze i prawie się popłakałam. Za kilka dni były chrzciny mojej córki i chciałam normalnie wyglądać na imprezie i na zdjęciach, żeby móc to dobrze wspominać. Z ratunkiem przyszła mi pomada do brwi. Mąż stwierdził że jakoś dziwnie wyglądam ale nikomu się nie przyznałam co się stało. A ja co chwilę biegałam do łazienki by sprawdzać stan brwi, bo bałam się że się rozpuszczą pod wpływem sierpniowych upałów. Impreza jednak się udała,a ja nie wyglądałam jak potwór 🙂

  127. 1 listopada 2017 at 10:20

    Moja straszna historia spotkała mnie jakieś dwa tygodnie temu… Wtedy zrobiłam sobie czarną maskę peel off.. zrobilam sobie herbate I poszłam so siebie do pokoju…slucham, że ktos puka do drzwi,to poszlam otworzyc.. a to byl moj chlopak ktory tak sie mnie wystraszył I z tego wszystkiego spadl ze schodow,i niestety złamał nogę… pojechaliśmy na pogotowie by zrobili mu przeswietlenie itp, a to byl wieczor około 19 godziny. W szpitalu zauwazylam, ze ludzie dziwnie rechoczą I smieją sie pod nosem.. okazało sie, ze z tego stresu, zapomnialam zdjąć maski. Pobieglam do ubikacji zawstydzona, szybko ja sciagnąć kiedy to zrobilam to moja twarz byla czerwona jak burak.JESZCZE LEPIEJ EHH :/. Najgorsze co moglo mnie spotkać..

  128. 1 listopada 2017 at 08:32

    Moja straszna historia zdarzyła się dość niedawno… Był dzień zdjęć klasowych, wiec wiadomo – chciałam wyglądać jak najlepiej. Po pomalowaniu twarzy zupełnie zapomniałam o brwiach i wyszłam zadowolona z domu.Wyglądałam jak slenderman! Dopiero w szkole zorientowałam się co było nie tak. Całe szczęście, że moja przyjaciółka miała kosmetyki do brwi, bo nie wiem co by ze mną było!( a zdjęcie wyszło upiornie dobrze;))

  129. 31 października 2017 at 15:15

    Moja straszna historia wydarzyła się kilka lat temu, kiedy zaczynałam swoją historię z makijażem. Korzystanie z makijażowych porad internetowych nie było popularne, a ja byłam w tym temacie zupełnie zielona. Przed wielkim wyjściem postanowiłam zrobić sobie piękne kreski na górnej powiece, oczywiście z wyciągniętą jaskółką. Szkoda tylko że zamiast zrobić jaskółkę w górę zrobiłam to odwrotnie, w dół. Moje oczy wyglądały na smutne, jakbym miała zaraz zacząć płakać, trochę jak na egipskich malowidłach ściennych sprzed paru wieków 😀 oczywiście to nie był koniec i postanowiłam pomalować usta ciemno śliwkową konturówką. Oczywiście nie zauważyłam że się zwałkowała i tak pokazałam się ludziom. Najgorsze było to, że znajomi mówili dlaczego mam na ustach plastelinę. Co za wstyd, to nie było Halloween :/

  130. 31 października 2017 at 08:02

    Jakieś 3 lata temu wybrałam się do dermatologa wierząc ze pomoże mi wyleczyć trądzik. Pooglądał, przeprowadził wywiad i przepisał maść do stosowania na noc. Wiec ja szczeliwa ze rano obudzę się piękna, posmarowalam na noc twarz. Rano obudziłam się z piekielnie czerwona i bolaco-swędząca twarzą . Najgorsze było to ze miałam na rano do pracy. Szybko, lekko zmylam resztkę tej maści i to przypudrowalam . W pracy nie mogłam wytrzymać a ludzie patrzyli na moja cudownie czerwona i opuchnięta twarz.

