Ulubieńcy ostatnich miesięcy (pielęgnacja) – wrzesień 2019

Do przedstawienia Wam ulubieńców kilku ostatnich miesięcy zbieram się już chyba… z kilka miesięcy 😂. Dlatego serio są to rzeczy dokładnie sprawdzone, przetestowane, a w niektórych przypadkach – kupione ponownie. Tym razem głównie pielęgnacja, bo tak sobie pomyślałam, że dla kolorówki napiszę osobny post, trochę też mi się tego uzbierało, rozumiecie. 😉

 

Ulubieńcy do pielęgnacji ciała

Na pierwszy ogień idzie mydło – Mydło Chlebowe AQUAFARINA FERMENTI konkretniej. Ukochałam je sobie z kilku powodów. Ma fantastyczną i niespotykaną bazę z kwasu chlebowego, genialny zapach chlebowych wypieków, delikatny skład i uniwersalną formułę. Może używać go cała rodzina, do wszystkich części ciała, jak i włosów. Oczyszcza, nawilża i łagodzi. Ja myłam nim również twarz. Mydło nie ściąga, nie wysusza. Przywraca skórze właściwe pH. Nadaje się do każdego rodzaju skóry. Ma konsystencję jak dla mnie typową dla żelu czy płynu pod prysznic. Całkiem dobrze się pieni. Na dole opakowania zbiera się osad, no ale tak to z naturalnymi kosmetykami bywa i raczej niczemu nie przeszkadza. 😉 Duża butla z pompką to też wariant opakowania, który darzę sympatią, także wiecie – polecam Wam.

Mydło chlebowe

Tołpa Urban Garden Balsam do ciała, to bardzo fajny balsam, który solidnie nawilża skórę. I nie pozwala aby nawilżenie ulotniło się przez kilka godzin. Skóra jest miękka i przyjemna przez wiele, wiele godzin. Podczas jego używania, ani razu nie odczułam dyskomfortu, suchej czy swędzącej skóry. Konsystencja jest treściwa i do tych lekkich nie należy, ale całkiem fajnie się wchłania, choć pozostawia na skórze delikatne natłuszczenie. Ma bardzo fajny, raczej delikatny zapach, który pozostaje na skórze przez jakiś czas. Tubka 200 ml kosztuje 22 zł, więc dobry deal to jest.

Tołpa Urban Garden Balsam do ciała

 

DEEPLY FIRMING Breast Relief Phenome, to żel ujędrniający do biustu. Niestety u mnie biustowych powierzchni do ujędrniania raczej brakuje, ale ze względu na jego konsystencję i zapach nie mogłam się oprzeć i kupiłam. Bardzo przyjemny w stosowaniu kosmetyk, który świetnie się wchłania, nie lepi się, nie pozostawia po sobie nic nieprzyjemnego. Ma genialny, charakterystyczny i bliżej nieokreślony zapach, który zmuszał mnie aplikowania żelu nie tylko w okolice biustu, ale także innych części ciała. Najlepiej to po prostu byłoby gdyby balsam do ciała o takim zapachu wypuścili, albo perfumy- jeszcze lepiej. 😀 Może przy okazji wyszłoby to korzystniej cenowo, bo niestety cena jest zabójcza. Ja akurat kupiłam serum z krótką datą ważności -70%, natomiast w stałej sprzedaży jest za 135 zł, co moim zdaniem jest przesadą. 😉

Phenome – Żel do biustu
Ulubieńcy do pielęgnacji twarzy

Tutaj przede wszystkim chciałabym pokazać Wam duet z serii VALO z Lumene. Esencja hialuronowa z witaminą C czyli VALO GLOW BOOST Lumene, to zdecydowanie ta formuła, którą lubię najbardziej. Lekka, delikatnie żelowa, szybciutko się wchłaniająca, pozostawiająca po sobie delikatne napięcie i znak, że trzeba tam jeszcze coś dobrego dla cery położyć. Jest z kwasem hialuronowym, który przyznam jest moim ulubionym składnikiem produktów takich jak sera, esencje czy nawet kremy. Jakoś inaczej się ich używa. Świetnie nawilża, wygładza i naprawia. Do tego cudnie pachnie i dzięki butelce z pipetką jest wygodne w użyciu. Do kompletu jest krem – Lumene VALO (Light) GLOW REVEAL, który również ma genialną konystencji i szybciutko się wchłania, nie pozostawiając po sobie żadnych dających dyskomfort oznak. Może służyć jako baza pod makeup, bo porządnie odżywia skórę i daje jej odpowiednie nawilżenie, ale też bez przesady – i w tym cały jego urok. Nie zalega, nie tłuści, nie ciąży. Makeup twarzy się trzyma, a nie spływa razem z kremem, który na dzień po prostu się nie nadaje. Tak jak esencja VALO GLOW BOOST, krem pachnie cudnie. Chce się po niego sięgać i chce się go na sobie nosić. Jedynym minusem tych dwóch produktów są ich ceny. Krem w okolicach 90 zł, a esencja – 130 zł. Jednak używając ich i znając filozofię marki oraz ich podejście do składników, wiem, że swojej ceny są warte. Na szczęście należą do produktów bardzo wydajnych. 🙂

Lumene VALO

Z witaminą C ostatnio też używałam Serum LIQ CC LIGHT 15% VITAMIN C BOOST. Lekkie, fajnie się wchłaniające serum. W konsystencji przypomina taki rozwodniony olej, natomiast nie jest to typowo oleista konsystencja. I wchłania się też szybciej i lepiej niż sera olejowe. Jest taki na pograniczu. Fajnie nawilża, odżywia i ogólnie tak polepsza stan skóry. Można stosować do zarówno na dzień, jak i na noc. I w zasadzie nie miałam do niego zastrzeżeń po porannej aplikacji, ale pewniej jednak czułam się nakładając je głównie na noc. 😀  Serum jest super wydaje i jedna buteleczka spokojnie wystarczy na ok.6 miesięcy. Kosztuje ok. 60 zł, więc ostatecznie się to całkiem fajnie kalkuluje. 🙂

Kwas hialuronowy BioOleo – bardzo spoko, wydajna formuła, 30 ml wystarcza na kilka miesięcy. Używałam do pod krem, albo serum olejowe. Kosztuje ok. 60 zł.

Serum LIQ CC i Kwas hialuronowy BioOleo

I jeszcze jedna rzecz z witaminą C! 😀 SYNCHROLINE Synchrovit C serum przeciwzmarszczkowe. Bardzo ciekawe, bo takie w stylu „świeżego” kosmetyku. Serum po trochu robi się samemu, gdyż sproszkowana witamina C dołączona jest do ampułki w saszetce. Pełnowartościowy kosmetyk więc mieszasz sobie sama. Na dodatek jego przydatność to jedynie 10 dni. Ma genialną konsystencję, którą skóra wręcz chłonie. Świetnie nawilża, wypełnia i wygładza, a do tego przepięknie pachnie. Miałam tylko jedno opakowanie, co oznacza, że używałam serum przez 10 dni, no tyle czasu nie wystarczyło mu za rozprawienie się z moimi zmarszczkami, także na tym polu skuteczności Wam nie potwierdzę, natomiast ogólnie kosmetyk jest baaardzo przyjemny. 🙂 Ampułka 5 ml kosztuje ok. 30 zł.

Synchroline Synchrovit

Jest jeszcze jeden krem, o którym muszę wspomnieć, bo jest genialny. Zanim po niego sięgnęłam jakoś na szał się nie nastawiałam, a z drugiej strony zaczęłam go używać następnego dnia od jego otrzymania (trafił do mnie w paczce Meet Beauty, Agencja Blog Media – dzięki bardzo! <3), bo nie wytrzymałam z ciekawości. Z marką spotkałam się po raz pierwszy, więc naturalnie chciałam ją po prostu bliżej poznać. I powiem Wam, że po trwającej około 2 miesięcy przygodzie z tym kremem, wiem, że to nie był nasz pierwszy raz. MesoBoost V-shape Face Cream sprawia, że twarz jest tak niesamowicie gładka i miękka. Do tego taka wypełniona, naciągnięta. Bez żadnych niedoskonałości, tryskająca zdrowiem i witalnością. Po pierwszej aplikacji totalnie zgłupiałam, miałam wrażenie że dotykam kogoś innego. Co ten krem robi z twarzą to po prostu bajka jest i musicie go wypróbować na własnej skórze. Do tanich nie należy. 100 zł za 30 ml, to jednak kupa kasy, ale naprawdę warto. 🤩

MesoBoost V-shape Face Cream
Ulubieńcy do oczyszczania twarzy

PURE BY CLOCHEE Oczyszczający płyn micelarny – myślę, że jak w takiej cenie to bardzo dobry produkt, choć wolę Relaksującą Wodę Micelarną Clochee, z tym, że ta jest dwa razy droższa. 😅 Dobrze zmywa makijaż. Ma delikatny zapach i wbudowaną w butelkę pompkę. Nie podrażnia i nie denerwuje. 200 ml kosztuje ok. 30 zł, dostępne w Hebe, także też na plus.

SYLVECO Tymiankowy żel do mycia twarzy jest świetny. Fajnie oczyszcza, przy czym jest bardzo delikatny. Nie podrażnia, nie ściąga. Ma delikatny, tymiankowy zapach i pompkę w butelce. Konsystencja dla żelu typowa. Nie pieni się, co dla mnie w produktach myjących do twarzy jest najważniejsze. Wydajny i do tego całkiem tani – ok. 20 zł. Dostępny wszędzie (kocham za to Sylveco 😀 ).

BIOLAVEN Płyn micelarny to mój hit i nie pierwsze opakowanie. Świetnie radzi sobie z makijażem, nie podrażnia okolic oczu i nie ściąga twarzy. Ma cudny zapach i fajną cenę – ok. 20 zł.

Sylveco – tymiankowy żel, Biolaven – płyn micelarny, Pure by Clochee – Płyn micelarny

Recenzja: Dezodorant BERGAMOTKA Jardin Cosmetics

Zapewne tak jak wiele z Was, ja też wciąż szukam swojego ideału wśród dezodorantów naturalnych. Wiele takich przez moje ręce przechodziło i przyznam Wam szczerze, że dla opisywania większości z nich, szkoda mi było czasu. Nie dawały w zasadzie nic, i nawet jakiejś takiej zwyczajnej sympatii nie wzbudzały. Dlatego też nie znajdziecie u mnie zbyt wiele recenzji naturalnych antyperspirantów. Natomiast kilka takich, które po prostu polubiłam jest i dawałam Wam o nich znać (na końcu artykułu je znajdziecie). I dzisiaj do tej grupy lubianych dojdzie kolejny, bo choć idealny nie jest, to przyjemnie się z nim żyje.

