Ziołowa walka z rozstępami – SYLVECO Nawilżający balsam na rozstępny

Choć dobiegająca już końca ciąża nie zmieniła mojego ciała jakoś drastycznie i póki co nie pozostawia po sobie wielu blizn, od samego jej początku bardzo się pilnowałam. Dbałam o odpowiednie nawilżenie skóry, złuszczenie i ujędrnienie. Przez ten cały okres wykorzystałam chyba całkiem sporą ilość kosmetyków standardowych, jak i tych dedykowanych przyszłym mamom. Wśród nich znalazły się produkty Mama’s, balsam na rozstępy Palmers, serum do biustu, olejek i balsam na rozstępy Mustela czy kosmetyki Pharmaceris . Na sam koniec, a i wielki początek jednocześnie do tego iście specjalistycznego grona dołączyła marka Sylveco ze swoim Nawilżającym balsamem na rozstępy.

Długo nie musiał mnie do siebie przekonywać, bo produkt broni się sam za siebie po prostu świetnie. Balsam jest naturalny, hipoalergiczny, przebadany dermatologicznie i aparaturowo. Dodatkowo marka udostępnia również informacje o badaniu ankietowym i odczuciach testerek balsamu. Wynika z nich między innymi, że aż 100% ankietowanych dostrzegła super ujędrnienie i uelastycznienie skóry, a także zapobieganie pojawianiu się nowych rozstępów, natomiast 90% z ankietowanych zaobserwowała zmniejszenie widoczności już tych, które występowały wcześniej. Statystyki są więc imponujące, a jak to wygląda w praktyce?

sylveco-balsam-na-rozstepy-2

Za skutecznością Nawilżającego balsamu na rozstępy Sylveco z pewnością stoją jego składniki aktywne:
ekstrakt z lukrecji białej – wiąże wodę w skórze, wspomaga równomierne rozkładanie melaniny, działa łagodząco, antyoksydacyjnie i przeciwobrzękowo,
betulina – bardzo często występujący składnik w kosmetykach Sylveco, łagodzi podrażnienia, przywraca skórze równowagę, pomaga zwalczyć dyskomfort i uczucie swędzenia,
mocznik – zmiękcza, nawilża i ułatwia transfer składników w głąb skóry,
olej z wiesiołka – bogactwo nienasyconych kwasów tłuszczowych, poprawia kondycję skóry, jej elastyczność i wygląd,
masło kakaowe – redukuje rozstępy, rozjaśnia i niweluje blizny,
triglicerydy kwasu kaprylowego i kaprynowego – zmiękczają, wzmacniają i uzupełniają niedobór lipidów,
olej z pestek winogron – źródło witaminy E, pomocny w utrzymywaniu wody w naskórku.
gliceryna – odpowiada za nawilżenie i wygładzenie,
– panthenol – regeneruje, chroni i silnie nawilża,
witamina E – chroni przed szkodliwymi czynnikami włókna kolagenowe i elastynowe.
Jest tego naprawdę sporo i wydaje się, że taka armia po prostu skuteczna być musi.

Oprócz tych wszystkich dobroci z receptury, kosmetyk ten ma jeszcze kilka innych, ważnych zalet, co sprawia, że jest naprawdę świetnym balsamem na rozstępy w ciąży.

sylveco-balsam-na-rozstepy-3

Opakowanie. Poręczna butelka 300 ml, która idealnie leży w ręku i jest uzupełniona o pompkę, a to naprawdę istotna sprawa. Aplikacja przebiega sprawnie i bezpiecznie. Bez żadnego rozlewania na boki, bez wyślizgiwania się. Dokładnie tyle, ile sobie życzymy trafia albo na dłonie, albo bezpośrednio na ciało.

Zapach. A raczej jego brak. Do produkcji balsamu nie użyto żadnych perfum, jednego konkretnego zapachu, więc jego woń jest nie tylko mało wyczuwalna, ale i zupełnie naturalna, kojarząca się z takim „zielnikiem”. Dla mnie akurat zapachy podczas ciąży nie stanowiły problemu, ale jednak wiele kobiet się z nimi męczy, więc myślę, że to duży plus.

Konsystencja. Treściwa i stosunkowo lekka jednocześnie. Nie ciąży na skórze i nie wchłania się godzinami. Ładnie wnika w jej głąb. Nie tłuści.