  131. 30 października 2017 at 17:34

    To było któregoś lata. Gorąco straaasznie, a ja na promocji w pełnym makijażu. Trochę klimatyzacje rady nie dawały, więc postanowiłam się nieco schłodzić, używając do ego celu mgiełki, rzecz oczywista. Niestety coś mi się tam w atomizerze zacięło i jak sobie chlusnęłam! To nie było co zbierać. Po twarzy i szyi lał się makijaż, a ja mogłabym iść w takiej wersji właśnie na halloweenową imprezę, gdzie takie makeupy mają wzięcie! 😉

  132. 30 października 2017 at 13:53

    Moja historia to opowieść o tym jak można nieudolnie przykleić sobie sztuczne rzęsy myśląc że dodało sie sobie nimi uroku 🙂 Przed ważnym spotkaniem z moimi współpracownikami chciałam sie odrobine upiększyć, gdyż wiedziałam że po spotkaniu czeka nas miła kolacja w eleganckiej restauracji i tańce. Postanowiłam poza niecodziennym makijazem i fajną sukienką dokleić sobie sztuczne rzesy aby dodać spojrzeniu głębi. Robiłam to niestety pierwszy raz i poza tym ze zajeło mi to wieki to jak się później okazało wyglądało to fatalnie. Nalałam solidną porcję kleju na każdy z wachlacrzy rzęs i po prostu przyłożyłam do powieki. Miałam już mało czasu więc szybko założyłam sukienkę, szpilki i wybiegłam z domu bo taksówka już na mnie czekała. Nie pomyślałam zeby sprawdzić jak wyglądam i to był błąd. Podczas zakładania sukienki rzęsy którym nie wysechł jeszcze klej przesunęły się i były w miejscu, w którym nikt normalny by ich sobie nie przykleił. Niestety efekt swoich pczynań zobaczyłam dopiero w przerwie spotkania kiedy poszłam do toalety. To było straszne, z jednego oka rzęsa zjechała mi na brwi a z drugiego zamiast wzdłuż linii rzęs przyklejona bła pionowo! To była tragedia. Dziwię sie tylko że nikt nie zwrócił mi uwagi że coś jest ne tak… no chyba że wyszli z założenia że taka teraz moda 😉

  133. 29 października 2017 at 21:52

    Z najnowszych doniesień – każdej zadowolonej z dotychczasowych efektów kobiecie nie radzi się zmieniać kosmetyczki… Zrobiłam to jeden, jedyny raz, bo moja pani od henny i regulacji brwi nie miała terminu, a ja za kilka dni miałam imprezę urodzinową. Zaproponowano mi stażystkę i się zgodziłam, w końcu to tylko brwi, no nie? Jak zobaczyłam siebie po kilku minutach od razu stwierdziłam, że kurcze to nie to, no coś źle jest. Albo te brwi za grube albo henna za ciemna albo henna za gruba… Gdy weszłam do domu tylko się w tym utwierdziłam, bo pierwsze słowa mojego męża były „co ty masz nad oczami?!?!?!”. To już był dla mnie znak, że coś z tym muszę zrobić. Naczytawszy się więc w internecie po kolei stosowałam się do różnych rad – natrzeć oliwką, potraktować drobnoziarnistym peelingiem, wyszorować szczoteczką do zębów. Nie pytajcie o efekt. W moje urodziny mogłabym z łatwością ucharakteryzować się na jakiegoś potwora… Znacznie trudniej było niewidocznie zamaskować strupy pod brwiami…

  134. 29 października 2017 at 16:03

    Moja straszna historia zaczeła się 2 lata temu.. Kiedy zaczełam oglądać różne kanały związane z makijażem na Youtube oraz patrzyłam zdjęcia dziewczyn z pięknymi makijażami na Instagramie.Skusiłam się oczywiście, i nie wiem co wtedy miałam w głowie,ale chciałam być PIĘKNIE POMALOWANA Tak wię pomalowałam oczy różowym cieniem z dodatkiem ciemnego fioletu(niewiedząc wtedy, że jest takie coś jak blendowanie) + wszystko osypało mi sie na policzki i oczywiście zignowrowałam to mowiąc (doobra to rózowy cien, będzie super jako róz do policzków) hahah no i pędzlem machalam po policzkach by rozprowadzic moj ” super róż” na dodatek pieknie wytuszowane rzęsy ala „nogi pająka” no i „brak brwi”haha, z natury jestem blondynką i tych brwi nie mam WCALE, serio i sądziłam, ze wszystko z nimi ok i nie musze nic z tym zrobić dodałam do tego różową szminke ktora pasowała do cieni i co wyszło? Super make up idealny na Halloween, a wcześniej myslalam ze to dzienny fajny makijaz i jeszcze wyszłam w nim z domu. Jeżeli chcecie wyglądać jak swinki z rózem osypanym z powiek na calej twarzy to polecam! Nic dziwnego, ze ludzie sie na mnie tak dziwnie patrzyli hahaha pozdrawiam!