Dezodorant o którym chcę Wam dzisiaj opowiedzieć to produkt małej manufaktury kosmetycznej, tworzącej cudne receptury naturalnych i certyfikowanych składników z polskich łąk, ogrodów i lasów. Myślę, że kosmetyki te wyróżniają się na tle konkurencji kreatywnością w doborze składników oraz taką … hm, prawdziwością. Nie zawierają żadnych wspomagaczy, parabenów, silikonów, aluminium, ani nie są testowane na zwierzętach. I pewnie dlatego tak bardzo lubię ten dezodorant.

Jardin – Dezodorant Bergamotka

Dezodorant BERGAMOTKA Jardin Cosmetics – bo od początku właśnie o nim mówimy, to kombinacja składników antyperspiracyjnych, antybakteryjnych, antyseptycznych i pielęgnacyjnych. Marka zamknęła w nim i ałun (ałun – naturalny antyperspirant) i zioła (szałwię, i lipę), a także aloes i d-panthenol. Mieszanka ta zapewniać ma zarówno ochronę przed nadmierną potliwością (bez zatykania gruczołów potowych), niwelowanie nieprzyjemnego zapachu, jak i łagodzenie podrażnień. Czy właśnie w taki sposób działa? Dowiecie się za chwilę. 🙂

Płyn, przyznam – dość wodnisty, zamknięty jest w szklanej butelce z kulką, jest więc to dezodorant typu roll-on. Kuleczka działa bezawaryjnie, a na szkło, wiadomo, trzeba uważać. Aczkolwiek butelka ma dość solidne i grube ścianki, więc nic tam nie powinno się dziać. Dezodorant zamykamy plastikowym kapturkiem – nakrętką. Totalna prostota, dla wielu pewnie nic szczególnego, ale mnie jednak coś w tym opakowaniu urzekło – ręcznie opisana data ważności na etykiecie. Dla mnie świadczy nie tylko o niewielkim nakładzie kosmetyku, ale przede wszystkim o staranności z jaką jest przygotowywany.

Rzeczą, którą w tym dezodorancie lubię bardzo  jest zapach. Bergamotka – świeża, cytrusowa, orzeźwiająca – w sumie taki totalny klasyk, ale dla mnie jest tak w niej coś jeszcze, coś czego nie potrafię opisać, ale przepadam za tym strasznie. No i wiecie, dzięki takiemu, a nie innemu zapachowi, dezodorant jest zupełnie uniwersalny, przydatny dla obu płci. Swoją drogą, Earl Greya to ja w okresie jesienno-zimowym piję litrami. 😉

Jardin – Dezodorant Bergamotka

Jeśli chodzi o działanie dezodorantu, to nie będę Was oszukiwała i pisała, że świetnie sprawdza się w upały. Bo dla mnie jest jednak za słaby. I o ile z niego korzystam na co dzień, to jednak wychodząc z domu zawsze przejadę tradycyjnym, drogeryjnym antyperspirantem. Ale przy dniach „chłodniejszych” – do 20 stopni, sprawdzał się bardzo dobrze. Często stosuję go od razu po kąpieli, jako produkt kojący i łagodzący. I powiem Wam, że od kiedy go używam, skóra pod pachami znacznie rzadziej jest podrażniona, nie swędzi mnie i nie piecze. Nie tworzą mi się tam tez żadne brzydkie rzeczy. Więc pod względem pielęgnacyjnym i łagodzącym jest po prostu świetny. Uważam, że ma trochę zbyt wodnistą konsystencję, bo często zdarza się, że po prostu krople po ciele mi ciekną. I wiadomo – może być to trochę irytujące, to jednak bardziej szłabym w stronę tego, że się marnuje. 🙁 Choć przyznać muszę, że jego wydajność jest naprawdę fajna. Używam na co dzień od jakichś 3 miesięcy i jeszcze z 1/5 opakowania jest. I przy cenie 45 zł za 50 ml wygląda to w sumie dość przyzwoicie. 🙂

ZOBACZ RÓWNIEŻ:

NOWOŚĆ! Naturalny dezodorant Sylveco – moja opinia

Ałun – naturalny antyperspirant

 

Efektima: peeling cukrowy, peeling solny, myjący mus do ciała

Bez zbędnych wstępów, bo majówka mi ucieka 😅 – dzisiaj mam dla Was nowości Efektima: peeling solny, peeling cukrowy i mus do mycia ciała.

Peeling sól i olej konopny Efektima. To jest historia, którą znam – prezentowałam Wam już masło do ciała, krem do twarzy i olejek konopny, także peeling jest kontynuacją serii. I poznacie to po zapachu. 😊 Ja osobiście go uwielbiam. Jeśli chodzi o konsystencję to jest ona zbita i dość puszysta, więc bardzo przyjemna dla ciała. Drobinki ścierające czyli sól niestety jak dla mnie jest zbyt drobna jak na ciało. Ja to jednak lubię trochę ten peeling na ciele czuć. I jeśli są wśród Was zwolenniczki takich grubszych drobinek ścierających, jak ja, to odpowiednia będzie dla Was wersja peelingu z cukrem.

Peeling cukier i olej z czarnuszki Efektima. Tutaj ogólna konsystencja również jest zbita i bogata, a drobinek cukru jest naprawdę dużo i przede wszystkim są większe i bardziej nieregularne, przez co też bardziej wyczuwalne. Jeśli lubicie zapach czarnuszki (ja uwielbiam ją i jeść i wąchać), to będziecie zadowolone, bo jest wyczuwalny. Oczywiście marka ozdobiła go kilkoma nutkami, ale niewątpliwie czarnuszka tam jest, a cała kompozycja zapachowa jest naprawdę ładna.

Oba peelingi zawierają dużo składników nawilżających i natłuszczających skórę, więc pod wyjściu z wanny czy spod prysznica nawet nie trzeba się balsamować. I to zupełnie serio. Zauważycie ten efekt już podczas aplikacji. Ten peeling po prostu otula ciało takim grubym i na dodatek pięknie pachnącym płaszczem nawilżającym.

O ile ogólnie peelingi są całkiem przyjemne, to niestety opakowania wiele uroku im odejmują. Powiem szczerze, że saszetki nie są moją ulubioną formą opakowania. Akceptuję je w przypadku maseczek, płatków pod oczy czy plastrów na nos, ale w innych przypadkach raczej mi nie leżą. A gdy w grę wchodzi dodatkowo kosmetyk, którego używa się pod prysznicem, to niestety bardziej niewygodnego i niepraktycznego opakowania chyba nie ma. Mokre ręce, wszystko się ślizga, nie można otworzyć, a później ciężko jest wydobyć z saszetki całą jej zawartość. Także to zdecydowanie na minus.

Efektima: Peeling sól i olej konopny | Peelieng cukier i olej z czarnuszki | Myjący mus z ekstraktem z malin i olejem ryżowym

Ale idźmy dalej! Bo teraz – Myjący mus do mycia ciała z ekstraktem z malin i olejem ryżowym Efektima. Robi super pierwsze wrażenie. Cudnie i zupełnie słodko pachnie, a na dodatek ma fajną konsystencję, taką puszystą i milutką. Umyć się nim umyjecie i skórę od razu trochę dopieścicie, ale niestety moim zdaniem niewydajny jest. Formuła nie pieni się, ani też w jakiś bardziej widoczny sposób nie zwiększa swojej objętości czy wydajności po połączeniu z wodą, więc mi ten słoiczek 200 ml wystarczył tylko na 3 razy, a serio – chciałabym go dłużej gościć pod swoim prysznicem. Więc w tym przypadku czuję lekki niedosyt i uważam, że to po prostu dwa razy większe opakowanie powinno być.

Ulubieńcy ostatnich miesięcy czyli kwiecień 2019

Przegląd ulubieńców ostatnich miesięcy (bo tak jak myślałam, regularna w cyklu wpisów pod tytułem „ulubieńcy” nie jestem;) czas start!

1. Clochee – Relaksujący płyn micelarny 250 ml.
Ponieważ rękawice Glov, które stosowałam do demakijażu nieprzerwanie od jakichś dwóch lat, nie służyły moim dłoniom tej zimy (całą zimę, w zasadzie teraz jeszcze też walczę z przesuszoną, pękającą aż do krwi skórą), musiałam zainwestować w coś dla nich przyjemniejszego. Inwestycja bardzo udana przyznać muszę. Ładnie usuwa makijaż, nie podrażnia ani skóry wokół oczu, ani samych oczu. Nic mnie nie piecze, nie swędzi, nie jest czerwone. Płyn jest bezzapachowy, nie pieni się. No i ta butelka z pompką! 😍 Kosztuje ok. 60 zł

2. Bioup – Olejek myjący do twarzy hydrofilowy 150 ml.
To chyba najlepszy olejek do mycia twarzy jaki miałam. W połączeniu z woda zmienia swoją konsystencję i staje się delikatną, lekką emulsją, która skutecznie oczyszcza skórę, usuwa makijaż i inne zanieczyszczenia. Łatwo się go z twarzy zmywa i choć pozostawia skórę nawilżoną i taką zdrową, to nie tłuści i w żaden sposób nie ciąży. Świetnie współpracuje z innymi produktami czy to w etapowym oczyszczaniu czy późniejszej pielęgnacji czy makijażu. Jest bezzapachowy, a jego butelka wyposażona jest w pompkę. Kosztuje ok. 60 zł

Clochee relaksujący płyn micelarny | Bioup Olejek myjący do twarzy

3. NATURATIV – Krem do twarzy AOX 360.
Ojej, uwielbiam go. Jest mega treściwy, ale przy tym nie jest ciężki, więc z powodzeniem można stosować go na dzień i na noc. Bardzo ładnie wchłania się w skórę i nie pozostawia na niej tłustego filmu. „wykończenie” określiłabym raczej jako matowe. Zawiera olej: wiesiołkowy, winigronowy i z lnianki siewnej, a także kwas hialuronowy i wiele BIO ekstraktów. Pachnie troszkę tą cytryną, której ekstrakt jest w recepturze. I posiada bardzo wygodne i praktyczne opakowanie typu airless, z pompką. Trafił do mnie dzięki shinybox ❤️ Kosztuje ok. 150 zł

Naturativ – Krem AOX 360

4. BORNTREE – Sunblocker SPF50+ 50ml.
Jest to mój pierwszy krem z jednocześnie tak wysokim filtrem i tak lekką i szybciutko wchłaniającą się konsystencją. Nie ma nic wspólnego z formułą przypominającą pastę, ciężko się rozprowadzajacą, wolno wchłaniającą i bielącą twarz. Ten działa jak lekki, szybki kremik do twarzy na dzień. Można na niego spokojnie kłaść makijaż. Nie rozpuszcza go, nie zbiera w załamaniach, nie waży i nie wpływa na trwałość. Kosztuje ok. 80 zł

Sunblocker Borntree

5. L’biotica eclat – Odmładzająco-liftingujący krem pod oczy i na powieki.
Zawiera śluz ślimaka, drzewo jedwabne, kofeinę i kwas hialuronowy. I jak dla mnie jest totalnym hitem! Świetnie sprawdza się i na noc w grubszej warstwie i na dzień, pod makijaż. Nawilża, zmniejsza obrzęki, opuchliznę. Niweluje oznaki zmęczenia czy niewyspania. I pomaga pozbyć się chwilowych cieni. W żaden sposób nie podrażnia, nie uczula. Jest bezzapachowy.Konsystencję ma lekką i szybko się wchłaniającą. Kosztuje ok. 30 zł.