Działanie. Bardzo szybko przynosi ulgę swędzącym partiom skóry i daje poczucie komfortu. Dobrze nawilża, a efekt ten utrzymuje się naprawdę przez długi czas. Jeśli chodzi o rozstępy to niestety w tym temacie (tfu, tfu) niewiele mogę powiedzieć, gdyż do tej pory udaje mi się ich unikać. I bardzo możliwe, że balsam ten się do tego przyczynia. 🙂

Wydajność. Kosmetyk ma treściwą formułę, więc nie trzeba wylewać go na siebie „kubłami”, aby działał.

Wartość dodana. Wysoce estetyczne, dopracowane opakowania (zarówno butelka, jak i kartonik). Całe mnóstwo informacji zawartych na etykietach – o składnikach aktywnych, o sposobie stosowania, o badaniach. Plus w środku ulotka, z jeszcze większą ilością informacji.

Kosmetyki marki Sylveco są dostępne zarówno w sklepach internetowych, jak i stacjonarnych, wiec z dostępnością problemów nie ma. Cena balsamu, moim zdaniem bardzo przyzwoita – ok. 37 zł.

Ciążowe problemy skórne i prosta na nie odpowiedź – BUSTFIRM Pharmaceris

Od kiedy jestem w ciąży, mam szansę na próbowanie kosmetyków z do tej pory zupełnie nieznanego mi segmentu, jakim jest pielęgnacja ciała dla przyszłych mam.

Mój codzienny rytuał nawilżania i ujędrniania brzucha, ud, pośladków i biustu opiera się na co najmniej 3 produktach. Z kolei pierwsze kosmetyki ukierunkowane na ciążę, zaczęłam stosować praktycznie w piątym jej tygodniu, więc trochę już tego zużyłam i też wiem czego mniej więcej od tego typu produktów oczekuję.

Choć nie do końca wierzę w to, że rozstępom uda się zapobiec właśnie poprzez samo wklepywanie kremów, balsamów i olejków, z pewnością są one bardzo istotne jeśli o kondycję skóry chodzi. Dlatego od samego początku wmasowuję ich w swoje ciało całkiem sporo. A i tak nie uchroniło mnie to przez rozstępami na biuście, który wcześniej był na prawdę bardzo mały i moja skóra po prostu z takim skokiem objętości w tym miejscu chyba sobie nie do końca poradziła. 😉 I nie przyszło mi do głowy, aby obwiniać w tej sprawie produkt, którego używałam w czasie ich pojawienia się. Niemniej jednak będę starała się, aby sytuacja się nie pogarszała, a jeśli się uda nawet polepszyła i mam nadzieję, że pomoże mi w tym Ujędrniający Krem do pielęgnacji biustu w okresie ciąży i karmienia BUSTFIRM od Pharmaceris, który całkiem niedawno dołączył do mojej ujędrniającej armii.

Jest to produkt przebadany pod okiem ginekologów-położników, dermatologicznie oraz klinicznie, posiadający pozytywna opinię Instytutu Matki i Dziecka. Polecany kobietom w ciąży (od 4 miesiąca) oraz młodym mamom, przy zachowaniu zasad higieny, również w czasie karmienia. Co jest fajne, bo wiadomo już teraz, że się nie zmarnuje. Porządna butelka o pojemności 100 ml (jak na sam biust, to naprawdę niemało), wyposażona jest w dozownik, za co naprawdę lubię to opakowanie. Porcje kremu przez niego podane są odpowiednie, a świeżość kosmetyku, jak i higiena, zachowana – wszystko bardzo przemyślane i praktyczne. Krem jest hypoalergiczny, nie zawiera parabenów, konserwantów, sztucznych barwników czy perfum, więc teoretycznie powinien spotkać się z tolerancją nawet wrażliwej, mającej problemy skóry.