  135. 28 października 2017 at 13:35

    Najgorsze przeżycie związane z chęcią upiększenia się spotkało mnie, gdy przez wieczornym wyjściem i makijażem zrobiłam sobie peeling. Jak zawsze używałam drobnoziarnistego – kilka ruchów na nawilżonej wodą twarzy, następnie spłukanie go i osuszenie skóry ręcznikiem. Jednak chwilę później coś było nie tak. Coś zaczęło okropnie kłuć mnie w oku pod górną powieką, do tego stopnia, że nie mogłam otworzyć oka, mrugnąć, ani w ogóle nim poruszyć. Nie wiedziałam, co mi do niego wpadło, próbowałam każdego znanego mi sposobu na pozbycie się tego, jednak nic nie działało i nie było wyjścia, musiałam szybko udać się do najbliższego okulisty. Na miejscu okazało się, że do górnej powieki od środka przyczepiła mi się mała, biała kuleczka. Okulista ją usunął, dostałam leki (ponieważ zdążyłam podrażnić sobie rogówkę) i wróciłam do domu. Wierzcie lub nie, ale w tamtym momencie kompletnie nie skojarzyłam, że to właśnie peeling wpadł mi do oka i nadal go używałam, a identyczna sytuacja zdarzyła mi się jeszcze dwa razy, z tym samym okiem… Po trzeciej wizycie u okulisty w ciągu miesiąca (peelingi robiłam co tydzień), mój niezbyt bystry umysł w końcu zorientował się, czym te małe, białe kuleczki mogą być. Peeling wylądował w koszu, a ja od tamtej pory używam tylko enzymatycznego i już nic nie wpada mi do oka 🙂

  136. 28 października 2017 at 13:05

    Jestem zabieganą i roztrzepaną osobą.Niedawno przydarzyła mi się też zwariowana randka.A zaczęło się tak: Spotkanie z Nim (kolega z liceum w którym się kochałam) miało odbyć się w piątkowy wieczór.Po pracy zaczęłam szykować się na bóstwo.Szybki prysznic,piękne ułożone loki,szminka w kolorze namiętności.Postawiłam na mocny makijaż oczu.Kreska eyelinerem i cień w odcieniu fioletu.Strój i wygląd dopięty na ostatni guziczek.Ostatnim elementem było założenie soczewek,bo zapomniałam tego zrobić zaraz po prysznicu (jestem dalekowidzem i nie widzę z bliska).Do ręki wzięłam ulubioną torebkę i wyskoczyłam z domu bo byłam spóźniona 15 minut :). Weszłam do restauracji.On przystojny,ubrany w gustowny garnitur.Powitał mnie z dziwnym uśmiechem na twarzy.Jak by za chwile miał wybuchnąć śmiechem.Rozmawiało się z nim bardzo miło,ale ciągle zerkał na moje oczy z dziwnym wyrazem twarzy.W końcu nie wytrzymałam i poszłam szybko do łazienki.Ku mojemu zdziwieniu ujrzałam,że z pośpiechu pomalowałam tylko jedno OKO !!! Wyglądałam strasznie o.o Na szczęście w torebce miałam chusteczki do demakijażu i zmazałam pomalowane oko.Okazało się,że to przez mój pośpiech i przez to,że nie założyłam soczewek przed makijażem.Po prostu zapomniałam dokończyć drugie oko i nic nie widziałam. Spalona ze wstydu poszłam do stolika gdzie czekał na mnie mój towarzysz.Powiedział mi,że cały czas widział ten mój “makijaż“,ale powstrzymywał się od śmiechu.Resztę wieczoru śmialiśmy się do łez.Może nie była to moja najgorsza randka,ale początek był bardzo beznadziejny.Skończyło się na tym,że odprowadził mnie do domu… 😀 A dalej nie będe zdradzać szczegółów,ale było bardzo miło.

  137. 28 października 2017 at 12:45

    Wybierałam się na wycieczkę do Częstochowy i pomalowałam oczy cieniem z drobinkami (dość dużymi!) brokatu. Wysiadłam z pociągu, a był duży wiatr i brokat zaczął opsypywać się z powiek i wpadać mi do oczu i to był mój HORROR!