L’biotica – Krem pod oczy ze śluzem ślimaka

6. MINISTERSTWO DOBREGO MYDŁA – Szafran – wygładzający mus do ciała.
Zacznę od tego, że w żadnym wypadku nie nazwałabym go musem i daleko mu do jakiejkolwiek lekkości. Jak dla mnie to typowe, ciężkie i tłuste masło, które stosowane na noc potrafi zdziałać cuda. Jest to taka bomba odżywcza dla skóry, że chyba wszystkiemu da radę. Zawiera między innymi masło shea, masło kakaowe, glicerynę, olej szafranowy, olej brzoskwiniowy, olej z nasion malin, olej rokitnikowy i wiele innych naturalnych wspaniałości! Ja stosuję go na noc, głównie na mega zniszczone miejsca takie jak stopy czy dłonie. Na dzień bym się nie odważyła, bo formuła tego kosmetyku jest naprawdę „gruba”. Pachnie ładnie, trochę cytrusowo, trochę ziołowo. Kosztuje 42 zł.

7. MINISTERSTWO DOBREGO MYDŁA – Balsam w sztyfcie – Śliwka.
Powiem tak – nawet gdyby sam balsam był do niczego i tak uwielbiałabym go stosować. Ten zapach jest tak cudny, że po prostu uzależnia. Sztyft fajnie sprawdza się do miejsc przesuszonych, bo aplikacja super wygodna. Łokcie, pięty, kolana czy cokolwiek innego, punktowego będą z tego balsamu zadowolone, bo to również bomba odżywcza jest! Masło shea, maso kakaowe, masło illipe, wosk pszczeli, olej z pestek śliwy, olej kokosowy, olej z rącznika i inne dobre dla skóry składniki. Kosztuje 56 zł.

Ministerstwo Dobrego Mydła – Sztyft śliwka i Wygładzający mus szafran

8. Ingrid – Podkład Ideal Match
Nie mogłabym o nim nie wspomnieć. Pierwsze wrażenie robi średnie, to znaczy na mnie średnie zrobił, bo nie lubię ciężkich podkładów, które dają efekt maski. Ja to jednak wolę jak jest lekko i jeśli się da – naturalnie. Jednak pierwsze wrażenie to zmyła, bo podkład fantastycznie wtapia się w skórę chwilkę po wklepaniu. Krycie jakieś tam daje, więc całkiem naturalnie to wszystko wygląda, a nie ciąży, nie denerwuje. Na dodatek całkiem trwały, nie zbiera w załamaniach i nie wysusza skóry. Ładnie wyrównuje koloryt i zasłania niedoskonałości. Kosztuje ok. 25 zł.

Ingrid – Podkład Ideal Match

9. Bi-es – Woda perfumowana No 44.
Kolejny cudowny zapach w kolekcji! Łączy w sobie i owoce i kwiaty: arbuz, bergamotka, jaśmin, róża, piżmo, drzewo sandałowe, paczula. Oprócz genialnego zapachu, super trwałość i dobrej jakości flakonik o pojemności 100 ml. Aż ciężko mi uwierzyć, że kosztują one ok. 37 zł!

Relaksujący Balsam do ciała Naturativ – czy warto go mieć?

Dzisiaj kosmetyk, z którym przez jakieś dwa miesiące się nie rozstawałam, a moje ciało tworzyło z nim jedność. Choć wpadł w moje ręce zupełnie przypadkowo i nieplanowanie, to nawet w zapasach swojego nie odstał. 😉

Mowa oczywiście o produkcie ze zdjęcia – Relaksującym Balsamie do Ciała Naturativ. I już na wstępie przyznam się, że dopóki nie dostałam miniatury balsamu w ShinyBox, to o marce nie wiedziałam nic. Była to zupełna nowość, która przede wszystkim oczarowała mnie swoim zapachem. Później zaczęłam używać Kremu do twarzy 360°AOX, a na koniec wpadł w moje ręce ten balsam. I o ile zapach, z którym miałam do czynienia zaczynając swoja przygodę z Naturativ (karmelowo – waniliowo – cytrynowy), był taki słodziutki i milutki, to w Relaksującym Balsamie do Ciała spotkała mnie zupełnie inna historia. Bardziej świeża i taka energetyczna, ale równie ciekawa i nieoczywista. Trawa cytrynowa i kokos, to świetne połączenie!

NATURATIV Balsam do ciała


Balsam zawiera w sobie całe mnóstwo dobrych dla skóry i naturalnych składników aktywnych. Składają się na nie tłoczone na zimno oleje, roślinne ekstrakty i masła.

Masło Shea – intensywnie nawilża i ujędrnia. Jest naturalnym filtrem UV.
Masło kakaowe – nawilża i chroni przed szkodliwymi czynnikami zewnętrznymi.
Kwas hialuronowy – nawilża i transportuje inne składniki aktywne w głąb skóry,
Ekstrakt z zielonej herbaty – działa antybakteryjnie, przeciwzapalnie.
Ekstrakt z hibiskusa – ujędrnia.
Naturalna witamina E – pełni funkcję antyoksydanta.
Betaina roślinna – nawilża.
Olejek z trawy cytrynowej – pięknie pachnie i dodaje energii. Skórę wygładza i odświeża.

Aż sama się dziwię, że przy takich składnikach aktywnych można uzyskać tak lekką i przyjemną konsystencję. Serio. Wchłania się bardzo szybko i praktycznie śladu po sobie nie zostawia. Nie zastyga na skórze, nie tłuści. Jest więc idealny do stosowania również na dzień. Szczególnie, że nie zostawia po sobie żadnej warstwy, która mogłaby wiązać się z jakimś dyskomfortem.

Skóra rzeczywiście jest milutka, mięciutka i nawilżona. Nie występują żadne przesuszenia czy podrażnienia. Wręcz przeciwnie, jak sama nazwa balsamu wskazuje – skóra zrelaksowana jest, a do tego wszystkiego pięknie pachnie.

Oprócz ciała, smarowałam nim dłonie, które bardzo źle znoszą wszelkie chłody czy wiatry. Traktowałam go wtedy jako taką naturalną bombę odżywczą.

NATURATIV Balsam do ciała

Na uwagę zasługuje również opakowanie (typu airless), bo naprawdę jest bardzo porządne. Tuba z mlecznego, grubego plastiku zakończona jest świetnie spisującą się na co dzień pompką. I właśnie takie praktyczne i utrzymujące kosmetyk w świeżości rozwiązania lubię najbardziej. Jej pojemność to 200 ml. Więc wiecie – na miesiąc, półtora takiego codziennego stosowania.

Balsam kosztuje ok. 60 zł i myślę, że warty jest swojej ceny.

Masło do ciała BURITI Herbal Care Farmona i właściwości oleju buriti

Jeżeli lubicie kosmetyki Farmona, moc naturalnych składników, masła do ciała i cudne zapachy, to dzisiejszy wpis jest dla Was! 🙂

Jakiś czas temu zostałam zatowarowana w masła do ciała z linii Herbal Care marki Farmona. O ile zapachy takie jak Lawenda i Dzika Róża nie są czym niezwykle oryginalnym (chociaż oczywiście uwielbiam je szczerze), to chwilę poźniej wpadłam na tajemnicze Buriti i to właśnie ono skradło moje serce, wtedy głównie ze względu na przepiękny, orientalny zapach.

Herbal Care Farmona – Masło do ciała Buriti

Nie wiem jak Wam, ale mi Buriti nawet nie kojarzyło się z niczym konkretnym, ale teraz już wiem, że olej buriti pozyskuje się z palmy winnej, która na dziko rośnie sobie w Brazylii. Jest nie tylko dość mało popularny, ale też niezwykle cenny dla skóry. Posiada ogromne ilości antoksydantów, w tym beta-karotenu czy witaminy C. A także prowitaminy A i witaminy E.

Jak olej buriti działa na skórę?
Wpiera odbudowę komórek i regeneruje skórę, więc tym samym opóźnia jej starzenie się. Wspomaga produkcję elastyny i kolagenu. Dogłębnie nawilża i spłyca zmarszczki. Wyrównuje koloryt i przeciwdziała niedoskonałościom. Koi skórę, a nawet rekcje alergiczne łagodzi. Reguluje też wydzielanie sebum i jest naturalnym filtrem przeciwsłonecznym.

Jest więc idealnym składnikiem kosmetyków do pielęgnacji twarzy, jak i ciała. Choć jak już wspomniałam wcześniej popularny nie jest i ja sama zetknęłam się z nim pierwszy raz właśnie dzięki linii Herbal Care Farmona.