pharmaceris-krem-do-biustu-2

Głównym zadaniem kremu jest poprawa elastyczności oraz ogólnej kondycji skóry biustu. Zapobieganie powstawaniu rozstępów, zmniejszanie napięcia skóry oraz zwiększanie jej zdolności do rozciągania się. Ponadto zapobiega podrażnieniom oraz je łagodzi. Niweluje uczucie swędzenia czy pieczenia, przywracając uczucie komfortu. Później, w czasie karmienia z kolei łagodzi i koi obolałe brodawki. Wiele z tych właściwości będę w stanie zaobserwować dopiero po kilku miesiącach, jednak już teraz mogę wspomnieć o kilku jego niepodważalnych zaletach:
– lekka, szybko wchłaniająca się formuła, nie pozostawiająca żadnego tłustego filmu czy dyskomfortu,
– skóra natychmiast staje się nawilżona, wygładzona i przyjemna w dotyku,
– krem nie pozostawia śladów na bieliźnie czy ubraniach, więc zgodnie z zaleceniami aby stosować go 2 razy dziennie, nic nie stoi na przeszkodzie, aby sięgać po niego o każdej porze dnia,
– przynosi ulgę (niweluje uczucie napięcia, swędzenia czy pieczenia), przywraca uczucie komfortu,
– niweluje uczucie ciężkości oraz drażliwość piersi,
– całkowicie wchłania się w skórę, więc sprawdza się nawet przy takich upałach, jakie obecnie mamy.
Mam nadzieję, że w dłuższej perspektywie uda mi się jeszcze dzięki niemu trochę zwalczyć te rozstępy, które już się na piersi pojawiły oraz, że nic nowego już się nie pojawi. Ponadto jestem bardzo ciekawa, jak będzie się sprawdzał podczas laktacji, ale o tym pewnie jeszcze kiedyś Wam opowiem. 😉

Ujędrniający Krem do pielęgnacji biustu w okresie ciąży i karmienia BUSTFIRM Pharmaceris dostępny jest online w sklepie marki, jak i w aptekach (stacjonarnych i internetowych), w cenie ok. 45 zł.

Czy warto odwiedzać targi dla mam będąc w ciąży?

Targi i kiermasze to od kilku lat bardzo popularna forma bezpośredniego wyjścia z ofertą do potencjalnego Klienta. Są targi modowe, wnętrzarskie, sportowe, kosmetyczne i wszystkie inne o których zapomniałam. 😉 Targi dla mam zajmują oczywiście w tym rankingu dosyć mocną pozycję i chyba do tych najbardziej popularnych należą Mother&Baby oraz Mamaville. Chociaż bywałam już na nich, po raz pierwszy poszłam tam jako zainteresowana tematem samym w sobie.

Mother&Baby to targi płatne, bilet kosztował 15 zł. Tym razem w Warszawie organizowane były w hali EXPO przy ul. Prądzyńskiego, co chyba nie było strzałem w 10. Gdy kilka lat temu byłam na Wyścigach, atmosfera wydawała się bardziej sprzyjać dzieciom i zabawom – dużo miejsca, porozstawiane stoiska kreatywne, różne gry, balony i dużo zieleni. Bardziej przypominało to oblegany piknik rodzinny czy festyn. W tym roku wszystko odbywało się w jednej hali, w zamkniętym budynku, a jedynym elementem szaleństwa była scena. Atmosfera właśnie raczej taka typowo targowa, uporządkowana. Mi akurat to nie przeszkadzało, bo nie pojechałam tam, żeby się bawić, ale jeśli, ktoś wybrał się na targi z dzieciakami, to myślę, że mógł czuć się zawiedziony.

Co do wystawców – niby wszystkiego po trochu, ale zabrakło mi stoisk ze szkołami rodzenia, z większymi produktami, takimi jak foteliki, nosidła, maty, ubrania a nawet pieluszki czy mleko, których nie widziałam w ogóle. Ogólnie wydaje mi się, że po prostu była krótka lista wystawców. Niemniej trafiło się kilka marek i produktów, które szczególnie przykuły moją uwagę i dzięki nim uważam to wyjście za udane. Przede wszystkim bezpieczne dla niemowlaków środki piorące i czyszczące, zabawki kontrastowe, sesnsoryczne i naturalne, bezpieczne kosmetyki dla dzidziusiów i różnego rodzaju poduszki dla mam. Poza tym wiele było kocyków, otulaczy i kokonów – raczej tych droższych. Wszystko wykonane w Polsce, nie tam żadna chińszczyzna. 😉 Wystawiało się wiele marek kosmetycznych z produktami nie tylko dla dzieci, mam, jak i po prostu kobiet.