  138. 27 października 2017 at 22:46

    U mnie było troszkę inaczej.
    Halloween idzie wielkimi krokami, ja coraz bardziej podekscytowana wzięłam się do przygotowania przebrania Pennywise’a z nowego filmu ,,IT”. Myślałam, ze umrę ze szczęścia, gdy przyszły moje pierwsze soczewki w życiu. Po morderczym treningu, gdy żółty kolor zastąpił moje niebieskie tęczówki postanowiłam poprawić moje rzęsy. Mój tusz zmówił się z zalotką w taki sposób, że teraz rzęsy na prawym oku wyglądają jakby ninja świsnął przy nich swoją kataną. Straszne!

  139. 27 października 2017 at 13:49

    Przez nieprzemyślany pomysł wpadłam na nowy dodatek do mojej stylizacji halloweenowej… 😀 Chciałam zamówić sobie czerwoną mascarę, ale wpadłam na pomysł, który koniecznie chciałam sprawdzić, a mianowicie nałożenie na rzęsy czerwonej płynnej pomadki. Zachwycona i podekscytowana chciałam szybko sprawdzić jaki będzie efekt.Było widać lekki odcień, ale nic spektakularnego mi nie wyszło. To byłby koniec historii, gdyby nie to, że najwidoczniej pomadka nie zmyła mi się z rzęs dokładnie, bo na drugi dzień w szkole miałam pod jednym okiem czerwień, a koleżanki pytały dlaczego mam podbite oko. Sama się przestraszyłam, ale później przypomniałam sobie o pomadce. Przekrwawione oczy wyglądają upiornie, więc z pewnością to jeszcze wykorzystam 😉

  140. 27 października 2017 at 09:42

    Makijażowa wpadka pod tytułem czerwona szminka na zębach…uuuuu- zdarzyło się kilkakrotnie…. – czułam się bardzo kobieco w małej czarnej, z karmieniem na ustach. Śmiałam się i byłam w centrum towarzystwa aż usłyszałam szept koleżanki „zatrzyj sobie szminkę z zębów ” potem nic już nie było takie samo…..

    • 27 października 2017 at 09:46

      Przepraszam za literówki – karmin na ustach i „zetrzyj sobie..”

  141. 27 października 2017 at 04:29

    I ja do mniejszości nie należę. Moja straszna historyjka dotyczy oczywiście okresu dojrzewania, a może nawet nieco wcześniejszego. Jak to za lakiery do paznokci służył korektor w pędzelku, a ozdoby robiło się zakreślaczami i brokatowymi długopisami. Efekt był powalający! 😀

  142. 27 października 2017 at 02:51

    Będąc studentką nie miałam zbyt wielu funduszy na to aby wyglądać beauty 😉 Zbliżał się bal absolwenta a ja postanowiłam odświeżyć kolor włosów. Wówczas nieopodal mnie powstało chińskie centrum handlowe, które oferowało niemal wszystko. Skuszona ładnym opakowaniem kupiłam za parę złoty farbę do włosów, jednak tym razem coś mnie podkusiło, chciałam wyglądać bardziej z pazurkiem więc wybrałam odcień intensywnego rubinu. Odcień po nałożeniu wyglądał nawet całkiem w porządku, gorzej było z czołem, uszami i szyją … umazane bez końca a resztek farby nie dało się niczym zmyć nawet ooo zgrozo wcieranym na waciku ! rozpuszczalnikiem ! Wyglądałam z tym rubinem jak krwawa Merry, bal absolwencki przepłakałam w domu ;( a farba odchodziła jeszcze przez ponad 2 tygodnie ;(

  143. 26 października 2017 at 22:08

    Dla mnie straszna jest mina mojego dziecka, gdy patrzy na mamę w maseczce!