Herbal Care Farmona – Masło do ciała Buriti

Oprócz wyżej wymienionych właściwości Masła do ciała Buriti Herbal Care Farmona, bo olej ten oczywiście jest w składzie kosmetyku. Mogę powiedzieć, że jak na masło jest dość lekkie. Nie jest to tłusta konsystencja stworzona na bazie masła shea czy kakaowego. Jest treściwa, ale nie ciąży, nie drażni. Wchłania w skórę, pozostawiając po sobie delikatny film natłuszczenia i nawilżenia oraz ten boski zapach! Skóra jest nawilżona, miękka i przyjemna w dotyku. Masło nie powoduje podrażnień czy swędzenia. Przy cienkich warstwach wchłania się naprawdę szybko, więc nie pozostawia też plam na ubraniach. Dlatego w takich mniejszych ilościach można też spokojnie stosować je w ciagu dnia. Sprawdzi się raczej każdą porą roku, choć w tych cieplejszych zdecydowanie bardziej nocą. 🙂 Tak do nawilżania ciała ogółem, w codziennej pielęgnacji jest bardzo spoko.

Opakowanie to niski słoik o pojemności 200 ml, który kosztuje ok. 14 zł. I myślę, że to całkiem uczciwa stawka.

Herbal Care Farmona – Masło do ciała Buriti

Nowość! Konopne masło do ciała z oliwą z oliwek Efektima

Jakiś czas temu Efektima wypuściła nową linię kosmetyków z olejem konopnym. Jako pierwszy premierę miał Olejek konopny, później był Krem do twarzy z olejem konopnym, a teraz z taśmy zeszło Konopne masło do ciała z oliwą z oliwek Efektima.

Zarówno o całej serii, jak i właściwościach oleju konopnego już Wam opowiadałam przy dwóch poprzednich recenzjach, więc tym razem nie będę przynudzała i przejdę od razu do konkretów. 🙂

 

Opakowanie. Niski, plastikowy słoiczek z aluminiową nakrętką. Raczej dla masła – standardowo. Etykieta lekka, nawołująca do całej linii. Pojemność 200 ml

Konsystencja. Jak na masło całkiem lekka. Mimo tego, że zbita, to jednak nie tak tłusta i ciężka.

Zapach. Taki sam jak przy Olejku konopnym i Kremie do twarzy z olejem konopnym. Na mój nos – inspirowany męskimi perfumami wzorowanymi na babskich, czyli One Million Dolar Pacco Rabanne. 😉 Bardzo ładny, przyjemny i utrzymujący się na skórze jakiś czas.

Składniki aktywne. Oczywiście – olej konopny, oliwa z oliwek, a także olej kokosowy.

Cena. Około 20 zł, więc i dramatu nie ma i szału też. 🙂

Konopne masło do ciała i oliwa z oliwek Efektima

Ogólnie jest bardzo przyjemne w użyciu. Dzięki tej lekkiej konsystencji można stosować je i na dzień i na noc. Łatwo się rozprowadza po skórze, fajnie i sprawnie w nią wnika. Nie należy do ciężko rozsmarowujących się maseł, które najpierw muszą na kaloryferze swoje odleżeć, żeby dało się z opakowania na ciało je przełożyć. 😉 Oprócz świetnego zapachu i takiego dającego się poczuć pod palcami nawilżenia, nie pozostawia na skórze zbyt wiele, więc ubrań nie brudzi. Można więc spokojnie stosować je przed wyjściem z domu. W aktualnie trwającym okresie zimowym sprawdził się bardzo przyzwoicie. Ani żadne przesuszenia nie miały miejsca, ani podrażnienia. I myślę, że może sprawdzić się również wiosną czy nawet latem, kiedy skóra potrzebuje nawilżenia bardzo, ale panująca ciepłota nas do tego zniechęca. Te masło powinno wtedy dać radę.

Konopne masło do ciała i oliwa z oliwek Efektima

Ulubieńcy: styczeń 2019

Dzisiaj ulubieńcy! 🙂 Pierwszy raz piszę taki post i zastanawiam się jak długo wytrwam w cykliczności ich pojawiania się, albo jaka w ogóle będzie ich częstotliwość. Choć tytuł wskazuje na podsumowania miesięczne, to nie jestem przekonana, że tak będzie. Posty te raczej będę uzależniała od tego czy w danym okresie rzeczywiście ci ulubieńcy się u mnie pojawili czy też nie. Ok, to zaczynamy.

Matowe pomadki płynne OH!MyLips Eveline Cosmetics już na mojej stronie gościły, ale nie ta czerwień. Gdy ją zobaczyłam po prostu przedpadłam! Czerwoną pomadkę traktuję jako coś pewnego, może to, co teraz napiszę nieskromne będzie, ale po prostu dobrze w niej wyglądam. Oczywiście zdarzają się odcienie, które niekoniecznie są dla mnie, ale wszystkie żywe czy ciepłe, tak jak i ta są moimi. A tą kocham i za kolor i jakość.

Kolejnym odkryciem okazało się serum do brwi L’Biotica – Activ Brow, którego używam już od prawie dwóch miesięcy. Raczej nigdy nie narzekałam na brwi, bo zawsze były dość pełne, kształtne i niewiele musiałam robić, żeby dobrze wyglądały. I nadal tak jest, z tym, że od jakiegoś czasu zaczęły gdzieś tam przy demakijażu wypadać i troszkę się przerzedziły. A, że wyraźne brwi uważam za istotny „element” mojej twarzy :D, to i serum się u mnie pojawiło. Efekty takie, jakich się spodziewałam – wzmocnienie i zagęszczenie. Przestałam tracić brwi naprawdę bardzo szybko. Producent obiecuje pierwsze efekty po miesiącu stosowania, ale mi się wydaje, że już wcześniej produkt zaczął działać, także duuuża okejka. 🙂

Eveline Cosmetics OhMyLips | L’biotica Brow Active

Bi-es For Woman. Marka zaskoczyła mnie bardzo pozytywnie swoją nową kolekcją zapachów – Numbers Collection. Podoba mi się w niej naprawdę wszystko. I zamysł, i flakony, zapachy, a także ich niesamowita trwałość i ta super niska cena. Tak dobre wrażenie ciężko jest przebić, więc jak dotarły do mnie te perfumy, ja już nie byłam zaskoczona tylko wręcz zszokowana! Bo zapach uwiódł mnie totalnie! Mega mocny i silny, ale nadal kobiecy. Słodycz jest w nim dość dobrze ukryta, ale oczywiście wyczuwalna. Myślę, że to bardzo zmysłowy, ale też niejednoznaczny zapach. Przepiękny, po prostu. Niestety ten do sprzedaży nie wszedł, a ja otrzymałam go od marki jako prezent świąteczny. Nie mniej – polecam Wam serdecznie pozostałe produkty tej marki. 🙂

Bi-es Woda perfumowana

Jakiś czas temu skorzystałam z kodu rabatowego, który znalazłam w shinybox i nakupowałam kosmetyków zupełnie dotąd mi nieznanej marki – INSIGHT. Wzięłam szampon, odżywkę, żele pod prysznic, a także coś do mycia dla mojej małej. I wow! Wszystkie sprawdziły się fantastycznie. Szampon i odżywkę opisałam w instagramowym denku na Insta Stories, tak samo żel do mycia z serii Sensitive. Kosmetyki naturalne, w dużych opakowaniach, z wygodną pompką, z pięknymi zapachami i super efektami. Już planuję kolejne zakupy. 🙂

INSIGHT

Cougar Brazillian Papaya Facial Oil – olejek do twarzy, który znalazłam w jednym z pudełek ShinyBox. Zawiera kwas hialuronowy i pewnie właśnie dlatego tak go lubię. Dodatek hialuronu zawsze nadaje taką charakterystyczną konsystencję, która fantastycznie sunie po twarzy i super szybko się wchłania. A do tego i działanie wzmocnione. Uwielbiam to. Zawsze używam go w połączeniu z innymi produktami, jako serum. Po toniku, ale przed kremem, w których towarzystwie dobrze sobie radzi. Nawilża, wygładza i odżywia. Mimo tego, że ulubieńcem jest, ma jedną sporą wadę – super niepraktyczne opakowanie.

Styczeń to niewątpliwie miesiąc pod znakiem zawartości kalendarza adwentowego. Ponieważ jeszcze w listopadzie zdecydowałam się na kupno Lookfantastic, to przez prawie cały grudzień mogłam się cieszyć kolejnymi nowościami, a część z nich od razu zacząć używać. I tym sposobem na koniec do zestawienia ulubieńców stycznia wpadają aż 4 produkty, które znalazłam właśnie w kalendarzu adwentowym Lookfantastic.

Pędzel dwustronny Lookfantastic

Dwustronny pędzel Lookfantastic – w jednej strony wachlarz. Z drugiej zbity stożek, którego używam do pudrowania okolic oka i to w zasadzie jest ten mój ulubieniec. Włosie miękkie, miłe i radzące sobie z kosmetykami, a jednocześnie trwała forma i idealny (do zadań specjalnych) – kształt. 🙂

Black Magic Mascara Drama & Curl Eyeko – bardzo fajny tusz z tradycyjną, wyprofilowaną szczoteczką. Niby za takimi nie przepadam, a tu taka niespodzianka. 😉 Rozczesuje rzęsy, rozdziela je podczas malowania, widocznie podkręca. Miniatura starcza nawet na miesiąc.

BBB London Ultra Slim Brow Definer czyli ultra cienka kredka do brwi. Tak zwany „automatic”. 😉 W stronę woskowej, ale z fajną pigmentacją i dobrą (nie za tłustą) konsystencją. Jest miękka, więc łatwo się nią kreśli nie podrażniając przy tym delikatnego łuku brwiowego. Kolor tez bardzo mi podpasował.

Grow Gorgeous Thickening Hair & Scalp Mask Intense – włosy milutkie, mięciutkie i pachnące. Wygładzone, ale nieoklapnięte. Nawilżenie bez obciążenia i straty świeżości. Bardzo podoba mi się ten zapach – jest dość intensywny, więc to nie dla wszystkich może być zaleta. Konsystencja dość standardowa, trzymająca się włosa, ale też dobrze się spłukująca.

Lookfantastic | BBB London | Eyeko

Sposób na alergie kontaktowe. Pielęgnacja skóry serią Metalscreen NUEV

Ostatnio dostałam do testów produkty nowej na rynku marki do pielęgnacji skóry – Nuev. Seria metalscreen dedykowana jest skórze skłonnej do alegrii. Szczególnie chroni przed metalami, w tym najbardziej powszechnym dzisiaj niklem. Jako, że sama na alergie kontaktowe raczej nie cierpię, to zestaw przetestowałam razem z moją przyjaciółką, która bardzo musi uważać na to, z czym jej skóra ma kontakt i jakich kosmetyków używa. Wiele rzeczy powoduje u mniej zaczerwienienia, wysypki czy krosty, w tym również wspomniany nikiel. Seria więc wydawała się być dla niej idealna.