Zebrałam całe mnóstwo ulotek i katalogów, niektóre z nich to bardzo przydatne i ciekawe poradniki, więc z chęcią z nich skorzystam. Wiele firm częstowało odwiedzających kuponami rabatowymi do sklepów internetowych (z których na pewno skorzystam) a na miejscu można było zrobić zakupy w „super promocyjnych” cenach. Wpadło również kilka próbek kosmetyków i środków piorących.

Sama oczywiście skusiłam się na małe co nieco i powoli zapełniająca się szuflada dzidziusiowa uzupełniona została o fajnego metkowca, kauczukową kaczuszkę do kąpieli oraz maść na podrażnienia i oparzenia. Sobie natomiast podarowałam poduszkę do spania w kształcie C, która później zmieni się w poduszkę do karmienia, albo kokonik dla malucha.

Wbrew pozorom ogólnie jestem zadowolona z targów, zdobytych tam informacji, jak i moich zakupów. I jak najbardziej uważam, że warto sobie na nie pójść. Ponieważ mamy jeszcze trochę czasu, to pewnie odwiedzę także wrześniowe targi Mamaville.

Mustela Maternite – fajna seria dla ciężarówek

Odkąd jestem w ciąży, używam różnych balsamów, kremów i olejków, które mają zapobiec powstawaniu rozstępów, nawilżać i wspomagać stale rozszerzającą się i pracują skórę piersi, brzucha, ud i pośladków. Do tej pory na moim ciele gościły formuły Mama’s, Palmers, a ostatnio do tego grona dołączyły również produkty Mustela.

Mustela to francuska marka specjalizująca się w produkcji kosmetyków dla kobiet w ciąży, młodych mam oraz dzieci. Produkty oparte są na naturalnych składnikach, pozbawione parabenów, ftalanów, fenoksyetanolu i chlorfenezyny. Są hypoalergiczne, w pełni bezpieczne zarówno dla mamy, jak i maluszka, przetestowane klinicznie. Mogą być stosowane podczas karmienia piersią, oczywiście przy zachowaniu ogólnych zasad higieny. O marce i jej produktach niejednokrotnie słyszałam i czytałam, więc ucieszyłam się, gdy nadarzyła się okazja ich przetestowania.

W moje ręce wpadły trzy produkty z linii Maternite czyli tej dedykowanej kobietom w ciąży:
– Olejek przeciw rozstępom,
– Serum ujędrniające do biustu,
– Balsam łagodząco-nawilżający.

Olejki w ciąży, jak i po porodzie są w cenie, szczególnie te jak najbardziej naturalne, które dostarczają skórze mnóstwo elementów odżywczych. Ten (Olejek przeciw rozstępom Mustela) zawiera 99 % składników naturalnych,  a wiodącymi i aktywnymi są:
– lupeol, który zapobiega powstawaniu rozstępów, poprzez zwiększanie elastyczności skóry
– olejek z nasion granatu,
– olej z awokado,
– olej z dzikiej róży,
– olej z baobabu.

Olejek ma za zadanie nawilżać, ujędrniać i uelastyczniać skórę i jak najbardziej je wypełnia. Przynosi ukojenie – automatycznie zanika swędzenie i pojawia się uczucie komfortu. Kosmetyk posiada lekką, szybko wchłaniającą się formułę. Skóra staje się miękka, nawilżona i przyjemna w dotyku. Sama olejek stosuję raczej na noc, ale na dzień również daje radę. Jego zapach to mieszanka róży i owoców – przyjemny, delikatny, niedrażniący. Przezroczysta butelka o pojemności 105 ml, wyposażona w atomizer, kosztuje ok. 55 zł.

mustela-maternite-kompozycja-2
Serum ujędrniające biust Mustela, to zdecydowanie mój ulubieniec. Ma świetną, lekką i trochę żelową konsystencję, która nie tylko szybko się wchłania, ale również delikatnie chłodzi. Koi, łagodzi i przynosi ulgę. Kosmetyk ten stosuję o każdej porze. Nie tłuści, nie brudzi, nie przeszkadza. Również opakowanie w formie tubki z dozownikiem, jest praktycznym i poręcznym rozwiązaniem.