  144. 26 października 2017 at 16:04

    Jakiś czas temu zamówiłam sobie maseczki do twarzy Pilaten w kolorze czarnym. Postanowiłam, że podzielę się nimi razem z siostrą, więc zabrałam ze sobą kilka opakowań i odwiedziłam ją. Stwierdziłyśmy, że nie ma na co czekać, dlatego też umyłyśmy nasze buzie i zabrałyśmy się do nakładania tych cudeniek, żeby sprawdzić, czy faktycznie dają taki efekt jak zapewnia producent. Gdy już obydwie wysmarowałyśmy się czarną mazią i czekałyśmy wyznaczony czas, usłyszałyśmy dzwonek do drzwi. Okazało się, że to kurier przywiózł paczkę, zamówioną kilka dni wcześniej przez mojego szwagra. Spojrzałyśmy na siebie. Wiedziałyśmy, że żadna z nas nie zdąży tak szybko tego zmyć, więc nie było innego wyjścia, jak powitać nieoczekiwanego gościa. Ja postanowiłam zostać w salonie, a siostra powitała kuriera. Potem jeszcze długi czas wspominała jego przerażoną minę. Co więcej, okazało się, że paczka zamówiona przez mojego szwagra to jakieś narzędzia i siostra nie dała rady sama tego przejąć, więc koniec końców kurier zobaczył dwa potwory o czarnych obliczach. Najadłyśmy się trochę wstydu, a kurier strachu, jednak wszystko dobrze się skończyło 🙂

  145. 26 października 2017 at 15:42

    Kąpiel z DIY kulą do kąpieli z płatkami róż i niebieskim barwnikiem spożywczym :). Gotowa stylizacja na halloween. Pozdrawiam 🙂

  146. 26 października 2017 at 14:49

    To byl zwariowany dzień. Wróciłam z pracy do domu. Wzięłam kąpiel i coś zjadłam. Miałam jeszcze zajrzeć do punktu fotograficznego aby zrobić zdjęcia to wymiany dowodu. Szybko ułożyłam wlosy i zaczęłam robić makijaż. Nałożyłam podkład i tusz do rzęs. Zabrałam torebkę i wyruszyła. Idąc miałam dziwne uczucie suchej twarzy i ściągania a ludzie na ulicy patrzeli na mnie jak na zombie. Okazało się podkład był po terminie a mi na twarzy schodził wysuszony podkład. Wyglądałam niczym zombie na Halloween. Całe szczęście w porę to zobaczyłam za nim zrobiłam zdjęcie do dowodu :):)od tamtej pory sprawdzam daty na kosmetykach

  147. 26 października 2017 at 13:09

    Ten jeden jedyny w życiu najpiękniejszy dzień, wspaniała fryzura, śliczna sukienka i cudowny makijaż. Sierpień, bardzo ciepły, słoneczny dzień. Piękna ceremonia. Kiedy przyjechaliśmy na salę weselną okazało się, że klimatyzacja nie działa. Przyjęcie odbywało się na piętrze pod dachem. I ztego wpsaniałego dnia zostało tylko tyle. Już przy rosole dosłownie spłynął mi makijaż, goście podczas tańca dosłownie wykręcali koszule. Wpadek tego dnia było mnóstwo. No cóż dobrze, że to już za mną.

  148. 26 października 2017 at 12:28

    Ten straszny dzień pamiętam tak dokładnie, jakby to było wczoraj. Przyjaciółka organizowała imprezę urodzinową. Chciałam wyglądać naprawdę bosko, a moją motywacją była zaproszona tam osoba, która wpadła mi w oko. Po paru godzinach dobierania odpowiedniej stylizacji, wreszcie przyszedł czas na makijaż. Wszystko się skomplikowało przy podkręcaniu rzęs zalotką… nigdy wcześniej nie miałam z tym problemu, a zalotki używałam od kilku dobrych lat. Uśmiechnięta od ucha do ucha, zabrałam się za podkręcanie. Z lewą stroną poszło całkiem dobrze, prawdziwa katastora zaczęła się przy drugim oku… wraz ze zdecydowanym zaciśnięciem zalotki, odpadły praktycznie wszystkie rzęsy. Chciałam uratować jakoś sytuację, ale było za późno, a wszystkie drogerie były już zamknięte. Pozostało mi tylko pójść na imprezę i może nie do końca zachwycać jednym wachlarzem rzęs, ale przynajmniej dobrze się bawić. Teraz , gdy rzęsy odrosły, wspominam to z uśmiechem na twarzy, ale wtedy to była totalna katastrofa…