Zanim jednak przejdziemy do sedna – czyli podsumowania testów, warto jeszcze powiedzieć kilka zdań o samej marce. Pewnie wiele z Was właśnie dowiedziało się o jej istnieniu, więc nie mogę pozostawić Was w takiej niewiedzy. Marka weszła na rynek w 2018 roku, a w  zasadzie nawet w jedno drugiej połowie. Aktualnie ofertę tworzą dwie linie. Kosmetyki Nuev to produkty chroniące skórę przed tym, co w naszym środowisku dla niej nieprzyjemne. Chroni przed alergiami kontaktowymi, a seria screenmetal nakierowana jest jak sama nazwa wskazuje właśnie na metale, również wszechobecny nikiel. Za tą ochronę odpowiada opatentowany składnik – Chitathione. To właśnie on tworzy barierę ochronną, pozostawiając na skórze swoisty film, który nie przepuszcza zanieczyszczeń i szkodliwych jonów metali.

Krem ochronny i Balsam do ciała z serii metalscreen NUEV

I właśnie screenmetal sobie testowałyśmy. Znajdziemy w tej serii Odżywczy krem ochronny i Wygładzający balsam do ciała i dłoni. Krem występuje w 3 poziomach ochrony. Można stosować go na twarz, jak i punktowo na ciało. Oprócz bariery ochronnej, która te wszystkie 3 kremy od siebie różni, gołym okiem można zauważyć nieco inną ich konsystencję. Wraz z zwiększającym się poziomem ochrony, formuła kremu jest cięższa i bardziej tłusta. Choć 3 poziom ochrony nadal jest przyjemnym i dobrze wchłaniającym się produktem, to pozostawia po sobie cienką warstwę tłustego filmu. Idealnie sprawdza się w mroźne dni. I do pielęgnacji twarzy, i do podleczenia przesuszonych obszarów na ciele, takich jak na przykład łokcie. To czy nada się pod makijaż, chyba zależy od stanu cery i osobistych preferencji. Tutaj ta ochrona rzeczywiście jest wyczuwalna. Odżywczy krem ochronny, 2 poziom ochronny, to nieco lżejsza wersja. Szybko się wchłania, pozostawiając przyjemną w dotyku, miękką i zdrową skórę. Ta wersja pod makijaż sprawdzi się zapewne u większości z Was. Współpracuje z innymi kosmetykami kolorowymi, nie powodując żadnych szkód. Z innymi produktami pielęgnacyjnymi też mu po drodze. Myślę, że to taka optymalna, nadająca się na każdą porę opcja. Wersja ta super sprawdza się do pielęgnacji dłoni. Przesuszone dostają i nawilżenie, i odżywienie. Od razu czuć, że lepiej się im robi. A co fajne – tłustej powłoki po sobie nie pozostawia, więc życia nie utrudnia. 🙂 Ostatnia wersja kremu – 1 poziom ochrony, to najlżejsza, szybciutko wchłaniająca się konsystencja, która najlepiej chyba będzie sprawdzała się latem. Właśnie dlatego, że działa, ale śladu po sobie nie zostawia. Co najważniejsze – podczas stosowania kremów, u przyjaciółki nie wystąpiły żadne podrażnienia czy alergie, także ochrona, nawet ta najmniejsza (poziom 1) chyba rzeczywiście działa. 🙂

Seria metalscreen NUEV

Wygładzający balsam do ciała i dłoni, w „ciężkości” konsystencji bardziej chyba przypomina Krem 3 poziom ochrony, bo jednak jakąś powłokę na skórze się wyczuwa i wchłania się też dłużej. Mimo wszystko jest to jednak zupełnie inny produkt. Nawilża i wygładza. Skórę podrażnioną (na przykład depilacją) łagodzi i koi. Daje radę w zimę, ale myślę, że i na cieplejsze pory roku będzie dobry. Bo ostatecznie na skórze nie ciąży.

Zapach dla całej serii jest taki sam. Niestety chyba nie potrafię go opisać dokładnie. Moja przyjaciółka nazwała go „mydlanym”, ale ja chyba nie do końca się z tym zgadzam. Tak czy siak – miły, neutralny i delikatny. Myślę, że mało komu by się nie spodobał. 🙂 A jednocześnie nie przeszkadza i nie miesza się z perfumami czy innymi pachnidłami.

Kosmetyki Nuev mają bardzo proste i jednocześnie urocze opakowania – zwyczajne tubki, zapakowane w kartoniki, niby nic takiego, a jednak! Minimalistyczny design swoje robi. 🙂

I mam jeszcze dwie ważne rzeczy do dodania.
1.Kosmetyki Nuev są uniwersalne – odpowiednie dla każdego rodzaju skóry i w każdym wieku.
2. Ceny za taki „specjalistyczny” kosmetyk są przyzwoite myślę. Zaczynają się od 37 zł za balsam, a za krem od 40 (1 poziom ochrony) do 76 (poziom 3).

VIANEK: Intensywnie kojące masło do ciała z ekstraktem z liści borówki brusznicy

Dzisiaj mam dla Was mój ulubiony ostatnio kosmetyk do pielęgnacji ciała! I co więcej jest to masło! 😀

Co do pielęgnacji „całości” chyba jestem dość wymagająca. Nie lubię gdy długo się wchłania, nie lubię gdy tłuści, gdy się lepi, roluje czy nieodpowiednio dla mnie pachnie. Nie lubię zbyt lejących się konsystencji, ale rozprowadzać musi się gładko. Lubię też wygodne, poręczne opakowania, ciekawy i przyjazny skład i …. I w zasadzie mogłabym tak jeszcze wymieniać przez kilka wierszy te wszystkie moje lubiane i nielubiane cechy produktów do ciała, ale chyba warto omówić to na konkretnym przykładzie. 🙂 I jest nim Intensywnie kojące masło do ciała z ekstraktem z liści borówki brusznicy VIANEK.

Zacznę od opakowania, bo jest super proste i choć ogólnie wolę pompki czy dozowniki, to jasna sprawa, że z masłem by to nie przeszło. Jest to więc po prostu plastikowy słoiczek o pojemności 250 ml. Jest zgrabny, więc nie ma problemu z utrzymaniem go w dłoni, a na łazienkowej półce też nie zajmuje za dużo miejsca.

Konsystencja przyznam, że jak na masło jest bardzo przyjemna. Nie jest tak ciężka jak zazwyczaj. Choć mega konkretna i bogata, to jednak o wiele lżejsza. Może właśnie określenie producenta, jest tym najbardziej trafnym – aksamitna. Nie sprawia więc problemu przy aplikacji. Sprawnie się rozprowadza po ciele i też stosunkowo szybko się w skórę wchłania.

Zapach w kosmetykach marki Vianek, to moja słabość. Jeśli już jest, to zazwyczaj jestem nim zachwycona. Tak jest i tym razem. Nic więc dziwnego, że tak chętnie tym masłem się smaruję. 😀 Szczególnie, że perfumy zostają na ciele przez jakiś czas.

Fajnie nawilża i odżywia skórę. Sprawia, że jest miękka i przyjemna w dotyku. Działa też wzmacniająco i przeciwstarzeniowo. Nie tłuści jej i w żaden sposób nie zapycha. Sprawdza się na co dzień. Używałam go nawet w upały. Wtedy większość kosmetyków do ciała mnie męczyło, a ten dawał radę i nawet przyjemność mi sprawiał. Może jest to też kwestia jego „kojących” właściwości. Do poduchy jest jak znalazł niezależnie od pogody.

Wiadomo, że jak każdy kosmetyk Vianek, tak i ten ma przyjazny, naturalny skład. Zawiera między innymi masło shea, wosk pszczeli, ekstrakt z liści borówki brusznicy czy olejek lawendowy.

Masło jest wydajne, więc te 250 ml starczy na jakieś 2-3 miesiące codziennego wsmarowywania. Kosztuje ok. 30 zł.

Olejek konopny Efektima – czy warto?

Nie pierwszy raz spotykam się z olejem konopnym i jego udziałem w kosmetykach pielęgnacyjnych. Z resztą na bieżąco dzieliłam się z Wami moimi nowościami i odkryciami. I choć kolejne produkty z olejem z konopii wchodzące na rynek nie są dla mnie zaskoczeniem, to Olejek konopny marki Efektima po prostu mnie zaciekawił. Przyzwyczaiłam się, że nawet do pozornie prostego produktu, zawsze dodają coś od siebie, a to czyni go innym i trochę wyjątkowym. Efektima nie zawiodła mnie i tym razem. 🙂

O szerokim i dobroczynnym spektrum działania oleju konopnego pewnie słyszało również wiele z Was. Dzięki zawartym w nim nienasyconym kwasom tłuszczowym, aminokwasom, proteinom, fosfolipidom czy witaminom, działa regenerująco, odżywczo, antyoksydacyjnie, przeciwzapalnie i antybakteryjnie. Działa kojąco zarówno na skórę, jak i włosy. Chroni je przed szkodliwymi czynnikami zewnętrznymi i stara się zatrzymać czas :D. Jest intensywny, ale potrafi być bardzo delikatny, dlatego poleca się go do skóry wrażliwej, skłonnej do podrażnień. Zaopiekuje się również wszystkimi rodzajami włosów, wzmacniając je, ułatwiając rozczesywanie, dodając blasku i pracując nad regulacją wydzielania sebum.
Oprócz oleju konopnego w składzie Olejku konopnego Efektima znajdziemy również olej z pestek winogron i witaminę E.

Olejek konopny Efektima

Opakowanie to wygodna i poręczna plastikowa butelka o pojemności 150 ml. Wyposażona jest w atomizer, co sprzyja bezproblemowej aplikacji. Działa sprawnie (tworząc mgiełkę), więc w zależności od upodobań można spryskiwać nim ciało i włosy, jak i uzbierać odpowiednią porcję w dłoniach i dopiero nimi rozprowadzić olejek po skórze.