Formuła serum wzbogacona jest o następujące składniki aktywne:
– peptydy awokado,
– wąkrotkę azjatycką,
– Elastoregulator®.

Za tubkę 75 ml, zapłacimy ok. 65 zł.

Balsam łagodząco-nawilżający Mustela, to niezwykle bogata i silnie skoncentrowana formuła do całego ciała. Wzmacnia i odżywia skórę w czasie ciąży i po porodzie. Eliminuje uczucie dyskomfortu, swędzenie czy pieczenie. Dla utrzymania odpowiedniego efektu, należy stosować go rano i wieczorem. Jego formuła oparta jest na naturalnych składnikach, a tymi aktywnymi są:
– peptydy awokado,
– ceramidy.

Mimo intensywnej konsystencji, balsam szybko wchłania się wgłąb skóry, lekko ją przy tym chłodząc i dając uczucie świeżości. Nawilża, ujędrnia i sprawia, że skóra staje się bardziej gładka i miękka. Nie pozostawia żadnej warstwy, nie brudzi i nie przeszkadza w ciągu dnia. Tubka o pojemności 200 ml dostępna jest w stacjonarnie i online w cenie ok. 60 zł

Czy będąc w ciąży naprawdę potrzebujesz ciążowych ubrań?

Czy rzeczywiście musisz kupować ubrania, które po tych kilku ciążowych miesiącach będą do wyrzucenia, albo będą czekały na dnie szafy latami, aż zajdziesz w ciążę kolejny raz? Moim zdaniem – stanowcze nie. Jak więc skompletować sobie garderobę na okres ciąży i jednocześnie cieszyć się jej elementami już po porodzie?

Nie jestem ekspertem ciążowym i oczywiście zdaję sobie sprawę z tego, że każda kobieta ten szczególny okres przechodzi zupełnie inaczej. Jedne bardzo szybko i bardzo dużo przybierają na wadze, u drugich jakiekolwiek zmiany i brzuszek ciężko w ogóle dostrzec. Jednak każda z nas wie w czym czuje się komfortowo i jak chciałaby się w ciąży prezentować. Sama należę do osób praktycznych, więc nawet przez chwilę nie myślałam o tym, aby wchodzić w sklepach na działy dla przyszłych mam, kupować jeansy z gumowym pasem, ogrodniczki czy sukienkę z miejscem na brzuch XXL. Wiedziałam natomiast, że zakupy na pewno się przydadzą, czekałam tylko na odpowiedni moment, aby dokupić potrzebne mi w danej chwili rzeczy, z których z powodzeniem będę korzystała również po ciąży.

Przez kilka pierwszych miesięcy ciało, aż tak bardzo się nie zmienia (chyba, że po prostu masz tendencję do tycia i kierujesz się zasadą „jem za dwoje”, a nie „dla dwojga”), więc dotychczasowe wyposażenie szafy sprawdza się dobrze, jak zawsze. W momencie, gdy brzuszek zaczyna się wyraźnie uwypuklać, może okazać się, że niektóre rzeczy opinają Cię, nie dopinają się, czujesz się w nich po prostu źle i to właśnie wtedy, na bieżąco można dokonywać zupełnie przemyślanych zakupów.

Spodnie
W tym zakresie chyba znacznie łatwiej jest kobietom, które nie są uzależnione od jeansu, a w szafie mają wiele spodni materiałowych wykończonych gumką, leginsów i podobnych, zupełnie elastycznych modeli. Jeśli takich nie masz, to po prostu je kup. Jeśli nie lubisz nosić tego typu spodni na co dzień, nie martw się. Po ciąży leginsy przydadzą Ci się do ćwiczenia czy biegania. A materiałowe spodnie takie jak alladynki czy baggy zawsze znajdą swoje zastosowanie czy to na wycieczkach i spacerach z maluchem czy po prostu przy pracach domowych.

Bluzki, bluzy, swetry
Kiedy bardziej dopasowane sztuki zaczną być chwilowo za małe, albo po prostu nie chcesz świecić opiętym brzuchem, sięgaj po bardziej oversizowe kroje. Te są stałym elementem praktycznie każdej nowej kolekcji, więc o ile się tylko z nimi polubisz, będziesz mogła się nimi cieszyć jeszcze długo, długo po porodzie.