  149. 26 października 2017 at 10:40

    Historię która mi się przydarzyła, wspominam teraz ze śmiechem i pobłażaniem dla swoich „umiejętności” ale kiedyś było to dla mnie przeżycie prawie traumatyczne. Chłopak w którym byłam zakochana zaprosił mnie na randkę, podekscytowana do granic możliwości zadecydowałam, że zrobię się na bóstwo. A że byłam raczej typem chłopczycy i nie miałam zbyt dużo własnych kosmetyków, postanowiłam podebrać kosmetyki starszej siostry. Musiałam być ostrożna, żeby się o tym nie dowiedziała, więc malowałam się szybko w sztucznym świetle mojej nocnej lampki. I to był BŁĄD. Na spotkanie w kawiarni przyszłam nieco spóźniona, żeby zrobić ten efekt wow!, już sobie wyobrażałam jego zachwyt na twarzy kiedy wchodzę ja… Niestety, zamiast zachwytu z jego twarzy wyczytałam raczej zdziwienie i zaskoczenie. Na przywitanie zapytał, czy wszystko w porządku, bo wyglądam bardzo blado. Zbyłam to uśmiechem i ściągnęłam szalik. Wtedy jego twarz wyrażała już czyste przerażenie… Chciałam się dyskretnie przeglądnąć, bo nie miałam pojęcia o co chodzi, z tych nerwów czułam tylko jak zaczyna robić mi się gorąco a na czoło wstępuje pot. Marek spojrzał na mnie, poczerwieniał i wyglądał jakby się dusił, wyksztusił tylko, że musi wyjść do toalety. Ja zrobiłam to samo, po drodze śledziły mnie zdziwione spojrzenia ludzi, co nie wróżyło zbyt dobrze. Kiedy weszłam do łazienki, to co zobaczyłam w lustrze… no cóż, trzeba było pomyśleć zanim na swoją letnią opaleniznę użyje kosmetyków mojej blado-piegowatej siostry. Cała moja twarz była śnieżnobiała, z wyjątkiem szyi i reszty ciała, przez co wyglądałam jakbym miała doszytą głowę kogoś innego. Uroku nie dodały mi też brudy ze spływającego od gorąca podkładu. Na halloween idealnie. Na randkę już mniej. Chciało mi się płakać, ale wolałam nie pogarszać swojego stanu (o ile mogło być to możliwe), więc ratując się zaczęłam ścierać mocno resztki tej tragedii na mojej twarzy, co poskutkowało odsłonięciem podrażnionej, czerwonej jak skórka od pomidora twarzy z bonusem w postaci pryszcza na policzku… To było straszne. Ale co było zrobić, nie mogłam tkwić w tej łazience na zawsze, uciec też nie mogłam, więc podniosłam dumnie swoją twarz po przejściach i ruszyłam do stolika, ratować resztki swoje godności. Z pozorną nonszalancją oświadczyłam Markowi (teraz jeszcze bardziej zszokowanego), że nie ma między na nami chemii, a poza tym, muszę już iść do domu. Zgarnęłam swoje rzeczy i zanim zdążył cokolwiek powiedzieć prawie wybiegłam z tej kawiarni, zostawiając biednego Marka przy stoliku. Cóż, kolejne kilka dni spędziłam na przemian płacząc, wspominając swoją porażkę i patrząc z nienawiścią na wszystkie kosmetyki, obiecując sobie, że już nigdy nie będę z nich korzystać. No cóż, czas minął, a ja przyrzeczenia nie dotrzymałam, maluję się z przyjemnością 🙂

  150. 26 października 2017 at 09:03

    Pierwsze użycie eyelinera w pisaku było koszmarne. Impreza tuż, tuż, trzeba wychodzić, a ja postanowiłam upiększyć swój makijaż pięknymi kreskami. O ile górne wyszły cudnie to o dolnych nie można było tego powiedzieć. Dlaczego nikt mi nie powiedział, że takiego typu eyeliner’a nie używa się na linię wodną? Czarne białka oczu wyglądały upiornie 🙂