Jedną z ważnych i wyróżniających cech oleju konopnego, jest określenie „suchy olej” – czyli taki, który szybko się wchłania i praktycznie nie pozostawia po sobie śladu na skórze. I tak jest w tym przypadku. Olejek nie tylko dobrze się rozprowadza, ale też ekspresowo wchłania i oprócz zapachu (intensywnego, przyjemnego i mi osobiście kojarzącego się z męskimi One Million Paco Rabanne) i ogólnie lepszej kondycji, nie pozostawia na skórze nic więcej. Jego konsystencja (jak się zapewne domyślacie) jest bardzo lekka i przyjemna, nawet w lato. A przy okazji tej pory roku, dodam tylko, że stosowałam olejek w najgorsze upały, na całe ciało i zdał egzamin o wiele lepiej niż nie jeden balsam czy inne mazidło do ciała. Nawilżał i odżywiał je, ale w żaden sposób nie obciążał, nie zapychał i nie tłuścił – rewelacja!

Olejek konopny Efektima

No to parametry techniczne już znacie, czas na działanie i efekty. 🙂 Lato, wysokie temperatury, ostre słońce i wysuszająca klimatyzacja to jednak ciężkie warunki dla całego organizmu. I choć gorące dni nie przeszkadzają mi w ogóle, to jednak skóra i włosy potrzebują w tym okresie trochę więcej. I ten olejek zdecydowanie im to daje. Skóra nawilżona, odżywiona, pachnąca. Zdrowo i zachęcająco wyglądająca. Olej zostawia na niej taki trochę efekt glow, więc wiecie jak to wyglada na opalonym ciele? Najlepiej. Naprawdę fajnie sprawdza się do codziennej pielęgnacji, bo nie jest ciężki, męczący. To taka, lepsza, lżejsza wersja oleju, która fantastycznie sprawdza się również na włosach. I wydaje mi się, że szczególnie kręconych, bo bardzo fajnie podbija skręt i dodaje mu blasku – włosy wyglądają po prostu pięknie. Oczywiście trzeba uważać, żeby nie przesadzić i nie uzyskać ostatecznie „mokrej włoszki”, jednak z umiarem potrafi zrobić wiele dobrego. I na końcówki działa też – nawilża i poprawia kondycję.

Kosmetyk ten oficjalnie mianuję swoim ulubieńcem i szczerze polecam przetestować, może i Was też oczaruje.:)

Olejek konopny Efektima dostępny jest tylko w Rossmann, w cenie ok. 25 zł.

Instagramowe wiosenne DENKO (instastory)

Na co dzień używam tak wielu produktów, że ciężko jest mi opisywać w pełnych recenzjach je wszystkie. Zwyczajnie czasu na życie bym nie miała. Ale spokojnie. Znalazłam na to sposób!

Postanowiłam uruchomić projekt DENKO i publikować mini recenzje na instastory. 😀 W przeciągu kilku ostatnich tygodni kilka się już pojawiło.

Mini recenzje znajdziecie w wyróżnionych relacjach na Instagramie, a poniżej zamieszczam taki „spis treści”, żebyście wiedziały czego możecie się tam spodziewać. Taką aktualizację będę publikowała na stronie mniej więcej co kwartał – jest denko wiosenne, później będzie letnie, jesienne itd.

Mam nadzieję, że ta szybka i konkretna forma Wam się spodoba.

Aby na bieżąco podglądać nie tylko „denko”, ale i wszystko co z BAFem związane, serdecznie zapraszam do obserwowania profilu! 🙂
@BAFAVENUE.PL

Na upały – odżywcza mgiełka zamiast balsamu

Gdy za oknem panuje tak gorąca, wakacyjna aura, średnio chce mi się wcierać balsamy, masła i inny olejki. A wiadomo, że zmęczona słońcem skóra potrzebuje nawilżenia, odżywienia i odświeżenia. Dlatego, gdy mamy upały takie jak teraz, sięgam po mgiełki i inne spraye, które o kondycję skóry i mój komfort zadbają. Jedną z nich jest Odżywcza mgiełka do ciała Papaja&Tamarillo Tutti Frutti Farmona.

Jak większość kosmetyków z serii Tutti Frutti, mgiełka pachnie obłędnie. Słodko, ale nie mdło, świeżo i egzotycznie. Skórę odżywia dzięki zawartym w niej ceramidom, proteinom mlecznym oraz całemu kompleksowi nawilżającemu (m.in. gliceryna, olej z nasion słonecznika, ekstrakt z liści rozmarynu).

Opakowanie to dobrze leżąca w dłoni butelka o pojemności 200 ml, która została wyposażona w dobrze sprawujący się atomizer. To właśnie dzięki niemu aplikacja mgiełki, jest tak przyjemna. Tworzy on wilgotną chmurkę, bez strumieni, bez cieknących bokiem kropel.

Mgiełka błyskawicznie wchłania się w skórę, nie zostawiając na niej żadnej lepkiej czy tłustej warstwy. Jedyne co po sobie pozostawia to fantastyczny, letni zapach i zadbaną skórę. Na dzień idealna. Na noc raczej sięgam już po coś cięższego. W związku z tym, że nie podrażnia, spokojnie można stosować ją również po depilacji. Nie zauważyłam, żeby mgiełka przyczyniała się do większej potliwości. Nie męczy też uczuciem lepkości. Jak dla mnie super komfortowa sprawa, pewnie dlatego tak często po nią sięgam. 🙂

NOWOŚĆ! Naturalny dezodorant Sylveco – moja opinia

Jakiś czas temu (w zasadzie całkiem niedawno) w Sylveco pojawiła się nowość – Naturalny Dezodorant. Trafił w moje ręce w dwóch wariantach – kwiatowym i ziołowym. I w ofercie na razie tylko te dwa są. Powiem szczerze, że strasznie mnie zaciekawiły i ucieszyły. Bo mimo tego, że naturalne dezodoranty często rady nie dają, to kosmetykom Sylveco zaufałam już kilka lat temu i po prostu wierzyłam, że i z takim tematem marka sobie poradziła.

Oba dezodoranty zostały oparte na naturalnych składnikach aktywnych. A ze składów wykluczony został alkohol i sól aluminium. Głównym składnikiem aktywnym w wersji ziołowej jest ekstrakt z kory dębu, kwiatowej – szałwia lekarska. Mają absorbować pot, hamować rozwój bakterii i niwelować nieprzyjemny zapach. Czy udało się wypełnić założenia?

Od razu moją uwagę przykuły opakowania, które wydały mi się strasznie urocze. Kulki (roll-on) są w kolorach etykiet, kwiatowy – cukierkowy różowy, ziołowy – żywy zielony. Sylveco zawsze dbało o estetykę produktów, również tych już otwartych i używanych, co naprawdę doceniam i lubię. Etykiety mimo tego, że często lądują pod wodą, z kosmetyków nie znikają, nie odklejają się, nie niszczą w żaden sposób. I takie same świetnie prezentujące się naklejki, mają i te dezodoranty.

Naturalny Dezodorant Sylveco w wersji kwiatowej i ziołowej

Wersja kwiatowa zaskoczyła mnie bardzo. Nie uwierzycie czym. Zapachem! Generalnie nie lubię zapachów określanych mianem „kwiatowych”, szczególnie w przypadku różnego rodzaju dezodorantów. Dla mnie po prostu są straszne. Ale ten dezodorant, to zupełnie inny kwiatowy. Pachnący trochę ziołami, trochę cytrusami, takimi świeżymi roślinami, a przede wszystkim naturą. Strasznie fajny, nienaciągany, bez sztucznego podkręcania (przynajmniej mój nos tego nie wyczuwa). No serio – ogromne wrażenie na mnie zrobił ten zapach kwiatowy. 🙂 Choć ziołowy też jest niczego sobie. Trochę bardziej neutralny, uniwersalny. I z pewnością więcej nut cytrusów w nim, więc i bardziej taki „fresh”, ale w dobrym tego słowa znaczeniu.

Konsystencja myślę, jak na taki produkt, dosyć standardowa. Płynna emulsja, która wnika w skórę. Choć wiadomo – nie od razu, chwilkę trzeba poczekać. Ale warto, bo nic się nie roluje i nie zbiera w zagięciach czy fałdkach (jak tam wolicie :P). Podczas aplikacji nie swędzi, nie piecze, nie podrażnia. Można go stosować bezpośrednio po depilacji.

Testowanie tych dezodorantów przypadło na naprawdę wysokie temperatury, które przez wielu określane są afrykańskimi upałami, także przebiegały bez taryfy ulgowej. Zarówno na ciele moim, jak i mojego M. Ogólne wrażenie pozytywne. Niweluje potliwość i neutralizuje zapachy. Suchość zapewnia, ale nie oszukujmy się, jak większość antyperspirantów, tylko do jakiegoś momentu. Jeśli na zewnątrz, w słońcu jest z 40 stopni, to chyba tylko silne blokery dają radę. W warunkach nieco lżejszych sprawdza się bardzo dobrze i utrzymuje okolice pach w suchości i świeżości. Co myślę dosyć istotne – zapachy, i ten kwiatowy i ziołowy, dosyć szybko się ulatniają, więc nie tworzą się z ich udziałem nieprzyjemne mieszanki.

Cena Naturalnego Dezodorantu Sylveco w internecie to 27 zł / 50 ml.

 

Zobacz również:

Miętowa pomadka z peelingiem Sylveco

Ziołowa walka z rozstępami – SYLVECO Nawilżający balsam na rozstępny

 

Nanotropocollagen – Kolagen NTC

ntc-kolagen-1

Kolagen NTC to producent nanotropocollagenu – aktywnego kolagenu naturalnego, który oprócz produktu dostarcza np. poprzez stronę internetową porządną dawkę wiedzy.

Kolagen NTC to produkt w 100% naturalny, pozbawiony jakiejkolwiek chemii. Występuje on w formie żelu, w opakowaniach o poj. 50 i 300 ml, które dostępne są m.in. w sklepie internetowym producenta (TUTAJ).

Serdecznie zapraszamy i polecamy lekturę w postaci „bazy wiedy“ zamieszczonej na stronie Kolagen NTC.

Wkrótce i u nas będziecie miały okazję do poczytania o produkcie – bądźcie czujne! 🙂

 

Posłoneczna pielęgnacja

Słońce, mimo tego, że daje nam wiele radości, energii i przede wszystkim opaleniznę, niewątpliwie nie ma dobrego wpływu na skórę.

Promienie słoneczne wysuszają ją. Niszczą włókna elastyny i kolagenu, które odpowiadają za jej młody wygląd. Powodują przebarwienia, podrażnienia i (niejednokrotnie) oparzenia. Dlatego wakacyjna i posłoneczna pielęgnacja jest tak ważna. Skórę całego ciała należy odpowiednio nawilżyć, odżywić i zregenerować, a także ujędrnić, zmiękczyć i wygładzić; często również wyrównać koloryt.