Sukienki
Je w ciąży lubię najbardziej. Są nie tylko super wygodne (nic nigdzie nie uwiera, nie napiera, nie uciska), ale też kobiece. A dobrze wybrany model, podkreśli brzuszek i doda niezwykłego uroku. Świetnie sprawdzają się zarówno długości maxi, jak i te krótsze. Osobiście najbardziej lubię modele w kształcie litery A czy odcinane pod biustem, które sięgają mi do połowy uda czy do kolana. Uzupełnienie szafy o takie modele wyjdzie Ci tylko na dobre. 🙂

Spódnice
Zdecydowanie biodrówki, luźne, rozkloszowane. Tak długie, albo tak krótkie, jak lubisz. W przypadku maxi i ostatnich tygodni, może być chwilami niebezpiecznie – brzuch się obniża, więc spódnica magicznym sposobem się wydłuża, a nogi niestety tak jakby krótsze, trzeba więc uważać, żeby orła nie wywinąć.

Najważniejsza zasada przy takich zakupach „uzupełniających” –  kupować to, co rzeczywiście się nam podoba i w czym dobrze się czujemy. Wtedy na pewno nie będzie to wydatek chwilowy, a odpowiednio „przechodzony”, czasami wręcz „wymęczony”. Wbrew temu co mówią do nas sieci handlowe i reklamy – serio, da się być w ciąży ubraną, na dodatek dobrze,  i wcale nie trzeba w tym celu odwiedzać działów dla przyszłych mam, kupować specjalnych spodni czy sukienek, z których pożytek będziemy miały tylko przez kilka miesięcy.

Mam na sobie: koszulę MOODO, Sukienkę MANGO, buty ZAXY (z Answear), torebkę PAULINA SCHAEDEL, okulary MUGLER
Na sobie mam: koszulę MOODO, Sukienkę MANGO, buty ZAXY (z Answear), torebkę PAULINA SCHAEDEL, okulary MUGLER

Rooibos napojem przyszłych mam

Czerwonokrzew afrykański znany jest ze swoich niezwykle szerokich właściwości prozdrowotnych. Co jednak sprawia, że jest jedyny w swoim rodzaju, a oprócz szeregu korzyści dla przeciętnego organizmu, jest również napojem idealnym dla diabetyków, osób mających problemy z nerkami czy dla kobiet w ciąży?

Gdy na początku XX w. rooibos (czerwonokrzew afrykański) pojawił się w Europie, nie wywołał szału. Jego kariera zaczęła się rozwijać dopiero po opublikowaniu wyników badań wskazujących jego właściwości zdrowotne. Okazało się, że zawiera on dużo witaminy C, potas, flour, wapń i łatwo przyswajalne żelazo. spomaga pracę układu trawiennego, działa przeciwzapalnie, przeciwwirusowo i przeciwbakteryjnie. Zawiera antyoksydanty, obniża ciśnienie krwi, a także wydziela hormon szczęścia – serotoninę. Pozwala organizmowi na wyciszenie, relaks i odstresowanie.

W przypadku kobiet w ciąży niezwykle ważny jest brak kofeiny, który wbrew pozorom nie jest wcale taki częsty. Kobiety w ciąży mogą więc pić go bez ograniczeń, tym samym dostarczając organizmowi niezbędnych minerałów. Rooibos działa ochronnie i wzmacniająco na cały organizm. Dzięki swoim dobroczynnym właściwościom wspomagającym trawienie, łagodzi mdłości. Co więcej, może być podawany niemowlętom np. razem z mlekiem, w celu zapobiegania kolkom.

Rooibos, choć na co dzień nazywany herbatą, wcale nią nie jest. Jak nazwa wskazuje, jest to czerwony krzew z Afryki. Jego napar ma piękny, głęboki kolor i słodkawy smak. Jest przyjemny nie tylko dla kubków smakowych, ale i nosa. Można zalewać go wrzątkiem, i choć poleca się parzyć go ok.3-5 minut, to nic się nie stanie jeśli będzie siedział w wodzie dłużej. Smakuje równie dobrze na ciepło, jak i zimno. W zimie rozgrzeje, w lato zaś schłodzi, orzeźwi i nawodni.