  151. 26 października 2017 at 00:38

    Co jest tak bardzo na topie w makijażu w ostatnich sezonach? Brwi. Gęste, krzaczaste i ciemne brwi. No cóż…do tej pory wolałam korzystać z możliwości jaką dają wygolone do połowy łuki- za pomocą kredki rysowałam taki kształt na który miałam ochotę danego dnia. Raz delikatne, dziewczęce, na drugi dzień wyrafinowane, o wysokim łuku. Wszystko fajnie i pięknie. Do czasu. I tutaj zaczyna się prawdziwy makijażowo-urodowy horror…
    Są dwa typy osób- osoby nie noszące czapek zimą, zdrowe jak ryby i te noszące z obawy przed przeziębieniem a ja zaliczam się do tej drugiej grupy (kwestia wrażliwych uszu i zatok). Pewnego dnia wyszłam na zakupy do galerii handlowej z przyjaciółkami. Zrobiłam makijaż taki jak zwykle, brwi domalowałam kredką. Po wejściu do galerii od razu uderzył mnie ten paskudny zaduch od klimatyzacji, i w ciągu sekundy zdjęłam czapkę. Po 10 minutach znajoma zwróciła mi uwagę na to, że…zapomniałam domalować brwi. Cóż, wraz z czapką „zdjęły” się i one, wraz z potem sączącym się z kosmyków. Jakie miałam wyjście? Wcisnąć czapkę na głowę lub udawać fankę Marylina Mansona…choć to drugie ze starty odpada, bo Manson miał całkowity brak brwi a nie ich połowy. Czapka wróciła na mój biedny czerep, ale zakupy były męczarnią…Teraz zapuściłam swoje brwi. Są mniej kreatywne ale MOGĘ WYJŚĆ PO BUŁKI BEZ OBAWY O WYGLĄD KOSMITKI.

    • 26 października 2017 at 00:39

      *ze startu odpada

  152. 25 października 2017 at 20:54

    W gimnazjum kiedy nie znałam się jeszcze na makijażu koleżanka podpowiedziała mi żeby zamiast pudru do operowania twarzy używać mąki. Niestety nie powiedziała jakiej mąki. Zadowolona nałożyłam na twarz mąkę pszenną i poszłam do szkoły. Koleżanki patrzyły na mnie ze zdziwieniem więc poszłam do toalety ii… zbladłam. Na twarzy miałam paskudną skorupę. Zrozumiałam, że to nie chodziło o taką mąkę ale już nigdy nie używałam tego patentu. Wolałam kupić sobie dobry puder transparentny. Niestety ta nauka mnie wiele kosztowała, ale teraz wiem, że lepiej zainwestować w porządny kosmetyk.

    • 25 października 2017 at 20:55

      Pudrowania*

  153. 25 października 2017 at 19:50

    Wieczorem gdy wróciłam z pracy odezwała się do mnie przyjaciółka. Wróciła z miasta gdzie studiuje i chciała się spotkać, poplotkować jak za starych dobrych czasów. Nie mogłam odmówić.
    Szybko wskoczyłam pod prysznic, przebrałam się i siadłam na łóżku by nieco poprawić swój wygląd i przypudrować nosek. Nie zapalałam głównego światła by nie obudzić śpiącego faceta, więc włączyłam tylko lampkę nocną. Traf chciał, że pierwszym pudrem, który trafił w moje ręce było duo do konturowania, jasny puder i chłodny bronzer. Jak wiadomo pudry są w nim bardzo blisko siebie. Wiele nie myśląc sięgnęłam po największy pędzel do makijażu by szybko przypudrować się najjaśniejszym pudrem, przy okazji na pędzel nabierał się także puder do konturowania. W świetle lampki wyglądałam całkiem, całkiem jak po 10h w pracy. 3 psiknięcia perfumami, kurtka na plecy i w drogę. Jakie było moje zdziwienie, gdy zamiast uśmiechu i zaskoczenia spotkaniem zobaczyłam szok na twarzy mojej najlepszej kumpeli. Spytała co mi jest, kto mi to zrobił. Zamurowało mnie. Zapytała skąd te sińce na twarz, kto mnie tak urządził. Grzebałam w poszukiwaniu lusterka, którego i tak nie znalazłam w swojej torebce. Za lusterko posłużyła mi przednia kamera w telefonie. Serio, nie wyglądało to dobrze. Na twarzy miałam pręgi bronzera, przypominało to taki brązowy gojący się już siniak. Kości policzkowe, nos, czoło.
    Całe szczęście, że nikt więcej mnie nie widział, zapadłabym się pod Ziemię! Cały makijaż szybciej zniknął z mojej twarzy, niż się pojawił 🙂

Zostaw odpowiedź

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

i cała reszta

Więcej w kategorii i cała reszta

Wygraj wodę perfumowaną GRASSE Allvernum!

BAFavenue21 listopada 2017

Black Friday 2017 – lista rabatów do fajnych sklepów

BAFavenue20 listopada 2017
baner konkursowy Nails Company

Zgarnij zestaw z lakierami hybrydowymi Nails Company!

BAFavenue2 listopada 2017