W celu odpowiedniego nawilżenia i regeneracji ciała najbardziej odpowiednie będą naturalne balsamy i mleczka o właściwościach odżywczych, ujędrniających i kojących, takie jak Nawilżający balsam do ciała RE9 Advanced® od Arbonne (bogaty w  przeciwutleniacze i witaminy; wygładza, odpręża i nawilża), Balsam rozświetlający Ecodermine od Cztery Pory Roku (bogaty w minerały, beta-karoten i witaminy; utrzymuje opaleniznę, regeneruje, działa przeciwstarzeniowo, niweluje przebarwienia) czy naturalne oleje (natłuszczają, regenerują, koją i łagodzą).

wakacyjna-pielegnacja-arbonne-olej-avocado-cpr
Mat. prasowe: Arbonne, Manufaktura Kosmetyczna, Cztwery Pory Roku

 

W okresie wakacyjnym do pielęgnacji twarzy należy używać przede wszystkim filtrów i to nie tylko podczas opalania. Oczywiście najlepiej sprawdzają się te delikatne, na bazie naturalnych składników, jak np. Krem przeciwsłoneczny SPF 30 Embryolisse. Aby uniknąć przebarwień warto również zainwestować w kosmetyk z dużą zawartością witaminy C (rozjaśni) i kwasu hialuronowego (zatrzyma wodę w skórze, ujędrni i poprawi jej kondycję), np. taki jak Biofusion Krem Regenerujący 3C/SPF10 od Yonelle.

wakacyjna-pielegnacja-twarzy-yonelle-embryollise
Mat. prasowe Emryolisse, Yonelle

 

Do wyrównania kolorytu mogą posłużyć dobre balsamy brązujące i samoopalacze. Aktualnie jednymi z najlepszych na rynku (posiadające ponad 80% organicznych składników!) są produkty Vita Liberata. Wszystkie balsamy, pianki i bronzery tej marki nadają subtelny i naturalny efekt. Bez smug, zacieków i pomarańczowego odcienia skóry.

vita-liberata-kolaz-pianka-rekawica
Mat. prasowe Vita Liberata

 

Naturalne kostki – Sztuka Mydła

sztuka-mydla-kompozycyjne

Naturalne mydło w kostce – jeszcze kilka lat temu prawie wieść o nim zaginęła (zastąpiony detergentami, produktami w płynie), a dzisiaj jest jednym z najbardziej rozchwytywanych produktów naturalnych. Dlaczego?

Mydło naturalne niewątpliwie ma przewagę nad innymi kosmetykami myjącymi pod wieloma względami. Przede wszystkim nie zawiera sztucznych barwników, parabenów, silikonów itp. Ich bazą są niezwykle drogocenne w kosmetologii składniki aktywne, takie jak oleje  czy masła roślinne. Jest uniwersalne – tego samego mydła możesz użyć do oczyszczenia zarówno twarzy, jak i ciała. Pomagają zwalczać problemy i choroby skórne, takie jak łuszczyca, egzema, łupież czy  atopowe zapalenie skóry. Koją i łagodzą podrażnienia, będąc często hypoalergicznymi. Zazwyczaj w pełni bezpieczne, nawet dla alergików czy niezwykle delikatnej skóry dziecięcej. Naturalne mydła świetnie sprawdzają się w codziennej pielęgnacji skóry, dostarczając jej wszystko to, czego potrzebuje. Dzisiejsza atrakcyjna i zróżnicowana oferta, sprawia, że każdy znajdzie odpowiednią dla siebie kostkę, wzbogaconą o składniki, które rozpieszczą, nie tylko ciało, ale i zmysły – tak jak mydełka ze Sztuki Mydła.

Mydła tam powstające są w 100% naturalne, wolne od parabenów, konserwantów i sztucznych barwników. Wytwarzane z najlepszej jakości składników (tj. oleje, masła roślinne, olejki eterycznych, a także dodatki: glinki, suszone płatki kwiatów, płatki owsiane, sól morska, węgiel drzewny aktywny, mleko kozie, miód i olejki eteryczne), tradycyjną metodą na zimno, która gwarantuje wysoką jakość produktu. 

sztuka-mydla-bloto-dynjo-pinkglink

Mydełka krojone są w kostki o wadze: 50g, 100g i 130g (mydła solne). Każde z nich jest ofoliowane i zawiera estetyczną etykietkę z najważniejszymi informacjami o produkcie. Po ich otworzeniu od razu wyczuwa się mieszankę naturalnych, budzących zmysły składników – owoców, kwiatów. W ofercie Sztuki Mydła  znajdziecie kilka kategorii, m.in.: mydła solne, peelingi i bezzapachowe. Te ostatnie dedykowane są największym wrażliwcom, natomiast dwa pozostałe świetnie radzą sobie z oczyszczaniem, złuszczaniem i pielęgnacją. Wszystkie mydełka są bardzo delikatne, nie podrażniają i nie wysuszają skóry. Po wyjściu z wanny pozostaje ona czysta, miękka, pachnąca i odpowiednio odżywiona.

Wśród szerokiej i ciekawej gamy mydełek Sztuki Mydła znajdziecie m.in: Różowy i Cedrowy Solniak, Dynjo, PinkGlink oraz Błoto i to właśnie te mydełka chcemy zaprezentować. Zaczniemy od Solniaków, które są dosyć charakterystyczne i z pewnością różnią się od innych mydeł.

sztuka-mydla-kompozycja-solniaki

Zarówno Cedrowy jak i Różowy Solnak wyglądają, jak produkty dwufazowe, tyle, że konsystencja jest stała i do tego bardzo zbita. Są znacznie twardsze i cięższe niż inne mydła, dzięki czemu wystarczają na dłużej. Piana jest gęsta i specyficzna. Osadza się głównie na pocieranym mydełku, więc należy ją sobie zbierać i przenieść na ciało, w celu jego oczyszczenia.

Cedrowy Solniak to propozycja przywodząca na myśl wakacje nie tylko wyglądem, ale składem i zapachem. Oprócz soli morskiej (pozbywa się toksyn z organizmu, odżywia, rozluźnia mięśnie i skórę), mydełko zawiera: glinkę rhassoul (głęboko oczyszcza, odżywia, zwalcza sebum i uelastycznia), masło shea (nawilża, regeneruje, odmładza) oraz olej kokosowy (nawilża). Natomiast zapach został skomponowany z cedru oraz pomarańczy, których połączenie tworzy woń cytrusowych drzew. Dodatkiem, który sprawia, że podczas kąpieli można poczuć się jak w SPA są płatki nagietka – zatopione w kostce, co jakiś czas uwalniają się.

Drugim polecanym przez nas Solniakiem jest ten Różowy  – oparty na różowej glince (wygładza, wzmacnia, koi), maśle shea, oleju kokosowym oraz oczywiście soli morskiej. Taka mieszanka zapewnia nie tylko głębokie oczyszczenie, ale i odprężenie zarówno dla ciała, jak i umysłu, gdyż nad wanną unosi się zmysłowy zapach grejpfruta przełamanego korzennym goździkiem.

Mimo dużej zawartości soli morskiej oba mydełka są niezwykle delikatne, dlatego nie powinny występować żadne podrażnienia, nawet u osób mających stosunkowo wrażliwą skórę.

Mydło dyniowe (Dynjo), błotne (Błoto) i z różową glinką (PinkGlink), soli morskiej nie zawierają, ale mają inne, równie ciekawe składniki, które zadbają o skórę i cerę. Wytwarzająca się z nich piana jest gęsta i zarazem lekka. Ze względu na swoje orzeźwiające, cytrusowe zapachy, są wręcz idealne do kąpieli w upalne dni.

sztuka-mydla-dynjo-pinkglink

Dynjo, jak sama nazwa wskazuje zawiera w sobie jakże bogatą w beta-karoten dynię, a także składniki aktywne takie jak: masło kakaowe (natłuszcza, ochrania), olej ze słodkich migdałów (nawilża, wygładza), płatki owsiane (złuszczają martwy naskórek) oraz nadające piękny i naturalny zapach olejki eteryczne. Bardzo dobrze oczyszcza skórę, peelingując ją i odpowiednio nawilżając.

Błoto, jak zapewne się domyślacie, zawiera w swoim składzie Błoto z Morza Martwego, które zapewnia porządne oczyszczenie, wygładzenie i odprężenie. Mydło te bogate jest również w składniki takie jak: oliwa z oliwek, olej ze słodkich migdałów, masło kakowe oraz olejki eteryczne. Pachnie świeżo, cytrusowo. Bardzo dobrze oczyszcza skórę, delikatnie peelingując.

PinkGlink to przewaga drogocennej glinki różowej, która wykazuje właściwości dezynfekcyjne, wzmacniające i wygładzające. W połączeniu ze składnikami takimi jak: olejek eteryczny paczuli (pielęgnuje skórę wymagającą i problematyczną) i rozmarynowy (koi podrażnienia, łagodzi, pomocny w walce z problemami i chorobami skórnymi), olej awokado (koi, łagodzi, nawilża) oraz masłem shea, tworzą niezwykłą mieszankę, która odpowiednio zadba o każdy rodzaj skóry, nawet ten trudny i wymagający. Mydełko bardzo dobrze oczyszcza, pozostawiając skórę nawilżoną, odżywioną i pięknie pachnącą.

Wszystkie mydełka są niezwykle przyjemne w użyciu, dlatego z pewnością spodobają się zarówno wielbicielom takich produktów, jak i osobom, których przygoda z naturalnymi kostkami dopiero się zaczyna.

Warto pamiętać, że odpowiednio przetrzymywane mydła, znacznie wolniej się zużywają. Dlatego należy zadbać o to, aby każdorazowo kostki miały możliwość całkowitego wyschnięcia, na dobrze zaprojektowanych mydelniczkach – z ząbkami, na których kładziemy mydło i dziurami, przez które woda może swobodnie uciekać.

Mydła dostępne są w sklepie internetowym producenta  – Sztuka Mydła, w cenie od 7 zł  za mydło małe (50g) i od 13 zł za dużą kostkę (100g).

Relaksująca i pachnąca kąpiel – Indigo Home Spa

indigo-home-spa-balsam-kapiel-glowne

Są dni, kiedy potrzebujemy się zrelaksować, wyciszyć i zapomnieć o wszystkim tym, co znajduje się dookoła. Bardzo często w celu tym, zamykamy się w łazience i wskakujemy do wanny.

Gorąca kąpiel w wannie to nie tylko forma relaksu i odstresowania się. Takie „leżakowanie” przyniesie również ukojenie zmęczonym i obolałym mięśniom, zminimalizuje bóle związane z zakwasami oraz poprawi krążenie krwi. Gorąca woda zmusi również organizm do wydalenia toksyn poprzez wypocenie.

Aby kąpiel była przyjemnością i spełniała dodatkowe funkcje, należy dobrać do niej odpowiednie kosmetyki. Mogą być to płyny do kąpieli, olejki, sole i inne tego typu produkty. Wiele z nich odpowiada za fajny nastrój, a także nawilżenie, wygładzenie czy ukojenie. Spośród nich najczęściej sięgamy i powracamy do tych, które mają piękne i trwałe zapachy, tak jak te z Indigo Home Spa.

indigo-home-spa-kula-balsam-kapiel

  1.  Kula do kąpieli XXL Pop Sugar, to bardzo intensywnie musująca mieszanka minerałów, witamin, oleju migdałowego, ekstraktu z jabłek i perfum. Przepiękny zapach unosi się nie tylko w łazience, ale i w sąsiadujących pomieszczeniach. Bardzo długo utrzymuje się na skórze, która po kąpieli jest naoliwiona, odżywiona i bardzo głęboko nawilżona. To naprawdę niezwykły produkt, którym powinnaś obdarowywać siebie, jak i innych! 🙂 1 kula przeznaczona jest na dwie kąpiele. Cena: 18 zł.
  2. Skoro kąpiel, to i kosmetyk myjący musi być! Balsam do kąpieli Magic Star, to niezwykle poręczny i praktyczny kosmetyk. Butelka o pojemności 250 ml wyposażona jest w pompkę, która znacznie usprawnia nakładanie balsamu na dłonie, a później na ciało. Opakowanie jest mleczno-przezroczyste, więc w przypadku osiągania poziomu denka, wiesz kiedy się zatowarować. Balsam ładnie się pieni i oczyszcza, pozostawiając na skórze niesamowitą woń perfum. Niezwykle ważną informacją i cechą tego produktu jest zawartość oleju macadamia, który bogaty jest w witaminy A, B i E oraz składniki mineralne. Cena: 35 zł.
  3. Na deser zostały nam same słodkości czyli Balsam do ciała Candy Crush, zawierający wiele składników aktywnych. Są nimi: Wosk pszczeli, D-panthenol, Masło Shea, Gliceryna, Lanolina, Alantoina, Olej Słonecznikowy, Ekstrakt ze skrzypu. Jest to świetny, przepięknie pachnący kosmetyk. Zapakowany w poręczną i praktyczną buteleczkę (poj. 300 ml) z pompką. Bardzo szybko wchania się w skórę, nie pozostawiając na niej żadnej dodatkowej warstwy, dobrze ją przy tym nawilżając i sprawiając, że jest miła i gładka w dotyku. Perfumy zawarte w balsamie pozostaja na ciele przez kilka godzin, a może nawet i dłużej. Cena: 29 zł.indigo-home-balsam-candy-crush

Niekwestionowaną przewagą kosmetyków Indigo Home Spa nad innymi, są naturalne składniki bazowe oraz genialne i bardzo długo utrzymujące się na ciele zapachy. Ich wybór jest naprawdę duży i z pewnością dla każdego znajdzie się coś dobrego.

Wszystkie produkty dostępne są w sklepie internetowym producenta – TUTAJ.

 

Antybakteryjna ochrona stóp – Nowość – Olejek No.36

stopy-plaza-piasek

Już za chwilę zaczną się pierwsze wyjazdy, długie weekendy i urlopy wakacyjne. Choć leżakowania na słońcu w pobliżu wody potrzebuje każdy z nas, musimy pamiętać, że woda podgrzewana promieniami słonecznymi często bywa groźna. Jest ona bowiem siedliskiem i idealnym wręcz środowiskiem do rozmnażania się bakterii i grzybów.  Na szczęście są sposoby, aby się z nimi wszystkimi rozprawić, a stopom, które są najbardziej na infekcje narażone, zapewnić ochronę. Jest nim nowość marki No.36 to Olejek z drzewa herbacianego do stóp i paznokci.

Kosmetyk ten posiada dwa naturalne składniki aktywne: origanol i olejek z drzewa herbacianego. Są one odpowiedzialne za silne działania antybakteryjne, przeciwzapalne i przeciwgrzybicze. Dodatkowym atutem jest aplikator zakończony pędzelkiem, który znacznie ułatwia rozprowadzenie kosmetyku.

Cena – ok. 10,50 zł

No36_Olejek_z_drzewa_herbacianego_pen-male

Lekkie balsamy do ciała

balsamy-do-ciala

Pewnie całkiem spory procent z nas, nierzadko przy zakupie kosmetyków do pielęgnacji ciała, a zwłaszcza balsamów kieruje się przede wszystkim zapachem, a nie składem czy skutecznością działania. Lubimy jak nasze ciało ładnie pachnie i nie ma w tym nic dziwnego. Dlatego dziś ulubieńcy zapachowi, jeśli o balsamy chodzi.

Sexy Little Things Victoria’s Secret to balsam, który nadaje Twojej skórze niezwykle kuszący i uwodzicielski zapach. Trochę słodki, ale nie przeszkadza to ani trochę, bo tak właśnie pachną aniołki. Zarówno Ty, jak i Twój partner pokochacie go równie mocno.

Toffi Sephora – balsam stworzony dla wszystkich fanek karmelu, toffi, krówek i kajmaku. Zdecydowanie bardziej dietetyczny niż wszystkie te słodkości 😉 . Jego karmelowy zapach sprawi, że szybko się zaprzyjaźnicie, a ta wygodna buteleczka z pompką pozostanie z Tobą na dłużej.

Dwufazowy balsam do ciała Avon – w odróżnieniu od poprzednich balsamów, ten jest rozświetlający. Oprócz malutkich mieniących się drobinek na ciele pozostawia zapach wanilii i przypraw korzennych. Nie jest bardzo intensywny i mocny, natomiast jeśli woni wanilii nie lubisz, to i z polubieniem tego balsamu będziesz miała problem.

balsamy-do-ciała
Sephora Toffi, Victoria’s Secret Sexy Little Things, Avon dwufazowy balsam wanilia i przyprawy korzenne

Jeśli nie masz żadnych problemów ze skórą, to tego typu kosmetyki do pielęgnacji ciała mogą być w zupełności wystarczające. Jeśli jednak, skóra jest wysuszona, wtedy okazuje się, że potrzebujesz czegoś więcej. Ale czy masz przez to rezygnować ze swoich ulubionych zapachów? Oczywiście, że nie! Traktuj te balsamy jako perfumy dla ciała i nie wymagaj od nich zbyt wiele. W celu odpowiedniego nawilżenia zawsze możesz położyć warstwę mocno regenerujących i bezzapachowych specyfików (jak np. masło Shea), a następnie wsmarować swój obłędnie pachnący balsam.

Drogocenne olejki

Od jakiegoś czasu bardzo popularne stały się olejki. Naturalne, bogate w nienasycone kwasy tłuszczowe zastępują sztuczne metody stosowane w  medycynie estetycznej. Do stosowania olejków otwieracie i dumnie przyznają się gwiazdy typu Miranda Kerr czy Eva Mendes, które postawiły na naturalne sposoby zapobiegania starzenia się skóry.

Naturalne olejki bardzo mocno nawilżają i regenerują skórę, dzięki wszystkim zawartym w nich witaminach, przeciwutleniaczach i ogromnej ilości nienasyconych kwasów tłuszczowych. Wszystkie te składniki dodają skórze sprężystości. Olejki może nie likwidują zmarszczek, ale spłycają je i jeśli będą używane odpowiednio wcześnie, to mogą im w małym stopniu zapobiegać.

olejek-argan-riche-1
Olejek arganowy – EcoRiche

W jakim wieku powinno się olejków używać? Można je stosować w każdym wieku. Najważniejsze żeby ich stosowanie miało sens. Jeśli nasza cena jest tłusta, olejki mogą tylko sytuację pogarszać. Jednak dla skóry suchej czy dojrzałej powinny być idealne. Olejki można używać sezonowo np. po lecie i zimie. Jednak nie należy z nimi przesadzać i zastępować wszystkie dotychczas używane kosmetyki. Dajmy skórze trochę różnorodności.

olejek-argan-riche-2
Olejek arganowy – EcoRiche

Original Source

Żele Original Source

Niby żel pod prysznic jak każdy inny, a jednak! Ma w sobie coś, po co chcemy wracać. Może nie jest to tylko kwestia samego kosmetyku, a marketingu,  designu, mody? Bo chyba możemy powiedzieć, że Original Source jest marką modną i wyróżniającą się.

A co takiego mają w sobie same kosmetyki? Ich siłą z pewnością są świetne zapachy. Gdy czuję te maliny z wanilią to po prostu się rozpływam! Tak samo jest w przypadku kokosa i mango. Są słodkie, soczyste i bardzo intensywne. Ale nie tylko takie zapachy znajdziemy wśród żeli i płynów do kąpieli tej marki. Możemy np. skąpać się w czekoladzie, orzeźwić miętą, albo nawdychać cytrusów. Można by rzec – dla każdego coś dobrego.

Wszystkie produkty posiadają oznaczenie Vegan Society, co oznacza, że produkt jest wegański, a podczas jego produkcji nie zostały użyte żadne składniki o pochodzeniu zwierzęcym. Certyfikat ten gwarantuje nam również, że kosmetyki nie były testowane na zwierzętach. Może być to bardzo istotna informacja dla wielu z Was i kolejny duży plus dla marki.

Żel Original Source Vegan Society

Żele pod prysznic  są w poręcznych tubach (250ml), które stawiamy na wannie do góry nogami. Dzięki temu nie czekamy, aż żel nam spłynie, bo po otwarciu od razu nam wycieka na rękę. Jego konsystencja przypomina trochę galaretkę. Tubki są przezroczyste, więc na bieżąco kontrolujemy ich stan. I tym sposobem doszliśmy do minusa – żele zbyt szybko się kończą! 😉

A Wy lubicie Original Source? Jakie są Wasze zapachy?

Żele Original Source